Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.2

Porozmawiajmy o dziewczętach
Oczywiście, moje drobne podsumowanie tematu nie byłoby pełne bez uwzględnienia yuri. Tutaj mam mniej do napisania, ponieważ w moim poprzednim eseju opisałam wszystkie najważniejsze serie powstałe w XX wieku. Niemniej jednak pominęłam jeden ważny tytuł, który powstawał na przełomie wieków. Chodzi mianowicie o trylogię „Maria-sama ga miteru” Oyuki Konno. W przeciwieństwie do poprzednio omawianych serii, nie jest to manga, a cykl powieści, z których pierwsza, tytułowa „Maria patrzy”, została wydana pod koniec 1999 roku, a kolejne, „Icho no Naka no Sakura” („Czereśnia wśród miłorzębów”) oraz „Kohitsujitachi no Kyuka” („Wakacje jagniąt”), wydawane były w odstępie dwóch lat. Powieści poświęcone są uczennicom zespołu katolickich szkół prywatnych Lilian. Szkoła ta ma ciekawą tradycję – mianowicie każda dziewczyna, która rozpoczyna naukę w szkole, zostaje przygarnięta pod skrzydła starszej o rok koleżanki, która pomaga jej odnaleźć się w świecie Aklademii, jak również w nauce i sprawach osobistych. Po roku uczennica staje się opiekunką kolejnej dziewczyny, a symbolem ich więzi staje się przekazanie różańca.

Główną bohaterką powieści jest szesnastoletnia Yumi Fukuzawa, która nieoczekiwanie dla siebie samej staje się „siostrą” Sachiko Ogasawary, dziewczyny, którą ubóstwiała od gimnazjum. Ponieważ Sachiko należy do rady uczniowskiej, zapoznaje ona Yumi z jej członkami i przygotowuje do zajęcia jej roli w radzie, gdy już skończy szkołę – co nie jest takie proste, ponieważ dobroduszna i naiwna Yumi nie nadaje się do tego całego „zarządzania i administracji”. Członkinie samorządu Lilian stanowią barwną mieszankę osobowości – widać, że autorka przyłożyła dużą wagę do kreowania postaci. Z pewnością najciekawszą z nich jest Sei Sato – chłopczyca i łobuziara, która za nic ma czcigodne reguły rządzące katolickimi szkołami. Co więcej, jest też zdeklarowaną lesbijką, a jej romans z jedną z młodszych uczennic jest w szkole tajemnicą poliszynela. To już jednak przeszłość, chociaż bolesna przeszłość – teraz dziewczyna jest „opiekunką” Shimako Todo – prześlicznej, cichej blondyneczki, która jest w niej szczerze zakochana i bardzo przeżywa odejście Sei, gdy ta kończy szkołę. Wtedy jednak na horyzoncie pojawia się Noriko Nijo, a wspólny sekret połączy dziewczyny bardziej, niż się spodziewają.

Ku zdziwieniu samej autorki, trylogia uzyskała taką popularność, że w 2004 roku została zekranizowana w formie 26-odcinkowego serialu animowanego. Był pierwszy od czasów „Uteny” serial z elementami yuri, a także pierwszy od czasów „Róży Wersalu” serial yuri z wysokim budżetem (to naprawdę widać w trakcie oglądania!). Popularność serialu sprawiła, że na jego podstawie powstało wiele dojinshi, spośród których wyróżnia się jedna pozycja – „Pure White Disciple Shimako” Chinpudo Marui. Liczący 250 stron fankomiks jest prawdziwym kolosem wśród dojinshi yuri, a jego autor skorzystał z przykładu Natsuo Kume – nie jest to bowiem zwykły fankomiks, a zupełnie nowa historia, którą z oryginałem łączą jedynie postaci bohaterów. W tej wersji Shimako jest „siostrą” – chrześcijańską kapłanką wypędzającą złe duchy. Badając sprawę nawiedzenia Lilian, spotyka szamankę Noriko, której nie podoba się „herezja” Shimako, a także duet świeckich „egzorsióstr”, Rei Hasekurę i Yoshino Shimazu, które zrobią wszystko, by jako pierwsze rozwiązać zagadkę. Wkrótce okazuje się, że sprawa jest trudniejsza, niż wszystkie myślały – mają bowiem tym razem do czynienia z demonami, a jednym z nich jest Sei, która wydaje się mieć jakieś powiązania z Shimako. Dojinshi jest pięknie narysowane, a pomysły fabularne bardzo ciekawe. Niestety, komiks nigdy nie został dokończony – a szkoda. No tak, byłabym zapomniała! Dojinshi zawiera sceny erotyczne, więc powinni go czytać tylko dorośli!


Główne bohaterki „Maria-sama ga miteru” według anime. W górnym rzędzie od lewej: Shimako, Sei, Yoshino i Rei, a w dolnym Yoko, Sachiko, Yumi i Erika

Te same bohaterki na okładce „Pure White Disciple Shimako”

W zasadzie powinnam również powiedzieć kilka słów o lez-comi, odmianie yuri pisanej przez lesbijki dla lesbijek, lecz przyznam się szczerze, to niestety nie moja para kaloszy. Zamiast tego chciałabym napisać o jednym z moich ulubionych komiksów yuri. „Haru Natsu Aki Fuyu” („Wiosna, lato, jesień, zima”) to komiks współtworzony przez Eiki Eiki (fabuła) oraz Zao Taishi (rysunki). Jest to jednotomowy zbiór opowiadań, z których część składa się na większą całość. W kilku pierwszych rozdziałach znajdziemy typową problematykę yuri – romans nastolatek, dodatkowo przyprawiony sprośnymi tekstami oraz kilkoma scenami topless. Dużo ciekawsze są kolejne rozdziały, w których przedstawiona jest historia związku dwóch kobiet pracujących w szkole, w której uczą się dziewczyny. W mandze świetnie pokazane jest, jak społeczne oczekiwania wobec kobiet rozbiły ich młodzieńczą miłość, jednak połączyła je ponownie niemożność nawiązania stałych relacji z mężczyznami. Plotka głosi, że jest to autentyczna historia samych autorek.

Interesujący komiks znajdziemy na końcu tomiku. Liczące trzy rozdziały „Renai Idenshi XX” to historia science-fiction, opowiadająca o świecie, w którym mężczyźni wymarli. Musi to być jakaś alternatywna rzeczywistość, ponieważ bohaterki, chociaż mają do dyspozycji gadżety rodem ze „Star Treka” mieszkają w pałacach w stylu rokoko i ubierają się a’la madame Pompadour. Przedstawione rozdziały stanowią jedynie początek historii – autorki obiecują narysować cały tomik poświęcony niezwykłym bohaterkom. Trzymajmy za nie kciuki!

A po drugiej stronie Pacyfiku…
W Stanach Zjednoczonych prawo zabraniało umieszczania motywów homiczych w komiksach aż do 1990 roku. Co prawda w branżowych gazetach można było przeczytać politycznie zaangażowane panele, jednak były one nieznane nawet w świecie komiksu awangardowego, cóż dopiero mówić o porównaniu z sytuacją w Japonii, gdzie wątki mangi LGBT stanowiły ważną część kultury komiksowej. Po zniesieniu zakazu nastąpił prawdziwy wysyp komiksów, najczęściej o tematyce polityczno-obyczajowej, rozliczających się z wieloletnią dyskryminacją, a także terapeutycznych powieści dla młodzieży, przekonujących ją, że „gay is okay”. Pod koniec dekady można powiedzieć, że fala się wylała, ciężar problematyki dzieł został przeniesiony z płaszczyzny politycznej na obyczajową, a same komiksy zbliżyły się tym samym do nowel graficznych głównego nurtu.

Amerykańskie komiksy LGBT zasługują na odrębny esej, który prawdopodobnie pewnego dnia napiszę. Teraz z kolei chciałabym zająć się wąską niszą w komiksie awangardowym – furry. Po angielsku słowo to oznacza „futrzaka”, a w slangu „wtajemniczonych” komiksy, których bohaterami są antropomorficzne zwierzęta. Historia gatunku się początku lat 80., kiedy to zafascynowani mangą (wówczas nieosiągalną poza Japonią) młodzi artyści próbowali naśladować japoński styl rysunku. Wkrótce odkryli, że rysowanie postaci ludzkich w mangowym stylu jest trudniejsze, niż trzymanie się zachodniego kanonu, natomiast zwierzęta narysowane przy użyciu technik mangowych są słodkie i śliczniutkie. Powstały wtedy takie tytuły jak „Usagi Yojimbo” Stana Sakai o przygodach królika-samuraja czy „Cutey Bunny” Joshuy Quagmire, parodia filmów o Jamesie Bondzie, której główną bohaterką jest króliczyca-szpieg, a w dodatku czarownica (postać później sparodiowana przez Kjartana Arnorssona w jego komiksach o przygodach Kuny). Furry ważne jest w moich rozważaniach także z tego powodu, że prowadzone od jedenastu lat badania statystyczne dowodzą, że jest to jedna z niewielu grup, w której heteroseksualiści stanowią mniejszość – ponad połowę fanów zwierzoludzi stanowią osoby homo- lub biseksualne.
Wątki homicze po raz pierwszy pojawiły się w komiksie furry w 1998 roku, za sprawą dwóch duetów autorskich, pracujących niezależnie od siebie. Pierwszeństwo należy się Markowi Barnardowi i jego żonie Terrie Smith, duetowi artystów od lat rysujących komiksy i wielce szanowanych wśród fanów. Komiks, tworzony pierwotnie jako zwierzęca wersja „Gwiezdnych wojen”, szybko przerodził się w parodię gatunku space opera. Głównymi bohaterami są Chris Deck (wilk) oraz Chester Magreer (lemur katta), którzy w pierwszych dwóch zeszytach są członkami załogi wojennego statku kosmicznego Ssaczej Federacji, by po zakończeniu wojny z Ptakami zostać „wysadzonymi z siodła”. Chester nie zamierza siedzieć bezczynnie i postanawia w nowej, powojennej sytuacji rozkręcić wraz z partnerem biznes, zakładając firmę przewoźniczą na kosmiczne dystanse. Niestety, kłopoty spotykają ich od samego początku – statek, który zakupili, okazał się być kosmicznym wrakiem, a komputer pokładowy ma poważne problemy. Bardzo poważne problemy.

Co prawda komiks jest pierwszym w swoim gatunku, którego bohaterowie byliby homoseksualistami, jednak autorzy nie rozwijali dalej tego wątku, skupiając się na absurdalnych perypetiach niedoszłych biznesmenów. W ostatnich zeszytach postanowili najprawdopodobniej naprawić to przeoczenie, ponieważ do grona głównych postaci dołącza dziewczynka, adoptowana córka Chrisa i Chestera. Liczący jedenaście zeszytów komiks nigdy nie zdobył szerszej popularności, prawdopodobnie ze względu na bardzo niszową, nawet wśród fanów furry, tematykę oraz specyficzne, bardzo angielskie poczucie humoru.

Zdecydowanie bardziej branżowy jest o kilka miesięcy późniejszy komiks Lance’a Runda i Chrisa McKinleya „Associated Student Bodies”. Głównym bohaterem ośmioodcinkowej serii jest młody lew Daniel, który właśnie rozpoczyna studia. Jego współlokatorem w akademiku jest wilk Mark, stuprocentowy gej. Otwartość i bezpośredniość kolegi bardzo peszy Daniela, który ukrywa sam przed sobą swoje preferencje seksualne, bojąc się reakcji rodziny, skrajnie homofonicznego otoczenia, w którym dorastał, a także nie mogąc pogodzić swojego homoseksualizmu z wyznawaną wiarą. Jak to w Ameryce bywa, wszystko kończy się szczęśliwie, Daniel i Mark zostają parą, a rodzina lwa mimo wszystko ich akceptuje. Komiks ten otworzył drogę do ukazywania w sposób bardziej realistyczny postaci homoseksualistów w komiksach furry – wśród fanów zyskał on status pozycji kultowej, a po jego zakończeniu w 2000 roku pojawiło się wiele nowych komiksów czerpiących z dzieła Runda i McKinleya – albo i nie. Sami autorzy później stworzyli też trzy zeszyty „Coyote River” (o wakacyjnej miłości pracownika biurowego) oraz jeden zeszyt „Queermana”, parodiującego komiksy o superbohaterach.


Niezwykła okładka drugiego zeszytu „Associated Student Bodies”
ASB był przełomowy także pod innym względem – był to bowiem pierwszy komiks furry, w którym pokazano stosunek seksualny między mężczyznami. Takie podejście może niektórych oburzyć, nasuwając na myśl posądzenia o zoofilię autorów. Nie są to jednak zarzuty uzasadnione. Przede wszystkim postaci antropomorficzne nie są zwierzętami , ponieważ myślą i zachowują się jak ludzie, a ich anatomia stanowi połączenie cech ludzkich i zwierzęcych. Ponadto duet artystyczny nie był pod tym względem całkowicie oryginalny – w 1997 roku wydawnictwo Antarctic Press wydało zbiór komiksów antropomorficznych o treści erotycznej różnych autorów pt. „Genus”. Nie można powiedzieć, by była to antologia utworów pornograficznych – większość z nich to różnego rodzaju historie, w których przedstawienie aktów erotycznych jest jedynie jednym z elementów, nawet nie najważniejszym, np. niemal wszystkie rozdziały przygód Laury Kuny zawierają sceny erotyczne, jednak, jeśli by podliczyć ich objętość w stosunku do objętości całego komiksu, okazałoby się, że stanowią one mniej niż 1/3 całości.

Zachęcone pozytywną reakcją publiczności, wydawnictwo Radio Comix, spadkobierca Antarctic Press, w 2001 roku opublikowało drugi tom „Genusa”, rozpoczęło również publikację innych serii o podobnej treści. Wśród młodych artystów, którzy debiutowali w tym roku, łatwo było przeoczyć skromny objętościowo zeszyt „Peaches & Cream”, będący debiutem Darii McGrain. Stanowi on zbiorek sześciu historyjek, z których dwie opowiadają o tytułowej parze lesbijek- suczek, nie, wiewiórek, eee… nieważne, dwie są poświęcone ich heteroseksualnej sąsiadce o sadystycznych skłonnościach, a jedna parze nielubiących się nastolatek. Te krótkie komiksy są warte uwagi z kilku powodów. Po pierwsze, są to pierwsze komiksy antropomorficzne, które przedstawiają lesbijki w pozytywnym świetle. Oczywiście, postaci lesbijskie występowały już we wcześniejszych komiksach, ale były one zawsze albo czarnymi charakterami, albo też okazywały się być biseksualistkami, które ostatecznie „przerzucały się” na mężczyzn. Po drugie, jest to jeden z pierwszych komiksów z tego gatunku, w którym seks nie stanowił elementu fabuły, lecz był celem samym w sobie, chociaż opowiastki o futerkowych lesbijkach, w przeciwieństwie do większości późniejszych komiksów pornograficznych, zawierały sporą dozę humoru.


Okładka pierwszego tomu antologii “Genus”

… oraz “Genus Male”

Oryginalnie Daria planowała umieścić w zbiorze siedem historyjek – ta, która nie została ostatecznie w nim umieszczona opowiadała o pierwszym razie łasicy, wróć, wiewiórki… ach, to nieistotne, kelnera w barze odwiedzanym przez Brzoskwinkę i Śmietankę. Redakcji nie spodobało się, że ów pierwszy raz miał on spędzić z… kolegą z pracy. Według nich opublikowanie gejowskiego porno równa się pewnej śmierci. Żaden artysta jednak nigdy nie pozwoli, by jego dzieło zaginęło. Ostatecznie McGrain udało się przekonać wydawnictwo, by opublikowało ono zeszyt w całości poświęcony homofutrzakom. Pierwszy zeszyt „Genus Male” ukazał się w 2002 roku, i ku zdziwieniu redakcji, stał się natychmiastowym hitem (nie czytali wyników ankiet wśród fanów…). Ponadto okazało się, że mnóstwo młodych ludzi, którzy wcześniej publikowali „zwyczajne” komiksy bądź historyjki do „Genusa” jest zainteresowanych narysowaniem czegoś dla „Genus Male”. Kolejny zeszyt ukazał się w 2003 roku, a następne były publikowane co roku. W tym roku ukaże się jubileuszowe, dziesiąte wydanie, a od grudnia można już kupować liczące niemal 200 stron tomikowe wydanie, skupiające najlepsze komiksy z pierwszych ośmiu wydań.

Głównym natomiast osiągnięciem Darii jest przeszczepienie yaoi na rynek amerykański. W chwili jej debiutu ten nurt mangi był w USA właściwie nieznany – co prawda pod koniec lat 90. wydano angielskie tłumaczenia kilku tytułów z wątkami shonen-ai (konkretnie pierwszych kilku tomów „Eroica ai yori wa komete” oraz „X”), jednak to jeszcze nie było to. Panna McGrain postanowiła podjąć próbę przekonania szerszej rzeszy czytelników do swojego ulubionego gatunku – wkrótce po sukcesie „Genus Male” wydała kolejny zeszyt to przewodniej tematyce męsko-męskiej, „Sexual Espionage”, będący parodią… „Gundam Wing” (doprawdy, trudno się oprzeć urokowi robotów wielkości kamienic). Oprócz komiksu zeszyt zawierał esej dotyczący stylistki yaoi autorstwa samej rysowniczki, a także apel zachęcający utalentowanych młodych ludzi do wzięcia udział w yaoistycznym projekcie Darii – antologii „Dangerous”. Ostatecznie projekt przybrał kształt podobny do „Genus Male” – jeden zeszyt komiksów wydawany raz w roku (na chwilę obecną antologia liczy siedem zeszytów – osiem, jeśli wliczyć SE). W przeciwieństwie jednak do GM, w którym publikowane były historie obyczajowo-erotyczne, rysownicy „Dangerous” skupili się przede wszystkim na budowaniu fabuły – w antologii znajdziemy rozbudowane komiksy akcji, a nawet prawdziwą sagę fantasy! Sukces obu publikacji (GM i SE) uświadomił amerykańskim wydawcom, że istnieje duży rynek potencjalnych czytelników yaoi, dzięki czemu w Stanach zaczęły się pojawiać tłumaczenia rozmaitych serii z tego gatunku – obecnie mangi yaoi i shonen-ai stanowią aż 10% tytułów wydanych w Ameryce. Dla zainteresowanych: komiksy z antologii „Dangerous” oraz „Sexual Espionage” zostały w 2010 roku wydane w formie zbiorczego, 200 stronnicowego tomiku pod tytułem „Dangerous Men”. Jednocześnie z wydawnictwa odeszła redaktorka antologii, Daria, w związku z czym kolejne zeszyty nie są planowane.

(ciąg dalszy nastąpi)

Aleksandra Lazarek małoletnia maniaczka słowa pisanego i przyjaciółka wszystkiego, co żyje.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

11 komentarzy do:Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.2

  • Soniasonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.2]

    W ramach uzupełnienia, komiks Terrie Smith oraz Marka Barnarda nosi nazwę „Havoc Inc”.

  • Real Beauty

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.2]

    No to doczekaliśmy się drugiej części. I tak jak w pierwszej od razu widać, że autorka jest prawdziwą pasjonatką. Ciekawe czy ogląda i czyta, czy też może sama tworzy? A jeśli tak to jaki rodzaj manga jest jej najbliższy.
    Szczególnie ciekawy, i nie powiem trochę bizarre jest drugi akapit ‚A po drugiej stronie Pacyfiku…’ W pierwszej chwili wydaje się to bardzo gonzo, ale po krótkim przemyśleniu – dlaczego nie? Furry to także styl życia. Powiedzcie, kto z nas nie chciałby znaleźć się w tak wesołej paczce? ;)
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/76/Further_Confusion_2007_fursuit_post-parade_photoshoot.jpg
    Chyba sprawię sobie fursuit, albo poszperam na strychu, może znajdę mój stary Pink Panther kostium na maskarade, jeśli rzecz jasna jeszcze go mole nie skonsumowały. To co, otwieramy klub? Kto lubi futrzaki, ręka w górę ;) :)

  • Soniasonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.2]

    Lubię każdy rodzaj mangi, z tym, że w każdym lubię tylko nieliczne pozycje ;-) Ale nie mam czegoś takiego, żebym nie przeczytała jakiegoś tytułu tylko dlatego, że to bajka o superbohaterkach/space opera/ krwawy horror itd. Tworzę sporo, zarówno w sferze plastycznej, jak i literackiej, jednak moje opowiadania są na poziomie właściwym nastolatkom (chociaż jedno po oszlifowaniu właściwie mogłabym umieścić w internecie, bo jest dość dobre…), natomiast z rysuków jestem dumna – rysuję głównie zwierzęta oraz modelki noszące ubrania, które sama wymyślam ;-) Niestety, nie mam w domu skanera, a w Paincie nie potrafię rysować.




Skomentuj: Soniasonia Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa