We Włoszech wszyscy są mężczyznami

W Polsce do tej pory ukazało się niewiele komiksów, które swoją fabułą nawiązywałyby bezpośrednio do tematu mniejszości seksualnych. Prekursorem na tym polu jest oczywiście wydawnictwo Abiekt.pl, które wydało dwa komiksy o Konradzie i Paulu autorstwa Ralfa Königa oraz komiks pod tytułem Fun Home. Tragikomiks rodzinny autorstwa Alison Bechdel. W międzyczasie pojawiły się też Bostońskie małżeństwa, wydane przez Dolną Półkę, które zyskały tym samym tytuł pierwszego komiksu lesbijskiego stworzonego przez grupę polskich artystek i artystów. Niedawno do tej grupy dołączyła kolejna pozycja i jest nią We Włoszech wszyscy są mężczyznami autorstwa Sary Colaone i Luca de Santis, wydana przez Centralę (Central Europe Comics Art).

Fabuła We Włoszech… dotyczy tematu, z którym w polskiej literaturze się jeszcze nie spotkałam, a mianowicie internowania włoskich homoseksualistów w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Z krótkiego wstępu napisanego przez Tomassa Giartosso i Gianfranco Gorenti pokrótce dowiadujemy się, że za „pederastię” w owych czasach groziło włoskim mężczyznom odosobnienie bądź zesłanie na jedną z włoskich wysp na okres od jednego roku do pięciu lat. Po przystąpieniu Włoch do wojny internowanych zwalniano do domu, gdzie stawali się obiektem szykan. Po wojnie natomiast nie przejmowano się odszkodowaniami dla poszkodowanych, uznających ich za „tak mało bohaterskich”. Oni sami woleli nie wychodzić przed szereg z obawy przed homofobią. W związku z czym pierwsze badania nad ich historią rozpoczęto dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.

Nie jest to jednak jedyny wątek tego utworu. Drugim, równie ważnym i wzbudzającym emocje wątkiem jest relacja pomiędzy Rocco, jednym z dziennikarzy przeprowadzających wywiad z głównym bohaterem Antonio, a samym Antonio. Treść bowiem opiera się na retrospekcji. Z jednej strony mamy 1987 rok, kiedy to dwóch młodych dziennikarzy zjawia się w Salerno, skąd zabierają Antonia w podróż na wyspę Tremiti, w trakcie której kręcić będą wywiad. Z drugiej strony mamy opowieść samego Antonia, który przypomina sobie wydarzenia sprzed 50 lat. Widać jednak, że robi to niechętnie, możliwie jak najbardziej odwleka chwilę dostania się na prom, w pewnym momencie stara się nawet uciec. Wszystko to spowodowane jest zapewne jego niechęcią do rozdrapywania starych ran. Młody Rocco zdaje się nie dostrzegać tej niechęci w postawie Antonia, naciska na niego, martwi się, że producent nie zapłaci za dodatkowe koszty, jakie mogą wyniknąć z nieprzewidywalnego zachowania Antonia. Napięcie pomiędzy nimi osiąga punkt kulminacyjny w trakcie jednego z ich dialogów. Antonio pyta:

- Guagliunce, ile macie lat?
- Dwa…dzieścia sześć.
- Ja też miałem dwadzieścia sześć lat. Kiedy mnie internowali. Dwadzieścia sześć lat kiedy rozbiłem głowę temu dupkowi. Ty kiedyś rozbiłeś głowę jakiemuś dupkowi? Wydaje wam się, że to taka bajeczka. Ale zrozum, że to było życie! To nie są żarty, historyjki… To historia oparta na cierpieniu!
- Ja… ja szukam tylko materiału.
- „Materiał”! „Materiał”! A teraz moje siedemdziesiąt cztery lata stały się „materiałem”!

To ważna scena, wskazująca na napięcie, jakie powstaje między prowadzącym wywiad a świadkiem danej historii, zwłaszcza jeśli ta jego historia była tak okrutna. Pierwszy z nich chce zebrać po prostu materiał, zapomina jednak o tym, że nie rozmawia z dokumentem, zbiorem danych, a z żywym człowiekiem, który musiał przez to wszystko przejść. Dzisiaj, gdy świadectw z okresu wojny mamy coraz więcej, coraz mniej uwagi zwraca się na liczby, statystyki związane z okrucieństwami wojny, a coraz więcej głosu oddaje się ludziom uczestniczącym w tych zdarzeniach, wydaje się, że problem ten został zażegnany, że historycy, dziennikarze przestali strzelać tego typu gafy. Mimo wszystko myślę, że warto o tym przypominać. To nie była historia kilkuset internowanych – to była historia, którą każdy z nich przeżywał po swojemu, zatem można by rzec, że to było kilkaset różnych historii jedynie naznaczonych tym samym piętnem, które tak bardzo lubimy ubierać we w gruncie rzeczy nic niemówiące statystyki.

Same fragmenty dotyczące pobytu na wyspie i zdarzeń następujących po powrocie Antonia z Tremiti wydają się dosyć krótkie, momentami niedopowiedziane. Taki zresztą urok komiksu, powodujący, że dramatyczność niektórych wydarzeń zostaje sprowadzona do kilku „kratek”. Mimo wszystko jest to historia niezwykle wzruszająca. Poznajemy często dramatyczne losy innych internowanych; stajemy się świadkami zbrodni, która prowadzi niewinnego człowieka na skraj życia; poznajemy także losy tragicznej miłości. Może wątki te nie są zbyt mocno rozwinięte, zapadają jednak na dłużej w pamięć.

Trzeba też pamiętać o tym, że historii nie da się opowiadać tylko poprzez opracowania monograficzne, spisane przez „mądre głowy”. Jeżeli chce się, by do niej sięgnęli także inni, niekoniecznie wykształceni ludzie, młodzież, czy ci, którzy po prostu chcą się czegoś nowego dowiedzieć, a nie mają na to zbyt wiele czasu – warto ją ubierać także w inne, prostsze formy. I komiks z pewnością taką formą jest. Na samym końcu zresztą odnajdziemy wywiad z Giuseppe B., człowiekiem, którego los był inspiracją do spisania losu Antonia. Mną najbardziej wstrząsnęło ostatnie pytanie, będące dopowiedzeniem mojego wywodu na temat odgrzebywania przez historyków historii:

- (…) dlaczego Pan, po krzywdach, których Pan doświadczył, tak niechętnie udziela wywiadu? Przecież dzięki niemu ludzie mogą się dowiedzieć o istnieniu tych niesprawiedliwości?
- Dlatego, że… po czterdziestu latach nie chce mi się o tym mówić. Czego chcesz, mój synu, chcesz pamiętać procesy, ból… Wtedy to były straszne skandale, dla rodzin to był wielki wstyd. Nawet największych przestępców nie skazywano na taką karę, na jaką skazano nas. Wszystkich nas wygnali, ale właściwie za co? Nie zrobiliśmy nic złego, był tylko raport policji, nic więcej. Były skandale, ogromny ból dla rodziny, bo w tamtych czasach strasznym wstydem było mieć takiego syna. Po powrocie do domu i dwóch latach odizolowania, poprosiliśmy państwo o rehabilitację. Nikomu nie udało się jej otrzymać.

Cieszy mnie zatem fakt, że Centrala podjęła się wydania tego komiksu. Że dzięki temu kolejni ludzie będą mogli poznać historię internowanych homoseksualistów w czasach faszystowskich Włoch i być może sięgną do innych źródeł poświęconych temu tematowi. Niestety nie oznacza to, że wydawnictwo zrobiło to perfekcyjnie. Już na pierwszy rzut oka kłuje czytelnika fakt, że nigdzie nie podano ani oryginalnego tytułu komiksu, ani tłumacza, który podjął się przełożenia go na język polski, ani nawet składu redakcyjno-korektorskiego. Sądząc zresztą po okropnych zaniedbaniach, widocznych na kolejnych kartach, m.in. dziwnemu rozspacjowaniu niektórych słów i literówkach, osoby odpowiedzialnej za korektę po prostu nie było. Szkoda, mam jednak nadzieję, że kolejne pozycje wydawane przez Centralę będą charakteryzować się większą dbałością o poprawność edytorską. Tak samo zresztą jak mam nadzieję, że poruszenie tematyki mniejszości seksualnych przez Centralę nie było jednorazowe. Tym bardziej, że Abiekt, wydawca mający na tym polu największe zasługi, dość krytycznie nastawiony do poczynań swego „konkurenta” (w moim przekonaniu nie do końca słusznie) komiksów wydawać już nie będzie, a zatem przydałby się ktoś, kto tę lukę wypełni. Pozostaje jednak (być może) „pobożne życzenie” by tę lukę wypełniono profesjonalnie, a nie na zasadzie „nie ważne jak się pisze – ważne, że się pisze”.

We Włoszech wszyscy są mężczyznami
Scenariusz: Luca de Santis
Rysunek: Sara Colaone
Centrala, 2011
ISBN: 978-83-932072-0-6
Liczba stron: 176
Format: 150×210 mm
Oprawa: miękka


Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.

6 komentarzy do:We Włoszech wszyscy są mężczyznami

  • Jakbyco

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    Abiekt zamierza przestać wydawać?
    Szkoda….

    (przepraszam że nie na temat)

  • Soniasonia

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    Hmm, z jednej strony komiksem jestem wybitnie zainteresowana, z drugiej jednak mam równie wybitną fobię w stosunku do literatury obozowej, więc raczej nie wezmę się za ten komiks.
    Swoją drogą, skoro Abiekt zdecydował się skończyć z komiksami, to powinien był o tym uprzedzić na stronie wydawnictwa, tymczasem ciągle tam wisi, że „Czekajcie na DTWOF!” :-(

  • Arc-en-terre

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    DTWOF też nie mogę odżałować, bo bardzo bym chciała to zobaczyć w polskiej wersji.

  • Arc-en-terre

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    DTWOF też nie mogę odżałować, bo bardzo bym chciała to zobaczyć w polskiej wersji.

  • Abiekt

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    Soniasonia – od dawna nie ma na stronie takiego tekstu, jest, że może wrócimy do tej pozycji, ale już na 99 procent jest to nierealne. Po prostu komiksy za słabo się sprzedają. Maksymalnie dwie książki Abiekt jeszcze wyda i się pożegna :)

  • mTV

    [Re: We Włoszech wszyscy są mężczyznami]

    Właśnie skończyłem lekturę i jestem pod duuużym wrażeniem!

    Zacznę od tego, że nie miałem zamiaru sięgać po tę książkę. Po pierwsze, po zapoznaniu się z lekturami obowiązkowymi o tamtym okresie (Gustaw Herling Grudziński czy Zofia Nałkowska pozostawili w mej pamięci znamię) odstręczał mnie, podobnie jak i Soniesonię, temat. No ileż można? Po drugie, brzydka w moim mniemaniu okładka. Jednak, w związku z nadarzającą się okazją, trochę też z ciekawości (forma komiksu?) oraz faktu, że i tak prędzej czy później trafiłaby do mojej kompletowanej biblioteczki kupiłem i mam.

    Mam i przeczytałem. Przeczytałem i jestem … Właśnie brakuje mi adekwatnego słowa. Starożytni nazywali to katharsis. Bo jak dosadnie opisać wzburzenie losem mężczyzn, których los, jeśli bym żył tam wtedy z pewnością bym podzielił. Jak oddać wzruszenie nad faktem, że pomimo nieludzkiego traktowania i poniżania ci geje potrafili pokazać jakim jest i jakim może być normalnym, pięknym i dobrym człowiek, którego się stawia poza nawias społeczeństwa tylko z racji homoseksualizmu.
    Książka wbrew pozorom przyjemna w odbiorze. Zawiera sporo humoru i ironii. Nie jest męcząca czy patetyczna. Może dzięki zabiegowi podwójnego planu akcji. Jeden to współczesna historia dwóch gejów, którzy chcą przeprowadzić wywiad w miejscu zdarzeń z bohaterem tamtych wydarzeń. Drugi to odtwarzana prawdziwa historia. Autentyczna i bolesna. W tym miejscu refleksja, że trzeba przypominać i mówić, żeby wiedzieć, żeby historia się nie powtarzała. W Polsce także byli zatrzymywani i ginęli w obozach ludzie, którym przypięto łatkę różowego trójkąta.
    Wracając do książki. Nie mogę oprzeć się wrażeniu symilarności komiksu z filmem „Kapitan Corelli” w reżyserii Johna Maddena z 2001 z Nicolasem Cagem i Penelope Cruz w rolach głównych. Chociaż oczywiście są to dwie różne historie, jednak zbyt wiele je łączy, żeby o tym nie wspomnieć. Filmowa grecka wyspa Kefalonia staje mi przed oczami jako wyspy Tremiti (na zdjęciach San Domino zachwyca urokiem). Czasy włoskiego faszyzmu: okupacji czy zsyłki. Dodałbym jeszcze jeden szczegół. Trzęsienie ziemi, które nawiedziło tamte rejony. Wszystko to jest tłem dla życia i historii pewnych miłości. Miłości, które nie powinny się zdarzyć, które są nieakceptowane i prześladowane. I choć odmienne są światy seksualne głównych bohaterów to tak samo przemawiają i poruszają. Z posłowia – wywiadu z bohaterem, dowiadujemy się, kim był/jest dla niego V. i domyślić się można dlaczego dla niego to dedykowana jest właśnie ta książka.

    Kończąc, chciałbym zachęcić do tej książki. Przełamanie stereotypów czy to co do tematyki – homoseksualizm, wojna – czy to stylistyki – komiks – pozwala na odkrycie czegoś nowego. Nowego, wartościowego i przyjemnego w lekturze.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa