Zaprawdę, powiadam Wam…

1. „Wymazywanie” gejostwa przez Legierskiego

Znam od dawna i bardzo lubię Tomka Sikorę – cenię też jego intelektualną swadę i artystowski polot. Wraz z Rafałem Majką tworzą wspaniałą, intelektualnie inspirującą parę (polecam arcyciekawy blog Tomka i jego artystyczne fotografie). Ale uważam Tomku, że Twój tekst o Krystianie Legierskim jest w kilku kwestiach niefortunny. Krystian Legierski, który dotychczas osiągnął tak wiele – zwłaszcza jako twórca wspaniałego ośrodka kultury jakim był klub Le Madame, a następnie M25, oraz – last but not least – drugiej twarzy Tomby Tomby, czyli Ust Mariana, dokonał otóż teraz kolejnego znaczącego wyczynu – został stołecznym radnym, będąc jawnym, zdeklarowanym gejem. I otrzymał aż tyle głosów! Widać całkiem wyraźnie, że jeśli ktoś postrzegany jest jako normalny, przedsiębiorczy obywatel, pozbawiony jakichkolwiek kompleksów, to jego orientacja przestaje mieć znaczenie. Tak samo jak pochodzenie etniczne. Przecież to, że Krystian nie jest „czystej krwi Polakiem” (co wypominała mu wymiatającą swą „inteligencją inaczej” posłanka Sobecka, protegowana ojczulka Rydzyka) też nie ma dla nikogo znaczenia. Tak, bo Krystian dokonał wielkiej sztuki – dokładnie tego, co wyraził w wypowiedzi dla tygodnika „Wprost”:

„Chodzi mi o to, żeby to gejostwo wymazać, żeby ktoś, kto patrzy na mnie, nie widział we mnie natychmiast pedała, żeby to było bez znaczenia!”.

Z tego czyni Legierskiemu zarzut Tomek Sikora. Wtóruje mu też na swoim blogu Wojtek Szot-Abiekt: że niby nie po to walczyliśmy o różnorodność, żeby teraz zacierać różnice, że chodzi o to, by właśnie różnorodność podkreślać. I tak, i nie. Bo myślę, ze słowa Krystiana wcale nie mają wcale oznaczać, że ten hipotetyczny „ktoś” nie wie, czy nie będzie wiedział, że Legierski jest gejem. Tak samo jak nie można powiedzieć, że nie wie, iż Krystian jest „czarny” (podobnie jak „czarny” jest Barack Obama, pomimo, że obaj są tyleż czarni co biali; ale w Polsce, podobnie jak w Ameryce, choćby najmniejsza domieszka innego „koloru” czyni kogoś automatycznie „nie-białym”, podobnie jak to bywało,i nadal bywa, z pochodzeniem żydowskim). Nie. Wszyscy o tym wiedzą, ale nie „widzą” tego – bo otóż Krystian Legierski wcale nie niweluje różnicy czy różnorodności, jak imputuje mu (łapiąc go raczej za słowa) Tomek Sikora, ale udaje mu się – właśnie poprzez swoją „normalność”, asertywność, brak kompleksów czy aktywność uczynić te aspekty swojej osoby i osobowości „niewidzialnymi”, czy może raczej przeźroczystymi. One są, i nie tylko nikomu nie przeszkadzają, ale myślę że nawet wzbudzają sympatię – bo ludzie tak „w duchu” chyba cenią różnorodność, barwność, indywidualność, inteligencję. Inteligencji Legierskiemu też z pewnością nie brakuje. Na przykład świetnie wypada w programach telewizyjnych. Nie poddaje się emocjom, dobrze kontruje ataki przeciwnika. Jest opanowany i cool.

W ostatnich latach mieliśmy w naszym kraju szereg głośnych coming outów – Jacka Poniedziałka, Tomasza Raczka, a ostatnio profesora Michała Głowińskiego. Te coming outy w niczym tym postaciom nie zaszkodziły, a wręcz przeciwnie – zyskały im sympatię także wśród osób dalekich od tzw. „tolerancji”, czy nawet niekiedy homofonicznych. Dlaczego? Bo osoby te coś sobą reprezentują, bo mają wymierne osiągnięcia, cenione są za całokształt swojej życiowej drogi. A publiczne ujawnienie ich orientacji było po prostu stwierdzeniem faktu – teraz już każdy „wie”, ale fakt ten jest niejako niewidzialny; liczą się jako pełnowymiarowi ludzie – aktor, krytyk, wydawca, animator kultury, literaturoznawca – a nie jako jednowymiarowe, „kartonowe” postaci typu „hello, jestem gejem, kochajcie mnie!”.

Chyba już niemal dziesięć lat temu Klaus Wowereit został burmistrzem Berlina, wkrótce po tym, jak uczynił swoje słynne wyznanie „Ich bin Schwul und das ist auch gut so!” – „jestem gejem i tak też jest dobrze”. Nie został burmistrzem dlatego, że był gejem, ale dlatego że uważano go za dobrze przygotowanego kandydata na to stanowisko, a wyznanie, właśnie jak w przypadku wymienionych przed chwilą postaci, jedynie przysporzyło mu sympatii, bo oprócz swych atrybutów profesjonalnych okazał się w dodatku człowiekiem odważnym, nieszablonowym, „innym” – w sposób „ubogacający” rzeczywistość.

A zatem konkluzja: bądźmy dumni z tego, że jesteśmy „inni” – gejami, lesbijkami, biseksualistami, transseksualistami, czy po prostu osobami queer – ale na Boga, nie może to być nasz jedyny powód do chwały, a nasza „odmienność” nie może być osią naszego życia. Podkreślajmy, gdzie tylko możemy naszą odmienność, ale niech nie ona będzie najważniejsza. Niech „heterycy” cenią nas za to kim jesteśmy, co robimy, ale nie oczekujmy by cenili nas za naszą orientację. Bo oni tak naprawdę mają to gdzieś – żeby nie użyć dosadniejszego określenia, w tym konkretnym wypadku niosącego dodatkowe treści…

Tomka Sikorę, Rafała Majkę i Abiekta też kochamy, obejmujemy (za szyję) i cenimy nie dlatego, że są gejami/kłirami, ale za ich inteligencję, dokonania i inne możliwe zalety… Ale świat nigdy nie był sprawiedliwy, i nawet najgorliwsi działacze tego faktu nie zmienią. I całe szczęście. Albowiem, zaprawdę, powiadam Wam, nie ma nic straszniejszego niż świat w pełni „sprawiedliwy” – historia przerabiała już to wiele razy, ale wciąż są nowe zastępy idealistów, którzy sądzą, że uda im się to osiągnąć…

2. „Poniżanie” Krzysztofa Śmiszka

I kolejna sprawa, choć może trochę poniewczasie. Sprawa Radziszewskiej i Śmiszka. Naraziłem się już niejednej osobie, ale przecież wolność słowa i swoboda wypowiedzi jest chyba tym, o co walczymy – i nasze „środowisko” chyba nie ma przypominać królestwa „geniusza Żoliborza”, gdzie kto ma inne zdanie, ten wróg. Otóż: albo sam jestem umysłowo niedorozwinięty, albo może to wina kapryśnego klimatu, ale do tej pory nie jestem w stanie rozebrać, na czym miała polegać zbrodnia Elżbiety Radziszewskiej w telewizyjnym „wyoutowaniu” Krzysztofa Śmiszka. Dla mnie Krzysztof Śmiszek był od dawna wyoutowanym gejem, znanym działaczem zajmującym się kwestiami prawnymi i, o czym nawet moje kotki (Furia Feministka i Coco Moherka) wiedzą, partnerem Roberta Biedronia. A tu nagle okazuje się, że minister Radziszewska wyoutowała Śmieszka wbrew jego woli i, co więcej, uczyniła to, by go „poniżyć”! No, wybaczcie mi, moi drodzy, ale tutaj to ja już wymiękam. Oglądałem tę rozmowę szereg razy na kochanym ju tiubie, i jako żywo tak tego nie odebrałem. Po pierwsze Radziszewska chciała – moim zdaniem – dokonać pewnej paraleli pomiędzy Śmiszkiem, a tą hipotetyczną nauczycielką-lesbijką, która chciałaby być zatrudniona w katolickiej szkole (po jakie licho to już całkiem inna sprawa, ale to temat na inną okazję). I w całkiem sympatyczny (choć nieco „plotkarski” sposób) pozwoliła sobie wspomnieć o Śmiszkowej orientacji – ale nie wyczułem tu jakiejkolwiek intencji „poniżania”, a wręcz przeciwnie, odniosłem wrażenie, że w tej uwadze jest nuta sympatii. Ale nie pozwolono Radziszewskiej dokończyć, zakrzyczano ją. I nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę chciała powiedzieć.

A po drugie – z jednej strony krzyczymy o różnorodności i tak dalej, a gdy ktoś tę naszą różnorodność z całym szacunkiem uznaje i wspomina o niej publicznie, to oskarżamy go o „poniżanie”. Ja tego po prostu nie rozumiem! To czystej wody prawnicza kazuistyka, sofistyka, erystyka, i tak dalej. To po prostu nie jest uczciwe. Jako widz tej rozmowy byłem całym sercem po stronie Radziszewskiej, a nie „biednego”, „poniżonego” Śmieszka. Tak postępować po prostu nie można.

I ostatni aspekt tej rozmowy: czy Krzysztof Śmiszek wstydzi się swojej orientacji? Nawet, gdyby Radziszewska była pierwsza osobą, która to publicznie ujawniła, to i co z tego? Chyba powinien być dumny. Przecież krzyczymy także o gejowskiej dumie. Gdzie tutaj konsekwencja?

3. Miej proporcjum, mocium panie, czyli bądźmy ludźmi, nie sofistami

Tak, to vqrvia mnie najbardziej, jest to vqrvienie „meta”. Bo te dwa przykłady powyżej, to jedynie przykłady. Więc co vqrvia mnie najbardziej i ”meta”? To, że dla nas, działaczy czy nawet quasidziałaczy LGBTQ, czymś najważniejszym stają się formułki, procedurki, puste słowa. Nie ważna jest treść, lecz forma, i to forma, która całkowicie odrywa się od powszechnej, potocznej percepcji. Jako członek zarządu Lambdy i ktoś, kto od dawna ma kontakt nie tylko z działaczami, ale i ze „zwykłymi” gejami i lesbijkami – osobami w różnym wieku, różnych zawodów, z różnych sfer życia, w tym zwłaszcza studentkami i studentami, raz po raz słyszę, że nie trawią oni klimatów działaczostwa, orgów, środowiska, że to co robi ta grupa aktywistów po prostu rozmija się z powszechnymi oczekiwaniami, jest czystą sztuką dla sztuki. Dużo w tym oczywiście przesady, ale coś jednak jest na rzeczy. Te wspomniane osoby z którymi rozmawiam to często ludzie o bardzo wysokim poziomie intelektualnym, więc nie czyńmy im zarzutów, że nie są w stanie „zrozumieć”, że „nie dorośli”. W ten sposób zbywano tzw. krytykę ustroju w minionej epoce. Osoby krytykujące po prostu intelektualnie i świadomościowo nie nadążały. W podobny zresztą sposób i Kościół zbywa swoich krytyków – po prostu ich duch i umysł są nazbyt małe, by pojąć „tajemnice wiary”.

Więc, reasumując: róbmy to co, się da, róbmy swoje, twórzmy pozytywny wizerunek swój i swego środowiska (czy ono istnieje, czy nie, ale jednak w jakiejś nebularnej choćby postaci istnieje), walczmy o swoje prawa, jak choćby prawo do związków. Ale na Boga, zachowajmy zdrowy rozsądek i proporcje! Nie przydawajmy naszej nieheteroseksualnej orientacji jakiejś wyższości moralnej, nie obnośmy się z cierpiętnictwem, nie umieszczajmy na ulicach głupich plakatów typu „pedał/lesba, to boli”, nie urządzajmy happeningów z rzucaniem w swoje wizerunki jajkami. Miejmy poczucie godności, bądźmy po prostu normalnymi, kulturalnymi ludźmi.

Bądźmy pełnowymiarowymi Ludźmi, a nie gejami, lesbijkami, transami, kłirami. A wtedy to drugie stanie się czymś tak oczywistym i zwykłym jak kolor włosów. Po prostu czymś nieistotnym. Po prostu, jak chciał Krystian Legierski, zostanie „wymazane”. Co nie znaczy że przestanie być czymś ważnym. I z drugiej strony publiczne określenie kogoś „gejem”, jak w wypadku Krzysztofa Śmiszka, też nie będzie „obrazą”. Nie łapmy się za słowa, nie fetyszyzujmy politycznej poprawności, nie wpadajmy w pułapki rozumowania tak pokrętnego, że już nikt nie jest w stanie zrozumieć, o co chodzi. I pamiętajmy, że nawet mądry ksiądz czy zakonnica, że ktoś o poglądach z pozoru całkowicie innych od naszych też może być człowiekiem inteligentnym, otwartym, dobrym. I więcej się osiągnie postawą nacechowaną zrozumieniem, empatią, czy tolerancją à rebours, czyli wobec naszych „wrogów”, niż histerycznym łapaniem się za niefortunne nawet niekiedy słowa. Nie stawajmy się też policjantami politycznej poprawności. Bo możemy się niebawem obudzić w świecie George’a Orwella. Trochę luzu, mocium panie, trochę luzu…

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

20 komentarzy do:Zaprawdę, powiadam Wam…

  • buźka

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Niestety, w przypadku osób mniej znanych niż p. Legierski zwykle nie da się pogodzić „bycia człowiekiem” i „bycia innym”, gdyż wielu ludzi, gdy tylko dowiaduje się o braku prznalezności danej osoby do „normy” przestaje daceniać osiągnięcia i charakter danej osoby, a widzi tylko „pedalskość”, chociażby nawet wcześniej uważali ją za przyjaciela. Prawdopodobnie też równie wiele osób, które wcześniej nie znały p. Lagierskiego, polubiło go za odmienność, nie znając programu, jak i za tą samą odmienność znienawidziło…

  • benek

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    ze wszystkim się zgodzę poza sprawą Radziszewska vs. Śmiszek. Nawet Józefa Hennelowa w Tygodniku Powszechnym napisała, że tak o „praktycznych skutakch czyjejś orientacji” mówić się nie powinno.
    Tak samo jak nie wyborażam sobie by w dyskusji w czasie obrad rady z udziałem radnego Legierskiego inny uczestnik w jakimkolwiek celu poruszył kwestię jego orientacji, chyba że byłoby to intencją samego Legierskiego.

  • Ibn Ruszd

    [dobry tekst. a poza tym uważam, że ]

    …racja jeśli chodzi o Legierskiego. Wystarczy trochę życzliwości do drugiego człowieka i od razu zaczyna się rozumieć, co powiedział.

    Natomiast nie zgadzam się w kwestii oceny wypowiedzi Radziszewskiej. Moim zdaniem skandaliczne było nie to, że wyoutowała Śmiszka, ale że wyciągnęła jego seksualność jako argument mający podważyć jego kompetencje – nie poradziła sobie w rozmowie z prawnikiem, więc chciała go z prawnika zamienić w pedała, a tym samym pozbawić prawa do merytorycznej dyskusji (wiadomo, że jak pedał, to nieobiektywny). I tego nie da się obronić.

  • Erico

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Dobrze powiedziane.

  • Walpurg

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Całkowicie zgadzam się z tekstem Krzysztofa.

    W przypadku słów Krystiana doszło chyba do rozminięcia się jego intencji z interpretacją innych. Krytycy chyba zbyt dosłownie odczytali jego słowa. Legierski jest przecież ostatnią osobą, która chciałaby „pedalstwo” zakopać głęboko pod ziemią.

    W kwestii Radziszewskiej… To trudniejsza sprawa, ale też mówiąc szczerze nie rozumiem tego zamieszania. Przecież o to walczymy, żeby bycia gejem nie trzeba było ukrywać przed światem. Owszem, gdyby Krzysztof Śmiszek nie był znany z imienia i nazwiska, gdyby nikt nie wiedział, jak się nazywa i czyim jest partnerem, wtedy można by oskarżać Radziszewską. Wtedy zrobiłaby coś niedopuszczalnego. Krzysztofa Śmiszka każdy (w sensie „każdy interesujący się życiem środowiska”) jednak dobrze zna.

    Jeśli ma się partnera tak bardzo znanego, jak Robert Biedroń, jeśli blisko współpracuje się z KPH, to trudno oczekiwać, że ludzie nie wyciągną z tego oczywistego wniosku.

    To trochę tak, jakbym ja zarzucał komuś, że nazwał mnie gejem i gdybym powoływał się na fakt, że nigdy nie napisałem o sobie: „jestem gejem”. Faktycznie – zdaje się, że chyba nigdy tak nigdzie nie napisałem! Ale ludzie, np. blogerzy, mają pełne prawo do tego, by mimo to pisać o „geju Walpurgu” i upoważnia ich do tego to, o czym ja piszę, z jakiej perspektywy to czynię, na jakich portalach pojawia się moje nazwisko itd.

    I jeszcze do benka – przykład Józefy Hennelowej chyba nie jest dobry, bo ona zapewne jest za tym, by o orientacji nie mówić, ale z zupełnie innych przyczyn – ona czyni to (nie pierwszy raz!) z pozycji katolickiej hipokryzji. Tak było, gdy pisała o Zawieyskim: „Nigdy – żeby już wspomnieć ten smutny fakt – nie widziałam Jerzego Zawieyskiego z tym jego Stasiem. O tym się wiedziało, to był trwały związek, ale kiedy on przyjeżdżał do Krakowa, to zawsze sam”

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Chciałam napisać z grubsza to samo, co Ibn Ruszd, ale podkreślę jeszcze mocniej dla Walpurga. Otóż nie wiem, jak inni, ale dla mnie ujawnienie Śmiszka zupełnie nie jest sednem sprawy. To drobiazg – choć było to niegrzeczne i, wyciągnięte tak obcesowo, musiało Śmiszka nieco zszokować. Dużo gorsze jest co innego – właśnie to, że Radzia użyła tego argumentu, żeby skompromitować rozmówcę. Że dla Radzi oczywiste są dwie rzeczy: po pierwsze to, że orientacja homoseksualna co najmniej nie przynosi chluby, a po drugie – że gej wypowiadający się na temat związany z prawami osób LGBT zawsze będzie wypowiadał się stronniczo. Można się tu rozwodzić nad zasadniczą nierównością w postrzeganiu różnych orientacji seksualnych (orientacja homo- czy biseksualna jest znacząca, heteroseksualna często nie jest w ogóle postrzegana jako orientacja, tylko „po prostu życie intymne i rodzinne”. Aseksualna, dodam, jest postrzegana jako coś, czego nie ma), nad skutkami takiego stanu rzeczy (skoro heteroseksualność jest przezroczysta, niewyobrażalne jest zarzucenie stronniczości osobie heteroseksualnej), ale ważniejsze jest to, jak głęboko Radzia ma zakorzenione takie schematy myślowe i jak bardzo w dodatku nie umie się zachować.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Aj tam, aj tam. Lepiej napisalibyście, jak idą przygotowania do ślubu [images.huffingtonpost.com] w przestworzach.

  • Adamian

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    @zewsząd i znikad i Ibn Ruszd
    ale ciekawe, gdzie dostrzegliscie to, że Radzia chciała swoją wypowiedzią Śmiszka skompromitowac, czy podważyc jego kompetencje. Właśnie oglądnąłem sobie ten program na U Tube (tak jak autor tekstu) i tez nie dostrzegłem takich niecnych zamiarów. Przecież chciała porównac Śmiszka do tej lesbijki-nauczycielki, powiedziała, że jako osoba od dawna aktywnie udzielajaca się w KPH jest odbierany jako osoba homosesksualna i tak dalej, i nie trzeba by mu zadawac pytań dotyczacych jego orientacji (podobnie jak tej nauczycielce) – gdzie tu widzicie chęc podważenia kompetencji? Zgadzam sie w pełni z Walpurgiem, że jak ktos się aktywnie udziela w jakiejs roli, to rzecz staje sie oczyswista „bez słów”. Ale gdzie tu chęc skompromitowania? Ja nie widzę.

  • Peter Pan

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Sprawa Śmiszka ma dwa wymiary. Pierwszy polega na tym, że argument odnoszący się do życia prywatnego adwersarza jest zawsze nie w porządku.

    Drugi to zachowanie Śmiszka. Moim zdaniem żenujące. Powinien był albo całą tę sytuację obrócić w żart albo dopytać panią Radziszewską co chciała osiągnąć i jaką swoją tezę potwierdzić tą argumentacją. Tymczasem zaczął strzelać fochy i miał taką minę jakby Radziszewska zdradziła, iż ma obrzydliwego pryszcza na d.
    Nota bene tak właśnie homoseksualizm chciałaby widzieć prawica. Nie trudno się wieć dziwić, że jeszcze żaden gejowski aktywista nie uzyskał tyle poparcia publicystów Rzepy czy polityków PO oraz PiS co właśnie Śmiszek. W jego sprawie wypowiedział się sam premier.

  • cinclus

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Ad. 1. Zgadzam się z całym punktem w 100%.

    Ad. 2. Tu mam bardzo poważne wątpliwości. Dlaczego? Bo żadna sytuacja nie jest podobna, ludzie nie mają takiego samego usposobienia, albo może nie trafiają na odpowiedni moment, żeby dokonać publicznego coming outu. Pan Śmieszek może i nigdy nie ukrywał swojej orientacji, ale czy to automatycznie znaczy, że skoro sam o swojej orientacji nie mówi mogą robić to inni? Może właśnie chciał być „przezroczysty”, a może nie trafił na dobry moment, żeby nijako w naturalny sposób dokonać publicznego coming outu, jak zrobili to przywołani Krystian Legierski, Jacek Poniedziałek, Tomasz Raczek czy prof. Michał Głowiński? Czy gay pride oznacza automatyczną zgodę na komentowanie swojej orientacji przez osoby trzecie? Nie sądzę. Uważam, że Radziszewska zachowała się wielce niestosownie.

    Ad. 3. Tu mam mieszane uczucia. Tak: również uważam, że bycie przede wszystkim pełnowymiarowym człowiekiem, a dopiero gdzieś dalej, w tle gejem jest istotą rzeczy. Ale znowu: nie ma identycznych sytuacji. Jeśli będę miał do czynienia z kimś na tyle otwartym, że nie będzie dostrzegał we mnie jedynie pedała, to ok, ale jeśli trafię na kogoś tak ograniczonego, że będzie mnie postrzegał jedynie poprzez pryzmat łóżka? Cóż, wtedy powiem „Tak! Jestem nieprzeciętną ciotą! Goń się!!!”

    Jeszcze poniekąd w temacie do 3. napisałem właśnie komentarz na IS, więc pozwolę sobie wkleić linka:
    http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/robert-biedron-zatrzymanie-opinia.phtml

  • benek

    [Re: do tych co uważają że Radziszewka jest OK ]

    … a co z moim przykładem z sesji rady gminy, na której Legierskiemu inny rady zwróciłby uwagę na fakt jego orientacji? czy to waszym zdaniem dopuszczalne?

  • Adamian

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    @benek
    wiesz, ale to co innego. W przypadku rozmowy K.Śmiszka z Radzią tematem był homoseksualizm – i Radzia po prostu wspomniała o orientacji K.Smiszka jako o oczywistym fakcie, bo udziela sie aktywnie w tym środowisku i jest partnerem Biedronia – chciala to porównac z sytuacją tej nauczycielki-lesbijiki. To byla naturalna uwaga, wypowiedziana w sposób sympatyczny i z szacunkiem (choc moze niezbyt stosowna z ta tajemnica Poliszynela, potem przeprosila), ale nie bylo w niej nic deprecjonujacego. Zobacz filmik na U Tube. Nie wiem dlaczego wszyscy uznali, ze Radzia miala złe intencje. Na jakiej podstawie?

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Dziwne, że jeszcze wałkuje się ten temat. Sprawa Śmiszka wydaje się całkiem jasna i prosta. Peter Pan dobrze to wyłożył. Trudno szukać w tym wszystkim drugiego dna, ale faktycznie można, idąc o krok dalej, zastanawiać się, czy pełnomocnikiem rządu ds. równego traktowania powinna być osoba, która zachowuje się tak dziecinnie.

  • benek

    [Re: @ Adamian]

    nie uważam że reguły poważnej, merytorycznej dyskusji na tematy społeczne w TV miały by odbiegać od poziomu obrad rady gminy i odwrotnie. I tu i tu zasady powinny być zbliżone.

  • stereo-typ

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Jak dla mnie sens wypowiedzi Radzi byłmniej-wiecej taki: „Jest Pan pedałem więc w tej sprawie jest Pan nieobiektywny”. Podobnie odebrał jej wypowiedź red. Warzecha z „Faktu” sugerując, żeby nie pozwalać w przyszłości gejom na wypowiadanie się na tematy ich samych dotyczące.

  • Obrońca Radzi :-)

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    to juz chyba nie ma sensu, by to dłużej ciągnąc… ale była mowa o zadawaniu pytania nauczycielce-lesbijce o jej orientację (niedozwolone!) i Radzia powiedziała, że w niektórych wypadkach, jak np. Śmiszka, nie ma potrzeby pytac, bo orientacja tej osoby jest wszystkim znana. I tylko tyle. Nie było wtym stwierdzeniu niczego negatywnego. Nie wiadomo dlaczego każdy przydaje słowom Radzi jakies dodatkowe znaczenia. Mnie tam wszytsko jedno w sumie, ale nie podoba mi się takie najeżdzanie na kogoś bez uzasadnienia. Radzia to w końcu tez człowiek, nie ma złej woli, a robi się z niej demona zła.

  • jk

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    radzia nie jest zlym czlowiekiem?!!!!!! oczywiscie ze jest. ktos kto popiera dyskryminacje (i jeszcze twierdzi ze jest wrecz przeciwnie) nie jest dobrym czlowiekiem. sorki, ale jej nie da sie obronic.

  • Paweł

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    Interesujący tekst, w dużej mierze oddaje mój pogląd na kwestie bycia innym. Zgodzę się też z opinią ( w moim przekonaniu faktem), że kwetię niefortunnej wypowiedzi Pani minister wyolbrzymiono do granic możliwości. Uważam, że argumentacja w stylu, ktoś powiedział że jestem gejem publicznie i w ten sposób mnie poniżył jest po prostu smieszna, w przypadku gdy orientacji sie nie ukrywało. Jest jednak w wypowiedzi Radziszewskiej jedna rzecz, która mi się kompletnie nie spodobała. Chodzi o użycie argumentu ad persona, moim zdaniem w tym fragmencie wypowiedzi chodziło o zdyskredytowanie Śmiszka. Zastosowanie paraleli Śmiszka i hipotetycznej nauczycielki lesbijki, było by nawet całkiem trafne, gdyby nie, zupełnie dla mnie nie na miejscu, instynuacje na temat partnera.

  • Kefas

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    generalnie: brawo!

  • sotion

    [Re: Zaprawdę, powiadam Wam...]

    zgadzam się z Kefas: „użycie argumentu ad persona” miało zdyskredytowac Smieszka!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa