Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1

Przeglądając ponownie moje napisane przed kilkoma miesiącami artykuły o mandze zauważyłam, że przedstawiony przeze mnie opis prezentacji osób LGBT w tym medium adekwatny jest dla sytuacji sprzed kilkunastu lat, natomiast niezbyt dokładnie odzwierciedla dzień dzisiejszy. Dużą rolę w świecie współczesnej mangi odgrywają takie dziedziny jak komiks awangardowy czy prace fanowskie, poza tym lata 90. to także czas, gdy w Ameryce zaczęły powstawać pierwsze publikacje wzorowane na mandze, w tym też charakterystyczny gatunek łączący japońską stylistykę, anglosaskie spojrzenie oraz kompletnie unikatowe rozwiązania – furry. Zapraszam drogich Czytelników na „małą” podróż, w której poznamy grupę młodych artystów komiksowych, których dorobek jest co prawda skromny, ale zdecydowanie wyróżnia się na tle prac głównego nurtu.

Tytułem wprowadzenia pragnęłabym podać różnice między terminami „zeszyt” i „tomik” w ujęciu komiksowym. Zeszyt to zbiór w miękkiej okładce, zbliżony do magazynu, który może liczyć od kilkunastu do maksymalnie stu stron. Tomik natomiast ma więcej (150-400, chociaż czasami nawet 600) stron, a jego okładka jest kartonowa z obwolutą. Tomiki też, w przeciwieństwie do zeszytów, często mają kilka pierwszych stron w kolorze.

Witajcie w świecie dojinshi
Aby jednak w pełni zrozumieć pierwsze omawiane przeze mnie zjawisko, musimy cofnąć się w czasie aż do lat 70. W tym właśnie czasy w Japonii komiks „przeniknął pod strzechy” i stał się pełnoprawną literaturą, czytaną zarówno przez uczennice podstawówki, jak i poważnych biznesmenów. W połowie dekady zaczęto organizować pierwsze konwenty – wielkie targi mangowe, na których, oprócz kupowania samych komiksów, uczestnicy mogli spotkać się z ulubionymi twórcami czy też uczestniczyć w panelach dyskusyjnych. Wtedy też zrodziła się idea dojinshi, czyli fanklubu – czy to danego rysownika, czy też pewnego stylu, gatunku mangi. Członkowie dojinshi zaczęli wynajmować stoiska, by „rozpowszechniać miłość do XYZ na wszystkie kontynenty świata” (autentyczny cytat). Już na pierwszych spotkaniach fani przynosili własnoręcznie wykonane ilustracje ulubionych postaci, z nadzieją, że autor oryginału zwróci na nich uwagę. Wkrótce zaczęli też rysować komiksy z bohaterami różnych mang, najczęściej krótkie utwory o tematyce parodystycznej. Niektórym uczestnikom komiksy tak się podobały, że prosili twórców o ich skserowanie. Ci szybko wpadli na pomysł, że mogą na swojej pracy zarobić, więc na konwenty przychodzili od razu z kilkunastoma-kilkudziesięcioma kopiami i sprzedawali je za niską cenę. Około 1980 roku nazwa dojinshi przeszła właśnie na te fankomiksy, natomiast grupy je tworzące nazywano z angielska kurabu (klubami).

Krótkie wyjaśnienie dla zdezorientowanych: dojinshi to działalność jak najbardziej legalna. Japońscy artyści generalnie popierają twórców fankomiksów, ponieważ fakt ich powstania świadczy o popularności oryginału, a także nakręca zainteresowanie tytułem. Nie jest to też dziedzina, w której można zdobyć fortunę – cena komiksu zazwyczaj pokrywa jedynie koszta wydruku, a w przypadku rysownika o wysokiej reputacji także koszt podróży i wynajęcia stoiska, lecz nie więcej.

Jak już napisałam, pierwsze dojinshi miały najczęściej tematykę komediowo-parodystyczną bądź romantyczną – ciekawostką jest fakt, że rysownicy najczęściej portretowali pary niekanoniczne. W 1984 roku weszła do prawa japońskiego poprawka znosząca ustawę zakazującą publikowania treści pornograficznych w komiksie i filmie. W tym też czasie zaczęły powstawać pierwsze publikacje hentai (jap. „zboczeniec”), czyli, krótko mówiąc, „akcja” bez żadnej fabuły. Większość tych komiksów stanowiły publikacje heteroseksualne, warto jednak zauważyć, że połowa lat osiemdziesiątych to okres, w którym mangi yaoi zdążyły już zdobyć sporą popularność.

Fujoshi to slangowe określenie dziewczyny, które w szerokim rozumieniu oznacza „przegiętą” fankę mangi, a w węższym – dziewczynę, która rysuje dojinshi yaoi. Wiele młodych artystek mangowych zaczynało tak swoją karierę, lecz większość później odcinała się od przeszłości oraz tematyki yaoi – wśród pracodawców takie dziewczęta były źle widziane, gdyż postrzegano je jako zbyt niezależne i nowoczesne, w domyśle – feministyczne. Ich fankomiksy przybierały różne formy, od ostrego rżnięcia przez 90% stron od sentymentalnych romansów, zakończonych namiętnym pocałunkiem. Łączyła je jedna cecha – długość. Typowe dojinshi liczyło 20-25 stron, rzadkością były zeszyty grubsze, liczące do 50 stron, z tego też powodu nie było w nich miejsca na pogłębione przedstawienie psychiki postaci. Do połowy lat 90. dojinshi uważano za coś gorszego, niepełnowartościowego. Wtedy jednak pojawiła się młoda artystka, która udowodniła, że fankomiks też może być sztuką.

Fujoshi zabiera głos
W 1995 roku studio „Sunrise” wyprodukowało serial „Gundam Wing”, opowiadający o wojnie partyzanckiej toczącej się na Ziemi w nieokreślonej przyszłości. Bohaterami serialu byli chłopcy, uprowadzeni przez partyzantów w młodym wieku i przyuczeni do bycia żołnierzami idealnymi. Analiza tego skądinąd słabego serialu zajęłaby tylko niepotrzebnie czas, więc przejdę do faktów: wiele rysowniczek dojinshi yaoi wzięło sobie na warsztat ten tytuł (sami faceci, śliczne, młode buzie – wiecie…), pomimo, że nie ma w nim motywów homiczych, a jeśli już to lesbijskie, nie gejowskie. Nie zniechęciło to wcale fanek, wśród których wyróżniała się jedna – Kume Natsuo.

Natsu (pseudonim artystyczny znaczący po japońsku „wiosna”) już od jakiegoś czasu siedziała w świecie dojinshi i zdążyła zauważyć, jak bardzo schematyczna jest większość fankomiksów. Zafascynowana fantastyką naukową młoda kobieta chciała narysować coś na skalę epicką, w stylu „Gwiezdnych wojen”. „Gundam Wing” okazał się idealnym materiałem źródłowym – atutami serii było aż kilkunastu głównych bohaterów o zróżnicowanych osobowościach, przygodowy charakter fabuły, oraz, co dla fana s-f bardzo ważne, fascynujące rozwiązanie technologiczne – wielkie roboty bojowe.

Już pierwszy opublikowany zeszyt „Tsuki no Kodomo” (jap. „Dzieci Księżyca”) wyróżniał się bardzo na tle innych – po pierwsze, liczył niemal 100 stron (trzy-cztery razy więcej niż przeciętny), po drugie, styl rysowania artystki była na tyle dobry, że śmiało mogłaby rozpocząć pracę jako „poważna” mangaistka. Jeszcze większe zdumienie musiała budzić treść komiksu – jest on bowiem dokładnym opowiedzeniem wydarzeń serii takiej, jaką mogłaby by być, gdyby niektórzy bohaterowie byli homo. W początkowych zeszytach nie ma seksu czy nawet romansu – są one wgłębianiem się w psychikę bohaterów i analizowaniem motywów ich postępowania. To było coś wyjątkowo oryginalnego, dzięki czemu świeżo debiutująca rysowniczka znalazła się wśród najbardziej rozchwytywanych autorów dojinshi.


Okładka pierwszego zeszytu „Tsuki no Kodomo”. Kto jest chłopcem, a kto dziewczyną?
Natsu spełniła swoje marzenie – jej dojinshi mogłoby służyć za definicję epickości, licząc piętnaście zeszytów (ponad tysiąc stron, więcej niż niejedna seria mangowa), a przede wszystkim zmieniając nastawienie fanów mangi do dojinshi, uświadamiając im, że talent można realizować także korzystając po części z geniuszu innych ludzi, co wcale nie pomniejsza wartości dzieła. Nie sprawiło to jednak, że Natsu porzuciła świat dojinshi na rzecz oryginalnych mang – wręcz przeciwnie, stała się pierwszą w historii zawodową rysowniczką fankomiksów. Bardzo szybko w jej ślady poszły kolejne fujoshi – Sakura Date (sagi „Phantom of Love” i „Remember”), Zao Taishi (sagi „Fate of Gold”, „God’s Lamb” – Japończycy uwielbiają anglicyzmy…), a także mangaistki o unormowanej reputacji, jak Yun Koga, która narysowała serię psychologicznych dojinshi o tematyce yaoi do popularnych seriali science-fiction „Neon Genesis Evangelion” oraz, a jakże, „Gundam Wing”. Obecnie niemal każdy japoński fan mangi posiada co najmniej jeden zeszyt do ulubionej serii, a komiksy Natsu są tak popularne, że kupują je nawet osoby niezainteresowane yaoi.

Co słychać na scenie alternatywnej?

Pod koniec lat 90. manga yaoi/ shonen-ai cierpiała na ten sam syndrom, jaki stanowił problem rynku dojinshi dekadę wcześniej. Krótko mówiąc, schematy, które były oryginalne dwadzieścia lat wcześniej, zaczęły powoli trącić myszką. Ostatecznie doprowadziło to do rozejścia się gatunku na trzy właściwie niepokrywające się nurty: komediowo-romantyczny, pikantny ze szczyptą BDSM oraz alternatywny. Zdecydowanie najbardziej interesujący jest ten ostatni nurt. Jego prekursorką jest Yura Tamaki, debiutująca w 1997 roku brutalną mangą „Blood”.

Młoda Yura była wielką fanką o dwadzieścia lat starszej mangaistki Akisato Wakuni, a od czasu lektury jej „Śpiącego Księcia” („Nemureru Mori no Binan”, pierwsza manga poruszająca problematykę AIDS/HIV) marzyła o tym, by odwiedzić Nowy Jork. Marzenie to spełniła w końcu w 1996 roku, nie poszła jednak oglądać Statuy Wolności, lecz… zwiedzać bary gejowskie. Mówiąca z wyraźnym akcentem siedemnastoletnia Azjatka wzbudzała furorę wszędzie, gdzie się pojawiała, a zjawisko tak niezwykłe zostało zapewne zapamiętane przez nowojorską społeczność gejowską na długie lata. Kolejnym zainteresowaniem panny Tamaki były tzw. złe dzielnice. Swoje doświadczenia z obserwacji życia biedoty oraz rozmów z amerykańskimi homoseksualistami artystka wykorzystała w swojej pierwszej mandze. Bohaterami „Krwi” są dzieci wychowane przez ulicę – grupa nastolatków należąca do gangu Vincenta. Chłopcy uwielbiają swojego lidera – jest odpowiedzialny i zawsze dokładnie planuje akcje, niezależnie, czy chodzi o kradzież samochodu, czy też włamanie do mieszkania w „lepszej dzielnicy”. Chłopak ma jednak dwie słabe strony: pierwszą jest jego młodszy brat Kyle, którego sam wychował. Druga odsłania bardziej mroczną stronę jego osobowości – jest on mianowicie patologicznym przykładem homofobii; od czasu do czasu urządza „polowania” na gejów, które zwykle kończą się ich ciężkim pobiciem. Znając obsesję brata, Kyle musi ukrywać swój związek z Seanem, najlepszym przyjacielem Vincenta. W pewnym momencie jednak łącząca ich więź wychodzi na jaw, a Sean wkrótce ginie w niejasnych okolicznościach. Czyżby to Vincent go zabił?!


Bohaterowie mangi „Blood” Yury Tamaki
Fabularnie manga z pewnością się nie wyróżnia – to dosyć typowy melodramat, a podobne trójkąty miłosne pojawiły się już w klasycznych mangach shonen-ai jak „Thomas no Shinzo” czy „Kaze to Ki no Uta”. Nowością jest natomiast sceneria, w jakiej odbywa się akcja – do tej pory nikt nie wybrał na bohaterów mangi przedstawicieli „dołów społecznych”. Wyjątkowo nietypowa jest strona graficzna komiksu – rysunki są bardzo realistyczne, niemal jak dzieła Gustawa Klimta – aż trudno uwierzyć, że tę mangę narysowała nastolatka! W latach 2001–2002 Yura Tamaki narysowała trzy kolejne komiksy, utrzymane w podobnej, brutalnej i realistycznej stylistyce – „Brother”, „Akai Kizuna Blood” oraz „Round About Midnight”, eksplorujące zwykle przemilczane tematy jak kazirodztwo czy impotencja, po czym wycofała się z kariery mangaistki. A szkoda.

Kolejna postać, którą pragnę przedstawić, ma mało wspólnego ze sztuką spod znaku LGBT, natomiast jest bardzo znaczącą figurą w świecie mangi alternatywnej. Furuya Usamaru nigdy nie pragnął rysować mangi. Studiował rzeźbę, a następnie był nauczycielem w liceum. Zadebiutował dopiero w 2000 roku, w „chrystusowym” wieku 32 lat. Jego pierwsza manga, „Garden”, to zbiór krótkich, surrealistycznych horrorów, narysowanych w nietypowym, kompletnie niemangowym stylu, który stanowić będzie znak rozpoznawczy artysty. Na pierwsze strony magazynów kulturalnych trafił w tym samym roku dzięki publikacji jednotomowej mangi „Plastic Girl”, gdzie w niewyłagodzony sposób przedstawił sytuację japońskich nastolatek, które są przez rodziców wychowywane, by być idealnymi dodatkami do mężów, przy czym nikt nie przejmuje się tym, co same dziewczęta czują.

Kontrowersje wokół mangi sprawiły, że Usamaru musiał porzucić zawód nauczyciela. Ponieważ jednak był już sławny, zmógł sobie pozwolić na zostanie mangaistą na pełen etat. W kolejnym roku opublikował dwutomową „Muzykę Marie”, w Polsce wydaną nakładem wydawnictwa Hanami. Tytuł ten należy do najwybitniejszych mang, jakie kiedykolwiek powstały, porusza tematy takie jak sens postępu technologicznego czy naturę Boga. Fabuła komiksu osadzona jest w idyllicznym mieście Atelier, w którym wszyscy ludzie wykorzystują swoje zdolności dla dobra społeczności i czerpią przyjemność z pomagania innym. Nad ich szczęściem czuwa bogini Maria, która, według religii mieszkańców miasteczka, jest wszechobecna. Nie jest to tylko przenośnia – główny bohater, Kai, jest obdarzony szóstym zmysłem i słyszy pieśń Marii, utrzymującą świat w harmonii. Pewnego razu niezwykła istota wzywa go do siebie na spotkanie… i tutaj wkraczamy w sferę ukochanego przez Furuyę surrealizmu. Gorąco polecam przeczytanie tego komiksu każdemu zainteresowanemu sztuką i filozofią – nie zawiedziecie się! Homiczym akcentem w książce jest przedstawienie koncepcji dwóch światów – jednego zamieszkałego przez same kobiety, a drugiego przez samych mężczyzn, w których wszyscy mieszkańcy są homoseksualni i mogą zawierać małżeństwa tylko w obrębie własnej płci, a spotykają się ze sobą tylko w celu spłodzenia potomstwa.


Charakterystyczny styl Furui Usamaru na przykładzie „Litchi Hikari Club”
W późniejszych mangach autor wprowadził więcej wątków shonen-ai, co nie powinno dziwić, ponieważ sam jest homoseksualistą. W „Litchi Hikari Club” grupa nastolatków postanawia stworzyć sztuczną inteligencję – homunkulusa. Lider tytułowego klubu, Zela, ma obsesję władzy i pragnie sprawować całkowitą kontrolę na pozostałymi ośmioma członkami, nie wahając się wykorzystać do swoich celów potęgi erotyzmu oraz mrocznych żądz miotających chłopcami. Jego brudne gierki ostatecznie prowadzą do tragedii… Nieco mniej mroczna (a „nieco” jest tu słowem kluczowym) jest późniejsza manga autora, „La Croisade des Innocents” („Krucjata niewiniątek”). Bohaterami komiksu jest grupa trzynastu chłopców mieszkających w małym miasteczku na południu Francji w 1212 roku. Dwunastoletni Nicholas pragnie zostać krzyżowcem, jednak od tego pomysłu chce go odciągnąć najlepszy przyjaciel Entienne – uważa on, że marzenia drugiego chłopca są przejawem pychy. Wszystko się zmienia, gdy Entienne ma widzenie, w którym Chrystus nakazuje mu udać się do Jerozolimy. Wyposażeni w magiczny róg, którego dźwięk niszczy wszelki fałsz i zrywa każdą maskę, Entienne, Nicholas i grupka ich przyjaciół ruszają na najdłuższą podróż życia – zanim jednak dotrą do celu (jeśli dotrą), napotkają na swej drodze wiele okrucieństwa i zaczną kwestionować dotychczasowy porządek świata, w którym przyszło im żyć… W komiksie seksualność została pokazana w sposób bardzo brutalny, najczęściej jako gwałt, na którym to tle wyróżnia się uczucie łączące głównych bohaterów, ukazane jako czyste i święte.


Mniej szokująca okładka „La Croisade des Innocents”. Ach, te oczy!
Trzecią ważną postacią w tym gronie jest Asumiko Nakamura. Zadebiutowała ostro – w 2002 roku wydała mangę „La Respiration de Copernicus” („Copernicus no Kokyu”, czyli „Oddech Kopernika” – sens tytułu autorka wyjaśnia w pierwszym rozdziale), narysowane niezwykłym, dystyngowanym stylem yaoi, którego akcja toczy się we francuskim cyrku lat siedemdziesiątych. Główny bohater to smutny pierrot, dorabiający sobie na boku usługiwaniem starszym, zamożnym mężczyznom. W końcu jeden z nich zakochuje się w nim i nawet go usynawia, co mogłoby być szczęśliwym zakończeniem – gdyby tylko nasz bohater, którego prawdziwego imienia nie poznajemy, nie miał straszliwych urazów psychicznych rzutujących na całym jego życiu… Jak mawiał Hitchcock, „Należy zacząć od trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma tylko rosnąć”. Do jego rady zastosowała się też Nakamura, publikując swoją najdłuższą, pięciotomową serię „J no Subete” („Wszystko o J”). Jest to opowieść o amerykańskim chłopcu z pokolenia baby boomers, tytułowym J, który od zawsze pragnął być kobietą, a jego idolką była Marylin Monroe. W kolejnych rozdziałach autorka przedstawia przemianę J, który z nieśmiałego chłopca z wielkimi marzeniami przeradza się kolejno w autystyczne, prześladowane dziecko, dekadenckiego, rozwiązłego nastolatka, by w końcu znaleźć prawdziwą miłość i stać się szczęśliwą matką dziecka swojej ukochanej. Kolejną ciekawą historią pani Nakamury są dwie krótkie mangi wydane w formacie zeszytowym, „Kaori no Yuwaku” oraz jego kontynuacja, „Kaori no Keisho” (Tłumaczone jako „Zmysłowa woń” – zapachy mają duże znaczenie w tych komiksach). Komiksy te, podobnie jak „Wszystko o J”, prezentują temat tabu, jakim jest kazirodztwo – w tym przypadku główny bohater jest zakochany w swoim przyrodnim bracie. Komiks jest bardzo mroczny, a decyzje bohaterów niejednoznaczne pod względem moralnym, co stanowi charakterystyczną cechę wszystkich utworów Nakamury.


Dystyngowana kreska Asumiko Nakamury na okładce „Copernicus no Kokyu”

Okładka „J no Subete” i więcej Asumiko Nakamury

(ciąg dalszy nastąpi)

Aleksandra Lazarek małoletnia maniaczka słowa pisanego i przyjaciółka wszystkiego, co żyje.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

16 komentarzy do:Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1

  • Jakbyco

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Autorka powinna książkę napisać. Mówię zupełnie poważnie. Bo jeśli to powyżej to jest część pierwsza…
    Gratuluję szerokiej wiedzy i umiejętności jej ciekawego sprzedania, szczególnie jeśli Autorka rzeczywiście jest „małoletnia”.

  • Peter Pan

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Widać, że autorka ma swoje hobby i o tym co ją interesuje wie naprawdę bardzo dużo. Niektórzy, publikujący tu, bynajmniej nie małoletni, dyletanci, których z powodu swej łagodnej natury nie wymienię ani z pseudonimu ani z nazwiska, powinni sobie to wydrukować i bardzo się zawstydzić.

    Tak w ogóle niezłe zboki z tych Japończyków. Nie dość, że kupują (jak głoszą plotki) noszone majteczki dziewczyn, to jeszcze robią komiksy o chłopcach gwałcących się nawzajem w średniowiecznej Francji ;) Zajebioza, he he … .

  • Svefn

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    gratulacje dla autorki, aż mam ochotę poszukać tych mang, tak zajmująco pisze :)

  • Soniasonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Bardzo wszystkim dziękuję!
    @ Jakbyco
    To jest mniej więcej 1/3 całego tekstu ;-)
    @ Peter Pan
    A Amerykanie to dopiero! Zaczekaj na częśc o furry ;-)

  • niemałoletni dyletant

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    >Peter P
    W podobnym stylu ukazał krucjatę „niewiniątek” Jerzy Andrzejewski w „Bramach raju” (1960). Niestety, nikt jej u nas na komiks nie przerabiał – powstały tylko niezbyt udany film Wajdy (1968) i dramat muzyczny (1982).
    W każdym razie temat nie był niczym nowym, nawet w naszym zaścianku.

  • Peter Pan

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    @ niemałoletni dyletant

    Dziękuję za informację. Chętnie przeczytam.

  • 少年愛 少年

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Mangi, temat szeroki jak equator. Widze tu cala serie artykulow, bo na tych trzech to pewnie nie poprzestaniesz ;)
    Ja zaczynam sie zastanawiac jaka bedzie przyszlosc tych mang shōjo i shōnen, a ktore sa kierowane do grupy najmlodszych odbiorcow, dziewczat i chlopcow w przedziale wieku 11- 20 lat. Sa kraje, w ktorych te wlasnie mangi widzi sie jako pornografie dziecieca – co dla mnie jest absurdem. Czytalem, ze wczoraj szwedzki sad wyzszej instancji podtrzymal wyrok nizszej i skazal znanego tlumacza literatury japonskiej kara grzywny, zmniejszajac wprawdzie kwote z 25tysiecy na 5600 SEK. Pozostaje jednak w takich przypadkach ostemplowanie skazanego mianem zainteresowanego pornografia dziecieca lub w najgorszym wypadku pedofilem. Simon Lundström, ktory juz od bardzo wielu lat zajmowal sie tlumaczeniem mang i jest jednym z najwiekszych znawcow w temacie, posiadal na HDD swojego komputera 39 rysunkow, ktore oskarzyciel, a pozniej sad uznal za pornografie dziecieca. Mam nadzieje, ze Lundström odwola sie do wyzszej instancji. Ten wyrok jest wyrokiem za fantazje, a caly proces to farsa.
    Na koniec mam dla Ciebie cos z „yaoi”, czyli mang dla troche starszej mlodziezy plci meskiej. Scenka, ktora zapewne sie Tobie spodoba, bo jak juz wczesniej zauwazylem to lubisz pikantne rzeczy :)
    http://www.teahousecomic.com/comic/?id=37

  • Soniasonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    @ niemałoletni dyletant
    Dziękuję za przypomnienie powieści :-) Na pewno ją przeczytam. Niestety, niezbyt znam się na literaturze XX wieku, więc o niej nie wiedziałam, ale gdybym wcześniej miała o niej jakieś wiadomości, na pewno esej zyskałby kolejny akapit :-)
    @ 少年愛 少年
    O ile wiem, te obrazki na komputerze Lundstroma to był lolicon, więc rząd szwedzki jak najbardziej miał się do czego przyczepic. Co więcej, ten typ mangi jest potencjalnie karany też w Polsce, ale właściwie tylko w przypadku, gdy postaci narysowane są jako małe dzieci (W końcu nawet w Stanach wydano mangę hentai, której akcja dotyczy gimnazjalistów).
    W kolejnym akapicie jest błąd – otóż yaoi nie jest mangą dla młodziezy płci męskiej, ale dziewcząt i kobiet, chociaż niektórzy chłopcy też je czytają, stanowiąc jednakże margines. Co do „pikantnych” rzeczy – nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że są elementem dłuższego dzieła o skomplikowanej fabule, głębokich pod względem psychicznym postaciach oraz klimacie (jakimkolwiek poza głupawą komedią). Niestety, ten webkomiks nie spełnia tych kryteriów.

  • 少年愛 少年

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Jesli chodzi o yaoi, to tak masz racje, z zalozenia docelowa grupa sa dziewczeta i kobiety, chociaz tak jest wlasnie w Japonii (a i tam czytuja je mlodzi chlopcy) – w USA, Europie i innych czesciach swiata, jako ze bohaterami yaoi sa bi i homoseksualni chlopcy, czytaja je glownie geje lub bi.
    Jak widzisz lubie czasami, takie glupawe mangi, ktore akurat Tobie nie przypadly do gustu. Coz, rozne bywaja gusta.
    P.S. ” małoletnia maniaczka…”, zaraz, a mnie wydawalo sie, ze w zeszlym roku zdawalas mature – a moze sie myle.

  • Soniasonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    To akurat jeszcze przede mną ;-)

  • krzsz1986

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Soniu, mam dla Ciebie dobrą radę: jeśli planujesz robić ustną maturę z tego tematu, nie szokuj przesadnie komisji egzaminacyjnej wątkami seksualnymi. ;) Zwłaszcza tymi niehetero.

  • hehe

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    „Wujek Dobra Rada”, taaak….

  • Sonia

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    Może w ostatnich kilku latach to się zmieniło, ale teraz można robić ustne prezentacje tylko na tematy z listy ułożonej przez nauczycieli. tak na marginesie, ja wybrałam „Obraz świata starożytnego w literaturze, filmie i malarstwie”.

  • Jedzie tu pedofilia

    [propagowanie pedofilii]

    Tak, jak zamiast fotografowac 7 =-12 letnie dzieci grajace pornografie, ryzuje sie je to juz sztuka a nie pedofilia.

    Niektorym to warto w zaleznosci od stopnia swiadomoscu zamknac pod troskliwa opieka lekarska lub powiesic za szyje.

  • Nie sądzę

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    A zatem zabrońmy teraz wszyskie książki i filmy o wampirach, wszyskie filmy i książki o morderstwach, bo to przecież też morderstwa, tyle że na papierze. Weźmy nożyce i powycinajmy wszelką nagość na obrazach starych mistrzów, zacznijmy od tych nagich amorków. Obłęd! Lepiej byłoby gdyby policja zajęła się ściganiem tych prawdziwych pedofilów, których ciągle pełno m.in. w kościołach i miejscach gdzie mają łatwy dostęp do dzieci, i tych którzy produkują i sprzedają tę rzeczywistą pornografię.

  • Stefan

    [Re: Utalentowani młodzi artyści, czyli komiks alternatywny, cz.1]

    A wiec pozwolmy na filmy porno z 6 letnimi dziecmi, Zapraszajmy na europrade 7 latkow wsrod sliniacychsie pedofili ubranych tylko w skape slipy.

    Taki jest sposob rozumowania przedpisacza, dla ktorego porno z 12 latkami =amorki + maja naga




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa