Patrzenie na ręce

Działacz LGBT i Zielonych 2004, Krystian Legierski, został radnym w Warszawie. Uradowały się portale LGBT, a mainstreamowe media – zawsze gotowe udekorować swoje danie główne odrobiną lokalnego smaczku – skrzętnie odnotowują ten fakt i zapraszają nowo wybranego radnego na sympatyczne pogaduszki. Tu i ówdzie pada nawet porównanie do Harveya Milka albo do innych otwarcie homoseksualnych polityków zachodnich, np. Guido Westerwelle, którego notabene ogromna część niemieckiego środowiska LGBTQ szczerze nie cierpi za neoliberalny konserwatyzm i homonacjonalizm. A zatem wszyscy są szczęśliwi: media mają temat, SLD może odhaczyć rubrykę „tolerancja” (w dziale „nowoczesność światopoglądowa”), środowisko LGBT ma swojego przedstawiciela we władzy, a pan Legierski wspiął się o szczebelek wyżej w swojej karierze politycznej.

Naprawdę cieszę się, że otwarcie homoseksualna osoba znalazła się w końcu w oficjalnych strukturach władzy. Zgadzam się, że można to uznać za symboliczny przełom i że wiąże się z tym jakiś potencjał na przyszłość. Ale jednocześnie uważam, że obowiązkiem środowiska, w imieniu którego dany działacz lub polityk występuje, jest drobiazgowe recenzowanie jego działalności – w najlepszym interesie owego środowiska, jak również samego działacza. A im większe ambicje polityczne, im wyższe funkcje w strukturach władzy, tym bardziej krytyczną miarę należy przykładać. Dlatego nie podzielam euforii, jaka zapanowała w przestrzeni medialno-wirtualnej po wyborze Krystiana Legierskiego na radnego.

W pełni akceptuję pana Legierskiego jako „mecenasa sztuki” (jak sam lubi się przedstawiać). Doceniam także jego działalność w zakresie LGBT, choć się z jego celami zdecydowanie nie utożsamiam. Nie zgadzam się, na przykład, kiedy głosi potrzebę różnorodności, a zaraz potem dodaje: „Chodzi mi o to, żeby to gejostwo wymazać [...], żeby to było bez znaczenia!” (artykuł we Wprost). Uważam, że różnicę należy podkreślać, przeciwdziałając jednocześnie mechanizmom, które z różnicy czynią powód do wykluczenia lub stygmatyzacji. Ale najmniej przekonuje mnie pan Legierski jako polityk – bo właśnie od polityka oczekuję najwięcej.

Przede wszystkim, Krystian Legierski dał się dotąd poznać jako adwokat jednej sprawy, klasyczny „single-issue politician”. Ja się z takim rodzajem polityki nie zgadzam – uważam, że obowiązkiem polityka jest umiejętność dostrzegania całego skomplikowanego łańcucha zależności pomiędzy różnymi sferami życia – np. powiązań między ubóstwem, wykluczeniem społecznym, różnymi rodzajami dyskryminacji, neoliberalizacją przestrzeni społecznej itd. Kiedy jednak na spotkaniu dotyczącym projektu ustawy o związkach partnerskich ktoś spróbował powiązać ten temat z kwestią osób niepełnosprawnych, pan Legierski odpowiedział, że nie może przecież zajmować się wszystkim i nie poświęci teraz kilku lat na studiowanie potrzeb tej grupy społecznej (sytuację tę opisałem już wcześniej w tym artykule). Dlatego z głębokim niesmakiem obejrzałem fotografie, na których kandydat na wiceprezydenta Legierski porusza się po centrum Warszawy na wózku inwalidzkim. Dla mnie to jest jednoznaczny sygnał, że liczy się dobry PR, a nie meritum – ot, stara, dobra polityczna hipokryzja.

Ponadto ze zdziwieniem zaobserwowałem, że przed wyborami nagle wzrosła społeczna wrażliwość pana Legierskiego. Nie pamiętam, żeby podczas swej wcześniejszej działalności wypowiadał się na tematy lokatorskie, a tymczasem w trakcie kampanii bardzo ochoczo zajął się tym obszarem, piętnując przy okazji rozpanoszenie się korporacji w przestrzeni miejskiej (por. http://zieloni2004.pl/art-3829.htm oraz http://lewica.pl/?id=22808.) I bardzo dobrze: wypada mi się tylko cieszyć, kiedy polityk się rozwija i pogłębia swoją wrażliwość społeczną. Teraz jednak oczekuję, że w swojej działalności w radzie miasta pan Legierski udowodni swoje zaangażowanie w kwestie wykluczeń społecznych różnego typu, na czele z kwestiami lokatorskimi.

Niestety, pierwsze wypowiedzi nowo wybranego radnego nie brzmią zbyt zachęcająco. W krótkim wywiadzie dla TVN24, Legierski przytoczył jakiś kuriozalny, niezrozumiały i (moim skromnym zdaniem) obrażający środowisko feministyczne argument na poparcie parytetów (coś w rodzaju: ponieważ biologia obiektywnie predestynuje kobiety do roli matek, należy im się specjalne, systemowe wsparcie, jeśli chcą wstąpić do polityki). Dorzucił przy tym, że w przypadku osób czarnoskórych lub homoseksualnych chodzi wyłącznie o wymazanie stereotypów, co automatycznie wyeliminuje dyskryminację. Ciekawe, co na to żyjąca w ubóstwie, niewykształcona Romka z małopolskiej wsi – jak bardzo się ucieszy, kiedy dowie się, że coraz więcej ludzi pozbywa się negatywnych stereotypów na jej temat. Powtarzam: polityk – dobry polityk – musi umieć myśleć systemowo, widząc cały szereg warunkujących się wzajemnie wykluczeń. Wiem, że to niełatwe zadanie, ale polityka to ciężka praca (także intelektualna), a nie (albo: nie tylko) zaspokajanie osobistych ambicji. I są politycy – także w szeregach Zielonych 2004 – którzy te kryteria spełniają.

Naprawdę nie chciałbym zostać zredukowany do roli osobistego wroga Krystiana Legierskiego. Życzę mu jak najlepiej, a przede wszystkim dalszego pogłębiania wrażliwości na wszelkiego typu wykluczenia. Jednak ponieważ jest to w tej chwili jeden z najbardziej wyeksponowanych działaczy LGBT i polityków okołolewicowych (bo jednak nie lewicowych, w moim rozumieniu), za swój (i ludzi mi podobnych) obowiązek uważam „patrzenie mu na ręce” i wywieranie na niego oddolnej presji, w razie potrzeby. Pochlebiam sobie nawet, że swoją wcześniejszą krytyką chociaż w 1% przyczyniłem się do zauważalnego „antywykluczeniowego zwrotu” w retoryce pana Legierskiego (choć domyślam się, że decydujące znaczenie miały raczej kalkulacje polityczne). Każdy polityk powinien czuć na karku oddech swoich potencjalnych wyborców. Biorąc pod uwagę obecne polskie warunki, otwarte przyznawanie się do homoseksualizmu można uznać za jakiś niewielki „wstępny kapitał” do dalszej działalności politycznej – ale to jeszcze za mało, żeby liczyć na bezkrytyczne poparcie środowisk LGBT, a zwłaszcza Q. Q jak „queer” i Q jak „quality”, bo ostatecznie chodzi przecież o jakość polityki, a nie tylko o jakąkolwiek reprezentację w strukturach władzy.

Tomek Sikora – naukowiec, publicysta, niespokojny duch; współredaktor naukowego czasopisma poświęconego studiom queer InterAlia (www.interalia.org.pl) i współautor bloga www.hodowlaidei.blogspot.com.

Autorzy:

zdjęcie Tomek Sikora

Tomek Sikora

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 314; nazwa: Tomek Sikora

19 komentarzy do:Patrzenie na ręce

  • Benek

    [Re: Patrzenie na ręce]

    nie uważam, by „środowiska” LGBT miały jakoś szczególnie patrzeć na ręce polityka wszystko jedno – lokalnego czy centralnego – dlatego że jest on gejem. Krystian Legierski w radzie gminy nie reprezentuje gejów tylko mieszkańców tej gminy i razem z pozostałymi radnymi będzie decydował o jej losach w zakresie ustalonym przez prawo. Tyle i aż tyle. I będzie rozliczany przez mieszkańców a nie „środowiska LGBT”. Jego orientacja seksualna nie ma tu nic do rzeczy i w jego pracy w radzie nie powinna odgrywać decydującej roli, za wyjątkiem sytuacji nadzwyczajnych.

  • Absolutely Fabulous

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Tak tylko gwoli porządku, coś jest bardzo nie tak z linkami w tym tekście :)

    [już poprawione, przepraszam. korekta.]

    A nad samym tekstem jeszcze muszę pomyśleć.

  • Walpurg

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Za 4 lata można będzie Legierskiego rozliczać. Na razie pokazał, że jest bardzo aktywnym facetem, który potrafi tworzyć niezależną kulturę i łączyć to z chyba udanym biznesem oraz całkiem sporą aktywnością na rzecz ustawy o związkach. Jak na jednego człowieka to BARDZO WIELE!

    Zarzuty o brak szerokiego spektrum poglądów politycznych są niby słuszne, tylko że nie wolno zapomnieć o kontekście, który stanowi pewnie z 95% radnych, którzy mają w swoich programach wszystko – mydło i powidło, drogi i wodociągu, baseny i opery, kościoły i prosektora – ale to wszystko PUSTE SŁOWA!

    Wolę więc, by Legierski mówił tylko o 2 czy 3 sprawach, którymi się zajmuje i na których się zna, bo mogę to zweryfikować i mieć pewność, że nie kłamie, niż gdyby miał udawać, że ma pomysły na kanalizację, żłobki, budowę mostów, sport itd.

    Nie ma ludzi znających się na wszystkim! A jeśli mówią, że się znają, to kłamią!

  • Walpurg

    [Re: Patrzenie na ręce]

    …prosektoria… :)

  • tom-tom

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Zamiast krytykowac, trzeba było startowac! Robienie zarzutow jednemu radnemu z tego, ze zastosował – jak inni – skuteczne, przekuwajace sie na sukces wyborczy, triki marketingu politycznego i robienie z tego zarzutu sa absurdalne, bo na tym m.in. polityka polega. Ci, ktorzy ludza sie, ze jest inaczej, niczego nie wygrywaja. Moze lepiej skupic sie na tym, jak sprawic, by w nastepnych wyborach lesbijek i gejow bylo wiecej? Wowczas problem rozwiaze sie sam, bo pojawi sie roznorodnosc.
    /przepraszam za brak „ogonkow”, ale to nie z mojej winy/

  • Absolutely Fabulous

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Abstrahując od samego Krystiana, uważam, że autor tekstu ma rację o tyle, że politykom trzeba patrzeć na ręce i powinni oni czuć na plecach oddech swoich wyborców.

    Klasa (czy może „klasa”?) polityczna wygląda u nas tak, jak wygląda, bo my nie mamy tego zwyczaju, gorzej, usprawiedliwiamy różne niekoniecznie etyczne zagrania „marketingiem politycznym”, „skutecznością” itd. itp. Efekt? Politycy czują, że nie muszą się z nami liczyć, bo sami im pokazujemy, że nie muszą. Tak że całym sercem jestem za recenzowaniem, przypominaniem o postulatach i obietnicach. To wprawdzie znacznie trudniejsze niż obrazić się na polityka, że nie spełnia naszych oczekiwań, i po czterech latach postawić krzyżyk przy innym nazwisku, ale za to – długofalowo patrząc – skuteczniejsze.

  • Moje imię

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Zupełenie nie zgadzam się z autorem artykułu.

    Skoro Krystian działał w grupie zajmującej się wprowadzeniem związków partnerskich, było dla mnie logiczne, że właśnie to jest jego priorytetem i głównym zadaniem i to jest chyba oczywiste. Jeśli zajmujemy się wszystkim po trochę, to nic z tego nie wychodzi.

    Teraz sprawa wygląda trochę inaczej. Jest politykiem lokalnym. Jest radnym Wawy, a nie radnym d/s związków partnerskich. A tutaj jego obowiązkiem jest zabieganie o sprawy WSZYSTKICH warszawianek i warszawiaków. Na tyle – na ile pozwala mu jego stanowisko.

  • d.biskupa

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Bardzo się cieszę i doceniam fakt, że po raz pierwszy w Polsce jawnie żyjący gej zwyciężył w publicznych wyborach. Jednak pomysł, żeby cała polska społeczność LGBT patrzyła na ręce jakiemuś osiedlowemu radnemu wydaje mi się mocno niedorzeczny. Ponadto, im bardziej autor zapewnia, że nie jest osobistym wrogiem Legierskiego itd., tym mniej chce mi się w to wierzyć. Z co drugiego zdania przebija źle skrywana niechęć, a cały tekst jest publicystyką tak niskich lotów, że aż trudno podejmować z nim jakąkolwiek dyskusję.

    Panu Sikorze życzę jak najlepiej. Mam więc nadzieję, że naukowcem jest lepszym niż publicystą.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Na ogół teksty mnie nie interesują, a przyciągają jedynie pyskówki w komentarzach. Tym razem rzuciłem okiem na jeden akapit. Jeśli K. Legierski faktycznie w opisany sposób uzasadnia parytety dla kobiet, to zaczynam wątpić w jego geniusz. Na szczęście radni samorządowi mają zajmować się psimi kupami i krzywo stojącymi znakami drogowymi, a nie związkami partnerskimi czy systemem wyborczym.

    Przy okazji: czy to prawda, że trwają prace (sejmowe?) nad ustawą o parytetach – parytet 35% symetryczny, czyli i dla kobiet, i dla mężczyzn? Jeśli tak, to OK. Chociaż nadal uważam, że kobiety tego nie potrzebują. To nie mizoginia – sam głosowałem głównie na kobiety (3:1).

  • abisal

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Walpurg: autor nie wymaga niemożliwego — pisze, że są w Zielonych politycy bardziej wiarygodni i wrażliwi społecznie niż K.L.

    d.biskupa: czy niechęć autora jest niechęcia do osoby, czy do działacza/polityka? i czy autor uzasadnia tę niechęć konkretnymi argumentami i przykładami, czy mówi (podobnie jak ty w odniesieniu do sikory), że legierski jest po prostu kiepskim politykiem i kropka?

    ponadto: czy szeregowego radnego z osiedla zaprasza się na wywiad do tvn24? K.L. ma inny status niż przeciętny działacz lokalny — od wielu lat jest osobą publiczną, jest politykiem określonej partii, którego ambicje zdecydowanie wykraczają poza zajmowanie się psimi kupami na osiedlu; wreszcie, czy tego chcemy, czy nie, jako znana, medialna osoba jest traktowany jako „reprezentant środowiska LGBT” i dlatego z całą pewnością środowisko to ma prawo „patrzeć mu na ręce” i dystansować się przynajmniej od niektórych jego poglądów

  • Wybrałam

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Ja głosowałam na Pana Legierskiego bo mogłam. Bo może reprezentować mnie jako mieszkankę Warszawy. To że jest otwartym gejem jest ok, bo u nas, na naszym osiedlu, w naszej dzielnicy, w naszym mieście są nas tysiące. I dziękuję, że ktoś, kto otwarcie o tym mówi odważył się wystartować, wiedząc zapewne, że będzie o nim głośno. A jest o nim głośno nie tylko dlatego, że wygrał, ale też dlatego, że od lat angażuje się w działalność publiczną i społeczną w Warszawie. W TVN 24 można było go widywać przy różnych okazjach, więc to nic nowego. Myślę, że oczekiwania, że skoro jest otwartym gejem będzie miał identryczne poglądy jak autor artykułu i perfekcyjne je prezentował to gruba przesada. Proponuję, żeby każdy rozliczył tych na których głosował i brał odpowiedzialność za własne decyzje. A Krystiana Legierskiego rozliczą Jego wyborcy i to nie za to jak pracował jako gej, ale demokratycznie wybrany reprezentant swojej społeczności.

  • Jacek

    [Re: Patrzenie na ręce]

    A cóż może jeden radny – wszystko jedno czy na osiedlu czy w dzielnicy czy tym bardziej w całej Warszawie? W skład Rady Miasta Stołecznego Warszawy wchodzi sześćdziesięciu radnych.

    http://bip.warszawa.pl/Menu_podmiotowe/Rada_Warszawy/default.htm

    Jedne nie może nic. Być może nawet na mównicę go nie dopuszczą. Będzie miał szczęście jeśli uda mu się załatwić koncesję na alkohol albo tani czynsz za lokal będący własnością miasta dla kolejnej swojej knajpy.

  • Placek

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Czy krzsz1986 jest kobietą? Chyba tak, bo tak go (?) te parytety interesują.
    A może jest inaczej, może to hipokryzyjny homoantyfeminista jest?

  • Metz

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Przecież ten Legierski to wszedł do rady miasta TYLKO dla tego, że wszystkie ciotki warszawskie na niego zagłosowały. Polityk z niego ŻADEN. Inaczej mówiąc: będzie radnym dlatego, że jest otwartym homoseksualistą, a nie dlatego, że cokolwiek sobą reprezentuje jako polityk.
    Śmiać się, czy płakać?

  • Peter Pan

    [Re: Patrzenie na ręce]

    @ Placek

    ,,Hipokryzyjni” są raczej ,,homoprofeminiści” czy też raczej ,,gejowskie feministki”

  • Uschi

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Metz, zorientuj się, jakie są przepisy i jak wygląda głosowanie na radnych.
    nie wiem, szczerze mówiąc, czy w okręgu, z którego startował Legierski, jest tyle ciotek z prawem głosu, by wszedł do Rady. ludzie po prostu zagłosowali na polityka – lub na pierwszą pozycję na liście.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Patrzenie na ręce]

    @ Placek

    Po prostu są tematy, które mnie interesują (np. parytety) i takie, które mnie nie interesują (np. klub filmowy LGBT). Hipokryzją z Twojej strony jest sugestia, iż zainteresowanie pewnymi tematami musi wiązać się z moją płcią. Poza tym faktycznie nie jestem feministą, a jestem homo. Czy jest w tym jakaś sprzeczność?

  • Peter Pan

    [Re: Patrzenie na ręce]

    ,,Oburzająca” wypowiedź Legierskiego, cytowana tu z ,,Wprostu” jest tak naprawdę bardzo słuszna. Chodzi o to, żeby jawny gej mógł być politykiem, który chce załatwić coś więcej niż tylko to co jest związane z grupą społeczną, do której przynależy. Żeby nie był jedynie kuratorem gejowskich wystaw i imprez, ale także kimś kto myśli o komunikacji miejskiej, infrastrukturze, sporcie itd. itp.

    Myślę, że wynik wyborczy Legierskiego jest jakimś krokiem do przodu. Jeszcze 3 lata temu to chyba nie byłoby możliwe.
    Tymczasem mija kilka dni i Legierskiemu się dostaje. Nie na stronach Frondy czy Rzeczpospolitej, tylko na portalu gejowskim. To trochę żenujące.
    Jasne, że trzeba go będzie (jak każdego polityka) rozliczać z tego co robi. Ale może wypadałoby mu dać czas, żeby w ogóle coś zrobił?

  • trustee

    [Re: Patrzenie na ręce]

    Ogromne gratulacje dla Krystiana… Aczkolwiek pamiętajmy, że startował z 1 pozycji, a więc już przed wyborami było wiadomo, że zostanie radnym. Większość głosujących na listę nie zastanawia się kim jest pan/pani z nr 1. A zatem podziękowania za pierwszego otwarcie homoseksualnego radnego należą się SLD. Gdyby Krystian startował z np. 5 pozycji – pomimo swojej medialnej sławy – radnym by nie został … Siła – lub jak kto woli słabość – ordynacji wyborczej.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa