To już jest inny kraj

Polska roku 2001 a Polska roku 2010 to inny kraj. Oczywiście pisanie takich truizmów nie przynosi chwały, ale to prawda. Dzięki wejściu Polski do Unii Europejskiej zmieniło się tak dużo, że opisywaniem tego zajmować się będzie niejedno pokolenie specjalistów i specjalistek od socjologii, politologii, ekonomii czy kulturoznawstwa.
Dla osób LGBT w Polsce ostatnie dziesięciolecie to całkowity przełom. Tak naprawdę jako „środowisko” (rozumiane jako duża grupa osób mających wspólne cechy oraz wspólne cele wypływające z tych cech) zaistnieliśmy wraz z pojawieniem się pierwszych organizacji, a to właśnie końcówka lat 90. i początek mijającego właśnie dziesięciolecia. Nie pokuszę się tu o analizę dziesięciolecia, ani o chronologiczne wskazywanie wydarzeń, które były ważne. To po części zrobili eksperci i ekspertki Homiki.pl wybierając 10 wydarzeń pozytywnych i 5 homofobicznych do plebiscytu, który tymi tekstami chcemy promować. Pamiętajcie – wyniki już 15 stycznia.

Będzie to zatem ranking wydarzeń z perspektywy prywatnej.

Miejsce 10 – w 2004 r. wraz z klasą licealną pojechaliśmy do Krakowa na wycieczkę. Jako przyszły adept historii sztuki miałem wraz z dobrym ówcześnie kolegą J. oprowadzić szanowną wycieczkę szlakiem kościołów i kamienic krakowskich. Co prawda klasa miała nas dość po pierwszym maratonie pod tytułem „od obrazu do obrazu”, a gdyby istniały stosy, to po wizycie w Muzeum Książąt Czartoryskich zapewne byśmy się na nich z J. smażyli, ale… w tym samym czasie przez Kraków przechodził Marsz Równości. Odcięci od newsów (internet z powietrza jeszcze praktycznie nie istniał dla nas) nie wiedzieliśmy o tym, jakie zagrożenie czeka na nas, gdy wejdziemy na Rynek Główny w momencie, kiedy nacjonalistyczne oszołomy będą atakować Marsz. Liczba ofiar wśród mojej klasy wynosiła: jedną osobę poszkodowaną cegłówką i jedną jajkiem. Za to ja wpadłem w jakiś dziwny stan podniecenia; zafascynowany otoczeniem i latającymi przedmiotami znalazłem się w samym centrum zamieszania. Po raz pierwszy wtedy odkryłem, że to kim jestem determinuje to, po której stronie stać powinienem. I głupio mi było, że nie za bardzo mogłem. Od tej pory staram się być na każdym marszu i zawsze wtedy wspominam to pierwsze, jakże podniecające zetknięcie się z homofobią, ale i homiczą dumą. Dlatego miejsce dziesiąte dla wszystkich przemarszów, które odbyły się w ostatnim dziesięcioleciu.

Miejsce 9 – jako jeszcze dość nieopierzone dziecię zostałem chyba w 2007 r. zaproszony do programu „Homofonia”. Tematem byli rodzice akceptujący swoje homicze dzieci. Moi rodzice chcąc nie chcąc należą do swoistej awangardy w tej kwestii, więc moja obecność była usprawiedliwiona. Może nie był to najbardziej udany program w historii telewizji – ba, szmirowaty i tandetny do tego stopnia, że nigdy go nie obejrzałem ponownie. A mimo to ważny, bo pokazywał, że można mówić o „naszych” sprawach na wizji. Trochę brakuje obecnie podobnego, choć lepiej zrealizowanego programu telewizyjnego. Nadrabiają co prawda programy śniadaniowe, ale to nie to samo. Zatem miejsce dziewiąte dla obecności homiczych tematów w mediach, zwłaszcza w telewizji.

Miejsce 8 – pamiętam jak po raz pierwszy podałem jej rękę. Tego uścisku nie zapomnę. Prawie zabolało. Gdy po raz pierwszy z nią rozmawiałem – przyznaję – przerażała. Było w niej coś innego, nie tylko zaskakującego, ale też odbierającego mowę. Dziwiło mnie, gdy myliła końcówki i zaczynała nagle mówić o sobie w rodzaju męskim. Bo gdzieś jeszcze tym „mężczyzną” była. Na przykład w dowodzie. Ania Grodzka, bo o niej mowa, nauczyła mnie, że ludzie są bardzo różni. Myślę, że ośmieliła wiele osób do kontaktu z osobami transpłciowymi, ociepliła trochę ich wizerunek, nauczyła nie tylko heteryków, że odmienność tkwi w każdym z nas. Chyba największa bojowniczka o tolerancję w ostatnim dziesięcioleciu. Teraz dzięki Ani i kolejnym osobom „nienormatywnym”, które poznałem, mam komfort psychiczny gdy rozmawiam z X, który wygląda jak bohater „Avatara” skrzyżowany z gotyckim elfem. I jestem zaskoczony, gdy słyszę kilka minut później niewybredne komentarze na jego temat. Chyba wszyscy musimy poznać jakąś osobę trans – nie na ekranie, ale w życiu codziennym. Może wtedy mniej nas będą dziwić ludzie, którzy przekraczają proste kategorie, których uczymy się od żłobka. Ósme miejsce dla polskiego ruchu trans.

Miejsce 7 – W 2007 r. jadę na konferencję do Krakowa. Ma być o homikach w mediach i społeczeństwie. Już wsiadając do pociągu wiem, że to nie będzie zwykła konferencja. Rano w „Fakcie” ukazuje się „artykuł” o wyjściu z szafy Tomasza Raczka. Kilka godzin później oglądam Tomasza Lisa machającego brukowcem i pozytywnie komentującego to wydarzenie. Czy jest to dla mnie ważne wydarzenie – w tym momencie tego nie wiem, ale gdy w ciągu kilku następnych tygodni w mediach odbywa się swoista peregrynacja pary Raczek/Szczygielski już mam świadomość, że to wydarzenie może coś zmienić. Oto mamy pierwszego homo-celebrytę, ale takiego bardziej „merytorycznego”, takiego, którego matki stawiały swoim dzieciom jako wzór do naśladowania, lubianego nie za występy w kolejnych show big bradera, a za ciekawe wypowiedzi. Od tego momentu nie tylko aktualne gwiazdy sceny potrafiły wyjść z szafy. Ostatni taki coming-out z udziałem prof. Głowińskiego, czy eleganckie wyjścia z szafy profesorów Krzemińskiego i Ziemby to najlepszy przykład na to, że w ciągu kilku lat naprawdę dużo się zmieniło. Siódme miejsce dla zjawiska coming-outów w Polsce.

Miejsce 6 – tego chłopaka widziałem tylko raz. Na jakiejś dyskusji, chyba w budynku „Gazety Wyborczej”. Niepozorny, skromny, lekko przestraszony. Gdy zaczął mówić o tym, co mu się przydarzyło, nie była to przemowa działacza, który zjadł zęby na publicznych dyskusjach, ale szczera i jasna wypowiedź o tym, czym jest godność osobista. I jak boli jej deptanie. Ryszard Giersz miał odwagę powiedzieć głośno o tym, co dokucza każdemu z nas, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. O wyzywaniu, poniżaniu, nazywaniu „pedałkami”, popychaniu… o traktowaniu nawet nie jak obywateli drugiej kategorii, ale jak przedmioty. Walka, którą stoczył pokazała, że nawet w małych miejscowościach można żyć jawnie i z podniesioną głową. Ale żeby tak było, trzeba umieć przełamać zmowę milczenia. To się Gierszowi udało. Teraz czas dostrzec, że wojowanie słowami w mediach czy prasie nie niesie ze sobą takiego potencjału jak walka z homofobią prowadzona przez „lokalnych” aktywistów. W najbliższym dziesięcioleciu trzeba przejść z myślenia w kategoriach dużego miasta na kategorie małych miasteczek. Bo „nasza” walka musi wrócić tam, skąd wielu z nas pochodzi. Miejsce szóste dla wszystkich niepokornych nie mieszkających w dużych miastach.

Miejsce 5 – Tom i Brendan pojawili się na naszych ekranach znienacka. Homofobiczny prezydent postanowił ubarwić swoje orędzie zdjęciami z ich ślubu. Tę historię wszyscy chyba znamy. Chłopców drogą mailową znałem już wcześniej, tym razem miałem okazję kilka razy z nimi porozmawiać i zobaczyć, jak bardzo pozbawieni są pewnej niemądrej cechy – nadmiernej pewności siebie. Nie przylecieli do Polski nikogo nawracać, oni naprawdę chcieli się spotkać z prezydentem i porozmawiać. Tom i Brendan nie zasługiwaliby na znalezienie się w tym zestawieniu gdyby nie to, że zawsze podkreślali, że są wierzący. Osobiście lubię i cenię sobie znajomość z Szymonem Niemcem. Wzbudza to dość duże kontrowersje wśród wielu moich znajomych i przyjaciół. Wiem, że Niemiec różne rzeczy pisał i różne mówił, ale jest też – niestety – doskonałym przykładem na to w jaki sposób wymazuje się ludzi z dyskursu publicznego. Czasem mam wrażenie, że jest to spowodowane tylko tym, że ludzie ci są wierzący, że wiara jest bardzo ważnym elementem ich życia. Czy Niemiec w sutannie i tęczowej stule na Paradzie jest „wariatem”? Tak mówią ci, którzy idą w tej samej paradzie. A ja wolę takich „wariatów”, za którymi stoją twarde przekonania i jasne idee. I sam, choć ateista, mam nadzieję, że idea tolerancji nie oznacza wykluczania. Niestety przez ostatnie lata widzę, że jest inaczej. Piąte miejsce dla tych, co głośno mówią, że są wierzącymi homikami a jednocześnie popierają postulaty ruchu. To trudne, ale kilka osób mi już udowodniło, że możliwe.

Miejsce 4 – gdy na studiach zacząłem poważniej myśleć o teorii queer, w ręce wpadła mi książka napisana przez homiczą parę. Świetna lektura, ale o autorach na jakiś czas zapomniałem. Zaś gdy przyszedł mi do głowy pomysł, by pisać o Julii Kristevej, musiałem przeczytać książkę Tomka – nie było to łatwa lektura, ale jedyna w Polsce tak merytoryczna. Potem przyszły kolejne lektury tekstów Tomka czy Pawła. Zawsze były dla mnie czymś ważnym, coś odkrywały. Nie pamiętam przypadku, bym się na tych tekstach zawiódł; mogłem oczywiście polemizować z nimi – a przecież mało jest tekstów, z którymi można prowadzić dialog. W końcu sam wydałem książkę Pawła Leszkowicza. Leszkowicz zrobił w Polsce coś, czego jeszcze nie widzimy dobrze. Wprowadził do krytyki sztuki i wystawiennictwa metodologię studiów queer oraz gejowsko-lesbijską perspektywę. Nie miejsce tu, by oceniać sposoby, by spierać się z Autorem – choć jego wystawy czy teksty aż się proszą o dyskusję – ale myślę, że gdyby nie jego działania, wielu artystów nigdy by nie trafiło do szerszego obiegu, a kuratorzy dalej udawaliby, że sztuka nie może być gejowska. Po Leszkowiczu i jego działaniach jest już trudniej. Czwarte miejsce dla Pawła Leszkowicza, a przy tej okazji – Krzysztofa Tomasika, zespołu HomoWarszawy, autorek kalendarium LESteśmy w Polsce, Piotra Oczko i wszystkich, którzy z zapałem przypominają nam, że mamy historię.

Miejsce 3Nie znoszę Roberta Biedronia / Jestem fanem Roberta Biedronia. Powinny pojawić się koszulki z takimi napisami. W zasadzie nie ma osoby w środowisku LGBT, która nie miałaby wyrobionego zdania na jego temat. To dobrze, bo niekiedy nie jest ważne jak mówią, ale że mówią. I w przypadku działań Roberta ta maksyma sprawdza się całkiem nieźle. Nie będę ukrywał, że nie jest to moja ulubiona postać wśród aktywistów. Po prostu nie mój styl. Jednak trzeba powiedzieć jasno – bez Biedronia nie byłoby wielu bardzo dobrych rzeczy. Nawet nie byłoby zapewne wielu osób, które aktywnie działają na rzecz poprawienia naszej rzeczywistości. Sam się chwilami zastanawiam, czy pisałbym te słowa gdyby nie fakt, że wielokrotnie widziałem go w telewizji (dopóki telewizora nie zastąpiłem Internetem). Nasze środowisko nie jest wolne od podziałów, koterii i czasem strasznie głupawych sporów (a jeszcze głupszych przyczyn tychże), ale (i teraz polecę w patos, że aż mnie śledziona rozbolała) mam nadzieję, że gdy będziemy na jakiejś niekoniecznie stołecznej ulicy świętować wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich, choć na chwilę o nich zapomnimy. I podziękujemy tym, którzy „o taką Polskę” walczą od wielu lat. Trzecie miejsce dla Kampanii Przeciw Homofobii za wieloletnie działania na rzecz poprawy rzeczywistości.

Miejsce 2 – ukrywanie faktu, że uwielbiam tego człowieka nie ma tu sensu. Każdy i każda z nas w jakimś stopniu potrzebuje autorytetów. On się nie nadaje na niego, ale stał się nim, bo jako jeden z pierwszych, a już na pewno najgłośniej i najciekawiej wprowadzał w Polsce perspektywę queer. Gdy dzieje się coś ważnego wszyscy – niezależnie od sympatii – czekają na to co powie. Zatem tym razem krótko – drugie miejsce dla Jacka Kochanowskiego.

Miejsce 1 – nie byłbym sobą, gdybym na pierwszym miejscu umieścił np. kampanię „Niech nas zobaczą”. To zbyt proste. Ale przyjmijmy, że ta kampania otrzymuje tu miejsce nr 1,5 ok?

A na pierwszym miejscu – wszyscy niepokorni, ci którzy/które dla nas i o nas piszą od wielu lat, prezentują bardziej indywidualne spojrzenie na nasze środowisko. Nie kłaniają się, a nakłaniają do refleksji, dyskusji i aktywności. Bez nich byłoby nudno i wszyscy by się oficjalnie po tyłkach całowali. Nie będę ich wymieniał, sami i same dobrze wiecie kto publikuje i pisze w Internecie: redaktorzy i redaktorki, blogerzy i blogerki – całkiem sporo osób, bez których nie mielibyśmy co czytać, chyba że komunikaty ze stron organizacji, a to by była mało ciekawa lektura. Zatem jeszcze raz – pierwsze miejsce dla wszystkich, którzy i które przysłowiowo „wsadzają kij w mrowisko”.

Przypominamy – ciągle można zagłosować w ankiecie na najważniejsze wydarzenia lat 2000-2010. Ankieta dostępna jest TUTAJ
W każdej kategorii można zagłosować na więcej niż jedną pozycję. Pamiętajcie, że wybieramy najważniejsze wydarzenia, książki czy filmy, a więc te, które były głośne, które zmieniały naszą rzeczywistość.

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger, niepokorny publicysta.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

21 komentarzy do:To już jest inny kraj

  • d.biskupa

    [Re: To już jest inny kraj]

    Znowu Szot o minionej dekadzie?!? Kolo ma tupet. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że 10 lat temu sam miał niewiele ponad dziesięć…

  • Peter Pan

    [Re: To już jest inny kraj]

    Niewątpliwie pisanie o osobistych doświadczeniach wychodzi Abiektowi lepiej niż mędrkowanie na temat Holandii, islamofobii w Europie czy filozofii, o których to nie ma zielonego pojęcia.
    Choć wyrażenia typu ,,znałem drogą mailową” czy ,,polecę w patos” są rodzajem sequelu tego dreszczowca, którym nas uraczył w poprzednim artykule.
    Strasznie się czepiam i wsadzam kij w mrowisko. Pierwsze miejsce dla mnie !

    Na tym kończę swe złośliwości dotyczące języka i przechodzę do kwestii merytorycznych, ponieważ zainteresował mnie punkt dotyczący transseksualizmu.
    Ja też uważam, że ruch trans jest istotny i też mu kibicuję. Fascynujący jest natomiast sposób w jaki zjawisko transseksualizmu opisują zwolennicy religii queer.
    Uczymy się prostych kategorii od żłobka, tymczasem ,,odmienność tkwi w każdym z nas”. Czyli bajeczka Butler o tym, że transseksualizm dowodzi nieistnienia biologicznej płci i jest radykalnym odrzuceniem krzywdzących wszystkich kategorii.
    Jeżeli mężczyzna-kobieta to sztuczna opozycja (której się ,,uczymy od żłobka”), to ja nie wiem czemu transseksualiści znoszą tyle trudów, aby znaleźć się po tej jej stronie, po której nie są. Może to taki syndrom M. Jacksona, który śpiewał, że nieważne czy jest się białym czy czarnym, jednocześnie wydając miliardy na operacyjne wybielenie.

  • Absolutely Fabulous

    [Re: To już jest inny kraj]

    Fajne podsumowanie. W moim znalazłoby się pewnie więcej kobiet (Nasza Sprawa, Mizielińska) oraz „Homofobia po polsku” czy działalność koła „Nic tak samo”, no ale każdy ma swoje :)

    Do jednego jednak muszę się przyczepić:
    „Tak naprawdę jako „środowisko” (rozumiane jako duża grupa osób mających wspólne cechy oraz wspólne cele wypływające z tych cech) zaistnieliśmy wraz z pojawieniem się pierwszych organizacji, a to właśnie końcówka lat 90. i początek mijającego właśnie dziesięciolecia.”

    Abiekcie, pierwsze organizacje pojawiły się pod koniec lat 80. Wiem, że o tym wiesz, dlatego zakładam, że to literówka lub wynikające z czegoś grube uproszczenie. Ale mam nadzieję, że to pierwsze.

  • gonia

    [Re: To już jest inny kraj]

    @d.biskupa i Peter Pan

    Potraficie tylko krytykować, a nie doceniacie tego, że ktoś poświęca swój czas i pisze dla nas, czepiacie się każdego słowa, chodzące ideały.
    Sami coś napiszcie.
    Ja tam lubię czytać Abiekta i dziękuję mu za te wszystkie podsumowania.

  • Jakbyco

    [Re: To już jest inny kraj]

    Bardzo podoba mi się docenienie spraw nieoczywistych: wierzących homików, ludzi z małych miejscowości, niepokornych grzebaczy w mrowisku.

    Natomiast mam wątpliwość co do miejsca 4 – czy to „odzyskiwanie historii” ma naprawdę aż tak duży wpływ na środowisko LGBTQ i aż tak duże znaczenie dla nas? Większość ludzi ma takie sprawy głęboko w poważaniu…

  • Banan

    [Re: To już jest inny kraj]

    Odzyskiwanie historii jeszcze nie ma wpływu, ale będzie miało za chwilę. Zacznie się to od środowiska akademickiego, a potem zaleją nas popularyzatorskie publikacje. Musimy znać ‚swoją’ historię, ktoś to musi opracować, HomoWarszawa była przełomowa w tym.

  • Jakbyco

    [Re: To już jest inny kraj]

    Ale dlaczego „musimy” znać tą historię?

  • Peter Pan

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ gonia

    Kogoś kto posługuje się słowem i kto zamierza publikować swoje artykuły, obowiązuje pewna odpowiedzialność.
    Podając błędnie niektóre fakty (jak w poprzednim artykule), autor wprowadza w błąd czytelników. Nie każdy musi się znać na holenderskiej polityce, ale nie może się o niej publicystycznie wypowiadać ktoś komu się pieprzą wszystkie fakty.
    Ja bym po czymś takim opublikował sprostowanie i serdecznie przeprosił czytelników. Abiekt chce zatrzeć złe wrażenie zasypując nas kolejnymi artykułami. To też jest jakiś sposób.

  • gonia

    [Re: To już jest inny kraj]

    @Peter Pan

    wyraźnie widać, ze go nie lubisz, więc powiedz mu to osobiście, a nie na forum – może sam coś tu napiszesz, chętnie poczytam.

  • Abiekt

    [Re: To już jest inny kraj]

    -> chciałem docenić trud tych, którzy chcą odzyskiwać historię i to robią. Z doświadczenia wiem, że to bywa trudniejsze niż przygotowywanie kampanii społecznej. A czemu „musimy”? Ja bym powiedział, że powinniśmy – to kształtuje tożsamość. Choć wiem, że wiele osób nie ma takiej potrzeby i to jest dość dziwne.

    -> Ab Fab – pierwszą orgą zarejestrowaną była Lambda w latach już 90. (WRH nie został zarejestrowany i jego działalność jednak nie była jakoś przesadnie ważna globalnie), poważniejszy „organizycjny” wysyp to dopiero druga połowa lat 90, po rozpadzie Lambdy i jej reaktywacji. Uproszczenie może za duże.

  • Absolutely Fabulous

    [Re: To już jest inny kraj]

    „Ab Fab – pierwszą orgą zarejestrowaną była Lambda w latach już 90. (WRH nie został zarejestrowany i jego działalność jednak nie była jakoś przesadnie ważna globalnie), poważniejszy „organizycjny” wysyp to dopiero druga połowa lat 90, po rozpadzie Lambdy i jej reaktywacji. Uproszczenie może za duże.”

    No moim zdaniem za duże, szczególnie w kontekście tego, co piszesz o odzyskiwaniu historii oraz dość powszechnego niestety przeświadczenia, że przed KPH i Biedroniem (niczego im nie ujmując) to nie było już nic.
    Poza tym zauważ, że w tekście piszesz o „pierwszych organizacjach”, a nie o „pierwszych zarejestrowanych organizacjach”.

  • Peter Pan

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ gonia

    Wręcz przeciwnie. Doceniałem jego blog.
    Osobiście go nie znam, więc nie mam powodów aby go nie lubić.
    Mam natomiast alergię na dyletanctwo i denerwuje mnie ono za każdym razem, gdy się z nim stykam. Zarówno w artykułach prasowych jak i w internetowych.
    Jeżeli Tobie nie przeszkadza podawanie błędnych informacji to spoko. Polecam niektóre artykuły z prasy zachodniej, w których można się dowiedzieć, iż Auschwitz był polskim obozem, stolicą Słowenii jest Bratysława a Kraków leży w Rumunii. Ewentualnie polskie mylące gejów z pedofilami.

  • Ab Fab

    [Re: To już jest inny kraj]

    Ale podsumowuję ostatnie 10 lecie, nie od 89 roku, a w ostatnim dziesięcioleciu to wybacz ale dopiero w ostatnich dwóch-trzech latach inne grupy się pojawiły bardziej aktywnie. Dla mnie Lambda póki nie przyjechałem do Wawy nie istniała, KPH tak – to już o czymś mówi.

  • Absolutely Fabulous

    [Re: To już jest inny kraj]

    Wojtku,
    ja wiem, że podsumowujesz ostatnie dziesięciolecie. Niemniej jednak pierwsze organizacje pojawiły się 20 lat temu, nie 10. Zdanie, w którym piszesz o organizacjach, sugeruje, że w latach 90. nic się pod tym względem nie działo, co jest po prostu nieprawdą. Gdybyś to sformułował inaczej, to bym się nie czepiała, naprawdę.

  • Wendy

    [Re: To już jest inny kraj]

    - „Może to taki syndrom M. Jacksona, który śpiewał, że nieważne czy jest się białym czy czarnym, jednocześnie wydając miliardy na operacyjne wybielenie.” – na pewno, chociaż on głównie cierpiał na „Peter Pan syndrome” :)

  • [Re: ]

    To ja także „polecę w patos” (rehabilitując się częściowo – mam nadzieję – za częste kiedyś złośliwe komentarze): żadnego z Twoich tekstów, Wojtku, nie czytałem z tak wielką przyjemnością i uznaniem (co nie znaczy, że tej przyjemności dotąd nie odczuwałem)! Szczególne brawa za punkty 5 i 6 – a twarzą jedynki bez wątpienia jest właśnie Abiekt!

  • d.biskupa

    [Re: To już jest inny kraj]

    „a twarzą jedynki bez wątpienia jest właśnie Abiekt!”

    No wreszcie ktoś to napisał! Wrodzona skromność nie pozwoliła Abiektowi przyznać tego wprost. Zatrzymał się wpół słowa.

  • supertranny

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ Peter Pan

    jeśli ktoś mówi o jakiejś „bajeczce Butler” o nieistnieniu płci biologicznej itd. to mam nieodparte wrażenie, że nigdy Butler nie czytał (nawet po polsku). Ba! Nie czytał nawet Mizielińskiej :/
    co do trans (także w kontekście Butler a nie wbrew temu co pisze) podam ci prosty przykład:
    mur tez jest konstruktem co nie oznacza, że nie boli jak w niego walniesz.
    Na tym w kwestii wyjaśnień poprzestanę

  • Peter Pan

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ supertranny

    Chcesz mi wyjaśnić, że Butler uważa dyskursywne konstrukty za trwałe i nie wierzy w prostą wobec nich subwersję, tak ? Wiem.
    A co powiesz, jak ja Ci powiem, iż uważam, że ona przyjęła, że ,,trwałość” jest jedną z podstawowych cech kształtowanej dyskursywnie kategorii płci, ponieważ czuła, że właśnie w tym punkcie jej teoria jest najsłabsza ? Za każdym razem, gdy definiuje się jakiś dyskurs jako zły i podaje metodę jego zmiany, która jednakowoż jest do dupy, można powiedzieć, że dyskurs jest tak ,,trwały”, że metoda nie zadziała szybko albo nie zadziała wcale.
    Butler doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej pomysł ,,undoing gender” jest ryzykowny nawet w obliczu jej celów, bo może zamiast subwersją wobec dyskursu, zakończyć się jedynie cyrkulacją ról w ramach wyznaczonych przez niego granic.
    Toteż mówi, że w subwersję nie wierzy, bo dyskursywne kategorie są TRWAŁE. A to ci pech!

    A tak poza tym, supertranny:
    skoro kategorie ,,mężczyzna-kobieta” są trwałe jedynie mocą dyskursu (a nie biologii), to powiedz mi dlaczego transseksualiści odczuwają chęć zamiany jednej z tych kategorii na drugą a ja nie ? Z jakiego powodu ,,trwały konstrukt” płci jest dla osób trans mniej trwały ? Transseksualizm to jest po prostu jakiś wyższy stopień wtajemniczenia ?
    ,,Odmienność tkwi w każdym z nas” tylko ja nie czytałem Mizielińskiej ?

    P.S. Butler czytałem w całości. W przeciwieństwie do większości fanów ,,queerów”.

  • supertranny

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ Peter Pan
    mogę się z Tobą zgodzić poza kwestią niewiary w możliwość subwersji czy zmiany, tak kategorycznych sądów Butler nie wygłasza (chyba, że wyciągniesz coś z kontekstu, wtedy domyślam sie, że spróbujesz dowieść, ze jest inaczej). I gdzie tu bajeczka? Sam przyznales, że Butler podchodzi dosyć zdrowo do swoich pomyslów.
    Również ubolewam nad nikłą znajomością tematu nawet wśród jego zwolenników, czasem slyszę kuriozalne stwierdzenia z jednej i drugiej strony… (może w tym kontekście można mowić o bajeczkach). Ciesze sie, że czytałeś, szkoda tylko, że dochodzisz do tak uproszczonych wniosków.
    Wielu teoretyków trans czepiało sie Butler, że zrobiła z tsów płciowonormatywnych ultrasów w przeciwienstwie do tgów itd. Ja tego tak nie odbieram, podobnie jak nie uważam, że ts to wyższy stopień wtajemniczenia. Poniekąd sam odpowiedziałeś sobie na pytanie używając słowa „odczuwają,” dlaczego jedni czują sie na swoim miejscu, nie jestem telepatą więc nie wiem co kieruje wszystkimi transami. Generalnie nie wierzę, że mamy wielką wspólnotę emocjonalno-umysłową, naszą jedyną wspólnotą jest najczęściej fakt bycia trans (chociaz uważam, że to już aż nadto wystarczy by budować front wspólnych interesów) w takim czy innym stopniu więc nie podejmuję się bycia głosem społeczności (która w Polsce zresztą właściwie nie istnieje a szkoda). Nie wydaje mi się by dla trans „trwały konstrukt był mniej trwaly”,osobiście na co dzień balansuję między obijaniem się o niego a stwierdzaniem, że nie stanowi bariery, nie zawsze jestem w stanie przewidzieć kiedy które (co już samo dowodzi, na poziomie zwykłego, rzeczywistego doświadczenia, że z tą trwałością i stabilnością bywa rożnie). Sama Butler twierdziła, że nie nalega się tak bardzo na utrzymanie statusu quo jeśli nie wierzy się i nie obawia, że zmiana rzeczywiście mogłaby mieć miejsce.
    To nieco bardziej złożone niż Twoje próby postawienia kategorycznego werdyktu jak ma się kwestia trans do dyskursywności/naturalności płci.
    Best,
    A.

  • Peter Pan

    [Re: To już jest inny kraj]

    @ supertranny

    ,,Sama Butler twierdziła, że nie nalega się tak bardzo na utrzymanie statusu quo jeśli nie wierzy się i nie obawia, że zmiana rzeczywiście mogłaby mieć miejsce.”

    Dokładnie. I właśnie dlatego teorie Butler są beznadziejne, ponieważ jakby powiedział Popper, są ,,niefalsyfikowalne”.
    Teorią dyskursywności płci da się teoretycznie wyjaśnić wszystko a to czego się nie da, można zwalić nie na słabość teorii, tylko ,,trwałość” tego z czym walczy. I oczywiście każdy kto uważa, że walczy źle lub nie ma z czym walczyć jest kolejnym dowodem na to jak bardzo ta walka jest potrzebna.
    Jak w marksizmie : zaprzeczasz walce klasowej = jesteś wrogiem klasowym = istnienie wrogów klasowych potwierdza konieczność klasowej walki. I tak teoria legitymuje samą siebie.

    Co do transseksualizmu: rozumiem taką wizję, że społeczeństwo narzuca pewne normy, w których niektórzy nie mogą się ,,zmieścić” i widzę w tym problem.
    Jednocześnie twierdzę, że zdecydowanie istnieje uwarunkowana naturalnie kwestia tożsamości, która sprawia, iż niektórzy czują się z tą płcią, z którą się urodzili, dobrze a inni nie.
    Nie zapominaj, że ja nie tyle chciałem wygłaszać kategoryczne sądy na temat Butler, co kpiłem z powiedzeń typu ,,odmienność tkwi w każdym z nas”.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa