Dekada homiczego kina

Koniec roku to pora ogólnoświatowych podsumowań. Plebiscyt goni ranking, podsumowują krytycy i krytykanci, głosują widzowie. W jednym z takich amerykańskich konkursów lista nominacji do kategorii ‚najlepszy film gej-les’, obejmuje bez mała 50 tytułów. A to ‚zaledwie’ podsumowanie roku! Siłą rzeczy pojawia się refleksja: czemu nie u nas? Ale zaraz potem druga: no tak, ale skoro u nas nie aż tyle, to właściwie ile?

Już nawet pobieżna lektura przewijających się w tym roku newsów i tytułów pozwala odczuć, że z dostępnością filmów o tematyce LGBT w kinie i na DVD jest zdecydowanie lepiej. Czy to magia EuroPride, czy inne kalkulacje, dość że rok 2010 przyniósł zdecydowanie najobszerniejszą ofertę gej-les, co więcej: ofertę dużo różnorodniejszą, niż w latach poprzednich.

O ile w plebiscycie 10-lecia portalu Homiki.pl czytelnicy wybierają najlepsze filmy kinowe, nie można pominąć także rosnącego branżowego rynku DVD – przede wszystkim dlatego, że dopiero w tej formie wiele z tytułów (zwłaszcza kina niezależnego i europejskiego) oraz wznowień tytułów z poprzednich dekad, faktycznie trafiło pod strzechy. Nie sposób też nie odnotować, że mniej znane, a bardziej branżowe obrazy, dostępne na dużym ekranie, polska publiczność zdecydowanie woli delektować w domowym zaciszu – to już bolączka polskiego życia społeczności LGBT jako takiego i przyczynek do szerszej analizy.

Jeśli chodzi o obecność tytułów z mainstreamu, to w ostatniej dziesięciolatce doprawdy nie mamy na co narzekać ani na ich reprezentację, ani publiczność. O ile tylko filmy zdobyły wystarczający rozgłos na świecie, trafiały i także do polskiego kalendarza premier. Trudno wyobrazić sobie, by na polskich ekranach nie pojawiły się wielkie i/lub utytułowane obrazy jak „Aleksander”, „Tajemnica Brokeback Mountain”, „Notatki o skandalu”, „Godziny”, „Mała Miss” czy „Brüno”. Nie mogło zabraknąć obsypanego nagrodami serialu „Anioły w Ameryce” czy produkcji niekoniecznie gejowskich, a jednak przez gejów wyczekiwanych, jak „Diabeł ubiera się u Prady” czy „Mamma mia”.

Także kino europejskie miało na naszych ekranach stałą reprezentację w kolejnych obrazach takich twórców jak François Ozon, Ferzan Özpetek czy Pedro Almodóvar. Pojawiały się też inne ciekawe tytuły o różnym przekroju tematycznym: „Aimee i Jaguar”, „Piękny bokser”, „C.R.A.Z.Y”, „Tarnation” czy „Letnia burza”. Z dostępem do tych ostatnich – i jeszcze mniejszych produkcji – bywało i bywa różnie: wiele z nich pojawiało się wyłącznie w kinach studyjnych większych miast, stąd tym bardziej docenić należy drugi obieg – płytowy.

Niemniej pierwsza połowa dekady nie zapowiadała jeszcze boomu. Premiery miało po kilka tytułów rocznie, dla przypomnienia niektóre z nich: w 2001 roku – „Aimee i Jaguar”, w 2002 – „On, ona i on” oraz „Plotka”, w 2003 – „Daleko od nieba”, „Godziny” i „Basen” a z mniej poważnych – „But Manitou” i „Pamięć złotej rybki”. W roku 2004 oglądaliśmy m.in. „Złe wychowanie”, „Monster” i „Słonia”.

Jeśli czegoś polskiemu widzowi mogło brakować całkowicie, to oferty offowej, dokumentalnej oraz – coraz bardziej liczącej się na Zachodzie – produkcji komercyjnej, skierowanej bezpośrednio na wyspecjalizowany rynek LBGT, ten sam, na którym wydawnictwa książkowe i paraliterackie dzieli się na kategorie ‚best lesbian paranormal’ i ‚best gay sci-fi futuristic’. Z powodu braku dostępu do tego ostatniego segmentu nie mamy się zbytnio zresztą co obrażać, niemniej i tu dochodzi właśnie do pewnego przełomu.

Przez pierwsze lata lukę w zakresie kina niezależnego, ambitnego i reportażowego, zapełniały pasjonatom festiwale filmów dokumentalnych: „Watch Docs” i „Planet Doc Review”, i fabularnych: „Era Nowe Horyzonty” Gutka (z retrospektywami Passoliniego, Warhola, Fassbindera, Jarmana), „Warszawski Festiwal Filmowy” Laudyna (z najlepszymi filmami berlińskiego konkursu Teddy Award). Od połowy dekady powstawały też festiwale już ściśle poświęcone tematyce LGBT: w Warszawie („Pryzmat”, „Subwersja”, „Festiwal Równości”), w Krakowie oraz Łodzi. Coraz powszechniej odbywały się też inne przeglądy oraz pokazy klubów filmowych w przyjaznych kinach, siedzibach organizacji (Lambda, KPH, Krytyka Polityczna) oraz w branżowych pubach i klubach.

W głównym nurcie kina pewne zmiany zarysowały się w roku 2005, nie tylko z uwagi na wyczekiwaną acz rozczarowującą superprodukcję „Aleksander”, „5×2″ Özpeteka czy „Lato miłości”. W telewizji i wypożyczalniach pojawiły się wtedy „Anioły w Ameryce” – dla niektórych równie przełomowe i ważne, jak późniejszy romans kowbojski (aż szkoda, że wyłączone z homiczego plebiscytu). Nadzieje budziły też premiery dwóch filmów polskich: „Kochanków z Marony” wg prozy Iwaszkiewicza oraz „Parę osób, mały czas” o Mironie Białoszewskim. Oba tytuły z wyższej, artystowskiej półki, traktujący tematykę wielce oględnie, na ówczesnym bezrybiu powitane zostały jednak jako tęczowe jaskółeczki.

Połowę dekady naznaczył szum wokół „Tajemnicy Brokeback Mountain”, który zaowocował prawdziwym ‚wysypem’ filmów o tematyce okołogejowskiej. To w 2006 roku na polskich ekranach pojawiły się m.in. „Tarnation”, „C.R.A.Z.Y.”, „Śniadanie na Plutonie”, „Capote”, „Czas który pozostał”, „Kiss Kiss Bang Bang”, „Last Days”. Jeśli dorzucić do tego premiery płytowe (m.in. „Wakacyjne party”, „Transameryka”, „Kozaczki z pieprzykiem” i „Rent”), okazuje się, że polscy widzowie mieli okazję zapoznać się już z kilkunastoma tytułami LGBT. Nie sposób nie powiązać tej tendencji z intensyfikacją walki środowisk gejowsko-lesbijskich o swoją obecność w przestrzeni publicznej (słynne zakazane parady i pacyfikacje marszy).

Od tego momentu liczba premier filmowych nigdy już nie spadła poniżej dziesięciu rocznie, w 2007 oglądaliśmy w kinach m.in. „Córkę botanika”, „Notatki o skandalu”, „GranatowyPrawieCzarny”, „Męską historię” i „Zgon na pogrzebie”, a rok później – „XXY”, „Karmel”, „Madame Sata”, „Saturno Contro”.

Spory udział w rozpowszechnianiu branżowego repertuaru niezależnego i artystycznego zyskał łódzki festiwal „a million different loves?”, który – wzorem „Watch Docs” – po zakończeniu przeglądu ruszał w trasę objazdową (np. w roku 2008 zawitał do Krakowa, Wrocławia, Katowic, Gdańska, Szczecina, Torunia, Lublina i Olsztyna). W ten sposób oprócz filmów krótkometrażowych oraz eksperymentalnych, polska widownia miała okazję zapoznać się także z niedostępnymi produkcjami rodzimymi oraz kilkoma głośnymi tytułami pełnometrażowymi, jak „Lilie”, „Amnezja”, „Otto czyli niech żyją umarlaki” czy „Finn’s Girl”

Co ważniejsze – w tym samym okresie odnotować można przeniknięcie postaci i wątków gej-les do kina polskiego. Oprócz wspomnianych dokumentów („Trans-Misja” i „Coming out po polsku”, „I bóg stworzył transwestytę”, „Homo.pl”) znalazł się nareszcie polski dystrybutor „Homo father”, którego emisji telewizja publiczna unikała na tyle skutecznie, że film pierwszego oficjalnego wydania doczekał za granicą.

Postaci gejowskie i lesbijskie wysypało jednak przede wszystkim w kinie popularnym, że wspomnimy choćby tylko: „Senność”, „Lejdis” i „0-1-0″ z roku 2008, a w następnym: „Złoty środek”, „Idealnego faceta dla mojej dziewczyny” czy utytułowany „Rewers”. Postęp dokonał się jednak nie tylko w warstwie ilościowej. Coroczne zamieszanie oskarowe wokół filmów ‚z wątkiem’ (2006 – „Brokeback Mountain” i „Capote”, 2007 – „Notatki o skandalu” i „Mała miss”, 2009 – „Obywatel Milk”) oraz coraz powszechniejsza obecność podobnych tytułów, wpłynęła też najwyraźniej na optykę polskich twórców, którzy zorientowali się wreszcie, że gej nie może już funkcjonować na dotychczasowej pozycji freaka, straszaka czy chamskiego pośmiewiska.

Szczególnie wyróżniają się na tym polu dwie krajowe produkcje popularne. W przewrotnym „Rewersie” owocem uwiedzenia naiwnej pannicy przez przedstawiciela opresyjnego aparatu państwowego jest gej, który w dorosłości na wszelki wypadek mieszka w Nowym Jorku, gdzie jego współżycie z partnerem jest jednak bardziej naturalne, niż w Warszawie. Można spierać się nad wymową odwiedzin symbolicznego grobu ojca przez homoseksualną parę, ważne natomiast, że matka w pełni syna akceptuje i jego orientacja nie stanowi tytułu do najmniejszego komentarza.

Jeszcze dalej poszli twórcy „Senności”, którzy nowelkę o trudnej miłości nieprzystających do siebie partnerów we wrogim otoczeniu, uczynili równorzędną do innych życiowych opowieści o miłości (lub jej braku). Co więcej, po raz pierwszy pokazali gejowską parę, która próbuje ułożyć sobie życie mimo przeciwności, jako całkowitą oczywistość, tak w sferze uczuć, jak i nieprzemilczanej fizyczności, bez przegięcia – jako parę kochających się facetów, którym przyszło o siebie walczyć.

Także w innych, bardziej rozrywkowych produkcjach, dokonuje się niepostrzeżenie zmiana wizerunku. W megahicie „Lejdis” mąż jednej z bohaterek okazuje się gejem i odchodzi, co akurat uznać można by za przejaw rozpasania i rozwydrzenia sfer bogackich. Niemniej nawet w żenującej poziomem komedyjce Lubaszenki, „Złoty środek” gej-fryzjer z szemranej Pragi działa po właściwej stronie, w słusznej sprawie charakteryzując Annę Przybylską na mężczyznę. Chciałoby się zakrzyknąć za jednym z bohaterów także rozgrywającego się na Pradze „Rezerwatu”: może to i pedał, ale swój. A to już całkiem nowa konstatacja.

Dla uzupełnienia obrazu dekady kina LGBT w polskim wydaniu należałoby dodać jeszcze przynajmniej dwa inne, mniej głośne tytuły: „Siedem przystanków na drodze do raju” z roku 2003 (DVD – 2009) z lesbijską parą głównych bohaterek oraz koprodukcję z Niemcami, „Świnki”, traktującą o chłopięcej prostytucji. Oprócz tego na uwagę zasługują niewątpliwie krótkie metraże z obiegu festiwalowego. Nie od rzeczy byłoby – wzorem Zachodu – pomyśleć o wydaniu ich antologii. Dzięki temu szersza publiczność miałaby okazję zapoznać się z takimi tytułami jak „Mama Masza”, „Aria diva” z Katarzyną Figurą w roli głównej, „Luksus”, „Na końcu ulicy” czy tegoroczny „50/50″.

Tymczasem w tym roku na rynku pojawili się właśnie nowi gracze, do których katalogu taki zbiorek pasowałby idealnie. Oferta dystrybutorów Imago i Tongariro, a także seria Rainbow Collection firmy MayFly sprawia, że ostatni rok dekady zdecydowanie wybił się w zakresie dostępności oferty filmowej LGBT. Jako przedsięwzięcia skupione wyłącznie na repertuarze gej-les, w krótkim czasie ta trójka przełamała monopol najbardziej nam dotąd życzliwych, ‚tradycyjnych’ dystrybutorów – z Gutkiem, SPInką i Monolith na czele.

Najbardziej bezpośrednio z EuroPride wywodzi swe działania Imago, który od początku roku prowadził w warszawskiej Kinotece „Czwartki LGBT”, rozwinięte do EuroFilm Festiwalu, a później kontynuowane, także w formie objazdowego przeglądu najlepszych tytułów, jak choćby „Mężczyzna, który kochał Yngve”. Zapewne także dla MayFly EuroPride stanowił doskonały impuls do wznowienia branżowej serii DVD, zainaugurowanej filmem „Kochałam Anabelle” (2007). W tym roku wydali kolejne tytuły z ambitnej półki (m.in. „Wild Side” i „Prawie nic”).

Tongariro Releasing z Poznania ruszyło dopiero jesienią, ale za to szeroką ławą: zaczęli od mocnych tytułów klasyków „Shortbus” i „The Living End”, by następnie wypuścić do kin i na płyty przekrój repertuaru komercyjnego i festiwalowego. Polscy geje i lesbijki zyskali dostęp do repertuaru dotąd dla siebie oficjalnie niedostępnego, zbyt hermetycznego, by zainteresować innych dystrybutorów: produkcji niezależnych, funkcjonujących w obiegu branżowych festiwali („Pokój Leo”, „Podaj mi dłoń”), a także już tych z nurtu czysto rozrywkowego („Mulligans”, „Śniadanie ze Scotem”). Podobnie jak w przypadku Imago dystrybucja kinowa jest zawężona do kin studyjnych w kilku miastach, ale w następnej kolejności rzeczone tytuły trafiają także na płyty.

Jeśli dorzucić do tego wyjątkowo obfitą tegoroczną ofertę pozostałych dystrybutorów, z tytułami takimi jak „Samotny mężczyzna” i „I Love You Phillip Morris”, „Mine Vaganti”, „Wyśnione miłości” i „Oczy szeroko otwarte” na czele, okazuje się, że pierwsza dekada XXI wieku zamyka się dla publiczności LGBT w Polsce całkiem optymistycznie, w ilości niemal 30 premier w ciągu jednego roku. Może to jeszcze nie USA z półsetką, ale jak na tak krótki okres, postęp całkiem imponujący zważywszy, że jeszcze w latach 2001-2002 było takich premier zaledwie po kilka.

Ile z tego optymizmu zostanie – zwłaszcza nowym graczom – na następne lata, przekonamy się zapewne już wkrótce, gdy ich pomysły zweryfikuje rodzimy rynek czyli przede wszystkim my sami. Dokonał się jednak pewien wyłom, tak ilościowy (ponad 120 nowości i wznowień w ciągu 10 lat), jak i mentalny. Geje nie figurują już u twórców filmowych na liście świrów, dewiantów i psychopatów. Jeszcze piętnaście lat temu film „Ksiądz” oprotestowywano pod kinami nabożnym stukotem różańców. Internetowych komentów na temat bezczelnej propagandy „Śniadania ze Scotem” na poważnie nie podjął już nikt.

Czy to już koniec filmowego „Polowania na czarownice”?

[daty podane w tekście dotyczą premier danych tytułów w Polsce]

Autor tekstu przygotował zestawienie filmów o tematyce LGBT wyświetlanych w Polsce lub wydanych na DVD, zapraszamy do lektury i uzupełnień – http://www.scribd.com/doc/46009694/FILMY-LGBT-W-POLSCE-2001-2010-KINO-DVD


***
Przypominamy – ciągle można zagłosować w ankiecie na najważniejsze wydarzenia lat 2000-2010. Ankieta dostępna jest TUTAJ
W każdej kategorii można zagłosować na więcej niż jedną pozycję. Pamiętajcie, że wybieramy najważniejsze wydarzenia, książki czy filmy, a więc te, które były głośne, które zmieniały naszą rzeczywistość.

Autorzy:

zdjęcie Marcin Pietras

Marcin Pietras

prowadzi bloga poświęconego popkulturze homiczej: www.queerpop.blogspot.com

18 komentarzy do:Dekada homiczego kina

  • imię

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Przedziwna perspektywa – zupełne przemilczenie faktu, że ludzie na potęgę ściągają filmy z internetu i mają gdzieś oficjalną dystrybucję.

  • timofieusz

    [Re: Dekada homiczego kina]

    perspektywa prawidłowa przynajmniej z dwóch względów:
    1) to co na rynku pojawia się oficjalnie jest najlepszym wykładnikiem zmian w naszym pięknym kraju – co w tym wypadku jest bardzo frapujące (i poniekąd dowodzi, że jednak NIE WSZYSCY kradną, a niektórzy wolą właśnie oficjalnie i ładnie po polsku);
    2) jeśli nawet przyjąć, że wszyscy na potęgę ściągają, podobne analizy stają się bez sensu, bo dotyczyłyby rynku światowego, który generalnie staje się nie do ogranięcia.
    czy przyjąwszy takie kryterium powinniśmy omawiać całą literaturę anglo-, francusko-, niemiecko- i hiszpańskojęzyczną? te książki też można przecież na różne sposoby ściągać i skopiować.

    przedziwną perspektywą to dla mnie jest przyznawanie, że się kradnie wszystko jak leci. doceniam pracę kogoś, kto próbuje mi te wszystkie tytuły z jakichś względów przybliżyć.
    mając do wybor obejrzenie tego samego w domu i w kinie – wybieram to drugie. choćby dla samej satysfakcji, że teraz już takie rzeczy w kinie oglądać MOGĘ.
    no, ale ja jestem jakiś dziwny…

  • czytelniczka

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Gdyby ktoś wziął pod uwagę złodziejski proceder, to po pierwsze by go sankcjonował, a tego nie wypada nawet jeśli samemu się ściąga a po drugie jak niby miał(a)by zbadać, co ludzie ciągną?

    Tekst może troszkę jak wypracowanie drętwy (zajrzałam na bloga i tam są teksty bardziej barwne stylistycznie…), ale to naprawdę porządnie przygotowane zestawienie. Podoba mi się zwrócenie uwagi na cezurę „Brokeback M.” – po tym filmie już nic nie było takie samo w odbiorze tęczowej kinematografii.

  • Walpurg

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Dopiero czytając kolejne zestawienia człowiek uświadamia sobie, jak wiele tego wszystkiego… :)

    Dobra wiadomość jest taka, że następna dekada zacznie się od mocnego wejścia. 14 stycznia wchodzi na ekrany kin „Zabiłem moją matkę” – debiutancki film Xaviera Dolana, którego poznaliśmy z uroczych „Wyśnionych miłości”. Ten zdolny szczeniak napisał scenariusz w wieku 17 lat a wyreżyserował i zagrał główną rolę w wieku 19 lat. Film obsypano nagrodami (trzy nagrody w Cannes, nominacja do Cezara, kandydat do Oscara).

    Ciekawe, co będzie można napisać o Dolanie przy podsumowaniu kolejnej dekady, 29.12.2020 roku? Miejmy nadzieję, że porównywanie go do największych nazwisk współczesnego kina (np. Almodovara) nie było przesadą. Zobaczymy za 10 lat.

  • Marcin

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Ja kocham Dolana za „Wyśnione miłości”, dosłownie i w przenośni, ten film to będzie hit :)

  • Arc-en-terre

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Bardzo ciekawe podsumowanie :) A teraz czas na kilka moich refleksji.

    Aimee i Jaguar O zgrozo, film ten pojawił się wcześniej niż polskie wydanie książki. Na całe szczęście, miałam wówczas 14 lat, więc go wówczas nie obejrzałam. Moim zdaniem książka jest dużo lepsza, przez co filmu w rezultacie końcowym nigdy do końca nie obejrzałam.

    Lato miłości Tu z kolei było odwrotnie – najpierw obejrzałam film, potem przeczytałam książkę. A raczej próbowałam przeczytać, gdyż okazało się, że jest to powieść raczej młodzieżowa i niezbyt przypadła mi do gustu. Film taki sobie.

    Maylfy wydało jeszcze Deszcz słodyczy – dosyć dziwaczny film, składający się z czterech opowieści. Generalnie nie polecam go znajomym, ciężkie, a może zwyczajnie nudne to kino. Choć czwarta opowieść jest opowiedziana dość ciekawie – takie pomieszanie rzeczywistości z kreskówką.

    Na Foxie mogliśmy też oglądać „Słowo na L”, najpopularniejszy chyba lesbijski serial, na fali którego powstała moda na „bycie jak Shane”.

    Dla mnie interesującymi filmami były ekranizacje prozy Sarah Waters (niestety nie zostały one w Polsce wydane).

    Dobrze, że są festiwale LGBT, gdyż przy tej okazji udało mi się obejrzeć „Pusinky”, które mnie zaczarowały i kilka ciekawych dokumentów.

    Mi brakuje wciąż filmów o tematyce transseksualnej. Świetny był film „Nie czas na łzy”, ale to rok 1999, więc do tej dekady już się nie zalicza.

  • Soniasonia

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Co do ściągania – większość widzów ma jednak pewne zasady moralne i ściąga z internetu te filmy, których nie można nabyć w Polsce (nie były zlicencjonowane bądź nakład się wyprzedał i wydawnictwo nie planuje wznowienia). Większość użytkowników forów, niezależnie od tematyki, deklaruje chęć kupienia filmu po ukazaniu się w Polsce.
    W ramach uzupełnienia, w ostatnich latach w Polsce wydano dwa filmy anime o tematyce lesbijskiej – najpierw wydawnictwo Anime Gate wydało „Kapłanki przeklętych dni” (org. „Kannazuki no Miko”), film opowiadający o dwóch dziewczynach, których relacja ciągnie się przez pokolenia, w miarę, jak się odradzają, natomiast rok później Anime Virtual wydało „Rewolucjonistkę Utenę” (org. „Adolascence Mokushiroku”), arcydzieło surrealizmu, w środkach wyrazu stosującą stylistykę oniryzmu i symbolizmu. Moim zdaniem ten mało znany film powinien znaleźć się w kolekcji każdego kulturalnego człowieka. Zupełnie nową propozycją jest kolejny tytuł Anime Gate, serial anime „Kawaler Miecza” (org. „Le Chevalier d’Eon”), w której ciało głównego bohatera dzielą dwie dusze – jego oraz jego zmarłej siostry. Główny motyw podejmuje tematykę transseksualną, a ponadto w serialu wiele jest crossdressingu oraz sugestii lesbijskich relacji łączących różne postaci kobiece. Polecam ten serial wszystkim, którzy lubią przygodowe, historyczne fantasy.
    Strony wydawnictw: http://www.anime-gate.pl/modules.php?name=News
    http://www.anime-virtual.pl/

  • imię

    [Re: Dekada homiczego kina]

    @czytelniczka:

    O, apologia hipokryzji? Rób to w domu po kryjomu, jasne! Cóż, akurat ja piratów nie ściągam, szczerze mówiąc – ze strachu, że prędzej czy później system się uszczelni i będę narażona na konsekwencje.

    Jak zbadać, co ludzie ciągną? Proszę pomyśleć o powszechnej znajomości seriali „Queer as Folk” albo „The L Word” lata świetlne przed polskimi premierami. Czyta się fora i strony z opiniami i rekomendacjami…

    Désolée.

    @timofieusz:

    Patrząc z punktu widzenia przemian w kanałach dystrybucji oficjalnej, przyznaję rację.

    Literatura? Hm, mam za soba ładnych parę latek czytania polskich opracowań „naukowych” (humanistyka, rzecz jasna) powołujących się na prace w Polsce nie wydawane, wyrywane z kontekstu całego oeuvre danego autora czy danej autorki… później zaś jakieś wydawnictwo uważa za konieczne, stosowne, uzasadnione, opłacalne takie coś opublikować – Butler, Braidotti, etc., o Lacanie nie wspominając. Okazuje się, że wydawnictwo miało rację, czytano, dodawano w bibliografiach, i wiele nie rozumiano. Hm.

  • timofieusz

    [Re: Dekada homiczego kina]

    @Soniasonia
    dzięki, ważne uzupełnienie :)

    @Walpurg
    co do Dolana – na porównania do największych to trzeba pracować latami. akurat zestawienie z Almodovarem (zwłaszcza wczesnym) raczej chybione.
    jeśli się ogląda oba pierwsze filmy w krótkim czasie (jak mieliśmy okazję), to w pewnych kwestiach już widać obesesyjki i powtórzenia.
    jednym słowem: pożyjemy, ocenimy :)

  • timofieusz

    [Re: Dekada homiczego kina]

    @Arc-en-terre:

    „Nie czas na łzy” załapałby się na listę obiegu do użytku domowego – tymczasem wychodzi na to, że wprawdzie ukazał się w 2001 roku ale na… wideo. Później – żadnych wznowień…?

  • [Re: Dekada homiczego kina]

    timofieusz: „Nie czas na łzy” jakiś czas temu (nie dalej niż pół roku) można było kupić na DVD z… Vivą, czyli jako dodatek do gazety :D

  • timofieusz

    [Re: Dekada homiczego kina]

    to kolejny problem: płyty ‚rozdawane’ z gazetami nie są odnotowywane jako premiery. a w ten sposób też się trochę tytułów pokazało, choćby ‚notatki o skandalu’ czy klasyczna ‚klatka dla ptaków’ czy ‚nadstaw uszu’ frearsa…

  • Walpurg

    [--> timofieusz ]

    Toteż nie porównuję a jedynie jestem ciekawy co napiszemy o nim za 10 lat.

  • Peter

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Zastanawiają mnie te nieustanne próby oddzielenia (pop)kultury homoseksualnej od ogólnoludzkiej. Przecież to jest też tworzenie kolejnego getta! Czy to w ogóle ma sens? Zwłaszcza, że np. to „homicze kino” nie wnosi szeczólnie wiele do dorobku kina światowego. Autor zaś zdaje się sugerować, że gdyby skończyć polowanie na homoczarownice, kino światowe rozkwitłoby nie tylko barwami tęczy, ale jakąś nową falą superkultury. A co na poparcie tej tezy? Nic = koniec artykułu.

  • stereo-typ

    [Re: Dekada homiczego kina]

    @ Peter

    Zastanawia mnie alergia coponiektórych na samo nazwanie tego co homicze homiczym…

  • junior

    [Re: Dekada homiczego kina]

    Całość robi wrażenie. Ilościowo, bo z jakością filmów bywa różnie, mimo życzliwości dla przedsięwzięć typu „czwartki”, Tongariro.
    PS. 5×2 to film Ozona

  • timofieusz

    [Re: Dekada homiczego kina]

    @junior:
    oczywiście, że Ozon :)
    mimo lat do dziś mam problem z tymi dwoma nazwiskami – nie chcą przestać mi się mylić :)

    co do stosunku ilość : jakość – znów racja. im więcej tytułów staje się dostępne, tym też się robi przeciętniej, to nie do uniknięcia.
    ale to też postęp. mizerne filmiki w stylu „od początku do końca” też mają swoją publiczność, podobnie jak brazylijskie seriale. dochodzimy właśnie do punktu, kiedy znajdzie się coś dla kogoś o gustach wygórowanych, oraz – co najmniej – przeciętnych.
    nie tylko produkcje z górnej półki, ale także masówka i rozrywka – poszerzamy spektrum, z tego też poniekąd wypada się cieszyć.

  • arri

    [Pytanie do znawców]

    Czy znacie jakiś fajny film, ale taki na miarę Shortbusa, który też został pominięty w oficjalnej dystrybucji, a który wart byłby polecenia?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa