Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel

1.Rozbuchany artyzm wytwornego dżentelmena

Bywa nieraz, że nazwisko laureata literackiego Nobla jest kompletnym zaskoczeniem; ba, mało kto o pisarzu słyszał, zwłaszcza poza granicami jego ojczyzny. Kto wcześniej znał nazwisko Wole Soyinki, Nigeryjczyka piszącego po angielsku (laureat w 1986 roku), a przecież to bardzo wybitny dramaturg, prozaik i poeta – jego porywającym (przynajmniej dla mnie) wierszem „A Telephone Conversation” zamęczam kolejne roczniki studentów. Kto wcześniej słyszał o odjazdowym performerze Dario Fo, kto słyszałby o Elfriede Jelinek, gdyby nie zachwycająca adaptacja jej „Pianistki”, kto – poza Polską – słyszał wcześniej o Miłoszu czy Szymborskiej (poza slawistami, rzecz jasna). I zdarza się także, że nagrodzony zostaje autor bardzo popularny – zbyt popularny, chciałoby się powiedzieć. Ba, autor nieomal „harlequinów”. Tak było w przypadku zapomnianej już dziś zupełnie Pearl Buck (laureatka w 1938), autorki licznych duszoszczipiaszczich powieści społecznych osadzonych w Chinach.

Bywa, że autor jest jednocześnie sławny, czytany na całym świecie i bardzo wybitny. Ale na nagrodę jakoś się nie załapał. Często waży tu akurat splot okoliczności, to, że autor jakoś nie trafia w polityczną potrzebę chwili (bo Noble literackie i pokojowe to nagrody bardzo polityczne), albo że z jakichś powodów nie leży sztokholmskim akademikom – bo, na przykład, prowokacyjnie obnosi się ze swoim katolicyzmem. Taki los spotkał Anglika Grahama Greene’a, pisarza naprawdę świetnego. Co roku go typowano, a tu nic. W końcu wziął i umarł. I jak tu nie mówić, że katolicy nie są prześladowani przez międzynarodowe liberalne lobby?

Ale – rzadko, co prawda – świat bywa sprawiedliwy. Tak się zdarzyło w tym roku, gdy nagrodę otrzymał pisarz wybitny, a zrazem bardzo popularny: Peruwiańczyk Mario Vargas Llosa. Kto nie czytał, bądź przynajmniej nie słyszał, o „Rozmowie w katedrze” (1969), przenikliwym studium południowoamerykańskiej dyktatury, czy o „Pantaleone i wizytantkach” (1973), prześmiesznej historii oficera, który zostaje alfonsem. Jego powieści i opowiadania – przesycone klimatami latynoskiego machismo i wybujałą erotyką analizy oporu i klęski człowieka w zetknięciu z przytłaczającą machiną politycznego systemu, jak i opresywną tradycją – to jednak przede wszystkim wspaniałe opowieści, po prostu wielka literatura.

Vargas Llosa to także uniwersytecki wykładowca i przez długie lata polityczny emigrant – w Paryżu i Londynie. W 1990 roku z ramienia partii liberalnej kandydował na urząd prezydenta Peru; przegrał tylko niewielką ilością głosów ze znanym politykiem peruwiańskim pochodzenia japońskiego Alberto Fujimori (później oskarżanym o różne nieprawości). To także podróżnik i obywatel świata. Był także i w Polsce; zdarzyło mi się uczestniczyć w spotkaniu z nim w redakcji „Literatury na Świecie”. Trochę mnie rozczarował ten stonowany, wytworny i uprzejmy dżentelmen w eleganckim garniturze. Nie miał w sobie nic z artystycznego rozbuchania swej prozy.

2.Wątki homo w obrazie złożoności świata

Uprzejmy autor nie mógł nie sprawić przyjemności czytającym go homikom; otóż w jego twórczości pojawiają się także wątki gejowskie. Nie, nie róbmy sobie nadziei, Vargas Llosa raczej nie ma skłonności homo, ale po prostu w swoim ujęciu złożoności świata nie może pominąć i tego wątku. (Podobnie jak nasz zamieszkały w Belgii rodak Marian Pankowski, autor „Rudolfa” – kiedyś na spotkaniu w „Krytyce Politycznej” zapytałem go wprost: „Obecnie uchodzi Pan w Polsce niemal za ikonę literatury gejowskiej – czy ma to jakiś związek z Pana osobistym doświadczeniem?”. Sędziwy pisarz, wyraźnie zakłopotany, wdał się długą eksplikację, że po prostu interesuje go całokształt ludzkiego doświadczenia). A w przełożonej i na polski „Historii Alejandra Mayty” (1984) Vargas Llosa stara się dotrzeć do prawdy o życiu i działalności uczestnika nieudanego powstania lewackiego w końcu lat pięćdziesiątych – coś na wzór rewolucji kubańskiej. Czy Alejandro Mayta nie zdecydował się na udział w powstaniu z powodu swej fascynacji młodym rewolucjonistą Vallejosem ? To powieść o niemożności dojścia do prawdy – o złożoności zarówno prawdy, jak i ludzkich motywacji. Z kolei w dopiero co napisanej „El sueno del Celta” („Sen Celta”) Vargas Llosa przedstawia losy irlandzkiego rewolucjonisty Rogera Casementa. Jako brytyjski dyplomata Casement przebywał w Kongo i w Peru – i, co było czymś bardzo odważnym w tamtej epoce, zwrócił publicznie uwagę na tragiczny los Afrykanów wykorzystywanych przez belgijskich kolonizatorów i na sytuację Indian pracujących w przemyśle gumowym na pograniczu Peru i Kolumbii. W 1916 roku Casement został stracony przez Brytyjczyków jako zdrajca – uczestniczył w przemycie broni dla bojowników o niepodległość Irlandii. Uważa się, że czynnikiem, który przeważył na jego niekorzyść i przyczynił się do wydania wyroku był jego homoseksualizm – w czasie procesu upubliczniono jego „Czarne dzienniki”, w których szczegółowo opisywał swoje seksualne relacje z młodymi mężczyznami. Owe drastyczne opisy były zapewne fantazją autora, który choćby w swej wyobraźni chciał doświadczyć tego, co według prawa uchodziło za przestępstwo. Ta powieść to kolejny utwór Vargasa Llosy zajmujący się problematyką niemożności dotarcia do „prawdy”.

Petycję o ułaskawienie Casementa podpisali, miedzy innymi, tak sławni twórcy jak Sir Arthur Conan Doyle, George Bernard Shaw czy W.B.Yeats. Ale na darmo. Francuski homoseksualista i wielki pisarz Jean Genet, kilkadziesiąt lat później, miał więcej szczęścia; prośba by go uwolnić (i uchronić przed dożywotnim zesłaniem do obozu karnego w Gujanie), podpisana przez wielkich francuskich twórców epoki, została jednak uwzględniona przez prezydenta Vincenta Auriola. Ale Casement przynajmniej mógł liczyć na poparcie kilku światłych umysłów; gdy natomiast dwie dekady wcześniej, w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, chciano sporządzić petycję o ułaskawienie Oscara Wilde’a, wszyscy wybitni pisarze Królestwa jak jeden mąż odmówili podpisów. Odmówił nawet Thomas Hardy, autor „Tess d’Ubervilles”, wielki „moralista”, taki angielski Żeromski.

A ja już ostrzę sobie zęby na „Sen Celta” – już wkrótce będzie w księgarniach – po hiszpańsku, polsku, angielsku, francusku, niemiecku. Także w Warszawie.

Mario Vargas Llosa – wielki pisarz, wielki, otwarty umysł. Bojownik o swobodę myślenia, swobodę życia w wolności. To naprawdę trafiona nagroda.

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

36 komentarzy do:Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel

  • AdamoW

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    no fajnie się Llosę czyta. Poprzednio pasował mi Pamuk, ale już nie Lessing. A rok temu to kto otrzymał? Co roku nagroda, że już się nie nadąża.

    w ogóle te nagrody nijak się mają do wartości książek. Czysty traf, tak jak z Nike…

  • Czytelnik

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    ja tego autora nie czytałem. Ale trzeba spróbowac, moze tego Aleksandra Maytę? Bo tej powiesci ostatniej to chyba jeszcze nie bedzie tak szybko. Czy ten Mayta jest do teraz nabycia?

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Ostrzę sobie zęby na „Sen Celta”. Roger Casement interesuje mnie jako postać historyczna i z wielką chęcią przeczytam powieść o nim ;) Swoją drogą, będzie to bodajże pierwsza przeczytana przeze mnie powieść żyjącego noblisty ;b

  • wit

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Nie rozumiem, dlaczego Autor artykułu pominął „Miasto i psy”? Wszak właśnie w tej powieści są sceny jawnie homoseksualne, wprawdzie wymuszone tematyką (rzecz dzieje się w szkole kadetów), ale jednak…

  • KZ

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Mea culpa! Dopiero post factum, jak juz wysłałem tekst, przypomniałem sobie o tej książce, która czytałem po angielsku w latach studenckich… Ta książka wywołała skandal.

  • marcin

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Ja uwielbiam „Pochwałę macochy”, pamiętacie tę scene na kibelku, gdzie autor opisuje w szczegółach przyjemność analną wynikającą z robienia kupy. Dla mnie to też jest takie „homoseksualne”, z uwagi na organ.
    Przepraszam z góry, wiem, że to obrzydliwie zabrzmiało, ale to głównie zapamiętam, i o dziwo – nie jest to opisane tak, by obrzydzało. Poza tym Llosa to Llosa, żadne noble nie umniejszą jego wartości:)

  • Mateusz

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Wielu znanych pisarzy opisywalo defekacje czyli robienie kupy… a nawet zatwardzenie (Szczygielski). A robienie kupy na przyklad William Wharton bardzo szczególowo, a takze Auster. itp. No i pisarze epoki średniowiecza

  • :)

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Zamówiłem sobie Pochwałę pierdzenia i ciekaw jestem, czemu to taka głośna książka. Czytaliście może?

  • :))

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    nie wiem czy głośna. za to z pewnością śmierdząca, hehe :D

  • Łysol

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Dno dla idiotów. Taki harleqin dla gejów tylko coś mało o gejach, nie wiem jak można coś takiego wychwalać i jeszcze dorabiać do tego ideologię. Autorowi tego paszkwilu widać aż zakola poleciały z wrażenia.

  • KZ

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Pochwała pierdzenia: ta książeczka to taki bibelot z XVIII wieku.Do nabycia w tych bardziej „literackich” księgarniach. Zabawna.

    no coż – ludzi zawsze kręciły sprawy seksu, jedzenia, wydalania… taka juz ludzka i w ogóle zwierzęca natura, nasze wspólne zwierzoczłeczeństwo…

  • Czytelnik2

    [Gej Noblista]

    Chcialbym, żeby kiedys dostał Nobla autor „gejowski” – moze Hollinghurst, moze Edmund White. No fakt, Gide dostal nagrode i był otwartym homo, podobnie liczył na nagrodę Iwaszkiewicz. Ale nie byli pisarzami gejowskimi przede wszystkim. Zeby ktos dostał nagrodę za pisarstwo o gejach czy lesbijkach…

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Mocno po czasie (acz lepiej późno niż wcale) przeczytałam w końcu „Sen Celta”. Chciałabym po krótce opisać swoje wrażenia, przepraszając jednocześnie, jeśli będą one raczej naiwne – książka była moim pierwszym spotkaniem z autorem, a i w stosunkach z literaturą ambitną mam, jak się wydaje, minimalne doświadczenie. Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, iż książka napisana została w konwencji literatury popularnej – być może to ze względu na tłumaczenie, ale styl pana Llosy przypominał mi bardziej Stephena Kinga niż Alberta Camusa. Spodziewałam się czegoś dużo trudniejszego w odbiorze. Bardzo też mi się podobało, iż autor skupił się przede wszystkim na wątku psychologicznym, próbując odtworzyć stany psychiczne pana Casementa. Ciekawiło mnie, ile miejsca autor poświęci na wątki związane z domniamanym homoseksualizmem głównego bohatera – początkowo myslałam, iż zostaną one, niczym w epoce edwardiańskiej, kompletnie pominięte, ale miło się zaskoczyłam. Ciszę się jednak, iż te motywy nie zdominowały akcji utworu. W najbliższym czasie chciałabym zapoznać się z resztą dorobku autora. Jeszcze raz przepraszam za „uczniowski” komentarz ^^

  • [Re:]

    Nie szkodzi, Soniu, jesteśmy już przyzwyczajeni… ;-)

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    A może by tak, zamiast komentować komentarze innych, napisaćkilka inteligentnych uwag dotyczących samej książki? ;-)

  • [Re:]

    Nie czytałem jeszcze. Ale znam inne książki Vargasa Llosy – największego z żyjących prozaików, a temat „Snu Celta” pozwala sądzić, że pisarz powraca tym dziełem do swoich najlepszych dokonań…

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Hmm, jeżeli pan Llosa rzeczywiście jest najwybitniejszym żyjącym prozaikiem (w tym temacie nie mogę się wybowiedzieć, bo dopiero zaczynam czytać „Rozmowę w Katedrze”), to „Sen Celta” należy uznać za znaczący spadek formy bądź też celowe obniżenie lotów, by dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Jest to powieść popularna, i to nie wybitna powieść popularna, ale po prostu dobra powieść popularna, pod względem doskonałości zdecydowanie ustępująca takim dziełom jak „Imię Róży” czy „Mistrz i Małgorzata” (dobrze, skupię się dalej na żyjących prozaikach). Zarówno pod względem formy, jak i treści, utwór przypomina mi najnowszą książkę Stephena Kinga, „1963″ – oczywiście, są bardzo duże różnice, jako że z jednej strony mamy psychologiczną powieść historyczną, a z drugiej science fiction, ale moim zdniem samo to nie wystarczy do znaczącego rozróżnienia jakościowego obu utworów – oba są dobrymi powieściami popularnymi.

  • [Re:]

    W takim razie ciekaw jestem Twojej opinii po „Rozmowie w ‚Katedrze’ „…

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Od czasu mojego ostatniego komentarza przeczytałam kilka powieści pana Llosy, napisanych w różnych okresach twórczości, co pozwoliło mi wyrobić sobie opinię na temat pisarza. Powinnam chyba napisać jednak „czytałam”, gdyż tylko część książek udało mi się przebrnąć do końca, gdyż podejmowana w nich przez autora tematyka zwyczajnie mnie nudziła, a inne walory książek nie zdołały mnie przy nich zatrzymać. Jeśli chodzi o samą „Rozmowę”, to, patrząc obiektywnie, jest to po prostu powieść słaba – wybrana przez autora forma sprawiła, iż jest ona niemal nieczytelna, gdyż poszczególne wątki są ze sobą zmieszne w sposób zupełnie przypadkowy, a nie raz nie byłam w stanie stwierdzić, do którego z nich należy dana sytuacja, natomiast sam pomysł przedstawienia szerokiej panoramy społecznej, chociaż starszy niż radio, jako taki był chwalebny, natomiast jego możliwe walory i wpływ na czytelników niweczy forma utworu. Jesli chodzi o późniejsze utwory, to spodobała mi się „Ciotka Julia i skryba”. Nie bardzo potrafię ocenić ich wartość literacką, gdyż na co dzień mam do czynienia z kompletnie innymi gatunkami, natomiast z pewnością mogę powiedzieć, iż utwory te nie należą do dzieł wybitnych – dobre, owszem, ale nic ponad to, a pan Llosa jest prawdopodobnie najlepszym pisarzem w historii Peru, lecz absolutnie nie jest najlepszym pisarzem na świecie. Czytając jego książki w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, co skłoniło szanowna komisję do przyznania mu nagrody, ale gdy przypomniałam sobie, iż kilka lat wcześniej literackiego Nobla dostała pani Jelinek, przestało mnie to dziwić. Prawdę mówiąc, nie zdziwi mnie też, gdyby za dziesięć czy dwadzieścia lat nagrodę odebrał komiksiarz…

  • d_biskupa

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    W dwa tygodnie przeczytałaś kilka książek?!? Niezła jesteś! Ja się nieraz z jedną męczę ponad rok.

  • [Re:]

    No tak, „Rozmowa…” jest słaba, bo nie połapałam się w jej polifoniczności…
    Już na podstawie wypowiedzi w innych wątkach zdążyłem się zorientować w poziomie oczytania (a także sposobach odczytywania i gimnazjalnego recenzowania) Sonisoni, więc ta opinia mnie specjalnie nie zaskoczyła…

  • [Re:]

    @d_biskupa:
    Kilka książek to ja czytam w kilka dni…

  • d_biskupa

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    No ale ty jesteś bezrobotny, a Sonia jest ambitną studentką.

  • Peter Pan

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    @d.biskupa

    A ty jesteś i bezrobotnY i z książkami się męczysz:((

  • d_biskupa

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Peter, ta twoja obsesja na punkcie mojego rodzaju robi się nudna. I gdzie ja niby pisałam, że jestem bezrobotna?

  • Peter Pan

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Obsesja?
    Raczej konsekwencja, którą gdzieś po drodze zagubiłEś i o której zapomniałEś;))
    To nieistotne czy pisałEś, że jesteś bezrobotnY. Czy Krzyś Zabłocki powiedział, że Cię chce? Nie powiedział. Ale nie powiesz mi, że to Cię przed czymkolwiek powstrzymuje;)
    Słowa, słowa, słowa … .

  • Peter Pan

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Jelinek jest niesamowicie mizoandryczna.
    Ma prawdziwą obsesję na punkcie męskiej seksualności, bliską drugiej fali w USA (penetracja to gwałt itp.). Poza tym opowiada też głupoty o sporcie. Żenujący był jej artykuł, w którym twierdziła, że kibicowanie swojej drużynie narodowej jest parafaszystowskie.

    ALE:
    jakkolwiek bardzo bym z ideologicznych powodów chciał, coś złego o niej powiedzieć, uważam, że pod względem pisarskim, jest niestety rewelacyjna, niemalże genialna.
    Jej wyczucie różnych dyskursów oraz umiejętność ich parodiowania są naprawdę mistrzowskie. U niej bardzo istotny jest język, który, jak sama słusznie mówi, „wypracowała”. Pod tym względem, można ją postawić w jednym rzędzie z Rothem czy Bernhardem, bo najlepiej kontynuuję tę filologiczną, wittgensteinowską tradycję austriackiej literatury.
    Wprawdzie nie będę tu atakował Sońki, ale uważam, że tak jednoznacznie napadając na Jelinek trochę się kompromituje:(

  • d_biskupa

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Konsekwentnie, jak cię zdenerwuję, piszesz o mnie w rodzaju męskim, a jak mnie akurat lubisz, to w żeńskim. To nie jest obsesja? Mi to rybka, ale mógłbyś się na coś zdecydować, jeśli naprawdę chcesz być konsekwentny.

    I owszem, pan Zabłocki nie powiedział jeszcze, że mnie chce. Gorąco jednak wierzę, że powie to w tym roku!

  • [Re:]

    @d_biskupa:
    Zdecydowanie więcej książek czytałem, gdy miałem pracę – dziwnym trafem, bezrobocie mi tu nie pomogło, ale od Świąt intensywnie nadrabiam (w tej chwili np. czytam 5 tytułów naraz)…
    @Peter Pan:
    Tradycyjnie muszę się z Tobą zgodzić – co do oceny stylu Jelinek. Choć z Austriaków to akurat osobiście najbardziej lubię Bernharda…

  • Peter Pan

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Dupa,
    po pierwsze ja Cię nigdy nie lubię;)
    A po drugie, zawsze piszę w rodzaju męskim.
    Albo Ci się coś pomyliło, albo to ja się kiedyś walnąłem, ale jeśli chodzi o moje intencje, to zawsze są takie same.

    Pan Zabłocki nie mówi Ci tak, bo się boi, że jesteś babą a jest, jakby to powiedział inny Krzysio, 100% gejem. Dlatego woli powspominać ujrzane 50 lat temu, w Londynie, tyłki (męskie!), niż się pakować w jakieś niepewne sytuacje. I kiedy ja go przekonuję, że nie ma się czego bać, gdyż Twój „rodzaj” jest odpowiedni, taka mnie jeszcze spotyka wdzięczność:((

  • Peter Pan

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    @ alex

    Ja też lubię Bernharda. Choć po przeczytaniu pięciu stron mam ochotę zrobić to, co pewien pułkownik ostatnio, tylko skuteczniej.

    Jesteś w stanie czytać 5 książek naraz? Ja tak nie umiem. Muszę się zawsze skoncentrować na jednej, góra dwóch.

  • [Re:]

    Czytanie kilku tytułów naraz dopiero od niedawna zacząłem praktykować. W przypadku powieści nadal wolę je przerabiać od razu, całościowo, jednak obecnie mam na podorędziu dzienniki, opracowania historyczne i literackie, więc dawkuję sobie po rozdziale, dwóch z każdej pozycji…

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    @ alexanderson
    „Rozmowa” jest wręcz idealnym przykładem nieudanego eksperymentu artystycznego. Powieści powstają po to, by przekazać myśl autora czytelnikom – jaki więc jest sens ich pisania, jeśli forma dzieła uniemożliwia jego odebranie? „Ulysses” Jamesa Joyce’a uchodzi za najtrudniejszą w odbiorze książkę, a mimo to jest bardziej czytelny niż „Rozmowa”. W żadnej z przeczytanych przeze mnie książek pana Llosy nie znalazłam elementów, które wskazywałyby, iż mam przed sobą pisarza wybitnego. Nie zamierzam kontynuować dyskusji, która zeszła do poziomu przytyk osobistych. I, aby nie brzmiało to tak gorzko, życzę panu znalezienia pracy w najbliższym czasie :-)
    @ Peter Pan
    W trakcie czytania książek zwracam uwagę wyłącznie na ich treść, natomiast na pozostałe aspekty tylko wtedy, gdy są wyjątkowo nietypowe (np. narracja w drugiej osobie lub łączenie elementów epiki i dramatu) lub przeszkadzają w odbiorze dzieła. Uważam, iż treść to podstawa, a reszta – ozdoby, które mogą dodać dziełu smaku lub je zepsuć.
    @ d. biskupa
    Mnie z kolei dziwią ludzie, którzy nie czytają przynajmniej dwóch książek na miesiąc…
    Wszystkim rozmówcom życzę szczęśliwego nowego roku – i tego, co się zaczął, i tego co się zacznie za tydzień (dla niewtajemniczonych – chińskiego) :-)

  • Soniasonia

    [Re: Mario Vargas Llosa – naprawdę trafiony Nobel ]

    Errata: zapomniałam o „Finnegans Wake”. Mea culpa ;-) Niemniej podtrzymuję fragment dotyczący porównania „Ulyssesa” oraz „Rozmowy w Katedrze”.

  • [Re:]

    @Soniasonia:
    Problem polega na tym, że własne subiektywne opinie (do których masz prawo) przedstawiasz uogólnionym tonem – np. sens „Rozmowy…” jest żaden, bo jest ona nieczytelna. Otóż tak się składa, że dla mnie wielopłaszczyznowa narracja tej powieści jest w pełni czytelna i spotkanie z nią pamiętam jako jedną z moich najwspanialszych przygód lekturowych. Co w przypadku czytanego wiele lat później „Ulissesa” dotyczyło już jedynie fragmentów. Treściowo zresztą dzieło Joyce’a jest dość błahą fabularnie grą z kulturowym archetypem, podczas gdy totalna powieść LLosy jedną z najprzenikliwszych analiz społeczeństwa w szponach dyktatury… No, ale nie ma co się kłócić o oceny książek… ;-)

  • mTV

    Jestem właśnie po lekturze „Marzenie Celta. Sięgnąłem po tą porządnie (twarda oprawa) i ładnie (przepiękna okładka) wydaną pozycję nie z ciekawości, ale z racji rangi, bo to książka noblisty. Nie znałem opisów ani opinii na jej temat. Mam dwa skrajne zdania na jej temat.
    Z jednej strony, o dziwo, książka nie zachwyca ani językiem ani stylem. Powiem szczerze czasem lektura wprost nuży.
    Z drugiej zaś strony jest niesamowita. Z bardzo wielu powodów. Po pierwsze z racji głównego bohatera. Jest nim postać autentyczna. Roger Casement. Ten bardzo przystojny (sprawdźcie) Irlandczyk pełnił funkcję dyplomaty w Kongo, Brazylii i Peru. Jego losy śledzimy dzięki mistrzowskiej opowieści Mario Vargas Llosy. Po drugie pewnie każdy powieść odczyta inaczej. Dlaczego? Otóż każdy zwróci większą uwagę na inny jej aspekt. Ja wysnułem z niej kilka:

    O problemie kolonializmu. Rozdźwięku pomiędzy pierwotnymi szlachetnymi założeniami a brutalną, bestialską wręcz realizacją – upokarzającą, wyzyskującą do granic możliwości i wyniszczającą ludność tubylczą.
    O patriotyzmie i nacjonalizmie. Czy aby na pewno dobrze i tak samo rozumiemy te pojęcia w różnych krajach i epokach?
    O tworzeniu historii. Mario Vargas Llosa po mistrzowsku wyłożył jak to z rozbieżności intencji a zdarzeń wyciąga się wnioski, które są później przedstawiane jako prawdy historyczne.
    O tym, że bez niego Joseph Conrad (nasz Józef Korzeniowski) nie napisałby „Jądra ciemności”.
    O religii. Ciekawe zwrócenie uwagi na tę sferę w sytuacji, gdzie zdaje się nie ma prawa czy sensu jej być.
    Na koniec o miłości, przyjaźni i seksualności. To one właśnie grają główną rolę w życiu bohatera. Bohatera, gdyż tak był on postrzegany i za to odznaczany. To one, jak w naszym życiu, są impulsem i motorem działań wielkich, ale czasem również przyczyną klęski. Niestety w przypadku Casementa przyczyniły się do jego uwięzienia i stracenia. Przyjaciele, nie rozumiejąc go i źle odbierając jego poczynania odwracają się od niego. Kochanek (tak, Roger jest homoseksualistą) okazuje się zdrajcą i go porzuca, i to wtedy kiedy był tak potrzebny. Opinia publiczna zaś jest zbulwersowana fotografiami i jego dziennikami osobistymi, w których precyzyjnie notował swoje przygody seksualne z młodymi chłopcami w egzotycznych krajach. Cóż, prawdziwych czy wyimaginowanych trudno powiedzieć. Po badaniach stwierdzono jednak autentyczność pamiętników. Przyczyniły się one ostatecznie do skazania go. Homoseksualizm wtedy był karalny.

    Książkę z całą pewnością każdy odczyta inaczej. Jednak nie sposób przy czytaniu nie dorastać i nie dojrzewać do „marzenia Celty”:„nic to, bym żył jeden tylko dzień i jedną noc, jeśli me czyny będą wspominane zawsze”.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa