Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku

Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej nima samotnyś jak pies – gdyby Paul znał tę piosenkę z pewnością zanuciłby ją w jednej z ostatnich scen filmu Wszystko w porządku, kiedy Nic zatrzaskuje mu drzwi przed nosem sugerując, żeby zajął się własnym życiem.

O filmie Wszystko w porządku Lisy Cholodenko, który do Polski sprowadził Gutek Film, napisano już chyba wszystko, i to jeszcze przed jego oficjalną premierą. Media mainstreamowe pisały swoje, media i blogosfera LGBTQ – swoje; omówiono i warstwę artystyczną, i wydźwięk społeczny, i wywrotowość vs. asymilacyjność, udało się nawet podyskutować o kwestiach wizerunkowych. Dlatego też pokusimy sie tylko o kilka refleksji o rzeczach, które zwróciły naszą uwagę szczególnie. Refleksje, niestety, nie będą entuzjastyczne.

I. Historia
Małżeństwo z długim stażem, dwójka dzieci, dom, samochód, praca – znamy? Pewnie, że znamy. Zaniedbanie emocjonalne, pośpiech, kolega syna, który może go sprowadzić na złą drogę, jakieś nieśmiałe zakochanie córki, telefon od pacjentki w trakcie romantycznej kąpieli, w końcu ten trzeci – banał, powiecie. Pewnie, że banał. Co zatem kryje w sobie ten film, który zdobył cztery nominacje do Oscara, w tym w najbardziej prestiżowej kategorii „Najlepszy Film”? Odpowiemy szczerze: nie mamy pojęcia. Materiał na dramat, który może być niezależny od płci bohaterów, reżyserka postanowiła wykorzystać inaczej. Postawiła na komizm, słowne i sytuacyjne gagi i na poruszanie się po tafli problemu, a nie na nurkowanie w jego odmęty. Dlatego cała sytuacja wygląda trochę jak naszkicowana ołówkiem a nie pociągnięta kolorem farby. Namiętny romans nie zaszkodzi trwałości rodziny, ale tak naprawdę nie wiemy dlaczego. Bo panie wyjaśniły to sobie w łzawej scenie podczas oglądania telewizji? Zabrakło pokazania, zarówno w Nic jak i w Jules, chęci walki o ten związek, wzięcia byka za rogi – zakończyło się cukierkowo, ale pozostało wrażenie, że jest to tylko zakopanie dymiącego wulkanu, że tak naprawdę nic nie zostało wyjaśnione poza kilkoma grzecznymi frazami w stylu: tak, wiem, że mogłaś czuć się zaniedbana. I właśnie dlatego najbardziej podobał się nam Paul. W nim widać było jakąś energię, jakąś chęć zawalczenia o „swoje”. O swoje-nieswoje dzieci, o kobietę, w której się zakochał. Wydaje się, że to wszystko było dla niego dużym zaskoczeniem, zupełnie czymś innym niż jego życie do tej pory, ale właśnie na fali tego zaskoczenia potrafił działać. Był autentyczny. A w Nic i Jules tego zabrakło.

II. Edukacja?
Jeśli siłą filmu miało być pokazanie rodziny odmiennej od tradycyjnego wzorca heteroseksualnego, a jednak akceptowalnej dla przeciętnego odbiorcy, to trzeba przyznać, że zamysł udało się reżyserce nieźle zrealizować. Rodzina niby inna (dwie mamy) – ale w sumie taka sama (2+2, jedno z rodziców zarabia, drugie prowadzi dom). Małżeństwo – ale kobiet. Dzieci – najwyraźniej heteroseksualne. Zdrada? Owszem, z facetem, ale nie podważa homoseksualności kobiety. Związek kobiet niby nie powielający wzorca butch/femme, ale jednak motywu tego nie dało się uniknąć. Związek kobiet – a jednak zdziwienia otoczenia raczej nie budzi. Nawet schodzący na złą drogę przyjaciel Lasera najwyraźniej nie ma z nim problemu, Paul również przechodzi nad nim gładko do porządku dziennego. Jest to więc niewątpliwie świetny film edukacyjny – nie łopatologiczny, nie banalny, nie ociekający dydaktyką. Pewnie potrzeba nam jeszcze sporo takich filmów „propagandowych”, by mogły powstawać filmy prawdziwe, głębokie, żywe – ale w takim razie czemu dawać Oscara za produkcję uświadamiającą?

III. Aktorstwo
Nie znamy zbyt wielu ról Anette Bening, więc możemy dość świeżym okiem przyjrzeć się jej kreacji Nic i uznać – jest niezła. Twardzielka – nieco drewniana – która jest nią głównie dlatego, że wydaje się jej, że inaczej się nie da to celny portret zafiksowanej na swojej odpowiedzialności za rodzinę perfekcjonistki. Niestety, z Julianne Moore jest problem. Może gdybyśmy nie widziały, jak gra w innych filmach, rola ekstremalnie niepewnej siebie, rozedrganej emocjonalnie dziewczynki z gapowatym wyrazem twarzy byłaby ciekawym dopełnieniem „twardzielki” Nic. A tak – nuży i irytuje powtarzalnością. Jeśli szukacie w tym filmie dobrego aktorstwa, przyjrzyjcie się dzieciom zwłaszcza lekko sennemu spojrzeniu i niezgrabnym ruchom Josha Hutchersona. Ale prawdziwą, najprawdziwszą chyba postacią filmu pozostaje Paul. Mark Ruffalo stworzył najbardziej prawdziwą i żywą postać. Może miał być negatywnym bohaterem. W nas wzbudził sympatię – swoją prawdziwością.

IV. Żal
Zabrakło nam rozwinięcia w scenariuszu kilku wątków. Najbardziej szkoda wątku, który, ledwie muśnięty, miał ogromny potencjał – wątku konfliktu między matkami o dzieci, a konkretnie zarzuty wobec dziecka tej drugiej. Podskórne napięcie, widoczne w scenie, w której Nic skarży się Jules na Lasera, a Jules odczytuje to (czy słusznie?) jako krytykę siebie, biologicznej matki tak do niej podobnego emocjonalnie chłopaka, pozostaje niewykorzystane. Ten motyw jest równie uniwersalny jako czynnik kryzysotwórczy w związku co rutyna i zaniedbanie, znany coraz liczniejszym rodzinom rekonstruowanym, a przy tym znacznie mniej banalny. Więc czemuż, ach czemuż?

V. Opad szczęki
Wszystko powyższe jednakże straciło sporo na wartości wobec smsa otrzymanego od koleżanki, hetero, po poleconym przez nas pokazie Wszystko w porządku: „Film był cudowny! Dzięki, dzięki, dzięki!”. Hm.

Autorzy:

zdjęcie Magda Zapaśnik

Magda Zapaśnik

gospodyni domowa, miłośniczka długich spacerów i historii Polski.

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

15 komentarzy do:Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku

  • Alicja

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Myślę, że film całkiem dobry – może faktycznie na był powalający – nie był jakiś odkrywczy, ale pytanie – czy miał być? Myślę, że warto zwrócić uwagę na oryginalny tytuł filmu: „The Kids Are All Right” (czyli „Dzieciaki są w porządku”) i tutaj film wg mnie broni się – zwłaszcza w kontekście edukacyjnym – bo faktycznie te dzieciaki są ok – mają dobrze poukładane w głowach. Ich zafascynowanie nowo objawionym ojcem / kumplowanie się z nim / radość z tego, że jest / potem utrata zaufania / zawód – wszystko pokazane bardzo autentycznie. Ostateczne opowiedzenie się dzieciaków za ich właściwą rodziną, którą są dwie kochające się kobiety (mimo poważnego zachwiania ich związku chcą iść dalej razem) – czy to „cukierkowe” zakończenie? być może nieco tak to wygląda, ale chyba jest prawdziwe. Trwają razem – na pewno już z innym bagażem doświadczeń, ale mają siebie nawzajem i dzieciaki, które są w porządku.

  • Arc-en-terre

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    A czy każdy film, który zawiera wątek homoseksualny musi być głęboki, musi edukować, albo chociaż sprzyjać walce z homofobią? Chyba za dużo oczekujemy od filmów, które po za orientacją seksualną bohaterów nie powinny różnić się niczym od filmów pozostałych. Mogą być dobre, mogą być złe. Ale sam fakt, że film nie tak poruszył tematykę jakbyśmy tego chcieli nie jest wskaźnikiem czy był dobry, czy nie. A gdyby tak pójść na niego ze świadomością, że po prostu idziemy na jakąś tam komedię, że ten film służy przede wszystkim rozluźnieniu a nie wywoływaniu nie wiadomo jakich refleksji na tle społecznym, czy obyczajowym, to czy nie oglądałoby się lepiej?

    Nie spodziewałam się, że to napiszę, ale może czasem nie warto przyklejać czemuś tęczowej naklejki? Przynajmniej nie przyklejać póki ta naklejka ma służyć tylko walce o nasze prawa i tworzeniu pozytywnego wizerunku osoby homoseksualnej. Dopóki tak podchodzimy do filmów czy literatury LGBT to będziemy zawsze wpadać w tę samą pułapkę – będziemy się zastanawiać jak to powinno wyglądać, żeby było poprawne politycznie. Sztuka nie musi być poprawna politycznie. Bohater może być gejem i mordercą w jednym i nie powinno nas to oburzać. Bo mam wrażenie, że dopóki nas to oburza to są zachwiane jakieś proporcje między naszym a heteroseksualnym światem (i póki te proporcje będą zachwiane nigdy nie będzie to jeden i ten sam świat). Przecież nikomu do głowy nie przyjdzie, że heteroseksualny morderca to obraz wszystkich heteroseksualistów. Dlatego więc tak bardzo wzdrygamy się przed tym, żeby fikcyjny homoseksualny bohater był zły?

  • Soniasonia

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Niezależnie od tego, z jakiej perspektywy przyglądać by się temu filmowi, jest on słaby – nie ma w nim ani żadnego potencjału intelektualnego, ani wysublimowanego humoru, ani nawet wgłębienia się w psychologię bohaterów. Wynika z tego, że mamy murowanego kandydata do Oscara…. :-( Ja ze swojej strony przysłużę się linkiem do świetnego obrazka, chociaż z trochę innej beczki, bo do „Sailor Moon”/ „Czarodziejki z Księżyca”: http://img717.imageshack.us/f/lilytribe.jpg/

  • krzsz1986

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Soniu, a jak idą przygotowania do matury?

  • Soniasonia

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Dziękując za troskę, już zakończone ;-) Ważniejsze natomiast, jak ci się podoba obrazek???

  • ania :)

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    pierwsze publicystyczne zaistnienie jednej z najciekawszych kobiecych par w polsce ever!

  • krzsz1986

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    @ Sonia
    Nie wiem, o co chodzi z tym obrazkiem. :) Jak idę pod ten link, to otwiera mi się rysunek z nogami przytulających się czarodziejek (z Księżyca i innych ciał niebieskich). Coś w stylu gimnazjalistek udających bi w celu zwabienia chłopaków, o czym kiedyś wspominałaś. ;-)

  • JisBis

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Witam. Pomimo paru wad (brak rozwinięcia pewnych kwestii), film „Wszystko w porządku” podobał mi się. Szczególnie kreacje Ruffalo oraz Hutcherson’a (Laser) przypadły mi do gustu.
    Pozdrawiam:)

  • b

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Można tłumaczyć konwencją komediową płyciznę psychologiczną tego filmu. Można, ale czy trzeba? Cóż właściwie z niego wynika? Każda niezaspokojona lesbijka jest bi i rzuca się z pożądaniem na faceta? Fakt, może z tego wszystkiego bronią się jedynie dzieciaki…

  • Peter Pan

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    ,,Zabrakło pokazania, zarówno w Nic jak i w Jules, chęci walki o ten związek”

    Tzn. co miało być w tej Nic ? Pokazanie czy chęć walki ?

    ,,Dlatego cała sytuacja wygląda trochę jak naszkicowana ołówkiem a nie pociągnięta kolorem farby”.

    Jest i poetycko. W dobrym filmie ,,sytuacja jest pociągnięta kolorem farby”. Ten jest zły, więc ,,sytuacja jest naszkicowana ołówkiem”.
    WTF ???

    I to nieustanne mieszanie czasu przeszłego z teraźniejszym. Masakra. Nad tym tekstem pociły się dwie osoby. Szkoda, że nie zaprosiły jakiejś trzeciej, która zna język polski.

  • krzsz1986

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Może Autorki część czasu, który miały przeznaczyć na pisanie tekstu, spożytkowały w inny, bardziej przyjemny sposób? ;-)

  • Jakbyco

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    No i ni mo Oscara.
    Zobaczyłam film w weekend i w wielu kwestiach zgadzam się z autorkami – słaby scenariusz, słabe aktorstwo (Moore – żenada!), film ratuje tylko Mark Ruffalo i trochę Wasikowska. Gdyby nie sceny seksu, nazwałabym to kinem familijnym klasy B.

  • Wojtaszek

    [Re: Refleksje malkontentek, czyli (prawie) nic nie jest w porządku]

    Ten film jest dnem. Gdyby nie był to jeden z pierwszych (albo pierwszy w ogóle) film o małżentwie lesbijek przeznaczony dla masowego widza, byłby totalnym dnem.

  • Altena

    „Zdrada z facetem nie podważa jej homoseksualności”? Tu bym polemizowała. Dla mnie ten film jest setnym potwierdzeniem stereotypu, że chociaż jedna z partnerek musi być bi i wystarczy mały kryzys związku, aby szukała pocieszenia w ramionach faceta. Ble. Nie obejrzę. Gdzie są filmy o lesbijkach, które nie przespały się z facetami?

  • Krzysiek

    Altena, doskonale rozumiem Twoje odczucia. Mam tak samo. Nie znoszę, gdy w filmie o gejach, homoseksualny bohater doświadcza jakichś przygód z kobietami. Ble.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa