Miód-malina cz.3

Tłumaczył: Zbigniew Lewandowski

Osoby dramatu:

Mik (Mikołaj) 33 lata
Jura 20 lat
Ofelia (Nadia) około 25 lat
Angel (Alosza) nieco ponad 20 lat
Gina (Sasza) od 30 do 40 lat
Damianek (Ilia) 18 lat
Maurycy (August Piotrowicz) około 50 lat

Akt drugi
Scena druga

Na scenę wchodzą Jura i Maurycy.
Maurycy – Wspaniale wyglądasz, mały. Najwyraźniej Moskwa ci służy. Pamiętam, kiedy pojawiłeś się w stolicy…
Jura – Najwyraźniej się dzisiaj wszystkim na wspominki zebrało…
Maurycy – Pamiętam, że chciałem cię odesłać z powrotem do domu. Byłeś taki nieokrzesany, nieobyty… Nie umiałeś nawet prawidłowo trzymać widelca!
Jura – Za to co innego trzymałem świetnie!
Maurycy – Owszem, w tym względzie mile mnie wówczas zaskoczyłeś… I nadal zaskakujesz…
Jura – Ty mnie też.
Maurycy – To może… poważnie porozmawiamy, mój mały.
Jura uśmiecha się i powoli kieruje ku wyjściu.
Jura – Najpierw odwiedzimy „Paradiso”!
Maurycy – Czy to konieczne? Nie możemy bez tego?
Jura – Nie!
Maurycy – Uciekniesz mi tam gdzieś…
Jura – Spoko! Nie bądź taki napalony.
Maurycy – Kręcisz mnie, mały… Daj choć niewielki zadatek…
Jura – Spokojnie! Najpierw tequila i zapiekane ślimaki.
Maurycy – Gdzie te czasy, kiedy wystarczało ci piwo i paluszki. Ach, Mik! Jakżeś ty popsuł tego chłopaka!
Jura – Pewnie tak, Maurycy. Ale przecież ty bardzo lubisz zepsutych chłopców o złych charakterach i ze sporym osprzętem w bokserkach. Prawda?
Maurycy – Oczywiście. Tylko nie lubię jak się mnie próbuje walić w rogi, synku. Jesteś mistrzem komedii, w której stale grasz z Mikiem, przy aplauzie licznej publiki. Ja nie lubię takich widowisk. Gdy zapukałeś do mych drzwi, przyjąłem cię. Więc czy to takie dziwne, że chcę coś w zamian?
Jura – (Po krótkiej chwili.) Babciu, a dlaczego masz takie wielkie zęby!?
Maurycy uśmiecha się nieco rozbrojony.
Maurycy – Dobrze, jedźmy! Niech mnie Bóg skarze za moje dobre serce.
Wychodzą.

Scena trzecia
Nocny klub „Paradiso”. Muzyka. Dyskotekowe światła. Mik wchodzi na scenę. W jednej ręce trzyma komórkę przy uchu, drugą ciągnie za sobą Ofelię. Ona stara się opierać, ale widać, że robi to trochę na pokaz.
Mik – (Do telefonu, radosnym głosem, ze szczerym wzruszeniem.) Halo, mama? Tak, to ja. Tak, u mnie wszystko w porządku. Co słychać w domu? No tak, wypiłem trochę, ale we własne urodziny chyba mi wolno… Znakomicie mi się powodzi… Co powiesz na to, że właśnie mam się zamiar ożenić?… Dlatego cię uprzedzam… Nadia. No pewno, że ci ją przedstawię… Co powiesz, jeśli wpadniemy na kilka dni, choćby jutro, samolotem?… Robota nie zając, nie ucieknie. Przez tych parę dni dadzą sobie radę bez dyrektora. Stęskniłem się za tobą, za domem… Zaraz zamówię bilety… Też cię kocham. Czekaj na nas!
Chowa komórkę.
Mik – Postanowione, jutro wylatujemy. Poznasz moją mamę. Jestem przekonany, że jej się spodobasz.
Ofelia – Boję się. Nikt nie przedstawiał mnie nigdy swej matce jako narzeczoną.
Mik bierze jej twarz w swoje dłonie.
Mik – Boże, jakim ja byłem idiotą. Gdzie ja wcześniej miałem oczy? Chociaż nie, nie chcę pamiętać niczego, co było wcześniej. Po prostu, nowe życie. Od dziś. Od tej chwili. Tylko ty i ja… Zapomnijmy o całej tej parszywej reszcie.
Ofelia się wreszcie uśmiecha.
Ofelia – Nigdy cię takim nie widziałam. Czy to naprawdę ty, czy mi się tylko zdaje?…
Mik – Naprawdę. Taki właśnie jestem. Oto ja, Mikołaj Kołtakow , nie żadna tam Mikoletta czy jeszcze paskudniej… Moja najmilsza, jak mi dobrze z tobą! Zrobimy tak… Zaraz zamówię ci taksówkę. Spakuj się, nie zapomnij o paszporcie i przede wszystkim wyśpij się, dziewczyno. Ja też się wyszukuję, zamówię bilety… I jutro rano podjadę po ciebie.
Ofelia – Mik, nie mogę uwierzyć, że to prawda. Ty naprawdę?
Mik – Absolutnie! Już zdecydowałem! Stanowimy piękną parę, na pewno spodobasz się wszystkim moim przyjaciołom.
Ofelia – Mik, nigdy cię nie zdradzę!
Mik – Tylko byś spróbowała!
Ofelia – Kocham cię.
Mik – (Obejmuje ją.) Kochana… Wszystko wiem… Wszystko wiem…
Wchodzą Angel, Gina i Damianek.
Gina – Nikoletta, a ty co? Orientację seksualną zmieniłaś? Ja pierdziu…
Mik – Tak! Żenię się!
Angel – Pełen czad!… Jasne, jestem jak najbardziej za. Będziecie żyć jak trzy siostry. Ty, Mik będziesz zarabiał kasę, Ofelia będzie gotowała i sprzątała, a piękny Jura będzie się wylegiwał na kanapie dla ozdoby. Fajny trójkącik się szykuje. Będę do was wpadał na dobre żarcie.
Mik – Nikt do nas nie będzie wpadał. Właśnie oświadczyłem się Nadii. Słyszycie! Oświadczyłem się! Jutro lecimy do mojej matki, aby poznała przyszłą synową. Zaczynamy nowe życie. I to całkiem na poważnie.
Gina – (Chwyta się za serce.) Koniec świata! Chyba się zastrzelę!… (Cicho do Angela.) O co tu chodzi? Jestem w szoku… Zwariował czy jak?
Angel – Weź przestań! (Klaszcze w dłonie.) No to jedziemy w te klimaty… Gorzko, gorzko!
Gina – (Z fałszywym uniesieniem.) Gorzko, gorzko, gorzko!…
Angel – A ty co tak stoisz jak słup? Pocałujesz ją w końcu?
Mik całuje Ofelię.
Gina – Gorzko! Gorzko!… Wszystkiego najlepszego na nowej drodze! O Boże!… (Ponownie chwyta się za serce.) Jaka wspaniała muzyka! Wszyscy na parkiet! Angel, kochaniutki, no zatańcz z ciocią…
Gina stara się objąć Angela, ale ten jej umyka i mocno, lubieżnie chwyta za ramiona Damianka. Mik tańczy z Ofelią, Angel z Damiankiem. Ginie pozostaje więc tańczyć samej. Kręci się w tańcu zbliżając do proscenium.
Gina – (Do sali, mocno poruszona.) No cóż? Nadia to wspaniała dziewczyna… Swoją drogą zawsze podejrzewałam Nikolettę, że jest utajoną heteryczką. A co ja mam biedna zrobić? Kocham się w Miku beznadziejnie już drugi rok… A on nawet o tym nie wie. Liczyłam nieraz, że jak się pokłócą z Jurą, to może mnie choć raz na otarcie łez zaliczy… Taki z niego przystojny, forsiasty, chłop… Ileż mi się on naśnił po nocach… (Płacze.) Wszystko przepadło… Boże, jaka ja jestem głupia… Jaka ja głupia… (Do siebie.) Co robisz, idiotko! Tylko bez sentymentalnych scen. No, dość już tego, dość… (Wyciera oczy. Nagle zaczyna jakiś para ludowy taniec, głośno śpiewając.) „Co to za gospodarz co nie ma chałupy, co to za dziewczyna, co nie daje… wina!”.
Scena czwarta
Pojawiają się Maurycy z Jurą. Mik zatrzymuje się, odsuwając Ofelię.
Mik – (Do Ofelii.) Zaczekaj chwilę…
Maurycy – (Rozkłada szeroko ręce na powitanie.) Mik!
Podchodzi i obejmuje go ceremonialnie, poklepując po plecach.
Maurycy – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, mój chłopcze.
Jura – (Głośno.) Maurycy, gdzie usiądziemy?
Maurycy – Spytaj kelnera, mały.
Gina – Maurycy! Co tam słychać w Hollywood?…
Maurycy – Witaj, moja droga!… Angel, mały potworze! Podejdź tu i pocałuj wujka…
Angel – A co będę z tego miał?
Maurycy – Zobaczymy… (Całuje Angela. Patrzy z zainteresowaniem na Damianka.) No poznajże mnie ze swoim młodym, czarującym kolegą!
Gina – To Damianek. Studiuje w konserwatorium!
Maurycy – Doprawdy? Wspaniały.
Gina – A to jest Nadia. Ma nicka Ofelia.
Maurycy – Co to jest ten nick? Zupełnie nie rozumiem tego internetowego slangu. Bardzo mi przyjemnie, madame!
Jura – Maurycy, siądziemy wreszcie?
Maurycy – Ja usiądę, synuś. A ty potańcz nam przy rurze, widzę, że jest chwilowo wolna.
Jura – Daj spokój. Już zupełnie zapomniałem jak to się robi…
Maurycy – No, nie daj się prosić. Zatańcz dla Mika na jego urodziny. Niech to będzie twój prezent dla niego.
Jura – (Z nieszczerym uśmiechem.) Ach, tak… na urodziny… No, jeśli dla niego…
Jura zaczyna tańczyć pośrodku sceny. Erotycznym gestem rozpina koszulę. Gina, Angel i Damianek patrzą na jego popisy. Mik i Maurycy podchodzą do przodu, na skraj sceny.
Maurycy – (Do Mika, patrząc na Jurę.) Ciągle jest bardzo piękny – te typy tak mają. Ostatnio byłem na daczy przewietrzyć ją nieco po zimie… Wyobraź sobie, motyle się już zbudziły z zimowego snu. Fruwały mi po salonie, naliczyłem ich chyba z pięć czy sześć. Zacząłem się zastanawiać, jaka wewnętrzna siła zmusza mnie do ich wyłapywania i wypuszczania przez okno. Przecież inne, bardziej pospolite robale zwyczajnie rozgniatam palcami, a motyli jakoś nie mogę… Wiem, że zginą w pierwsze majowe dni, kiedy to często jeszcze bywa zimno i mokro na dworze, a jednak je uwalniam, bo są piękne. Piękno, mój chłopcze – to wielka tajemnica. Oczyszcza nas i daje wewnętrzną moc niczym błogosławieństwo.
Ofelia powoli przybliża się do nich.
Mik – Widzę, że przygarnąłeś Jurę? Zanosi się na dłuższy romans, czy to tylko twój chwilowy kaprys?
Maurycy – Zadajesz niemądre pytania, Mik. Niemądre i niepotrzebne…
Mik – Czyżby?… Chciałbym wiedzieć, kiedy ten łajdak znów mnie zdradził i sprzedał się za parę wykwintnych drinków?
Maurycy – Po co te niepotrzebne słowa… Sprzedał się… Spójrz lepiej co dzieje się z klimatem i z nami. Przez globalne ocieplenie zaczynamy gnić. Teraz ludzie są jak grzyby w czasie nazbyt mokrego lata. Tylko wśród najmłodszych trafiają się jeszcze nie zepsute. A i tak często bywa, że zerwiesz takiego, otworzysz… A tam w środku widać już pierwsze symptomy zarazy. (Odwraca się w stronę Ofelii.) Dołączy Pani do nas, madame?
Jura schodzi z podwyższenia do tańca przy rurze.
Jura – (Do Maurycego.) Chcę się napić…
Maurycy – Naturalnie, mój śliczny. Mik, napijesz się z nami, nieprawdaż?
Mik – Nie, dziękuję. Już wychodzę.
Renard – Już? Jaka szkoda… Powodzenia, mój chłopcze. Miło było cię widzieć.
Mik – (Do Jury.) Wyjeżdżam z Moskwy.
Jura – Co mnie to obchodzi! (Do Maurycego.) Dla mnie baccardi z kolą. Poproś kelnera o menu. Mam ochotę na coś lekkiego.
Mik idzie szybko w stronę Ofelii. W pół drogi jednak zawraca i podchodzi do Jury.
Mik – Jesteś podłą, sprzedajną suką!
Jura – Masz za swoje, kutasie. Oko za oko…
Mik –Wal się, suko! Ja zaczynam wszystko od nowa! Całkowicie zmieniłem życiowe oprogramowanie, wcisnąłem wreszcie to cholerne „delete”! (Do Ofelii.) Chodźmy stąd!
Mik i Ofelia wychodzą. Gina i Angel przyłączają się do Maurycego i Jury. Damianek zamawia sobie przy barze drinka.
Jura – (Spoglądając na wszystkich.) Co im się stało?
Gina – E tam, wielkie mi halo!… Mikolettcie całkiem odbiło!…
Angel – Żeni się z Ofelią!.
Jura – Że co?
Gina – Sam nam uroczyście obwieścił tę nowinę. Jutro lecą do jego matki. A byście widzieli jak ją przy nas całował…
Maurycy – Mik zawsze uwielbiał wielkie gesty i teatralne pozy. Ale nie wykluczone, że to zrobi.
Gina – Jura, chciałam ci to już wcześniej powiedzieć… Ale mnie ignorowałeś, w ogóle nie odbierałeś komórki.
Jura – (Nie zwraca uwagi na słowa Giny. Do Maurycego.) No i gdzie moje baccardi?
Maurycy – Spokojnie, mój mały! Zaraz przyniosą.
Chwiejąc się nieco na nogach do towarzystwa dołącza Damianek, przynosząc ze sobą dwie pełne szklanki.
Damianek – (Zwraca się do Jury.) To dla pana. Chcę się z panem napić…
Wyraźnie zdenerwowany Jura odsuwa niechętnym gestem rękę Damianka z oferowanym drinkiem. Gina natomiast podtrzymuje go, bo młodzieniec wyraźnie chwieje się na nogach. Zabiera mu szklanki.
Gina – No proszę, dziecina urżnęła się, aż miło… Złap mnie pod pachę, mały.
Damianek – Wcale nie jestem pijany! Puść mnie… Chcę z nim wypić, za brak miłości. Ale byłem naiwny… Prawdziwej miłości nie ma… Tu pośród was wyzbyłem się wszelkich złudzeń… Każdy chce tylko wydymać, a potem rzucić… Faceci to podłe świnie…
Angel – (Zabiera szklankę z rąk Giny.) Głupi jesteś! Trzeba się umieć sprzedać jak najkorzystniej… Sprawić, żeby, kuźwa, przebierali nogami, zboczeńcy. Słowem, trzeba z nimi krótko.
Maurycy – (z pobłażliwym uśmiechem) Zaprawdę powiadam wam, że jeden spośród was mnie sprzeda! Angel, naczynie wszelkiego zła, dlaczego mącisz w głowach tym maluczkim?
Angel – Mówię jedynie, że miłość to pic na wodę i że ją tylko o kant dupy…
Gina – Łatwo ci mówić! Ja, jak się zakocham, to dostaję maślanych oczu i głupieję do reszty…
Maurycy – Jak zauważył książę de La Rochefoucauld, miłość potrafi nawet mądrego człowieka całkiem zwieść na manowce.
Jura – Co wy tu pieprzycie o jakiejś miłości. Można jej zrobić «delete» i finito. To na 90 procent tylko biologia.
Gina – (Patrząc na niego z goryczą.) Nigdy nie mam dość siły na to twoje « delete »…
Maurycy – No, no, Jura, a to ciekawe ! A co z pozostałymi dzisięcioma procentami ?
Jura – To własna duma. Trzeba się po prostu wysoko cenić.
Angel – No ty już dawno przekroczyłeś w tej mierze wszelką skalę…
Jura – I dobrze! Z moją urodą mogę sobie na to pozwolić.
Damianek – (Pijany usiłuje siąść na podłodze.) A ja wam powiem prawdę o was! Wszyscy jesteście tylko zwyczajnymi klaunami… Nie ma w was nic prawdziwego… Ani krzty naturalności! Sam puder i róż !
Angel – (Przedrzeźnia go.) Sam puder i róż! Jesteście tacy podli! Odchodzę!
Maurycy – Moi kochani ! Dość tych akademickich dyskusji, które do niczego nie prowadzą. To nie na nasze słabe głowy. Proponuję się po prostu napić…
Nagle pojawia się Mik. Trzyma w ręce szklankę.
Mik – Za nowe, szczęśliwe życie !
Angel – O kurna !… Mikoletta.
Mik – (Do Damianka.) Podejdź tu, mały ! Wypijemy bruderszaft!
Damianek – A ja i tak pana… ciebie… pocałuję. Bez żadnego bruderszaftu.
Obejmuje Mika za szyję i całuje.
Maurycy – Mik, mój chłopcze, wystarczy już na dziś tych twoich gestów. A małemu nie należy już więcej polewać…
Damianek – Co nie polewać ? Chcę i będę pił ! I śpiewał będę… A nawet zatańczę…
Damianek podchodzi do rury i nieudolnie próbuje swych sił jako tancerz. Jura odwraca się do Mika.
Jura – Kiedy skończysz z tą maskaradą?
Mik – Masz uśmiech bazyliszka… Że też wcześniej tego nie widziałem ! Boże, co za kawał gnoja z ciebie…Co ja w tobie widziałem?…
Jura – Jeszcze raz powiesz « gnój », a dam ci w mordę.
Mik – Gnój !
Jura wali go pięścią w twarz. Zaczynają się bić. Gina z Angelem rozdzielają ich.
Gina – Boże! Boże! Co wy robicie?… Jura, Jura… Boże, co się z wami porobiło ?
Mik – (Wycierając krew z ust.) No jak… Ulżyło ci?
Jura – Spadaj!…(Nagle wyciąga rękę w stronę jego twarzy.) Poczekaj, krwawisz… Słuchaj, ja nie chciałem tego wszystkiego… To zupełnie nie tak… Kurwa, Kołtakow, czemu mnie tak dręczysz i poniżasz?!…
Mik – Nie wiem, Jura ! Sam już nie wiem, za co ja cię czasem tak nienawidzę, że mógłbym zabić…
Jura – A ja wiem ! Ty po prostu zupełnie przestałeś mi wierzyć. Zupełnie przestałeś, Mik.
Mik – A wiesz dlaczego? Bo jesteś podłą szmatą. I ja przy tobie też stałem się szmatą… Wyciągnąłem cię z bagna, ale tyś to bagno przywlókł za sobą… prosto do mego domu… do mego łóżka.
Jura – Aż tak mnie nienawidzisz ?
Mik – Sam siebie nienawidzę ! Powinienem wtedy, u Maurycego, gdzie cię poznałem, wyskoczyć przez okno i spieprzać, gdzie pieprz rośnie.
Jura – To ja powinienem wtedy wyskoczyć. (Pauza.) I kochać cię nie powinienem… Ale jakoś nie potrafię… Daj mi w pysk, abym krwawił tak jak ty.
Mik podnosi rękę, ale łapie go za nią Gina.
Gina – Boże, co wy nagle tacy wyrywni, potwory jedne! Aż żal na was patrzeć…
Damianek siada na podłodze i zaczyna płakać.
Damianek – (Poprzez łzy.) Życie jest podłe! Życie jest podłe! Życie jest do dupy!
Wszyscy otaczają Damianka. Powstałe zamieszanie wykorzystuje Maurycy, bierze pod pachę Angela i wychodzą po angielsku. Mik i Jura podnoszą Damianka i także opuszczają z nim lokal. Na scenie pozostaje tylko Gina.
Gina – (Krzyczy za nimi.) Dojadę do was, spoko wodza!… (Sama do siebie.) Spoko wodza… Oni się akurat mną przejmują… Tyle co zeszłorocznym śniegiem. (Płacze.) Ech, życie, podłe życie… znów jesteśmy tylko we dwójkę, kochaniutkie. (Ociera łzy i zaczyna się rozgladać po sali.) Maurycy to szczwany lis. Jak mu jeden chłoptaś ucieknie, to od razu pociesza się drugim… Nie to, co ja, durna pinda. Naczytałam się zbytnio harleqinów i uwierzyłam w te pierdolone bajki o miłości…A póki co, niczego ciepłego w ustach nie miałam… Są tu jeszcze na sali jacyś kowboje do wzięcia? Jeden mi tam, zdaje się, majaczy w mroku… Ech, pustki tu, straszne pustki… Trzeba iść do domu, a nie szwendać się po próżnicy…(Kieruje się w stronę drzwi.Śpiewa na odchodnym.) « Posłuchajcie ludzie opowiem wam jak było/ jak się we mnie zakochał pewien pan artysta/szłam ulicą, wieczorem. Niosłam bułki i pasztet/
Przed wystawą stanęłam/ a on z boku tak nadszedł. Długo nawet to mi się nie przyglądał/ tylko z miejsca powiedział…Gioconda.
Czy wyglądam jak Gioconda? Nie wyglądam!” (Macha ręką i opuszcza scenę.)
Wychodzi.
Scena piąta
Ta sama scenografia co na początku spektaklu – łóżko zarzucone zmiętą pościelą, a wokół na podłodze porozrzucane części garderoby. Dzwoni komórka. Mik po omacku szuka jej po podłodze. Znajduje.
Mik – No cześć… Dochodzę do siebie… Na jakich rybach?… W klubie… A co tam w robocie? (Wstaje z łóżka i idzie do kuchni.) Faktury poszły, to dobrze… Tak, koniecznie zaproponuj ten wariant. Spoko… Zadzwoń potem do mnie. Będę czekał.
Szumi ekspres do kawy. Mik napełnia gorącym, czarnym płynem dwie filiżanki.
Mik – Ruchy, ruchy, ruchy…
Jura pojękuje pod kołdrą.
Jura – Umieeeeeeram… Wody!
Mik przynosi butelkę wody mineralnej. Jura podnosi się i pije chciwie. Następnie pada z powrotem na pościel.
Jura – Boże… Dlaczego mnie wczoraj nie odstrzeliłeś?
Mik wraca do kuchni, robi kanapkę, nalewa jeszcze jedną filiżankę kawy i wraca z tym do pokoju. Jura odrzuca kołdrę. Okazuje się, że obok niego w łóżku leży Damianek. Ten ostatni siada w pościeli, obiema rękami ściska sobie głowę.
Mik – Jak się macie, chłopcy?
Jura – Mam kaca giganta.
Mik – Zjesz coś?
Jura – Nie… Zabierz to, zabierz, bo się porzygam…
Mik – (Je kanapkę.) A ja tam bym zjadł konia z kopytami.
Jura – (Wyciąga rękę i usiłuje przewrócić Damianka z powrotem na pościel.) Po stracie cnoty, aż mu piegi wyskoczyły na plecach!
Damianek uwalnia się z rąk Jury.
Jura – Mik, on zaraz rzygnie !… Wal z nim do kibla !…
Damianek rzuca się w kierunku łazienki.
Mik – Biedak. Trzeba go było wczoraj odesłać jednak do domu…
Jura – Zaraz tam biedak. Dostał to, o co usilnie prosił.
Jura zwiesza się z łóżka i szuka po podłodze swej komórki. Znajduje ją i wybiera numer.
Mik – Do kogo dzwonisz ?
Jura – Do Giny, żeby piwa przywiozła.
Mik – Nie musi. Sam zaraz pójdę do sklepu.
Mikowi nagle coś się przypomina. Spoglada na zegarek. Chwyta za komórkę. Stłumiony dzwonek odzywa się spod skłębionych kołder.
Jura – (Wyciąga komórkę spod kołdry.) Co to jest ?
Mik – A niech to diabli… Dawaj to…
Jura – Co dawaj ? Czyj to aparat ?
Damianek wraca z łazienki.
Jura – (Pokazuje mu komórkę.) To twoja ?
Damianek – Nie.
Mik – (Do Damianka.) Jak się czujesz, lepiej ci już ? Zaraz pójdę do sklepu. Przyniosę piwo i coś na kaca.
Damianek – Pojadę do domu.
Mik – Połóż się, w takim stanie nigdzie nie pojedziesz. Zaraz wrócę.
Mik wkłada kurtkę. Jura cały czas usiłuje się dodzwonić do Giny.
Jura – No cześć, mamuśka ! Ledwo co oczy otworzyłam. Nie, nie jestem sama. Obok mnie leży Damianek. Tak, jest u nas. Dokładnie, dziś w nocy stracił dziewictwo. Dalej, przyjeżdżajcie. Tylko nie zapomnijcie kupić piwa po drodze…
Damianek siada na pościeli. Patrzy tępo przed siebie.
Mik – (Do Jury.) Po coś ich tu wszystkich sprosił ?
Jura – A bo co ?
Mik – Nic. Mam już dość patrzenia każdego dnia na wciąż te same pyski.
Jura – Co się miotasz ? Piwo przyniosą ! Maurycy ich przywiezie autem.
Damianek – Wkurza mnie to twoje pieprzenie: stracił dziewictwo…
Jura – (Obejmuje Damianka ręką za szyję.) Kochana, zostałaś wreszcie prawdziwą pedałką.
Mik – A w ogóle jak wczoraj trafiliśmy do domu ?
Jura – Zupełnie nic nie pamiętasz ?
Mik – Absolutnie ! Mam białą plamę w mózgu…
Jura – Jak się chlało koniak już od rana, to trudno nie mieć białej plamy. A pamiętasz w ogóle, że chciałeś się żenić ?
Damianek – (Stara się podnieść z łóżka.) Pójdę już… Muszę do domu…
Jura – Siadaj na dupie, młoda i nie marudź. Zaraz przywiozą piwo.
Rozlega się dzwonek do drzwi. Mik idzie otworzyć.
Jura – Boże, już są ?Piorunem się uwinęli !
Wchodzi Ofelia z walizką.
Ofelia – Cześć. Chciałam najpierw zadzwonić, ale musiałam chyba wczoraj zostawić u ciebie komórkę… Pomyślałam więc, że przyjadę… (Zauważa Jurę i Damianka.) No i jestem…
Mik – Wybacz, ja też do ciebie nie zadzwoniłem…
Ofelia – No tak…Widzę, że trochę nie w porę przyszłam…
Zbiera się do wyjścia.
Mik – (Zatrzymuje ją.) Poczekaj…
Ofelia – Mik, wszystko w porządku. Rozumiem. Boże, na co mi to wszystko było… Wyszłam, jak zawsze, na zwykłą idiotkę!…
Jura – (Powoli podnosi się z łóżka.) Chyba za moment zwyczajnie ocipieję ! Zwaliła się już z bagażami !
Mik – (Stara się przytrzymać Ofelię za rękę.) Poczekaj, chciałem tylko… Teraz dopiero sobie przypomniałem…
Jura – (Podchodzi do nich.) Mik, myślałeś, że tak po prostu z geja zamienisz się w heteryka? Że wystarczy tylko parę razy palcami pstryknąć ? O taką głupotę to cię naprawdę nie podejrzewałem. Ludzie, zaraz zdechnę ze śmiechu !…
Mik – (Do Jury.) Zamknij się ! To nie jest twoja sprawa !
Ofelia – Mik, nie trzeba… Sama jestem sobie winna… Głupszej ode mnie próżno by ze świecą szukać… Proszę, puść mnie !
Mik – To wyłącznie moja wina… To przez to moje chlanie i brak…silnej woli…
Jura – Dosyć tego ! Nie widzisz jej chytrej gry ? Ona robi wszystko, aby stać się ofiarą, a z nas zrobić oprawców !
Mik – (Do Jury.) Zamkniesz się wreszcie ?
Jura – (Do Mika.) Durniu ! Czy nie widzisz, że jej chodzi tylko o to, abyśmy wyszli na potwory, a ona na dziewicę orleańską, boską męczennicę. Aż trzy w jednym: wiara, nadzieja i miłość !
Mik – (Do Jury.) Stul pysk !
Jura – Tak ? Może za chwilę usłyszę: ty podła suko ?! Nie krępuj się ! Wal ! Czekam !
Mik – Nawet nie czujesz, jaki jesteś w tej chwili wstrętny. Jak mam cię dość… Jakże ja nienawidzę całego tego, pożal się Boże, podłego życia !!!
Drzwi otwierają się na oścież. Wchodzą Gina i Angel.
Gina – (Śpiewa.) Jak dobrze wstać skoro świt/ Jutrzenki blask duszkiem pić.
Angel – (Śpiewa.) Nim w górze tam skowronek zacznie tryl/ Jak dobrze wcześnie wstać dla tych chwil.
Gina i Angel – (Śpiewają razem.) Gdy nie ma wad wspaniały, piękny świat/ Jak dobrze wcześnie rano wstać wiosną lat.
Gina – (Niosąc przed sobą siatkę z piwem w butelkach.) Mikoletta, weź to ode mnie. Chyba sobie obie ręce oberwałam… A na tego drania, jak zwykle, nie można liczyć.
Angel – Mam zwichnięty obojczyk i nie wolno mi dźwigać. O, widzę, że drużyna już w komplecie. Czyja to walizka?
Wchodzi Maurycy.
Maurycy – Mik, mój chłopcze, niestety, ale koło twego domu w ogóle nie można zaparkować… Ledwo się wcisnąłem między dwa fordy. (Patrzy po zebranych.) O, widzę, że się pogodziliście! (Przyjacielsko poklepuje Mika po plecach.) Ja zawsze powtarzam, że grunt to zgoda… O, pani Ofelia też tutaj… Madame… (Ceremonialnie całuje ją w rękę.)
Angel – Czyja to walizka? Przyjechał ktoś czy co?
Jura – (Zakładając kurtkę.) Ofelia do nas przyjechała. Z całym dobytkiem. Za mąż wychodzi. A my wszyscy jesteśmy tu zupełnie niepotrzebni, tylko przeszkadzamy gospodarzom. Teraz będzie tu mieszkać prawdziwa rodzina z usmarkanymi dziećmi i pomidorową z makaronem na obiad. Maurycy, przygarniesz mnie na parę dni, dopóki nie znajdę sobie jakiegoś kąta na mieście?
Angel – Kuźwa, znowu się zaczyna…

Jura otwiera walizkę Ofelii i całą zawartość wysypuje na łóżko. Otwiera szafę i zaczyna wrzucać do walizki swoje rzeczy.
Gina – Jura, możesz zamieszkać u mnie! Matce powiem, że jesteś moim kolegą z pracy. Ucieszy się. Bardzo lubi gości…

Mik siada na łóżku.

Mik – Mam już dość, jestem już tym wszystkim zmęczony! Odejdź, jak masz odejść!
Jura – (Kontynuując wrzucanie swych ubrań do walizki.) To ja mam już dość! Przyznaję, przez cały czas byłem twoim utrzymankiem. I ciekawe czy tak łatwo znajdziesz sobie drugiego? Bo nikt za darmo nie pójdzie z tobą do łóżka. Myślisz, że tak przyjemnie było mi patrzeć na twoją zapijaczoną, obrzydłą gębę. Znosić twój cuchnący oddech, kiedy pijany stękałeś na mnie i przez dwie godziny nie mogąc dojść… I nie myśl sobie, że ona leci na ciebie! Podobają się jej wyłącznie twoje, pieniądze, mieszkanie i samochód. Tylko to ją kręci, a nie ty, naiwny durniu…

Gina – (Cała roztrzęsiona.) Jura, uspokój się, pomogę ci. Daj tę walizkę… Zaraz zadzwonię do mamy i uprzedzę, że przyjedziemy…

Damianek powoli podnosi się z pościeli i kieruje w stronę łazienki.

Ofelia – Mik!… Wierzysz mu jeszcze?… Po tym wszystkim, co się stało? Czyż nie widzisz, że on odgrywa przed tobą kolejną komedię?

Maurycy – No, no, no! Zaczyna być ciekawie!…

Ofelia – Specjalnie doprowadza do takich awantur, aby cię mieć w garści… Już dawno powinieneś wyrzucić go z domu! Czy nie masz już dosyć tych jego wiecznych histerii i całego tego cyrku? Czyżbyś nie widział jak on tobą manipuluje?
Jura – (Innym tonem, cicho.) Coś ty powiedziała?
Ofelia – Dobrze wiesz, że odgrywasz tutaj swój tani, podły spektakl. Po mistrzowsku potrafisz wywołać w Miku poczucie winy, abyś mógł robić co chcesz i aby uchodziło ci to bezkarnie. Już dawno cię przejrzałam. Znowu spodziewasz się, że Mik będzie spełniał wszystkie twe kaprysy – przynosił śniadanie do łóżka, wybaczał zdrady i dawał pieniądze. Do perfekcji nauczyłeś się wykorzystywać jego słabe strony. On się, biedny, kaja przed tobą za swe rzekome winy, a ty po cichu kpisz sobie z niego i jego naiwności. Wiesz kim jesteś? Jesteś zakłamanym, podłym i leniwym rozpustnikiem. Żyjesz na jego koszt nie dając mu nic w zamian. Mik, czyżbyś tego wszystkiego nie widział? Popatrz, jakie on ma zimne, gadzie oczy! Ja oddałabym ci wszystko nie oczekując niczego w zamian… A on… Jesteś dla niego tylko źródłem dochodu i gwarancją utrzymania. Gdyby tylko znalazł sobie kogoś bogatszego, od razu by cię rzucił. Tacy jak on nie są zdolni do miłości!

Pauza.

Jura – Skończyłaś już? Widzę, że też doskonale rozgryzłaś wszystkie jego słabe strony!
Ofelia – Ja kocham Mika takim, jakim jest!
Jura – (Pochylając się nad nią, cicho.) A skąd ty możesz wiedzieć jaki on jest? Przecież ty go sobie całkowicie wymyśliłaś. Biedny gej. Muszę go przytulić i ogrzać swym kobiecym ciepłem”. Znajdź sobie do opieki jakiegoś inwalidę bez rąk i nóg, siedzącego na wózku. I dopieszczaj go od rana do wieczora, abyś mogła się czuć niczym matka Teresa. Mik nie potrzebuje wózka, ani siostry miłosierdzia. On potrzebuje mnie z moją niewyparzoną gębą, plugawym językiem i z moim… tyłkiem! A nasze kłótnie nic nie znaczą, bo jak mówią: co dzień poróżni, to noc pogodzi. A kiedy kładziemy się do łóżka, to czujemy że jesteśmy dla siebie stworzeni. I to jest dla niego i dla mnie prawdziwa miłość!

Pauza. Z łazienki wychodzi Damianek. Z dłoni kapie mu krew. Pierwsza zauważa to Gina.
Gina – (Przerażona.) Jezus Maria!…
Mik – A niech to diabli!
Angel – A ja coś czułem, że to się tak skończy.

Wszyscy obstępują Damianka. Ten słabnie. Angel nie pozwala mu upaść, kładzie go na łóżku.

Angel – Kto to tak nieudolnie tnie sobie żyły? Pewnie jakimś tępym kawałkiem szkła…
Gina – O Boże, Boże!… Nie mogę patrzeć na krew!
Ofelia – Trzeba wezwać pogotowie…

Mik przynosi bandaże.

Mik – Nie ma potrzeby… Zaraz go zabandażuję. To tylko nieco większe zadrapanie.
Jura – (Przynosi z łazienki nóż.) Naszymi tępymi nożami trudno sobie zrobić krzywdę…
Ofelia – Wszystko jedno, trzeba wezwać lekarza.
Gina – Zabiorą go do psychiatryka i zarejestrują jako niedoszłego samobójcę!
Ofelia – Teraz już tam nie zabierają.
Gina – Jesteś pewna? A jeśli go jednak zabiorą? Naplują chłopakowi w życiorys.

Damianek szybko odzyskuje świadomość.

Damianek – Przepraszam, nie chciałem tego zrobić… Jakoś tak nagle mnie naszło… Kiedy zobaczyłem krew, potwornie się przeraziłem… Boże, zapaskudziłem wam pościel… Przepraszam… Błagam was, nie zadręczajcie się tak nawzajem? Nie jesteście wcale tacy źli, jak wam się wydaje… Czuję się tak, jakbym rąbał przez pół dnia drewno. Wy też mi wyglądacie na mocno zmęczonych…

Maurycy – Słyszycie? Mały ma rację!… Nie męczmy dłużej naszych drogich gospodarzy. (Do Damianka.) Mój dobry znajomy jest szefem prywatnej kliniki. Zawiozę cię tam, na wszelki wypadek niech cię obejrzą specjaliści.
Damianek – Nie trzeba… Pojadę do domu. Nic mi nie jest…
Maurycy – Ani słowa więcej ! Nie pojedziesz metrem w takim stanie.
Angel – Kuźwa, wódki bym się napił! Aby to wszystko odreagować !
Gina – Prawdę mówiąc, ja też ! Cała chodzę z tego wszystkiego… A może by tak skoczyć do « Cafe Maks » ? Zajrzeć na czat ?…
Angel – Czasem nawet mądrze gadasz !.
Damianek – Wiecie, zdołowała mnie myśl, że ludzi łączy tak naprawdę tylko zwierzęcy seks. I nic więcej. A muzyka, poezja, sztuka i duch to tylko blef na otarcie łez… Z moją kosmiczną wyobraźnią poczułem jak rośnie mi sierść i pazury. Straciłem wiarę w sens życia… Powiedzcie, że to nieprawda, że najważniejsze są uczucia i dusza ! Zwłaszcza dusza ! Nieśmiertelna, prawda ?
Maurycy – (Pomaga mu się podnieść.) Musisz się, mały, nauczyć patrzeć na świat i rzeczy z większego dystansu. Porozmawiamy o tym w samochodzie. (Żegna się.) Na nas już pora. Do widzenia państwu. Mik, jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin…
Damianek – (Odwracając się w strone Mika.) Wybacz mi… Wszyscy mi wybaczcie.
Mik – To ty mi wybacz. Stało się,co się stało. Nie tak miało być.

Maurycy wychodzi w towarzystwie Damianka. Pozostali idą w ich ślady. Słychać jak Gina z Angelem śpiewają : «Nie kochać w taką noc to grzech/Gdy sercu serca brak/Bez tego pusty dźwięk ma śmiech/I wino traci smak».
Mik stoi pośrodku sceny. Jura kładzie się na łóżku i włącza notebooka. Zaczyna szybko stukać po klawiaturze.

Jura – Śliczny Boy cały czas nie daje ci spokoju. Chce koniecznie wpaść do nas w gości… (Po chwili.) Dlaczego za nią nie poszedłeś ? Przecież jesteś jej narzeczonym…
Mik – (Kiwa ironicznie głową.) Ale śmieszne !
Jura – A jeśli to wszystko, co mówiła o mnie, to prawda ?
Mik – Ty powinieneś to wiedzieć najlepiej !
Jura – (Wzruszając ramionami.) Ja wiem swoje, ona wie swoje. (Znowu klika.) Damianek chyba zadurzył się w tobie po uszy. Tylko dla ciebie odegrał tu całe to przedstawienie…
Mik – Wyłącz ten cholerny komputer.
Jura – A ty podaj mi papierosy.
Mik – Jura, przecież wiesz (Podnosi nieco głos.) że, nie znoszę, kiedy rozmawiając ze mną, masz oczy wlepione w monitor !
Jura – No dobra już, dobra, wiem.
Mik – Za chwilę rozwalę to przeklęte urzadzenie…
Jura – (Spokojnie.) To rozwal.
Mik – Albo cię uduszę…
Jura – (Tym samym tonem.) To uduś…
Mik – Kocham cię, wstrętny łobuzie…
Jura – (Kontynuuje klikanie.) Ja ciebie też. (Klika dalej.) No więc co mam odpisać Ślicznemu Boyowi ?
Mik rozkłada bezradnie ręce.
Mik – Wiesz, nie mam jakoś ochoty na piwo… Napisz mu, żeby przyniósł dwie butelki wina. Tak! I koniecznie czerwonego…
Jura szybko klika po klawiaturze, stukot klawiszy staje się coraz głośniejszy.

Koniec

***

Na deser – komentarz autorki:

Olga Pogodina-Kuzmina – dramaturg, autorka sztuki „Miód–malina
Zachodnioeuropejskie podejście do gejów i lesbijek wydaje mi się mocno niewłaściwe. Mianowicie proponuje im się włączenie w uporządkowany system reguł socjalnych kierujących uporządkowanym życiem zachodnich społeczeństw, nie ograniczając ich w żadnej dziedzinie, także jeśli chodzi o przywileje należne tradycyjnej rodzinie. Także u nas, w Rosji czyni się pierwsze, nieśmiałe próby „oswajania” środowisk gejowskich i lesbijskich, sugerując im styl życia na modłę heteroseksualnej większości hołdującej konserwatywnym wartościom. Protestuję przeciwko takiemu podejściu do sprawy, w obronie mniejszości seksualnych. Musimy wreszcie zrozumieć, że w gejach i lesbijkach nie ma ani niczego „anielskiego”, ani niczego „diabelskiego”. To są tacy sami ludzie jak cała reszta społeczeństwa. Oczywiście, jak my wszyscy, są bardzo różni w swej indywidualności, z licznymi wadami i słabościami, ale też wieloma talentami i wysokiej próby umiejętnościami. Tacy właśnie są bohaterowie mojej sztuki.

15 komentarzy do:Miód-malina cz.3

  • Peter Pan

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Tak się zastanawiam : Czy ta wspaniała autorka jest znana komuś więcej niż sobie, bliskiej rodzinie i homikom.pl ?

    Poza tym, biorąc pod uwagę poprawność polityczną i feministyczną tego portalu, zdziwił mnie opis tej pani jako ,,dramaturga”.
    Liczyłem co najmniej na ,,dramaturgę” a może nawet na ,,dramaturżkę”. Ponieważ jednak nie jest łatwo zamienić ten patriarchalny wyraz na odpowiedni, proponowałbym na początek inny : grafomanka.

  • Czytelniczka

    [Re: Miód-malina cz.3]

    @Peter Pan, zauważyłam, że ty komentujesz wszystkie materiały, które się pojawiają w tym portalu. Nie byłbyś sobą, gdybyś nie przyczepił się także do autorki sztuki. Wygooglowałam sobie tę Pogodinę i wyczytałam na rosyjskim portalu, że właśnie ta jej sztuka grana jest na deskach jednego z moskiewskich teatrów eksperymentalnych. I ludzie kupują na ten spektakl bilety. Z tym, że wszystkie role (męskie także) grają aktorki, a nie aktorzy. Jak powiedział reżyser spaktaklu, zdecydowano się na ten zabieg dla złagodzenia gejowskich scen erotycznych (namiętne pocałunki) i innych wynurzeń bohaterów – gejów. Rosyjski widz mógłby nie nie wytrzymać całej tej „gejowszczyzny” na scenie w wydaniu aktorów – mężczyzn. Wyczytałam też, że sztuka jest tłumaczona na j. francuski i j. niemiecki. Rozejrzyj się więc trochę po świecie, a dopiero potem wydawaj swoje jedynie słuszne sądy.

  • Peter Pan

    [Re: Miód-malina cz.3]

    @ Czytelniczka

    Moje sądy są moje a nie jedynie słuszne.
    Ja sobie też wpisałem to nazwisko, ale do google.com i alfabetem łacińskim.
    Nie znam rosyjskiego.
    Zauważyłaś, że moja wypowiedź miała formę pytania ? Domyślałem się, że ktoś kto zna rosyjski znajdzie coś więcej.

    Natomiast, skoro już o tym mówimy : jeżeli drukuje się tekst autorki z innego państwa, w Polsce nieznanej, to warto zrobić jakąś notkę na jej temat. Tu napisano dwa słowa i zacytowano jakąś dziwaczną wypowiedź tej kobieciny. Skąd, więc biedny czytelnik ma się domyślać, że ma do czynienia z prawdziwym Czechowem w spódnicy ?

  • Tomasz Szóstek

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Peter Pan – żałosny jesteś.

  • krzsz1986

    [Re: Miód-malina cz.3]

    „Zachodnioeuropejskie podejście do gejów i lesbijek wydaje mi się mocno niewłaściwe. Mianowicie proponuje im się włączenie w uporządkowany system reguł socjalnych kierujących uporządkowanym życiem zachodnich społeczeństw (… ) sugerując im styl życia na modłę heteroseksualnej większości (…) Protestuję przeciwko takiemu podejściu do sprawy, w obronie mniejszości seksualnych.”

    Kolejna przeciw asymilacji, za „emancypacją”? ;) Plus za szczerość. Przynajmniej do razu wiem, że mamy odmienne poglądy.

  • Peter Pan

    [Re: Miód-malina cz.3]

    O, chyba autor absolutnie najgorszego artykułu z tego portalu (wzruszenia kanadyjskie) zaszczycił mnie swoją krytyką ;) )
    Fajnie !
    Tomaszek, pozdrów ode mnie Montreal Canadiens !!!
    Tymczasem ja pozdrawiam Ciebie.

    Sven

  • Tomasz Szóstek

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Peter Pan – wyjdź na spacer, odpocznij :)

  • Paweł

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Ja przeczytałem tę kolejną część sztuki od początku do końca i mi się bardzo podoba. Podejrzewam, że wy tu, kłócący się bardziej między sobą, aniżeli o sztukę, nie przeczytaliście tego tekstu, bo z lenistwa nie czytacie niczego co ma objętość większą niż jedna kartka wydruku A-4.

  • krzsz1986

    [Re: Miód-malina cz.3]

    @ Paweł

    Nieprawda. Czasem czytam więcej. Ale nie z monitora, tylko jak sobie wydrukuję. Myślicie, że warto?

  • krzsz1986

    [Re: Miód-malina cz.3]

    „Z tym, że wszystkie role (męskie także) grają aktorki, a nie aktorzy. Jak powiedział reżyser spektaklu, zdecydowano się na ten zabieg dla złagodzenia gejowskich scen erotycznych (namiętne pocałunki) i innych wynurzeń bohaterów – gejów.”

    ŻENADA!!! Po co wystawiać sztukę o gejach, skoro męski pocałunek uznaje się za gorszący? Wychodzi na to, że dwóch cmokających się mężczyzn to zbyt wiele, za to laski wyglądające na lesbijki mogą się migdalić na scenie, ile wlezie. Ruskie porno… Ble! Dlaczego zamiast przeprowadzać seksmisję nie zrezygnowano ze zbyt śmiałych scen?

  • Peter Pan

    [Re: Miód-malina cz.3]

    @ Paweł

    Mylisz się. Nie mam w zwyczaju komentować czegoś czego nie przeczytałem.
    Cieszy mnie, że podobał Ci się utwór pani Kuzminy. Biorę też pod uwagę, że się mylę i że za 20 lat pani Kuzmina będzie tak znana jak Pielewin albo Jerofiejew a ja spalę się ze wstydu, że nie rozpoznałem jej talentu.
    Nie wiem tylko czemu zakładasz, że ktoś komu jej utwór się nie podobał z pewnością go nie czytał.
    Aż takie to rewelacyjne ?

    @ Tomasz Szóstek

    Liczyłem na to, że jako Kanadyjczyk wytłumaczysz mi się jakoś z tego, że Montreal ostatnio tak ostro dostał w dupę od Philadelphia Flyers ;) ) A ty mi o spacerze piszesz. Tu jest teraz 22.00 i zima. Nie bardzo mi się chce ;)

  • Peter Pan

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Krzsz ma rację. Jak chciała być odważną skandalistką i łamać tabu (co by się w Rosji bardzo przydało) to powinna była to zrobić jak należy. Tymczasem pomyślała chyba, że będzie skandalistką, ale tylko troszkę. To mi się wydaje konformistyczne.

    Oczywiście, ktoś kto lepiej się zna na Rosji niż ja, może powiedzieć, że w tamtych warunkach inaczej się zrobić nie dało. Ale ,,szokowanie” damsko-damskimi pocałunkami przecież tam już było w wykonaniu Tatu.

  • krzsz1986

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Nie wiem, czy to „wina” autorki czy reżysera. Nie wnikam, choć podejrzewam, że za tą decyzją mógł stać mężczyzna. W każdym razie, jeśli mają grać w tym tylko kobiety, to klapa.

  • Prawie Gina

    [Re: Miód-malina cz.3]

    Boże, Miód – Malina jest rewelacyjny. Sam mam w sobie coś z tej chyba najbardziej wyrazistej postaci jaką jest Gina. Widzę ją na scenie w pstrokatym stroju, trochę przegiętą, niekochaną choć nie potrafiącą żyć bez miłości, nieco naiwną, otwartą na otoczenie i chyba dobrą, choć to dzisiaj jest akurat najmniej ceniona cecha charakteru. Niech to ktoś wystawi, wbrew klechom, zakłamaniu społeczeństwa i całemu temu kołtuństwu. Ludzie będą walić drzwiami i oknami. Jedni żeby opluć i wyrazić swoje „święte oburzenie”, inni, aby się zachwycić. Zakładam, że wsród tych opluwających kołtunów będą się trafiać także i geje niezadowoleni z takiego właśnie pokazania ich życia i ich świata. Bo przecież my? My jesteśmy piękni, czyści moralnie, inteligentni, kreatywni i nie można nam nic zarzucić.

  • Soniasonia

    [Re: Miód-malina cz.3]

    @krzsz
    W Japonii 90% przedstawień z wątkami gejowskimi to adaptacje mang w wykonaniu zespołu Takarazuka, słynącego z tego, że aktorami są wyłącznie kobiety.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa