O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka

Kampania Przeciw Homofobii opublikowała niedawno nowe sprawozdanie – „Raport o homo-, biseksualności i transpłciowości w polskich podręcznikach akademickich”.

Raport składa się z czterech części – wstępu podpisanego przez Agatę Loewe oraz tekstów Karoliny Franke, dr Katarzyny Bojarskiej i Wiktora Dynarskiego. Nie chcę komentować go strona po stronie – chciałbym skoncentrować się raczej na wybranych kwestiach, które moim zdaniem powodują, że raport jako całość jest źle pomyślany i źle wykonany.

O gromadzeniu bibliografii słów kilka

Zacznę od oczywistości – dobry raport musi opierać się na solidnych podstawach, czyli na rzetelnie zebranej bibliografii. Jeśli przy zbieraniu materiałów nie zachowa się należytej staranności, będzie to negatywnie ciążyło nad całym opracowaniem, nawet jeśli do pracy nad materiałami wezmą się potem kompetentni eksperci. Jak wyglądało to w raporcie?

W celu zebrania podręczników akademickich poprosiliśmy wolontariuszy o wybranie się do bibliotek wydziałów nauk społecznych w swoich miastach i zrobienie przeglądu książek, w których pojawiały się wzmianki o homo- i biseksualności oraz transpłciowości. Ostatecznie napłynęło bardzo wiele fragmentów i kser różnego typu literatury – często pozbawionych bibliografii lub wyrwanych z kontekstu. Po wstępnej selekcji do analizy trafiło 27 publikacji poświęconych problematyce LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) i to na tych fragmentach eksperci skupili swoją uwagę (s.6).

Fragment ten skłania do postawienia kilku pytań. Po pierwsze, jaki rodzaj publikacji brano pod uwagę, czyli jakie publikacje uznawano za podręczniki akademickie? Po drugie, metoda przeprowadzenia kwerendy skłania do pytań, czy zgromadzone materiały nie są przypadkiem uznaniowe, chaotyczne i niereprezentatywne. Po trzecie – kwestie związane z jakością materiałów. Autorzy raportów sami bez oporów przyznają, ze zgromadzone „fragmenty i ksera” były często pozbawione bibliografii i wyrwane z kontekstu. Po czwarte, czy wolontariusze dysponowali metodologicznymi i technicznymi wytycznymi dotyczącymi zakresu i sposobu przeprowadzania kwerendy? Po czwarte, jakie materiały przekazano ekspertom?

Co to jest podręcznik akademicki?

Na postawione wyżej pytanie odpowiada na stronie siódmej raportu Karolina Franke. Teoretyczne definicje to jednak co innego, niż robocze rozumienie pojęcia, odzwierciedlające praktyczne decyzje związane z gromadzeniem materiałów. Innymi słowy, w pewnym momencie trzeba po prostu ustalić na gruncie praktycznym, które opracowania uwzględniać, a które odrzucić. Taka decyzja jest fundamentalna i warunkuje dalszy kształt przygotowywanego raportu bez względu na to, co napisze się w części teoretycznej.

Zajrzyjmy ponownie na stronę szóstą:

Warto zauważyć, że nie wszystkie podręczniki są podręcznikami stricte akademickimi – zanalizowane zostały również książki o charakterze podręcznika religijnego lub popularnonaukowe. Tym, co łączy wybrane pozycje biblioteczne, jest to, że są ogólnodostępne na uczelniach wyższych i każdy student lub studentka ma do nich dostęp.

Wynika z tego, ze podręcznikiem akademickim w rozumieniu raportu jest wszystko, co można znaleźć w wydziałowych bibliotekach. Wydaje się zresztą, że przyjętą tutaj kategorię „podręcznika akademickiego” stworzono post factum na podstawie nadesłanych materiałów, zamiast ustalić przed kwerendą, jakie konkretnie publikacje powinny być przedmiotem zainteresowania. Sugeruje to, że wolontariuszy „puszczono na żywioł”, zamiast porządnej kwerendy organizując pospolite ruszenie.

Rzut oka na bibliografię zdaje się potwierdzać te podejrzenia. Przestarzałe opracowania naukowe mieszają się tam z popularnymi poradnikami oraz publikacjami fanatyków religijnych, a gdzieś w tle przewija się jeszcze książeczka dla dojrzewającej młodzieży „O chłopcach dla chłopców” pióra Andrzeja Jaczewskiego z 1986 roku. Poradnik ten został zresztą awansowany w tekście Karoliny Franke na podręcznik akademicki:

Bardzo interesującą publikacją jest podręcznik akademicki Jaczewskiego „ O chłopakach [sic! – TN] dla chłopców” z 1986 roku (s. 10).

Zresztą, jeśli już omawiać podobne „podręczniki akademickie”, to warto zwrócić uwagę, że książeczka Jaczewskiego ostatnie wydanie miała w 2010 roku (wyd. PZWL). Może warto byłoby zdobyć aktualne wydanie, zamiast bazować na odnalezionej przez wolontariusza edycji sprzed 25 lat, i zobaczyć, o czym Jaczewski pisze obecnie?

Łatwo można dostrzec, że zebrane teksty są dobrane przypadkowo i nie tworzą systematycznego korpusu, który można by poddać rzeczowej analizie. Wszystkie te problemy skomentowała zresztą dr Katarzyna Bojarska (podkreślenia moje – TN):

Wśród publikacji skierowanych do recenzji treści najbardziej reprezentatywne dla współczesnych prądów w międzynarodowym piśmiennictwie akademickim i prezentujące bardziej nowoczesne ujęcia tematu LGBT zdawały się częściej zawierać polskojęzyczne przekłady współczesnych publikacji zagranicznych niż oryginalne prace polskich autorów. Jednak ze względu na uznaniowy dobór piśmiennictwa do analizy, nie można na tej podstawie poczynić miarodajnych uogólnień natury ilościowej, a w szczególności wyciągać wniosków o całkowitym braku prac polskich autorów reprezentujących najnowsze ujęcia. Takie prace nie zostały jednak skierowane do recenzji (s. 59-60).

Zastanawiam się przy tym, czy organizatorzy lub wolontariusze nie potknęli się w jeszcze jednym miejscu: czy zamiast gromadzić materiały ze wszystkich „podręczników akademickich”, nie skoncentrowali się nadmiernie na opracowaniach prezentujących treści homofobiczne. Ryzyko takie wynika bezpośrednio z niesystematycznego charakteru kwerendy.

Poetyka fragmentu

Jak zaznaczyli we wstępie autorzy raportu, jakość nadesłanych materiałów pozostawiała wiele do życzenia. Zapewne wynikło to z braku technicznych wskazówek dla wolontariuszy, lecz nie to jest tutaj zasadniczym problemem. Nawet jeśli pominąć kwestię uznaniowości materiałów, pozostaje pytanie, w jaki sposób można rzetelnie wykorzystać pozbawione bibliografii i wyrwane z kontekstu kserokopie, które nadesłali wolontariusze.

Jest rzeczą oczywistą, że takie fragmenty niekoniecznie muszą być traktowane jako gotowe materiały. Można uznać je za informację bibliograficzną: sprowadzić wskazane przez wolontariuszy książki z bibliotek, posprawdzać, uzupełnić, zweryfikować. Początkowo sądziłem, że tak właśnie zrobili twórcy raportu, jednak tekst dr Bojarskiej wyprowadził mnie z błędu (podkreślenia moje – TN).

W przypadku niektórych publikacji do recenzji skierowano cały materiał poświęcony problematyce LGBT, z innych – pojedyncze rozdziały, będące zaledwie częścią większej całości poświęconej temu tematowi, a z jeszcze innych fragmenty rozdziałów wręcz wyrwane z kontekstu. [...] Przykładowo, jeżeli przedmiotem analizy był zaledwie krótki fragment rozdziału – bez początku ani końca, to przy dokonywaniu analizy istniało ryzyko bezwiednego pominięcia istotnego komentarza odautorskiego, choćby dementującego lub krytycznego wobec treści omawianych na analizowanej stronie, mogącego znajdować się w tym samym rozdziale, lecz już poza zakresem analizy. [...]
Dlatego przy zapoznawaniu się z niniejszym raportem należy mieć na względzie, że zaobserwowane uchybienia i mocne strony analizowanego piśmiennictwa, decydujące o ocenie jego aktualności naukowej, dotyczą wyłącznie tych fragmentów, które były analizowane. [...] W jednym tekście mogło zostać zidentyfikowanych więcej uchybień merytorycznych niż w innym nie dlatego, że autorzy obu publikacji różnili się istotnie pod względem poziomu kompetencji merytorycznej, lecz dlatego, że do analizy trafił znacznie dłuższy fragment publikacji pierwszej niż drugiej. Dlatego wnioski powinny być wyciągane z dużą dozą ostrożności.
(s.17).

Innymi słowy, wygląda na to, że zebrane materiały nie były w żaden sposób weryfikowane czy uzupełniane. Na podstawie tekstu dr Bojarskiej można domniemywać, że ekspertom po prostu przekazano nadesłane urywki bez żadnych uzupełnień i sprostowań. Raport wzmiankuje jedynie o „wstępnej selekcji” nadesłanych materiałów, nie wiadomo jednak, kto tej selekcji dokonywał i na czym ona polegała. Co więcej, ze sformułowań raportu wynika, że eksperci nie mieli wpływu na sposób i metodę gromadzenia materiałów.

Tak krawiec kraje, jak mu materii staje

W tekście raportu wyraźnie widać, że eksperci nie za bardzo wiedzieli, jak pracować na takim fragmentarycznym i uznaniowym materiale z zachowaniem zasad rzetelności naukowej. Dr Katarzyna Bojarska i Wiktor Dynarski, próbując poradzić sobie z tą niejednorodnością, ujmują materiał w ramy określonego wcześniej schematu metodologicznego i poszukują w nim określonych prawidłowości. Jednak owa staranność o zachowanie rzetelności naukowej tym mocniej obnaża niedostatki samego materiału i błędy metodologiczne popełnione przy jego doborze.

Co gorsza, z analizy takiego zestawu publikacji nie można wyciągnąć zbyt wielu bardziej ogólnych wniosków, ponieważ są to książki różnych typów, które łączy jedynie miejsce przechowywania. Można oczywiście dostrzec w nich pewne powtarzające się zjawiska, ale nie wiadomo, do czego odnieść końcowe wnioski – do podręczników akademickich sensu stricto? Literatury religijnej? Poradników?

Wszystkie te problemy powodują, że w samym raporcie pojawia się szereg bardzo poważnych zastrzeżeń metodologicznych (część z nich była już cytowana powyżej), które podważają jego poprawność metodologiczną i wartość merytoryczną.

Czy naprawdę chodzi o biblioteki?

Kolejny problem to czas wydania analizowanych materiałów. Czy ma sens umieszczanie w raporcie dawno zdezaktualizowanych podręczników akademickich jedynie na tej podstawie, że zalegają one w bibliotece uniwersyteckiej? Autorzy raportu najwyraźniej nie wzięli pod uwagę, że w bibliotekach takie materiały gromadzą się po prostu z biegiem lat, ale niekoniecznie są wykorzystywane.

Problem nie polega na tym, że przestarzała książka stoi latami w rogu czytelni, a studenci i studentki mają do niej „swobodny dostęp” (swoją drogą moim pierwszym odruchowym skojarzeniem po przeczytaniu tego fragmentu raportu była wizja „zbioru zastrzeżonego”), tylko to, że materiały takie mogą być używane jako nadal aktualne. To jednak nie jest problem bibliotek, tylko osób prowadzących zajęcia i obowiązującego spisu lektur. Ciekawe zresztą, jak wiele starych homofobicznych książek leżało przez lata w zapomnieniu, dopóki nie sięgnęli do nich wolontariusze KPH w czasie swojej kwerendy.

Oddajmy – po raz ostatni – głos doktor Katarzynie Bojarskiej:

8. Problemem nie jest sama w sobie obecność na półkach uniwersyteckich bibliotek współczesnych publikacji akademickich o anachronicznej wymowie, przestarzałych publikacji naukowych sprzed kilkudziesięciu lat czy też publikacji wydawnictw religijnych [...], lecz co najwyżej bezkrytyczne z nich korzystanie w dobrej wierze przez osoby (studiujące lub będące pracownikami naukowymi) nieświadome ich przestarzałości, anachroniczności czy nienaukowości.

9. Wykonana analiza piśmiennictwa nie pozwala miarodajnie orzekać o tym, czy, w jakiej skali oraz w jakim celu jest ono zlecane do czytania studentom przez wykładowców lub wykorzystywane przez samych pracowników naukowych. Pośrednim wskaźnikiem bezkrytycznego traktowania anachronicznego piśmiennictwa jest powoływanie się w dobrej wierze przez niektórych rodzimych autorów nowszych prac na starsze polskojęzyczne publikacje zawierające anachroniczne lub nieaktualne treści(s. 60).

Jako początkujący historyk literatury dodam jeszcze, że książki zawierające takie przestarzałe brednie stanowią świadectwo czasów i mentalności, więc choćby z tego względu należy je przechowywać i udostępniać.

Na koniec

Mówiąc krótko: KPH wydało raport, w którym autorka największego rozdziału podważa (skądinąd bardzo słusznie) zasadność rozwiązań metodologicznych i wartość merytoryczną całości. To nie jest kwestia redakcyjna – ten raport niestety dosłownie miażdży sam siebie.

Tomasz Nastulczyk – doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Współpracuje z Centrum Badawczym Bibliografii Polskiej Estreicherów. Autor książek: „Z dziejów świadomości literackiej w Rzeczypospolitej XVII w. Przysłowia łacińskie w zbiorze Adagia Polonica Grzegorza Knapiusza (wybrane przykłady)” oraz „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Dwa wersety Pierwszego Listu do Koryntian w oczach Erazma z Rotterdamu i współczesnych komentatorów biblijnych”. Obecnie wraz z dr. Piotrem Oczką przygotowuje książkę o homoseksualności w kulturze staropolskiej.

Autorzy:

zdjęcie Tomasz Nastulczyk

Tomasz Nastulczyk

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 342; nazwa:

21 komentarzy do:O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka

  • [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    To przykre, że ten raport „miażdży sam siebie”. Tyle pracy poszło na marne…
    Z drugiej jednak strony, dziękuję Autorowi tego tekstu, że o tym napisał. Może KPH następnym razem przyjmie lepsze kryteria doboru tekstów.

  • trekker

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    @arc-en-terre: może…. a mozę też nie. Przypomnijmy że to nie pierwsza krytyka metodologii naukowej” KPH. Vide „Naznaczeni – mnijszości seksualne z Polsce Raport 2008 por redakcją Ireneusza Krzemińskiego” rozdz. 1. Sytuacja osób homoseksualnych w Polsce. Krytyczny przegląd dotychczasowych badań” :/

  • Rys

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    nie pierwszy to „raport” kph, ktory jest zbiorem luznych, propagandowo zredagowanych notatek…
    Jaka organizacja, takie dzialanie:(

  • jk

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    ja jednak uwazam ze praca KPH jes barzdo cenna i uwazam zarzuty autora tego tekstu za bezpodstawne. sam doswiadczam na APS jakei rzeczy sie przekazuje studentom i jaka literatura jest w roznych pedagogicznych bibliotekach w polskcih miastach gdzie korzystaja studenci. ona nie powinan sie w nich znajdowac bo takie miejsce ma sluzyc zdobywaniu wiedzy, a nie bredni.

  • piou

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Świetny tekst. Jakie to wszystko „polskie”! Nie pomyśleć, chaotycznie zabrać się do pracy, „na odwal się” wypuścić PSEUDOnaukowe dziadostwo, zmarnować pieniądze, narobić hałasu i stworzyć pozory działalności.

    Odpowiedzialni za tak spartaczony projekt powinni teraz oddawać fundusze z własnej kieszeni – tylko kto ich pociągnie do opowiedzialności? Może by tak ten tekst przetłumaczyć i wysłać do sponsorów? Na takie idiotyczne marnotrawstwo (deufradację?) dotacji mających służyć wspólnemu dobru powinien być paragraf!

  • jk

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    uwazam ze ksiazki ktore sa nieaktualne powinny zniknac z bibliotek. ich miejsce jest w magazynie albo w jakims dziale historycznym jako ciekawostka a nie na polkach z napisem psychologia czy seksuologia. to nie chodzi o tworzenie zbioru ksiag zakazanych ale wrecz przeciwnie – o tworzenie w bibliotekach zbiorow fachowej literatury

  • Markow

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Pan Nastulczyk chyba nie spelnia sie zawodowo i szuka troche dziury w calym.

  • piou

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    jk > być może w gminnych bibliotekach publicznych, mających parę tysięcy tomów, tak. Ale nie w bibliotekach uniwersyteckich, których funkcją jest archiwizowanie tekstów, a nie ich cenzurowanie i ocena. Jeśli student będzie chciał napisac pracę magisterską pt. „Dynamika dyskursu homofobicznego w latach 1945-1999) powinien mieć dostęp do pełnego spektrum tekstów.

  • Abiekt

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    jk – w skrócie: absurdalne
    Markow – taaa… bardzo merytoryczna krytyka…

  • Walpurg

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Gdy tylko przeczytałem rozdział napisany przez dr Bojarską, zapytałem sam siebie: to po co to w ogóle publikować? A kiedy dotarłem do „O chłopcach dla chłopców” ręce mi zupełnie opadły.

    Brawo za tę recenzję dla autora i Homików.

    Nie możemy zachwycać się czymś tylko dlatego, że to coś istnieje. Tworzenie raportów na podstawie przypadkowego i fragmentarycznego doboru materiału to absurd.

    Miejmy nadzieję, że ktoś sporządzi takowy w sposób metodycznie właściwy.

  • imię

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Abiekt pisze:

    „jk – w skrócie: absurdalne”

    ???

  • Maja

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Od praktycznej strony biblioteki mogłyby coś zrobić gdzie indziej. Moja na przykład (Uniwersytetu Zielonogórskiego) nie używa istniejącego przecież w języku haseł przedmiotowych hasła „mniejszości seksualne”, haseł „homoseksualizm” i „biseksualizm” używa cokolwiek chaotycznie, a nowoczesną, niefobiczną książkę poświęconą teorii Queer i badaniom nad LGBT ohasłowała „zaburzenia i dewiacje seksualne”. To po prostu zależy od poglądów ludzi, którzy siedzą w opracowaniu rzeczowym. Odkręciłam, ale jeszcze i mnie osobiście się dostało od chorych. :-/

  • krzsz1986

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Tego typu badania przeprowadza się w inny sposób. Trzeba było zapytać studentów, na jakich przedmiotach porusza się tematy związane z LGBT. Potem przejrzeć syllabusy i polecaną w nich literaturę.

  • d.biskupa

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Ale gówniane badanie. Wstydziłabym się pod czymś takim podpisać. Inna sprawa, że tę krytykę można było zawrzeć w jednym akapicie, zamiast pisać tak rozwlekle. Trzy wieczory się męczyłam z tym artykułem, zanim dotarłam do końca bez usypiania. Dlatego tylko Ksysio ubiegł mnie ze swoją roztropną sugestią.

  • Peter Pan

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    A ja doceniam autora artykułu i bardzo pochwalam fakt, iż zdecydował się go napisać.
    W gruncie rzeczy sprawa jest prosta. Niektórzy ,,działacze” chorują na całkowity zanik kontaktu z rzeczywistością. Objawy tej przypadłości są różne, w raporcie widać szczególnie dwa.
    Pierwszym jest tropienie ,,homofobii i heteroseksizmu” absolutnie wszędzie. Nie ma znaczenia czy książka została wydana 100 lat temu czy wczoraj, czy cytuje czyjeś sądy czy wygłasza swoje. Wszystko jeden ####. Zapala się lampka z napisem ,,heteronorma-heteromatrix-homofobia” i walkę czas zacząć.

    Drugim jest natomiast bezczelne przekonanie, iż na każde słowo KPH geje i lesbijki czekają jak na Mesjasza i można sobie wydać byle co a wszyscy i tak będą szczęśliwi.

  • Paweł

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Zgadzam sie całkowicie z opinią Tomasza Nastulczyka, autora tekstu, że „książki zawierające takie przestarzałe brednie stanowią świadectwo czasów i mentalności, więc choćby z tego względu należy je przechowywać i udostępniać.” Najnowsze amerykańskie wydanie książki Marka Twaina „Przygody Hucka Finna” zostało zmienione pod kątem tzw. poprawności politycznej. I tak obraźliwe słowo „nigger” („czarnuch”) występujące w tekście powieści aż 219 razy zastąpiono słowem „slave” (niewolnik). Podobnie postąpiono również ze słowem „injun” (rasistowskie określenie Indianina). Trzeba przypomnieć, że Mark Twain napisał powieść w roku 1884 i dziś należy ona do klasyki amerykańskiej literatury. Pisarz nie był rasistą, a jego książka w sposób satyryczny przedstawia podejście mieszkańców południowych stanów USA do niewolnictwa i rasizmu. Najnowsze zmiany w tekscie wywołały w Stanach burzliwą dyskusję. Niektórzy działacze KPH swoją nie zawsze przemyślaną działalnością przypominają niesławne „cioty rewolucji” i jedynie ośmieszają ideę walki o prawa dla „mniejszości seksualnych”.

  • teddy

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    a mnie lektura raportu powaliła… wlos się jeży na głowie, jakie bzdury wciąż znajdują się w polskich bibliotekach uniwersyteckich… a co gorsze, ciągle są używane przez niektórych wykładowców.
    Raport KPH to dobry wstęp do dalszego, bardziej pogłębionego badania.

  • Monika Czaplicka

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Raport ma błędy i niedociągnięcia i nie ulega to wątpliwości.
    Warto się jednak zastanowić czy ten raport ma być dowodem naukowym na istnienie homofobii w świecie naukowym czy raczej wskazówką, pewnym wykrzyknikom postawionym przy tezie, że homofobia jest powielana również na niwie naukowej.

    Uważam, że kwestia poprawności tych badań jest problemem takim samym jak zawsze – nie ma (i na razie raczej nie będzie) badań na tematy LGBTQ, które można uznać za prawidłowe, prawdziwe i kompleksowe. Niezależnie czy to Naznaczeni, Raport Lambdy i KPH czy tego typu badania zawsze będą problemy: brak respondentów, problemy natury metodologicznej, definicje, sposób zbierania danych – itd.

    Moim zdaniem nie należy aż tak przywiązywać wagi do tego jakie podręczniki (czy nie podręczniki) były w opracowaniu zawarte – chodzi raczej o pewien model tego jak homofobia jest wpisana w naszą socjalizację nawet na poziomie, który powinien wydawać się wolny od takich rzeczy.

    Poza tym – życie to życie.. goniące terminy, rozliczenia, problemy z wolontariuszami itp, itd – możemy kontemplować czy to wina organizacji, grantodawców czy nas wszystkich – wszak każdy z nas mógł wysłać jakiś przykład, prawda?

    Warto mieć świadomość ograniczeń i błędów tego raportu, ale ich istnienie nie wyklucza wartości tego tekstu.

    Na koniec, wiedząc jaki będzie efekt, zapraszam do pogłębienia tematu – jeśli ktoś byłby zainteresowany napisaniem takiego raportu – zapraszamy do KPH. Pomożemy znaleźć grant i stworzyć.

  • piou

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    „Poza tym – życie to życie.. goniące terminy, rozliczenia, problemy z wolontariuszami itp, itd”

    - Jak się z góry wie, że się czegoś porządnie i dokładnie nie jest w stanie zrobić, to chyba się lepiej do tego nie zabierać?

    – „możemy kontemplować czy to wina organizacji, grantodawców czy nas wszystkich – wszak każdy z nas mógł wysłać jakiś przykład, prawda?”

    - ależ jeden z głownych zarzutow, który Tomasz Nastulczyk stawia raportowi to ten, że przed przystąpieniem do kwerendy nie przemyślano metodologii i metod zbierania materiały!!! Gdyby „każdy wysłał jakiś przykład”, jak sugeruje Monika Czaplicka, dopiero byłby chaos i bałagan!

  • d.biskupa

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Haha, a ja właśnie zauważyłam, że ten raport nie ma autorów. Są autorzy poszczególnych (trzech) rozdziałów, ktoś się podpisał pod wstępem, ale do całości nikt się nie przyznaje.

  • Paweł

    [Re: O raporcie na temat podręczników akademickich słów kilka]

    Odnoszę wrażenie, że autor tej krytyki oczekiwał po raporcie cech rozprawy habilitacyjnej. Sugeruję, aby sam się do takiej pracy wziął, bo najwyraźniej sam świetnie wie, jak to należy zrobić. Życzę udanej kariery naukowej!

    Spora część komentatorów zapomina, że takie raporty mają zawsze charakter wstępny, są często pierwszym podejściem do tematu, próbą ujęcia, stanowią bazę do dalszej dyskusji, a nie finalne rozwiązanie zagadnienia. KPH nie jest naukową instytucją badawczą.

    Powyższa krytyka jest dla mnie klasycznie bezsensowna. Z całego tekstu nie można się dowiedzieć niczego o wnioskach, czy sugestiach zawartych w raporcie. Zero rozmowy z treścią reportu. Zwykłe przypierdzielanie się. Formalnie słuszne, ale niczego nie budujące. Przypomnę tu klasyczną polską fraszkę:

    Krytyk impotenta wierną fotografią. Obaj wiedzą jak, obaj nie potrafią…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa