- homiki.pl - http://homiki.pl -

Dekada homiczego kina

[1]

Koniec roku to pora ogólnoświatowych podsumowań. Plebiscyt goni ranking, podsumowują krytycy i krytykanci, głosują widzowie. W jednym z takich amerykańskich konkursów lista nominacji do kategorii ‚najlepszy film gej-les’, obejmuje bez mała 50 tytułów. A to ‚zaledwie’ podsumowanie roku! Siłą rzeczy pojawia się refleksja: czemu nie u nas? Ale zaraz potem druga: no tak, ale skoro u nas nie aż tyle, to właściwie ile?

Już nawet pobieżna lektura przewijających się w tym roku newsów i tytułów pozwala odczuć, że z dostępnością filmów o tematyce LGBT w kinie i na DVD jest zdecydowanie lepiej. Czy to magia EuroPride, czy inne kalkulacje, dość że rok 2010 przyniósł zdecydowanie najobszerniejszą ofertę gej-les, co więcej: ofertę dużo różnorodniejszą, niż w latach poprzednich.

O ile w plebiscycie 10-lecia portalu Homiki.pl czytelnicy wybierają najlepsze filmy kinowe, nie można pominąć także rosnącego branżowego rynku DVD – przede wszystkim dlatego, że dopiero w tej formie wiele z tytułów (zwłaszcza kina niezależnego i europejskiego) oraz wznowień tytułów z poprzednich dekad, faktycznie trafiło pod strzechy. Nie sposób też nie odnotować, że mniej znane, a bardziej branżowe obrazy, dostępne na dużym ekranie, polska publiczność zdecydowanie woli delektować w domowym zaciszu – to już bolączka polskiego życia społeczności LGBT jako takiego i przyczynek do szerszej analizy.

Jeśli chodzi o obecność tytułów z mainstreamu, to w ostatniej dziesięciolatce doprawdy nie mamy na co narzekać ani na ich reprezentację, ani publiczność. O ile tylko filmy zdobyły wystarczający rozgłos na świecie, trafiały i także do polskiego kalendarza premier. Trudno wyobrazić sobie, by na polskich ekranach nie pojawiły się wielkie i/lub utytułowane obrazy jak „Aleksander”, „Tajemnica Brokeback Mountain”, „Notatki o skandalu”, „Godziny”, „Mała Miss” czy „Brüno”. Nie mogło zabraknąć obsypanego nagrodami serialu „Anioły w Ameryce” czy produkcji niekoniecznie gejowskich, a jednak przez gejów wyczekiwanych, jak „Diabeł ubiera się u Prady” czy „Mamma mia”.

Także kino europejskie miało na naszych ekranach stałą reprezentację w kolejnych obrazach takich twórców jak François Ozon, Ferzan Özpetek czy Pedro Almodóvar. Pojawiały się też inne ciekawe tytuły o różnym przekroju tematycznym: „Aimee i Jaguar”, „Piękny bokser”, „C.R.A.Z.Y”, „Tarnation” czy „Letnia burza”. Z dostępem do tych ostatnich – i jeszcze mniejszych produkcji – bywało i bywa różnie: wiele z nich pojawiało się wyłącznie w kinach studyjnych większych miast, stąd tym bardziej docenić należy drugi obieg – płytowy.

Niemniej pierwsza połowa dekady nie zapowiadała jeszcze boomu. Premiery miało po kilka tytułów rocznie, dla przypomnienia niektóre z nich: w 2001 roku – „Aimee i Jaguar”, w 2002 – „On, ona i on” oraz „Plotka”, w 2003 – „Daleko od nieba”, „Godziny” i „Basen” a z mniej poważnych – „But Manitou” i „Pamięć złotej rybki”. W roku 2004 oglądaliśmy m.in. „Złe wychowanie”, „Monster” i „Słonia”.

Jeśli czegoś polskiemu widzowi mogło brakować całkowicie, to oferty offowej, dokumentalnej oraz – coraz bardziej liczącej się na Zachodzie – produkcji komercyjnej, skierowanej bezpośrednio na wyspecjalizowany rynek LBGT, ten sam, na którym wydawnictwa książkowe i paraliterackie dzieli się na kategorie ‚best lesbian paranormal’ i ‚best gay sci-fi futuristic’. Z powodu braku dostępu do tego ostatniego segmentu nie mamy się zbytnio zresztą co obrażać, niemniej i tu dochodzi właśnie do pewnego przełomu.

Przez pierwsze lata lukę w zakresie kina niezależnego, ambitnego i reportażowego, zapełniały pasjonatom festiwale filmów dokumentalnych: „Watch Docs” i „Planet Doc Review”, i fabularnych: „Era Nowe Horyzonty” Gutka (z retrospektywami Passoliniego, Warhola, Fassbindera, Jarmana), „Warszawski Festiwal Filmowy” Laudyna (z najlepszymi filmami berlińskiego konkursu Teddy Award). Od połowy dekady powstawały też festiwale już ściśle poświęcone tematyce LGBT: w Warszawie („Pryzmat”, „Subwersja”, „Festiwal Równości”), w Krakowie oraz Łodzi. Coraz powszechniej odbywały się też inne przeglądy oraz pokazy klubów filmowych w przyjaznych kinach, siedzibach organizacji (Lambda, KPH, Krytyka Polityczna) oraz w branżowych pubach i klubach.

W głównym nurcie kina pewne zmiany zarysowały się w roku 2005, nie tylko z uwagi na wyczekiwaną acz rozczarowującą superprodukcję „Aleksander”, „5×2” Özpeteka czy „Lato miłości”. W telewizji i wypożyczalniach pojawiły się wtedy „Anioły w Ameryce” – dla niektórych równie przełomowe i ważne, jak późniejszy romans kowbojski (aż szkoda, że wyłączone z homiczego plebiscytu). Nadzieje budziły też premiery dwóch filmów polskich: „Kochanków z Marony” wg prozy Iwaszkiewicza oraz „Parę osób, mały czas” o Mironie Białoszewskim. Oba tytuły z wyższej, artystowskiej półki, traktujący tematykę wielce oględnie, na ówczesnym bezrybiu powitane zostały jednak jako tęczowe jaskółeczki.

Połowę dekady naznaczył szum wokół „Tajemnicy Brokeback Mountain”, który zaowocował prawdziwym ‚wysypem’ filmów o tematyce okołogejowskiej. To w 2006 roku na polskich ekranach pojawiły się m.in. „Tarnation”, „C.R.A.Z.Y.”, „Śniadanie na Plutonie”, „Capote”, „Czas który pozostał”, „Kiss Kiss Bang Bang”, „Last Days”. Jeśli dorzucić do tego premiery płytowe (m.in. „Wakacyjne party”, „Transameryka”, „Kozaczki z pieprzykiem” i „Rent”), okazuje się, że polscy widzowie mieli okazję zapoznać się już z kilkunastoma tytułami LGBT. Nie sposób nie powiązać tej tendencji z intensyfikacją walki środowisk gejowsko-lesbijskich o swoją obecność w przestrzeni publicznej (słynne zakazane parady i pacyfikacje marszy).

Od tego momentu liczba premier filmowych nigdy już nie spadła poniżej dziesięciu rocznie, w 2007 oglądaliśmy w kinach m.in. „Córkę botanika”, „Notatki o skandalu”, „GranatowyPrawieCzarny”, „Męską historię” i „Zgon na pogrzebie”, a rok później – „XXY”, „Karmel”, „Madame Sata”, „Saturno Contro”.

Spory udział w rozpowszechnianiu branżowego repertuaru niezależnego i artystycznego zyskał łódzki festiwal „a million different loves?”, który – wzorem „Watch Docs” – po zakończeniu przeglądu ruszał w trasę objazdową (np. w roku 2008 zawitał do Krakowa, Wrocławia, Katowic, Gdańska, Szczecina, Torunia, Lublina i Olsztyna). W ten sposób oprócz filmów krótkometrażowych oraz eksperymentalnych, polska widownia miała okazję zapoznać się także z niedostępnymi produkcjami rodzimymi oraz kilkoma głośnymi tytułami pełnometrażowymi, jak „Lilie”, „Amnezja”, „Otto czyli niech żyją umarlaki” czy „Finn’s Girl”

Co ważniejsze – w tym samym okresie odnotować można przeniknięcie postaci i wątków gej-les do kina polskiego. Oprócz wspomnianych dokumentów („Trans-Misja” i „Coming out po polsku”, „I bóg stworzył transwestytę”, „Homo.pl”) znalazł się nareszcie polski dystrybutor „Homo father”, którego emisji telewizja publiczna unikała na tyle skutecznie, że film pierwszego oficjalnego wydania doczekał za granicą.

Postaci gejowskie i lesbijskie wysypało jednak przede wszystkim w kinie popularnym, że wspomnimy choćby tylko: „Senność”, „Lejdis” i „0-1-0” z roku 2008, a w następnym: „Złoty środek”, „Idealnego faceta dla mojej dziewczyny” czy utytułowany „Rewers”. Postęp dokonał się jednak nie tylko w warstwie ilościowej. Coroczne zamieszanie oskarowe wokół filmów ‚z wątkiem’ (2006 – „Brokeback Mountain” i „Capote”, 2007 – „Notatki o skandalu” i „Mała miss”, 2009 – „Obywatel Milk”) oraz coraz powszechniejsza obecność podobnych tytułów, wpłynęła też najwyraźniej na optykę polskich twórców, którzy zorientowali się wreszcie, że gej nie może już funkcjonować na dotychczasowej pozycji freaka, straszaka czy chamskiego pośmiewiska.

Szczególnie wyróżniają się na tym polu dwie krajowe produkcje popularne. W przewrotnym „Rewersie” owocem uwiedzenia naiwnej pannicy przez przedstawiciela opresyjnego aparatu państwowego jest gej, który w dorosłości na wszelki wypadek mieszka w Nowym Jorku, gdzie jego współżycie z partnerem jest jednak bardziej naturalne, niż w Warszawie. Można spierać się nad wymową odwiedzin symbolicznego grobu ojca przez homoseksualną parę, ważne natomiast, że matka w pełni syna akceptuje i jego orientacja nie stanowi tytułu do najmniejszego komentarza.

Jeszcze dalej poszli twórcy „Senności”, którzy nowelkę o trudnej miłości nieprzystających do siebie partnerów we wrogim otoczeniu, uczynili równorzędną do innych życiowych opowieści o miłości (lub jej braku). Co więcej, po raz pierwszy pokazali gejowską parę, która próbuje ułożyć sobie życie mimo przeciwności, jako całkowitą oczywistość, tak w sferze uczuć, jak i nieprzemilczanej fizyczności, bez przegięcia – jako parę kochających się facetów, którym przyszło o siebie walczyć.

Także w innych, bardziej rozrywkowych produkcjach, dokonuje się niepostrzeżenie zmiana wizerunku. W megahicie „Lejdis” mąż jednej z bohaterek okazuje się gejem i odchodzi, co akurat uznać można by za przejaw rozpasania i rozwydrzenia sfer bogackich. Niemniej nawet w żenującej poziomem komedyjce Lubaszenki, „Złoty środek” gej-fryzjer z szemranej Pragi działa po właściwej stronie, w słusznej sprawie charakteryzując Annę Przybylską na mężczyznę. Chciałoby się zakrzyknąć za jednym z bohaterów także rozgrywającego się na Pradze „Rezerwatu”: może to i pedał, ale swój. A to już całkiem nowa konstatacja.

Dla uzupełnienia obrazu dekady kina LGBT w polskim wydaniu należałoby dodać jeszcze przynajmniej dwa inne, mniej głośne tytuły: „Siedem przystanków na drodze do raju” z roku 2003 (DVD – 2009) z lesbijską parą głównych bohaterek oraz koprodukcję z Niemcami, „Świnki”, traktującą o chłopięcej prostytucji. Oprócz tego na uwagę zasługują niewątpliwie krótkie metraże z obiegu festiwalowego. Nie od rzeczy byłoby – wzorem Zachodu – pomyśleć o wydaniu ich antologii. Dzięki temu szersza publiczność miałaby okazję zapoznać się z takimi tytułami jak „Mama Masza”, „Aria diva” z Katarzyną Figurą w roli głównej, „Luksus”, „Na końcu ulicy” czy tegoroczny „50/50”.

Tymczasem w tym roku na rynku pojawili się właśnie nowi gracze, do których katalogu taki zbiorek pasowałby idealnie. Oferta dystrybutorów Imago i Tongariro, a także seria Rainbow Collection firmy MayFly sprawia, że ostatni rok dekady zdecydowanie wybił się w zakresie dostępności oferty filmowej LGBT. Jako przedsięwzięcia skupione wyłącznie na repertuarze gej-les, w krótkim czasie ta trójka przełamała monopol najbardziej nam dotąd życzliwych, ‚tradycyjnych’ dystrybutorów – z Gutkiem, SPInką i Monolith na czele.

Najbardziej bezpośrednio z EuroPride wywodzi swe działania Imago, który od początku roku prowadził w warszawskiej Kinotece „Czwartki LGBT”, rozwinięte do EuroFilm Festiwalu, a później kontynuowane, także w formie objazdowego przeglądu najlepszych tytułów, jak choćby „Mężczyzna, który kochał Yngve”. Zapewne także dla MayFly EuroPride stanowił doskonały impuls do wznowienia branżowej serii DVD, zainaugurowanej filmem „Kochałam Anabelle” (2007). W tym roku wydali kolejne tytuły z ambitnej półki (m.in. „Wild Side” i „Prawie nic”).

Tongariro Releasing z Poznania ruszyło dopiero jesienią, ale za to szeroką ławą: zaczęli od mocnych tytułów klasyków „Shortbus” i „The Living End”, by następnie wypuścić do kin i na płyty przekrój repertuaru komercyjnego i festiwalowego. Polscy geje i lesbijki zyskali dostęp do repertuaru dotąd dla siebie oficjalnie niedostępnego, zbyt hermetycznego, by zainteresować innych dystrybutorów: produkcji niezależnych, funkcjonujących w obiegu branżowych festiwali („Pokój Leo”, „Podaj mi dłoń”), a także już tych z nurtu czysto rozrywkowego („Mulligans”, „Śniadanie ze Scotem”). Podobnie jak w przypadku Imago dystrybucja kinowa jest zawężona do kin studyjnych w kilku miastach, ale w następnej kolejności rzeczone tytuły trafiają także na płyty.

Jeśli dorzucić do tego wyjątkowo obfitą tegoroczną ofertę pozostałych dystrybutorów, z tytułami takimi jak „Samotny mężczyzna” i „I Love You Phillip Morris”, „Mine Vaganti”, „Wyśnione miłości” i „Oczy szeroko otwarte” na czele, okazuje się, że pierwsza dekada XXI wieku zamyka się dla publiczności LGBT w Polsce całkiem optymistycznie, w ilości niemal 30 premier w ciągu jednego roku. Może to jeszcze nie USA z półsetką, ale jak na tak krótki okres, postęp całkiem imponujący zważywszy, że jeszcze w latach 2001-2002 było takich premier zaledwie po kilka.

Ile z tego optymizmu zostanie – zwłaszcza nowym graczom – na następne lata, przekonamy się zapewne już wkrótce, gdy ich pomysły zweryfikuje rodzimy rynek czyli przede wszystkim my sami. Dokonał się jednak pewien wyłom, tak ilościowy (ponad 120 nowości i wznowień w ciągu 10 lat), jak i mentalny. Geje nie figurują już u twórców filmowych na liście świrów, dewiantów i psychopatów. Jeszcze piętnaście lat temu film „Ksiądz” oprotestowywano pod kinami nabożnym stukotem różańców. Internetowych komentów na temat bezczelnej propagandy „Śniadania ze Scotem” na poważnie nie podjął już nikt.

Czy to już koniec filmowego „Polowania na czarownice”?

[daty podane w tekście dotyczą premier danych tytułów w Polsce]

Autor tekstu przygotował zestawienie filmów o tematyce LGBT wyświetlanych w Polsce lub wydanych na DVD, zapraszamy do lektury i uzupełnień – http://www.scribd.com/doc/46009694/FILMY-LGBT-W-POLSCE-2001-2010-KINO-DVD [2]


***
Przypominamy – ciągle można zagłosować w ankiecie na najważniejsze wydarzenia lat 2000-2010. Ankieta dostępna jest TUTAJ [3]
W każdej kategorii można zagłosować na więcej niż jedną pozycję. Pamiętajcie, że wybieramy najważniejsze wydarzenia, książki czy filmy, a więc te, które były głośne, które zmieniały naszą rzeczywistość.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Pietras

Marcin Pietras [4]

prowadzi bloga poświęconego popkulturze homiczej: www.queerpop.blogspot.com