Lesbijki (2)

Szafa

“Siedzenie w szafie” to proces lub stan ukrywania orientacji seksualnej przez lesbijkę bądź geja. Istnieją różne szafy. Niektóre mają drzwi obrotowe – należą one do tych osób, które są wyoutowane w pewnych okolicznościach, na przykład chodzą ze znajomymi do knajpy dla lesbijek czy na koncert, ale ukrywają się w innych kontekstach rzeczywistości, na przykład w pracy, wspólnocie religijnej czy drużynie harcerskiej. Inne szafy mają półprzejrzyste drzwi, przez które mogą zerknąć do środka osoby umiejące odczytać odpowiednie znaki.
[...]

W swojej książce “Queer in America” Michelangelo Signorile pisze, że powszechne siedzenie w szafie wzmacnia nienawiść do osób homoseksualnych w społeczeństwie i zinternalizowaną homofobię ich samych. Życie w ukryciu jego zdaniem szkodzi samym zainteresowanym i innym osobom nieheteroseksualnym. Ta permanentna niewidzialność czyni więcej krzywdy niż mogą zrównoważyć jakiekolwiek ich dobre uczynki. Uważa on, że jeśli jakaś osoba homoseksualna współuczestniczy w ukrywaniu orientacji innej osoby homoseksualnej, popada we współzależność w dysfunkcji, dzięki której padamy ciągle ofiarą konserwatystów. Tym właśnie Signorie uzasadnia outowanie gejów i lesbijek będących osobami publicznymi, ale tkwiących w szafie.

Uważam, że taki pogląd na siedzenie w szafie jest zbyt uproszczony. Ukrywanie się to reakcja na dwa zjawiska dotykające osoby homoseksualne. Jednym z nich jest, jak sugeruje Signorile, niechęć, jaką darzy nas duża część społeczeństwa. Tę niechęć wiele i wielu z nas – co niestety jest nieuniknione – zinternalizowało. Drugim zjawiskiem jest tu jednakże strach. Strach, który trzyma w szafie tak wiele lesbijek i gejów, ma dwojaki charakter. Z jednej strony jest oczywista obawa o swoje życie i zdrowie. Jesteśmy w Ameryce regularnie bombardowani historiami gejów i lesbijek żyjących swoim zwykłym życiem, których zrzucono z mostu, zastrzelono w lesie, zatłuczono w publicznej toalecie czy zadźgano na plaży. Czytamy o podkładaniu ładunków wybuchowych w domach, grożeniu dzieciom, rujnowaniu życia zawodowego. Druga obawa jest mniej oczywista. “Obawiamy się”, że nie będziemy mogli robić tych rzeczy, które są dla nas ważne, ponieważ część nas – nasza seksualność – będzie nas zawsze definiować i ograniczać to, jak postrzega nas społeczeństwo. Większość ludzi chce realizować siebie w wymiarze wychodzącym poza seksualność. Chcemy, by nasza seksualność była wolna, swobodna, nieograniczona wstydem czy zakazami prawnymi, ale też nasze życie nie ogranicza się tylko do niej – chcemy osiągnąć znacznie więcej.

Kiedy przeprowadziłam się na wieś, zdecydowałam, że zaangażuję się ponownie w harcerstwo. Byłam harcerką jako nastolatka i bardzo ceniłam to wszystko, co harcerstwo mi dało. Zapragnęłam zabierać grupę dziewczynek na obozy zimowe, na wyprawy kajakowe… Chociaż nigdy nie miałam własnych dzieci, ich obecność w moim życiu była dla mnie zawsze bardzo ważna. Zostałam więc drużynową we wsi, w której mieszkałam i latem zabierałam moją drużynę na spływy kajakowe po jeziorach Adirondack. To było świetne doświadczenie – nie najważniejsza rzecz, jaką robiłam w życiu, ale właśnie świetne doświadczenie. Nie byłoby tego wszystkiego, gdybym w tej wsi żyła otwarcie jako lesbijka. Mieszkałam z kobietą. Byłam wyoutowana w mieście, w którym uczyłam w college’u. Otworzyłyśmy z moją partnerką w naszym garażu wydawnictwo lesbijsko-feministyczne, organizowałyśmy spotkania wokół poezji lesbijskiej, dyskretnie reklamowane pocztą. Ale wobec moich harcerek tkwiłam w szafie.

Tkwiłam w szafie nie z powodu nienawiści do samej siebie czy problemów z tożsamością, tylko wskutek dokonania rzeczowej oceny tego, co było dla mnie realne w tym czasie i w tym miejscu. To prawda – fakt, że nie wypowiedziałam publicznie słowa “lesbijka” nie zmienił niechęci, jaką mieszkańcy mojej wsi darzyli zapewne gejów i lesbijki. Te dziewczynki dorosły, nie poznawszy żadnej kobiety, która jasno i otwarcie powiedziałaby, że jest lesbijką. Signorile twierdzi, że siedzenie w szafie nie jest neutralne moralnie i wzmacnia przekonanie, że homoseksualność jest wstydliwym sekretem. Jednak gdybym wtedy powiedziała, że jestem lesbijką, te dziewczynki w ogóle by mnie nie spotkały, a rodzice zadbaliby o to, żeby poznały tego przyczyny – bo “takie kobiety” są obrzydliwe i zboczone. Dlatego też zagadnienie to nie jest mnie czarno-białe. Nasze harcerskie spływy kajakowe to były wspaniałe przygody…

Z kolei w miasteczku, w którym uczyłam, każdy wiedział, że jestem lesbijką. Byłam wyoutowana na moim wydziale, prowadziłam zajęcia z literatury lesbijskiej, pilnowałam, by moja partnerka była zapraszana na wszystkie wydarzenia, gdzie pojawiali się również “małżonkowie” pracowników. Kiedy mnie zwolniono, jaki przekaz otrzymali moi studenci? Samo mi powiedzieli. “Tak naprawdę to została Pani ukarana, prawda?” Część z nich, widząc ten przykład, zdecydowała się pozostać w szafie; jeszcze ściślej zakopali się w swoim strachu – i dodali sobie prawdopodobnie jeszcze trochę uwewnętrznionej homofobii i innych problemów.

Zapoznawszy się z argumentami Signorile na temat tego, czemu geje i lesbijki nie powinni siedzieć w szafie i dlaczego moralnie słuszne jest outowanie ukrywających się osób publicznych moja przyjaciółka stwierdziła, że taka postawa przypomina jej chrześcijańskich fundamentalistów, wśród których się wychowała. “To są moraliści – zarówno geje outujący innych, jak i radykalni chrześcijanie doszukujący się wszędzie grzechu. I jedni i drudzy są zdania, że mają moralne prawo oceniać twoje zachowanie i że wiedzą wszystko lepiej niż ty sama. Kiedy byłam dzieckiem, jeśli ktoś w naszej wspólnocie uznał, że się niewłaściwie zachowujesz, przychodził do ciebie do domu i cię napominał, a do tego upokarzał cię wobec całej społeczności. Tak, Signorile twierdzi, że reaguje na ‘upokarzającą tajemnicę’, ale nie widzę znaczącej różnicy pomiędzy byciem upokorzoną w kościele na oczach całej wspólnoty a byciem wyoutowaną przez kogoś, kto uważa, że zachowuję się niewłaściwie. Jeśli o mnie chodzi, i jedni, i drudzy używają skandalicznych metod”.

Wydaje mi się, że na świecie jest wystarczająco dużo skandalicznych i upokarzających zjawisk oraz że nie warto powoływać do życia kolejnych. Bardzo chciałabym, by każda osoba homoseksualna mogła żyć otwarcie. Sama tak żyję – a jednocześnie jestem świadoma, że nie zawsze było to w moim przypadku w pełni możliwe. Bycie wyoutowanym to jednocześnie cel i proces. Aby ten proces mógł przebiec sprawnie musimy – jak wiele ważnych procesów w życiu – rozpocząć go dla samych siebie. Nikt nie może tego zrobić za nas, nie możemy też robić tego dla innych. Outing jest moim zdaniem bezsensowny, ponieważ “robimy go” innym. A tymczasem otwarte życie ma nadać sens naszej własnej egzystencji.

Judith McDaniel
„The Lesbian Couples’ Guide”

Zachęcamy także do lektury wpisu o podobnej tematyce na jednym z zaprzyjaźnionych blogów naszego portalu. Ewa Tomaszewicz pisze o niejednoznaczności coming outu w notce „Ależ ona nie jest wyoutowana!”.

Judith McDaniel – działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.

Autorzy:

zdjęcie Judith McDaniel

Judith McDaniel

działaczka, wykładowczyni, pisarka. Autorka m.in. Just Say Yes, November Woman, Taking Risks. Wykłada na University of Arizona – prowadzi zajęcia o kobietach i prawie w naukach politycznych. Uczy również literatury angielskiej i prowadzi kursy pisania w Vermont College.

9 komentarzy do:Lesbijki (2)

  • Jakbyco

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    Zastanawia mnie jedno. Czyzby homiki zmieniły linie ideologiczną i zaczęły namawiac do oszczędnego comming-outowania? Tylko wtedy, kiedy jest to bezpieczne, spokojne i nie zagraża żadnym interesom podmiotu ujawniającego się? Toż to oznacza, ze praktycznie prawie nikt i nigdy by nie wychodził z szafy, bo zawsze istnieje jakieś ryzyko…

  • krzsz1986

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    @ Jakbyco
    Nie chodzi o to, żeby minimalizować ryzyko, ale o to, by je podejmować tylko wtedy, gdy to się opłaca.

  • Magda

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    @krzsz
    Kiedy ryzyko się opłaca przestaje być ryzykiem ;)

  • Figa

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    Czasem ktoś za nas decyduje o naszym comming-oucie:(
    Pracodawca dostaje anonim i jakoś tak się składa, że zaczyna na Cibie robić nagonkę w pracy. I niby formalnie jest ok, ale wciąż poprzez innych daje ci odczuć, że jesteś zboczeńcem, pedofilem…Po jakimś czasie nie wytrzymuje i odchodzisz z pracy, masz mega traumę i nie chce ci się absolutnie nic. O sądzie możesz zapomnieć, bo wszyscy boją się stracić pracę, więc zostajesz sam i nie masz siły walczyć. Łatwo jest teoretyzować o homikach, które zmieniają linię ideologiczną. W tym jesteśmy najlepsi, ale czy ktoś kto wypisujetak łatwo sądy doświadczył tego na własnej skórze?

  • krzsz1986

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    @ Magda

    Nieprawda.

  • Magda

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    @krzysz

    Decydując się na jakieś zachowanie nie możemy przewidzieć w jaki sposób zostanie ono ocenione przez innych. Szczególnie w sytuacjach ryzykownych, czyli takich, w których zachodzi prawdopodobieństwo poniesienia strat.
    A straty i opłacalność raczej nie idą ze sobą w parze.

  • Absolutely Fabulous

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    @Jakbyco
    Wydaje mi się, że nie tyle chodzi o zniechęcanie do coming outów, ile o pokazanie, że braku coming outu (jak i sam coming out) nie da się tak łatwo, w systemie zero-jedynkowym ocenić. Sama mam pewne wątpliwości co do decyzji autorki tekstu, ale z drugiej strony rozumiem i jej obawy, i decyzję – w końcu, w swoim odczuciu, miała do wyboru albo rezygnację z realizacji jednego ze swoich pragnień, albo ukrywanie się i zrobienie tego, co chciała. Oczywiście nie wiadomo do końca, czy jej obawy były słuszne, pytanie, co było dla niej ważniejsze – przekonać się, czy miała rację, nie ujawniając się, czy nie wiedzieć tego, ale zrobić to, co zrobiła?

  • Jakbyco

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    Domyślam się, że akurat w przypadku pani autorki mogła to jeszcze być kwestia tego, kiedy działy się owe wydarzenia z harcerkami (pani na zdjęciu nie wygląda na najmłodszą, więc mogły to równie dobrze byc nawet lata 70-te) i na ile w tym czasie i miejscu (Ameryka! prowincja!) ujawnianie się miało sens itepe.

    Ale weźmy nie przesadzajmy. W dzisiejszych czasach?

  • Jakbyco

    [Re: Lesbijki, cz. 2]

    No dobrze, znalazłam coś ciekawego, co trochę podważa mój wcześniejszy wpis.
    „I was reminded once more that there are definite negative sides to coming out; while it can be liberating, it is also another label on your life. While it’s not news to you, it’s definitely news to the person you’re coming out to and if they have nothing to balance it with, it’s probably what they’ll remember you by. „
    http://eurout.org/2011/03/01/lesbian-life-coming-out-part-2




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa