Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”

Miało być pięknie. Miała być powtórka z Drezna, gdzie w lutym tego roku tysiące osób wyszły na ulice, aby pokojowo zatrzymać marsz neofaszystów. A wyszło jak zwykle. Podobnie jak parę tysięcy osób zjawiłam się w czwartek na Placu Zamkowym. I mimo że po przeczytaniu w „Gazecie Wyborczej” i „Metrze” kilku tekstów, w których co rusz pojawiało się słowo „faszyzm”, miałam wątpliwości co do całej akcji, to z drugiej strony nie wyobrażałam sobie, że może mnie tam nie być. Nie lubię szafowania takimi słowami jak „faszyzm”. To znaczy nie mam wątpliwości co do tego, że w Marszu Niepodległości wzięły udział również osoby, które mają poglądy faszystowskie, w czym utwierdziła mnie lektura forów, na których wypowiadali się jego uczestnicy, jak również słowa Korwina-Mikke, który z nimi szedł: „Wiem, że między narodowcami jest sporo narodowych socjalistów – ale oni są podzieleni i skłóceni: mam nadzieję, że idę z właściwymi…”. Ale z drugiej strony uważam, że określanie mianem faszystów wszystkich uczestników marszu i organizowanie całego protestu wokół tego słowa (hasło akcji to „Faszyzm nie przejdzie”) przyczyniło się do tego, że na proteście pojawiło się ileś tam osób, które wcale nie były pokojowo nastawione. Nie obwiniam o to jedynie mediów, ale to mógł to być jeden z czynników. W efekcie nie bardzo mamy się z czego cieszyć – bo choć widziana od środka manifestacja na Placu Zamkowym była pozytywnym wydarzeniem, to wszystkie incydenty wokół niej, delikatnie mówiąc, to wrażenie zepsuły.

Dlaczego, mimo wątpliwości, poszłam 11 listopada na plac? Bo nie podoba mi się zawłaszczanie słowa „patriotyzm” przez jedną opcję. Bo narodowcy nie szli jedynie pod hasłami dumy i radości z bycia Polakami, ale też przeciw tym wszystkim, których za prawdziwych Polaków nie uważają, a do których, jak łatwo się domyślić, zaliczają również osoby nieheteroseksualne (piszę to po obejrzeniu między innymi spotu promującego ich demonstrację). Bo w ubiegłym roku podczas ich marszu padały hasła rasistowskie, antysemickie i homofobiczne. Protest przeciwko tego typu zachowaniom jest dla mnie czymś naturalnym. Pod warunkiem, że jest to protest pokojowy.

Nie mam szczególnego żalu do ludzi, w których marsz narodowców wzbudził agresję i którzy, zamiast gwizdać, woleli się bić. Niestety jest tak, że wszelkiego rodzaju inicjatywy wolnościowe (również Parady Równości) przyciągają też jednostki, które mają na pieńku z narodowcami i wcale nie chcą rzucać w nich kwiatkami. Oczywiście nie uważam, że tylko oni są winni burd i agrsji, ale też nie są słodcy i grzeczni. Mam za to ogromny żal do organizatorów protestu, że nie zrobili nic, aby temu zapobiec. Że nie postawili na platformie przy mikrofonie bardziej odpowiedzialnego człowieka, niż ten, który w pewnym momencie zagrzewał protestantów do organizowania kolejnych, już nielegalnych blokad, na zmienionej trasie Marszu Niepodległości. Mam też żal do moich kolegów i koleżanek z „Gazety Wyborczej”, którzy, wsparłszy to wydarzenie na swoich łamach, nie postarali się o to, aby mieć większą kontrolę nad jego przebiegiem. Bo niestety nie wystarczy rozdać gwizdki i powiedzieć ludziom, że protest jest pokojowy, aby taki był. Trzeba się postarać bardziej. Trzeba reagować, gdy się widzi, że jest źle. Użyć swojego autorytetu nie tylko na papierze, ale i w realnej sytuacji. Tak, wiem, łatwo mi mówić. Ale z drugiej strony nie tylko policja ma obowiązek czuwać nad bezpieczeństwem legalnych, pokojowych zgromadzeń, ale również ich organizatorzy. A tu mi tego zabrakło.

Do tego wszystkiego doszło jeszcze trudne dla mnie do zrozumienia zachowanie policji, która już po ogłoszeniu zakończenia legalnej demonstracji na Placu Zamkowym przez jakiś czas nie wypuszczała z niego ludzi, oraz zatrzymanie Roberta Biedronia. Nie sądzę, aby stawiane mu zarzuty były prawdziwe (czynna napaść na funkcjonariusza policji), z drugiej strony to, co go spotkało, mogło spotkać każdą osobę, która brała udział w późniejszych, nielegalnych już blokadach. Bynajmniej nie usprawiedliwiam zachowania policji, która ponoć pobiła go w radiowozie, ale nie uważam też tego, że się w nim znalazł, za szczególnie dziwne. Bo, powtarzam, każdy, kto blokował nielegalnie, mógł tam trafić. W tłumie trudno jest dostrzec, co się dzieje, kto rozrabia, a kto po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Być może jest to zresztą powód, dla którego od czasu, jak parę lat temu spędziłam kilka godzin otoczona kordonem policji, bo mi się zachciało przyłączyć do grupy nielegalnie protestującej przeciw narodowcom, raczej nie stawiam się na nielegalnych zgromadzeniach. Nie dlatego, że widzę w nich coś niewłaściwego, ale dlatego, że boję się konsekwencji. Wynikających również z tego, że tego typu demonstracje nie muszą być pokojowe. Mogą być jakiekolwiek, tu już prawo nie działa. A jak nie działa, to widać, co się dzieje. Nie tylko Robert ucierpiał. Ucierpiało wiele osób, z obu stron. Mimo wszystko jednak jestem w stanie wyobrazić sobie co najmniej kilka sytuacji, w których bym się przełamała i poszła również na nielegalne zgromadzenie.

No więc jak, sukces czy porażka? Frekwencyjnie sukces, organizacyjnie porażka. Pytanie brzmi, jakie wnioski wyciągną z tego wszyscy ci, którzy w jakiś sposób byli w całą akcję zaangażowani. Póki co nie wygląda to dobrze. Wokół czwartkowego protestu przeciw Marszowi Niepodległości narastają coraz gorsze emocje. Coraz więcej osób odżegnuje się od idei blokady. Seweryn Blumsztajn, który zarówno rok temu, jak i w tym roku dopingował anarchistów i widział w nich dzielnych bojowników walki z faszyzmem, na łamach „Gazety Stołecznej” ostrzega przed kolejnymi blokadami i radzi szukać innej drogi, a Agata Nowakowska w komentarzu w „Gazecie Wyborczej” pisze, że ona poszła tam gwizdać, nie blokować. Wojtek Szot wyznaje, że wstydzi się swojego poparcia dla Antify. Z drugiej strony dowiadujemy się, że policja już nie tylko biła kontrdemonstrantów, ale wręcz ich torturowała. Mnożą się porównania policji do gestapo, do oskarżeń ochoczo dołączają się partie polityczne (wybory blisko?). Rozumiem emocje. Rozumiem wstrząs, jakim musiało być dla niektórych odczucie na własnej skórze, jak może się skończyć udział w nielegalnym zgromadzeniu. Martwi mnie świadomość, że część oskarżeń wysuwanych wobec policji jest prawdopodobnie słuszna. Ale z drugiej strony złości mnie to samobiczowanie na spółkę z oskarżaniem wszystkich wokół o to, co się wydarzyło. A już najbardziej mnie złości, że gdzieś w tym wszystkim ginie sama idea protestu. Że ci, którzy go popierali i się zjawili, zamiast krzyczeć „to nie my, to wy, to policja, to oni”, nie mówią, dlaczego go popierali. Jasne, że trudno mówić o zwycięstwie i że nie było tak, jak to sobie wymarzyli(śmy). Jasne, że można było zrobić to lepiej i dobrze by było wiedzieć, w którym momencie trzeba było powiedzieć stop, co nie wypaliło. Jasne, że z tego, co się wydarzyło, trzeba wyciągnąć wnioski, aby w przyszłym roku sytuacja się nie powtórzyła. Ale nie znaczy to, że ci wszyscy ludzie, którzy zebrali się na Placu Zamkowym, przyszli tam bez sensu. Po co – napisałam wyżej. I nadal uważam, że tak, należało tam być. I nie żałuję, że byłam. Mimo wszystkich obiekcji i wątpliwości, i tych wcześniejszych, i tych obecnych. Bo są rzeczy, którym po prostu trzeba powiedzieć „nie”, niezależnie od tego, jak niepopularne mogłoby to w danej chwili być.

Ewa Tomaszewicz Rocznik '77. Współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: lesbijskie, biseksualne i panseksualne piosenkarki folkowe, prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn's Music Festival, wyznanie: SEO.
Blog autorki: http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Ewa Tomaszewicz

Ewa Tomaszewicz

Ewa Tomaszewicz – rocznik ’77, założycielka bloga http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com, współtwórczyni kabaretu Barbie Girls. Dziennikarka. Niezrzeszona, wspiera tych, których lubi. Muzyka: (polityczny) folk (kobiecy), prasa: tylko w internecie, książki: oprócz Winterson czeka na Rawińską, marzenie: Michigan Womyn’s Music Festival, wyznanie: SEO.

23 komentarzy do:Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”

  • Andrzej

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Nie wiem czy blokowanie legalnej manifestacji choćby w niej sam Adolf szedł jest udanym pomysłem. GW jak zwykle zrobiła wiele szumu. A panowie typu Kowrin Mikke, Kukiz, Pospieszalski mają takie same prawa do demonstracji jak my.
    Biedroń wdepnął w niezłe g…, widocznie wcześniej nigdy nie miał do czynienia z warszawską policją, a histeryczne wystąpienia we wszystkich stacjach TV mu naprawdę nie pomogą.

  • kika

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Blokada i sprawa z Biedroniem zaszkodzi niestety całemu środowisku.

  • Eurypides77

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Nie sadze zeby ta kontrdemonstracja mogla „zaszkodzic srodowisku” – takie rozumowanie stosuja tylko osoby cierpiace na tzw. zinternalizowana homofobie, ktore uwazaja ze geje musza zawsze i wszedzie byc wzorowymi aniolkami i nie moga robic tego co reszta spoleczenstwa – natomiast osoby homofobiczne zawsze znajda cos przeciw nam wg zasady ze jak sie chce psa uderzyc to kij sie znajdzie.

    Natomiast pod samym tekstem podpisuje sie obiema rekami – rowniez jak autorka jako uczestnik manifestacji pod kosciolem sw. Anny ale juz nie zadymy na Powislu.

  • Loth

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @Andrzej

    „”"Nie wiem czy blokowanie legalnej manifestacji choćby w niej sam Adolf szedł jest udanym pomysłem”"

    Chyba żartujesz. Czy innym są legalne manifestacje takie jak np marsz równości, a czym innym marsze typu niepodległości, które nawołują do nienawiści, są homofobiczne, ksenofobiczne i tak można wymieniać i wymieniać… jeśli ktoś tego nie rozumie to albo jest ignorantem, albo nie zna historii i np tego, co teraz dzieje się w Niemczech :)

    Zgadzam się z Eurypidesem77 – takie rozumowanie to zinternalizowana homofobia. „Szkodzenie środowisku”, „gw zrobiła wiele szumu” to wytrychy, którymi łatwo sobie wyjaśnić rzeczywistość – a wcale tak nie jest.

  • Marcin

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Również się zgadzam, i trzymam kciuki za Biedronia, widziałem te zdjęcia z zatrzymania go i kurcze, slabo mi się zrobiło.

  • Andrzej

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Tylko proszę nie wmawiać mi homofobii bo, ciota ze mnie pełną gębą. To jaka jest ta rzeczywistość???

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    „Zinternalizowana homofobia” to wytrych służący do… zamykania ust osobom, które mają inne zdanie. To brzmi jak nazwa jednostki chorobowej. ;) Jeśli nie zgadzacie się z Andrzejem, powinniście inaczej uzasadnić swoje stanowisko. Zresztą, Loth nawet próbuje. Problem w tym, że wtedy będzie widać, że racja nie jest w 100% obiektywna, a co najwyżej poparta mocnymi argumentami.

  • Olaf Pieck

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    „….albo nie zna historii i np tego, co teraz dzieje się w Niemczech :)

    A co się teraz dzieje w Niemczech ?

  • Jakbyco

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @Olaf – pewnie chodzi o wzrost poparcia dla partii prawicowych i ugrupowań okołonazistowskich. Co zresztą dzieje się nie tylko w Niemczech – bodajże ostatnia Polityka o tym pisze

  • Peter Pan

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ Jakbyco

    Tylko, że parlamentarne partie prawicowe to w Niemczech:

    CDU- chadecy, którzy jak na niemieckie warunki są dosyć konserwatywni, ale i tak o wiele bardziej liberalni niż nasza PO. Są przeciwni nazywaniu związków homo ,,małżeństwami” ale są za związkami partnerskimi (które w Niemczech już są oczywiście). Ich najbardziej konserwatywny odłam- bawarski CSU, ogłosił, że chociaż występował przeciwko związkom partnerskim w głosowaniach, obecnie uznaje ten przepis za dobry i nie chce go zmieniać. Zapewnił również swoje poparcie dla walki z dyskryminacją homoseksualistów np. w pracy.

    FDP- klasyczni liberałowie, zwolennicy wolnego rynku i szeroko rozumianych wolności obywatelskich, ich szefem jest Guido Westerwelle- otwarty gej. Partia ta konsekwentnie opowiada się np. za prawem gejów do adopcji.

    Dlatego uważałbym ze słowem ,,prawica”, bo ono nie zawsze znaczy totalne ześwirowanie na punkcie ,,pedałów”, jak w Polsce.

  • Andrzej

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Raczej wzięto wzór z zatrzymania demonstracji w Dreżnie. Tylko ja wolę żyć w kraju w którym Semka czy Pospieszalski otwarcie maszerują z ONR w Dzień Niepodległości przez ulice Warszawy, niż takich hipokrytów typu PO.

  • Wojtaszek

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Jest taka scena, w którymś z odcinków „Czterdziestolatka”: Stefan Karwowski przyjeżdża po żonę. Ta wsiada do samochodu i od razu wyładowuje na nim złość. On pyta, dlaczego. Ona: „Bo zawsze się spóźniasz”. On: „No, ale nie spóźniłem się tym razem przecież. Jestem punktualnie”. Ona wrzeszczy: „Ale zawsze się spóźniasz!” Cytowałem z pamięci.
    Sytuacja 11 listopada była oparta na dosyć podobnym schemacie – cała „postępowa” młodzież ruszyła przeciwstawić się faszyzmowi, który co prawda jakoś szczególnie się nie uzewnętrznił, ale przecież MOGŁO dojść do nawoływania do nienawiści i „rzymskich pozdrowień”. Lewaków wbrew pozorom coś łączy ze skrajną prawicą. Głupota.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ Wojtaszek

    Głupota to zbyt mocne słowo. Po prostu w większości miejsc na kuli ziemskiej, w tym Polsce, skrajności nie sprawdzają się. Moim zdaniem Polacy nie są i raczej nie będą chętni poddać się dyktatowi ekologów czy feministek. Skrajna prawica tylko pozornie znajduje się w lepszej sytuacji. Bo ludzie gejów nie lubią i to można mieć im za złe, ale poza tym wcale nie narzucają sobie kagańca moralności katolickiej, zwłaszcza młodsi: seks pozamałżeński, antykoncepcja, nieobecność na niedzielnej mszy – nie tylko w dużych miastach.

    Dość relatywizowania. W takim sporze warto opowiedzieć się po którejś ze stron. Wbrew pozorom to wcale nie tak trudne, bo sam konflikt ma charakter czysto światopoglądowy (gospodarkę omija szerokim łukiem). Skoro muszę wybrać, wybieram tych po lewej, a nie „narodowców”. A Ty po której stronie staniesz? Czy Twoim zdaniem patriotyzm musi iść pod rękę z „zakazem pedałowania”? Wielka Polska katolicka czy świecka?

  • Wojtaszek

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @Krzsz

    Mówisz, że warto opowiedzieć się po którejś ze stron. Być może warto, chociaż może warto by również zadać sobie pytanie, co to znaczy opowiedzieć się. Chyba nie muszę udowadniać, że jestem przeciwko narodowcom z ich „zakazem pedałowania”. Z drugiej strony mój liberalny światopogląd buntuje się wobec prób jakiejkolwiek cenzury prewencyjnej (nawet oddolnej). Jeśli paradujący po ulicach nacjonaliści zachowują się w sposób sprzeczny z prawem, powinna się tym zająć prokuratura. Odpowiadanie na ich ideologię przemocą uważam za karygodny błąd, a tekst Michała Sutowskiego na portalu Krytyki Politycznej na temat wydarzeń z 11 listopada jest moim zdaniem po prostu podły i – pardodkaslnie – faszyzujący w swoim klimacie (choć autor zapewne uważa się za lewicowca).

    Co do „wielkiej polski katolickiej” – to akurat totalna ściema ze strony środowisk skrajnie-prawicowych. Naprawdę wierzysz, że oni wszyscy chcą się jednoczyć, oddając hołd Żydowi, który nakazuje kochać swoich wrogów i nadstawiać drugi policzek? Nie wydaje mi się…

  • Wojtaszek

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Miało być – „paradoksalnie” :-)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ Wojtaszek

    Skoro „wielka polska katolicka” to ściema nawet wśród skrajnych prawicowców, to co nie jest u nich ściemą? Przecież nie łączy ich wspólny pogląd na funkcjonowanie gospodarki. W takiej sytuacji, jeśli nie gospodarka i nie religia, to co? Zostaje zakaz pedałowania, dbanie o czystość rasową, kult nienowoczesnego patriotyzmu i co jeszcze? :)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ Wojtaszek (cd)

    Nie wiem, co jest we wspomnianym artykule z Krytyki Politycznej. Mogę przypuszczać, że coś na kształt świętego oburzenia. Wcześniej pisałem pod innym tekstem, że w sytuacji konfliktu światopoglądowego prawdopodobnie nie jest możliwe obiektywne stwierdzenie, która strona ma rację, a każda ze stron co najwyżej może posiadać mocne argumenty na poparcie swoich przekonań. Kompromis jest niemożliwy, a rozstrzygnięcie takiego sporu w przyszłości będzie oznaczało upadek jednej z koncepcji lub porażkę jednej ze stron. Zachowanie lewej strony 11 listopada sugeruje, że dominuje przekonanie o dysponowaniu obiektywną racją w sporze. To niezbyt dobre podejście. Nowa religia z nowymi dogmatami nie jest potrzebna.

  • Wojtaszek

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ krzsz

    Co do ideałów skrajnej prawicy – moim zdaniem wszystko jest ściemą. Ten zestaw poglądów kompromituje się sam. Koncentrowanie na nich uwagi przy takich okazjach wzmacnia jedynie ich poczucie, że mają coś do powiedzenia. Dlatego cała około
    jedenastolistopadowa histeria antyfaszystowska to moim zdaniem zupełnie błędny kierunek. A artykuł Sutowskiego z łatwością znajdziesz w internecie. Nie polecam.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    @ Wojtaszek

    Tak. Sam mam pewne wyobrażenia na temat środowiska skrajnej prawicy, a dokładniej organizacji typu NOP czy MW. Po pierwsze, założę się, że są to środowiska skrajnie zmaskulinizowane. Po drugie, należą do nich akurat ci chłopcy i panowie, którzy potrzebują bardzo dobitnego potwierdzenia własnej męskości. Przykładowe motywacje:
    - jestem głupi, nie odnoszę żądnych sukcesów, chcę być męski, bo to jedyne, co mogę osiągnąć,
    - komuś trzeba dziś dokopać,
    - niech nikt nie myśli, że jestem pedałem,
    - coś trzeba zrobić po meczu z chłopakami,
    - chciałem być księdzem, ale mam zbyt wysoki poziom testosteronu,
    - nie lubię czarnych, bo mają duże siusiaki.

  • Wojtaszek

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Z grubsza zgadza się. Najistotniejsze z tych motywacji jest po prostu „coś trzeba zrobić po meczu z chłopakami” i „komuś trzeba dziś dokopać”

    Jestem jednak przekonany, że wielu spośród anarchistów motywuje się do działania w bardzo podobny sposób.

  • Stefan

    [ Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Blokowanie patryjotycznej manifestacji przypomina rozpedzanie patryjotycznych demonstracji przez ZOMO.

    I Klamstwa , ze demonstracja byla antysemicka sa rodem z Urbana.

    Nalezy przykladnie ukarac faszystow usilujacych nie dopuscic do legalnej demonstracji, klamiacych jak komunisci w zywe oczy

  • Gerard91

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Hmmm… kolejne zgromadzenie idiotów, którzy myślą, że jak będą wrzeszczeć i powtarzać cudze hasła sami coś dostaną w zamian. Pewnie większość z nich ma problemy z agresywnością i dostosowaniem społecznym.

  • buźka

    [Re: Są rzeczy, którym trzeba powiedzieć „nie”]

    Czyli Biedroń do mamra?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa