Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1

Prowadzimy w Polsce wiele debat – o związkach partnerskich, paradach równości, dzięki Naszej Sprawie 2 także o tym kiedy i jak należy reagować na homofobię, rozmawiamy o teorii queer i strategiach ruchu LGBT; są to dyskusje, które w tzw. „zachodnim” ruchu LGBT istnieją od lat, jednak nie są już dziś najgłośniejsze. Myślę, że warto zatem przyjrzeć się toczącej się na Zachodzie debacie najżywszej i najciekawszej – wokół związków postaw nacjonalistycznych ze sprawami LGBT. Zamierzam pokazać w kilku odsłonach różne odcienie tej debaty a także polskie zjawiska, które wskazują, że i u nas pojawia się zjawisko „homonacjonalizmu”.

Termin „homonacjonalizm” został użyty po raz pierwszy w 2007 roku i obecnie stosuje się go dość powszechnie w charakterystykach sytuacji zachodniego ruchu LGBT. Termin ten nie jest jednak całkowicie niezależny, ma swoich poprzedników. Zapraszam do ich poznania, a następnie do odkrycia niezbyt tęczowych barw homonacjonalizmu.

Gejowski imperializm

Natalie Gittelson już w 1979 roku posłużyła się pojęciem gay imperialism – gejowski imperializm w książce Dominus: a woman looks at men’s lives. Jest to interesująca, trochę przewrotna praca o tym, że rozwój feminizmu miał wpływ nie tylko na wizerunek kobiety, ale też na zbiorowe męskie wyobrażenia o niej. „Gejowski imperializm” to wg Gittelson ruch gejowski wywierający wpływ na społeczeństwo i pragnący zamknąć usta wszystkim, którzy się z nim nie zgadzają. W Polsce podobnie mówią o ruchu praw LGBT homofobiczni politycy, Gittelson jednak miała na myśli tworzenie się dyskursu pod dyktando jednej grupy – białych homoseksualnych mężczyzn. Tu pojawia się nam już pierwszy element współczesnego „homonacjonalizmu” – przewaga w debacie o prawach osób LGBT jednego punktu widzenia, który utrudnia przebicie się z postulatami grupom „spoza głównego nurtu” „outsiderskich”.

W tekście Toma Boellstorffa I Knew It Was Me: Mass Media, „Globalization”, and Lesbian and Gay Inonesians, zamieszczonym w Mobile cultures: new media in queer Asia (2003) autor zwraca uwagę na to, że zakorzenione w kulturach wielu krajów azjatyckich postaci homoseksualne, transseksualne czy interseksualne „stają się ofiarami zachodniego myślenia o transpłciowości” (poprzez rezygnację z dotychczasowego wizerunku na rzecz „zachodniego” image osoby trans). I tak problemem jest już używanie słowa „lesbijka” czy „gej” w kontekście globalnym, bo pochodzą one przecież z jednej konkretnej kultury. Z jednej strony osoby transpłciowe były zawsze obecne w przestrzeni kulturowej krajów azjatyckich, z drugiej – zachodni liberalizm nakazuje walczyć o ich równouprawnienie. W momencie, gdy osoby te wkraczają na ścieżkę walki o zrównanie praw, zaczynają być widziane jako „zdrajcy tradycji”, przez co wewnątrz społeczeństwa pojawia się dyskurs transfobiczny. Już samo upraszczanie i stosowanie „naszych” określeń jest przejawem ignorancji wobec terminów i zjawisk wewnątrz – na przykład – indonezyjskiej kultury. W różnych publikacjach medialnych wspomina się czasem, że w Indonezji, zwłaszcza w miastach, bardzo widoczne są osoby transpłciowe. Boelstorff zwraca uwagę na fakt, że są to przeważnie transwestyci M/K, którzy w Indonezji nazywają siebie waria: Wolę używać terminu „transwestyci” niż „osoby transpłciowe”, ponieważ większość waria określa się nie jako kobiety, a jako mężczyzn mających od urodzenia duszę kobiety, ubierających się „kobieco” i mających seks z mężczyznami… Zatem – czy używając zachodniego dyskursu do opisywania rzeczywistości Indonezji tak naprawdę nie podporządkowujemy jej naszym wyobrażeniom? Niestety nie zastanawiamy się też nad tym, jaki wpływ może mieć upowszechnienie się zachodnich terminów i ich konotacji na kulturę danego miejsca, które zaczyna te terminy przejmować. Boellstroff nazywa zachodzące w ten sposób procesy mianem „dubbingowania kultury” – zakładając, że obrazy wytworzone przez daną kulturę można wytłumaczyć za pomocą obcych jej terminów tworzymy ją niejako na nowo, a jednocześnie zdubbingowane kultury tracą swój własny głos, a co za tym idzie – unikalną tożsamość.

Inny przykład – w nauce ciągle walczy się z używaniem określenia berdasz (berdache) na określenie osób z plemion amerykańskich, które mimo męskiej płci pełniły kobiece role. Słowo to pochodzi z francuskiego, gdzie oznacza męską prostytutkę. Zatem używanie go wobec ludzi, którzy nie mieli z prostytucją nic wspólnego jest co najmniej uwłaczające. Podczas odbywającej się w Winnipeg trzeciej konferencji gejów i lesbijek Rdzennych Amerykanów/Pierwszych Narodów w 1990 roku ustalono, że odpowiednim terminem angielskim jest Two-Spirit People, a więc po polsku osoby z dwiema duszami. W Polsce rozpowszechniło się słowo winkte, jednak nie jest ono do końca poprawne – to termin z języka lakota, a przecież inne grupy miały swoje własne określenia na to zjawisko i często osoby takie odgrywały odmienne role czy miały inny status w swojej społeczności. Debata wokół zmiany nazwy jest również często wyrazem oporu przed „gejowskim imperializmem”, podobnie jak walka o to, by o osobach z dwiema duszami nie pisać jako o osobach homoseksualnych, co się zdarza nagminnie zwłaszcza w bardziej skrótowych opracowaniach.

Gejowskim imperializmem z czasem zaczęto zatem nazywać nie tylko wpływ „gejowskiej ideologii” na społeczeństwo amerykańskie, ale – wraz z globalizacją pojęcia „prawa LGBT” – jej wpływ na inne kultury. Głównym orężem gejowskiego imperializmu są – co pokazuje Boelstorff – media, a kolejnym dyskurs naukowy. Tutaj przykład z książki Iana Bernarda, Queer race: cultural interventions in the racial politics of queer theory:

Silny wpływ amerykańskiego imperializmu gejowskiego jest wyraźnie widoczny (…) w książce „Defiant Desire: Gay and Lesbian Lives in South Africa”, w której biały redaktor pochodzący z RPA dokonuje bezprecedensowego wysiłku, by opisać różnorodność queerowej kultury swojego kraju, ale ciągle wpada w pułapkę amerykańskiego modelu gejowskiego postępu i przez to reprodukuje amerykański imperializm (…).

Nie chcę powiedzieć, że pojęcie „queerness” lub teoria queer powinny być stosowane jedynie w miejscu ich powstania. Pomimo ich związków z postkolonialną homofobią wstrzymałbym się od takiej konkluzji; byłoby to aroganckie, ale przede wszystkim oznaczałoby zgodę na ciągłe traktowanie Zachodu jako źródła wiedzy, postulowałoby geograficzną i intelektualną niewinność, którą zniekształcają następstwa imperializmu, wielonarodowego kapitalizmu i międzynarodowej telekomunikacji. Jak powiedział Chris Barry o fali homoerotycznych motywów w filmie wschodniej Azji: „Wszelkie przypadki pojawienia się figury dewianta nie świadczą o tym, że Zachód wtargnął do czystej azjatyckiej przestrzeni – mówią raczej o wybiórczym zapożyczaniu z zewnątrz, przekształcającym już i tak przekształconą przestrzeń”.

W konsekwencji nie-narodowa teoria queer ma dużo wspólnego z rozpoczynającą się globalną debatą o prawach gejów i lesbijek, która ma wpływ na każdego, kto angażuje się w jednopłciowe relacje seksualne, ponieważ efektem tej globalizacji jest, że tak powiem, ponowne rozpoczęcie negocjacji na temat wszystkich podstawowych kwestii.[tłum. W.Sz.]

Obszerną krytykę zastosowania teorii queer i jej terminologii w kontekście Afryki zawarł w książce Heterosexual Africa? The history of an idea from the age of exploration to the age of AIDS Marc Epprecht. Fragment poniżej:

Afrykańczycy i afrykaniści, którzy prowadzą badania na tematy płci kulturowej i seksualności, niezwykle niechętnie używają terminu queer, nawet kiedy korzystają z elementów kanonu teorii queer. To zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę historię zachodnich teorii, chwilowych trendów i rozwiązań nieodpowiednio i bezkrytycznie narzucanych Afryce. Terminy te wyrwane z oryginalnego, północnoamerykańskiego kontekstu walki politycznej i używane zamiast terminów stworzonych przez afrykańskich intelektualistów i działaczy, zostały przyjęte przez wielu jako nowa zapowiedź „gejowskiego imperializmu” (patrz: Blackwood, Wieringa, 1999, s. 3) i próba wciśnięcia afrykańskich doświadczeń i perspektyw w źle skrojone północnoamerykańskie formuły. (…) Jak pokazały Morgan i Wieringa (2005, s. 310) przypominając, czemu nie używają terminu „queer”, te liczne afrykańskich pary kobiet, które spotkały w czasie swoich badań w takich miejscach jak Uganda, Tanzania czy Namibia, nie miały w sobie w ogóle niczego queerowego. Żyjące tam kobiety wyrażały swoją seksualność w zgodzie z istniejącymi kategoriami płci i były całkowicie normalne w tamtejszym kontekście kulturowym. [tłum. W.Sz.]

Zatem powstaje pytanie – czy wprowadzanie „praw gejów i lesbijek” rozumianych na wzór amerykański czy europejski nie przynosi szkody? Wydarzenia w Ugandzie, gdzie medialna i polityczna homofobia doprowadziła do wielu ludzkich tragedii – choć przed pojawieniem się tam ruchu LGBT w „zachodnim” stylu, w państwie tym panował względny spokój – pokazują, że takich queerowych przestrzeni może ubywać wraz z powstawaniem dyskursu homofobicznego, który nie występował w tych krajach wcześniej. Milczenie pozwalało na bezpieczne istnienie takich sytuacji, głośne mówienie o „gejach” i „lesbijkach”, podszyte antykolonialnych strachem, prowadzi do aktów zinstytucjonalizowanej przemocy.

Wśród różnych terminów mówiących de facto o podobnych zjawiskach znajdziemy również pojęcie „gay/queer nationalism”, odnoszące się do sprzeciwu środowisk LGBT wobec rozwoju społeczności reprezentujących kultury uważane powszechnie za homofobiczne. Obecnie pojęcia „gay nationalism” używa się czasem do opisu zjawiska „outingu” rozumianego jako wymuszanie na innych posiadania zdeklarowanej tożsamości, a także zjawisk pokrewnych, czyli „homonacjonalizmu” jako budowania tożsamości gejowskiej/lesbijskiej/transpłciowej na bazie opozycji wobec „innych” i wspierania polityki segregacji (patrz: L. Pauline Rankin, Sexualities and national identities: Re-imagining queer nationalism, Journal of Canadian Studies, Summer 2000), jednak póki co trzeba zwrócić uwagę na inną – dominującą definicję określenia „gay nationalism”. Brian Walker (Social Movements as Nationalisms, or, On the Very Idea of a Queer Nation), scharakteryzował „queer nationalism” jako dążenie do stworzenia jednolitego ruchu posiadającego własną historię czy kanon literacki, czyli próby zrobienia z tożsamości seksualnej czegoś na podobieństwo narodu. Najciekawiej pisze o tym Paul Treanor w kontekście walki o zniesienia zasady DADT (Don’t Ask, Don’t Tell):

Żądanie prawa do bycia zabitym w armii, która cię dyskryminuje, jest absurdalne. Mogą wchodzić tu w grę tylko uczucia nacjonalistyczne – amerykańsko-nacjonalistyczne; jest to rodzaj rozpaczliwego pragnienia bycia częścią pewnej tożsamości, przynależnej, potwierdzającej, a nie różniącej. To przykład gniewu wobec państwa, że nie próbuje homogenizować społeczeństwa. Innych logicznych wyjaśnień tutaj nie ma. Mimo wpływu religii na USA, nie ma przecież żądania „prawa do umierania za swój kościół”, nie wspominając już o innych organizacjach. (…) Kiedy kardynał Buenos Aires, arcybiskup Quarracino zaproponował (w sierpniu 1994) „oddzielny kraj dla homoseksualistów”, musiał publicznie przeprosić, mówiąc, że to żart. Nie wiedział prawdopodobnie, że [organizacja] Queer Nation nie ma roszczeń terytorialnych, pomimo swojej nazwy.

„Homonacjonalizm” to jednak coś więcej niż tylko połączenie polityki „ruchu LGBT” z oficjalną polityką państwa. Jesteśmy blisko, ale jeszcze nie dotykamy sedna. O tym czy jest homonacjonalizm dla Jasbir Puar, autorki książki Terrorist Assemblages: Homonationalism in Queer Times, która wywołała temat, czym jest homonacjonalizm dla autorek pewnego artykułu, przez który brytyjskie wydawnictwo wycofało swoją książkę ze sprzedaży, dla organizacji Queer Against Israel Apartheid, dla Andila Gosine, Judith Butler, Angeli Davis – w następnych odsłonach. Większość analizy problemu odnosić się będzie do konkretnych wydarzeń na świecie, ale postaram się także przedstawić temat w odniesieniu do książek czy filmów, które można zobaczyć w Polsce, jak również zjawisk, które sam obserwuję.

 

 


Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

51 komentarzy do:Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Szczerze mówiąc, myślałem, że artykuł będzie o czymś innym, czyli o prawdziwym gejowskim nacjonalizmie a nie o różnych teoryjkach amerykańskich humanistów, którzy zauważyli, że postkolonializm i teoria queer nie zawsze mogą iść w parze i zastanawiają się teraz, który z tych pseudo-naukowych bzdetów wybrać, nie zatracając poprawności politycznej.

    Otóż ostatnio w Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii oraz Norwegii (a może jeszcze gdzieś) miało miejsce takie zjawisko, że skrajna prawica zaczęła przyciągać gejów a to dlatego, że delikatnie mówiąc, nie najlepiej układa im się życie z islamskimi imigrantami. To bardzo ciekawe zjawisko, ponieważ pokazuje jak europejska lewica przez lata udawała, że istotne konflikty społeczne mają miejsce tylko w relacji większość-mniejszość a między mniejszościami już nie. Była to bardzo piękna bajka o wspólnej walce uciśnionych mniejszości z niedobrą większością, tylko dość szybko przestano w nią wierzyć. Najpierw zawiedli się na niej robotnicy- dziś masowo głosujący na populistów, teraz powoli przychodzi czas na gejów.

    Co do postkolonialnych „mądrości”, które cytuje Abiekt, są bardzo piękne w felietonach. Jak to cudownie brzmi, gdy tak niemal po katolicku bijemy się w piersi i wzruszamy się tym, jak to nawet „my geje” przesiąknięci jesteśmy „złem” Zachodu.
    To naprawdę wzruszające, tylko chciałbym zwrócić uwagę, iż niektórzy naukowcy twierdzą, że także kraje postkomunistyczne mają pewne cechy państw postkolonialnych.
    Jeżeli wzruszamy się losem Indonezji, której robimy kuku naszymi nazwami, jeżeli uważamy, że każde terytorium ma prawo do swojego rozumienia pewnych spraw, to może nie odmawiajmy tego prawa Polsce? Może zgódźmy się z posłem Gowinem, co do tego, że Polska jest zupełnie inna niż Holandia czy Dania, i że nie ma sensu wprowadzać tamtych „zachodnich” rozwiązań na naszym „wschodnim” terenie?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Tak, tak, z Islamem w Europie trzeba zrobić porządek, ale Polska jeszcze nie jest na tym etapie. Islamizacja Europy = koniec Europy.

  • Abiekt

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Peter Pan – to jest wstep do kolejnych i teorii i do opisywania praktyki, będzie tego z pięć tekstów, o tym o czym piszesz też będzie i to bardzo obszernie.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ Abiekt

    Dobrze, przeczytam.
    Mimo wszystko, jedna rzecz zawsze mnie interesuje. Czy ci którzy twierdzą, że prawa człowieka NIE są uniwersalne, tylko naznaczone „zachodnim myśleniem”; którzy uznają w związku z tym, że próbując je „narzucać” w Indonezji, Iraku czy Afryce, zadajemy tym państwom kolonialny gwałt na ich specyfice kulturowej, są gotowi na to, by zachować pewną konsekwencję myślenia i być za tym aby także Polska zachowała SWOJĄ specyfikę kulturową?
    Małżeństwa, parady, adopcje- to wszystko pochodzi z zachodu, z krajów o zupełnie innym podejściu do związków jako takich, do religii, rodziny, tradycji.
    Może skoro wszystko to jest nie do przyjęcia w Azji i Afryce, to jest także nie do przyjęcią w Europie Wschodniej ?

  • supertranny

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Termin „two-spirit” również jest terminem problematycznym i mówi o tym wiele First Nations osób trans – określenie „two-spirit” w ich językach miewa bowiem negatywne konotacje, używa się ich np. do określenia ludzi nawiedzonych czy opętanych,lub jest pejoratywnym określeniem na mieszańców. Większy i bardziej jednogłośny zachwyt terminem „two-spirit” panuje więc raczej wśród białych, którzy lubią sobie ten termin dosyć bezrefleksyjnie zapożyczać, pisał o tym m.in. Gary Bowen
    Oczywiście znowu jest to kwestia bogactwa kulturowego Pierwszych Narodów i częstej ich wewnętrznej nieprzystawalności znaczeń itd. jak i „zwrotu” Zachodu ku innym niż rodzime tradycjom i duchowościom, które jednak ze względów językowych czy naszej socjalizacji, możemy głównie wypaczać i spłycać zabierając się za nie.

  • supertranny

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    w drugiej linijce oczywiście powinno być „używa się go” zamiast „ich” ;)

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Wiktor Dynarski niedawno podesłał mi pewien tekst z pytaniem, czy bym nie przetłumaczyła – niestety nie miałam czasu, ale w każdym razie są tam częściowo podobne wątki. Dokładniej autorka skupia się na tym, że przy całym sojuszu problemy osób transpłciowych nie są tożsame z problemami gejów i lesbijek i zarzuca zawłaszczenie autorom, którzy na podstawie pewnych osadzonych w kulturze możliwości transgresji płciowej pokazują, że tradycyjna Afryka nie była wyłącznie heteroseksualna.

    A tak swoją drogą: autorze miły! słowo „image” W OGÓLE NIE JEST W POLSZCZYŹNIE KONIECZNE. Znakomicie i bez zarzutu daje się zastąpić słowem „wizerunek”, moim skromnym, choć może purystycznym, zdaniem – bardziej zrozumiałym.

  • junior

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Parady przypominają piesze pielgrzymki do Częstochowy, więc to swojska tradycja, absolutnie „do przyjęcia” ;)

  • eN Zet

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Zastanawiam się jak nazwać w takim razie trochę inne zjawisko. W feminizmie i walce o prawa kobiet widoczne chyba nieco wyraźniej. A mianowicie chodzi mi o sytuację, kiedy o kobietach nie można już się źle wypowiadać nie łamiąc przy tym zasad politycznej poprawności natomiast publiczne zarzucenie mężczyznom, że są szowinistami i niemalże winni całemu złu na świecie jest może nie tyle poprawne z punktu widzenia etyki, co obecne w dyskursie.

    Analogicznie jest ze środowiskiem LGB (niestety lub stety literka T raczej jeszcze nie bierze w tym udziału). O gejach i lesbijkach nie powinno się już wypowiadać źle natomiast zezwala się w pewien sposób na złe wypowiadanie się o heteroseksualistach (zwłaszcza heteroseksualnych mężczyznach). Czasami odnoszę wrażenie, że zarzut homofobii zostaje postawiony w zupełnie nieadekwatnych sytuacjach. Zwrócenie na to uwagi powoduje falę oburzenia, osoba, która tego dokonuje zostaje podpięta pod łatkę homofoba. W Polsce jeszcze nie jest to tak szeroko rozwinięte, myślę jednak, że zmierza to w tym kierunku, co nie jest dobre, ani z punktu widzenia ogółu społeczeństwa, ani z punktu widzenia samej grupy mniejszościowej. W momencie, gdy nie jesteśmy odporni na krytykę (bo chyba tak to zjawisko można nazwać) zwłaszcza krytykę uzasadnioną nie możemy prowadzić żadnego sensownego dialogu. Czy o tym też zamierzasz drogi Abiekcie pisać?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ eN Zet

    Seksizm.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ eN Zet

    „…nie jesteśmy odporni na krytykę… zwłaszcza krytykę uzasadnioną…”

    Może jakiś przykład? Tej uzasadnionej krytyki oczywiście…

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    eN Zet pewnie o tej porze je obiad, wcześniej gotowała, ale potem na pewno poda jakiś przykład. Sam mogę podać przykład sytuacji, w której postawienie zarzutu homofobii wydaje się skrajnie nieadekwatne. Chodzi mianowicie o oskarżanie o zinternalizowaną homofobię osób homoseksualnych, które nie decydują się na ujawnienie swojej orientacji.

  • eN Zet

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @stereo-typ

    Przede wszystkim chodzi mi o sytuacje, w których jakiś działacz lub organizacja LGBT podejmuje no chybioną, nieskuteczną lub wręcz z odwrotnym skutkiem do zamierzonego akcję. W momencie, gdy jest ona krytykowana czy to z zewnątrz środowiska LGBT czy z wewnątrz linia obrony takich działaczy często zawiera się w słowach, których sens brzmi „To co robię, robię dla środowiska, a więc jest święte. Wszystkie oznaki sprzeciwu i krytyki traktuję jako przejaw homofobii i niezrozumienie idei walki o prawa LGBT”.

    A figa z makiem! Nie każdemu musi się podobać to, że Anka Zet chodziła w wojskowym hełmie, że Robert Biedroń chce grać na perkusji, że Szymon Niemiec jednocześnie przywdziewał sutannę i prowadził stronę z erotyką, a Jacek Adler zbratał się z Rzepą i tak dalej. Krytyka tych działań nie jest jednoznaczna z homofobią i nigdy nie będzie dopóki zachowamy zdrowy rozsądek. Jeżeli go nie zachowamy to walka o prawa LGBT zmieni się w jeden wielki cyrk.

  • Krzysztof Zabłocki

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Funkcjonujac dośc długo w polskim środowisku LGTBQ – pośród zwykłych, szarych gejów („zjadaczy chleba”), jak też intelektualistów queerowskich, pośród zalęknionych osób drżących, że „się wyda”, jak i tych, którzy otwarcie się „obnoszą” (do tych ja sam należę!), pośród różnych warstw zawodowych – od kasjerów w Carrefourze po profesorów zwyczajnych, redaktorów naczelnych, ba ministrów – pośród osób niezwykle mądrych, jak i niezwykle głupich, pośród młodych, jak i starych, tych, co „po Bożemu”, jak i tych, co „perwersyjnie”, pośród skromnych i lanserów – wiem otóz teraz jedno ; wiem, że liczę tylko i wyłacznie na swój zdrowy rozsądek i ludzkie odruchy. Teorie, i owszem, ciekawe, ale można się w nich zapętlic, i niewielkie mają przełożenie na real. Choc warto o nich wiedziec, cos tam wnoszą, na pewno. Chwała Abiektowi, bo i napracował się solidnie i z pożytkiem tekst przeczytałem. Ale ja wolę dobra literaturę „piękną”, tzw. „beletrystykę”, choc w Polsce jej tak niewiele.

    Ma większą nośnośc.

    A wierzę jedynie w siebie – „In me. Yoko and me.”

  • mlekot

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Żeby tylko nie skończyło się to wszystko homo…caustem..

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ eN Zet

    Ale ja prosiłem o przykład uzasadnionej krytyki a nie o wykład nt. reakcji na uzasadnioną krytykę.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ krzsz1986

    W Twoim przykładzie zabrakło podstawowego elementu czyli krytyki. Musiałbyś najpierw ujawnić, co i w jaki sposób krytykowały te nieujawnione osoby, że spotkały się z zarzutami homofobii. Jeśli nie było to związane z krytyką konkretnych działań, wypowiedzi, sytuacji czy osób to przykład jest nietrafiony.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    To nie był przykład, o jaki pytałeś. Chodziło o coś trochę innego: Czasami odnoszę wrażenie, że zarzut homofobii zostaje postawiony w zupełnie nieadekwatnych sytuacjach.

  • eN Zet

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Na przykład na łamach Homików opublikowano krytykę raportu stworzonego przez KPH o występowaniu tematu homoseksualizmu w akademickich podręcznikach. Krytyka była w pełni uzasadniona, wskazywała merytoryczne błędy jakich się dopuszczono przy tworzeniu raportu. Pani Autorka natomiast w odpowiedzi swojej (również to opublikowano na Homikach) była nieco oburzona, że tak skrytykowano jej raport. Padły tam jakieś zdania, z których mniej więcej wynikało, że spodziewała się po Homikach większej tolerancji, czy czegoś w tym guście. W każdym razie podeszła do tej krytyki strasznie emocjonalnie, w ogóle nie przyjęła do wiadomości tego, że nikt nie chciał jej osobiście znieważyć, a jedynie wskazał niedociągnięcia w jej warsztacie pracy. W tym wypadku co prawda nie nazwała Homików homofobami, ale pytałeś akurat o przykład uzasadnionej krytyki, a nie durnej i zarzucającej homofobię odpowiedzi na tę krytykę, więc uważam, że odpowiedź jest wystarczająca. Przykładów jest zresztą całą masa, wystarczy śledzić na bieżąco tęczowe media by natrafić na kolejną „perełkę” tego typu.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @eN Zet

    No, proszę … . Akurat wczoraj nie miałem ani chwili, żeby tu zajrzeć i właśnie wtedy objawiłeś się ty.
    Bardzo mnie cieszy to, co napisałeś. Już zaczęło mi się wydawać, że jestem jedynym człowiekiem na tym forum, który dostrzega problem w tym, że o mężczyznach można powiedzieć absolutnie wszystko a o kobietach absolutnie nic (tym bardziej, że czasem nawet komplementy bywają „seksistowskie” a więc naprawdę NIC).
    Podobnie z tą retoryką hetero vs. homo … .

  • eN Zet

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @Peter Pan

    To ucieszy Cię tym bardziej fakt, że dostrzegła to kobieta, a nie mężczyzna, bo pod pseudonimem eN Zet kryje się osoba płci żeńskiej.

  • Jakbyco

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    W temacie – Niemcy ograniczają pomoc rozwojową dla Malawi, bo poddano tam penalizacji stosunki homoseksualne między kobietami
    http://www.bmz.de/en/press/aktuelleMeldungen/2011/February/20110201_pm_15_malawi/index.html?nl=true

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    A między mężczyznami?

  • Jakbyco

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    http://ilga.org/historic/Statehomophobia/ILGA_State_Sponsored_Homophobia_2008.pdf
    Str. 22

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ eN Zet

    Oburzona autorka raportu nie zarzuciła swoim oponentom homofobii (sama to przyznajesz) a więc znowu pudło.
    Zamykam ten wątek. Dwie nieudane próby udowodnienia, że to o czym piszesz jest czymś więcej niż tylko Twoim osobistym miazmatem to aż nadto. :-)

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Pokręciłeś wszystko. EN ZET na początku (w swoim pierwszym komentarzu pod tym artykułem) wspomniała o następujących zjawiskach:

    1. Wypowiadanie negatywnych opinii na temat kobiet jest niepoprawne politycznie podczas, gdy obwinianie mężczyzn o całe zło świata jest zdecydowanie na miejscu.
    2. Zarzucanie homofobii w nieadekwatnych sytuacjach.
    3. Brak akceptacji dla krytyki działań podejmowanych w środowisku LBGT.
    4. Brak akceptacji dla jakiejkolwiek krytyki osób homoseksualnych w środowisku LGBT.

    Przyznam szczerze, że nie wiem, o jaki przykład pytałeś. Wnioskuję, że nie chodziło o żadne z powyższych zjawisk. Sam podałem przykład do 2. EN ZET podała przykład dotyczący punktu 3. Przykłady do 1. i 4. sam sobie wymyśl. Chętnie coś zasugeruję, np.
    Ad. 1. Odsyłam do dyskusji na temat braku akceptacji przez środowisko feministyczne różnic w poziomie płac kształtujących się na wolnym rynku.
    Ad. 4. Promiskuityzm.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Po pierwsze eN Zet ma rację twierdząc, że słowo „homofobia” bywa nadużywane.
    Wystarczy poczytać choćby felietony Marty Konarzewskiej, żeby się o tym przekonać.
    Oczywiście nie chodzi tu o nadużycie czy złe użycie słowa w jego czysto semantycznym sensie, tylko o etykietowanie nim ludzi.
    To słowo ma zresztą tak szeroki zakres znaczeniowy, że uważam, iż dawno potrzebna jest jakaś rzeczowa dyskusja na temat tego, kiedy i jak należy go używać.
    Osobiście nazywam homofobami tych, którzy dyskryminują, obrażają gejów/lesbijki lub obnoszą się ze swoją do nich niechęcią . Nie uważam natomiast za homofobię faktu, iż mężczyźni hetero nie lubią męsko-męskich zbliżeń, mimo iż z taką definicją tego słowa można się spotkać w co drugim tekście feministycznym.

    A po drugie używaj, drogi stereo-typie, słów które rozumiesz. Podejrzewam, że chodziło Ci o „fantazmaty” a nie o „miazmaty”. Zresztą, niezależnie o co Ci chodziło, słowo „miazmat” tu nie pasuje. Oznacza ono albo szkodliwe substancje wydobywające się z rozkładającego się ciała (trupa) albo, w sensie przenośnym, czyjś demoralizujący wpływ na kogoś.

  • Peter Pan

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    O! Krzyś bardzo dobrze to napisał.

    Ad.3. Wystarczy sobie przypomnieć, że zostałem tu już nazwany „zinternalizowanym homofobem”, ponieważ nie jarają mnie parady. Choć nie mogę powiedzieć, żebym się jakoś strasznie tym przejął, bo na biseksualistach i tak dość często ciąży podejrzenie homofobii jako przyczyny tego, że nie są całkiem homo ;)

    Ad.4. W przypadku gejowskich intelektualistów:
    całkowite zacietrzewienie ideologiczne i absolutna niechęć w stosunku do jakichkolwiek prób podważenia jednej, lewicowej utopii społecznej, traktowanej jak wyrocznia i prawda objawiona.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Napisałem w punktach, by ułatwić czytanie ze zrozumieniem. ;)

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ Peter Pan

    Co do miazmatów: mea culpa! Nie wiem co miałem na myśli używając tego akurat określenia. Czyżby wyjątkowo ciężki początek tygodnia w pracy?

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ Peter Pan i krzsz1986

    Nadal żadnego KONKRETNEGO przykładu słusznej krytyki po której nastąpił zarzut homofobii. Dajcie więc spokój, bo rozwodniliście ten „kisiel” już tak, że chyba nikt już nie wię o co w tym biega.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Uparłeś się, by podać jakiś wydumany przykład. Specjalnie dla Ciebie wypisałem w punktach, o co chodziło eN Zet. Podano przykłady do każdego z tych punktów. Jeśli jednak nadal upierasz się, by podać przykład słusznej krytyki po której nastąpił zarzut homofobii, odsyłam do komentarza Peter Pana i wspomnianej krytyki parad. Oczywiście można godzinami spierać się, jaką krytykę uznać za słuszną. Znając różnice, które nas dzielą, śmiem twierdzić, że to spór, którego lepiej nie rozpoczynać.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ krzsz1986

    Jedyne przy czym jeszcze się upieram, to żeby zakończyć ten wątek z uwagi na zupełny brak przykładu (konkretnego, czyli: oni zrobili to i to, tu i tu, wtedy i wtedy, zostali skrytykowani i słusznie, ponieważ… ) słusznej krytyki po której nastąpił zarzut homofobii, co w prosty sposób sprawia, że cała ta dyskusja staje się bezprzedmiotowa. Tyle!

  • Magda

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @stereotyp
    proszę bardzo
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34885,9113567,Mural_z_mlodymi__nagimi_torsami_nie_spodobal_sie_muzeum.html

    Czy ten przykład Cię satysfakcjonuje?
    Mural został odrzucony i skrytykowany z powodów, z którymi oczywiście można się nie zgadzać, ale wysuwanie działa pod tytułem „Bo namalował go gej?” jest cokolwiek żenujące i pachnie spiskową teorią dziejów :) . Tym bardziej, że chyba dwa lata wcześniej mural na terenie Muzeum stworzył Stasys Eidrigevicius, który w swojej sztuce zawiera również motywy homseksualne.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Mój drogi, coraz gorzej z Tobą. :) Konkretnie to musisz sam sobie poszukać np. w komentarzach pod starymi tekstami na homikach. A odrobinę mniej konkretnie: Peter Pan przypomina sytuację, w której krytykuje parady (przykład słusznej krytyki), a potem zostaje oskarżony o zinternalizowaną homofobię (zarzut homofobii). Czego chcieć więcej?

    Zobaczcie, jak dziwna sytuacja wynikła:

    En Zet pisała o nieco innych zjawiskach. Potem stereo-typ zażądał przykładu trochę nie na temat. Ponieważ chodziło o przykład „nie na temat”, nikt nie palił się do udzielenia wyczerpującej odpowiedzi. Teraz stereo-typ próbuje imputować, że inni nie mają racji. Niestety przykład o który prosił stereo-typ niezbyt dokładnie odnosi się do komentarza en Zet. W związku z tym nie wiadomo, kto i w którym punkcie, zdaniem stereo-typa, nie ma racji.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ Magda

    Nie satysfakcjonuje mnie. Z dwóch powodów:
    1. dyr Ołdakowski w muralu „dostrzegł zbyt wiele erotyki”. Ja jej tam nie widzę wogóle. Trudno mi więc uznać stanowisko dyrektora za „uzasadnioną krytykę”. To raczej jego subiektywne spojrzenie do którego oczywiście ma prawo (może gdyby skonsultował się z jakąś grupą osób to jeszcze – ale decyzję podjął arbitralnie, co oczywiście wolno mu – to „jego” muzeum);
    2 (i ważniejsze) czy autor muralu oskarżył dyr. Ołdakowskiego o homofobię? W artykule nie ma o tym ani słowa, są jedynie spekulacje dziennikarzy.
    Kolejny nietrafiony przykład.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Za to przykład Peter Pana jest trafiony. Mógłbyś jednak wyjaśnić, po co Ci taki przykład, czego chcesz dowieść? To wciąż pozostaje niejasne, zwłaszcza, że eN Zet naprawdę pisze o czymś innym.

  • eN Zet

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @stereo-typ

    Skoro chcesz być tak dosłowny to pytałeś o przykład uzasadnionej krytyki. Nie pytałeś o przykład uzasadnionej krytyki, na którą ktoś zareagował zarzutem o homofobię.

    W mojej wypowiedzi chodziło, jak słusznie zauważyli przedmówcy, o to, że reagowanie zarzutem o homofobię na krytykę jest często błędne. Dziwiło mnie zatem po co Ci taki przykład, bo według mnie jest on zupełnie niepotrzebny w sytuacji, gdy pisze się o pewnym zagrożeniu, a nie o tym, że to zagrożenie stało się rzeczywistością. Mimo wszystko przykład, który podałam uważam za jak najbardziej adekwatny, bo od zachowania autorki raportu do zachowania opisywanego przeze mnie jest już tylko jeden krok. Chodzi o to, żeby ludzie właśnie nie nauczyli się tak reagować, bo to do niczego dobrego nas nie zaprowadzi.

    Zresztą myślę, że jednak dyskusja trochę zbyt nam się rozrosła, a jednak tekst dotyczy innych zjawisk, więc może zakończmy już ten temat. Jeśli Wojtek o tym również napisze to z chęcią podyskutuję dalej. Po prostu dajmy dojść do głosu również innym osobom, których niekoniecznie interesuje to zagadnienie, a które być może się zniechęcą do zabrania głosu widząc, że dyskusja odbiegła od tematu.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1
    przez eN Zet dodano: 27-03-2011
    (Informacje o użytkowniku | Wyślij wiadomość)
    Zastanawiam się jak nazwać w takim razie trochę inne zjawisko. … Czasami odnoszę wrażenie, że zarzut homofobii zostaje postawiony w zupełnie nieadekwatnych sytuacjach. Zwrócenie na to uwagi powoduje falę oburzenia, osoba, która tego dokonuje zostaje podpięta pod łatkę homofoba. … W momencie, gdy nie jesteśmy odporni na krytykę (bo chyba tak to zjawisko można nazwać) zwłaszcza krytykę uzasadnioną nie możemy prowadzić żadnego sensownego dialogu….

    @ krzsz1986
    Nadal twierdzisz, że oczekuję „przykładu trochę nie na temat” ?

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Nadal.

  • Piotr

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Mi, w odniesieniu do większości wojującyh homo-bi-feminodziałaczy, bardziej by pasował termin homoszowinizm. Radziłbym z tym nie przesadzać, bo zawsze akcja powoduje reakcję, często ostrą i alergiczną.

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ eN Zet

    W poście od którego wszystko się zaczęło napisałaś tak:

    „Czasami odnoszę wrażenie, że zarzut homofobii zostaje postawiony w zupełnie nieadekwatnych sytuacjach. Zwrócenie na to uwagi powoduje falę oburzenia, osoba, która tego dokonuje zostaje podpięta pod łatkę homofoba. W Polsce jeszcze nie jest to tak szeroko rozwinięte, myślę jednak, że zmierza to w tym kierunku, co nie jest dobre, ani z punktu widzenia ogółu społeczeństwa, ani z punktu widzenia samej grupy mniejszościowej.”

    Owszem, zastrzegasz, że zjawisko to nie jest jeszcze w Polsce szeroko rozwinięte ale musi być chyba dość widoczne, skoro wzbudza w Tobie jakiś rodzaj zaniepokojenia. Poprosiłem więc o JEDEN KONKRETNY przykład.
    Uznałem, że skoro o takim zjawisku piszesz masz „na podorędziu” co najmniej kilka nie budzących wątpliwości przykładów. Mnie wystarczyłby jeden. Niestety, pomimo zaangażowania całego frontu zwolenników Twojej tezy nadal mamy echo w temacie. I pewnie tak już zostanie….

  • stereo-typ

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ krzsz1986

    Acha!

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ stereo-typ

    Czasami odnoszę wrażenie, że zarzut homofobii zostaje postawiony w zupełnie nieadekwatnych sytuacjach.

    Nieadekwatna sytuacja, np. gdy krytykuje się gej-parady albo pozostawanie w szafie.

    Dalej eN Zet napisała trochę niejasno. Trudno wyczuć, do czego odnosi się słowo „to” w drugim zdaniu cytowanego przez Ciebie fragmentu. Generalnie rzecz biorąc, chodzi o sytuację, w której oskarżenie o homofobię jest niesłuszne.

  • Piotr

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Proponuję na początek zdefiniować homoFOBIĘ. Wydaje mi się, że skoro mowa o FOBII, to definicja powinna być adekwatna do tego MOCNEGO słowa.
    Po zdefiniowaniu łatwiej będzie rozważać, czy ktoś tam słusznie został nazwany homofobem, czy nie.
    Z tym jest podobnie jak ze słynnym antysemityzmen, pod które to określenie lubi się podciągać niemal wszystko, co jest krytyczne wobec Żydów.

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    @ Piotr

    Słowo homofobia wydaje się zbyt delikatne do opisu zachowań polegających na głoszeniu nienawiści, pogardy wobec osób homoseksualnych.

  • yt

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    [(...) komentarz usunięty. detr uprasza nie karmić trolla - to też jest naruszenie regulaminu]

  • krzsz1986

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    [(...) komentarz usunięty. detr uprasza nie karmić trolla - to też jest naruszenie regulaminu]

  • Soniasonia

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Znalazłam dwa ciekawe eseje na Homoseksualizm.pl – tezy w nich postawione są warte przemyślenia!
    Pierwszy (który już raz podawałam) – http://www.homoseksualizm.org.pl/index.php/po-cholere-zwiazki-partnerskie/ Autorka stawia w nim tezę, iż związki partnerskie nie mają sensu, ponieważ wszystko to, co niby mają nam dać, możemy mieć i teraz, bez nich.
    Drugi- http://www.homoseksualizm.org.pl/index.php/dojrzaly-coming-out/ – Autor stwierdza w nim, iż homoseksualiści nie zasługują na związki partnerskie, ponieważ większość z nich nie stać na wierność, a domaganie się prawa do związków przy jednoczesnym ciągłym zmienianiu partnerów to ośmieszanie samej idei.
    Odnośnie artykułu o sztuce lesbijskiej, to ma on jeden pozytywny efekt – rozwiał moje wątpliwości, czy w kolejnym artykule o mandze opublikować ujęcia gołych tyłków ;-)

  • Ace

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    Abiekcie, mieszkaniec Afryki to Afrykanin, nie Afrykańczyk:)

  • Uschi

    [Re: Homo i nacjonalizm – niebezpieczne związki, cz. 1]

    http://wyborcza.pl/1,75968,10797557,Obama_wystawia_gejow.html?fb_ref=su&fb_source=tickerdialog_oneline

    „Jeśli idzie o społeczności LGBT w tych państwach, to zapewne są one deklaracją Obamy przerażone. Teraz dopiero zaczną się prześladowania. Już wcześniej geje w Iranie uważani byli za osobników niemoralnych i ulegających seksualnym modom rozwiązłego Zachodu. Teraz potwierdza się, że są czymś w rodzaju piątej kolumny zepsucia, co zresztą zdrowa część irańskiego społeczeństwa przeczuwała od dawna. Ustami Obamy Zachód oficjalnie ogłosił, że są jego szpiegami, i bierze ich pod parasol ochronny. Za swoje zwyrodniałe upodobania będą dostawać brudne, amerykańskie dolary. A przecież i bez poparcia Obamy irańscy geje nie mieli lekko – zdarzało się, że kończyli na szubienicy.”




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa