Na Dzień Wychodzenia z Szafy – Z własnego doświadczenia

Co w twoim koszu robi gejowskie porno?

Był kiedyś taki czas, w którym myślałem że nikomu się nie ujawnię. Ani znajomym, ani rodzinie, ani nikomu. Pójdę do seminarium, hajtnę się z lesbijką, będę wspierał gejowską prostytucję. Rozwiązań miałem całą masę, byle tylko nikt się nie dowiedział. Ja? Pedałem? Znienawidziliby mnie, wyrzucili z domu, przestali kochać i spalili na stosie. A przynajmniej byłby wstyd. A ja ich kochałem, i jakbym mógł im taki ból zadać? Dla nich byłem gotów zbudować sobie życie z tekturowych dekoracji i tylko czasem skoczyć za kulisy. I możliwe, że tak by się właśnie stało, gdyby nie przypadek. Bo najlepsze wychodzi zawsze przez przypadek.

Tajemnica ujrzała światło dzienne z pomocą zbyt wścibskiego kolegi i nie pozostało nic innego, jak się ujawnić. O dziwo, kolega mnie nie zlinczował w centrum miasta o słońca świtaniu. A po nim zaczęli pojawiać się kolejni. I ujawniałem się. A linczować wciąż nikt nie chciał. Czasem znów pomógł zaprzyjaźniony przypadek, czasem musiałem się z tym zmierzyć zupełnie sam, aż w końcu wiedzieli wszyscy. I teraz wiem, że lepszej drogi nie mogłem wybrać.

Być, albo i nie

W teorii wygląda to tak, że każda uświadomiona osoba to w większości przypadków kolejna osoba po naszej stronie. Kolejna cegiełka w walce o równość. W praktyce jednak…

Niejeden nastolatek odkrywszy swoją orientację, postanawiał zwierzyć się wyłącznie paczce żyletek, niejeden (mówiąc krótko) wolał umrzeć w bólu, niż przyznać się rodzinie. I choć dziś wydaje mi się to pozbawione elementarnej logiki – byłem tam i ja. Boimy się straty bliskich, wyśmiewania na ulicach, wytykania palcami i razów ciężkimi butami. Ujawniać się? Dobre sobie.

Tyle że świat tak naprawdę wcale nie jest taki straszny jak nam się wydaje. I ludzie też tacy nie są. W moim środowisku na przykład dowcipy o pedałach były codziennością, a gdy cień podejrzenia padł na mojego sąsiada, czasem aż włos się jeżył od komentarzy na jego temat. A jednak kiedy się ujawniłem, nie było mowy o złośliwościach, a zdarzało się także prawdziwe wsparcie. Ludzie wcale nie są źli, po prostu chcą byśmy tak o nich myśleli. A jednak nie mogę obiecać, że twoi znajomi tacy będą. Będą prawie na pewno, ale nawet jeśli nie, to w zasadzie i tak bez znaczenia. Bo przecież ty się nie zmieniasz, ty jesteś ten sam, i jeśli oni nagle przestają cię lubić, to nigdy cię nie lubili. Masz jedno życie, więcej prawdopodobnie nie będzie, więc nie marnuj go na uszczęśliwianie innych, a zajmij się bardziej swoim szczęściem. Twoja rodzina podobnie – ona nie kocha ciebie, tylko wizerunek, który dla nich stworzyłeś. Jeśli zatem rzeczywiście chcesz ich miłości, to daj im wpierw możliwość pokochania ciebie.

I przede wszystkim – bądź wreszcie sobą. A gdy będziesz sobą, życie będzie łatwiejsze – to jedno mogę ci zagwarantować.

Moja dziewczyna Stanisława

Słyszałem, kiedyś argument, że nie ma sensu się ujawniać, bo przecież co ich obchodzi, co robisz w łóżku? Moje życie, moja sprawa! I tu się z tobą zgodzę, słuchanie o czyimś życiu erotycznym bywa strasznie irytujące. Ale to z kim uprawiasz seks to jedno, a czym innym jest to, kim jesteś i kogo kochasz. Gdy znajomy z pracy spotka was w centrum handlowym, będziesz udawał, że nie znasz własnego faceta? Nie zaprosisz go na firmowy wypad w góry? Wymyślisz mu jakieś fajne żeńskie imię dla kolegów?

Zastanów się teraz, jaką część ciebie tworzy twoja orientacja seksualna. Bo przecież to poczucie odrzucenia kształtuje twoją psychikę, ostatnia sprzeczka z chłopakiem od kilku dni nie daje ci spokoju, a do tego ostatnio w gejowskim barze zdarzyła ci się taka zabawna sytuacja. I jak myślisz? Czy twoi znajomi mogą powiedzieć, że cię znają, gdy umyka im tak ogromna część twojego życia?

Wiesz czemu rowery tak szybko jeżdżą? Bo przy nich kręcą się dwa pedały

Cały dowcip ze społeczeństwem polega na tym, że nie dostrzega ono problemu. Jedyny znany im gej to postać z amerykańskiego sitcomu, jedyna znana lesbijka to ta w filmach porno. W społeczeństwie krążą tysiące dowcipów o pedałach oraz masa ludowych mądrości. Kto to jest gej? Jak wygląda? Co robi w łóżku? To wszystko wiedziałem jeszcze zanim zorientowałem się, że sam jestem gejem. A przecież gros z tych „prawd” to mity i kłamstwa. I wcale nie trzeba mieć tytułu naukowego, by to zauważyć. Tyle że nikt się nad tym w ogóle nie zastanawia, bo po co? Geje to tylko w Ameryce i Holandii. A skoro problem nas nie dotyczy, to obiegowa opinia wystarcza w zupełności. I dlatego każdy ujawniony gej czy ujawniona lesbijka są na wagę złota, bo to dzięki nim ludzie wreszcie zaczynają o tym myśleć.
A stąd już tylko krok do świata z naszych snów.

Autorzy:

zdjęcie MiszaWro

MiszaWro

Człowiek paradoks, erystyk i agnostyk. Ciota z niego jak patefon. W wolnych chwilach leń i domorosły spec od gejowskiego kina. Głównie fabularnego. http://www.miszawro.blogspot.com

58 komentarzy do:Na Dzień Wychodzenia z Szafy – Z własnego doświadczenia

  • Anka Zet

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Bardzo ważny artykuł. Dziękuję.

  • Jakbyco

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Ech. I tekst o wychodzeniu z szafy podpisany pseudonimem. Brawo dla tego pana.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Jakbyco

    No i co z tego, że pod pseudonimem skoro autor zamieszcza też swoje zdjęcie ?
    Tekst jest fajny i potrzebny.

    U niektórych osób zauważam natomiast pewnego rodzaju populizm coming outu, według którego ujawnić trzeba się na całego, stanowczo, głośno, niemalże wychodząc z siebie i stając obok.
    Bez przesady. Ujawnienie się to ujawnienie się a nie jakaś bezpardonowa rezygnacja z własnej prywatności na rzecz trąbienia wszem i wobec o tym, że się jest gejem.

  • maki

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    najgorsze jest to ze znam mase osob, ktore sie wstydza tego ze sa gejami, a nawet probuja to zmienic. to musi byc koszmar dla takiej osoby. nie wyobrazam soebie takiego zycia.

  • marcin

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Ja sobie wyobrażam takie życie, bo jednak coming out to bardzo indywidualna sprawa i wymaga sporej dojrzałości. Na pewno łatwiej outować się w większym mieście, choć może to nie jest regułą. Na pewno gejom ukrytym jest ciężko.

  • d.biskupa

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Bardzo fajny tekst i też wcale nie uważam, że autor musiał koniecznie podpisać go nazwiskiem.

  • Soniasonia

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    „A jednak kiedy się ujawniłem, nie było mowy o złośliwościach, a zdarzało się także prawdziwe wsparcie.”
    Jaaasne. Przy tobie wszyscy mili, sympatyczni, a gdy sobie pojdziesz to gadają o tobie takie rzeczy, że masz ochotę wrócic do żyletki.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Sonia ma chyba rację. Może nawet mniej ważne, co będą mówić za plecami, ale jakie będą pośrednie i bardziej odległe w czasie konsekwencje coming outu. Jedno z drugim zresztą ściśle się wiąże – realizuje się głównie „za plecami”.

    Po ludziach kulturalnych, nawet konserwatywnych, trudno spodziewać się gwałtownej, negatywnej reakcji czy otwarcie wyrażanej niechęci. Z drugiej strony, jeśli człowiek funkcjonuje w środowisku osób w większości niehomoseksualnych, trzeba rozważyć m.in. czy warto ujawniać się w miejscach takich jak praca lub uczelnia. Orientacja seksualna, zwłaszcza homo, jest na tyle intymną sprawą, że zwykłych znajomych, kolegów niekoniecznie trzeba o niej informować. Moje doświadczenia z uczelni, na której z pewnością studiuje wiele jawnych gejów i lesbijek, są następujące: otóż wśród moich bliższych i dalszych znajomych nie ma ani jednej wyoutowanej osoby homoseksualnej. Nigdy też nie słyszałem rozmów o takiej osobie wśród obcych. O tym chyba się nie mówi. Uprzedzam złośliwości: to nie kieleckie i nie Podkarpacie.

  • Krzys

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    To proponuję wszystkim tym co są za Comming Outem przez duże C i O za podpisywaniem komentarzy z imienia i nazwiska. Ciekawe ilu ich będzie??

  • Loth

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    „”"m.in. czy warto ujawniać się w miejscach takich jak praca lub uczelnia. Orientacja seksualna, zwłaszcza homo, jest na tyle intymną sprawą, że zwykłych znajomych, kolegów niekoniecznie trzeba o niej informowaćęęę

    A moje doświadczenia wskazują, że w pracy jestem wyoutowany i nie przeszkodziło mi to w awansie czy realizacji nowych zadań – ba, nawet mam w regulaminie wewnętrznym zakaz dyskryminacji także ze względu na orientację seksualną. Na uczelni również wiele osób z roku o mnie – na zajęciach mówimy o gejach i lesbijkach i choć czasami są różne zdania, nigdy nie odczułem, żeby moja orientacja w perspektywie (a jestem na ostatnim roku mgr) okazała się przeszkodą „w czymś”.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Sonia

    Boże, jaka cholernie polska ta Twoja wypowiedź.
    Chłopak pisze, że jest mu dobrze, że czuje się akceptowany przez tych, na których akceptacji mu zależy a ty musisz mu od razu przywalić z grubej rury i powiedzieć, żeby sobie nie myślał, że ma za fajnie.

    Ja, kiedy przyjechałem do Polski nie od razu mówiłem ,,kim jestem”, bo z tego co można było posłuchać w zachodnich mediach wynikało, że raczej nie powinienem.
    W tym czasie mój kolega powiedział, że jest gejem. I co? I nic. Były czasem żarty czy docinki, ale absolutnie nic strasznego.
    Młodzi ludzie w dużych miastach Polski, są moim zdaniem w zdecydowanej większości otwarci i tolerancyjni.
    Nie wiem, gdzie wy żyjecie, ale jakieś 90 % moich koleżanek uwielbia chodzić do gejowskich klubów i nierzadko wyciągają tam swoich chłopaków.
    Co do facetów: jak dla mnie są straszliwie ,,brytyjscy”. Wciąż gadają o ,,pedałach” i uwielbiają różne żarty na ten temat, ale mają też taki fajny ,,kumplowski” sposób bycia, że jak z nimi wypijesz i znasz się na (ostrych) żartach, to już możesz sobie być ,,nawet” pedałem.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Peter Pan, Sonia et al.

    Po pierwsze, skoro jesteś bi i masz dziecko, mówienie „kim jestem” w Twoim przypadku to zupełnie coś innego niż w przypadku geja. Gdy jest się bi, sens i potrzeba ujawniania swojej orientacji są, moim zdaniem, na ogół bardziej ograniczone. Można np. chodzić na zakupy z kolegami hetero i udawać przed nimi hetero, wypadając przy tym całkiem naturalnie. :) Mam nieco więcej do powiedzenia na temat coming outu osoby biseksualnej. Uważam, że w sytuacji takiego człowieka NAJWAŻNIEJSZE jest ujawnienie prawdziwej orientacji przed osobą, z którą rozpoczynamy (nawet bardzo nieśmiało) znajomość o charakterze romantyczno-erotyczno-miłosnym. Mniejszą rolę odgrywa coming out przed znajomymi czy rodziną, chyba że nasz wybranek/nasza wybranką są tej samej płci. Prosty przykład dla niedowiarków: jeśli mężczyzna bi żeni się z kobietą, po co jego rodzice mają wiedzieć o biseksualizmie syna? Po co ich tym obciążać? Czy to naprawdę konieczne i czy z tego tytułu ktokolwiek uzyska jakiekolwiek korzyści? Z drugiej strony, narzeczona, przyszła żona koniecznie powinna o tym fakcie wiedzieć przed ślubem i przed zaręczynami. :) Zatajenie prawdziwej orientacji jest wtedy bardzo niemoralne.

    W odpowiedzi Soni nie widzę nic charakterystycznie polskiego. Autor tekstu opisuje swoje pozytywne doświadczenia, ujmując je w bardzo „lekko” brzmiący zdaniu: „kiedy się ujawniłem, nie było mowy o złośliwościach, a zdarzało się także prawdziwe wsparcie”. Pytanie co dalej: „wszyscy żyli długo i szczęśliwie” czy „a świstak siedzi i zawija…”? Większość z nas zapewne gratuluje i zazdrości Autorowi takich doświadczeń. :) Z drugiej strony, równie łatwo i lekko można napisać, że sprawy mogą potoczyć się w przeciwnym kierunku. Sonia to zrobiła i nie ma w tym nic polskiego czy nic, czego w innej wersji nie zaprezentował sam Autor.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ krzsz

    Większość moich kolegów i koleżanek hetero wie, że jestem bi. Niczego nie udaję. Tymbardziej, że jak głosi jeden ze stereotypów na temat biseksualizmu, jest to ,,sposób na laski” ;)

    Sonia nie napisała, że może być inaczej i, że takie jest jej doświadczenie, tylko postanowiła błyskawicznie sprowadzić autora na ziemię sugerując, że ktoś coś gada za jego plecami. Ja podejrzewam, że MiszaWro zna swoich znajomych lepiej niż Sonia.

  • Loth

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    „Po co ich tym obciążać? Czy to naprawdę konieczne i czy z tego tytułu ktokolwiek uzyska jakiekolwiek korzyści?”"

    @ Krzys

    Może zacznijmy od podstaw, nie można traktować coming outu jako „obciążenia” kogokolwiek. A pierwszą korzyścią jest prawda, która oczyszcza. Wolę, żeby moi rodzice wiedzieli (i wiedzą), że jestem gejem (czy bi), nawet jeśli sprawi im to na początku trochę bólu, uczucie zawodu etc Na tym polega funkcjonowanie w rodzinie, na zmierzaniu się z problemami – rozwiązywaniu ich. Pewnie, że można żyć w szczęśliwej heteroseksualnej bańce, ale coś się wtedy traci…

  • Yga

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    a ja mam też pozytywne doświadczenia przy ujawnianiu się wśród znajomych jeszcze w czasach licealnych. zaakceptowali mnie w pełni – tak, są takie osoby, miejsca, czas…
    jeśli ktoś chce się „odkryć” zapraszam na stronę http://www.odkrywamysie.pl

  • arc-en-terre

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Fajny artykuł, zero patosu i brak poczucia „jaki jestem biedny, bo jestem gejem”. Na luzie po prostu.

    Ja też z własnego doświadczenia wiem, że ujawnianie się jest korzystne. Nie robię tego non stop i w każdym otoczeniu, bo po prostu nie zawsze jest chwila na to by powiedzieć, że na ostatnie wakacje ze swoją dziewczyną pojechałam tu i ówdzie, czy czegoś w tym stylu. Ale generalnie większość moim znajomych wie, ci, którzy nie wiedzą oficjalnie prędzej czy później dowiadują się z fejsa, czy też mogą sobie wygooglować moje nazwisko i na to samo wyjdzie. A jednak nie spotkało mnie zbyt dużo niemiłych sytuacji z tego tytułu, świat się nie zawalił. Ba, nawet się przede mną otworzył.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    … zabrakło mi słów :D
    primo – moje nazwisko nie jest tajemnicą, tyle że nic ono wam nie powie. Mój nick prędzej. A tak na marginesie to zawsze co innego outować się przed znajomymi, a co innego przed całą Polską.
    secundo – że nikt mnie nie obgaduje za plecami pewności nie mam. Zwłaszcza że outowałem się i nieznajomym. Najbliższych znajomych jednak znam na tyle, by móc powiedzieć, że tego nie robią. Tyle że to bez znaczenia, bo nie o tym traktuje artykuł. I choćby wszyscy byli przeciwko, to i tak było by warto.

    @krzsz1984 … szanuję fakt, że posiadasz odmienne od mojego zdanie o coming oucie, pozwolę sobie jednak z nim nie zgodzić.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ MiszaWro

    1986!!!
    Nastąpiło nieporozumienie: otóż ja nie chcę nazywać swojej wypowiedzi „zdaniem o coming oucie”. Po pierwsze starałem się odnieść do słów Soni, która zresztą nie komentowała Twojej opinii na ten temat, a Twoje doświadczenia. To zasadnicza różnica. Po drugie, ważniejsze, napisałem parę słów o osobach bi. W zestawieniu z Twoim tekstem jest to parę słów nie na temat. Dlatego mam poważne wątpliwości, czy w tej sytuacji można mówić o odmiennym zdaniu.

    @ Loth

    Zacznijmy jeszcze raz od podstaw: coming outu nie musisz traktować jako obciążania kogokolwiek, ale w praktyce w większości wypadków wiadomość o nietypowej orientacji seksualnej dziecka stanowi dla rodzica, przynajmniej przejściowo, pewne obciążenie. Nic z tym nie zrobisz, to też nie Twoja wina. Zwróć uwagę, że nakreśliłem przykład – konkretną sytuację, w której coimng out uważam za zbędny. Nie sądzę, by akurat w takiej sytuacji potrzebne było oczyszczenie. Poza tym „prawda oczyszcza” to slogan. Zresztą, Twój komentarz w ogóle nie stanowi odpowiedzi na moje słowa. Dziwi mnie, że nikt nie zechciał NA POWAŻNIE ustosunkować się do tego, co napisałem o ujawnianiu orientacji seksualnej przez osoby bi. To było w całym komentarzu najważniejsze. Co o tym myślicie? Konkretnie – o tym, co napisałem na temat osób biseksualnych.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @krzsz1986 tym, jednym zdaniem skomentowałem wszystkie twoje wypowiedzi – nie zgadzam się z tobą i już. Nie zgadzam się z tym, że biseksi nie powinni się outować, nie uważam za usprawiedliwione kłamanie o sobie dla chwilowego i złudnego spokoju ducha i w ogóle, nie jestem nawet pewien, czy tak rzeczywiście łatwiej być bi. Wybacz że nie napisałem wcześniej w których dokładnie punktach się z tobą nie zgadzam, ale nie uznałem i nadal nie uznaje tego za istotne gdyż nie wydaje mi się by jakakolwiek dyskusja zmieniła twoje zdanie, a i mojego raczej nie zmienisz :D Widzisz, w większości przypadków szukanie wymówek dla nie outowania się to tylko … no właśnie, szukanie wymówek. Nie chcesz się outować to tego nie rób, ale by nazwać to „ukrywaniem się w słusznej sprawie” … o ile to w ogóle możliwe, to na pewno nie w wymienionych przez ciebie przypadkach. Oto moje zdanie :D

  • Loth

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @Krzys

    Krzysiu Ty mi tutaj nie lej wody o osobach bi :)

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ krzsz

    Wiadomo, że są pewne drobne, praktyczne różnice między homo- a biseksualnym ,,outingiem”. To oczywiste, że np. biseksualista będący w związku z kobietą na pytanie o to czy ma dziewczynę, może po prostu odpowiedzieć, że ma.
    Jednak jeśli chodzi o bliższych znajomych, szczerość w sprawie orientacji jest tak samo ważna u osób homo, jak i biseksualnych.

    Ciekawsza jest kwestia ewentualnych różnic, jeśli chodzi o reakcje otoczenia. Z mojego doświadczenia wynika, że jest ich niemało.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ MiszaWro

    Hm, zaskakujesz mnie. Nie tym, że piszesz na homiki gimnazjalne „rozprawki”, tylko swoim niedostatecznie przenikliwym czytaniem komentarzy. ;) Nie napisałem nigdzie, że biseksi nie powinni ujawniać swojej orientacji seksualnej, wręcz przeciwnie! Co najwyżej w pewnych, bardzo szczególnych sytuacjach, coimng out biseksa uznałem za mało sensowny.

    @ Loth

    Bla, bla, bla. Nie powiem, co Ci mogę namydlić. Nie oczy.

  • buszujący89

    [comming out]

    ahh przypadek… gdyby przez przypadek ojciec nie odkrył historii odwiedzonych stron…. sam nie wiem czy na dobre czy na złe mi to wyszło… moze temu nie wiem, bo nigdy nie umiem po prostu o tym porozmawiać dzięki ich reakcji…. zakaz wychodzenia z chaty chyba przez kilka miesięcy, brak telefonu może przez 2-3 tygodnie… przykro się robi jak wrócę do tego pamięcią… następnym marzeniem było wyrwać się z domu- jednak trzeci rok studiów w zupełnie innym miejscu i za dużo się nie poprawiło….

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ buszujący89

    To nie był coming out, tylko wpadka. ;) Kiedyś może wyjdzie na dobre, a na razie rodzice drżą w obawie o cnotę synka. ;) Z drugiej strony… wpaść przez historię odwiedzonych stron… myślałem, że dziś to już się nie zdarza.

  • Loth

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    „coimng out biseksa uznałem za mało sensowny”

    Każdy coming out jest sensowny, a tłumaczenie tego kolejny raz…. to jak z paradami, przeciwnicy nie przekonają się, dopóki siedzą na sofie przed TV i oglądają relację w TVN24. A zatwardziali hetero, homo, bi – którzy siedzą w szafie, nie przekonają się, że może być inaczej dopóki z niej nie wyjdą. Koniec i kropka.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Loth

    Wyjaśnij mi, na czym TWOIM ZDANIEM polega sens coming outu np. biseksualnego mężczyzny, posiadającego dziecko i związanego z kobietą (wiem, wiem, to nie zawsze musi iść w parze).

    Drugie pytanie: czy Twoim zdaniem ten sam mężczyzna postępował niemoralnie, jeśli wcześniej, wiążąc się z kobietą i robiąc jej dziecko, zatajał swój biseksualizm?

    Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

  • Krzys

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Tak dla porządku:
    „Krzys” to nie ten sam użytkownik co „krzsz1986″

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Brawo Krzysiu. ;) Sam bym na to nie wpadł.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ krzsz

    Jeżeli Loth lub ktokolwiek inny jest zwolennikiem ,,jawności” także w przypadku biseksualistów (z czym ja się zgadzam), to chyba raczej jest także za tym, żeby mówili oni swoim heteroseksualnym partnerkom jakiej są orientacji … .
    Nie mówienie im o tym, jest bardziej zgodne z Twoją logiką niż z tą, którą tu reprezentuje Loth czy MiszaWro.
    Jak jawność to jawność.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @Krzsz1986 obawiam się, że nie chodziłem do gimnazjum, więc nie wiem jak traktować ten komentarz :|

    Biseksualizm to taka sama orientacja jak homoseksualizm. A czemu bi ma się outować przed dziewczyną? Bo w związku wypada być szczerym. Jeśli dziewczyna zaś go od tego ‚znielubi’ to jak w tekście – widać zamiast jego, kochała fikcję, jaką dla niej stworzył.

    @Buszujący89 … mój ojciec dowiedział się w podobny sposób :D Nie wiem jak to przyjął bo przyznał się dopiero kilka lat później. Daj mu trochę czasu i nie poddawaj się. I najlepiej porozmawiaj z nim.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Peter Pan

    Popieram akcję dnia coming outu, bo i przypomina, i zachęca. Nie jestem przeciwnikiem ujawniania swojej prawdziwej orientacji seksualnej. Nie podoba mi się jednak atmosfera przyjęcia urodzinowego, którą czasem próbuje się tworzyć (sama nie narasta) wokół coming outu, dlatego chciałem napisać o tym parę słów bez kategorycznego założenia, że prawda zawsze i wszędzie (a najlepiej tu i teraz) oczyszcza i przynosi więcej korzyści niż strat. Stąd wzięły się opisane przeze mnie dwie sytuacje z życia biseksa. Niestety oczywistość, o której piszesz nie zawsze, a raczej nie dla wszystkich, jest równie oczywista. Różnica leży w motywacji: uczciwość wobec samego siebie vs. uczciwość wobec drugiego człowieka.

    @ MiszaWro

    Za gimnazjalną rozprawkę przepraszam, a poza tym: brawa dla ojca Miszy! Bardzo cenię osoby, które gdy trzeba, potrafią zachować się taktownie. Dziś coraz trudniej o takich ludzi. Odkrycie prawdy o homoseksualizmie syna i zachowanie jej dla siebie (w każdym razie nie przyznanie się do tego przed synem) jest chyba szczytem taktu. Po prostu wspaniale się zachował. Ta sytuacja pokazuje, że czasem nie opłaca się spieszyć. Misza miał czas, by dojrzeć do decyzji o samodzielnym i świadomym przekazaniu rodzicom „dobrej nowiny”, a ojciec przez parę lat mógł powoli oswajać się z orientacją syna. Poza tym, może to porno, które oglądał Misza, nie było aż tak przerażające. :)

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    O.K. Ja też uważam, że nie można ludzi nadmiernie zmuszać do ujawniania się, bo wiadomo, że wiele zależy od środowiska, miejsca zamieszkania itp.

    Co do biseksów, widzę, że masz wyjątkowo dużo do powiedzenia w tej kwestii ;)
    Tylko ja bym uważał z tymi stanowczymi sądami moralnymi. Np. ciąża może się teoretycznie pojawić także po relacji typu ,,one-night-stand”. Nie wiem czy należy też mówić o sobie absolutnie wszystko na pierwszej randce. Czasem trzeba trochę czasu aby najpierw dać się poznać jako człowiek/mężczyzna.
    Generalnie życie pisze bardzo różne scenariusze, których nie da się objąć jedną normą postępowania.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Peter Pan

    Na pierwszej randce nie. ;) Przed pójściem do łózka, moim zdaniem, tak. Nie wiem, jakie tempo obowiązuje w relacjach mężczyzna – kobieta. ;) Tematu ciąży nie ruszam nawet, bo generalnie nie ma tutaj bezpośredniego związku z coming outem (jeszcze tego by brakowało!). Jednak, jak słusznie zauważasz (one-night stand) jest związek pośredni. :) Ale tym też nie warto się zajmować. Wiadomo, że w takiej sytuacji kobieta może zaciążyć praktycznie z kimkolwiek. Ja na pewno nie będę pouczał, jak należy troszczyć się o swoją macicę, nie moja broszka. ;)

    Stereotypowo patrzysz na rolę miejsca zamieszkania i środowiska. Moim zdaniem, to działa czasem zupełnie odwrotnie, chociażby w ten sposób: gejowi z bardzo małej miejscowości na głębokiej prowincji może być łatwiej przejść coming out, jeśli i tak zamierza opuścić miejsce zamieszkania i to już na progu dorosłości, wyjeżdżając na studia czy do lepszej pracy.

    Zgadzam się: życie pisze różne scenariusze, które trudno objąć jedną normą postępowania. Na ogół staram się nie osądzać, chyba że sprawa jest dla mnie oczywista, jak w opisanej sytuacji. Nieujawnienie orientacji seksualnej przez osobę biseksualną (gdy pozwalasz by partner tej samej płci uważał Cię za homo lub partner płci przeciwnej – za hetero) jest moim zdaniem niemoralne. Pytanie, kiedy to ujawnić. Odpowiedź jest prosta, choć nie jednoznaczna: gdy robi się poważnie. Dla niektórych, dla wielu, myślę ze zwłaszcza dla kobiet, poważnie jest już wtedy, gdy pojawi się seks. Poważnie jest też, gdy rodzą się zobowiązania. Moje zainteresowanie tematem biseksów jest przypadkowe. Sam nie zamierzałem nigdy i nie zamierzam wiązać się z bi. Nigdy też nie zostałem oszukany przez biseksa, dlatego nie mam urazu. Ponieważ osoby homoseksualne często poznają się w sytuacjach innych niż heterycy, często już na wstępie zadaje się różne, bardzo dziwne pytania. Dla mnie pytanie „bi czy gej?” byłoby jednym z podstawowych.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ krzsz

    Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie z kim zamierzasz się wiązać, ale ta ostatnia część Twojej wypowiedzi jest zwykłym chamstwem.
    Bo to co mówisz kierując tę wypowiedź do mnie, to de facto to, że Twoim podstawowym kryterium jest to czy ktoś jest taki jak ja a jeśli jest to odpada.
    Mnie się nie podobają ludzie z aparatami na zębach, ale jak widzę aparat w ustach rozmówcy, to staram się przemilczeć ten aspekt mojego gustu.

    Swoją drogą, to bardzo głupie, że reprodukujesz stereotypy, które są częścią ogólnego społecznego niezrozumienia tematyki orientacji seksualnej- tego samego, które sprawia, że ,,siedzisz w szafie”.
    I nie pisz mi proszę, że to Twoje prawo, wiązać się wyłącznie z osobami homo, bo nie o Twoje prawo tu chodzi.
    Rzecz w tym, że od kilku wypowiedzi zmierzasz ku konserwatywnym stereotypom na temat biseksów, którzy najpierw ,,robią dziewczynie dziecko” a potem uciekają w objęcia mężczyzny i próbujesz sprowokować dyskusję, której bieg pozwoli Ci wyartykułować tego rodzaju przemyślenia.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Peter Pan

    Hmm… zaznaczyłem wyraźnie, że jakakolwiek zbieżność z prawdziwymi osobami czy wydarzeniami jest przypadkowa. Faktycznie orientacja seksualna jest dla mnie podstawowym kryterium, przy czym mówienie o tym głośno nie wydaje mi się chamstwem w zasadzie z jednego powodu. Biseksualizm to nie ułomność czy wada taka, jaką przynajmniej przejściowo jest aparat na zębach czy jakakolwiek inna niepożądana cecha wyglądu. A laski mają być złe, że wolę facetów? W poprzednim poście napisałem o biseksach (związek itp) w odpowiedzi na twój uśmieszek szyderczy ;) i stwierdzenie, że mam dużo do powiedzenia na ten temat. Nie musi Cię to interesować. Chciałem przede wszystkim uniknąć posądzenia o to, że moja opinia na temat bi wynika ze złych doświadczeń osobistych. Tak nie jest.

    Nie zgadzam się z tym, że powielam stereotypy na temat osób biseksualnych. Zresztą, nawet gdyby tak było, to przecież stereotypy bywają w dużej mierze prawdziwe i czasem nie podlegają ocenie w kategoriach negatywny/pozytywny, a są po prostu neutralne. Tak czy inaczej, nie napisałem „robią dziecko a potem…”, to dopowiedziałeś sam – nie wnikam, dlaczego. Z moich ust coś takiego nie padło, spod moich palców nie wyszło. Być może w społeczeństwie faktycznie jest wielu pożenionych biseksów, ale o tym też nie mówię, bo takich badań nie znam.

    Nie powinno być tak, że gdy mówię o uczciwości, rozmówca odbiera to jako zarzut jej braku. Ty właśnie tak się zachowałeś. Nie śmiem twierdzić, że chodzi o przysłowiowe nożyce, które odzywają się, gdy uderzysz w stół, nawet tak nie myślę, ale trochę przesadzasz, reagując nerwowo.

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ krzsz

    Dobrze wiesz, że nie pisałem o tym, że zarzucasz mi nieuczciwość tylko, że wiedząc, że jestem biseksualistą, w adresowanej do mnie wypowiedzi gadasz o tym jak bardzo Ci nie w smak, gdy ktoś jest bi.
    Moim zdaniem to brak taktu/ chamstwo.

    Ale ja na tym świecie nie żyję od wczoraj i dlatego dokładnie wiem jaka jest Twoja motywacja.
    Po prostu konserwatyści mają w zwyczaju zarzucać gejom, iż są zupełnie niezdolni do wierności a w odniesieniu do biseksualistów formułują ten zarzut jeszcze mocniej.
    Dlatego dla części ludzi facet żyjący z facetem jest jeszcze ,,do zniesienia”, ale biseksualista to już prawdziwy dekadent.
    Jako gej jesteś potencjalną ofiarą tego stereotypu, ale możesz też być jego beneficjentem, gdy tylko się porównasz z tym kogo bardziej krzywdzi.

    Tylko widzisz: ja też umiem grać w tę grę.
    Bo Ci ludzie, którzy konserwatywni nie są, miewają inny pogląd.
    Według nich biseksualista to ktoś kto ma dziwną ,,odchyłę”, ale w zasadzie jest hetero.
    Oni rozumieją jeszcze, że można czasem spróbować jak to jest z facetem (,,żeby życie miało smaczek …”), ale zupełnie nie mogą zrozumieć jak to jest możliwe, żeby mężczyzny w ogóle nie interesowały kobiety, żeby się z nim nie dało pogadać o laskach itd.
    Ja też tego nie pojmuję, ale staram się nie grać tą kartą. Poza sytuacją kiedy gej próbuje mi udowodnić jak bardzo mu daleko do biseksualistów i podbudować tym swoje niewyoutowane ego.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Peter Pan

    Jest spora różnica pomiędzy „nie związałbym się z kimś…” a „jest mi nie w smak gdy ktoś…”. Dwie zupełnie inne kategorie. Nie chodzi tylko o to, czy będzie wierny, czy nie, bo gej też nie daje takiej gwarancji. Chodzi raczej o to, co napisałeś w ostatnim akapicie. Np.: „ja też tego nie pojmuję” – skoro nie pojmujesz, to sam rozumiesz, czemu dla geja biseksualizm partnera MOŻE (choć nie musi) być mniej atrakcyjny.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Hmm, ja żadnego biseksa nie znam … albo przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Ale nie o tym. Piszecie „moralne” a ja osobiście nie jestem pewien czy coś takiego jak moralność w ogóle istnieje. Zgodzę się, że życie pisze różne scenariusze i nie ma na nie wzoru i nie zawsze kłamstwo bywa złe a prawda dobra. Nadal jednak kłamstwo pozostaje kłamstwem. Nie mówię że trzeba się outować na pierwszej randce, różnie bywa, ale kiedyś nadchodzi taki czas, gdy nieoutowanie się staje się kłamstwem. A czy to kłamstwo jest dobre, pozostawiam indywidualnej ocenie.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ MiszaWro
    Moralność istnieje (mam nadzieję, że nikt nie odbierze tych słów jako zarzutu niemoralności). To że jest się homo, nie znaczy, że wszystko należy relatywizować. Poza tym masz chyba rację.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @Krzsz nie miałem na myśli że nie ma moralności jest tylko niemoralność – chodzi mi bardziej o to, że nie ma tak moralności jak niemoralności – to są zjawiska czysto kulturowe, wymyślone że tak powiem. Do tego w pełni relatywne. Ot dla przeciętnego słuchacza pewnego radia niemoralny jest ‚pedalizm’, a dla nas już nie. Więc co jest, a co nie jest moralne? I co to w ogóle jest moralność? :D

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ MiszaWro
    Wiem, wiem, o co Ci chodziło i tak to właśnie zrozumiałem. Nie ma jednak, moim zdaniem, powodu, by negować istnienie czegoś, tylko dlatego, że jest to „zjawisko kulturowe”. Moralność nie jest w pełni relatywna, bo nawet jako zjawisko czysto kulturowe staje się systemem w większym lub mniejszym zakresie wspólnym dla dużej grupy ludzi. Poza tym, ja nie jestem specjalistą z tej dziedziny, dlatego nie będę czepiał się słówek: „niemoralne” możesz zastąpić przez „nieetyczne”.

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    ok, moralność jako zbiór pewnych norm zachowań rozumiem. Tyle że moralność ma tą konotacje wartości wyższej, apriorycznej, wręcz (za przeproszeniem) boskiej, a na to to ja się drogie panie nie zgadzam B)
    Z resztą nawet zespół zwyczajowych zachowań społeczności to definicja zostawiająca wiele dla interpretacji, więc wciąż – relatywna.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ MiszaWro

    Jesteś uprzedzony do religii. Oczywiście nie mówiłem o moralności wg 100% katolika czy muzułmanina. Zresztą, dyskusja potoczyła się w złym kierunku. Wyszło trudno, a sprawa była stosunkowo prosta.

  • [Re:]

    krzsz1986@tlen.pl:
    „wpaść przez historię odwiedzonych stron… myślałem, że dziś to już się nie zdarza”

    Ja też tak właśnie „wpadłem” – i przez prywatne zapiski w zeszycie na dnie szuflady… :-)

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @ Alex

    Ale to pewnie nie było „dziś”, tylko już dawno temu? :) Jeśli chodzi o zapiski w zeszycie na dnie szuflady, trudno mówić o „wpadce”. To było raczej przeszukanie. ;)

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @krzsz Oczywiście że jestem uprzedzony :D Z resztą nawet gdybym nie był – nawet religia nie daje czytelnej listy co jest a co nie jest moralne, i homoseksualizm tu jest dobrym przykładem.

    @Alex No to w sumie jest nas już 3 :D

  • Peter Pan

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Widzę, że MiszaWro przeżywa fascynację poststrukturalizmem ;)

    Problem w tym, że traktowanie moralności jako arbitralnej konstrukcji jest dosyć niebezpieczne.
    Ja raczej wolę tę podstawową zasadę liberalnej demokracji, według której można robić wszystko to co nie szkodzi drugiemu człowiekowi. Przyjmując ją, można bardzo łatwo stwierdzić dlaczego kłamstwo rzeczywiście jest niemoralne a związek dwóch mężczyzn/ kobiet jest moralnie ,,obojętny”.

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Dokładnie tak. Wcale nie trzeba zaglądać do Biblii.

  • buźka

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @Misza
    O, co to, to nie! Moralność jest jak najbardziej cechą wrodzoną. Mają już co bardziej rozwinięte zwierzęta, a u ludzi rozwinęła się ona od „za taki sam wkład w polowanie powinnom dostać tyle samo mięsa” poprzez „nie wolno zabijać przedstawicieli mojego gatunku (z paroma, z czasem coraz rzadszymi wyjątkami)” aż do „trzeba dotrzymywać obietnic” czy „kradzież jest zła”. Zapewniam, iż gdyby przepytać ludzi z całego świata o te podstawowe kwestie to ich odpowiedzi byłyby zgodne niezależnie od kultury.

  • Twoje imię

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    @Peter Pan
    „Ja raczej wolę tę podstawową zasadę liberalnej demokracji, według której można robić wszystko to co nie szkodzi drugiemu człowiekowi.”
    Szkodzenie jest rzeczą względną, drogi panie…

  • Mamba

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Krzsz, nie zagladaj, nie zagladaj, od razu widać, że jesli tam kiedykolwiek zajrzałeś, to chyba przez przypadek. Ciekawe, czy chadzasz (dla picu) do koscioła?

    Misza,
    „ok, moralność jako zbiór pewnych norm zachowań rozumiem. Tyle że moralność ma tą konotacje wartości wyższej, apriorycznej, wręcz (za przeproszeniem) boskiej, a na to to ja się drogie panie nie zgadzam B)
    Z resztą nawet zespół zwyczajowych zachowań społeczności to definicja zostawiająca wiele dla interpretacji, więc wciąż – relatywna.”

    … wykład prawie jak z Rejsu, polecam! :D

  • MiszaWro

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Ano właśnie – wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego. I ot cała filozofia.

    @buźka … Spartanie zrzucali niepełnosprawnych ze skały i uważali, że jest to moralne. Europejczycy palili na stosach niewinne kobiety i mówili, że to jest moralne. Dopiero co Niemcy gazowali Żydów i uważali to za moralne. Moralność nie jest wrodzona. Na świat przychodzisz jako tabula rasa i pytanie tylko, co za idioci będą cie edukować.

  • Rchcz

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    to chyba problem ktorego nigdy nie da sie rozwiazac- na ile kierujemy sie instynktem a na ile ‚kultura’ …ale nie trudno zauwazyc ,ze za ‚moralnoscia’ czesto stoi naga bezlitosna natura- GENERALNIE nie jemy gowna, nie ruchamy siostr i matek i pilnujemy miejsca w stadzie zeby DNA udalo sie zaszczepic i ulepszyc albo przynajmniej nie zepsuc …

  • stanisława

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    coś Ty się tak wkręcił w te gejowskie artykuliki. Jesteś monotematyczny, a dobrze wiem, że masz o wiele więcej do powiedzenia niż „koming ałty” i parady pedałów. Weź się za robotę! (No, chyba że jest gdzieś coś jeszcze ;) ) Pozdrawiam Misza! ;)

  • buźka

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    ^ A o czym innym ma pisać na portalu LGBT? O kryzysie ekonomicznym?

  • stanisława

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    ty buźka, naucz sie czytac ze zrozumieniem.

  • Adam Marzec

    [Re: Na Dzień Wychodzenia z Szafy - Z własnego doświadczenia]

    Ciekawy artykul. Nie do konca zgadzam sie z wszystkim, bo niektorzy ludzie sa zawistni, zle wychowani lub po prostu lubia robic ludziom krzywde. Mysle, ze element homofobicznego wychowania ma zasadnicze znaczenie. Za coming outem powinno isc pietnowanie takich zachowan i wychowania homofobicznego.
    Bedac gejem, zyjacym w zwiazku ze swoim partnerem trzeba sie liczyc z tym, ze sie bedzie autowalo dosyc czesto i gesto jesli chce sie zyc w miare ‚normalnie’. Dzis np sie autowalem przed panem co przyszedl naprawic moj piekarnik. Oczywiscie nie mowie – hej jestem Adam jestem pedalem. Wchodzac do domu widzial zdjecia mnie i mojego partnera i w rozmowie o piekarniku wspomnialem, ze z partnerem robimy to i tamto w kuchni (kulinarnie). Przykladow mozna by mnozyc. Mieszkajac w Polsce mialem podobne historie – na studiach i potem w pracy np przerwie na fajke wszyscy gadali o swoich mezach, zonach, chlopakach, dziewczynach wiec i ja uznalem za stosowne mowic o swoim chlopaku. Owszem niektorzy sie zdziwili, ale po chwili rozmowa toczyla sie dalej. A co ludzie mysla i gadaja za plecami – to juz mnie specjalnie nie interesuje.

  • Gerard91

    [Na marginesie]

    Co można powiedzieć na ten temat… taki świat. Nie zamierzam ocierać nikomu łez chusteczką. Fakt jest jednak taki, że nawet najgłośniej krzyczący ludzie z LGBT będą zawsze na równi z ekologami, masonami i innymi „grupami” społecznymi stricte niszowymi. Wszyscy wiemy, że jak się jest powiedzmy fanem death metalu i chce się zrobić karierę np. w polityce to trzeba z tego zrezygnować. Może i szlachetne jest dążenie do zmian społecznych, ale zawsze będą tacy ludzie, którzy zwyczajnie z tego zrezygnują, żeby – paradoksalnie – żyć bardziej komfortowo. Tak, ja reprezentuję tę grupę osób. Bo czasem trzeba być nieszczęśliwym, żeby inni byli szczęśliwi. Zresztą to jestem podwójnym outsiderem. Właściwie to czasem mam wrażenie że to tylko ja tak mam, że reszta widzi co innego, albo ewentualnie ma przywidzenia, omamy, bierze narkotyki… albo to ja leżę nieruchomy w tej łódce na środku ciemnego jeziora i płynę jak mnie prąd poniesie…




Skomentuj: stanisława Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa