Krótki esej o tańcu

Taniec jest naturalną ekspresją radości z ciała. Jest nią podobnie jak seks, z tym że w wypadku tańca radość ta może być przeżywana publicznie. Ponieważ mamy ciała i chcemy się nimi cieszyć, taniec (jak i joga, bądź sport) jest jedną z takich aktywności, która pozwala nam przeżyć tę radość wraz z innymi ludźmi, w obrębie grupy, z którą łączą nas wspólne fascynacje.

Tańcząc zatem uczymy się (i zostaje to na ciele oraz w jaźni zapisane), że nie musimy rozwijać się i dojrzewać w samotności. Nie musimy być samowystarczalni. Odkrywamy, iż samowystarczalność jest mitem, który ma niewiele wspólnego z historią ludzkich losów. Prawda bowiem jest taka, że dojrzewamy i stajemy się w pełni ukształtowanymi osobami w relacjach z innymi ludźmi i w społeczeństwie.

Nowe formy aktywności nie staną dla nas dostępne póki nie połączymy ich z wewnętrznym obrazem siebie, czy z tym, jak chcemy widzieć siebie. Na przykład popularność Nordic walking wzięła się stąd, iż ludzie się przekonali, że dwa kijki pozwalają uruchomić ich aktywność. Spacerując nie muszą więc już wyglądać tak, jakby nie mieli nic lepszego do roboty. Ich działanie, gdy chodzą z kijkami wzdłuż nadmorskiego bulwaru, nabiera celu i sensu.

Na pewno zajmie to trochę czasu zanim taniec towarzyski dookreśli swe miejsce, cel i sens na mapie doznań społeczności LGBT w Polsce. Dotąd kojarzyć się mógł najwyżej z wieczorkiem zapoznawczym u cioci na imieninach, kiedy to niechętny siostrzeniec musiał zatańczyć ze swataną mu dziewczyną, bądź ze studniówką czy z balem maturalnym, gdzie pod przymusem trzeba było dobrać się w pary: panny z kawalerami. Tradycyjne lekcje tańca mają ścisłe reguły, których nawet pary heteroseksualne nie uśmielają się przekroczyć: panowie prowadzą, panie są prowadzone. Odstępstwa są karcone i wyśmiewane. Nic dziwnego, że taniec w parach konotuje się nam ostatecznie jako jedno z tych żałosnych doświadczeń, które chcemy zostawić za sobą.

Z całym szacunkiem dla występu izraelskiej pary, taniec towarzyski par jednopłciowych to nie jest Taniec z gwiazdami, gdzie przez trzydzieści sekund dwie dorodne blondyny epatują publiczność, a przed nimi i po nich nadal toczy się heteronormatywny standard i występują damsko-męskie pary. Taniec, jak go rozumiem, tworzy społeczność, bo zapewnia bezpieczną i własną przestrzeń dla par jednopłciowych. Mogą one w niej być sobą w sposób osobisty i społeczny zarazem, spontaniczny i odnoszący się do tradycji, pozwalający odkryć piękno, jakie wynika z powtarzalności reguł, jak i z momentalnie nawiązującej się więzi z drugim człowiekiem na bazie muzyki, wspólnego rytmu, figur i kroków.

Taniec angażuje zarówno nasz umysł, jak i ciało. Pozwala się zrelaksować i zachęca do skupienia. Jest okazją do nawiązania kontaktów i poznania ciekawych ludzi.
Nauka tańca z partnerem lub partnerką tej samej płci ma wiele korzyści, z których uczestnicy nie muszą sobie zdawać w pełni sprawy. Dokonują się one nawet bez ich świadomego udziału. Przede wszystkim taniec kształtuje charakter. Uczy, że przez powtarzalność można we względnie krótkim czasie nauczyć się jak wykonać na parkiecie sekwencje kroków, których widok jeszcze przed chwilą zapierał nam dech w piersiach. To pozwala nam poczuć się dobrze ze sobą. Przyjemne jest być w czymś dobrym.

Taniec pozwala ludziom chwilowo samotnym znaleźć przyjaciół, a może nawet partnera, z którym będą chcieli zostać dłużej. Pozwala zmieniać partnerów i parnerki w tańcu w sposób, który jest społecznie dozwolony. Jest okazją by spotkać kogoś, kto nie bierze środków chemicznie dopingujących do życia, nie pije i ma poukładane w głowie, bo inaczej nie sposób zapamiętać kroków. Pijących i biorących natomiast potrafi skłonić do wytrzeźwienia.

Nie może dłużej być tak, że podlewana alkoholem impreza jest jedyną formą rozrywki, w której młodzież ze społeczności LGBT czuje się dobrze razem, a samotność w towarzystwie butelki jest jedyną formą spędzania wolnego czasu dostępną dla starszych członków tej społeczności w Polsce. Udział w lekcjach tańca pozwala nam nie tylko przeżyć, ale się wzmocnić.

Stałym parom natomiast taniec pozwala się do siebie zbliżyć. Dobrze jest lubić te same książki, oglądać te same filmy, ale czasem potrzebne jest jakieś wspólne zajęcie, które łączy ciało i umysł (oprócz seksu), żeby zostać razem.

Taniec wzmacnia środowisko w stopniu z początku trudnym do wyobrażenia dla osób, które jego działania nie zaznały. Doświadczamy jego zbawiennego wpływu spotykając osoby znane nam z grup tanecznych podczas innych, artystycznych bądź politycznych, działań. Kto raz zaczerpnął radość z tańca, zawsze już będzie działał na rzecz swojej społeczności.

Szkoła tańca jest miejscem, do którego wracamy. Między ludźmi, którzy razem uczą się nowych tanecznych kroków, tworzy się silna więź trwająca całymi latami. Podczas gdy jedni odchodzą, a inni przychodzą, szkoła tańca pozostaje rzeką, do której się wstępuje. A kiedy z różnych powodów nieraz trzeba odejść, to siłę, zaczerpniętą ze wspólnoty, możemy unieść w sobie. Pary się rozchodzą, bo czasem to nieuniknione, inne pary się schodzą, a taniec pozostaje. Wkrótce możemy odkryć, że klub czy szkoła, w której tańczymy jest tym miejscem, za które gotowi jesteśmy oddać życie. Taniec pozwala nam się połączyć i poczuć w sobie tę energię, z której wziął się bunt Stonewall. Taniec wytrąca broń z ręki homofobom. Taniec towarzyski to nie adopcja dzieci. To niewinna rozrywka, bo cóż złego w tańcu towarzyskim? Jednak lesbijka, która prowadzi w tańcu, gej, który jest prowadzony, to są postaci, które zakłócają porządek genderowy.

Taniec towarzyski wymaga jawności przynajmniej wśród swoich, na parkiecie. Pokazuje, że jawność jest bezpieczna. Wymaga przy tym dokonania niekiedy kłopotliwego wyboru: ktoś prowadzi, by ktoś mogł być prowadzony. W parach hetoroseksualnych te role są z góry rozdzielone. W parach homo zależą od wzrostu i osobowości. Tu liderzy i folowerzy mogą zmieniać się rolami w trakcie tańca. Mogą też sprawdzić, w której roli czują się lepiej, jaka bardziej im odpowiada.

Można też posłużyć się zasadą, że lider (ten, kto prowadzi) jest ramą, a folower (prowadzony) w tej ramie jest obrazem. Kiedy prowadzę w tańcu, moja partnerka to najlepsze co mam do pokazania światu. Przede wszystkim jednak taniec towarzyski anuluje nasze wyobrażenia na temat bierności i aktywności. Uczy jak dać się prowadzić nie tracąc nad własnym życiem kontroli.

Pary jednopłciowe wnoszą na parkiet nową zmysłowość i siłę. Przepisują język i tworzą nowy alfabet precyzji i zmysłowości. Tworzą jakość, która wykracza poza ich jednostkowe istnienie, bo na parkiecie w tańcu stają się nową, widoczną dla wszystkich całością. Tańcząc wśród swoich ludzi, w obrębie swojej społeczności nie musimy się dłużej przejmować tym jak nas widzą i czy nas zobaczą. Pozwala nam to zobaczyć się nawzajem.

Taniec jest rozrywką dla ludzi, którzy osiągnęli już pewien stopień życiowej stabilitacji. Pozwala podładować swoją energię w obrębie grupy. Jest dla tych, którzy wstają rano. Stanowi alternatywę do rozrywki dostępnej po godzinie 22giej, atrakcyjnej dla ludzi bardzo młodych, silnych psychicznie, niewrażliwych na hałas, bądź nie mających zbyt wielu obowiązków. Miłośnicy tańca nie są zawodowymi tancerzami, mogą być urzędnikami bądź nauczycielami, a potańcówki traktują jako hobby. Dla nich najlepiej jest, gdy taniec odbywa się w godzinach popołudniowych lub wczesnowieczornych.

Nie można przy okazji pominąć wartości, która wynika ze śmiechu. Nie wiem czy kiedykolwiek mamy okazję śmiać się z własnych pomyłek tak często, jak podczas lekcji tańca. Zagłuszamy superego (uwewnętrznione głosy, które chcą nas tylko pouczać) raz na zawsze i skutecznie, śmiejąc się. Można odkryć, że pomyłki nie są niczym więcej jak tylko powodem do śmiechu.

Taniec to nie anarchia. Reguły, style i kroki są te same, co w tańcu konwencjonalnym. Cenimy ich przydatność, nie zostały stworzone po to, by nas wykluczać. Ucząc się tych reguł w obrębie społeczności tanecznej par jednopłciowych, uznajemy je bez trudu za własne. Są nasze, bo kodyfikują społeczność i język, i służą tworzeniu piękna.

Środowisko, które wyraża się przez taniec, jest otwarte na niekonwencjonalność i spontaniczność, na perfekcjonistów, którzy lubią dokładnie wiedzieć jak coś powinno być wykonane, oraz na osoby, które chcą się przekonać jaki style kontaktu istnieją poza słowami. Jest otwarte dla wszystkich, którzy pragną polepszyć to, co już w ich życiu cenne, i poznać nowe sposoby istnienia wśród ludzi, bo uczy komunikacji.

W tańcu porozumienie zachodzi nie tylko w obrębie jednej pary, ale między wieloma parami na parkiecie. Ucząc się tańczyć, uczymy się jak wyrażać siebie zostawiając przy tym dość miejsca dla innych i nie depcząc sobie po piętach. Ta umiejętność przydaje się w relacjach społecznych i osobistych. Taniec uczy, że piękno jest ulotne, a nasze związki z ludźmi budują się, gdy wkładamy w nie sporo pracy. Aby mogły pięknymi się stać, tworzy się je z minuty na minutę na nowo.

Izabela Filipiak – Zadebiutowała w 1992 zbiorem opowiadań Śmierć i spirala. Do tej pory opublikowała osiem książek, m.in. powieści Absolutna amnezja (1995) i Alma (2003), podręcznik-esej Twórcze pisanie dla młodych panien (1999), zbiór felietonów Kultura obrażonych (2003), tom poezji Madame Intuita (2002) oraz dramat Księga Em (2005) poświęcony Marii Komornickiej, której osoba i twórczość stała się też tematem rozprawy doktorskiej Filipiak, wydanej w 2007 roku jako książka Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej. (źródło: Wikipedia)

Autorzy:

zdjęcie Izabela Filipiak

Izabela Filipiak

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 275; nazwa: IzabelaFilipiak

82 komentarzy do:Krótki esej o tańcu

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Wszystko pięknie, ale tanga dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet nie potrafię sobie wyobrazić.
    To w końcu taniec, którego treścią jest erotyczna gra pomiędzy kobietą a mężczyzną i pochwałą kobiecości kobiety oraz męskości mężczyzny.

  • Minnelli

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Jeśli chodzi o queer tango, to można wielbić męskość w kobiecie i kobiecość w mężczyźnie. Erotyczna gra zależy od temperamentu na parkiecie, ale gdy dwóch tancerzy chwali nawzajem swą męskość, też może zrobić się gorąco. Sprawdź Queer Tango Festiwal, na u tube jest linków na kilka godzin oglądania.

  • widz

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Uwielbiam queer tango, zawsze mnie wzrusza i czuję emocje wypływające z tańca, nawet jako widz. Piękne to jest.

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Minelli

    Osobiście wolę męskość u mężczyzn i kobiecość u kobiet.
    Generalnie uważam, że każdy powinien robić to, co sprawia mu przyjemność. Ja nienawidzę tańca towarzyskiego. Tradycyjne argentyńskie tango to jedyne co mogę znieść, może dlatego, że tam pary zazwyczaj nie są ubrane w jakieś kiczowate wdzianka a panowie nie kręcą tyłkiem ;)

    Natomiast jeżeli ktoś się dobrze bawi przy takim ,,queer tańcu” to fajnie. Ja jestem za. Jedno czego nie rozumiem to: dlaczego autorka tak ironizuje na temat tej izraelskiej pary ?

  • Minnelli

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Przyjemność sprawia Ci wypowiadać się na tematy, których nienawidzisz?

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Minelli

    Chciałem raczej zaznaczyć, że nie mogę jakoś obiektywnie wypowiedzieć się na temat tańca queer, bo taniec w ogóle nie jest ,,moją działką”. Zastanawiałem się jedynie czy można zrobić coś takiego jak queer tango. Dowiedziałem się, że tak.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Nie dziwię się ironicznym komentarzom na temat izraelskiej pary, bo to są straszne lale. Akurat taki lesbianizm przykrojony pod gust faceta, którego kręci podglądanie różnego rodzaju gier erotycznych między kobietami.

    PS. Drobna uwaga przeciw podgryzaniu osób zażywających różne używki, obecnym w krótkim urywku tego eseju. Ot, prywatne upodobanie, które nie musi przecież oznaczać zaraz przychodzenia na naukę tańca „po pijaku” ani „w stanie osobliwym”, za to zasługuje na tolerancję.

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewsząd i znikąd

    To było do przewidzenia. Te panie chciały walczyć ze stereotypami społeczeństwa, ale wiadomo, że najgorsze reakcje czekają je od tzw. ,,środowiska”.
    W końcu największy grzech lesbijki to: wyglądać tak, że może się to podobać hetero-/ biseksualnym mężczyznom.
    A gust faceta, to najgorszy z możliwych gustów.

  • benek

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    skoro patrzę z zachwytem na dwóch facetów tańczących tango i jestem po 30-tce… to chyba już nie przestanę być gejem ;-)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Ziz chodzi o to, że te panie epatują cycami i sprawiają takie wrażenie, jakby się miały na scenie zaraz zacząć pieprzyć ;)

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia

    O.K. Ale dlaczego miałyby tego nie robić ? Czy lesbijki nie mogą robić tego co robi wiele heteroseksualnych kobiet ?
    Widocznie są dumne ze swoich ciał i świadome ich erotycznego potencjału. To bardzo dobrze.
    Miałyby tańczyć break-dance w szerokich gaciach i dresie ? To chyba nie ta konwencja.

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    W ten sposób utrwalają pewien stereotyp lesbijki. Faceci, którzy to oglądają, utwierdzają się w swoich przekonaniach i będą akceptować takie „seksowne” lesbijki, a takie np. androgyniczne czy butch traktować jak dziwolągi, natomiast kobiety może odrzuć rozerotyzowanie pary, skłaniające do myśli, iż lesbijka myśli głównie o seksie. Jeśli potraktować by program „Taniec z gwiazdami” jako program edukacyjny (którym jednak nie jest), powinna w nim uczestniczyć lesbijka w typie męskim lub androgyniczna, albo przynajmniej ktoś bardziej przypominający Gagę niż Dodę (Teledyski Gagi są niesamowicie erotyczne, ale nie w taki wulgarny sposób jak Dody).

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Jeśli chodzi o wygląd damsko-damskiej pary z izraelskiego Tańca z Gwiazdami (podawałem już jakiś czas temu stosowny link) to trudno mówić o szczególnym erotycznym potencjale. Faktycznie zarówno tancerka, jak i gwiazda to kobiety kobiece kobieco. I tyle. Są atrakcyjne, fajne, ale seksapilem nie powalają na kolana. Przefarbować włosy na blond nie wystarczy.

    Już o tym pisałem i powtórzę, że prawdziwym przełomem byłaby para męsko męska, a nie para składająca się z dwóch kobiet, nawet jeśli jedna z nich miałaby krótkie włosy. :) Bardzo chciałbym coś takiego zobaczyć.

    @ Sonia

    Przyznam się bez bicia: nie widziałem ani jednego teledysku naszej rodzimej seksbomby. Jeśli chodzi o Gagę, moim zdaniem bywa wulgarna. Chociażby w Alejandro… Zresztą, jej teledyski to po prostu świetne produkcje. Nic więcej w tym nie ma.

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia

    Do pewnego stopnia masz rację. Ale z drugiej strony stereotyp lesbijki jako babochłopa też jest bardzo rozpowszechniony w społeczeństwie.
    Poza tym jeśli już kogoś można by krytykować to ewentualnie twórców programu a nie te dziewczyny. Chociaż też nie wiem po co, bo raczej chcieli dobrze … .

    Tak sobie myślę, że mężczyzn i ich stosunek do lesbijek w ogóle można wyłączyć z tej dyskusji, ponieważ nie znam takich facetów, którzy oglądaliby ,,Taniec z gwiazdami” ;)
    Ten program ma największą oglądalność wśród dziewczynek w wieku 10-16 lat.
    Jeśli w piekle jest podział na mężczyzn i kobiety, to ci pierwsi będą w nim torturowani Teletubisiami, Tańcem z Gwiazdami oraz serialem Sex in the City. Co do tego nie mam wątpliwości ;)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    „Jeśli w piekle jest podział na mężczyzn i kobiety, to ci pierwsi będą w nim torturowani Teletubisiami, Tańcem z Gwiazdami oraz serialem Sex in the City”

    Zgodzę się w 100% (z naciskiem na Sex and the City.), jeśli chodzi o tortury. Chociaż słyszałem o facetach hetero, którzy oglądają TzG – może lubią taniec?

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    To się nazywa Sex AND the city. Faktycznie.
    Myślałem, że ,,in”.

    Wydaje mi się, że faceci, którzy lubią taniec oglądają co najwyżej You can dance.
    ,,Taniec z gwiazdami” to kwintesencja tego czego mężczyźni z reguły nie znoszą:

    celebryci + taniec towarzyski + cekiniarstwo + przesłodzone uwagi prowadzących + stroje, które z najpiękniejszej kobiety są w stanie zrobić coś w rodzaju źle przystrojonej choinki
    KOSZMAR !

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    TzG? Większość na pewno nie lubi. Ja mam do tego stosunek obojętny, ale sam nie oglądam. Za to Sex and the city to dla mnie tortura. Oglądałem może kilka scen i nie byłbym w stanie wytrzymać. Czułem się, jakby ktoś kazał mi lizać cipkę.

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ krzsz

    Zdaje się, że Ciebie obrzydzają kobiety, tak jak ,,zewsząd i znikąd” obrzydzają mężczyźni.
    Powinniście się poznać i jakoś to przedyskutować … .

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    Dlaczego obrzydzają? Nie obrzydzają. :) Po prostu posłużyłem się porównaniem, które w moich ustach brzmi dość wymownie. I tyle. Jeśli chodzi o serial Sex and the City, nie lubię nachalnego pokazywania (promowania) rozwiązłości. Z podobnych powodów nie jest dla mnie strawny Queer as Folk. Uwaga, proszę czytać uważnie: „nie jest strawny” to nie to samo co „żądam zdjęcia z anteny”. Najzwyczajniej w świecie nie oglądam tego, co mi nie odpowiada.

    Nie mam alergii na kobiety. Podobają mi się czasem jakieś „kobiece” seriale, np. Gotowe na wszystko. To zupełnie inne kobiety, a pewnie nawet piękniejsze niż z Seksu w wielkim mieście.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Czy mnie obrzydzają mężczyźni? Obrzydza mnie każdy seks, gdybym miała go uprawiać, natomiast co do mężczyzn – drażnią mnie durne samce, myślących mężczyzn lubię.
    Zaś co do pary izraelskiej – nawet mniej rzecz w tym, że są tak stereotypowo kobiece, bardziej w tym, że są po prostu sztuczne. Identyczne stroje, z grubsza takie same fryzury – parę obrotów i trudno będzie rozpoznać, która jest która. To po prostu nudne. I nie widzę w tym specjalnie ciekawego tańca, raczej podrygi do banalnej muzyki.

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @krzsz
    Ponieważ, w przeciwieństwie do bohaterek wcześniej wymienionego serialu, te panie posiadają mózgi. :(
    Nie uważam też, by teledysk Alejandro był wulgarny. Prawda, ociera się o pornografię, ale moim zdaniem nie jest to porno wulgarne, lecz wyrafinowane. ;)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia
    Masz rację. To mniej wulgarne, a bardziej wyrafinowane. Dla mnie to jednak wątpliwa zaleta. Porno to porno. Nie żebym miał coś przeciwko. Po prostu warto zdawać sobie sprawę z tego, z czym mamy do czynienia. Jest wiele sytuacji, w których różnica pomiędzy tym co wulgarne, a wyrafinowane nie stanowi istotnej różnicy jakościowej. Pomyśl np. o chamstwie: czy bardziej szkodliwy może być cham wulgarny, czy wyrafinowany? Sam miałem nawet Alejandro na mp4, ale szybko mi się znudziło. :)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Wyrafinowany cham to oksymoron ;)
    Co do piosenek Gagi, to wszystkie są jednako beznadziejne. Liczy się tylko taniec ;)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia
    Masz może rację. Chodziło raczej o wyrafinowane świństwa za Twoimi plecami. To już nie jest oksymoron. W każdym razie, to był tylko przykład. :)

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewsząd i znikąd

    Myślę, że te panie są takie jak wszystkie inne pary w tym programie, bo to jest po prostu taki program.

    A drażnią Cię durne samice ? Bo ja generalnie nie lubię durniów, obojętne której płci.

    Jeśli obrzydza Cię seks (czyli jak rozumiem- jesteś osobą aseksualną) to jest to oczywiście Twoje prawo. Ale nie powinnaś, jak sądzę, odnosić się z wyższością do tych, dla których seksualność jest istotna.
    Wydaje mi się, że dwie piękne kobiety w sytuacji erotycznej, podobają się wszystkim hetero/biseksualnym mężczyznom i nie widzę w tym nic złego. Ostatnio karierę robi przekonanie, że wszystko to co podoba się facetom jest prymitywne. A to co podoba się kobietom jest wyzwolone.
    Facetowi podoba się dziewczyna z dużym biustem (i o tym mówi) = prymitywny samiec. Dziewczynie podoba się umięśniony mężczyzna (i o tym mówi) = wyzwolona kobieta, która wie czego chce.
    Na tym się właśnie opiera sukces serialu Sex and the city … .

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    „Ostatnio karierę robi przekonanie, że wszystko to co podoba się facetom jest prymitywne. A to co podoba się kobietom jest wyzwolone. Facetowi podoba się dziewczyna z dużym biustem (i o tym mówi) = prymitywny samiec. Dziewczynie podoba się umięśniony mężczyzna (i o tym mówi) = wyzwolona kobieta, która wie czego chce.
    Na tym się właśnie opiera sukces serialu Sex and the city … . „

    NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ!
    Starszy facet oglądający się za młodą dziewczyną = oblech, nabotoksowany kuguar = kobieta sukcesu. :D
    (oczywiście nie mam nic przeciwko zastrzykom z botoksu)

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Ale jednak w tym, czy mężczyznom podobają się „dwie piękne kobiety w sytuacji erotycznej”, jest dużo obłudy. Po pierwsze – tę sytuację traktuje się jako oczywistość, za to homofobi za jeszcze większą oczywistość traktują to, że wyobrażenie analogicznej sytuacji między mężczyznami musi budzić wstręt, a jeśli w kimś wstrętu nie budzi, widocznie to jednostka ninormalna. Po drugie – gdyby za zainteresowaniem takimi scenkami szła tolerancja wobec rzeczywistych lesbijek, można by tylko przyklasnąć. Ale niestety nie zawsze tak jest, a nawet nierzadko wcale tak nie jest.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewszad

    Dwie kobiecie kobieco lesbijki mogą kręcić heteryka, choć nie każdego. To fakt. Myślę, że to lepiej niż gdyby takiego nie kręciły żadne les albo wręcz budziły obrzydzenie, jak np. geje.

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Problem jest taki, że większość mężczyzn het/bi kręci akcja dwóch lasek, natomiast większość z tej większości uważa prawdziwe lesbijki za coś nienormalnego – zauważ, iż w większości porno dla facetów, gdy dzieczyny się ze sobą zabawiają, ma tocharakter gry wstępnej, a potem przychodzi facet, który pieprzy je obie. Wielu „widzów” takich filmów uważa więc kobiety, które nie rzyczą sobie seksu z mężczyzną za istoty nienormalne, które trzeba nauczyć miłości do penisa .”/. Nie mówiąc o tym, że „aktorki” porno to klony Pameli Anderson. Nie raz spotkałam się wśród facetów ze stwierdzeniem, że oglądanie seksu z udziałem butch, androgyne czy nawet „femki zwyczajnej” byłoby obrzydliwe.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Takie jest życie.

  • miro

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    „(oczywiście nie mam nic przeciwko zastrzykom z botoksu)” – tak, tak, żeby nie było. cały rzsz1986@tlen.pl. oczywiście zastrzykom dla panów, co? a p[ropos, ciekawe, czy JUŻ się smarujesz kremikami przeciwzmarszczkowymi, głupolu, co?

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ miro
    A czemu w ogóle obchodzą cię takie sprawy? Zajmij się swoimi zmarszczkami, zrób sobie chirurgiczne odmładzanie pochwy czy co tam ci potrzebne.

  • miro

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    trafiłEm w dychę, co?

  • miro

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    smaruj się, smaruj, za 10 lat będziesz miał skórę starca i żadna operacja na to nie pomoże, chyba że przeszczep gęby (jak sie będzie stać}!

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ miro
    Trafiłeś? Nie sądzę, bo masz marne pojęcie o tym wszystkim. A jeśli można spytać, ile ma Pan lat?

  • miro

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    zapytaj DERATOLOGÓW, dziecinko, czym się kończy stosowanie przez dzieci i młodzież kremików dla STAREJ CERY. idę o zakład, że NIGDY o to nie pytałeś, przemądrzalcu.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ miro
    Ale w ogóle o czym Ty gadasz? Ile masz lat? Jesteś jakimś moim byłym, że tak się wyżywasz czy co?

    [dobra, już. wystarczy. obaj panowie/oboje państwo. detr.]

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Soniasonia, zewsząd i znikąd

    Myślę, że wy za bardzo upraszczacie.
    Jestem pewien, że seks między mężczyznami obrzydza tak samo Tomasza Lisa, który się wypowiada ,,gay-friendly” jak S. Niesiołowskiego, który się obnosi ze swoją homofobią.
    Występuje jednak między nimi taka różnica, że ten pierwszy rozumie, że to co obrzydza jego nie musi obrzydzać kogoś innego i, że w ogóle obrzydzenie nie jest kategorią, w oparciu o którą można definiować kto ma mieć jakie prawa i komu należy się szacunek.

    Jestem bardzo przeciwny nazywaniu samego obrzydzenia do gejowskiego czy lesbijskiego seksu ,,homofobią”. W takim wypadku trzeba by również mnie nazwać homofobem, choć jestem biseksualistą.
    Jak już kiedyś pisałem, bardzo podobają mi się mężczyźni i ładne męskie ciała, ale męsko-męska penetracja budzi we mnie wstręt.
    Prawdopodobnie nie chciałbym też oglądać androgynicznych a więc, z mojego punktu widzenia, mało atrakcyjnych lesbijek ,,w akcji”.

    Co do tych pseudo-lesbijek z pornosów i faceta, który do nich przychodzi, myślę, że to jest motyw, który jest zupełnie podstawowy dla męskiej seksualności- wspólny nie tylko dla mężczyzn hetero/bi, ale również homoseksualnych.
    Jesteśmy fallocentryczni ;) Czy to coś złego ?

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Peter Pan ma rację. Nie można mieć komuś za złe, coś mu się podoba lub nie. Z drugiej strony takie preferencje nie muszą I NIE POWINNY przekładać się na stosunek do innych ludzi. Jestem żywym przykładem takiego podejścia. ;)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Jednakże w 95% przypadków się przekładają. Dlatego tez uważam, iż powinno się w telewizyjnych show prezentować niestandardowe modele urody/ płciowości, by uświadomić ludziom, iż nie ma czegoś takiego jak schemat uniwersalny. Dobrym przykładem jest tu Gaga (wybaczcie, że znowu do niej wracam), która w swoich teledyskach wykorzystuje kobiety bardzo męskie luc grube („Telephone”) oraz mężczyzn submisywnych („Alejandro”), będących nijako odpowiednikami kobiet-zabawek seksualnych z teledysków raperów (chociaż Gaga traktuje „swoich” chłopców z dużo większym szacunkiem niż większość hiphopowców „swoje” tancerki).

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia

    Gaga nie prezentuje niestandardowych modeli urody. W teledysku do „Telephone” kobiety męskie lub nieszczupłe mają odpowiadać typowym wyobrażeniom na temat więźniarek. W „Alejandro” wszystko jest jeszcze bardziej typowe. Mężczyzna jako zabawka seksualna? To nic nowego (Sex and the City).

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Soniasonia

    Nie wiem czy u 95% ludzi się przekładają.
    W Europie, nawet w Polsce, tolerancja dla gejów i lesbijek stopniowo wzrasta. Natomiast bardzo wątpię czy maleje obrzydzenie do seksu jednopłciowego.
    Sądzę, że nie i osobiście nie jest mi to do niczego potrzebne.

    Lady Gaga jest jak berlińska Pride. Z jednej strony promuje tolerancję a z drugiej, walcząc z jednymi stereotypami, utrwala inne. Aczkolwiek ta jej zabawa z kiczem jest pewnie formą campu i o tyle można to zaakceptować.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Nie uważam każdego wstrętu do seksu między mężczyznami za homofobiczny. Natomiast homofobi lubią traktować swoje przeświadczenie estetyczne jako poważny argument, a także zakładać, że wszyscy inni powinni mieć to samo zdanie na ten temat.
    A tak z innej beczki: skąd ten zachwyt Lady Gagą? Pod względem muzycznym najzupełniej nic szczególnego.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia et al.

    Zwróć uwagę, że Gaga posługuje się właśnie stereotypem więźniarki-lesbijki – kobiety mało subtelnej, a raczej wulgarnej (I told you she didn’t have a dick.), może z paroma nadmiarowymi kilogramami, itd. To jest najbardziej charakterystyczne wyobrażenie na temat lesbijki, a nie les a la Pamela. :) W przypadku Alejandro, trudno mówić o czymkolwiek niestandardowym. Na pewno standardowi są przystojni tancerze, a to że czasem mają na nogach damskie buty u Gagi nikogo nie dziwi. Ten teledysk zrobił na mnie jakieś wrażenie, ale na krótko. Szczerze mówiąc, ci panowie średnio na mnie działają: gdy zakładają damskie buty, stają się dla mnie „aseksualni”, peruczki też mają takie sobie. Poza tym wszyscy zostali brutalnie wydepilowani… ale akurat Sonia to lubi. :)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Gdy tkwi się w świecie muzycznego campu czy sztuki z pogranicza, jaki prezentuje Gaga czy wcześniej np. Madonna, można odnieść wrażenie, że to standard, tym czasem nie jest. Ogólnie tancerze zamiast tancerek to zjawisko rzadko spotykane w muzyce współczesnej, a jeszcze rzadziej tacy, jak u Gagi – będący służącymi kobiety zamiast je dominować. Jeśli już w jakimś teledysku wokalowi towarzyszą mężczyźni, to, pominąwszy takie propozycje jak „Savin’ me” Nicklebacka, najczęściej są to samce, których machyzm został podkreślony, a którzy kobiety traktują jak obiekty seksualne i swoją własność. Faceci ci specjalnie emanują swoim chamstwem (ze niby tacy męscy), złym gustem oraz owłosieniem, prawdopodobnie też, gdyby w telewizorach i ekranach były odbiorniki zapachu, śmierdzieli by pod niebiosa. U Gagi szczególne jest to, że jest pierwszą artystką, która prezentuje ten styl, a która zdobyła popularność w głównym nurcie muzycznym. Dla porównania proponuję obejrzeć dowolny teledysk Snoop Doga – mdłości gwarantowane. Wypinanie piersi, wypinanie tyłków, stawianie laski – Boże, ratunku!
    Podaobnie o lesbijkach. Zauważ, iż stereotyp, o którym mówisz, jest negatywny. Gaga natomiast go nijako „odczarowywuje” – sprawia, iż babochłopy, które dotychczas w teledyskach głównego nurtu pojawiały się wyłącznie w roli dziwu bądź czarnego charakteru próbującego przekabacić „laski” stają się pociągające, stają się podmiotami seksualnymi – właśnie podmiotami, a nie obiektami.
    Co do tancerzy z „Alejandro”, nie, nie podobali mi się. Zbyt męscy i brutalni na mój gust. W „moim typie” jest raczej świętej pamięci Arthur Rimbaud, z czasów, gdy miał poniżej 22 lat ;)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan
    Nietolerancja nie znika, po prostu w pewnym momencie wstyd jest się przyznać do nietolerancji. Np. po 1989 wstyd było przyznać się do antysemityzmu, tym czasem w kraju ma się on nieźle, o czym dobitnie świadczy „przygoda” opisana przez Buźkę.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    „Faceci ci specjalnie emanują swoim (…) owłosieniem (…) prawdopodobnie też, gdyby w telewizorach i ekranach były odbiorniki zapachu, śmierdzieliby pod niebiosa” [Sonia]

    Dobre, hehe! :P Nie wiem, dlaczego wśród kobiet tak bardzo rozpowszechniony jest pogląd, że to co owłosione, musi śmierdzieć. Może mają jakieś złe doświadczenia z własnym ciałem. :) Ja myślę, że owłosienie nie szkodzi higienie. Zresztą, kto jak nie feministki wyraża sprzeciw wobec depilacji?

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Widziałam już zbliżenia na przepocone koszule na plecach i pod pachami. Ochyda.
    Niektóre feministki rzeczywiście głoszą tezę o depilacji jako środku uprzedmiotowienia kobiet, jednak rzadna z nich niegdy nie postulowała rezygnacji z golenia sie pod pachami ;)
    A ludzie naprawdę śmierdzą. Zwłaszcza nastolatki. Za każdym razem, gdy wchodzimy do przebieralni, z której wyszły dziewczyny, które na poprzedniej lekcji miały w-f, zaduch panuje straszliwy! W takich chwilach ciesze się, że nie jestem chłopcem, ponieważ z ich przebieralni (i, z jakiegoś powodu, toalety) cuchnie ze dwa razy gorzej.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia

    Ale jakie zbliżenia? :) Co Ty oglądasz? :P Poza tym dużo prawdy w tym co piszesz, ale nie widzę związku z owłosieniem.

    FEMINISTKA?

    MĘŻCZYZNA [t1.gstatic.com]

    Co Wam się bardziej podoba? :)

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Kobieta, oczywiście – jest mniej kanciasta, poza tym z kontekstu można wywnioskować, iż jest intelektualistką – lubię intelektualistów, nawet stukniętych.
    Zbilżenia jak zbliżenia – podstawowy trik filmowy. Swego czasu, a było to, gdy dopiero co dostałam dostep do internetu, nie wiedziałam, co z nim zrobić, więc masowo oglądałam teledyski na YouTube. Wtedy też miałam styczność ze wzmiankowanym fetyszyzowaniem męskości, acz tytułów konkretnych nie pomnę (pięć lat, bądz co bądz). Co do smrodu, chodziło mi nie tyle o łączenie przykrej woni z intensywnym otoczeniem ciała, co fetyszyzowanie zapachu potu jako cechy prawdziwego mężczyzny. Swoją drogą, przy takim natężeniu fascynacji męskością u artystów nawet-nie-wiem-czego dziwić może jednoznacznie homofobiczna, czy raczej antygejowska ideologia ich środowiska (Nie pomnę nazwy – kto spiew o marichuanie?).

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Sonia

    Ale nie podoba Ci się ten trochę owłosiony facet ze zdjęcia? Tzn. uważasz, że jest odrażający? :-)

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    A propos tego, czy feministki bronią kobietom się depilować, ja tu poagituję przeciw goleniu, i to z bardzo rzeczowych powodów: brak owłosienia pod pachami sprzyja obtarciom! Ono naprawdę nie jest bez powodu.
    Natomiast oczywiście higiena to inna sprawa, mydło i łagodny dezodorant to konieczność, jeżeli chce się wychodzić między ludzi. Sama na pewno nie jestem zresztą jakimś chodzącym ideałem i kiedy zejdę ze skoczni po jej zaliczeniu (zaliczenie skoczni w sensie skoczniołazowskim = wejście na szczyt), zapewne nieco śmierdzę… no niestety, jak się jest tak uzależnioną od skoczni, by mimo marnej kondycji ciągle na nie włazić, trzeba zapłacić pewną tego cenę…

    A tak poważnie, co do uwłosienia: jestem przede wszystkim przeciwko tworzeniu jakiegoś HIPERDYMORFIZMU PŁCIOWEGO, wytwarzaniu różnic płciowych, które same w sobie nie istnieją. I kobiety, i mężczyźni mają włochy na nogach, więc niezależnie od tego, co o tym sądzimy pod względem estetycznym – jest tworzeniem fałszywych różnic nakazywanie kobietom depilacji i zabranianie jej mężczyznom.
    Krótko mówiąc jestem przeciwko podwójnym standardom, a za tym, by o kształtowaniu swojego wyglądu przez daną osobę decydowało przede wszystkim jej osobiste upodobanie, a nie płeć.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewsząd i inni

    Z owłosieniem w zasadzie jest jak piszesz: każdy może sobie golić, a nikt nie musi. Przypuszczam, że Sonia jest za i to zarówno w przypadku mężczyzn, jak i kobiet. ;) Wygląda na to, że obecnie większość mężczyzn tego nie robi, a większość kobiet jednak się goli tu i tam. To może się zmieniać, obecnie zmienia się w kierunku, który pewnie cieszy Sonię, a mnie – mniej. W przyszłości może być różnie, chociażby podobnie jak było w całkiem nieodległej przeszłości – chyba wszyscy widzieli bobra Madonny.

    Na koniec galeria fryzur:

    na chłopczyka [clustere.sevenload.net]

    sweterek [clusterf.sevenload.net]

    na tarzana [sociopants.files.wordpress.com]

    fryzura koszerna [3.bp.blogspot.com]

  • Soniasonia

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Cóż, facet nie jest ewidentnie w moim typie (o moich typach pisałam już wcześniej), natomiast nie uważam go za odrażającego – w całym swoim życiu spotkałam jedynie kilka osób, które uznałam za odrażające, jednak wynikało to głównie z ich zachowania.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    A co powiesz o fryzurach z galerii? :)

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewsząd i znikąd

    Dla każdego heteroseksualisty oraz biseksualisty dymorfizm płciowy jest atrakcyjny.
    I chociaż podobno są tacy mężczyźni, którzy lubią kobiety z włosami na nogach i pod pachami, to raczej jest to dość rzadki fetysz.
    Kobiety czasem lubią owłosione torsy, czasem wolą gładkie. Ale nie spotkałem w życiu zbyt wielu kobiet, które lubią całkiem wydepilowanych mężczyzn.
    Z tego wynika, że generalnie kobiety mają pewne ,,oczekiwania” względem mężczyzn a mężczyźni względem kobiet.
    ,,Wyzwolenie”, które im proponujesz brzmi raczej jak horror niż jak kusząca wizja.

    Jeżeli chodzi o homoseksualistów, to moim zdaniem liczba ogłoszeń towarzyskich dystansujących się od zniewieściałości świadczy dość dobitnie o tym, że chcą związków męsko-męskich a nie androgyniczno-androgynicznych.
    Naprawdę nie rozumiem dlaczego tak wiele feministek i działaczy LGBTQ ma problemy ze zrozumieniem jednej prostej prawdy. Jeżeli ktoś czuje się bardziej ,,transgenderowo” to ma oczywiście do tego prawo (ja zresztą twierdzę, że to całkiem ciekawe, szczególnie w sztuce). Ale musi też zrozumieć, że to nie jest projekt dla większości społeczeństwa … .

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    „Brzmi jak horror” to, że jestem za prawem do wyboru niezależnie od płci?!

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Nie. Ty mówiłaś o tworzeniu sztucznego hiperdymorfizmu płciowego, a Peter Pan posługuje się słowem „dymorfizm” i generalnie uważa, że nie ma mowy o sztucznym jego tworzeniu, gdyż on po prostu w naturalny sposób występuje wśród ludzi. A to co prezentują np. media jest w dużej mierze odzwierciedleniem tego naturalnego stanu rzeczy, oczywiście trochę podkolorowanego, bo media z natury starają się pokazać to, co ludzie chcą oglądać.

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ zewsząd i znikąd

    Tak, krzsz ma rację, choć ja bym to doprecyzował.
    Nie sądzę oczywiście, iż istnieje jakiś kobiecy gen golenia nóg. Twierdzę natomiast, że płeć jest zjawiskiem, które interesuje nas nie tylko u nas samych, ale także u naszych potencjalnych partnerów seksualnych/życiowych.
    Większość ludzi czuje się dobrze ze swoją płcią biologiczną i jakoś ją podkreśla- strojem, sposobem bycia itd. Nie tylko kobiety, mężczyźni też.

    Jeżeli kobiety przestaną się golić i o siebie dbać, to O.K. Tylko muszą się niestety liczyć z tym, że nie będą atrakcyjne dla żadnego mężczyzny. Dokładnie tak jak każdy facet musi się liczyć z tym, że mając całkowicie niesportową i niezgrabną sylwetkę, nie będzie atrakcyjny dla kobiet.
    Ja też nie jestem ani za laleczkami Barbie ani durnymi macho ani nawet za oczywistościami w stylu ,,kobieta powinna robić to a mężczyzna tamto” Ale świat bez pewnego ,,folkloru płciowego” byłby dla większości ludzi koszmarny.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    Pamiętam, jak kilkanaście lat temu trafił w moje ręce przypadkiem jakiś numer Bravo (sam kupiłem to tylko raz jak miałem około 9-10 lat i akurat był artykuł o gejach!). Listy od czytelników: jakaś dziewczyna żaliła się, że jej chłopak ma już 20 lat, a nie ma na klacie ani jednego włosa, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość ich związku. ;)

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @krzsz

    Ale jest też wiele kobiet, które wolą nieowłosione torsy. To trochę tak jak z mężczyznami i (jak to powiedzieć, żeby detrollator się nie czepił) … ,,strefą intymną” u kobiet. Jedni wolą gładką, inni owłosioną. Ja jestem bardzo pro-feministyczny i poprawny politycznie, bo w tym jednym miejscu jestem zwolennikiem naturalności ;)

    W kwestii torsów uważam, że to zależy od typu urody. Niektórym panom pasuje owłosiony tors, u innych nie wygląda fajnie.
    Jednak najgorsze u mężczyzn są gładkie nóżki. Jak byłem dzieciakiem, strasznie się bałem, że mi tam za mało ,,wyrośnie” ;)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy lubią zarośnięte klaty. Szukać daleko nie trzeba (Sonia). Chodziło mi raczej o przykład, że tego typu sprawy mogą być ważne również dla kobiet, choć przyznam, że to przykład, który należy traktować raczej z przymrużeniem oka. ;)

    Zarośnięta cipka? :) OMG! :) Ale ja nic na ten temat nie powiem, bo to jakby… nie moja broszka. ;) Jeśli chodzi o męskie nogi, myślę tak samo. Zupełnie gładkie nogi uważam za mało sexy. A są panowie, którzy golą…

    Aha, jeszcze jedno: używasz określenia strefa intymna, bo chyba zapomniałeś, że po pierwszych oficjalnych dniach cipki, słowo cipka zostało odczarowane i można używać go do woli. Cipka przestała być tabu i można ją odmieniać we wszystkim przypadkach, a nawet zdrabniać! :)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    W takim razie jak oceniasz „fryzurę koszerną” – link parę postów wyżej??

  • Peter Pan

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @krzsz

    Fryzura koszerna może być ;) Ale zostawiam cipki , bo i tak Cię nie interesują :)

    Znasz facetów, którzy golą nogi ??? Rozumiem, że jeśli są hetero to mogą nie zdawać sobie sprawy z tego jak to strasznie wygląda. Ale nie kumam, jak oni sami mogą czuć się z tym dobrze. Ja z taką nózią czułbym się jak wykastrowany.

    Nawiasem mówiąc nie wiem skąd Sonia wzięła tę mądrość o śmierdzących owłosionych torsach … .

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Krótki esej o tańcu]

    @ Peter Pan

    Zacznę od końca. Sonia pewnie słucha jakiejś murzyńskiej muzyki i może chodziło jej o spoconych, czarnych facetów, wokół których wiją się laski, itp. I love you more than black cock. Nie wiem, o co innego mogłoby jej chodzić. Może w grę wchodzi jeszcze jakiś metal i temu podobne sprawy? O takich niby mówią brudasy. Moim zdaniem owłosienie sprzyja utrzymaniu higieny.

    Golenie męskich nóg? W zasadzie można powiedzieć, że znam albo że widziałem takie nogi. Raczej u hetero, a pewno nie u geja. Wiesz, to był taki typ bardzo szczupły ale umięśniony – nawet ładne ciało. Na pewno nie typ metro. Może już tego nie robi… Generalnie mam bardzo podobnie jak Ty: ogolony czułbym się bardzo niekomfortowo. Można tu i ówdzie skrócić trochę nożyczkami i tyle. Podziwiam facetów, którzy golą sobie jajka i potem cierpią z powodu odrostów…

    Masz szczęście, że podoba Ci się fryzura koszerna, bo antysemici mają na tym forum ciężkie życie. ;) Bynajmniej nie mam siebie na myśli, ale innych – byli tu tacy. ;)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa