- homiki.pl - http://homiki.pl -

Dekada homoliteracka

[1]

1. Cezura

Wielki „boom” polskiej literatury homoseksualnej (zostawmy na użytek niniejszego tekstu to określenie) nastąpił po wydaniu „Lubiewa” Michała Witkowskiego. W 2004 r. niepozorne i niszowe krakowskie wydawnictwo ha!art odważnie zawojowało nie tylko księgarski rynek, który zaczął reagować na tematy LGBTQ, lecz także społeczeństwo w ogóle – za sprawą dobrej sprzedaży oraz gwiazdorskiej obecności „kontrowersyjnej” Michaśki. Nie stałoby się to jednak, gdyby Witkowski stworzył gniota. „Lubiewo” to książka, która na pewno zmieści się w czołówce podsumowań wszelakich literackich rankingów podsumowujących 10-lecie w Polsce. A jego sława osiągnęła takie rozmiary, że prawa wydawnicze wykupiło W.A.B.

Dzięki temu, że rynek księgarski zaczął powolutku wypełniać się homiczymi tytułami, nie byliśmy skazani na okropnie nudne wyznania Grzegorza Musiała albo na odkopywanie jeszcze nudniejszych białych kruków z lat 90. (jak choćby „Ból istnienia” Marcina Krzeszowca – zdobycie tej książki kosztowało sporo zachodu, zwłaszcza że jest to pozycja legendarna; jednak lektura okazała się jeszcze bardziej „bolesna” niż wskazuje tytuł, co nie zmienia faktu, że jest to historyczne wydawnictwo).

2. Gej w wielkim mieście

„Lubiewo” było jaskółką, która jednak nie uczyniła wiosny dla miłośników dobrej literatury. Owszem, pojawiły się książki stricte homicze, jednak żadna z nich poziomem nie dorównywała dziełu Witkowskiego. Pojawił się za to nurt powieści o codziennym życiu średniozamożnych gejów z wielkiego miasta (do lesbijek powrócę za chwilę), a to oznacza, że wreszcie rynek wydawniczy otworzył się na literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Nie oszukujmy się, arcydzieła pojawiają się rzadko, a literatura środka – ciążąca jednak do dołu – to standard na Zachodzie. Ktoś tę lukę musi wypełnić. Tutaj pionierem okazał się Bartosz Żurawiecki. Jego „Trzech panów w łóżku, nie licząc kota” spotkało się z dobrym przyjęciem, a późniejsze dwie książki (dramaty „Erotica alla polacca”, powieść „Ja, czyli 66 moich miłości” – wszystkie wydane przez Sic!) ugruntowały pozycję Żurawieckiego jako pisarza środka. Innym autorem tego nurtu jest Maciek Miller, który napisał zupełnie dobrą bajkę o nosicielu wirusa HIV („Pozytywni”), choć jego ostatnia książka „Cockring” o heteryku-impotencie zawodzi, przy czym wątki homicze również są obecne. Autor ma na koncie także powieść „Zakręt hipokampa”, która jednak przeszła bez echa.

Co ciekawe, znów pojawia się wydawnictwo ha!art – najbardziej nam przyjazne w tej dekadzie i z najbardziej rozbudowaną ofertą tematyczną. Weźmy na przykład utwory o tematyce lesbijskiej autorstwa Ewy Schiling („Głupiec” i ostatnio wydaną „Codzienność”); antologię poezji amerykańskiej „Parada Równości”; książkę Michała Zygmunta „New Romantic” – political-fiction, w którym tęczowe brygady zabijają prezydenta Kaczyńskiego; czy chociażby odświeżenie pamięci o skandalizującym performerze Krzysztofie Niemczyku („Kurtyzana i pisklęta”).

Marcin Szczygielski, znany z tego, że jest partnerem życiowym Tomasza Raczka oraz autorem przeboju wydawniczego „PL-Boy”, napisał powieść, która stała się wielkim hitem. „Berek” zasłynął za sprawą głośnego wyoutowania się w przedmowie Tomasza Raczka, partnera życiowego autora. Szczygielski to płodny pisarz, na pewno z dużą wyobraźnią i poczuciem humoru, a przy tym na tyle medialny, że jego projekty pozaliterackie cieszą się równie wielkim powodzeniem i przyciągają gwiazdy (jak miało to miejsce w adaptacji scenicznej z udziałem Pawła Małaszyńskiego i Ewy Kasprzyk).

Myślę, że „Berek” wyznacza kolejną odsłonę czasową dla homiczej obecności nie tyle w literaturze, co w mediach. Widać to choćby po innych znanych gejach: Michale Pirogu czy Tomaszu Jacykowie. Po pierwsze – książka ta uczyniła celebrytami parę gejów, którzy na każdym kroku podkreślali ważne dla nas postulaty rejestracji związków partnerskich. Po drugie – po książkę sięgnęły nie tylko osoby LGBTQ, bo w gruncie rzeczy „Berek”, tak jak ostatnio wydane „Bierki”, to bardzo zabawne powieści.

Za powieść popularną wziął się także Michał Witkowski („Margot”), ale nie powiodła się ta próba – autor nie poradził sobie z cynicznym wydobyciem od czytelnika kasy („Szwedzi coś mówili o Noblu”), z medialną grą i gadaniem bzdur w wywiadach o ślubie z Jacykowem. To miała być zaplanowana gierka z mediami, ale chyba zabrakło autorowi pewności siebie. Wolę go w felietonach w „Przekroju”, są naprawdę znakomite.

Z kolei wydawnictwo Latarnik należące do Tomasza Raczka wydało książkę Tadeusza Olszewskiego „Zatoka ostów”. To znakomita powieść o miłości, narodzonej na greckiej wyspie, z silnie kontrastującym tłem przemocy, której kulminacyjny moment przypadł na stan wojenny. Książka została napisana pod koniec lat 80., a odświeżona i pierwszy raz wydana w 2008 r., zaś autor po wielu cenionych tomikach poezji zyskał niezłą popularność w homiczym światku. Jeśli miałbym wybierać powieść, którą chciałbym zobaczyć na dużym ekranie, byłaby to niewątpliwie „Zatoka ostów”.

3. A gdzie są lesbijki?

Tutaj mamy problem, gdyż poza Ewą Schiling, której proza wyraźnie koncentruje się na życiu lesbijek oraz Izabelą Filipiak, najbardziej znaną i cenioną pisarką, która dokonała coming outu na łamach kolorowej prasy (a wcześniej w popularnym programie telewizyjnym), tak naprawdę pojawia się wielka biała plama. Najciekawszą prozą poruszającą temat dojrzewania i rodzącej się orientacji psychoseksualnej bohaterki jest „Rdza” Ewy Berent, młodej i wielce obiecującej autorki. To jednak mało jak na całą dekadę. Ważnym wydarzeniem było opublikowanie w 2004 wyznań Magdaleny Okoniewskiej „Mój świat jest kobietą” – doskonale pamiętam ten moment, zwłaszcza że była to rzecz absolutnie niszowa. Poza tym mamy też „swój” poradnik seksualny dla kobiet „Kiedy kobieta kocha kobietę” pozycję znakomitą wydaną przez niezawodną Ankę Zet (wydawczynię równie istotnej książki „Coming out. Zaproszenie do dialogu”). Aż chciałoby się zawołać za Anną Laszuk: „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!”. Niestety, polska literatura lesbijska nie istnieje (jeszcze).

4. Tęczowy powrót klasyków

Współczesne powieści i tak przegrywają z klasykami: Marianem Pankowskich („Rudolf” wznowiony przez ha!art), Jarosławem Iwaszkiewiczem („Dzienniki” t. 1 i 2, lektura obowiązkowa, kto wie, czy nie najważniejsza pozycja homicza dekady) czy Mironem Białoszewskim („Chamowo” – dość rozczarowujące). Owszem to inny ciężar stylistyczny i gatunkowy, trudno się ścigać z gigantami polskiej literatury, jednak uważam, że to właśnie sukces Witkowskiego w dużej mierze przyczynił się do tego, że możemy czytać naprawdę genialne zapiski Iwaszkiewicza, bo przecież nie tylko o fantazje na temat „chędożenia Miłosza” w celi Konrada u bazylianów w Wilnie tu chodzi. Tutaj wyróżniającym się gatunkiem jest oczywiście dziennik – choćby Anny Kowalskiej, pisarki, która żyła w cieniu legendy polskiej literatury Marii Dąbrowskiej. Nie możemy zapominać także o biografii Jerzego Waldorffa autorstwa Mariusza Urbanka czy doskonałej rozprawie „Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej” Izabeli Filipiak), penetrującej odmienność skandalizującego pisarki na tle kulturowym i społecznym przełomu XIX i XX wieku.

5. Z historią w tle

Giganci literatury także nie załatwili sobie wszystkiego sami – nie możemy zapominać o dwóch ważnych pozycjach, według mnie najistotniejszych z perspektywy dekady patrząc: „Homobiografiach” Krzysztofa Tomasika i „HomoWarszawie” (autorstwo zbiorowe, również z udziałem mojej skromnej osoby). Pierwsza pozycja jest gigantycznym przełomem, wywołała sporo zamieszania. Emblematem medialnej dyskusji było hasło „Konopnicka jest lesbijką”. Autorka „Roty” przynajmniej została odbrązowiona, a dzieci w szkole zyskały pretekst, by w aurze „skandalu” zainteresować się pisarką. Z kolei „HomoWarszawa” to unikatowy przykład zebrania w całość historii LGBTQ – tej najnowszej przeplatanej z dawnymi dziejami; wszystko to ułożono w formę spaceru, w dość gawędziarskiej postaci. Najważniejsze jest jednak to, że o historii osób LGBTQ zaczęło się mówić. Spacery po Warszawie śladami wytyczonymi w książce okazały się wielkim sukcesem frekwencyjnym. Warto znać homiczą historię, zwłaszcza że mamy ją na wyciągnięcie ręki. Tym bardziej że „historia magistra vitae est”…

Dlatego też nie można zapomnieć o dwóch książkach bazujących na wywiadach – „Gejdarze” Dominiki Buczek i Mike’a Urbaniaka oraz – rzecz absolutnie ważna – „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy” Anny Laszuk. Wywiady te pokazują złożoność postaw, tożsamości, doświadczenia gejów i lesbijek. Dziennikarza zaś pokazali w nich świetny warsztat, umiejąc zapanować na całościowym przekazem składającym się z wielu głosów.

6. Publicystyka i rozprawy naukowe

To działka bardzo płodna, głównie związana ze środowiskiem akademickim rodem gender studies, czyli creme de la creme (głównie lewicowej) elity. Agnieszka Graff („Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie”), Jacek Kochanowski („Fantazmat zróżNICowany”), Tomek Kitliński, Paweł Leszkowicz („Miłość i demokracja”), Joanna Mizielińska („Dekonstrukcje kobiecości”), Bożena Umińska („Barykady. Kroniki obsesyjne”), Błażej Warkocki („Homo-niewiadomo”), Kinga Dunin („Czytając Polskę”) – to autorzy ważnych i przełomowych książek akademickich i publicystycznych. Akurat w tej materii mamy spore opóźnienia, choćby w porównaniu do prac feministycznych i genderowych, których jest cała masa. Mimo to brakuje rozpraw, które stanowią rozpoznanie polskiej rzeczywistości, niezbędne do tego, by spojrzeć na naszą sytuacją i wyciągnąć z niej wnioski. Według mnie wypada tutaj wyróżnić trzy pozycje: pracę doktorską Jacka Kochanowskiego dotyczącą gejów, głównie – a piszę tutaj ze swojego doświadczenia – z powodu bardzo rozbudowanej części teoretycznej, w której relacjonowane są stanowiska współczesnej socjologii (wówczas była to kwestia bardzo nowatorska); Agnieszki Graff ze względu na błyskotliwą analizę mentalności rządzących i zwolenników IV RP; oraz Pawła Leszkowicza i Tomka Kitlińskiego za diagnozy dotyczącej polskiej mentalności, głównie tej homofobicznej.

7. Queer

Najmodniejsze słowo dekady, również przekładające się na słowo pisane i drukowane. Swoistą biblią może być książka Joanny Mizielińskiej „Płeć (ciało) seksualność. Od feminizmu do teorii queer”, która w dobry sposób systematyzuje pojęcie, ale też przekłada je na język zrozumiały i bazujący na przykładach. Warto dodać, że skoro jesteśmy w nurcie akademickim – powstały mniej więcej w tym samym czasie dwa czasopisma internetowe: www.interalia.org.pl [2] oraz www.uniGENDER.org [3], które regularnie publikują rozprawy (głównie) młodej kadrę akademickiej. Zwieńczeniem tego trendu jest długo oczekiwana przeze mnie publikacja Jacka Kochanowskiego „Spektakl i wiedza. Perspektywa społecznej teorii queer”. Owszem, pojawił się podręcznik do kursu queer studies KPH, z tekstami wykładowców (częściowo już wymienionych w poprzednim punkcie), lecz niestety tutaj nie obeszło się bez nieścisłości, gdyż większość tekstów odnosi się do studiów gejowsko-lesbijskich (historia, sztuka, film, religia z perspektywy gejów i lesbijek etc.). Kłopoty z queerem? Owszem, nie tylko zresztą na łamach utworów drukowanych.

8. Polska homoliteracka?

Śródtytuł ten został zapożyczony z klasycznego niemal artykułu Kingi Dunin opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” w 2005 roku, tuż po wysypie powieści Witkowskiego, Żurawieckiego, Millera i Schiling, które określiła jako „literaturę przedemancypacyjną”:

Nie chcę przez to powiedzieć, że uważam, aby kresem emancypacyjnej literatury homoseksualnej miała stać się powieść o gejach organizujących Paradę Równości. Myślę tu raczej o literaturze odważniej grającej z rozmaitymi kombinacjami orientacji seksualnej. Odważniej dobierającej się do tradycyjnej rodziny. Krytycznie odnoszącej się do podstaw panującej kultury. Poza tym brakuje w Polsce literatury, w której orientacja bohatera jest bez znaczenia. Brakuje postaci geja lub lesbijki postrzeganych indywidualnie, a nie ze względu na „rolę homoseksualisty”. Postaci, której tylko jednym i nie zawsze najważniejszym wymiarem jest orientacja seksualna.

Czy pojawił się taki bohater? Owszem – mamy go w powieściach Michała Zygmunta (w tym w ostatniiej – „Lata walki”, wydanej przez Krytykę Polityczną), trochę w wersji przerysowanej, ale zaangażowanej. Jednak jak widać na załączonym obrazku, utwory z postaciami LGBTQ nie są wolne od kontekstu polityczno-społecznego. Marzy mi się polski autor na miarę Michaela Cunninghama czy Alana Hollinghursta, ale kto wie, czy po Wojciechu Kuczoku czy Hubercie Kilimko-Dobrzanieckim całej pracy nie wykonają za nas heterycy. Ale w końcu to nie orientacja psychoseksualna decyduje o tym, czy powstają dzieła znakomite czy kiepskie. I tym truizmem wypada zakończyć wywody na temat dekady homoliterackiej w polskiej literaturze.

Przypominamy – ciągle można zagłosować w ankiecie na najważniejsze wydarzenia lat 2000-2010. Ankieta dostępna jest TUTAJ [4]
W każdej kategorii można zagłosować na więcej niż jedną pozycję. Pamiętajcie, że wybieramy najważniejsze wydarzenia, książki czy filmy, a więc te, które były głośne, które zmieniały naszą rzeczywistość.

Marcin Teodorczyk redaktor homików.pl, stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma recenzowanego uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk [5]

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.