Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny

Tekst pochodzi z bloga: www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com

Mamy rok 1985. Jak większość osób wie z historii najnowszej, schyłek Polski Ludowej. Gdzieś w „mądrej” partyjnej głowie zapala się lampka i pojawia się pomysł akcji, która nosić będzie jakże ładny kryptonim „Hiacynt”.

Żeby nie wyważać otwartych drzwi, posłużę się Wikipedią (nie zawsze wiarygodną, ale mimo wszystko mniej zawodną niż moja pamięć):

„Akcja, na rozkaz Ministra Spraw Wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka, rozpoczęła się 15 listopada 1985. Rano w szkołach, uczelniach, zakładach pracy na terenie całej Polski pojawili się funkcjonariusze MO i zatrzymywali lub aresztowali osoby podejrzane o homoseksualność lub kontakty ze środowiskiem osób homoseksualnych. Łapanki urządzano też w miejscach spotkań osób homoseksualnych. Aresztowanym zakładano teczki o nazwie ‘Karta homoseksualisty’, zdejmowano odciski palców, a niektórych nakłaniano do podpisywania oświadczeń:

Niniejszym oświadczam, że ja [imię i nazwisko] jestem homoseksualistą od urodzenia. Miałem w życiu wielu partnerów, wszystkich pełnoletnich. Nie jestem zainteresowany osobami nieletnimi.

Poza założeniem ‘Karty homoseksualisty’ i zebraniem odcisków palców zatrzymani byli zmuszani szantażem do składania donosów na innych homoseksualistów, a także do opisu uprawianych technik stosunków seksualnych.

Akcja prowadzona była do roku 1987, choć kartoteki ‘Hiacynta’ uzupełniano jeszcze co najmniej do 1988; w wyniku akcji zgromadzono ok. 10-12 tysięcy akt osobowych, które dziś tworzą tzw. różowe kartoteki.”

Wspominam o akcji „Hiacynt” dlatego, że to właśnie wtedy narodził się bunt, może nie taki jak prawie dwadzieścia lat wcześniej w USA, ale jednak. A w jego efekcie Waldemar Zboralski, Sławek Starosta, Krzysztof Garwatowski i inni, których nazwisk nie pomnę (jeśli ktoś z czytelniczek i czytelników zna, to proszę uzupełniać) założyli w 1988 roku nieformalną grupę pod nazwą Warszawski Ruch Homoseksualny. Nieformalną dlatego, że władze PRL uniemożliwiły zarejestrowanie organizacji, powołując się na badania opinii społecznej oraz, co może niektórych zaskoczyć, z obawy przed reakcją Kościoła katolickiego. WRH otrzymał za to poparcie ze strony ówczesnego Ministra Zdrowia, dzięki włączeniu do statutu grupy zapisu mówiącego o przeciwdziałaniu AIDS. Jak niektórzy może wiedzą, AIDS było wtedy uznawane za chorobę dotykającą głównie pedałów (gejów jeszcze nie było), narkomanów oraz prostytutki. Jakże się mylono! Ale wracając do WRH, zdecydowanie na tak był wówczas nieżyjący już ówczesny prezes Towarzystwa Rozwoju Rodziny (sic!) profesor Mikołaj Kozakiewicz, który i w latach późniejszych udzielał wszelkiej możliwej pomocy tęczowym organizacjom.

WRH współpracował z innymi nieformalnymi grupami: Etap z Wrocławia (kojarzy mi się, nie wiem, czy prawidłowo, z Ryszardem Ziobro) oraz wydawcami magazynu „Filo” z Gdańska. Próbę rejestracji pierwszego polskiego legalnego stowarzyszenia homoseksualistów odnotowały wtedy takie periodyki jak „Polityka”, „Przegląd Tygodniowy”, „Wprost”, „Radar”, „Express Wieczorny”, „Sztandar”, „Kurier Polski” czy „Na przełaj”.

I tyle jeśli chodzi o lekcję historii. Z mojej ówczesnej nastoletniej perspektywy rzeczy miały się w tych czasach nieco inaczej. Kiedy zorientowałam się, że pociągają mnie dziewczynki, a nie chłopcy, i tak już byłam postacią dość kontrowersyjną. W szkole ciągnęła się za mną, według definicji mojego brata, opinia debila, czyli „zdolna, ale leniwa”. Zdolna, bo zamiast wziąć sobie do serca napisy, które w tamtych czasach wisiały wszędzie przy oknach „nie wychylać się”, raz na jakiś czas błysnęłam wiedzą. A to jako pierwsza dostałam najwyższą ocenę w klasie za wypracowanie, a to na matmie rozwiązałam zadanie, z którym nie mogły poradzić sobie nawet najtęższe klasowe ścisłe umysły.

Na dokładkę już wtedy najbardziej nie znosiłam głupoty i hipokryzji i spotykając się z nimi, dawałam głośno temu wyraz. Czasy były burzliwe, więc sami i same rozumiecie. Aha, żeby było wszystko jasne, polityka mnie brzydziła, bardziej interesowały mnie sprawy społeczne. Podobno grono nauczycielskie na radzie pedagogicznej, kiedy wyczytane zostało moje nazwisko, natychmiast przerywało robótki na drutach, sprawdzanie klasówek, czytanie gazet itd. i zaczynała się prawdziwa jatka. Miałam zarówno gorących przeciwników, jak i zwolenników. A ocena z zachowania, pomimo mojego wielkiego społecznikostwa, nieodmiennie pozostawała poprawna i to otrzymywana w wyniku wielkiej wojny.

Ubierałam się, odkąd miałam na to wpływ, zdecydowanie odmiennie od innych dziewcząt. Spodnie, koszule, sportowe obuwie. Klasyka gatunku. Do pełnego obrazu mojej osoby trzeba dodać, że ważyłam jakieś 10 kilo więcej niż obecnie.

Nie ukrywam też, że swoje zainteresowanie płcią piękną potraktowałam jako dopust boży. W encyklopedii w tamtych czasach jak wół stało, iż lesbianizm, zwany również safizmem, jest dewiacją. Podczas oglądania z wypiekami na twarzy „Innego spojrzenia” od moich najbliższych usłyszałam komentarz „obrzydliwe lesby”.

Internetu, jakkolwiek wydaje się to dziwne, wtedy nie było. W telefonie zaufania usłyszałam, że moja orientacja to zboczenie. Na religię na szczęście nie uczęszczałam. Pierwszą jaskółką nadziei okazały się artykuły w czytanym przeze mnie piśmie młodzieżowym „Na przełaj”. Inne, takie jak „Świat Młodych” czy „Razem”, nie poświęcały tej tematyce uwagi. Dzięki między innymi Mariuszowi Szczygłowi i jego tekstom w „Na przełaj” zrozumiałam, że nie jestem sama na tym świecie, że są inni ludzie, którzy borykają się z, jak wtedy myślałam, tym problemem. Jednak nie dane było mi ich wtedy spotkać. Nie było bowiem żadnego miejsca, do którego mogłabym się udać. W sumie więc w swoich myślach nadal byłam taka jedyna w swoim otoczeniu. Gwoli kronikarskiego obowiązku muszę napisać, że przez takie myślenie zmarnowałam kilka wspaniałych szans. Bo dla świata „zakochiwałam” się co i rusz w innym koledze.

W wieku dojrzałym lat osiemnastu zebrałam się na odwagę i poszłam porozmawiać z psychologiem, a dokładnie z psychiatrą. Pani z wypiekami na twarzy wysłuchała mojej historii, a następnie wyrysowała mi odwróconą parabolę, na szczycie której pośrodku napisała „biseksualizm”, a na dole po jednej stronie „heteroseksualizm”, a po drugiej „homoseksualizm”, i powiedziała, że w wieku dojrzewania nasza orientacja nie jest jeszcze ukształtowana i znajduje się między homo a hetero. I że skoro czuję, że ciągnie mnie w tę drugą stronę, to powinnam unikać koleżanek o podobnych skłonnościach i alkoholu. Po wyjściu z gabinetu udałam się do najbliższego monopolowego, zakupiłam butelkę wina i umówiłam się z przyjaciółką, o której wiedziałam, że seks lubi niezależnie od płci partnera. Do dziś jestem jej wdzięczna.

Oczywiście moja orientacja szybko wyszła na jaw. Ale w szkole i tak byłam już postrzegana jako dziwadło, więc niewiele się zmieniło. Ot, doszła mi kolejna łatka. Teraz piszę o tym lekko, ale wtedy bolały głupie plotki, okrzyki „lesba”, „cipoliz” i jeszcze kilka innych, których ze względu na elegancję garniturka nie będę przytaczać. Ubyło mi również też trochę i tak już nielicznych znajomych. No cóż, miałam więcej czasu na czytanie książek.

Wszystko zmieniło się, kiedy w 1989 roku trafiłam na spotkanie WRH, przygotowującego się wówczas do zarejestrowania Stowarzyszenia Grup Lambda. Ale to już temat na kolejną lekcję.

Małgorzata Rawińskaikona ruchu LGBTQ w Polsce, pierwsza wyoutowana lesbijka w polskiej telewizji, współzałożycielka i członkini kabaretu Barbie Girls, znana także jako Rude de Wredne. Współtworzy wraz ze swoja partnerką Ewą Tomaszewicz bloga www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com. Niebawem powie sakramentalne „tak” w chmurach…

Redakcja homików.pl dziękuje Ewie Tomaszewicz i Małgorzacie Rawińskiej za zgodę na przedruk. Zapraszamy na bloga: www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Małgorzata Rawińska

Małgorzata Rawińska

ikona ruchu LGBTQ w Polsce, pierwsza wyoutowana lesbijka w polskiej telewizji, współzałożycielka i członkini kabaretu Barbie Girls, znana także jako Rude de Wredne. Współtworzy wraz ze swoja partnerką Ewą Tomaszewicz bloga http://www.trzyczesciowygarnitur.blogspot.com

30 komentarzy do:Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny

  • Małka

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    To jest bardzo dobrze napisane! Z jajem, ale na serio. Z lekkością, ale to poważny tekst. Ja bym chciał przeczytać takie całościowe wspomnienia, choć domyślam się, że na to potrzeba jeszcze trzydziestu lat, bo autobiografię pewnego trzydziestoletniego działacza już przerabialiśmy, a olbrzymi dystans czasowy jest potrzebny.

  • cinclus

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Świetny tekst, doskonale odzwierciedla sytuację w tamtych czasach. Może tylko warto dodać, że atmosfera opresji w mniejszych miejscowościach, gdzie nie było np. skupisk artystycznych (artystom społeczeństwo jakoś wtedy pobłażało wszelkie odmienności), była jeszcze większa.
    Chętnie bym przeczytał rozwinięcie tego tego tekstu w dwóch aspektach: jak ówczesna sytuacja wpłynęła na biografie osób, które wtedy dorastały, ile powodowała frustracji, bólu, tragedii, i dlaczego w związku z tym ruch emancypacyjny jest dziś tak ważny.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    To w LO przezywali cipolizem? Nieźle, ale dzieciaki. Pewnie najgłośniej krzyczały chujociągi. ;)

  • Soniasonia

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    „Jak niektórzy może wiedzą, AIDS było wtedy uznawane za chorobę dotykającą głównie pedałów (gejów jeszcze nie było), narkomanów oraz prostytutki. Jakże się mylono! „
    Taa, jaasne. A w Loch Ness mieszka potwór.

  • lieber

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    dla mnie to najlepszy blog w sieci :)

  • metz

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    „”Akcja, na rozkaz Ministra Spraw Wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka, rozpoczęła się 15 listopada 1985.”
    Kiszczak, przyjaciel Michnika… Tak, tak, to ten sam.

  • junior

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Z niecierpliwością czekam na kolejną część wspomnień. A potem na książkę :)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ Sonia

    ? Rozwiń myśl.

  • Soniasonia

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Wbrew temu, co napisała autorka, homoseksualni męźczyźni stanowią, po narkomanach, z których „rekrutuje się” około połowy wszystkich nowych zachorowań na AIDS rocznie, grupę, w której co roku stwierdza się najwięcej nowych przypadków choroby rocznie. W takiej sytuacji denerwującym może być lansowanie przez wielu działaczy środowiska LGBT, iż geje są hiv-świadomi i potrafią się uchronić (Prawdopodobnie chcą w ten sposób zaprzeczyć stereotypowi promiskuitycznego homoseksualisty, lecz zamiast tego zaprzeczają prawdzie). Spójrzmy prawdzie prosto w oczy – tak, AIDS jest chorobą w dużej mierze „gejowską”.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ Sonia
    No tak. Trudno się z Tobą nie zgodzić. Nie ma 100% zabezpieczeń (nie licząc abstynencji). Należałoby jeszcze dorzucić nieuczciwość, kontakty przypadkowe po alkoholu, „zmęczenie zapobieganiem” i najzwyklejszą w świecie niewiedzę. Najzabawniejsi i zarazem najbardziej tragicznie są ci, którzy robią sobie regularnie HIV-testy tak, jakby to była profilaktyka…

  • KaFor

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Prosze nie powielać kłamstw w tak ważnej sprawie jak AIDS / HIV!

    „Podczas trwających 4 lata badań przebadano 80 tys. narkomanów, zaledwie 5,5% z nich było zarażonych. Odsetek w grupie 8 tys. homoseksualistów też był niewielki, wynosił bowiem 5,3%.”

    http://www.zdrowy-seks.pl/dzialy/zdrowie/hiv-aids/2010/05/hiv—czy-jestes-w-grupie-ryzyka.aspx

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ KaFor

    5,3% to mało? Owszem, mało jak na warunki afrykańskie… 5,3% to bardzo dużo. Z tego co widzę, wszystko się zgadza: na pierwszym miejscu narkomanii, a na drugim geje. Innych statystyk nie podano. Gdzie tu zatem kłamstwo? Przynajmniej na razie Sonia jest górą i to jeszcze bardziej niż przed komentarzem KaFor.

    Odniosę się też do artykułu, do którego odsyła KaFor. Piszą tam: „odsetek w grupie 8 tys. homoseksualistów też był niewielki (?!), wynosił bowiem 5,3%. Kto zatem stanowi resztę?” Pojawia się pytanie: kto to pisał? gdzie ta pani chodziła do szkoły i czy w ogóle? Potem czytamy: „Tak naprawdę wszyscy znajdujemy się grupie ryzyka.” Teraz przynajmniej wiadomo, że skończyła co najmniej podstawówkę, a może nawet gimnazjum, bo sztampowe rozprawki pisać potrafi. Nie wiem, jakie jest Wasze zdanie, ale mnie obraża czytanie takich tekstów.

  • KaFor

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    „Górą” są ci, którzy znają rzetelną wiedzę, a nie czytają i powielają brednie.

    2006 – wśród MSM, w 27 krajach europejskich: „57 przypadków na milion dorosłych mężczyzn.”

    „Jedną z przyczyn wzrostu liczby zakażonych mężczyzn jest rosnąca liczba osób testujących się w kierunku HIV.

    http://www.aids.gov.pl/files/wiedza/HIV_MSM_artykul_1.pdf

    Polska: „Od wdrożenia badań w 1985 r. do 31 maja 2010 r. (przy uwzględnieniu korekt i uaktualnień danych) stwierdzono zakażenie HIV u 12.934 obywateli Polski, wśród których było co najmniej 5.640 zakażonych w związku z używaniem narkotyków, 705 poprzez kontakt heteroseksualny oraz 812 poprzez kontakt seksualny pomiędzy mężczyznami.”

    http://www.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/hiv_aids/index.htm

    Świat: „Kontakty heteroseksualne były najczęstszą (53%) drogą przenoszenia się zakażeń HIV (53%),
    37% zakażeń stanowiły zakażenia wśród populacji MSM (mężczyzn mających seks z
    mężczyznami). Duża liczba osób HIV+ w UE nadal jest nieświadomych swojego zakażenia.

    http://www.aids.gov.pl/files/epidemiologia/Sytuacja_epidemiologiczna_na_swiecie_w_2008_r.pdf

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ KaFor

    Te dane niczego nie dowodzą. Ty mówisz, że wśród gejów jest dużo osób, które wykonują testy, stąd duży odsetek zakażonych i pewnie masz rację. W części. Z drugiej strony można śmiało rzecz, że robi testy właśnie ten, kto się naraża lub czuje narażony. Innymi słowy, nie bez powodu robią te testy. Jeszcze inaczej: chęć do robienia testów może wynikać właśnie z subiektywnej oceny ryzyka zakażenia, a geje średnio mogą to ryzyko oceniać znacznie wyżej niż inni.

    Inny przykład: „Kontakty heteroseksualne były najczęstszą (53%) drogą przenoszenia się zakażeń HIV” – po pierwsze 53 % to bardzo nieduża przewaga. Po drugie, proponuję zastanowić się, jak to się ma do odsetka osób homoseksualnych (3% czy naciągane 5%) w całej populacji!!!

    Jeśli chodzi o brednie – doskonałym przykładem jest artykuł M. Piątkowskiej, który wcześniej cytowałaś. Ta pani może nawet nie zna się na procentach, a to już totalny obciach. Dane, które przytaczasz w kolejnym poście, moim zdaniem pozostają w zgodzie z tym, co pisze Sonia. Nie chcę przez to powiedzieć, że osoby hetero nie są zagrożone. Oczywiście są, bo ryzyko NIE jest pochodną orientacji, ale stylu życia. Geje zdają sobie z tego sprawę i wiedzą, jak wyniki badań (m.in. takich, które przytaczasz) rzutują na opinie o osobach homo. Niestety dane nie są pocieszające.

  • KaFor

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Gdy przestaniesz sprawę HIV/ AIDS traktować w kategoriach potępiania / dyskredytowania JAKIEJKOLWIEK osoby / grupy, a zaczniesz myśleć / pisać w tej niezwykle poważnej sprawie o odpowiedzialności (także za siebie i swoich bliskich) wrócimy do wymiany zdań.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ KaFor

    Dlaczego miałbym potępiać? Czy w tym co pisałem, jest choć jedno słowo potępienia?

    Z kolei z tego co Ty napisałaś powyżej, wynika, że będziesz rozmawiać tylko z tymi, którzy podzielają Twoje zdanie. To faktycznie rodzi barierę nie do pokonania, bo niestety tak się składa, że zaprezentowane przez Ciebie dane skłaniają mnie do wniosków, które przedstawiłem.

    Nie przeczę, że HIV to przede wszystkim kwestia odpowiedzialności za siebie i również za innych. Tak właśnie jest, ale rozmawialiśmy o danych, a nie o odpowiedzialności. Sam uważam się za człowieka odpowiedzialnego. Nigdy nikogo nie naraziłem na HIV, a gdy wydawało mi się, że sam zostałem narażony (albo miałem po prostu gorszy dzień), zrobiłem sobie test i było OK.

  • ..

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Teraz pytanie o to czy istnieje inna metoda która pozwala na większą pewność, że się od kogoś nie zarażę czymś niż przebadanie tej osoby / się nawzajem (pójście z kimś za rękę do lekarza, badanie, odebranie i przeczytanie wyników)?
    Wpisałem sobie w google: „aids prezerwatywa” i otwarłem np taki artykuł:
    http://www.grabieniec.pl/pokaz_artykul.php?id_artykulu=559
    (Dla mnie nawet jeśli stosując prezerwatywę („tylko”) pięć osób ze stu zarazi się HIV nie jest to wystarczające ograniczenie niepewności gdy chodzi o kogoś kto jest dla mnie ważny, np ja).

  • Miron

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Panie Krzysiu, niestety to właśnie orientacja rzutuje bezpośrednio na styl życia.

    „Sam uważam się za człowieka odpowiedzialnego. Nigdy nikogo nie naraziłem na HIV, a gdy wydawało mi się, że sam zostałem narażony (albo miałem po prostu gorszy dzień), zrobiłem sobie test i było OK. „
    A ja uważam cię za zwykłego panikarza :) Nie wierzę, że ktoś taki jak ty jest w ogóle zdolny do przypadkowych kontaktów seksualnych (no, chyba, że jest to cybersex…), po co więc było się badać? A może „oskarżyłeś o zarażenie” jakiegoś stałego partnera seksualnego (bo chyba o związku to w twoim przypadku tez mowy być nie może, prawda)?

    A ogóle jesteś przezabawny z tymi pseudoautorytatywnymi wypowiedziami na przeróżne tematy. Taka „cwana” zarozumiałość przez nie wszystkie przemawia. Okropne.

  • Walpi

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Sonia ma rację, HIV to przynajmniej W POLSCE choroba homoseksualistów płci męskiej. NIE DA SIĘ TEGO UKRYĆ. Zresztą każdy kto zna nasze środowisko dobrze o tym wie. Nawet statystyk nie trzeba przytaczać. Jest b. dużo ujawnionych ludzi z wirusem choćby na portalach randkowych dla gejów, strach pomyśleć, ilu jest tam nieujawnionych bądź nieświadomych.
    Seks bez gumek jest wciąż normą, nasi geje b. to lubią, kochają taki dreszczyk emocji. A doskonale wiadomo, że przez otarcie b. delikatnych błon śluzowych odbytu najłatwiej się zarazić! Seks analny jest jak dotąd u nas normą TYLKO w światku gejów.
    Myślę, że nie warto nic więcej dodawać, nie ma też o czym dyskutować. Należy po prostu się zabezpieczać a najlepiej naprawdę nie pieprzyć się pokątnie!

  • ..

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Przez to jak najdalej od bydła „środowiska” – w szczególności z każdym kto jest dla mnie ważny. Tak dla małżeństw jednopłciowych, tak dla adopcji dzieci przez nieznaczny odsetek nieheteroseksualistów (może nie gdyby rozważyć zagrożenia np dopuszczeniem debili do adopcji – ja mam coraz mniej zaufania, że znajdą się odpowiednie osoby do dbania o selekcję osób do adoptowania), separcaja od bydła. Ale ktoś zaraz wyskoczy, że jak ja mam podobną cechę do Ciebie np psychoseksualność i jestem debilem to ty też jesteś a przynajmniej ludzie też będą Cię mieli za debila – nie mam mózgu na takie teksty.
    Może dopuszczenie prawne związków jednopłciowych pomoże zmniejszyć zasięg „stylu” bycia debilem do mniejszej ilości osób.
    (nazywając kogoś debilem, świadczę, że sam nim jestem – może, może nie)

  • ..

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Ileś debila jest może w każdym, może nie w każdym tyle samo.

  • ..

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Na tekst „A ja uważam cię za zwykłego panikarza :) ” też nie mam nerwów, na komentarze Krzysztofa niejednokrotnie też, akurat nie pod tym artykułem, za: „Nigdy nikogo nie naraziłem na HIV, a gdy wydawało mi się, że sam zostałem narażony (albo miałem po prostu gorszy dzień), zrobiłem sobie test i było OK.” dziękuję.

    Ja się badałem (jak do tej pory jednokrotnie), co z tego wynika – że bywam debilem – tzn zaufałem komuś z kim wcześniej nie poszedłem się przebadać, los dał, że i ja i on okazaliśmy się być zdrowi (przebadaliśmy się po, byłem spanikowany). Byłbym dłużej i większym debilem gdybym się nie przebadał wcale.

  • Miron

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Ale przyznajesz się, że po prostu spanikowałeś (okazaliśmy się być zdrowi („przebadaliśmy się po, byłem spanikowany)”.), prawda? :) I o to samo właśnie chodziło w moim tekście do krzsz’a – „A ja uważam cię za zwykłego panikarza :) ”. Panikarza, nie debila.

  • Peter Pan

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ lucyna

    Ze ,,zdrowymi seksualnie” ludźmi hahahaha

    Idź Lucka lepiej wydoić krowę jak na każdą ,,normalna i zdrową seksualnie” kobitę przystało. I niech Cię za bardzo nie trwożą te statystyki, bo skoroś taka normalna to chyba nic Ci nie grozi, nie ?

    [przepraszam, (potwierdzony) troll został w międzyczasie wycięty, stąd powyższy komentarz jest jakby w pustkę ;) . detr.]

  • Marycha

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Jaki troll, na czym to polegało to trollowanie? Może by wypadało chociaż napisać, w czym rzecz?

    PS. Pan Peter Pan uważa widać dojenie krowy za jakieś uwłaczające zajęcie. Tak… to pasuje do niego, do jego „holendrskiej” przeszłości seksualnie zdrowego i normalnego człowieka…

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ Miron

    Czepiasz się bez sensu, przeczytaj uważanie jeszcze raz moje komentarze. Poza tym, czy aż tak dobrze mnie znasz, żeby uważać cokolwiek na mój temat? ;)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ Miron

    Aha, co to jest „cwana zarozumiałość”? Czy to jakaś cecha, której ty nie posiadasz, choć bardzo chciałbyś?

  • Peter Pan

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    @ Marycha

    Myślę, że to co tu było mogło Ci się nie spodobać. Chyba że jesteś z ONR czy LPR albo ogólnie lubisz nazywanie gejów dewiantami.

    P.S. ,,Holenderska przeszłość” to jest jakaś kompromitująca przeszłość ? W Holandii też się doi krowy … . Myślałaś, że tam się tylko grzeszy od rana do wieczora ? Czasem pije się też mleko. Najlepsze ma napis ,,van hollandse weide” (,,z hol. łąki”) i jest to mleko, które dają nasze krówki ;) Polecam!

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Myślę, że Maria miała na myśli dojenie ręczne, a nie przy pomocy dojarki.

  • anacharsis

    [Re: Lekcja pierwsza: Warszawski Ruch Homoseksualny]

    Niestety, artykuł zawiera nieścisłości, które autorka mogłaby łatwo skorygować na podstawie wcześniej publikowanych tekstów na ten temat (także na Homikach). Jeden przykład: Warszawski Ruch Homoseksualny nie powstał w 1988 r. Istniał już rok wcześniej i trochę udało mu się zrobić …




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa