- homiki.pl - http://homiki.pl -

Wybrałam buddyzm

[1]

Do podjęcia tematu religii zainspirował mnie raport sporządzony przez Wojtka Szota o stosunku związków wyznaniowych do homoseksualizmu [2]. Ja natomiast mogę Wam zaproponować kilka spostrzeżeń odnośnie do dwóch religii: katolicyzmu i buddyzmu w kontekście homoseksualizmu, czyli inaczej mówiąc, opowiem o swoich doświadczeniach związanych z tymi dwiema religiami.

Katolicyzm

Zostałam wychowana w duchu religii katolickiej. Powiedzmy jednak, że do momentu Pierwszej Komunii Świętej nie byłam świadoma zupełnie swojej religijności. Chodziłam na msze święte, uczęszczałam na lekcje religii i obchodziłam z rodzicami Boże Narodzenie i Wielkanoc. Zawsze te święta podaję w tej kolejności, gdyż nigdy nie lubiłam Wielkanocy i do dziś nie doceniam znaczenia tego święta, a Wigilię i czas okołowigiliowy traktuję jako miłą polską tradycję, która wnosi w grudniu trochę ciepła do domu.

Ta świadomość zaczęła się pojawiać w wieku, powiedzmy, 12 lat. Zaczęłam angażować się w działalność Oazy, pojechałam nawet na trzytygodniowe rekolekcje, które dały mi dużo radości i w jakimś stopniu też mnie odmieniły (przynajmniej przez kilka dni po przyjeździe do domu rodzice nie mogli się nadziwić, jaka jestem grzeczna). Nie rozumiem do dzisiaj, dlaczego ludzie będący kiedyś w Oazie, wspominają ten czas, jako „czas przyklejonego do twarzy uśmiechu”, gdyż ja wówczas spotkałam się tylko z życzliwością i serdecznością, w której nie wyczułam niczego zdradliwego. Rok później jednak pojechałam na obóz harcerski i Oaza poszła w odstawkę.

Następny wzrost wzmożonej aktywności religijnej pojawił się w moim życiu dopiero przy okazji bierzmowania. Wtedy stawałam się coraz bardziej świadomą świata nastolatką, wiedziałam już o istnieniu innych religii, przeczytałam kilka książek na temat religii wschodu, które mnie urzekły swoją egzotycznością. Jakoś jednak ta fascynacja Wschodem nie przybrała realnego kształtu i przyjęłam trzecie imię. Paradoksalnie, wybrałam to imię nie ze względu na nieskalany życiorys patronki, a ze względu na to, iż wtedy było popularne Tatu. Świętej Leny nie było, więc wybrałam Julię.

No właśnie. Pewnie dalej byłabym chrześcijanką, a może raczej katoliczką w myśl przeświadczenia, że chrześcijanie żyli w czasach Nerona i byli zjadani przez lwy, a potem pojawił się Kościół i chrześcijanie przestali być spontaniczną grupą osób pragnących się rozwijać duchowo. Zaczęli się instytucjonalizować, skąd dziś mamy katolików. Ale do rzeczy: pewnie byłabym katoliczką, gdyby nie fakt, że odkryłam, iż jestem lesbijką. To był dramat. Okropne rozdwojenie tożsamości, którego nie dało się w żaden kompromisowy sposób załagodzić. Bo jak można wierzyć w coś, co nie wierzy w ciebie? Jak można być sobą, udając kogoś innego? To nie mogło wyjść. Nawet liczne próby, śmierć Jana Pawła II (wyprawy o dwunastej w nocy do Kościoła Mariackiego, by pomodlić się o godną śmierć tego człowieka), rozmowa z zaufanym księdzem na temat mojej seksualności i ostatnia spowiedź, skwitowana stwierdzeniem kapłana: „jeżeli całowałaś się z tą dziewczyną to wiedz, że ona jest niedobra, ale ty możesz być inna” – nie pomogły. To była ostatnia moja spowiedź. Przestałam wierzyć, w trzeciej klasie liceum wypisałam się z lekcji religii.

Buddyzm

Powróciłam do buddyzmu, zapomnianego i schowanego gdzieś między religijnymi książkami w bibliotece. Wyszperałam w Internecie adresy wspólnot buddyjskich w Krakowie i dowiedziałam się, że niedługo zostanie tu założony ośrodek Triratny, międzynarodowej wspólnoty buddyjskiej założonej przez nauczyciela pochodzącego z Londynu Sangharakszitę. Umówiłam się na spotkanie z buddystą praktykującym w tej wspólnocie od kilku lat i tak w sylwestrowe popołudnie spotkaliśmy się w pewnej wegetariańskiej knajpce w Starym Mieście. Po miłej rozmowie pokazał mi lokal, w którym miał powstać ośrodek i rozeszliśmy się w swoje strony.

W międzyczasie przerobiłam po kolei antyklerykalizm, deizm, ateizm i panteizm, jednocześnie mając wyrzuty sumienia i będąc przekonaną, że prędzej czy później trafię do piekła, że i tak na łożu śmierci wrócę do katolicyzmu, a buddyzm w Polsce to na pewno jakaś sekta. Ten stan trwał koło dwóch lat, aż w końcu poukładałam sobie różne kwestie w głowie i powoli doszłam do wniosku, że to tylko głupie lęki niczym niepoparte. Ośrodek buddyjski zdążył się wyremontować, otworzyć i zacząć działać. I znów jakoś przypadkiem trafiłam na ich stronę. Powstało tylko pytanie: czy to, że jestem lesbijką będzie problemem i tutaj? Upewniłam się, wysyłając do tego samego człowieka (dziś będącego moim przyjacielem), z którym spotkałam się rok, a może dwa lata wcześniej, e-maila. Zareagował pozytywnie, więc poszłam na spotkanie. I tak przez następny rok nauczyłam się medytować, przeczytałam kolejne książki o buddyzmie, poznałam wspaniałych ludzi, a Sanghaloka (ośrodek buddyjski tej wspólnoty) stała się jednym z moich ulubionych miejsc.

Na początku nie wiedziałam, że Sangharakszita, założyciel tego ruchu jest gejem (obecnie żyje on w celibacie). Był to dla mnie szok. Szokiem też było spotkanie kobiety, lesbijki pochodzącej z Londynu podczas jednej z buddyjskich uroczystości. Nasza rozmowa zeszła na temat sytuacji osób homoseksualnych w Polsce i w Anglii. Powiedziała wtedy, że jeżeli ktoś ma problem z zaakceptowaniem istnienia homoseksualizmu, to ciężko będzie mu się odnaleźć w tej wspólnocie, ponieważ wielu członków jest homo. Oczywiście był to szok pozytywny. Znalazłam się w miejscu, w którym moja tożsamość nie musi być poddawana rozdwojeniu. W którym mogę być zarówno lesbijką, mieć dziewczynę, jak i starać się być dobrym człowiekiem, co niestety w Kościele katolickim nie jest takie oczywiste. Nie jest jednak tak, że wszyscy, którzy przychodzą do Sanghaloki są pytani o to, czy akceptują homoseksualizm. Ja też wszystkim tym ludziom nie mówię na wstępie, że jestem lesbijką. Ale to, że to jest wspólnota buddyjska, a nie krąg wzajemnej adoracji osób homoseksualnych, jest chyba oczywiste i nie wymaga wyjaśnień.

Obecnie planuję złożyć oświadczenie apostazji i tym samym „zalegalizować” mój brak zainteresowania katolicyzmem. Nie jest to jednak wyraz mojego antyklerykalizmu, ponieważ wcale nie jestem osobą wrogo nastawioną ani do Kościoła, ani do kleru. Mam wyrobiony, krytyczny stosunek do tej instytucji i tej grupy osób, ale uważam, że każdy ma prawo wyznawać, co chce i nie zamierzam go z tego powodu tępić. Chcę także przyjąć Schronienie w Trzech Klejnotach, czyli Buddzie, Dharmie i Sandze i związać swoją praktykę duchową właśnie z Triratną. Na to potrzeba jednak czasu, ale przynajmniej wiem już, czego chcę i mam jasno określoną drogę rozwoju.

Być sobą

To cudowne uczucie, gdy człowiek może być sobą. Jeżeli ktoś ma potrzebę rozwijania się w sferze duchowej (bo oczywiście nie wszyscy tego potrzebują w tym samym stopniu) bardzo ważne jest to, by móc to robić bez ograniczeń, by siebie nie okłamywać. Kłamstwo rodzi napięcie, a napięcie prowadzi do wszelkiego rodzaju wewnętrznych nieprzyjemności, które utrudniają nam codzienne życie.

Oczywiście nie namawiam tutaj do zmiany wyznania z katolickiego na buddyzm. To jednak dwa zupełnie inne systemy pojęciowe, filozoficzne, mentalne i nie każdy jest w stanie uwierzyć w to, co głosi buddyzm. Na pewno nie udałoby mi się to tylko, dlatego, że jestem lesbijką, a buddyzm do tej kwestii podchodzi stosunkowo tolerancyjnie. To po prostu we mnie tkwiło, a orientacja seksualna tylko przypieczętowała ostateczny wybór. Wiem, że dużo lesbijek i gejów są katolikami i nie potępiam ich za to, a nawet szanuję. Dla mnie była to zbyt duża presja, pomijając już nawet kwestie czysto teologiczne, jak istnienie Boga, czy duszy.

Nie jest też tak, że katolicy są gorsi lub lepsi od buddystów, ani tak, że inne religie są gorsze, czy lepsze. Są różne ścieżki rozwoju i ważne jest to, by wybrać dla siebie najwłaściwszą. Ja wybrałam buddyzm.

Arc-en-terre Rocznik ’87. Studentka Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa nie przez przypadek. Kocha czytać książki, podróżować. Sympatyzuje z buddyzmem.
W marcu 2009 roku założyła LGBTekę (www.lgbt-eka.blogspot.com) [3]

Autorzy:

zdjęcie Natalia Zaborniak

Natalia Zaborniak [4]

Z wykształcenia bibliotekarka. Interesuje się literaturą, w tym także literaturą LGBT.