- homiki.pl - http://homiki.pl -

Lubelskie retrospekcje gejowskie

Posted By PTT On 13 grudnia 2010 @ 08:25 In Elementarz | 29 Comments

Zakłady kąpielowe

Zakłady kąpielowe mieściły się przy ulicy Farbiarskiej, obok skwerku i ulicy Buczka (dzisiaj Zamojska). Szczególnie oblegana przez gejów była łaźnia parowa. W szatni były szafki na garderobę, nieraz był tłok, więc trzeba było długo czekać w kolejce aż coś się zwolni. Wchodząc do łaźni najpierw w pomieszczeniu było kilka leżanek – prycz do wzajemnego mycia pleców, masażu (dyskretnie erotycznego też). Po masażu stosowano bicze wodne. Dalej była duża sala z natryskami umieszczonymi wokół ścian. Poza myciem i płukaniem pod natryskiem, niektórzy podrywali ulubieńców kokieteryjnym wzrokiem i uśmiechem, po czym szli do pomieszczenia pary mokrej. Tu prawie połowa izby na całości podłużnej ściany od dołu do góry zajmowały szerokie, murowane stopnie schodów. Na tych stopniach siedzieli rzędami, niczym gołębie, uczestnicy kąpieli i degustatorzy pary. Osobnicy poderwani siedzieli blisko siebie. Widać było, ze coś między nimi zaczęło iskrzyć. Niektórzy oblewali się wodą dla ochłody, gdyż był tu kran z wężem gumowym. W większości do łaźni przychodzili stali bywalcy. Pracujący geje z utęsknieniem czekali soboty i po pracy, po godzinie 13-ej pędzili do łaźni jak do jakiegoś seks – klubu. Tu można było poza kąpielą poderwać kogoś, zaspokoić chuć, spotkać znajomych gejów i pogaworzyć.


Dawniej budynek łaźni, dzisiaj ruina. Fot. własna
Mieszkałem na sublokatorce, gdzie nie było łazienki, więc często musiałem korzystać z łaźni. W tejże łaźni spotkałem wielu wartościowych i mądrych osób, a nawet kogoś bliskiego memu sercu. Pomimo rozstania i upływu kilkudziesięciu lat nie da się tego zapomnieć. Po wyjeździe z Lublina do Wrocławia, wielokrotnie przez wiele lat odwiedzałem to miasto. Dowiedziałem się od znajomych gejów, że zakłady kąpielowe zostały zamknięte. Przyczyną prawdopodobnie był wypadek, uczestnik kąpieli pary suchej złamał kończynę i żądał sądownie dużego odszkodowania, nie wiem ile w tym prawdy. Przez wiele lat znajomi relacjonowali mi, że Lublin nie ma łaźni pomimo tego, że takie duże miasto.

Szlak hańby. Pikiety

„Podkówka”
„Podkówka” była to główna pikieta w Lublinie, zagłębiona w ziemi, znajdowała się na placu Litewskim w pobliżu ulicy Krakowskie Przedmieście, wejście od ulicy 3-go Maja. Mężczyźni mieli jedno osobne wejście, kobiety drugie. Przybytek ów na zewnątrz tworzył kształt podkowy, stąd nazwa „podkówka”. Babcia klozetowa siedziała w głębi i obsługiwała kabiny męskie i damskie. Pisuary były bezpłatne i niekrępujące. Wokół toalety, przy poszczególnych alejkach były gęsto poustawiane ławki. Jak było ciepło wielu gejów wysiadywało godzinami na tych ławkach. Prowokowali siedzących i młodych przechodniów. Jeśli któryś z nich wszedł do toalety po schodach, do podziemia, to zaraz pędzili geje i osaczali go z każdej strony, by móc zobaczyć jego wdzięki. Jeśli któremuś udało się zwerbować klienta, szli w ustronne miejsce lub do domu. Toaleta na noc była zamykana, ale niektórzy geje, żądni zaspokojenia chuci kręcili się po placu, w zaroślach, siedzieli na ławkach w nadziei, że zjawi się jakiś napalony „bysio” i ziszczą się ich marzenia.


Toaleta „Podkówka” na Placu Litewskim (2010 r.), Fot. Jan Starski
„Podkówka” funkcjonuje do dziś, z tym, że po remoncie jest mniej pisuarów, a na zewnątrz wywietrzniki były tuz przy ziemi, dziś wyniesione do góry stercza jak słupy. Na Placu Litewskim roślinność jest przetrzebiona i rzadsza, wokół ławek jest jej mało.

„Młodzieżówka”
Idąc od pikiety „podkówki” ulicą Krakowskie Przedmieście w stronę Bramy Krakowskiej, skręcało się w prawo w ulicę Królewską, a następnie wchodziło się w pierwszą bramę za ulicą Kozią, w podwórze – na końcu którego stała budka fotografa, a z jej prawej strony był szalet publiczny tzw. „młodzieżówka”. W szalecie tym nie było babci klozetowej, było tam kilka kabin. W bocznych, drewnianych ścianach przegradzających kabiny były dziury wielkości pięści, niezwykle ułatwiające uprawianie seksu.

Przychodziło tu dużo młodzieży – stąd nazwa „młodzieżówka”. Geje w kabinach agitowali niewyżytych byczków oczopląsami, mlaskaniem, wzdychaniem i pokazywaniem swoich klejnotów. Często napalony młodzieniec ulegał pokusie i dochodziło do konsumpcji na miejscu lub szli do domu.


Wejście do pikiety „Młodzieżówki” było z prawej strony fotografa. Fot. własna
Pikieta nie była zamykana na noc. Niektórzy geje po zamknięciu „podkówki” pędzili na dyżur do „młodzieżówki”. Tu w podwórzu można było spotkać wiele osób szukających seksu lub zwykłej pogawędki z bratnią duszą. Nie wiem, w jakich latach zlikwidowano toaletę, dziś to miejsce jest zamurowane, a fotograf funkcjonuje nadal.

Poza tymi pikietami w nieco mniejszym stopniu geje zaglądali do toalety przy ulicy Osterwy (obecnie Kapucyńska), w podwórzu naprzeciwko domu towarowego PDT, także nieco dalej przy ulicy Koziej, następnie przy ulicy Lubartowskiej w podwórzu, w pobliżu dworca PKS. Zresztą jak pamiętam wiele starych domów w Lublinie nie miało doprowadzonej kanalizacji, więc lokatorzy korzystali z ubikacji zbiorowej znajdującej się zazwyczaj w podwórku. Przybytki owe nie były zamykane i kto znał ich lokalizację mógł z nich skorzystać. Geje przekazywali pocztą pantoflową, która toaleta jest bezpieczna, wygodna i ma dużą przepustowość uczestników. W późniejszych latach deptakiem dla gejów było Podzamcze i Park Ludowy.

Częstym na szlaku hańby był podryw na dworcu kolejowym PKP – szczególnie wieczorem i w nocy. Wówczas w Lublinie pociągi w nocy w ogóle nie kursowały, toteż geje podrywali oczekujących do rana na pociąg. Kursowali po dworcu, siedzieli w poczekalni, w restauracji. Szczególnie przy sobocie, jeśli gej zaoferował dwudziestolatkowi towarzystwo, alkohol i dach nad głową, to przeważnie miał upojną noc, a nawet znajomość na dłużej.


Dworzec kolejowy w Lublinie (2010 r.) Fot. Jan Snarski
Dziś dworzec kolejowy jest po remoncie, jest rozbudowany i wygląda korzystniej. Funkcje pomieszczeń zostały pozmieniane. Toaleta wówczas była poza budynkiem dworca.

Życie towarzyskie

W latach sześćdziesiątych geje w Lublinie nie okupowali stadnie lokali gastronomicznych, ale wielu z nich można było spotkać w restauracji Litewska, przy placu Litewskim, opodal deptaku gejowskiego i pikiety „podkówki”. Następnie odwiedzali restaurację Baszta, przy ulicy Królewskiej, na przeciwko pikiety „młodzieżówki”.


Tutaj dawniej na parterze była restauracja „Baszta” Fot. własna
Ulubioną była kawiarnia Dorotka na rogu ulicy Narutowicza i Osterwy (obecnie Kapucyńskiej). Wielu gejów można spotkać w pijalni piwa znajdującej się w budynku hotelu Lublinianka, na rogu Kołłątaja i Krakowskiego Przedmieścia, także w pijalni piwa znajdującej się przy ulicy Pstrowskiego (dzisiaj Peowiaków) w pobliżu kina Wyzwolenie.


Dawniej było tu wejście do pijalni piwa – róg Kołłątaja i krakowskiego Przedmieścia Fot. własna
Miejscem spotkań inteligencji gejowskiej była kawiarnia „Ewa” przy ulicy Kołłątaja.


Dawna kawiarnia „Ewa”, dziś sklep ze słodyczami (2010 r.) Fot. własna
Większość znanych mi gejów urządzało spotkania w domach, różnego rodzaju imprezy i spotkania towarzyskie jak imieniny, urodziny, kolacje, na których wspólnie przygotowywano placki ziemniaczane, smażono frytki itp.

W soboty spotykało się kilka par gejowskich, u kogoś w niekrępującym mieszkaniu, gdzie spali, a na drugi dzień w niedzielę, jedna para robiła śniadanie, druga obiad, trzecia kolację. Kilku znajomych zapraszało do siebie paru gejów w niedzielę na śniadanie lub obiad. Przy takich spotkaniach zawsze był alkohol, ale niezbyt przesadnie. Przyznam, że takie domowe spotkania bardzo mi odpowiadały. Starsi geje dzielili się swym doświadczeń, przeżyciami, uczyli obycia w towarzystwie i udzielali porad życiowych młodym gejom.

Dziesięciolecie wspólnego współżycia

Pewnego razu Jurek, z wykształcenia humanista, żonaty gej, zaproponował mi abym poszedł z nim na przyjęcie do wspólnie mieszkających gejów, Andrzeja i Zdzicha. Andrzej był prawnikiem, pracował w sądzie, a Zdzicho był kierownikiem sklepu. Kupiłem flaszkę, Jurek jakiś prezent i poszliśmy razem do naszych wspólnych znajomych. Byliśmy tam pierwsi, zaś potem inni goście zaczęli zapełniać dom. Przy wejściu gospodarze czule witali, całowali gości, a ci składali życzenia i drobne prezenty. W sumie w domu zebrało się około dwudziestu osób. Po raz pierwszy widziałem pod jednym dachem tak wielu gejów. Wcześniej myślałem wg opinii obiegowej, że geje to ludzie bardzo nieszczęśliwi. To co ujrzałem, zmieniło moje przekonanie w tym zakresie. Do tego jeszcze cieszyłem się, że nie jestem sam, że możemy spotkać się całą paczką, i że warto żyć i cieszyć się życiem. Goście przyjechali z całej Polski. Byli to ludzie różnych zawodów i w różnym wieku. Zabawa rozpoczęła się na dobre, wzniesiono toast „Sto lat”, a ja zapytałem Jurka z jakiej to okazji. Powiedział mi, że to 10 rocznica ich wspólnego pożycia w związku partnerskim. Zdziwiłem się bardzo, że można być w związku gejowskim aż tak długo, ale jak się potem okazało, poznałem parę gejów we Wrocławiu, którzy razem przeżyli 44 lata. Bankiet był wytworny, stoły obficie zastawione pysznościami. Józek uczestnik imprezy przyprowadził ze sobą chłopca, którego „wyłowił” w swoim zespole tanecznym. A że jednocześnie szalał na punkcie mundurów, zaprosił też żołnierza i około północy pojechał na dworzec odebrać go z pociągu i przywiózł na imprezę. Po wejściu do domu żołnierz i młody tancerz wpatrywali się w siebie tak mocno, że obaj dostali aż wypieków na twarzy i zaniemówili. Wojak chciał uciec, ale domownicy zablokowali przed nim drzwi. Okazało się potem, że obaj – tancerz i żołnierz – są rodzonymi braćmi, choć wcześniej nic nie wiedzieli o swoich skłonnościach. Po tych dąsach i przy odrobinie alkoholu wszystko wróciło do normy, a bracia okazali się uroczymi i przemiłymi kompanami w zabawie. Była to miła niespodzianka od Józka dla jubilatów. Po czasie bracia zaczęli odwzajemniać sobie nawzajem pocałunki i uściski. Śpiewano humorystyczne piosenki, opowiadano różne dowcipy i anegdoty. Zabawa trwała do białego rana. Część gości rozeszła się do swoich domów i znajomych. Spora jednak grupa spała na zbiorowym posłaniu na podłodze u gospodarzy. Następnego dnia domownicy urządzili poprawiny, ale już w nieco mniejszym składzie. Dziś jubilaci i większość gości już nie żyje, a piękne wspomnienia życia towarzyskiego są ciągle żywe.

W Lublinie tak samo jak w innych miastach gejom nadawano pseudonimy. U większości osób nie świadczyły one o przegięciach w mowie i manierycznych ruchach, ale były raczej używane dla kamuflażu przed społeczeństwem i jego negatywnej presji tak zwanym ostracyzmem. Oto niektóre pseudonimy znanych mi lubelskich gejów z tamtych lat: Nela, Klipsa, Różańcowa, Klapka, Kawka, Nylonowa, Dzidka, Rozalka, Nikodema, Myszka, Sławcia, Białoboka, Wanda, Królówna – Garnizonowa, Hanka Ordonówna, Jonaszka, Lucyna, Sucharkowa, Machalajka, Krawcowa, Futrzana, Śledzik.

To dziwne, ale przez wiele lat kontaktu z gejami z Lublina nie poznałem żadnej dziewczyny lesbijki i nikt ze znajomych nie mówił o ich istnieniu. Nie wierzę, że ich nie było, tylko sądzę, że kamuflowały się bardziej od gejów.

Jan Snarski – pasjonat teatru, działacz amatorskiego ruchu kulturalnego, miłośnik przyrody i ogrodnictwa, uprawia duży ogród działkowy, autor wielu listów, artykułów i publikacji w miesięcznikach „Inaczej”, „On i on” ,”Nowy Men”, dociekliwy tropiciel historii i życia „homiczego” nie tylko w Polsce.

Autorzy:

zdjęcie Jan Snarski

Jan Snarski [1]

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 315; nazwa: Jan Snarski


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2010/12/lubelskie-retrospekcje-gejowskie/

URLs in this post:

[1] Jan Snarski: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_315/

[2] HomoPolska. Tęczowe historie naszych miast, miasteczek i wsi: http://homiki.pl/index.php/2011/07/homopolska-tczowe-historie-naszych-miast-miasteczek-i-wsi/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.