Pozory jedności

Na samym początku muszę poczynić dwa zastrzeżenia. To, co poniżej, to – przyznaję – głos „ciotki dobra rada”, która nigdy w tak ogromne logistycznie zadanie jak organizacja się nie zaangażowała i zaangażować się nie zamierza. Mam świadomość realiów, o których znakomicie napisała Małgorzata Rawińska w swoim tekście „Jak zrobić Paradę?” i wiem, jakim parada jest wyzwaniem. Wielki szacunek dla tych, którzy jej organizowania się podejmują. Po drugie, nie łudzę się, że skorzystanie z jakichkolwiek sugestii czy porad w tym roku jest możliwe – za późno. Ale apeluję, nie porzucajmy tematu, nie machajmy ręką – i, drodzy przyszli organizatorzy parady warszawskiej (bo marszy w innych miastach takie rozterki jakoś nie dotyczą), uwzględnijcie też poniższe rozważania.

Uczestniczę w warszawskich paradach od 8 lat i odkąd pamiętam, wydarzenie to (a właściwie cały nasz polski ruch…) stoi w permanentnym rozkroku pomiędzy strategią asymilacyjną „jesteśmy tacy jak wy, a więc żądamy tych samych – waszych – praw” a strategią niepodległościową (queerową) „jesteśmy sobą, jesteśmy inni niż wy i celebrujemy to”. Oczywiście jest to ogromne uproszczenie, ale pozwalam sobie na dokonanie go na potrzeby tych rozważań, ponieważ pokazuje doskonale, jak ze szczytnej idei wyjścia na ulicę i manifestowania rodzi się potworek, z którego mało kto jest chyba zadowolony. Nie można bowiem być jak żaba z dowcipu, jednocześnie pięknym i mądrym. Nie da się pogodzić w jednym wydarzeniu tak różnych nurtów. Zawsze będzie konflikt i zgrzyt i nie osiągniemy celów ani jednej, ani drugiej grupy.

Nie jesteśmy wiarygodni, kiedy w tym samym pochodzie idą poważne hasła polityczne i imprezujący indywidualiści. W 2009 r. udało się nam te dwa nurty rozdzielić o tyle, że baner z żądaniem ustawy i część „polityczna” parady poszły przodem, a imprezowa – za nią. Podczas EuroPride już się to nie udało – choć baner był większy i kolorowy, przekaz polityczny zniknął w tłumie, nie na tyle jednak indywidualistycznym i imprezowym, by można było paradę nazwać wyłącznie świętem odmienności.

Nie jesteśmy również skuteczni, co doskonale widać co roku. Jeśli za skuteczność uznamy przebicie się z naszymi politycznymi postulatami do mediów – klapa, poza Gazetą Wyborczą nie napisze o nich nikt, zostaniemy marszem przebierańców. Jeśli za skuteczność uznamy afirmujące różnorodność wydarzenie w przestrzeni publicznej, wkluczające wszystkie odmienności, to też klapa, bo media nie zrozumieją przekazu, nie pojmą radosnej ekspresji inności – nie w Polsce.

Nie jesteśmy też w pełni sobą, nie mamy takiej ekspresji, jakiej każdemu potrzeba. Ograniczamy się nawzajem. „Asymilacyjni” patrzą wilkiem na „queerowych” za robienie złego PR, „queerowi” na asymilacyjnych na poniżające wpraszanie się w łaski heteronormy. Każdy czuje się przez każdego ograniczany; każdy uważa, że ten drugi robi mu w najlepszym wypadku niedźwiedzią przysługę samą swoją obecnością. W okolicy czasowej takiego wydarzenia atmosfera na forach i w mediach LGBTQ zawsze jest zwarzona.

Pomysł łączenia w formacie „pride” nurtu queerowego (oraz, nie czarujmy się, potrzeby zwykłego pohasania i poimprezowania) oraz nurtu politycznego, z głównym hasłem „ustawa!” (oraz, nie czarujmy się, chęci pokazania się w mediach) nie udaje się, i to nie udaje coraz bardziej. Nie tylko dlatego, że – na co zwracają uwagę liczni komentatorzy – Polakom i Polkom w większości obce jest poczucie „gay pride”. Przede wszystkim dlatego, że za dużo różni te dwa nurty, które próbujemy w warszawską paradę wcisnąć.

Dlaczego zatem nie rozdzielić funkcji politycznej i ludycznej parady? Dlaczego nie możemy powiedzieć uczciwie, że różnimy się na tyle, iż nie po drodze nam razem? Dlaczego nie możemy zorganizować poważnego, ponurego nawet przemarszu (w dobrej polskiej tradycji manifestacji wszelakich) z hasłami o związkach partnerskich, edukacji seksualnej, nierówności wobec prawa, całkowitej obojętności polityków – a obok niego różnorodnej, afirmującej każdą odmienność, niewykluczającej, nieograniczającej imprezy, gdzie każdy znalazłby dla siebie jakąś formę ekspresji? Queerowcy nie będą wówczas krytykować żądań politycznych „upodabniających” społeczność LGBTQ do mainstreamu; tzw. zwykli geje i lesbijki nie będą rozpaczliwie odżegnywać się od kolorowego manifestu odmienności. „Asymilacyjni” będą mogli stosować PR-owo słuszne strategie jak najlepszego zaprezentowania się konserwatywnej części społeczeństwa i politykom, nikt im nie będzie zaburzał obrazu jakimś tęczowym piórkiem. „Odmiennościowi” nie będą musieli udawać, że ich obchodzi walka o „tradycjonalistyczne” postulaty. A może nawet znajdą się tacy, co wybiorą się na jedną i na drugą imprezę?

Skończmy z udawaniem, że jesteśmy jednolitą społecznością. Nawet w tej (niewielkiej) części środowiska LGBTQ, któremu chce się zaangażować w wyjście w przestrzeń publiczną, nie mamy jedności co do tego, o co walczymy i jak. Pozwólmy sobie na to, pozwólmy sobie na różnorodność. Może zresztą rozdzielenie tych dwóch nurtów pozwoli zwiększyć frekwencję – odwieczną i coraz większą bolączkę działaczy? Ci, którzy nie szli na parady, bo wcale nie interesują ich postulaty polityczne, przyjdą na wydarzenie nastawione na niedyskryminującą, afirmującą różnorodność. Ci, którzy nie szli na parady, bo nie chcieli utożsamiać swojej walki politycznej z radosnym afiszowaniem odmienności, przyjdą na poważną, polityczną manifestację.

I być może w takim sensie parada powinna zniknąć. Nie żeby pozostała po niej ziejąca dziura, ale żeby zastąpiły ją wydarzenia, które lepiej odpowiadają naszym potrzebom, naszym celom. W końcu my, społeczność LGBTQ, też ewoluowaliśmy przez te ponad dziesięć lat istnienia parady. Nie ma niczego złego w tym, że zostawimy przestarzałe formy i sięgniemy po nowe.

Uschi „Sass” Pawlik tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.
Prezeska wydawcy homików.pl – Stowarzyszenia Otwarte Forum. Zaangażowana w Naszą Sprawę 2

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

34 komentarzy do:Pozory jedności

  • d.biskupa

    [Re: Pozory jedności]

    Ale o co chodzi? Organizatorzy tegorocznej parady już chyba zapowiedzieli, że będzie bez polityki. Czy coś mi się pomyliło?

    A smutne marsze są na okrągło przez cały rok. I to w różnych miastach.

  • Moskito

    [Re: Pozory jedności]

    Własnie – A po co komu ta jedność? Co to, do komuny wracamy, do Frontu Jedności Narodu /LGBT/? Wiadomo, że są wśród nas ludzie o różnych światopogladach, różnych wyobrażeniach świata. Seksualnośc nie musi decydować o sympatiach politycznych /jak to się niektórym wydaje/. Parady też nie wszystkim się podobają. Nie każdy lubi tyle szumu medialnego i w ogóle wokół siebie i własnej seksualności czy to w postaci tych demostracji, czy w ogóle w działaniach „środowiska”.

  • mubarak

    [Re: Pozory jedności]

    Tekst taki sobie. Nie wnosi niczego nowego, bo to, że się różnimy, jest podnoszone od dawna i to akurat wiemy od dawna. Czyli nic odkrywczego…
    No i jeszcze autorka nie zaproponowała żadnej konkretnej propozycji, tylko „może przyszedł czas (…)”. No może przyszedł czas, tylko ja chciałbym się dowiedzieć co publicyści/publicystki, działacze LGBT mają do zaproponowania konstruktywnego, oprócz pisania sowich krytycznych i ogólnych tekstów.

  • Peter Pan

    [Re: Pozory jedności]

    Dyskusja o Paradzie trwa. Impreza będzie się pewnie odbywała w czerwcu lub lipcu, tymczasem przygotowania do walki zaczęły się już w styczniu. Nie wiem nawet czy Napoleon przygotowywał się do swych kampanii z takim wyprzedzeniem.

    Ponieważ jednak staram się nie krytykować tego jaki ktoś sobie dobiera temat, tylko jak o nim pisze, muszę powiedzieć, że ,,szacun dla Uschi” z mojej strony ;)
    Jasne, że ten artykuł nie będzie się podobać, bo jest bardziej pytaniem niż prostą odpowiedzią. A mnie właśnie TO odpowiada, bo od dawna mam wrażenie, że ruch LGBT ma trochę zbyt dużo odpowiedzi na wszystko i trochę za mało refleksji.
    Przede wszystkim jednak, zgadzam się z tym, że jest jakimś skrajnym idiotyzmem forsowanie ,,jedności środowiska”. Jedność ta ma sens tylko wtedy, gdy mówimy o sprawach podstawowych (np. o tym, że nie zgadzamy się by nazywano nas dewiantami).
    W innych przypadkach jest to taki sam bełkot jak ,,jedność wszystkich Polaków”, którą na siłę starano się wykreować np. po śmierci prezydenta Kaczyńskiego.

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Pozory jedności]

    Żartem: zoraganizować dwie manifestacje, „piórkowców” i „bezpiórkowców”, i niech staną naprzeciw siebie. Pierwszy zysk, że media by się może zainteresowały – bo konflikt, bo to takie typowe u nas: podziały, swary i konfrontacje. A drugi zysk: tradycyjni kontrmanifestanci (wszechróżni) byliby bezradni, bo gdzie dwóch się bije, to trzeciego nikt nie słucha.

    A poważnie: Uważam, że podział na „asymilacyjnych” i „queerowych” jest niewłaściwy, bo dotyczy dwóch różnych płaszczyzn. „Asymilacyjni”, chcą być tacy, „jak inni” i mają rację. Ale to „jak inni” dotyczy sfery p r a w n e j. „Queerowi” domagają się prawa do bycia innymi (również w przestrzeni publicznej), ale dotyczy to nie sfery prawnej, tylko o b y c z a j o w e j.
    Inaczej: „queerowi”, by być sobą w przestrzeni publicznej potrzebują zmiany obyczajowości społeczeństwa, potrzebują by ludzie zaakceptowali, przyzwyczaili się do obecności zachowań homoseksualnych, kultury homoseksualnej, w ogóle – homoseksualizmu, bez posmaku sensacji w przestrzeni publicznej. I żadne p r a w a „queerowym” nie bronią takiej propagandy. Zatem „queerowi” potrzebują parady – wprowadzającej w przestrzeń publiczną jak najwięcej „akcentów homoseksualnych”. I trudno, niech to będą nawet pióra, bo to się może ludziom podobać, to może wywoływać uśmiech, akceptację.
    „Asymilacyjni” natomiast walczą o prawa polityczne – o związki partnerskie, dziedziczenie, a kiedyś i inne prawa, z których korzystają i n n i. „Queerowych” o tyle powinna interesować ta walka, że gdy opatrzą się już mediom związki partnerskie, gdy przestaną być sensacją śluby osób tej samej płci, etc., to się zrobi dla „queerowych” bezpieczniej w przestrzeni publicznej. Będą mogli bez strachu chodzić za ręce z partnerami, tańczyć razem w „zwykłych” klubach, a parady wreszcie się zrobią zabawą, bo nikt nie będzie im stawał na drodze, bo jak nie będzie strachu, to na kolejną międzynarodową paradę przyjadą prawdziwe tłumy i impreza będzie do białego rana na Placu Konstytucji, relacjonowana na żywo przez telewizję publiczną…
    No, rozmarzyłem się.

    A jeszcze krócej:
    „Asymilacyjnym” potrzebni są „queerowi” i barwne parady, by mogli bardziej się asymilować – bo dopiero wtedy będą zupełnie jak inni, gdy nikt im nie będzie zaglądał do łóżka. A nikt nie będzie zaglądał nie wtedy, gdy temat będzie „wstydliwy” i ukrywany, lecz dopiero wtedy, gdy spowszednieje, o p a t r z y się.
    „Queerowym” potrzebni są „asymilacyjni”, bo wszystkie sukcesy na płaszczyźnie prawnej prowadzą ku „odsensacyjnieniu” kontekstu homoseksualnego, a w rezultacie do możliwości swobodnej ekspresji swojej odmienności w przestrzeni publicznej.

    Zatem uważam, że póki co, interesy są wspólne i jedni, i drudzy walczą nawzajem o swoje sprawy.
    A dopiero w razie pełnego sukcesu „asymilacyjni” nie będą chodzić na parady, bo nie będą w tym mieli żadnego interesu, a „queerowi” będą chodzić chętniej, bo zabawa będzie lepsza, ale może też chodzić nie będzie im się chciało, bo swobodnie będą mogli być sobą wszędzie.
    I niech się stanie.

  • jk

    [Re: Pozory jedności]

    zgadzam sie z wiktorem sidorukiem.

  • Uschi

    [Re: Pozory jedności]

    @Wiktor
    nie wiem, czy nie dokonaliśmy jakiegoś skandalicznego uproszczenia poglądów queerowców na paradę. z niecierpliwością czekam na wypowiedź osób reprezentujących tę szkołę myślenia.

    ja zresztą dokonałam jeszcze jednego uproszczenia, też dość skandalicznego, wrzucając do jednego worka osoby sprzeciwiające się doraźnie politycznym hasłom parady z dwóch perspektyw. jedna to queerowa, druga – perspektywa tzw. zawodowych imprezowiczów (o których ktoś już pisał w komentarzach na homikach), którzy na paradę idą WYŁĄCZNIE dla zabawy…

    ja nie wiem, czy my jesteśmy sobie potrzebni. bo nie wiem, czy queerowcy potrzebują bezpieczeństwa przestrzeni publicznej. i nie wiem, czy istnieje szansa na zmiany polityczne (ustawa) dzięki oswojeniu opinii publicznej z queerem jako strategią ogólnie wkluczającą. bo coś mi się zdaje, że opinia publiczna tego nie chwyci.

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Pozory jedności]

    Oczywiście, że było to uproszczenie i to wielkie /podkreśliłem je cudzysłowem :) /.

    Bezpieczeństwa w przestrzeni publiczne potrzebuje każdy. A chodzi o to, by bezpieczny w tej przestrzeni był każdy, kto ma ochotę manifestować jakąkolwiek odmienność niekrzywdzącą innych i niełamiącą prawa.
    No i jakoś społeczeństwo trzeba do tego wychować, przyzwyczaić, samo z siebie oświeca się niechętnie.
    I uważam, że każdy sposób (no, pewnie nie, ale raczej im więcej tym lepiej) jest dobry i potrzebny. Ludyczne parady mogą zjednać lud. :-)
    Jasne, najlepsze byłyby coming outy gwiazd, ale jakoś mało tego. Cudownie, by taki doktor Lubicz jakiś okazał się gejem, ale na to przyjdzie poczekać. Te sprawy zależą od innych. A my możemy chociaż pójść w paradzie i pomachać tym, czym kto woli i co ma /mam oczywiście na myśli transparenty z hasłami i – wg mnie nie w opozycji – pióra :-) /.
    Pozdrawiam!

  • Peter Pan

    [Re: Pozory jedności]

    Niestety wizja, zgodnie z którą w paradzie pójdą sobie ,,normalni” i ,,przegięci” i będzie między nimi jakaś symetria, jest całkowitą utopią.
    W dzisiejszym świecie olbrzymią rolę odgrywają media a te, nawet jeśli są nam przychylne, chętnie pokazują coś dziwnego, charakterystycznego, bo tylko to przyciąga uwagę widzów/ czytelników.
    Wystarczy pięciu pajaców w stuosobowej grupie i w cudowny sposób wszyscy ,,normalni” stają się zupełnie niewidoczni.

    Główne dwa obrazki z poprzedniej parady to Pacewicz w swej uroczej spódniczce i jeszcze śliczniejszych koralikach oraz niejaka Jej Perfekcyjność w srebrnych getrach, butach na obcasie i kloszu na głowie.
    Jestem oczywiście skrajnym cynikiem i ironistą, więc uważam, że ,,ów wielki wojownik o kwestię LGBT po prostu doskonale wiedział, że jak przyjdzie w koszulce i spodniach, to przepadnie medialnie, mieszając się z tłumem. A tak był na każdej okładce i w każdej relacji w TV.
    To niewątpliwie jakiś sukces. Tylko, że wyłącznie dla niego, bo dla innych gejów/lesbijek już nie.
    My sobie możemy rozumieć podziały, ,,queery” i tego typu sprawy. Dla większości społeczeństwa grupa domagająca się uznania swej normalności, protestująca przeciw nazywaniu ją ,,chorą” czy ,,dewiacyjną” pokazująca jednocześnie tę swoją normalność poprzez radykalne zaprzeczenie wszystkiego co się z normalnością kojarzy to jest czysta dialektyka. I naprawdę trudno wymagać od ludzi, którzy ostatecznie mają swoje inne codzienne problemy, żeby połapali się w całym tym domu wariatów, w którym gubię się nawet ja.

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    Niestety trudno nie zgodzić się z PP. Ponieważ nie można nikomu zabronić dziwacznego ubioru, zwłaszcza na paradzie, należy spodziewać się, że duża część osób homo nie będzie zainteresowana udziałem w tego typu imprezach. To zupełnie normalne, że są ludzie, którzy mimo orientacji homoseksualnej, nie chcą firmować swoją twarzą np. przebierania się za osobę innej płci.

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Pozory jedności]

    Zapewne Peter Pan ma rację, że dla mediów bardziej będą interesujący „przegięci”, nawet jeśli będą w mniejszości. Ale można mierzyć też skromniej – mieszkańcy Warszawy, tylko oglądający paradę, muszą zauważyć, że nie tylko kolorowe platformy się składają na paradę, ale także spora liczba ludzi wyglądających zupełnie „normalnie”. I dla tych oglądaczy może być to sygnałem do poparcia spraw równościowych. Warto zapytać socjologów, może się mylę, ale wydaje mi się, że w każdym społeczeństwie jest spora część, która potrzebuje zobaczyć, że inni („tacy jak oni”) coś popierają, by samemu poprzeć. Czyli ci „normalni” w pochodzie pełnią rolę podobną do coming outu gwiazd. Oczywiście, spora gwiazda mogłaby przyćmić milionową paradę, ale z braku laku niech idą na paradę „normalni”, by każdy był taką mikromikro gwiazdą. :-) Gwiazdki się sumują do gwiazdy!
    Jeśli „normalnych” nie zauważą media, to chociaż zauważą ich przechodnie. Wg mnie i tak warto. Nie warto rezygnować ze skromnej nawet pozytywnej propagandy.

    Krzsz1986: piszesz, że zgadzasz się z PP, a potem piszesz, że są ludzie, którzy nie chcą firmować twarzą „przebieranek” [mój skrót] i dlatego nie idą w paradzie. Ale według PP – ci „normalni” nie są widoczni, bo wszyscy widzą tylko pióra, więc twarze „normalnych” niczego nie firmują, bo są niezauważane.
    To dodam – to niech się „normalni” (a tu zwłaszcza w znaczeniu „asymilacyjni”) z tego cieszą. Bo mogą pójść bezpiecznie w paradzie – nikt nie zwróci uwagi na ich konkretną obecność, kamery zwrócone będą na pióra, pozostaną anonimowi i „zasymilowani”, a jednak przyłożą się do sprawy, bo dołożą swoją kropkę głowy w szerokich planach, bo zsumują się na nowe tysiące, a każdy dodatkowy tysiąc to większa uwaga mediów.
    Zatem „normalni” mogą swobodnie ukryć się za piórami i pozostać „normalnymi”, niezauważonymi, a jednak przysłużyć się równościowej sprawie.

    Tak uważam, może się mylę. Sądzę jednak, że na „normalność” to jeszcze trzeba zapracować. Może przeceniam wagę parady, może jej korzyść jest maleńka – to i tak warto. A jak ktoś uważa, że parady nawet sprawie szkodzą, to niech zacznie wreszcie na nie chodzić i zmieni proporcje między „normalnymi” a „przegiętymi”. Jak przyjdzie pół miliona „normalnych”, to pióra będą tylko w ogonie :-)

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ Wiktor

    Ci normalni nie są widoczni w tym sensie, że sami w niewielkim stopniu kreują np. przekaz medialny związany z paradą, ale jeśli już biorą w niej udział, to są jej częścią, nie idą z boku. Z Twojej wypowiedzi wynika, że mieliby tworzyć po prostu „szarą masę”, podnosić liczebność. Ja patrzę na to inaczej: jeśli ktoś idzie na paradę, to nie dlatego, żeby poprawić statystyki, ale dlatego, że czuje taką potrzebę.

    Jeśli chodzi o znane osoby homoseksualne (słowo gwiazdy nie pasuje), mieliśmy całkiem udany coming out T. Raczka, jest też prof. M. Głowiński. A z drugiej strony Jacyków czy Poniedziałek. ;) I rachunek wychodzi na zero, a może nawet na minusie.

  • Peter Pan

    [Re: Pozory jedności]

    Może Wiktor ma rację, może rację ma Uschi.
    Osobiście mam do Warsaw Pride stosunek ,,pozytywnie obojętny”. Jeżeli jest cień szansy, że to choć trochę poprawia sytuację LGBT w Polsce, to właściwie czemu nie? Z mojego doświadczenia ,,terenowego” wynika wprawdzie, że tolerancja dla gejów jest większa niż dla parad (nie tylko w Polsce zresztą). ale pewne zjawiska społeczne są trudniejsze niż się wydaje. Być może parady ,,wprowadziły temat”, do którego ludzie zaczęli się przyzwyczajać bardziej niż do formy w jakiej był on wprowadzany.

    Dziwi mnie tylko jedno:
    o paradach dyskutuje się pół roku przed, potem się na nie idzie a na końcu dyskutuje pół roku po.
    Zastanawiam się czy nie lepiej byłoby jakoś zbadać tę sprawę naukowo (tylko na serio naukowo, bez założonych z góry tez) ?Zobaczyć czy parady coś zmieniają w społeczeństwie, czy ewentualne zmiany są pozytywne i prowadzić dyskusję o faktach ?

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Pozory jedności]

    @ Peter Pan

    Bardzo dobry postulat!
    Przydałaby się taka baza – i do dyskusji, i do organizowania kolejnych parad.

    Czy Homiki mają na pokładzie jakichś socjologów?

  • TR

    [Re: Pozory jedności]

    Moim zdaniem parady warszawskie są ważne tylko wtedy, gdy są zakazywane. I wtedy mają jakieś konsekwencje.

    Łączenie asymiliacyjnych i queerowców nie ma sensu bo to są dwie koncepcje, które wzajemnie się rozładowują – z ich współobecności nie wynika żadna energia.

    A pomysł, zeby ożywić obecność środowiska LGBT w przestrzeni publicznej, włączając w to ulice, jest jak najbardziej słuszny jeśli chcemy naprawdę coś wywalczyć u oportunistycznej władzy.

    Poza tym – świetny artykuł. Gratulacje!

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    Wiktorze! Szacun i czapki z głów!

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Jak chcesz się przypodobać, to co innego z innej części ciała ściągnij. ;)

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    @ krzsz1986

    Mówisz? Widzę, że masz w tym spore doświadczenie :-) Może jakieś szczegóły?

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Rób co Ci instynkt podpowiada. ;) Mnie nie pytaj

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    @ krzsz1986

    Znaczy nie znasz sie? Typowe! Jak nie masz nic do powiedzenia to się odezwiesz! Na bank!

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Nie, nie, ja po prostu nie będę uczył ojca dzieci robić. ;)

  • Wiktor Sidoruk

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Serdecznie dziękuję!

  • [Re: Pozory jedności]

    W pewnym momencie w Krakowie dokonał się podział tęczowych festiwali na dwa: Festiwal Kultura dla Tolerancji (wcześniej był tylko ten) i Festiwal Queerowy Maj. Wynikało to stąd, że organizatorzy zauważyli, że tak naprawdę na Festiwal przychodzą dwie grupy.
    Jedna: Ci, którzy uczestniczą w pokazach filmowych, wydarzeniach kulturalnych i… imprezach klubowych.
    Druga: Ci, którzy idą w paradzie.
    Te dwie grupy raczej się nie przeplatały ze sobą, a jeśli już to „międzygrupowych” był niewielki odsetek.

    Z jednej strony zatem są Ci, którzy w jakiś sposób angażują się w politykę, z drugiej Ci zaangażowani kulturalnie lub po prostu chcący się dobrze zabawić. Jak widać Parada nie jest tak bardzo kojarzona z zabawą przez Polaków. Myślę więc, że na siłę próbuje nam się wcisnąć wizję parady jako wielkiego show z balonikami i zabawą. Tym czasem u nas ma to raczej charakter polityczny i tego powinniśmy się trzymać. To się tyczy zresztą nie tylko Krakowa.

    W tym momencie to ja nie wiem, czy jak idę na Paradę to idę po to by potańczyć, czy po to by zawalczyć o swoje prawa…

  • junior

    [Re: Pozory jedności]

    Stosunkowo mała część środowiska LGBT chodzi nie tylko na parady (Warszawa) czy marsze, ale i na branżowe imprezy kulturalne. Garstka ludzi zjawia się pod UW (Miłość nie wyklucza), niewiele osób chodzi na filmy, wystawy (Homo Ars Erotica), mało kto czyta książki. Nawet w większości knajp, których jest tyle co kot napłakał, nie ma przesadnych tłumów, może poza piątkiem czy sobotą.

    Czy warto w takiej sytuacji mnożyć byty i myśleć o odrębnej ofercie dla „asymilacyjnych” i „queerowych” ? Być może, o ile ma to służyć jednym i drugim. Osobiście jednak wątpię, by spadek frekwencji na paradzie był efektem tego, że komuś z kimś nie po drodze. To jeden z mitów.

  • Maja

    [Re: Pozory jedności]

    Całe dotychczasowe doświadczenie Zachodu jest takie, że takie dwunurtowe parady / marsze posuwają do przodu interesy i queerowców, i asymilacyjnych. Że te dwa nurty nie neutralizują się nawzajem. Gdybyście mieli wskazać *jedno* zjawisko, które najwyraźniej przyczyniło się do tego, że tam LGBT mają prawa i mogą żyć normalnie, byłoby to gay pride. Od zawsze niekonsekwentne, asymilacyjno-karnawałowe.

    Czyli jednak się kręci. :)

  • d.biskupa

    [Re: Pozory jedności]

    „Gdybyście mieli wskazać *jedno* zjawisko, które najwyraźniej przyczyniło się do tego, że tam LGBT mają prawa i mogą żyć normalnie, byłoby to gay pride.”

    Nie przesadzasz, pszczółko?

  • Peter Pan

    [Re: Pozory jedności]

    @ Maja

    Ja znam takich zachodnich gejów a nawet takich zachodnich publicystów, którzy uważają, że parady od lat raczej cementują pewien obraz osób homoseksualnych niż przyczyniają się do emancypacji.
    I powiem szczerze, że o ile rozumiem potrzebę jakiegoś zaznaczenia swej obecności w przestrzeni publicznej tu w Polsce, o tyle w kwestii parad zachodnioeuropejskich, zdecydowanie z poglądem wspomnianych gejów i publicystów się zgadzam.

  • Soniasonia

    [Re: Pozory jedności]

    Tu można przeczytac genialny artykuł Moniki Czaplickiej: http://www.homoseksualizm.org.pl/index.php/po-cholere-zwiazki-partnerskie
    W skrócie – autorka uważa, iż JAKIEKOLWIEK postulaty ruchu LGBT nie mają sensu, ponieważ albo osoby, których dotyczą, nie mają ochoty z nich korzystac (np. większośc osób LGBT nie wchodzi w związki trawające dłużej niż kilka lat, a związki trwające co najmniej 20 lat, co jest definicją stałego związku według socjologii, to wśród nich istne bozony Higgsa), a te, które rzeczywiście mogą byc ważne (np. prawo do pobrania narządów czy pochówku) dotyczą tak znikomej mniejszości wśród mniejszości, że nie ma wcale sensu o nich myslec.
    Bardzo słuszne moim zdaniem. Przeczytajcie i przemyslcie.

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    @ Soniasonia

    Przeczytałem. Cały artykuł można spuentować cytatem z Muńka: „Jest super, jest super więc o co ci chodzi?” Jeśli Pani Czaplickiej jest „super” to gratuluję i życzę, żeby Jej nigdy „super” być nie przestało.
    Rozwalił mnie jednak fragment: „…zapisuje się w testamencie (który i tak warto spisać) i po kłopocie. A że się trochę więcej zapłaci? O to nie warto walczyć”.
    Nie wiem ile testamentów w swoim życiu już spisała (i zrealizowała!) Pani Czaplicka ale na podstawie znanych mi przypadków mogę stwierdzić jedynie, że testament w tym kraju wart jest dokładnie tyle ile papier i tusz do drukarek jakie zużyto przy jego sporządzeniu. Obalenie testamentu ustanawiającego spadkobiercą osobę niespokrewnioną jest „bułką z masłem” dla średnio rozgarniętego i świeżo upieczonego adwokata a co dopiero dla starych wyjadaczy! No i jeszcze to „trochę więcej” które się rzekomo zapłaci! Najwyraźniej Pani Czaplicka obraca się wśród osób, których jedynym majątkiem są ich ciuchy, meble, ew. jakiś sprzęt grający i nie ma pojęcia ile wynosi podatek od spadku po osobie niespokrewnionej w przypadku np. domu wycenionego na 400 tys. PLN.

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ Sonia

    Warto wprowadzić związki partnerskie nawet, jeśli miałyby cieszyć się niewielkim zainteresowaniem. Poza tym możliwe, że wprowadzenie takich regulacji sprawi, że związki będą trwalsze. Inny ważny aspekt prawnej regulacji związków partnerskich to edukacja: gdy zakute łby zobaczą, że facet z facetem może ten tego zupełnie legalnie, to może z czasem zmienią zdanie na temat osób homoseksualnych. Przy okazji więcej osób uzna, że warto się ujawnić.

    Nie należy traktować związków partnerskich wyłącznie instrumentalnie. Dziedziczenie jest średnio ważne, bo faktycznie ma znaczenie, gdy ludzie spędzają ze sobą wiele lat. Takich przypadków jest niewiele, ale dlaczego je pomijać.

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    @ krzsz1986

    Z całą złośliwościa na jaką mnie stać życzę Ci znalezienia świetnie sytuowanego partnera i stworzenia z nim udanego, szczęsliwego i przede wszystkim trwającego kilkadziesiąt lat związku. Poza tym życzę Ci, żebyście ten wspólny czas spędzili w jego (to ważne!) ekskluzywnej posiadłości, którą z czasem uznasz (wbrew temu co mówią księgi wieczyste) również za swój dom. Żeby jednak nie było za słodko życzę Ci również w pełni satysfakcjonującej ale za to kiepsko płatnej pracy no i – niestety – konieczności przeżycia tak traumatycznego zdarzenia jak nagła śmierć partnera. Może wtedy zmieniłbyś zdanie na temat tego czy dziedziczenie jest „średnio ważne”, gdyby przyszło Ci zrzeć się całego spadku bo nie miałbyś z czego zapłacić 20% podatku?

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Sonia mówiła o tym, że przypadki takie, jak ten o którym piszesz, należą do rzadkości. Pewnie ma racje. W tym sensie to mniej ważne, bo dotyczy garstki osób. Oczywiście dla tych nielicznych kwestie związane z dziedziczeniem są bardzo ważne. A mi chodziło o to, że związki partnerskie są potrzebne, nawet jeśli początkowo nie będą cieszyły się dużym zainteresowaniem.

    A tak w ogóle to Ty poderwałeś jakiegoś dziadka-milionera? :) Jeśli odziedziczysz po nim kosztowną nieruchomość (czyli np. ponad milion zł, a nie 400 tysięcy) i nie będzie Cię stać na zapłacenie podatku, to na razie nie ma innego wyjścia, jak wziąć kredyt. A potem próbować sprzedać. Oczywiście lepiej by było dziadek-milioner poza nieruchomością dysponował gotówką, wtedy byłoby z czego opłacić podatek.

  • stereo-typ

    [Re: Pozory jedności]

    @ krzsz1986

    A nie przyszło Ci do głowy, że mogłem poderwać młodego biznesmena z dużą kasą? Aż tak nisko mnie oceniasz, że dla mnie to już tylko dziadki? Poza tym, podatek w przypadku nieruchomości wartej milion wyniesie ok 200 tys. Ktoś wogóle daje takie kredyty pracownikom budżetówki nie posiadającym żadnej nieruchomości jako zabezpieczenie?

  • krzsz1986

    [Re: Pozory jedności]

    @ stereo-typ

    Wcale nie oceniam Cię nisko. Mogłeś poderwać młodego biznesmana, może sam nim jesteś. Skąd mam to wiedzieć? :) Przyszedł mi do głowy ten dziadek-milioner, bo wyczułem, że liczysz na rychłe zejście staruszka. ;)
    Chodziło o kredyt, którego zabezpieczenie jest nieruchomość będąca przedmiotem spadku. Poza tym w takiej sytuacji trzeba po prostu to sprzedać i kupić coś tańszego. Na dzień dzisiejszy to jedyne sensowne rozwiązanie. Oczywiście to nie wydaje się sprawiedliwe.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa