Dywagacje przeciętnego człowieka

Urodziłem się i mieszkam w średniej wielkości mieście, gdzie nie ma opresyjnej atmosfery małomiasteczkowej, ale nie ma też branżowych klubów, a tym bardziej organizacji LGBT. W ogóle środowisko zdaje się nie istnieć. Jestem w średnim wieku, mam średnie wykształcenie, jestem średnio inteligentny, średnio oczytany, średniego wzrostu – po prostu średni. Można więc chyba uznać moją sytuację za przeciętną dla homoseksualnej osoby mieszkającej w Polsce.

Kiedy rodziła się moja homoseksualna świadomość, a co za tym idzie potrzeba odnalezienia się, wyobrażałem sobie, że o prawa dla osób LGBTQ walczą różnego rodzaju organizacje. Sądziłem, że są one czymś na kształt dobrze funkcjonującej instytucji, w której pracują specjaliści, za którymi stoją fundusze, dotacje, składki itd. Że jest to dobrze naoliwiony i działający mechanizm, od którego można wymagać względnej niezawodności.

I to wyobrażenie jest tu kluczowe. Wydaje mi się, że właśnie takie wyobrażenie na temat organizacji ma 99% środowiska LGBTQ. Wyobrażenie to zaś jest najwyraźniej błędne, a wynika z niego cały szereg nieporozumień, niedomówień, żalów, frustracji.

Bo jak to właściwie jest? Kiedy się bliżej przyglądam różnym inicjatywom, za którymi stoi jakaś organizacja, to okazuje się, że tak naprawdę jest to działanie jednej lub kilku osób (bo czy nie tak właśnie jest z propozycją zmiany KK w kwestii przestępstw z nienawiści, raportem w sprawie podręczników akademickich, „Grupą Inicjatywną” ds. związków partnerskich, „Naszą Sprawą” i dziesiątkami czy setkami innych przedsięwzięć – i nie chodzi mi tu o ich skuteczność, ale sposób, w jaki się rodzą). Że to ta jedna czy kilka osób ma wkurw na coś, potrzebę załatwienia czegoś, zadziałania. Ma potrzebę, ale nie zawsze ma odpowiednie ku temu predyspozycje, umiejętności, wiedzę i – co najważniejsze – środki. A jeśli tego brakuje, to czy można oczekiwać satysfakcjonujących rezultatów?

Wobec tego krytyka różnego rodzaju działań wydaje mi się niestosowna, bo w gruncie rzeczy jest krytyką czyjegoś zapału i inicjatywy.

Jasne, jest sporo racji w twierdzeniu „jak nie potrafisz, to nie rób”. Bo po co marnować czas, energię i pieniądze na coś, co albo przynosi mizerne rezultaty, albo nie przynosi rezultatów w ogóle, albo wręcz prowadzi do ośmieszenia organizatorów / organizacji / środowiska (i to wszystko też nie obiektywnie, tylko w mniemaniu osób krytykujących)? No tak, ale czy w takim razie lepiej w ogóle nie podejmować żadnych działań, niż podejmować je nawet nieudolnie? Nie wiem i wobec rzeczywistości pozostawiam to pytanie otwarte.

A rzeczywistość jest taka, że nie ma sprawnie działającego, naoliwionego mechanizmu. Są tylko pojedyncze osoby, które coś tam chcą zrobić pod takim czy innym szyldem. I może od konstatacji tego prostego faktu należałoby wyjść zarówno przy krytyce, jak i przy podejmowaniu jakichkolwiek działań.

Coraz częściej łapię się na tym, że różnego rodzaju inicjatywy (skądinąd słuszne i potrzebne) stają mi się obojętne wobec potrzeby podstawowej komunikacji i zdefiniowania celów, które społeczność LGBTQ chce osiągnąć. A te cele wcale nie są takie oczywiste. I nie chodzi tu o spór, czy potrzebujemy prawa do małżeństw jednopłciowych, czy wystarczą nam związki partnerskie, czy też w ogóle powinniśmy nie ulegać jakimkolwiek wzorcom „heteronormy” (i, co za tym idzie, pewnie postulować likwidację małżeństw jako takich w ogóle). Chodzi o rzeczy zupełnie fundamentalne, jak np. zdefiniowanie praw człowieka, ustalenie czym jest tolerancja i czy nam na niej zależy (dla mnie jest to w dzisiejszych czasach stanowczo za mało, a co za tym idzie kompletnie jej nie potrzebuję) oraz dlaczego byśmy chcieli zmienić stereotyp „pedała” i czy ta zmiana w ogóle jest możliwa (wydaje mi się, że nie, ale chciałbym posłuchać, co na ten temat mają do powiedzenia psycholodzy społeczni, socjolodzy i inni specjaliści siedzący w temacie). Mam wrażenie, że te wszystkie (i wiele innych) sprawy wydają nam się tak oczywiste, że przestaliśmy o nich rozmawiać.

Przestaliśmy rozmawiać i zrobiły nam się z tego hasła-wytrychy, które moim zdaniem również stały się tak oczywiste, że brakuje ich w podstawowej komunikacji przede wszystkim na linii organizatorzy – potencjalni uczestnicy. A za tym idzie z kolei cały szereg przeróżnych nieporozumień na temat tego, po co coś robić, czy to jest potrzebne, czy bardziej pomaga czy szkodzi itd. itp.

Ktoś mógłby powiedzieć, że chyba coś ze mną nie tak, skoro potrzebuję tak podstawowej dyskusji. Ale to nie jest kwestia, że „coś nie tak”. Ze wstydem przyznaję się do swojej słabej wiedzy i oczytania. Przyznaję się również do lenistwa i nikłej chęci do zmiany tego stanu rzeczy. Jak widać średnio mi idzie poprawne pisanie w ojczystym języku, a pewnie jeszcze gorzej jasne i precyzyjne przekazanie tego, o co mi chodzi. I, jak sądzę, tu właśnie objawia się moja całkowita przeciętność. Proszę więc potraktować mój głos jako kogoś, kto czuje się trochę zagubiony. Niech będzie, że przygłup. Jeśli mi się jasno od A do Z nie wyłoży przy okazji jakiegoś kolejnego działania intencji, możliwości, ograniczeń, potrzeb itd., to sam się do tego nie włączę. Najwyżej wyrażę opinię, że fajnie, że coś się dzieje albo ponarzekam, że coś było „nie tak”.

A dlaczego to wszystko napisałem? Bo mi zależy. Bo gdybym miał większe umiejętności czy możliwości, to swoją myśl przekułbym na konkretne działanie. No ale nie mam ani wiedzy, ani możliwości, ani nawet znajomych, z którymi mógłbym o tym porozmawiać. Może więc komuś, kto potrafi zrobić coś konkretnego, te moje przemyślenia na coś się przydadzą.

cinclus – libertyn, sybaryta i agnostyk – samo zło.

Autorzy:

zdjęcie cinclus

cinclus

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 347; nazwa: cinclus

32 komentarzy do:Dywagacje przeciętnego człowieka

  • Peter Pan

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    Autor twierdzi, że nie umie pisać po polsku.
    Ja bym nie przesadzał z tą kokieterią.
    Poleciłbym mu nawet przeczytanie kilku artykułów z tej strony, które to miały chyba w zamierzeniu autorów świadczyć o ich elokwencji a tymczasem dawały jedynie świadectwo ich kompletnej nieznajomości tematu, o którym pisali. Nie mówiąc już o poprawności językowej niektórych z tych wypocin … .

    Tu nie jest źle. Luźne, bezpretensjonalne przemyślenia też są czasem potrzebne.
    Uwaga co do haseł-wytrychów jest bardzo słuszna.

  • Soniasonia

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    Autor trafia w sedno – niski kapitał społeczny, niemożność ustalenia wspólnych priorytetów, to są sprawy, które są podstawowymi problemami.

  • krzsz1986

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    Zabawna, rozbrajająca jest szczerość Autora, której nie nazwałbym kokieterią. Niestety nie wystarczy uprzedzić czytelnika, że nie potrafi się poprawnie pisać. Równie dobrze można by wyjechać na ulicę ciężarówką z napisem „nie potrafię prowadzić”. ;-) Tutaj na szczęście nie jest aż tak źle. Autor całkiem dobrze sobie radzi z językiem potocznym i nawet stara się uważać na przecinki. ;-)

    Pozytywnie oceniam również nieprzeciętną skromność, której Autor daje wyraz w autoprezentacji na wstępie. Niestety poza tym jest już tylko gorzej. Tekst nie budzi mojego stanowczego sprzeciwu tylko dlatego, że jest miałki, bardzo ogólny. Autor najpierw opowiada o swoich fałszywych wyobrażeniach na temat działalności ruchów LGBT. Faktycznie, w podobny sposób myśli pewnie większość osób LGBT. Niestety raczej trudno zgodzić się z zaprezentowaną przez Autora obroną działaczy: to są pojedyncze osoby, które wiedzą co robią, a podejmując się działań w ramach ruchu, sami czynią siebie specjalistami – mamy prawo oceniać ich jak specjalistów. Jeśli ktoś czyni się organizatorem, powinien zadbać o komunikację z potencjalnymi uczestnikami. Nie do końca rozumiem potrzebę dyskusji o fundamentach. Zastanawianie się, czym jest tolerancja, czy nam na niej zależy, itp. zaliczam raczej do działalności nierokującej wielkich sukcesów. Proponuję zastanowić się, czym jest tolerancja dla kibola albo dla pani Jadzi, która nastawiła odbiornik na toruńską częstotliwość, po czym urwała pokrętło. Dla odmiany dyskusja o legalizacji związków osób tej samej płci wydaje się konkretem. A gdy pisze się o hasłach-wytrychach i o brakach w komunikacji, przydałby się jakiś przykład.

    W dodatku Autor jest niekonsekwentny. Najpierw pisze: przyznaję się do swojej słabej wiedzy i oczytania. Przyznaję się również do lenistwa i nikłej chęci do zmiany tego stanu rzeczy, a potem: A dlaczego to wszystko napisałem? Bo mi zależy. Bo gdybym miał większe umiejętności czy możliwości, to swoją myśl przekułbym na konkretne działanie..

    libertyn, sybaryta i agnostyk – faktycznie samo zło.

  • krzsz1986

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    @ Sonia

    Niski kapitał społeczny? Można polemizować. Wspólne priorytety? Najprawdopodobniej nie istnieją, dlatego nie można ich ustalić.

  • mist

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    Ciekawe, kto to tak naprawdę napisał….?

  • krzsz1986

    [Re: Dywagacje przecięnego człowieka]

    Jak to kto naprawdę napisał?

  • wit

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    Dywagacje – mówienie, pisanie bezładne, rozwlekłe, nie na temat, od rzeczy (od łac. divagatio – błądzić). ["Słownik wyrazów obcych" Kopalińskiego]
    W dzisiejszych czasach często używane błędnie w znaczeniu: „rozważania”.
    No, faktycznie ;)

  • WS

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    Nie wiem po co się czepiać krzsz1986, skoro jego recenzja artykułu jest i bardzo celna, i stonowana, i dobrze napisana.
    Prawdę mówiąc mam wrażenie, że jest w niej nawet więcej treści niż w samym artykule.

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    Czuję się trochę w obowiązku przeprosić za mój beztreściowy, miałki i ogólny tekst (i całe szczęście, bo gdyby był szczegółowy i konkretny, to by się spotkał z ostrym sprzeciwem, a tak, to jeszcze ujdzie). Powstał jako komentarz do jednego z artykułów tutaj, ale ponieważ wyszedł przydługi, nie chciałem nim zaśmiecać dyskusji. Z tego wynika jego brak formy: pisząc komentarz nie miałem ambicji pisania felietonu. Gratulacje w sprawie trafnego tytułu proszę składać redakcji Homików, która popełniony przeze mnie tekst takim nagłówkiem opatrzyła.
    Zastrzeżenie, że średnio mi idzie posługiwanie się językiem nie jest z mojej strony żadną kokieterią, tylko świadomością własnych braków. Fakt, że inni piszą gorzej jeszcze nie świadczy, że ja potrafię pisać dobrze. A tekst popełniłem, bo chciałem się po prostu wypowiedzieć, do czego każdy tu ma prawo.
    Choć nie spodziewałem się pod nim zaciętej dyskusji merytorycznej, to jednak miałem nadzieję, że nie zostanie potraktowany, jak wypracowanie. No ale cóż, jak powiedział poeta „Nadzieja jest kurwą szczególnego rodzaju: MA ale NIE DAJE”.
    Proszę mi wierzyć, że gdybym chciał oddać pod osąd moje umiejętności pisarskie, to pewnie bym coś naskrobał do jakiegoś portalu literackiego. Ale i tak mi miło, że ktoś docenił, że w miarę poprawnie potrafię się posługiwać przecinkami. Znowu się dzięki temu poczułem, jak w podstawówce. Tylko pochwały za ładny charakter pisma mi zabrakło. ;)
    Natomiast co do meritum: jasne: możemy się zastanawiać nad związkami tej samej płci. I takie dyskusje się toczą. Tyle, że często przywodzą mi na myśl roztrząsanie wzoru E=mc2 przez osoby, które nie wiedzą, co to jest potęgowanie, a i co do znaczenia znaku równości chyba nie mają pewności.
    Dlatego nie bronię „za całokształt” organizatorów różnych przedsięwzięć. Doceniam ich zapał i chęć działania. Zdaję sobie sprawę z niełatwej sytuacji, w jakiej nieraz podejmują swoje wysiłki. Natomiast zwracam ich uwagę na jałowość poczynań, jeśli nie potrafią przekazać co i po co tak naprawdę robią. Wg. mnie dotyczy to wszystkich działań, dlatego też nie podawałem żadnego przykładu. Ale jeśli komuś jest potrzebny, to proszę, pierwszy z brzegu: marsze. Jeśli przy okazji entej dyskusji czytam, że ważne, jak media opiszą wydarzenie, to pytam: czy sensem zrobienia marszu jest jego odpowiednie zaistnienie w mediach? Wydawało mi się, że sensem i celem jest coś, o czym już chyba wszyscy zapomnieli.
    I to tyle gwoli wyjaśnienia.

  • Jakbyco

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    „Dlatego nie bronię „za całokształt” organizatorów różnych przedsięwzięć. Doceniam ich zapał i chęć działania. Zdaję sobie sprawę z niełatwej sytuacji, w jakiej nieraz podejmują swoje wysiłki. Natomiast zwracam ich uwagę na jałowość poczynań, jeśli nie potrafią przekazać co i po co tak naprawdę robią.”

    Nie chcę kłócić się z Twoim postrzeganiem rzeczywistości, ale chyba jednak za bardzo generalizujesz. Przykład pierwszy z brzegu – kampania jasna i czytelna: http://www.miloscniewyklucza.pl/index.html

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ Jakbyco

    Może za bardzo generalizuję, ale przykład dałeś kiepski.
    Na stronie, którą podałeś w zakładce „o akcji” można przeczytać:

    „W ramach kampanii „Miłość nie wyklucza” chcemy pokazać, że tworzenie ram prawnych dla związków osób tej samej płci jest europejskim standardem cywilizacyjnym, a zmiany społeczne, jakie na tym obszarze życia zaszły w Europie, nie ominęły też Polski.”

    Pytam: w jaki sposób ta kampania pokazuje, że tworzenie ram prawnych dla związków osób tej samej płci jest europejskim standardem cywilizacyjnym? Czy naprawdę zmiany społeczne nie ominęły Polski?
    „88 proc. Polaków jest przeciwnych równouprawnieniu par osób tej samej płci.”
    ( http://www.tvn24.pl/12690,1695579,0,1,polak-homofob-i-antysemita-teskni-za-silnym-liderem,wiadomosc.html )

    „W kampanii chcemy więc głośno wyrazić tę poważną potrzebę społeczną”

    Jaką potrzebę? Związków partnerskich? Hmmm… Ja bym polemizował, czy to jest potrzeba społeczna. Tym bardziej poważna w świetle tych 88%.

    „Kampania „Miłość nie wyklucza” ma pokazać, że przyszedł czas na żądania.”

    Pytam: i czy pokazuje w którymś miejscu poza hasłem?

    „Celem kampanii jest też pokazanie, że można prowadzić działania społeczne bez unijnych czy państwowych grantów, których zazwyczaj nie można wykorzystać na cele polityczne.”

    Pytam: naprawdę o to chodzi w tej kampanii?

    I właśnie chodzi mi o to, że skądinąd świetna kampania nie jest dostatecznie jasno umotywowana, przez co spotkała się też, niestety, z głosami krytyki.

  • krzsz1986

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ cinclus

    Społeczna potrzeba związków partnerskich nie dotyczy większości społeczeństwa. Stanowiące większość osoby heteroseksualne oraz osoby biseksualne w związkach hetero nie mają problemu, bo mogą zawrzeć związek małżeński. Dlatego wspominanie 88% nie jest argumentem przeciwko związkom. Przynajmniej nie w teorii. W praktyce niestety tak działa.

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ krzsz1986

    To jasne, że potrzeba społeczna nie musi dotyczyć większości społeczeństwa, ale tak by można wywnioskować z przytoczonych słów („zmiany społeczne, jakie na tym obszarze życia zaszły w Europie, nie ominęły też Polski”). Jednak zwróciłem przede wszystkim uwagę na coś innego: czy to w ogóle jest potrzeba społeczna. Czy nie pora zacząć dyskutować o tym, żeby prawo do swobodnego zawierania związków dopisać do praw człowieka? Jasne, że jest jeszcze sporo miejsc, gdzie związki zawiera się pod wpływem rodziny, ze względu na jakieś sprawy kulturowe itd, jednak mam wrażenie, że jest pod tym względem znacznie lepiej, niż było jeszcze 30-50 lat temu. Nie wspomnę, że nie ma już dawno układów, w których pan zezwalał niewolnikowi na zawarcie związku. Więc może jednak zacząć traktować związki nie jako potrzebę społeczną, tylko prawo, które należy się każdemu wolnemu człowiekowi żyjącemu w demokratycznym państwie? Z takiego przedefiniowania wbrew pozorom bardzo wiele wynika. Dlatego jeszcze raz: przestańmy się porozumiewać hasłami-wytrychami, tylko spróbujmy od podstaw zdefiniować podstawowe rzeczy. Świat się zmienia, a za zmianami idą inne potrzeby i zmiany samego znaczenia słów (jak choćby w przytoczonych tu „dywagacjach”).
    Ale ok. Zbiłeś jeden z czterech przykładów, które podałem. I niech nawet będzie, że cała akcja „Miłość nie wyklucza” jest jednak świetnie umotywowana. Nie mam racji. Ok. Czy z tego wynika, że również inne działania, jak „Wyjście z szafy”, „Marsze milczenia”, „Parady równości” i dziesiątki innych, mniejszych rzeczy są tak samo jasne i czytelne?
    Może ja się rzeczywiście czepiam, tylko dlaczego, skoro jest tak świetnie, to jest tak źle?

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    Na koniec miało być oczywiście „dlaczego jest tak źle, skoro jest tak świetnie”. Zaplułem się w ferworze polemiki. Sori. :)

  • krzsz1986

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ cinclus

    Nie wszystko jest przemyślane. To pewne. Np. „Celem kampanii jest też pokazanie, że można prowadzić działania społeczne bez unijnych czy państwowych grantów, których zazwyczaj nie można wykorzystać na cele polityczne.” Faktycznie, trudno to uznać za cel.

  • WS

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ cinclus
    Nad tezami, które podałeś w komentarzach, owszem, można dyskutować. Podałeś pewne konkrety. Ale przyznasz, że to w jakiś sposób pewnie broni Twoje poglądy, ale nie broni artykułu.
    Dopiero łącznie z komentarzami widać, o co Ci chodzi.

  • WS

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    PS
    Polecam też recenzję tego artykułu na blogu Abiekta (raczej chwali).
    Szczególnie celna myśl tam, że artykuł diagnozuje raczej całe nasze społeczeństwo, niż samo środowisko LGBT.

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ WS

    „przyznasz, że to w jakiś sposób pewnie broni Twoje poglądy, ale nie broni artykułu.”

    Bo ja też, jak widać, mam problemy z komunikacją. ;)

  • Jakbyco

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @cinclus
    Kiedy podawałam przykład akcji MNW (żeby nie było, nie jestem związana z jej organizatorami ;) ), bardziej chodziło mi chyba jednak o przekaz niż o cele. A przekaz jest jasny i zawarty już w samym haśle „MNW – Żądamy ustawy o związkach partnerskich”. To przecież czytelne.

    @krzsz
    „Nie wszystko jest przemyślane. To pewne. Np. „Celem kampanii jest też pokazanie, że można prowadzić działania społeczne bez unijnych czy państwowych grantów, których zazwyczaj nie można wykorzystać na cele polityczne.” Faktycznie, trudno to uznać za cel. „
    A ja bym to jednak za cel uznała. Wielokrotnie w debatach branżowych pojawiają sie tzw. „głosy z zewnątrz” (maksymalnie krytykanckie), które mówią „nie krytykujcie nas, ze my, szara większość, nic nie robimy – przecież nie mamy kasy / nie dostaliśmy grantu / grantu nie można przeznaczyć na akcję LGBT / państwo nas nie lubi”. MNW pokazuje, że jednak można. Ja naprawdę lubię tę akcję :) .

  • Jakbyco

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    A swoją drogą, cinclus pisze o głosach krytyki kampanii MNW. Ja kojarzę tylko jeden – w Replice, bodajże pani Laszuk. Coś mnie ominęło?

  • cinclus

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ Jakbyco
    A mnie chodzi o całokształt. Od momentu powstania pomysłu, przez jego realizację na efektach skończywszy. Jeśli tak na to spojrzysz, to czy się przypadkiem nie okaże, że organizatorzy narzekali na niewielki odzew osób chcących wziąć udział w akcji? A czy później nie było głosów, żenujących zresztą, że osoby na plakatach wyglądają nieodpowiednio?
    I tu wracam do punktu wyjścia: wydaje mi się, że gdyby kwestia „wizerunku” była dobrze i solidnie przepracowana, przedyskutowana i wyjaśniona, to takie wątpliwości u co poniektórych by się nie pojawiły, a przynajmniej byłoby ich znacznie mniej.
    Ale nawet zakładając, że akcja MNW jest perfekcyjna, to ponawiam pytanie: a co z całą resztą działań?

    Na marginesie przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia, która chyba w ogóle nie jest dyskutowana. Też z kategorii podstawowych, jak problem, czy w ogóle jest możliwa zmiana wizerunku i stereotypów. Mianowicie, czy strategia tak silnego wyodrębniania spraw LGBTQ jest skuteczna. Zgoda, jesteśmy w pewien sposób stygmatyzowani. Dla nas nasza seksualność nie jest niczym niezwykłym, ale dla całej reszty jest. Trudno, w takiej kulturze żyjemy i od tego nie uciekniemy. Zastanawiam się jednak, czy przypadkiem sami czasami zupełnie niepotrzebnie nie przykładamy sobie piętna odmieńców. Czy nie podkreślamy niepotrzebnie, że pewne problemy dotykają tylko nas, choć dotykają tak naprawdę wszystkich bez wyjątku. Np. kwestia związków właśnie. Pisałem o tym wcześniej. Dlaczego nie domagać się związków, jako jednego z podstawowych praw człowieka? Co z dziewczynkami sprzedawanymi na żony za wielbłąda? Albo kwestia homofobii: czy dostatecznie podkreślany jest fakt, że spora część ofiar (zwłaszcza tych najpoważniejszych) homofobii, to osoby heteroseksualne? Albo prawo do adopcji. Już samo to hasło sugeruje, że chodzi o jakiś przywilej dla osób homoseksualnych. Dlaczego nie mówimy o prawie dzieci do bycia adoptowanym?
    Nie uciekniemy od stereotypu zwichniętego nadgarstka i piórek w tyłku (zresztą po co mielibyśmy to robić?), ale nie dajmy sobie narzucić wizji, że jesteśmy jakimś tworem istniejącym poza całym kontekstem społecznym.

    Jeszcze raz powtórzę: mam wrażenie, że bardzo często dyskutując o różnych strategiach emancypacji zapominamy o podstawowych sprawach albo posługujemy się wytartymi kalkami. Posługujemy się hasłami-wytrychami, które albo się nie sprawdziły, albo stały się nieaktualne, albo zmieniły swoje znaczenie. Rozprawiamy o E=mc2 nie mając pojęcia co to jest znak równości. Brakuje nam podstaw, bez których wszystkie działania stają się mało skuteczne.

  • imię

    [Re: Dywagacje przeciętnego człowieka]

    @ cinclus
    A czy nie jest tak, że za te podstawy odpowiedzialni jesteśmy my sami? W swoim otoczeniu? Moim zdaniem nie można oczekiwać sukcesu szeroko zakrojonych działań systemowych, jeżeli osoby homoseksualne nie będą chciały podejmować wyzwań związanych z otwartym życiem w swoim środowisku.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa