Drag, ale nie queen

Książka pt. Przebrani w płeć. Zjawisko drag w kulturze ukazała się na polskim rynku wydawniczym w lutym 2011 roku, czyli około dwa miesiące temu. Sądząc po ilości recenzji na jej temat [*], nie cieszy się ona zbyt wielkim zainteresowaniem czytelników. Nic zresztą dziwnego, zjawisko drag w Polsce wciąż nie jest zbyt popularne, często wręcz nieznane i bagatelizowane. Mało tego, ci, którzy coś na temat dragu słyszeli, w większości słyszeli tylko o drag queens. Tymczasem zakres tematyczny tej publikacji został zawężony do zagadnienia drag king. Drag queens potraktowani zostali tutaj marginalnie, pojawiają się jedynie w celach porównawczych. Czy to oznacza, że nie ma powodu, by po tę książkę sięgać? Wręcz przeciwnie. No chyba, że poszerzanie swojej wiedzy z zakresu kultury ograniczamy jedynie do zagadnień związanych z kulturą masową. Jeżeli nie, jeżeli interesuje nas to, co niezależne, odważne, intrygujące i inne to jest to publikacja dla nas.

Całość Przebranych w płeć składa się z dziewięciu tekstów będących próbą analizy zjawiska drag king z różnych perspektyw oraz ze zdjęć wykonanych przez Martę Kokoszyńską. Autorami tekstów są przeróżni ludzie, w większości osoby związane ze światem nauki, także takie, które mają w swoim dorobku wydawniczym kilka innych pozycji dotyczących tematów związanych z mniejszościami seksualnymi (np. Dorota Majka-Rostek, autorka książek Mniejszość kulturowa w warunkach pluralizacji i Związki homoseksualne czy Marta Konarzewska, współautorka Zakazanych miłości). Znajdziemy tu także teksty studentów studiów humanistycznych, osób związanych z nieregularnikiem Furia, czy wreszcie tekst będący swego rodzaju „spowiedzią” członkini jedynej grupy drag kings w Polsce, Magdaleny Farat, znanej także jako DK Morfi. Duża zróżnicowanie zainteresowań, wykształcenia czy podejmowanych przez autorów zawodów przekłada się także na różnorodność tekstów. Co prawda nikt z czystym sumieniem nie byłby w stanie stwierdzić, że jest to książka w pełni wyczerpująca temat drag kings, jednak z pewnością daje ona podstawy do tego, by na ten temat prowadzić dalsze dyskusje. Podjęto tu bowiem próbę zdefiniowania terminu drag king zarówno z perspektywy psychologicznej, społecznej, feministycznej, kulturalnej (przy czym w jednym z tekstów wykroczono także poza granice kultury europejskiej) jak i w odniesieniu do teatru, czy gender studies. Znajdziemy w tej książce także liczne odwołania do występów i wypowiedzi konkretnych grup dragkingowych z całego świata; do tekstów literackich, w których temat dragu się pojawił; nieco nieoczekiwaną analizę teledysków Kate Bush; oraz – co dla mnie najciekawsze – wywiad z członkiniami Da Boyz i wspomnianą już wyżej spowiedź jednej z członkiń tej grupy.

Drugim poza różnorodnością atutem tej książki jest fakt, że nie jest to publikacja traktująca o banałach, czyli o tym, co każdy Kowalski wie lub czego się domyśla o drag kings. A jak przeciętny Kowalski reaguje na drag kings? Z reguły nie wie, kim oni/one są, bądź tworzy sobie w głowie obraz drag kinga na podstawie tego, co wie o drag queens. A więc skoro drag queen to mężczyzna przebierający się w celach artystycznych za kobietę, by w takim stroju zaśpiewać piosenkę, to drag king musi być kobietą przebierającą się za mężczyznę i analogicznie wykonującą na scenie utwór muzyczny. Nic bardziej błędnego! Po pierwsze, autorzy tej książki zwracają uwagę na fakt, że drag queen wcale nie musi być mężczyzną, a drag king wcale nie musi być kobietą, choć rzeczywiście w większości przypadków tak jest. Po drugie, strój drag queen często jest bardziej wyrazisty, można by powiedzieć, że jest mocniejszą karykaturą kobiecości, niż stroje drag kings – męskości. Co za tym idzie, często drag kings by przyciągnąć uwagę widzów muszą do swoich występów dodawać inne elementy poza samym śpiewem i tańcem, ponadto nie jest im tak łatwo przebić się do mainstreamu.

Książka ta jest także próbą ustalenia motywów, jakie powodują, że drag king pojawia się na scenie. Szczególnie spodobała mi się odpowiedź DK Antonio na pytanie Marty Konarzewskiej: Doświadczenie drag king oczywiście nie daje się jednoznacznie zdefiniować, ale gdybyście miały podjąć taką próbę…?. DK Antonio odpowiada, że drag king to:

Przestrzeń dla negocjacji własnej płciowości, przestrzeń poszukiwań… Drag jest jak magiczne lustro. Kostium czyli strój jest jakby naskórkiem, chroni prawdę – chwiejność, która może być w każdym z nas, płynność, którą odrzucamy… Drag king rzuca nam wyzwanie, mówi: „Bądźcie sobą! Nie dajcie się wpakować w patriarchalny gorset!”.

Przywołując zwłaszcza ostatnie zdanie oraz biorąc pod uwagę, że w Polsce mamy tylko jedną grupę drag kings, można by wysnuć hipotezę, że cała książka Przebrani w płeć jest wezwaniem skierowanym do osób, które chciałyby rozpocząć karierę jako drag king, ale się wstydzą. No bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że podjęto się wydania książki na temat, którego praktycznie w Polsce się nie podejmuje ani w teorii ani w praktyce? Wezwanie to jest jednak trochę nieprzekonywujące i hipotezę tę możemy raczej odrzucić. O ile z początku zachwyt nad tą książką może stać się niemalże bezgraniczny, to po całej lekturze dojdziemy do wniosku, że brakuje nam kilku rzeczy. Przede wszystkim wywiad z dziewczynami z Da Boyz był świetną okazją do tego, by je podpytać o może nieco bardziej prywatne sprawy, oczywiście nie w celach plotkarskich, a jedynie w celu poszerzenia świadomości czytelnika. Nie od dziś przecież wiadomo, że to, co nieznane bardzo często budzi nie tylko niezrozumienie i ośmieszanie, ale także agresję i nienawiść. I choć wywody teoretyczne mogą tę tematykę przybliżyć, to nie oszukujmy się, sama teoria niepodbudowana praktyką cudów nie zdziała. A w książce tej zabrakło właśnie praktyki, czyli informacji o tym, dlaczego i kiedy dziewczyny zdecydowały się po raz pierwszy stanąć na scenie, w jakim środowisku wzrastały (czy wychowywały się w małych czy dużych miejscowościach, jak ich rodzina podchodzi do ich zajęcia). Druga rzecz to zdjęcia zamieszczone na końcu książki. Choć są intrygujące, miejscami nawet kontrowersyjne, to jednak brakuje tu elementu związanego z momentem samego „przebierania się”, chociażby najmniejszego odkrycia rąbka tajemnicy, co się dzieje po tej drugiej stronie sceny, za kulisami. Już nie będę poruszać kwestii związanych z tym, jak to się robi, a więc jak z kobiety nagle „stać się mężczyzną”, bo pewnie każdy drag king ma swoje tajne sposoby na stworzenie zarostu, ukrycia biustu, czy dodania wypukłości między nogami, którymi wcale nie musi się chętnie dzielić. Tym bardziej, że w bardzo ogólnym stopniu zostały te kwestie poruszone. Jednak wydaje mi się, że wciąż pozostaje to niedopowiedziane, a co za tym idzie, pozostaje to gdzieś na granicy perwersji, czy fetyszu.

Jak zatem widać, treść książki jest godna uwagi i polecenia. Niestety na treści się kończy, bo forma tej publikacji pozostawia wiele do życzenia. Wystarczy jeden rzut oka, by zauważyć niestandardowy format książki (24 x 17 cm). Jest to nieco nieporęczne, można by jednak wybaczyć to wydawcy, gdyby nie fakt, że jest to publikacja o niewielkiej objętości (123 strony) – jej grubość nie przekracza nawet centymetra! Czy nie można było trochę skrócić wysokości na rzecz grubości? Tym bardziej, że obecna grubość w dużej mierze wynika z małej czcionki tekstu, co niestety odbija się na wygodzie czytania. Nie jest to pierwsze rozczarowanie w tym względzie. „W środku” jest coraz gorzej: masa literówek, powtórzeń, pogrubień wyróżniających zupełnie bezzasadnie pewne słowa (jak np. słowa „są”, „stwarza”, „piękni” w tekście Pauliny Szkudlarek), czy złe dzielenie wyrazów, o bękartach i wdowach nie wspominając. Nie wiem też, co wpłynęło na to, że w nocie o autorach nie pojawiły się informacje o wszystkich autorach zamieszczonych tekstów. Prace nad przygotowaniem tej publikacji trwały około roku (jak sugeruje data podana w tekście Magdaleny Farat), co nasuwa dość oczywisty wniosek, że wskazane powyżej błędy są wynikiem niedbalstwa i złej woli wydawcy, który nie dość, że nie zlecił korekty osobie kompetentnej to jeszcze sam nie sprawdził przed drukiem, co wydaje.

Biorąc pod uwagę powyższe słowa, jakakolwiek próba jednoznacznego podsumowania tej pozycji rodzi pewne problemy. Z jednej strony treść jest na tyle nowatorska i ciekawa, że warto się z nią zapoznać. Z drugiej strony niedbałość, z jaką ta publikacja została przygotowana nie pozwala na jej polecenie (a przede wszystkim na namawianie do jej zakupu) z czystym sumieniem. Niech to będzie zatem przestrogą dla tego oraz innych wydawców, by uświadomili sobie, że odrobina dbałości i poświęconego czasu na sprawdzenie, czy „wszystko gra” przed oddaniem książki do druku może diametralnie wpłynąć na odbiór gotowej publikacji przez czytelnika. Ja przynajmniej nie lubię rzeczy wykonanych tylko w połowie dobrze (lub też w połowie źle) toteż do następnych publikacji Stowarzyszenia Kobiet Konsola oraz ewentualnych inicjatyw przez nie podejmowanych będę podchodzić z pewną dozą nieufności.

[*] Prawdopodobnie zrecenzowano tę książkę tylko raz, na łamach czasopisma „Replika”.


Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.

3 komentarzy do:Drag, ale nie queen

  • Walpurg

    [Re: Drag, ale nie queen]

    No i teraz, skoro recenzentka tak napisała, przynajmniej nie będę miał wyrzutów sumienia, że nie zamierzałem tego przeczytać.

    „Przestrzeń dla negocjacji własnej płciowości” – brrrrrrr, nie, nie, nie, to nie dla mnie.

  • Peter Pan

    [Re: Drag, ale nie queen]

    „Przestrzeń dla negocjacji własnej płciowości” to rzeczywiście określenie, które sprawia, że z pewnością tej książki nie kupię.
    Osoba, która to mówi cierpi, podobnie jak pewna część środowiska LGBT, na swoistą emancypacyjną paranoję.
    Działa to tak:
    społeczeństwo jest rzeczywiście represyjne, wobec pewnych zachowań. Dana jednostka postanawia się więc wyzwolić i żyć tak jak jej podpowiadają jej psychologiczne potrzeby.
    Do tej pory wszystko jest super.
    Część osób popada jednak we wspomnianą przeze mnie paranoję. Wydaje się im, że wszyscy mają dokładnie te same potrzeby psychologiczne, tylko nie zrobiły jeszcze tego, co zrobiły one. Nie wyemancypowały się.

    Feministka, która niegdyś chodziła w szpilkach, ale zawsze tego nie znosiła i dziś chodzi w płaskich butach, widzi na ulicach setki udręczonych „patriarchalnymi szpilkami” ofiar czekających na wyzwolenie. Niejeden gej jest pewien, że jego kolega mówi, że nie lubi gejowskich całusów wyłącznie z powodu „heteronormy”- gdyby się wyzwolił, też by się całował z chłopcami. A iluż biseksualistów odkryłoby, że są homo, gdyby tak tylko przestali „udawać przed społeczeństwem”, że ich kręcą laski … .
    Wspomniany drag king , przekonany jest z kolei, iż każda kobieta ma czasem chęć założenia wąsa a każdy facet kiecki, tylko jeszcze nie odkryli, jakie to wspaniałe.

  • Peter Pan

    [Re: Drag, ale nie queen]

    Nie zrobili, nie wyemancypowali się …

    Sorry za błąd.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa