- homiki.pl - http://homiki.pl -

Chleb powszedni polskich lesbijek

Posted By Uschi On 30 listopada 2010 @ 11:40 In Kultura | 5 Comments

Kiedy spotykam na swojej drodze różnych ludzi i mówię im, że interesuję się literaturą lesbijską i gejowską, często traktują moją pasję nieco pobłażliwie. W trakcie rozmowy wykazują jednak coraz większe zainteresowanie, choć są mocno zszokowani, gdy dowiadują się, że udało mi się zebrać informacje na temat kilkudziesięciu „takich” książek wydanych w Polsce, że taka literatura nie jest wcale wymysłem teraźniejszości, że już kilkadziesiąt lat temu ta tematyka inspirowała pisarzy i poetów, że w samym roku 2009 wydano takich książek co najmniej dwadzieścia oraz, że nie były to tylko tłumaczenia zagranicznej literatury, ale także utwory pisane prozą lub wierszem przez naszych rodaków. Po każdej takiej rozmowie, jak każdy pasjonat cieszę się, że udało mi się „sprzedać” trochę wiedzy na ten temat, że kolejny człowiek został, mówiąc językiem nieco patetycznym, wtajemniczony. Jednocześnie po kilku takich rozmowach zaczynam odczuwać rozczarowanie: czemu ludzie nie wiedzą nic na ten temat? Przecież na zachodzie standardem jest to, że w większych wydawnictwach, czy księgarniach tworzy się osobny dział „literatura LGBT”, by użytkownikom było łatwiej odnaleźć poszukiwane przez nich pozycje. Przecież powieści twórców homoseksualnych i podejmujące tematykę homoseksualną dostają tam prestiżowe nagrody! Tylko w Polsce jesteśmy jak zwykle w tyle.

Dlaczego jednak o tym piszę, skoro to ma być recenzja najnowszej książki Ewy Schilling pod tytułem „Codzienność”? Uznałam, że niezbędny jest tu kontekst, gdyż ta właśnie powieść jest świetnym przykładem na to, że tak naprawdę nie powinnam się dziwić obecnemu stanowi rzeczy. Z wielkim bólem serca, charakterystycznym dla ludzi zakręconych na jakimś punkcie, muszę przyznać: polska literatura lesbijska kuleje.

Ewa Schilling, jak sugeruje wydawnictwo Ha!art „jest najbardziej rozpoznawaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej”. Nie sposób temu zaprzeczyć, wszak, gdy zaczęłam się interesować tą tematyką to właśnie po „Głupca” sięgnęłam, jako pierwszego „przedstawiciela” polskiej prozy lesbijskiej. Choć było to kilka lat temu (sama książka ukazała się w 2005 roku), to do dziś pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi podczas tej lektury. Pamiętam, że zachwyciła mnie forma – totalne bestialstwo, jakiego dopuściła się Schilling, jeśli chodzi o interpunkcję. Zachwyt jednak nie był całościowy – obawiałam się, że jest to tylko zręczny zabieg mający na celu zatuszowanie powierzchowności niektórych wątków, wydawać by się mogło istotnych z punktu widzenia przeciętnego polskiego czytelnika: coming outu głównej bohaterki przed rodzicami, nietolerancji i stereotypów związanych ze środowiskiem lesbijskim, wiary i tradycji w opozycji do homoseksualizmu. Ponadto zmartwił mnie fakt, że ta powieść była tak naprawdę przeznaczona dla lesbijskiego odbiorcy, człowiek niezaznajomiony ze specyfiką codziennego życia lesbijek miałby spore trudności w zrozumieniu rzeczywistości głównych bohaterek.

Co się zmieniło od tego czasu w prozie Ewy Schilling? Przy czym należy dodać, że „Codzienność” jest pierwszym utworem autorki wydanym po pięcioletniej nieobecności. Odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie zmusza mnie do niezbyt satysfakcjonującej odpowiedzi: właściwie niewiele, a może raczej: trochę się zmieniło, ale niestety trudno uznać to za zmianę na lepsze. Ewa Schilling tym razem zaniechała zabaw z interpunkcją i na całe szczęście nie opisała rzeczywistości z perspektywy zupełnie lesbijskiej. Jej najnowsza książka to zbiór trzynastu opowiadań, opisujących rzeczywistość trzynastu kobiet, czasem homoseksualnych, a czasem nie – za to tęskniących w jakiś sposób do kobiecej miłości. Bohaterki kolejnych opowiadań przeżywają mniejsze i większe dramaty: jedna jest niepełnosprawna, inna ma śmiertelnie chorą matkę, kolejna była molestowana w dzieciństwie, następna żyła w cieniu sławy swojego męża pisarza. Poznajemy je w momentach, gdy jeszcze nie do końca oswoiły się ze swoją przeszłością. Poznanie to jednak jest krótkie, zaledwie kilkunasto – kilkudziesięciostronicowe. Nie mamy, zatem szansy się z nimi utożsamić, polubić ich, wczuć się w ich rolę, bo zaraz pojawia się jakaś alternatywa: możliwość uwolnienia się od swojej przeszłości, przyszłość. I na tym całe opowiadanie się kończy.

Tytuł „Codzienność”, nadany temu zbiorkowi opowiadań, przez całą lekturę niezwykle mnie gnębił. Czym jest codzienność? Słowo, którego używamy, ba, przeżywamy! na co dzień, a tak naprawdę niemożliwe do zdefiniowania. Dla każdego z nas to słowo ma zupełnie inny wymiar, każdy z nas odczuwa je na inny sposób. I to także było dla mnie wielkim problemem podczas lektury najnowszego wytworu prozatorskiego Ewy Schilling: otóż sposób odczuwania tej codzienności przez poszczególne bohaterki zdawał się być taki sam. To były kobiety w jakiś sposób zrezygnowane, sfrustrowane, zmęczone, które nagle znajdowały jakiś punkt zaczepienia. Czy naprawdę to jest chleb powszedni lesbijek w Polsce, jak chce nam zasugerować wydawca? Czy naprawdę wszystkie lesbijki są takie zrezygnowane? Czy zmaganie się z problemami codziennego życia jest takie męczące i nudne? Chciałabym wierzyć i nadal wierzę w to, że tak nie jest. Że są jednostki, a nawet całe tysiące lesbijek, które umieją sobie radzić z codziennością lepiej niż bohaterki najnowszej książki Ewy Schilling. Książki, która niestety po raz wtóry okazała się zbyt powierzchowna.

Tematy poruszane przez autorkę to nieraz bardzo trudne tematy, przez, co czytelnik w zetknięciu z poszczególnymi opowiadaniami ma ochotę na więcej. Na więcej dramatu, emocji, więcej nadziei. Często czytając tę książkę, miałam wrażenie, że autorka przeskakuje z jednego wątku do drugiego. Że nie kończy swoich wypowiedzi, że nie wie, co napisać, więc pisze o czymś innym. Szkoda, bo każda z tych historii mogłaby być materiałem na osobną książkę. Szkoda, bo po raz kolejny otrzymujemy dawkę literatury z niższej półki. Może i przyjemną i łatwą w czytaniu, ale niezbyt ambitną. Można by się doszukiwać w tej powieści jakiś wyższych prawd, jakiegoś przesłania, ale zbyt wiele dobrych książek przeczytałam, by to robić. Wychodzę z założenia, że dobra proza podsuwa nam te myśli, rozwiązania w bardziej bezpośredni sposób, w taki, że nie musimy ich się już doszukiwać i choć nie są one często przedstawione dosłownie, to wszystko składa się w jakąś większą, czytelną całość. Proza Ewy Schilling jeszcze długo nie będzie zasługiwać na miano mistrzowskiej, na miano literatury z wyższej półki. To wciąż, mimo lekkiej poprawy stylu, literatura z niskiej półki. Dobra do czytania w autobusie, w przerwie między zajęciami, by zaraz po jej ukończeniu o niej zapomnieć. Ot, taki miły przerywnik, między jedną, a drugą poważną lekturą.

Smuci mnie, zatem fakt, że Ewa Schilling jest „najbardziej rozpoznawaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej”, bo to znaczy, że nikogo lepszego nie ma, i że wciąż w naszej polskiej przestrzeni literackiej brakuje takich autorek jak Jeanette Winterson czy Sarah Waters, które zanim sięgną po pióro, czy klawiaturę zgłębiają temat, o jakim chcą pisać. Mam jednak nadzieję, że złe dobrego początki, i że zamiast z wielką pasją i nadzieją, na kolejne pytanie „Literatura lesbijska, co to jest?”, nie będę musiała odpowiadać przygnębiona: „Polska literatura lesbijska nie istnieje. Zmarła w trakcie narodzin”.

O książce:
Ewa Schilling, Codzienność, wyd. ha!art, Kraków 2010

„Codzienność jest najgorsza (…). Horror rozmyty, oswojony, zamknięty między kuchnią a ubikacją, niewypowiedziany, nienakręcony kamerą, fizycznie objawiający się tylko bólami głowy, snem, z którego nie można się obudzić bez czterech budzików”.

Alina, Teresa, Wanda, Emilia, Justyna, Bożena, Małgorzata, Julia, Kalina, Weronika, Agata, Irena, Monika. Trzynaście kobiet. Trzynaście codzienności, które pokazują drugie dno.

Chleb powszedni lesbijek w dzisiejszej Polsce.

***

Ewa Schilling – (urodzona w 1971 roku) magister inżynier ochrony środowiska. Debiutowała zbiorem opowiadań Lustro (1998), wydała powieści Akacja (2001) i Głupiec (2005). Pochodzi z Olsztyna, mieszka w Bielsku-Białej. Jest najbardziej znaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej.

więcej info na stronie wydawcy: http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog-ksiazek/1374-ewa-schilling-codziennosc.html [1]

Natalia Zaborniak (Arc-en-terre) Rocznik '87. Studentka Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa nie przez przypadek. Kocha czytać książki, podróżować. Buddystka.
W marcu 2009 roku założyła LGBTekę (www.lgbt-eka.blogspot.com) [2].

Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak [3]

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.


Article printed from homiki.pl: http://homiki.pl

URL to article: http://homiki.pl/index.php/2010/11/chleb-powszedni-polskich-lesbijek/

URLs in this post:

[1] http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog-ksiazek/1374-ewa-schilling-codziennosc.html: http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog-ksiazek/1374-ewa-schilling-codziennosc.html

[2] (www.lgbt-eka.blogspot.com): http://lgbt-eka.blogspot.com

[3] Natalia Zaborniak: http://homiki.pl/index.php/autorship/nuke_topic_339/

Copyright © 2011 homiki.pl. Wszelkie prawa zatrzeżone.