Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny

Polski teatr jest lepszy od kina, bo jest homoseksualny – takie słowa wypowiedział Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego, w rozmowie z Jasiem Kapelą i Katarzyną Górną, która ukazała się na stronie Krytyki Politycznej. Nowak tak argumentuje swoją tezę:

Tłumaczę to przez kontrast. Polskie kino jest heteroseksualne, maczystowskie. Łatwo można to zauważyć na planie filmowym, wszyscy są poubierani w paramilitarne ciuchy, testosteron króluje. Skutkuje to tym, że polskie kino jest bardzo niedobre, nie ma luzu. Kamera w polskim kinie jest fiutem po prostu. I to kino jest fiutem robione. Są tam eksploatowane wszystkie męskie stereotypy, podczas gdy w polskim teatrze homoseksualizm jest metodą kwestionowania całego porządku społecznego, jest rewolucyjny. Poza wszystkim raport profesora Burszty o uczestnictwie w kulturze mówi wprost, że odbiorcami kultury w Polsce są kobiety, młodzież i geje. Burszta mówił o młodzieży i kobietach, ale że geje też, to wiem skądinąd. DHM, czyli dorosły, heteroseksualny mężczyzna do teatru nie pójdzie. Albo pójdzie, żeby zaimponować kobiecie.
www.krytykapolityczna.pl

Ta teza wydaje się ryzykowna, ale skoro stoi za nią wybitna osobowość, nie będę kwestionował jej słuszności. Już nasze propozycje przedstawione do głosowania wewnętrznego przez opublikowaniem ostatecznej ankiety na najważniejszą sztukę dekady pokazały, że w teatrze polskim „dzieje się” sporo. Naliczyliśmy około czterdziestu spektakli, w których pojawiły się wątki homicze, a przecież wśród nich są wielkie dzieła o homoseksualnej tematyce, weźmy choćby sztuki Warlikowskiego, Lupy czy Wojcieszka.

Jak zatem wyglądała ostatnia dekada w polskim teatrze rozpatrywana pod kątem homiczym? Wydaje mi się, że trafnie klimat intelektualny i emocjonalny oddadzą krótkie charakterystyki trzech najbardziej wpływowych osób w teatralnym światku ostatniej dekady.

Maciej Nowak

Pierwszy z nich, wspomniany na początku tekstu, został uznany przez tygodnik „Polityka” w ubiegłym roku za najbardziej wpływową osobę polskiego teatru. Nowak wsławił się także poprzez głośną sprawę związaną z pozbawieniem go funkcji dyrektora Teatru Wybrzeże, motywem nieoficjalnym zwolnienia miała być sesja zdjęciowa naszego bohatera wykonana dla pisma „Lifestyle”, w której wpół rozebrany pozował obłożony parówkami. Głośna stała się także wypowiedź Doroty Stalińskiej, która powiedziała, że koło Nowaka kręci się pełno „chłopaczków”. Oczywiście był to atak podsycony homofobią, gdyż nie od dziś wiadomo, że Maciej Nowak jest gejem.

Nowak to wielka osobowość, a przy tym – można chyba tak powiedzieć – postać medialna, ceniony specjalista od gastronomii, często brylujący w towarzystwie. Jako dyrektor Teatru Wybrzeże postawił na młodych twórców – co zostało docenione, jak dyrektor Instytutu Teatralnego ma z kolei wpływ na kreowanie nowych dyskursów, choćby poprzez odczyty, publikacje, działalność artystyczną czy naukową Instytutu. Jednym z przykładów jest cykl konferencji „Inna Scena” dotycząca tożsamościom seksualnym i płciowym w dramacie i teatrze.

Maciej Nowak nie raz nas jeszcze zaskoczy i wprowadzi niejedną rewolucję w teatrze. Wypowiedź cytowana na początku niniejszego tekstu na pewno przejdzie do historii.

Krystian Lupa

Jest najwybitniejszym żyjącym polskim reżyserem teatralnym, wielka osobowość i geniusz, a do tego… choć zabrzmi to bardzo pretensjonalne wobec niekwestionowanej wielkości artysty – autorem głośnego coming outu sprzed kilku lat, co z kolei nie pozostało bez wpływu na społeczny odbiór osób LGBTQ. Wówczas tak skomentowaliśmy tę informację:

Waga tego wyznania polega chyba głównie na tym, że o swojej nie-hetero orientacji powiedział człowiek dojrzały, o ugruntowanej pozycji społecznej, jeden z najważniejszych żyjących polskich twórców w klasie „poważne”, a nie młody celebryta czy twórca w szeroko rozumianym nurcie „pop”. Niczego nie ujmując wadze innych coming outów, bo przecież mają dla nas wszystkich ogromne znaczenie i zawsze wymagają wielkiej odwagi (choć nie powinny, ale gdzie nam, społecznym troglodytom, do mentalności ukochanego -znienawidzonego Zachodu) – to wyznanie jest szczególne.

Dziękujemy, choć nie powinniśmy.
homiki.pl

Spektakl Lupy „Factory 2” został wytypowany w naszej ankiecie podsumowującej ubiegłą dekadę w kategorii „Najważniejsza sztuka 10-lecia”.

Krzysztof Warlikowski

Wspaniały reżyser, który wywrócił do góry nogami teatr w Polsce. Biorąc pod uwagę jego początki z lat 90., minione dziesięciolecie wyraźnie zdominował. Nawet symbolicznie – gdyż „Oczyszczonych” i „Anioły w Ameryce”, dwa chyba najwybitniejsze spektakle wprost odnoszące się do osób LGBTQ, dzieli niemal cała dekada. W rozmowie z Małgorzatą Domagalik tak wypowiadał się reżyser na temat „Aniołów w Ameryce”:

Sprawiła to chociażby pewna bezpośredniość bólu, który Kushner jako homoseksualista pokazał: strach przed AIDS, cały jego nowojorski świat. W pewnym momencie Maciej Stuhr (grający jedną z głównych ról) rozmawia przez telefon z matką i mówi, że jest w Central Parku, a ona pyta: „Co ty robisz w tym Central Parku?”, „Patrzę”, „A co tam jest do oglądania nad ranem? Wróć do swojej żony, zadzwoń do mnie z domu”. On mówi: „Patrzę i muszę ci coś powiedzieć. Jestem homoseksualistą”.

Potem zadał pytanie: „Czy ojciec mnie kochał?”, „Co to za pytanie, wracaj do domu, do żony, nie będziemy o tym rozmawiać”, „No to, mamo, muszę ci coś powiedzieć, jestem homoseksualistą”, następuje cisza w słuchawce, długo nic. I on krzyczy to drugi raz, że jest homoseksualistą, ona mówi do niego, że porozmawiają o tym później, jak wróci do domu. Cała ta scena, czym ona może być dla Polaka? Nikt tego lepiej nie potrafił napisać – o kobietach, które mogły przeżyć to samo co ta bohaterka Kushnera, i o chłopakach, którzy to samo czuli.
www.styl.pl

Choć wspomniany spektakl swoją premierę miał stosunkowo niedawno, warto pamiętać o innych przedstawieniach reżyserowanych przez Warlikowskiego, które Jacek Kochanowski określił jako „teatr-pęknięcie”. Oddajmy zatem mu głos: Teatr-pęknięcie dzięki swojemu statusowi podwójnej negacji rzeczywistości, dzięki balansowaniu na granicy nicości i „życia”, znaczenia i bezsensu, mowy i milczenia/bełkotu, może podejmować próbę wypowiadania tego, co niewypowiadane. (…) Zadaniem teatru-pęknięcia jest burzenie spokoju poprzez wskazywanie ceny, jaką za ów spokój musimy płacić poprzez wskazywanie na to, że „spokój wewnętrzny” to stan całkowitego sukcesu normatywnej konkwisty (Jacek Kochanowski, „Teatr jako pęknięcie” [w:] A. Adamiecka-Sitek, D. Buchwald (red.), „Inna scena. Ciało, płeć , pożądanie. Tożsamość seksualna i tożsamość płci w polskim dramacie i teatrze”, s. 29).

***

„Pęknięcie” to także doskonała metafora na określenie tego, co wydarzyło się w teatrze polskim w ostatnim dziesięcioleciu. Spoglądając z perspektywy innych dziedzin sztuki, widać, jak dobrze poradził sobie teatr z oswojeniem tematów LGBTQ. To, co dla reżyserów stanowiło wyzwanie artystyczne, ciekawy temat, a być może kierowali się także misją społeczną, dla kina zostało obojętne.

Zobaczmy zatem najciekawsze momenty teatralne ostatniej dekady (kolejność według ankiety):

1. „Oczyszczeni”, wg S. Kane, reż. K. Warlikowski, TR Warszawa 2002 – O tym spektaklu Jacek Kochanowski pisał w kontekście niemożliwości spełnienia się miłości nienormatywnej, dodając – „jakiejkolwiek nienormatywnej”. Tinker, bohater sztuki, stopniowo odcina sobie członki, począwszy od ust, by nie wypowiedzieć miłości, skończywszy na genitaliach, by – i znów sięgnijmy do doskonałej interpretacji Jacka Kochanowskiego – „zniweczyć możliwość przełamania tabu męsko-męskiego seksu” (op. cit., s. 26). Tyle językiem queerowych analiz. Spektakl ten na długo zapisze się w annałach. Dodatkowo na uwagę zasługuje głośna rola tancerki erotycznej w wykonaniu Stanisławy Celińskiej, której zdjęcia, gdy tańczy skąpo odziana, stały się emblematem spektaklu i „zgorszenia”, na jakie narażał społeczeństwo Krzysztof Warlikowski czy w ogóle Teatr Rozmaitości (pamiętacie Poniedziałka jako nagiego Hamleta?). Dlaczego ta sztuka jest ważna? Dlatego, że niejako stanowi najwybitniejszą realizację „obrazoburczych” inicjatyw teatralnych (a zarazem zamykająca ten okres), które swoją śmiałością obyczajową, zwłaszcza w obszarze tego, co nieheteronormatywne, dokonały przełomu w polskim teatrze. Tak zmasowanego uderzenia nie było ani w kinie, ani – do czasu „Lubiewa” Witkowskiego – w literaturze. Po tym przedstawieniu Warlikowski zyskał miano reżysera „wybitnego” – jak go zaczęła oceniać krytyka teatralna.

2. Cokolwiek się zdarzy, kocham cię, P. Wojcieszek, TR Warszawa 2005 – Tym razem bohaterkami są lesbijki Magda i Sugar, które padają ofiarą homofobii. Oprawcą jest brat jednej z dziewczyn, który przedstawiony został jako narodowiec. Nomen omen jest żołnierzem, wraca z „misji” w Iraku i przemocą usiłuje zaprowadzić nowe porządki w domu. Oczywiście odnosi się to związku Magdy i Sugar. Spójrzcie na rok premiery – wówczas Lech Kaczyński zabronił Parady Równości, do głosu dochodziły coraz bardziej narodowo-katolickie ugrupowania, co skończyło się najmroczniejszymi rządami w III RP. Spektakl Wojcieszka z jednej strony reaguje na homofobię i ksenofobię, przypomina nam nastroje ówczesne, a z drugiej staje się wielką apoteozą miłości homoseksualnej.

3. Darkroom, wg R. Jeger, reż. P. Wojcieszek, Teatr Polonia 2006 – Znów Wojcieszek, tym razem w Teatrze Polonia Krystyny Jandy, i znów wielki hit z Rafałem Mohrem w wybitnej kreacji geja, który musi skonfrontować się z narodowo-katolickim ultrasem. Chwilowo bez miejsca do spania zantagonizowani bohaterowi zmuszeni są do wspólnego spania na jednym łóżku – jak to się skończy – sami wiecie. Janda w swoim teatrze postawiła na sztuki lżejszego kalibru, „Darkroom” był o tyle istotny, że zwiastował ten repertuarowy trend. Za chwilę przekonacie się, dlaczego Teatr Polonia, obok TR Warszawa, stanowi ważny homiczy i kulturalny punkt na mapie Warszawy.

4. Patty Diphusa, wg. P. Almodovara, reż. M. Ogrodzińska, Le Madame/Teatr Polonia/OCH Teatr, 2006 – Ewa Kasprzyk w roli podstarzałej gwizdy porno. Pierwowzorem postaci była bohaterka felietonów Almodovara, a krytyka pisała o aktorce, że zagrała w kolejnym filmie hiszpańskiego reżysera, który nie został zakręcony. Z sentymentu do Le Madame, gdzie były grane pierwsze spektakle, wypada o tym pamiętać.

5. Anioły w Ameryce, wg T. Kushnera, reż. K. Warlikowski, TR Warszawa 2007 – To był bodaj najważniejszy spektakl roku 2007, co jest fenomenem zważywszy na stricte homiczą tematykę. Dla mnie pierwszoplanową rolę odgrywała tematyka życia i umierania chorych na AIDS i homofobiczna polityka końca lat 80. w USA, co oczywiście przeplatało się z rozterkami tożsamościowymi bohaterów. Dużym zaskoczeniem okazał się Maciej Stuhr, który dołączył do obsady wybitnych aktorów TR Warszawa.

6. Rafalala Show, wg. Rafalali, reż P. Schramm, Centrum Artystyczne Montownia, Warszawa 2007 / reż. M. Powalisz, Teatr Polonia 2008 – Kolejny fenomen, barwna osobowość, której kreację Paweł Leszkowicz, autor albumu poświęconego sztuce gejowskiej „Art Pride” (wyd. Abiekt) – zaliczył do sztuki parformansu. Spektakl ten nie był za dobry, będę szczery, zwłaszcza że poprzedzony został projekcją genialnego filmu artystki „I Bóg stworzył transwestytę”, który trudno przebić. Rafala jednak zasłużyła na miejsce w finałowej dziesiątce, gdyż stając się osobą publiczną, zwróciła uwagę na problemy osób trans (np. brak możliwości oddania głosu w wyborach), a przy tym jest autentyczna w tym, co robi. Jej ekspresja „uliczna” jest też pozytywnym przykładem na to, by być sobą.

7. Factory 2, wg. K. Lupy, reż. K. Lupa, Teatr Stary, Kraków 2008 – Lupa, po prostu. To wystarczy za komentarz (również odnośnie do czasu trwania spektaklu). Tym razem reżyser wziął na warsztat swoje fantazje o pracowni Andy’ego Warhola, który przyciągał rozmaite osobowości, zwłaszcza te wychodzące poza heteronormę. Poza tym każda krakowska (w założeniu: odbywająca się w innym mieście innym niż Warszawa) inicjatywa teatralna jest warta odnotowania, zwłaszcza jeśli realizuje ją najwybitniejszy polski reżyser.

8. Miss HIV, reż. Maciej Kowalewski, Le Madame 2005, Teatr Polonia/Och-Teatr 2009 – Hmmm, na stronie Teatru Polonia, który spektakl przyjął (podobna historia do sztuki z udziałem Ewy Kasprzyk, od Le Madame po teatr Jandy), można wyczytać, że po obejrzeniu przedstawienia zrobisz będziesz chciał/a zrobić sobie test na HIV. W takim kontekście można reżyserowi przyklasnąć, zwłaszcza że wnętrza Le Madame doskonale stwarzały atmosferę dla tego dość ryzykownego spektaklu. Nie wiem, jak sztuka sprawdza się w teatrze, można będzie się przekonać od stycznia w OCH-Teatrze prowadzonym przez Marię Seweryn. Duży plus za zaangażowanie świetnej aktorki Ewy Szykulskiej.

9. Berek, czyli upiór w moherze, wg M. Szczygielskiego, reż. A. Rozhin, Teatr Kwadrat Warszawa 2009 – Paweł Małaszyński w roli geja. To już sporo, że czołowy przystojniak swojego pokolenia nie boi się artystycznych wyzwań. Dobry wzór do naśladowania dla innych aktorów. Powieść Marcina Szczygielskiego okazała się bestsellerem, więc treść mniej więcej znacie. Niestety, biletów na ten spektakl nie udało mi się zdobyć. Fanki i fani „Magdy M.” nie odpuścili takiej okazji. I słusznie. To świetna droga, by poprzez komedię pokazywać, że homoseksualista i babcia w moherowym berecie (znów Ewa Kasprzyk) nie muszą stać po obu stronach barykady i mogą znaleźć wspólny język. O to nam przecież chodzi.

10. T.E.O.R.A.M.A.T., wg. P. P. Pasoliniego, reż. G. Jarzyna, TR Warszawa 2009 – Wreszcie Jarzyna, czyli kolejny z najważniejszych reżyserów ostatniej dekady. Spektakl jest oparty na filmie „Teorema” Piera Paolo Pasoliniego, czyli czołowego obrazoburcy swoich czasów, a przy tym wybitnego reżysera. Aneta Kyzioł tak pisała w „Polityce” o spektaklu: Perfekcyjne wcielenia członków wyższej klasy społecznej. Niespodziewany gość (Sebastian Pawlak), młody mężczyzna, zmusi każdego z członków rodziny do poszperania we własnym wnętrzu, uświadomienia sobie nieprzyjemnych prawd i zadania niewygodnych pytań: o system wartości, o powody duchowej pustki, samotności, o rolę Boga w ich życiu, o lęki. (…) Spektakl Jarzyny przesuwa akcent na członków rodziny, poddając wiwisekcji świat wartości późnego kapitalizmu, którego są beneficjentami, a który właśnie na naszych oczach wchodzi w wielki kryzys.

Wybraliśmy drogą głosowania 10 propozycji z niemal czterdziestu przedstawień, które odnotowaliśmy na potrzeby selekcji do podsumowania. To naprawdę oszałamiająca liczba. Chociaż również warto zaznaczyć, że być może przemawia przeze mnie perspektywa warszawskiego widza, który ma do wyboru szeroki repertuar: od ambitnego TR poprzez lżejszy kaliber w postaci Teatru Polonia, skończywszy na spektaklach grup offowych.

Nawet więcej – wydaje się, że po „Aniołach w Ameryce” temat ten gdzieś się wyczerpał. Nie wyobrażam sobie bardziej monumentalnej i zamkniętej inicjatywy teatralnej o tematyce homiczej. Piękniejszego zwieńczenia pierwszej dekady XXI wieku w polskim teatrze nie mogliśmy sobie wymarzyć.

***

Przypominamy – ciągle można zagłosować w ankiecie na najważniejsze wydarzenia lat 2000-2010. Ankieta dostępna jest TUTAJ
W każdej kategorii można zagłosować na więcej niż jedną pozycję. Pamiętajcie, że wybieramy najważniejsze wydarzenia, książki czy filmy, a więc te, które były głośne, które zmieniały naszą rzeczywistość.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

10 komentarzy do:Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny

  • poprawka

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    10. T.E.O.R.A.M.A.T. –> poprawcie tę ciągnącą się literówkę na
    teorEmat
    http://www.trwarszawa.pl/wydarzenia/teoremat

    [już. dzięki. korekta]

  • Walpurg

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    Szkoda tylko, że teatr jest tak szybko przemijającą dziedziną sztuki.

  • benek

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    czasem wydają na DVD…

  • Wojtaszek

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    Drogi Marcinie, wybacz szczerość, ale trochę chrzanisz :-)

    O Lupie naprawdę nie można powiedzieć, że jest „autorem głośnego coming outu sprzed kilku lat”. W wywiadzie z „Machiny” z 2007 roku, do którego się odnosisz, Lupa powiedział:
    „Ja wielokrotnie mówiłem i pisałem o homoseksualizmie jako o swoim wewnętrznym doświadczeniu i naprawdę byłbym zażenowany gdybym musiał jeszcze do tego dodawać to sakramentalne potwierdzenie, że „jestem”.”
    Lupa jest jedną z tych osób, które są wyoutowane od początku swojego publicznego istnienia czyli od wielu, wielu lat! Nigdy nie ukrywał swojej orientacji (w przeciwieństwie do innego reżysera z pierwszych stron kulturalnych gazet). Coming out to wyjście z szafy. Nie można z niej wyjść jeśli się w niej nigdy nie siedziało!

  • Walpurg

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    Ja bym powiedział jeszcze inaczej! O Lupie zawsze wiedzieli ludzie, dla których teatr jest ważny. To było tylko kolejne potwierdzenie. Zresztą przed wywiadem Lupa napisał o tym w którejś ze swoich książek.

    Natomiast obawiam się, że nawet wywiad w „Machinie” nie sprawi, że tzw. „przeciętny Polak” się o tym dowie, bo on najczęściej niestety nawet nie we, kto to jest Lupa. :(

  • Bert

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    Tak, wszystko co homoseksualne jest lepsze niż „to gorsze”. Zupełnie jak to wszystko, co żydowskie…

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    @ Bert

    Hehe, homoseksualne pewnie jest lepsze, ale żydowskie niekoniecznie. ;)

  • Peter

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    Teatr jest dziś naprawdę niszowy. Nie da się tego z kinem porównać, które z racji medium zawsze ma szeroką publikę ale jest i wysokonakładowe! Nikt nie zaryzykuje homoseksualnuch wątków, które mogą mu zmniejszyć ogladalnośc w istotny sposób.
    Takie próby czynione były w serialach tv, jednak realizatorzy też szybko się z tego wycofali. Zapewne widownia malała lub wyrażała dezaprobatę. Podobno mają zresztą próbować znów. Może w nadziei, że co kontrowersyjne, przyciagnie jednak widza?

  • Wojtaszek

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    @ Peter

    jacy realizatorzy wycofali się z wątków homo w serialach? w tych najbardziej kasowych i najpopularniejszych aż roi się od takich wątków („6 stóp pod ziemią”, „true blood”, „gotowe na wszystko” itd. itp.) logika producentów jest zupełnie odwrotna niż ci się wydaje – postać geja w serialu zazwyczaj podnosi oglądalność i przyciąga dodatkowych reklamodawców

  • Peter

    [Re: Teatr lepszy od kina, bo jest homoseksualny]

    @Wojtaszek, ja mówiłem o polskich serialach.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa