Chleb powszedni polskich lesbijek

Kiedy spotykam na swojej drodze różnych ludzi i mówię im, że interesuję się literaturą lesbijską i gejowską, często traktują moją pasję nieco pobłażliwie. W trakcie rozmowy wykazują jednak coraz większe zainteresowanie, choć są mocno zszokowani, gdy dowiadują się, że udało mi się zebrać informacje na temat kilkudziesięciu „takich” książek wydanych w Polsce, że taka literatura nie jest wcale wymysłem teraźniejszości, że już kilkadziesiąt lat temu ta tematyka inspirowała pisarzy i poetów, że w samym roku 2009 wydano takich książek co najmniej dwadzieścia oraz, że nie były to tylko tłumaczenia zagranicznej literatury, ale także utwory pisane prozą lub wierszem przez naszych rodaków. Po każdej takiej rozmowie, jak każdy pasjonat cieszę się, że udało mi się „sprzedać” trochę wiedzy na ten temat, że kolejny człowiek został, mówiąc językiem nieco patetycznym, wtajemniczony. Jednocześnie po kilku takich rozmowach zaczynam odczuwać rozczarowanie: czemu ludzie nie wiedzą nic na ten temat? Przecież na zachodzie standardem jest to, że w większych wydawnictwach, czy księgarniach tworzy się osobny dział „literatura LGBT”, by użytkownikom było łatwiej odnaleźć poszukiwane przez nich pozycje. Przecież powieści twórców homoseksualnych i podejmujące tematykę homoseksualną dostają tam prestiżowe nagrody! Tylko w Polsce jesteśmy jak zwykle w tyle.

Dlaczego jednak o tym piszę, skoro to ma być recenzja najnowszej książki Ewy Schilling pod tytułem „Codzienność”? Uznałam, że niezbędny jest tu kontekst, gdyż ta właśnie powieść jest świetnym przykładem na to, że tak naprawdę nie powinnam się dziwić obecnemu stanowi rzeczy. Z wielkim bólem serca, charakterystycznym dla ludzi zakręconych na jakimś punkcie, muszę przyznać: polska literatura lesbijska kuleje.

Ewa Schilling, jak sugeruje wydawnictwo Ha!art „jest najbardziej rozpoznawaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej”. Nie sposób temu zaprzeczyć, wszak, gdy zaczęłam się interesować tą tematyką to właśnie po „Głupca” sięgnęłam, jako pierwszego „przedstawiciela” polskiej prozy lesbijskiej. Choć było to kilka lat temu (sama książka ukazała się w 2005 roku), to do dziś pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi podczas tej lektury. Pamiętam, że zachwyciła mnie forma – totalne bestialstwo, jakiego dopuściła się Schilling, jeśli chodzi o interpunkcję. Zachwyt jednak nie był całościowy – obawiałam się, że jest to tylko zręczny zabieg mający na celu zatuszowanie powierzchowności niektórych wątków, wydawać by się mogło istotnych z punktu widzenia przeciętnego polskiego czytelnika: coming outu głównej bohaterki przed rodzicami, nietolerancji i stereotypów związanych ze środowiskiem lesbijskim, wiary i tradycji w opozycji do homoseksualizmu. Ponadto zmartwił mnie fakt, że ta powieść była tak naprawdę przeznaczona dla lesbijskiego odbiorcy, człowiek niezaznajomiony ze specyfiką codziennego życia lesbijek miałby spore trudności w zrozumieniu rzeczywistości głównych bohaterek.

Co się zmieniło od tego czasu w prozie Ewy Schilling? Przy czym należy dodać, że „Codzienność” jest pierwszym utworem autorki wydanym po pięcioletniej nieobecności. Odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie zmusza mnie do niezbyt satysfakcjonującej odpowiedzi: właściwie niewiele, a może raczej: trochę się zmieniło, ale niestety trudno uznać to za zmianę na lepsze. Ewa Schilling tym razem zaniechała zabaw z interpunkcją i na całe szczęście nie opisała rzeczywistości z perspektywy zupełnie lesbijskiej. Jej najnowsza książka to zbiór trzynastu opowiadań, opisujących rzeczywistość trzynastu kobiet, czasem homoseksualnych, a czasem nie – za to tęskniących w jakiś sposób do kobiecej miłości. Bohaterki kolejnych opowiadań przeżywają mniejsze i większe dramaty: jedna jest niepełnosprawna, inna ma śmiertelnie chorą matkę, kolejna była molestowana w dzieciństwie, następna żyła w cieniu sławy swojego męża pisarza. Poznajemy je w momentach, gdy jeszcze nie do końca oswoiły się ze swoją przeszłością. Poznanie to jednak jest krótkie, zaledwie kilkunasto – kilkudziesięciostronicowe. Nie mamy, zatem szansy się z nimi utożsamić, polubić ich, wczuć się w ich rolę, bo zaraz pojawia się jakaś alternatywa: możliwość uwolnienia się od swojej przeszłości, przyszłość. I na tym całe opowiadanie się kończy.

Tytuł „Codzienność”, nadany temu zbiorkowi opowiadań, przez całą lekturę niezwykle mnie gnębił. Czym jest codzienność? Słowo, którego używamy, ba, przeżywamy! na co dzień, a tak naprawdę niemożliwe do zdefiniowania. Dla każdego z nas to słowo ma zupełnie inny wymiar, każdy z nas odczuwa je na inny sposób. I to także było dla mnie wielkim problemem podczas lektury najnowszego wytworu prozatorskiego Ewy Schilling: otóż sposób odczuwania tej codzienności przez poszczególne bohaterki zdawał się być taki sam. To były kobiety w jakiś sposób zrezygnowane, sfrustrowane, zmęczone, które nagle znajdowały jakiś punkt zaczepienia. Czy naprawdę to jest chleb powszedni lesbijek w Polsce, jak chce nam zasugerować wydawca? Czy naprawdę wszystkie lesbijki są takie zrezygnowane? Czy zmaganie się z problemami codziennego życia jest takie męczące i nudne? Chciałabym wierzyć i nadal wierzę w to, że tak nie jest. Że są jednostki, a nawet całe tysiące lesbijek, które umieją sobie radzić z codziennością lepiej niż bohaterki najnowszej książki Ewy Schilling. Książki, która niestety po raz wtóry okazała się zbyt powierzchowna.

Tematy poruszane przez autorkę to nieraz bardzo trudne tematy, przez, co czytelnik w zetknięciu z poszczególnymi opowiadaniami ma ochotę na więcej. Na więcej dramatu, emocji, więcej nadziei. Często czytając tę książkę, miałam wrażenie, że autorka przeskakuje z jednego wątku do drugiego. Że nie kończy swoich wypowiedzi, że nie wie, co napisać, więc pisze o czymś innym. Szkoda, bo każda z tych historii mogłaby być materiałem na osobną książkę. Szkoda, bo po raz kolejny otrzymujemy dawkę literatury z niższej półki. Może i przyjemną i łatwą w czytaniu, ale niezbyt ambitną. Można by się doszukiwać w tej powieści jakiś wyższych prawd, jakiegoś przesłania, ale zbyt wiele dobrych książek przeczytałam, by to robić. Wychodzę z założenia, że dobra proza podsuwa nam te myśli, rozwiązania w bardziej bezpośredni sposób, w taki, że nie musimy ich się już doszukiwać i choć nie są one często przedstawione dosłownie, to wszystko składa się w jakąś większą, czytelną całość. Proza Ewy Schilling jeszcze długo nie będzie zasługiwać na miano mistrzowskiej, na miano literatury z wyższej półki. To wciąż, mimo lekkiej poprawy stylu, literatura z niskiej półki. Dobra do czytania w autobusie, w przerwie między zajęciami, by zaraz po jej ukończeniu o niej zapomnieć. Ot, taki miły przerywnik, między jedną, a drugą poważną lekturą.

Smuci mnie, zatem fakt, że Ewa Schilling jest „najbardziej rozpoznawaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej”, bo to znaczy, że nikogo lepszego nie ma, i że wciąż w naszej polskiej przestrzeni literackiej brakuje takich autorek jak Jeanette Winterson czy Sarah Waters, które zanim sięgną po pióro, czy klawiaturę zgłębiają temat, o jakim chcą pisać. Mam jednak nadzieję, że złe dobrego początki, i że zamiast z wielką pasją i nadzieją, na kolejne pytanie „Literatura lesbijska, co to jest?”, nie będę musiała odpowiadać przygnębiona: „Polska literatura lesbijska nie istnieje. Zmarła w trakcie narodzin”.

O książce:
Ewa Schilling, Codzienność, wyd. ha!art, Kraków 2010

„Codzienność jest najgorsza (…). Horror rozmyty, oswojony, zamknięty między kuchnią a ubikacją, niewypowiedziany, nienakręcony kamerą, fizycznie objawiający się tylko bólami głowy, snem, z którego nie można się obudzić bez czterech budzików”.

Alina, Teresa, Wanda, Emilia, Justyna, Bożena, Małgorzata, Julia, Kalina, Weronika, Agata, Irena, Monika. Trzynaście kobiet. Trzynaście codzienności, które pokazują drugie dno.

Chleb powszedni lesbijek w dzisiejszej Polsce.

***

Ewa Schilling – (urodzona w 1971 roku) magister inżynier ochrony środowiska. Debiutowała zbiorem opowiadań Lustro (1998), wydała powieści Akacja (2001) i Głupiec (2005). Pochodzi z Olsztyna, mieszka w Bielsku-Białej. Jest najbardziej znaną w Polsce autorką prozy lesbijskiej.

więcej info na stronie wydawcy: http://ha.art.pl/wydawnictwo/katalog-ksiazek/1374-ewa-schilling-codziennosc.html

Natalia Zaborniak (Arc-en-terre) Rocznik '87. Studentka Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa nie przez przypadek. Kocha czytać książki, podróżować. Buddystka.
W marcu 2009 roku założyła LGBTekę (www.lgbt-eka.blogspot.com).

Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.

5 komentarzy do:Chleb powszedni polskich lesbijek

  • zdziwiona

    [Re: Chleb powszedni polskich lesbijek]

    Dawno nie czytałam tak nieprofesjonalnie napisanej recenzji. Ja przeczytałam całą książkę od deski do deski . Nie wiem jak autorka recenzji?
    Od kiedy literatura ma nam podsuwać gotowe rozwiązania. Wcale nie musi by być tzw. „dobrą” literaturą.
    I w którym niby wątku p. Schilling nie kończy wypowiedzi i pisze o czym innym?
    Nie zauważyłam niczego takiego.
    A już szczytowym błędem merytorycznym jest założenie, że nie można polubić bohaterki albo się utożsamić przez kilkanaście stron. Rozumiem że autorce recenzji trudno się było utożsamić, więc zrobiła z tego główny zarzut.
    Szanowna recenzentko jeśli ktoś pisze nie w pani stylu nie oznacza to wcale, że jest złą pisarką.

  • do-zdziwionej

    [Re: Chleb powszedni polskich lesbijek]

    Recenzentka sama sobie przeczy. Wpierw domaga się półki z literaturą LGBT, a potem jej się nie podoba, że poprzednia Schilling nie była dość ogólnoludzka i zrozumiała dla heteryczek – „zmartwił mnie fakt, że ta powieść była tak naprawdę przeznaczona dla lesbijskiego odbiorcy, człowiek niezaznajomiony ze specyfiką codziennego życia lesbijek miałby spore trudności w zrozumieniu rzeczywistości głównych bohaterek”. Na dodatek „lesbijski odbiorca”! brzmi śmiesznie. Widać też inspirację interpunkcyjnym bestialstwem „Głupca”: „Nie mamy, zatem szansy się z nimi utożsamić”, Itp.

  • Jakbyco

    [Re: Chleb powszedni polskich lesbijek]

    Ewa Schilling ma bardzo specyficzną stylistykę, chyba nie da się jej pomylić z nikim innym. Chodzi mi o sam język pisanych książek, nie o treść. Przez Głupca nie przebrnęłam z tego właśnie powodu, po prostu odpadłam – ciekawa jestem, czy i tym razem tak będzie…

    Chyba nie umiem znaleźć informacji, czy książka jest już w handlu? Idę zatem zapytać google’a.

  • Arc-en-terre

    [Re: Chleb powszedni polskich lesbijek]

    Problemem jest to, że tak naprawdę definicja literatury lesbijskiej nie jest do końca sprecyzowana. Uznaje się, że jest to literatura pisana przez lesbijki, bądź zawierająca motyw lesbijski. Automatycznie zatem jest to też literatura przeznaczona dla lesbijek, ale czy tylko? Myślę, że nie tylko, że powinna być przeznaczona i czytelna dla szerszego odbiorcy. Świat przedstawiony w Głupcu był światem, w którym występowały niemalże same lesbijki. Było to nieco nienaturalne, sprawiające wrażenie izolacji tej grupy społecznej od reszty społeczeństwa. Spotkało się to z krytyką wśród osób niezaznajomionych ze specyfiką życia lesbijek. Na całe szczęście Ewa Schilling w Codzienności od tego odeszła.

    To, że uważam, iż świat przedstawiony w Codzienności nadal jest przedstawiony zbyt powierzchownie jest moją subiektywną opinią, dlatego cieszę się, że wywołuje to jakiś dialog i sprzeciw – w końcu po to pisze się recenzje, by o książce dyskutować.

    Książkę przeczytałam od deski do deski i naprawdę uważam, że uwagi na ten temat są zbyteczne. Nie zachwyca mnie styl pisarski Ewy Schilling i nie zamierzam tego ukrywać, więc dziwne dopiero byłoby, gdybym uznała jej prozę za dobrą i godną zachwytu. Jeśli komuś się ten styl podoba – to okay, książka i tak nie zginie, jeżeli będzie miała swoich zwolenników.

  • Kiki

    [Re: Chleb powszedni polskich lesbijek]

    Nie ma niczego dziwnego w tym, że książka, szczególnie „popularna” („łatwa”), jest targetowana. Ta bardziej ambitna, lepsza, mająca drugie dno, przebije się i przejdzie do ogólnej historii literatury (niezależnie od tego, który kolor tęczy akurat reprezentuje). Ale po co w takim razie recenzentka domaga się osobnych działów LGBTetc.?
    „Głupiec” dział się w dużej mierze w szkole! To jest nienaturalne? To jest nieżyciowy temat? Może spytac o to panią Konarzewską?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa