Miód-malina

Tłumaczył: Zbigniew Lewandowski

Osoby dramatu:

Mik (Mikołaj) 33 lata
Jura 20 lat
Ofelia (Nadia) około 25 lat
Angel (Alosza) nieco ponad 20 lat
Gina (Sasza) od 30 do 40 lat
Damianek (Ilia) 18 lat
Maurycy (August Piotrowicz) około 50 lat

Akt pierwszy

Scena pierwsza

W centrum sceny stoi szerokie łoże, na nim skłębiona pościel, wokół rozrzucona odzież. Z lewej strony sceny widać kuchenny stół. Z prawej strony – stanowisko komputerowe. W głębi sceny widnieją szafa odzieżowa i drzwi wyjściowe z mieszkania. Słychać uparcie dzwoniący telefon komórkowy. Mik wysuwa rękę spod kołdry i po omacku próbuje znaleźć dzwoniącą komórkę. Znajduje ją i odbiera połączenie. Zaczyna rozmowę wstając niespiesznie z łóżka.

Mik – No cześć. Nie, nie śpię już… Wszystko pod kontrolą… Słuchaj, wysłałem mejlem ten kosztorys, tak że możesz już zacząć działać. Wystaw im faktury, sprawa musi być zamknięta do wtorku… Dziękuję, dziękuję… Daj spokój, jakie tam świętowanie? Nie. Mówiłem już przecież, że nie zamierzam i nie chcę. Na ryby się wybieram. A co, to też dobry sposób, uwielbiam wędkowanie… A swoją drogą z tobą i Andrzejem chlapniemy sobie z tej okazji w tygodniu. Obiecuję… Sprawdź i zadzwoń mi czy rachunki dotarły. No to na razie. Cześć.

Jeszcze podczas prowadzonej przez komórkę rozmowy Mik włącza ekspres do kawy. Czeka patrząc jak czarne krople naparu ściekają do szklanego dzbanka. Nalewa gotową kawę do dwóch filiżanek.

Mik – (Głośno, z zaskoczenia) Ruchy, ruchy! Wypad z wyra!

Jura – (Spod kołdry) Boże, musisz się tak drzeć…

Mik – U nas najdroższy jest klient. Kawę podajemy mu do łóżka.

Jura – (Mruczy, nakrywając głowę poduszką) Daj mi spokój. Pośpijmy jeszcze trochę… Połóż się przy mnie… Tu jest jak w norce borsuka. Chodź, zapadniemy w sen zimowy…

Mik – Wiesz, która godzina? Wpół do trzeciej.

Jura na chwilę unosi się w pościeli, a potem znowu nakrywa głowę kołdrą.

Jura – O, nieee… Pamiętasz kiedy poszliśmy spać?

Mik – Nie marudź. Pij kawę!

Jura siada na łóżku, zaspany potrząsa głową. Bierze z rąk Mika filiżankę.

Jura – Jezu, ale miałem sen. A ty musiałeś mi go zepsuć akurat w najlepszym momencie.

Mik – Co ci się śniło?

Jura – Nieważne już. Podaj mi papierosy.

Mik – Dość palenia na czczo.

Jura – Dobra, już dobra, nie zaczynaj od rana!

Jura zwiesza się z łóżka i sięga po leżący na podłodze telefon komórkowy. Sprawdza listę połączeń i pocztę.

Jura – Rzeczywiście jest już wpół do trzeciej? Fuck!… Czemuś mnie wcześniej nie obudził? Zapisałem się do fryzjera.

Wierci się w pościeli. Podnosi z podłogi i włącza notebooka jednocześnie rozmawiając przez komórkę.

Jura – Hello, Majk?… No, teraz lepiej cię słyszę… Najzwyczajniej zaspałem… O Jezu, ty jak zwykle tylko o jednym!… Nic z tych rzeczy… Wolałbym jednak dzisiaj…

Mik – Nie umawiaj się z nikim na dzisiaj.

Jura – (Patrząc Mikowi prosto w twarz i wzruszając ramionami) Tak bym chciał jeszcze dzisiaj… No wiesz, jak zwykle… Nieco wyrównać, trochę wycieniować… Tak myślę, czy by się nie pokusić o lekki kolor… A jeśli zaraz się zerwę, to zdążę? Jakie tam przeszkody, zadzieram kiecę i lecę… To na razie. Pa.

Jura odkłada komórkę, szybko stuka po klawiaturze notebooka.

Jura – Dasz mi kluczyki od samochodu?

Mik – Zdaje mi się, że o coś cię prosiłem. Miałeś się dzisiaj z nikim nie umawiać.

Jura – (Patrząc w ekran notebooka) A co niby takiego się dzisiaj wydarzyło? Ktoś kopnął w kalendarz? Mówiłem ci już, że nie cierpię tego twego żałobnego tonu? Jeśli masz kaca, to jeszcze nie powód, aby cały świat musiał chodzić wokół ciebie na palcach i wysłuchiwać jak chujowo się czujesz.

Klika po klawiaturze i popija, siorbiąc z filiżanki.

Jura – (Innym tonem, ożywiony) Jezu, ale wiary w necie. Po prostu boom demograficzny. (Zaczyna szybko klikać po klawiaturze). Masz pozdrowienia od Partyzanta… Pyta, jakie mamy plany na wieczór. A właśnie! Jakie mamy plany?

Mik – Nie wiem, jakie ty masz.

Jura – No dobrze, już dobrze! Możemy już zamknąć ten temat? Umówiłem się i pojadę do fryzjera. Lepiej byś mi podpowiedział jaki kolor mam wybrać. Może wystarczy tylko płukanka koloryzująca? Czy iść na całość?

Mik – (Po krótkiej pauzie) Powiedziałem ci już, odwołaj wizytę u tego twojego Majkela. Proszę cię. Chciałbym, abyśmy dzisiaj pobyli sami z sobą. Może pójdziemy, nie wiem, do kina, teatru…

Jura – (Klika) O, Boy wrzucił do neta nowe fotki. Święto jakieś czy co?… (Nagle odwraca się) No, to dokąd pójdziemy?

Mik – Czy ty w ogóle pamiętasz, kiedy byliśmy gdzieś razem?

Jura patrzy przez jakiś czas na Mika, a potem odwraca się i ponownie zaczyna klikać po klawiaturze. Mik podchodzi do niego i siłą zamyka wieko notebooka.

Jura – (Po krótkiej pauzie) O co ci chodzi? Całkiem ci dziś odbiło!

Mik – Nie. Nie odbiło mi. Mam dość twego wgapiania się w ten przeklęty ekran!

Mik wyciąga z barku butelkę koniaku i pękaty kieliszek. Nalewa sobie i wypija. Jura patrzy na niego z dezaprobatą.

Jura – Dzień bez picia od rana byłby dniem straconym?

Mik – To mój dzień. Będę z nim robił co chcę.

Jura – No tak, no tak… (Nagle siada na łóżku). Miki, o kuźwa… Co dzisiaj mamy, sobotę? Fuck… Ostatnia gadzina ze mnie!… Zapomniałem!… Uwierzysz, że całkowicie wyleciało mi to z głowy?

Wstaje i podchodzi do Mika.

Jura – Misiu Mikołaju, wybacz mi, głupiej pindzie… No, zupełnie, ale to zupełnie zapomniałem!… Kochany, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

Mik – Kłamiesz, bo chcesz mi dokuczyć.

Jura – Żebym tak skonał na miejscu, jeśli łżę. Przez cały tydzień pamiętałem, a dziś, cholera, dostałem takiej demencji. Pewnie mam już dziury w pamięci.

Jura kładzie ręce na ramionach Mika i z uśmiechem spogląda mu w oczy. Milczą przez chwilę – chylą ku sobie głowy do pocałunku. W tym momencie zaczyna dzwonić telefon. Jura szuka w łóżku komórki i odbiera telefon.

Jura – Oj, Majkel, no zwyczajnie stoję w korku… To co się dziś dzieje na drogach to ludzkie pojęcie przechodzi. Zupełny zator. No, zaczekaj na mnie jeszcze trochę. Wiesz, z tyłu chcę zupełnie na krótko. A może zupełnie na glacę mnie zetniesz, co o tym myślisz? I tatuaż sobie zrobię na szyi. Jakieś gotyckie runy… Zastanowię się jeszcze. Pa, ściskam. Zaraz będę…

Mik – A nie mógłbyś ostrzyc się jutro?

Jura otwiera szafę, zamyśla się przez chwilę, patrząc na rząd ubrań na wieszakach.

Jura – To nie takie proste. Pojęcia nie masz jakie te ciotki–stylistki stroją fochy, każda ma zapełniony terminarz na dwa tygodnie do przodu… I trudno się wcisnąć. Obiecuję ci, że obrócę migiem. A potem pojedziemy tam, gdzie zechcesz. No spójrz, trzeba w końcu wytrzasnąć tę twoją ohydną, żółtą koszulę.

Mik – Co się z nami dzieje, Jura?

Jura – (Wyciąga z szafy sweter i przykłada go sobie do ciała) Ten może być? A może lepszy będzie biały? O czym mówiłeś?

Mik – O nas mówiłem. Zastanawiam się nad naszym życiem.

Jura – Nie, biały odpada… Cała opalenizna już mi zeszła…. Masz coś do naszego życia? Coś ci nie pasi?

Mik – Tak, nie pasi mi.

Jura – Wydawało mi się w nocy, że byłeś zadowolony.

Mik – W nocy byłem, a w dzień nie jestem! Nie mogę tak dłużej. Czuję, że popadam w jakieś otępienie. Zmieniam się w robota… Nigdzie nie bywam, nie spotykam się z ludźmi… Tylko robota, telewizja, wóda i dupczenie. I wciąż widzę te same pyski… Tak, jakbym siedział w jakimś pieprzonym rezerwacie dla trędowatych.

Jura – Jak to nie spotykamy się z ludźmi? Czegoś tu nie kumam.

Mik – Mówię o NORMALNYCH ludziach. O zwyczajnych, normalnych, interesujących ludziach!

Jura – Znasz takich?

Mik – Owszem, znam. Ale ciebie nie mogę nikomu pokazać.

Jura – Ciekawe, ciekawe.

Mik – Bo ty masz WSZYSTKO wypisane na czole!

Trwa chwila milczenia. Jura wzrusza ramionami i zaczyna się ubierać.

Jura – Myślisz, że ty masz coś innego na czole? (Pauza) Dasz w końcu te kluczyki, czy mam wziąć taksówkę?

Mik wyjmuje z kieszeni samochodowe kluczyki, dowód rejestracyjny i rzuca to wszystko na łóżko. Nalewa sobie ponownie koniaku.

Mik – Doskonale pamiętam jaki byłeś kiedyś! Zaraz po tym jak się poznaliśmy w restauracji u Maurycego… Pamiętasz, poszliśmy do kina, a potem spacerowaliśmy przez pół nocy po mieście. Opowiadałeś mi jak chodziłeś do szkoły, jak marzyłeś, aby zostać dziennikarzem, jak po raz pierwszy się zakochałeś… I jak rzuciłeś potem swe strony i przyjechałeś do Moskwy. Taka ciepła noc była wtedy, pamiętasz? (Pauza) Mógłbyś spojrzeć na mnie? Przecież rozmawiam z tobą!

Jura – (Odwraca się do niego) Spojrzałem. Mam patrzeć dalej? Co ty od rana z tym: pamiętasz? nie pamiętasz?… Ja też pamiętam! Drugą z rzędu noc kręciłem się przy rurze, zmęczony jak pies, przeziębiony, a ty mi, kurwa, nocną wycieczkę po mieście urządziłeś. Spojrzyj na lewo, spojrzyj na prawo. Wlokłem się za tobą i czekałem kiedy ci się w końcu znudzi pieprzenie tych farmazonów i wylądujemy w łóżku. I nie o seks mi szło. Marzyłem, aby wreszcie pospać choć parę godzin…

Mik – (Po chwili zamyślenia) Jura, a gdybyśmy się tak rozstali? Właśnie dziś! Co ty na to?

Jura – Nie bój się, dałbym sobie radę! (Zagląda do portfela) Wspomożesz mnie, bo już nic mi nie zostało?

Mik – Ile? Nie mam rubli.

Jura – Nie szkodzi. Mogą być baksy, wymienię w kantorze.

Mik – (Kapituluje. Wyciąga portfel i rzuca go na łóżko) Dobra. Idź do diabła. Postaw sobie irokeza, ogol się na łyso, wytatuuj się choćby cały… Szczerze mówiąc, mam to w dupie.

Jura bierze kluczyki, dowód rejestracyjny i portfel Mika. Z tego ostatniego wyjmuje kilka banknotów. Pokazuje Mikowi ile wziął.

Jura – Dzięki, kochany.

Mik – Kosztowny jesteś.

Jura – A ty chciałbyś dupę za darmochę? (Chowa pieniądze) Dobra, schodzę ci z oczu. Może Majkel okaleczy mnie śmiertelnie brzytwą… I pozbędziesz się kłopotu… Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, mój panie i władco! Tylko nie urżnij się tym koniakiem, okej?

W chwili, gdy Jura podchodzi do drzwi, rozlega się dzwonek. Otwiera. W progu stoi Ofelia (Nadia).

Jura – Dobry! Pani do kogo? Mik, jakaś handlarka!… A może pani jest od Jehowych?

Ofelia – (Z wymuszonym uśmiechem) Cześć, Jura.

Jura – Musi pani wiedzieć, że Jezus nas nie kocha, bo jesteśmy odmiennej orientacji seksualnej. Więc dobra kobieto, idź stąd nauczać gdzie indziej. Arivederci.

Ofelia – (Z udaną bezceremonialnością stara się odpowiedzieć żartobliwie) Nie jestem z sekty. Po sąsiedzku przyszłam. Umywalka znów cieknie…

Jura – (Nadal trzyma ją na progu) Aby nie ciekła należy używać WYSOKIEJ JAKOŚCI produktów znanych marek. Na higienie nie należy oszczędzać. Hastalavista, baby!

Mik – (Podchodzi do nich) Przestań, Jura… Dość tych wygłupów. Wpuść ją.

Jura – Zapraszam najuprzejmiej. A może pójdziecie gdzieś… do teatru czy coś? Poznasz ją z normalnymi, interesującymi ludźmi? Z jej czoła nie można niczego wyczytać… Symptomów rozumu też.
Mik – (Do Jury) Twój Majkel cię oczekuje.

Ofelia – Ja naprawdę tylko na chwilę… Dzwoniłam do pana, ale najpierw było zajęte, a potem nikt nie odbierał.

Jura – Naprawdę? Mik zawsze odbiera… cnotę. Prawie każdej. Zostawiam was samych. Życzę przyjemności. (Pochyla się w stronę Ofelii) Kochana, puder, którego używasz jest fatalny. Zupełnie nie dla twej cery.

Jura wychodzi.

Mik – Wybacz. Niedawno wstaliśmy i chyba każdy… lewą nogą.

Ofelia – Nic się nie stało. Sama jestem sobie winna, przyszłam tak bez uprzedzenia… Po prostu chciałam pierwsza złożyć ci życzenia urodzinowe. Pierwsza po Jurze, oczywiście…

Ofelia patrzy na zmiętą pościel i porozrzucane wokół łóżka rzeczy. Mik to zauważa.

Mik – Dziękuję za pamięć. Czego się napijesz? Whisky, koniaku? Nie patrz na to pobojowisko… Zaraz usunę te wszystkie ślady… burzliwej nocy.

Zbiera porozrzucaną po podłodze odzież i upycha ją w szafie. Wkłada pościel do skrzyni i łóżko zamienia się w stół.

Ofelia – (Stara się zetrzeć ukradkiem puder z twarzy) W ogóle nie mogłam się do was dodzwonić.

Mik – Przestań… Cieszę się, że przyszłaś. Chociaż tak naprawdę nikogo nie zapraszałem, ani nie mam zamiaru świętować.

Ofelia – Rozumiem… A wiesz, w „Paradiso” dają nowy show.

Mik – Co tam może być nowego?

Mik stawia na stole butelkę i szklanki. Ofelia wyciąga z plecaka ozdobnie zapakowane pudełeczko.

Ofelia – Dokładnie! Tak mi się tylko powiedziało… A tu… mam dla ciebie mały prezencik.

Mik rozdziera ozdobny papier i otwiera pudełko. Wyciąga z niego różowy krawat.

Mik – Wspaniały. Tego właśnie było mi trzeba. Od paru dni nosiłem się z zamiarem zakupu różowego krawata do mojej żółtej koszuli.

Wiąże sobie na szyi otrzymany w podarku krawat.

Ofelia – Natasza mi powiedziała, że krawat będzie najlepszy. Bo, szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co ci sprezentować na te twoje 33 urodziny… Osiągnąłeś tzw. Chrystusowy wiek…

Mik – (Rozkłada szeroko ramiona) Błogosławiona tyś między niewiastami… Napijmy się.

Ofelia – (Bierze kieliszek) Jura zapewne ma mi za złe, że przyszłam?

Mik – Nie przejmuj się nim. Jemu nic do tego.

Ofelia – Twoje zdrowie.

Mik – Moje zdrowie.

Piją.

Ofelia – Wcześniej koniak mi jakoś nie podchodził. A teraz i owszem… Ja już pewnie alkoholiczką jestem.

Mik – Koniak ma to do siebie, że można go pić rano i wieczór.

Pauza.

Ofelia – No tak, na mnie już pora. Umówiłam się z Nataszą.

Mik – Dzięki, że wpadłaś, no i oczywiście za prezent.

Ofelia – Martwiłam się, że ci się nie spodoba… Razem z Nataszą wybieramy się wieczorem do „Paradiso”. Może też byście tam wpadli? Jeśli się zdecydujecie to przedzwońcie. Mik, jeszcze raz, wszystkiego najlepszego!

Mik odprowadza Ofelię do drzwi. Ta odwraca się nagle i całuje go w policzek. Sytuacja przez moment robi się nieco niezręczna. Mik zamyka za nią drzwi i podchodzi do lustra. Przygląda się sobie, rozmasowując opuszkami palców zmarszczki pod oczami. Chwyta się za krawat, podnosi jego koniec do góry i wywala język udając powieszonego.

***

Od redakcji: Tak kończy się akt pierwszy sztuki „Miód–malina”, której autorką jest goszcząca już na naszych łamach rosyjska pisarka Olga Pogodina–Kuzmina. Szanowni Czytelnicy/Szanowne Czytelniczki, tuż po nowym roku opubublikujemy sztukę w całości.

Na deser – komentarz autorki:

Olga Pogodina-Kuzmina – dramaturg, autorka sztuki „Miód–malina
Zachodnioeuropejskie podejście do gejów i lesbijek wydaje mi się mocno niewłaściwe. Mianowicie proponuje im się włączenie w uporządkowany system reguł socjalnych kierujących uporządkowanym życiem zachodnich społeczeństw, nie ograniczając ich w żadnej dziedzinie, także jeśli chodzi o przywileje należne tradycyjnej rodzinie. Także u nas, w Rosji czyni się pierwsze, nieśmiałe próby „oswajania” środowisk gejowskich i lesbijskich, sugerując im styl życia na modłę heteroseksualnej większości hołdującej konserwatywnym wartościom. Protestuję przeciwko takiemu podejściu do sprawy, w obronie mniejszości seksualnych. Musimy wreszcie zrozumieć, że w gejach i lesbijkach nie ma ani niczego „anielskiego”, ani niczego „diabelskiego”. To są tacy sami ludzie jak cała reszta społeczeństwa. Oczywiście, jak my wszyscy, są bardzo różni w swej indywidualności, z licznymi wadami i słabościami, ale też wieloma talentami i wysokiej próby umiejętnościami. Tacy właśnie są bohaterowie mojej sztuki.

Autorzy:

zdjęcie Olga Pogodina-Kuzmina, tłum. Zbigniew Lewandowski

Olga Pogodina-Kuzmina, tłum. Zbigniew Lewandowski

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 349; nazwa: Olga Pogodina–

3 komentarzy do:Miód-malina




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa