Rewolucja dopiero się rozkręca…

Dwa słowa wyjaśnienia przed lekturą: tekst został napisany kilka miesięcy przed katastrofą „smoleńską”. Tytuł nie pochodzi z książki, nadałem go na potrzeby niniejszego „przedruku”. MT

Co słychać w Polsce?

Od momentu ogłoszenia, że w roku 2010 w Warszawie odbędzie się Euro Pride, stało się jasne, że w jakiś sposób będzie to rok przełomowy dla osób LGBTQ w Polsce. Niektórzy sądzili wręcz, że impreza tej rangi będzie objawieniem i automatycznie przyniesie gwarancję społecznej równości oraz ustawę o związkach partnerskich. Sama perspektywa przyjazdu kilkusettysięcznego tłumu z wciąż jeszcze pod tym względem mitycznej Europy Zachodniej, rodziła nieśmiałą nadzieję na wzmocnienie prądu równościowego w polskiej społeczności LGBTQ, ale także w społeczeństwie jako takim.

Takie wzmocnienie było i jest więcej niż pożądane. Polscy geje i lesbijki wciąż zmagają się z pokłosiem lat 2005-2007, kiedy w Polsce rządziła ksenofobiczna partia Prawo i Sprawiedliwość, która w imię czystości moralnej upolityczniła problem walki z homoseksualizmem. Osoby otwarcie homo- i ksenofobiczne nominowane były na ministrów, ale czemu się dziwić, skoro z kontrowersyjnych wypowiedzi, i to na międzynarodowym forum, zasłynęli nawet politycy najwyższych szczebli – premier i prezydent, prywatnie wywodzący się z jednej opcji politycznej bracia bliźniacy. Wykorzystując irracjonalny strach przed „utratą tożsamości narodowej”, związany z niewiele wcześniejszym przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, bazując na lękach ekonomicznych w imię patriotycznego zwarcia szeregów, ówczesnym rządzącym udało się obudzić demony nietolerancji i nacjonalizmu.

Wyrazem mentalnego zwrotu wstecz stał się stopień wpływów, jakie wtedy na życie polityczne zyskał ksiądz Tadeusz Rydzyk (Ojciec Dyrektor) i jego medialne imperium. Radio Maryja i Telewizja Trwam nigdy nie stroniły od tematów politycznych, na ich antenach propagowane są radykalne, ultrakonserwatywne poglądy: antykomunistyczne, ale i antyeuropejskie, ksenofobiczne i zachowawcze. I choć mówimy tu o „imperium”, to rzecz jasna w skali nieprzystającej do potęgi największych stacji radiowych czy telewizyjnych. Istotne pozostaje jednak, że to właśnie media Rydzyka od początków swojego istnienia najskuteczniej wychodzą ze swą ofertą do osób starszych, niezamożnych, nieodnajdujących się w szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Uosobieniem najwierniejszego słuchacza stacji stały się „moherowe berety” – zastępy starszych pań, nazwanych tak od charakterystycznego, wełnianego nakrycia głowy. Wielotysięczna rzesza, wykluczona z aktywnego życia społecznego i politycznego, zyskała w osobie Ojca Dyrektora życzliwego wsparcie, ale poczucie przynależności okupiła indoktrynacją – drenażem umysłów i kieszeni. Na ich naiwności radio zbudowało swoją potęgę – głównie z datków, na które szły ostatnie pieniądze emerytów, nietykalny Ojciec Dyrektor otworzył stację telewizyjną, szkołę medialną oraz wprowadził własną sieć komórkową.

Obecnie znaczenie polityczne ojca Rydzyka znacznie osłabło, jednak swego czasu, gdy bracia Kaczyńscy próbowali zyskać przychylność potencjalnych wyborców, politycy często ulegali argumentom Ojca Dyrektora. Zdarzało się, że odwracali się plecami nawet od mediów publicznych, by ruchy polityczne ogłaszać i objaśniać właśnie na antenie katolickiej. Na nieszczęście dla nich, sympatie Ojca Dyrektora okazały się bardzo zmienne, i już wkrótce i oni zaczęli być przez niego nazywani sprzedawczykami.

Jednak i bez jego pomocy idea tzw. IV Rzeczypospolitej (jak nazywali ją bracia Kaczyńscy) szybko sama się skompromitowała. Polacy, zmęczeni ciągłymi walkami politycznymi i społecznymi w końcu powiedzieli ksenofobom „do widzenia”. Do władzy dopuścili drugą z głównych partii, centroprawicową Platformę Obywatelską, z uładzonym Donaldem Tuskiem na czele, głoszącym oficjalnie „politykę miłości”. Niestety niekoniecznie i nie do końca dla osób homoseksualnych.

Podobnie jak większość polskiej sceny politycznej, także i PO (obecnie najliczniej reprezentowana w Sejmie) zalicza się do konserwatystów, którzy manifestują swoje przywiązanie do tak zwanych „chrześcijańskich wartości”. Najbardziej liberalna partia Sojusz Lewicy Demokratycznej pozostaje trzecią siłą w polskim parlamencie – praktycznie bez szans na wzrost notowań powyżej 15%. W tym układzie trudno o zmiany prawodawstwa korzystne dla osób LGBTQ, w tym – dla nas najważniejszą – ustawę o związkach partnerskich.

Jedno obecnym rządzącym oddać trzeba: nie ingerują w sprawy osób LGBTQ w żadnej kwestii. Nie pomagają, ale też szczególnie nie szkodzą. PO to partia wybitnie sondażowa, lawirująca między głosami opinii publicznej, meandrami rozmów z Brukselą i Waszyngtonem, a reakcjami wpływowych środowisk, na czele z Kościołem katolickim, który ma silną reprezentację wśród elit politycznych. W konsekwencji obok pobożności, nad Polską unosi się jednocześnie powszechny duch poprawności politycznej, stąd co bardziej kontrowersyjne wypowiedzi na temat mniejszości seksualnych są mimo wszystko rugowane.

Po homofobicznej nagonce rządów firmowanych przez braci Kaczyńskich, geje i lesbijki odetchnęli. Nikt nie straszy obozami pracy, pozbawieniem możliwości wykonywania zawodu nauczyciela czy innymi chorymi zakazami. Nie znaczy to, że homofobia zniknęła, bo ta ma się nadzwyczaj dobrze, ale też nie trafia oficjalnie na sztandary polityki rządowej. Nie brak jednak i takich, którzy sądzą, że paradoksalnie osłabia to ruch LGBTQ w Polsce. Jako naród, Polacy są bowiem najskuteczniejsi w działaniu przeciw czemuś, niż w imię czegoś, stąd brak tak wyrazistego przeciwnika, jakim niegdyś byli bracia Kaczyńscy, nieco tutejsze działaczostwo rozleniwia. A i tak nie jest zbyt liczne, szacunkowo poniżej grubo poniżej tysiąca – statystycznie niewiele, jak na spory kraj o 40 milionach mieszkańców.

Co ciekawe, spora część polskich gejów i lesbijek także popiera Platformę Obywatelską. Wynika to zapewne po części z niskiej świadomości politycznej i podatności na chwytliwe proliberalne hasła gospodarcze czy deklaracje okiełznania biurokratyzacji życia społecznego. Sukces PO w dużej mierze oparty jest na hipnotycznej mocy pełnych ciepła oczu lidera tej partii, premiera Donalda Tuska, zwłaszcza w porównaniu z konfrontatywnym i nienawistnym stylem bycia i rządzenia, jakie firmowały czasy PiS – głosowanie na PO nosi więc znamiona wyboru mniejszego zła. Nie brak też zwolenników małych kroków, sądzących, że i w kwestii LGBTQ uda się coś uzyskać tylko u wiodącego, w dodatku proeuropejskiego gracza politycznego.

Na taki odwrót wyborców homoseksualnych (i nie tylko ich) postkomunistyczna lewica – w teorii politycznie naturalny sojusznik mniejszości – solennie sobie zapracowała. Okres drugiej połowy lat 90., kiedy po liftingu znalazła się na kilka lat u władz, okazał się dla wielu rozczarowujący. Paradoksalnie wtedy właśnie, wobec braku jakiegokolwiek wsparcia ze strony polityków, ruch LGBTQ zwolnił tempa, upadały gejowskie czasopisma, i nastała stagnacja, przełamana dopiero zwarciem szeregów za czasów braci Kaczyńskich. Nic dziwnego, że wobec braku jakiegokolwiek przełożenia pozorowanych ruchów na rzecz LGBTQ ze strony starej lewicy, homoseksualni wyborcy niechętnie myślą o głosowaniu na nich po raz kolejny. A szukając po prawej stronie areny politycznej mniejszego zła, próbując unikać dziwaków i radykałów, zawsze ostatecznie trafiają na uładzoną i uśmiechniętą Platformę Obywatelską.

Taki układ polityczny krystalizował się przez całą poprzednią dekadę lat 90. XX wieku. Po obaleniu komunizmu i triumfie Solidarności w 1989 r., cechowała ofensywa dotychczasowej opozycji, która jednak – jak wtedy wszyscy Polacy – musiała dopiero nauczyć się zasad demokracji. Kolejne lata rządów prawicy znaczyły męczące spory wewnętrzne i tendencje autodestrukcyjne, które doprowadziły do tego, że nieco stęsknione za dawnym ładem i porządkiem społeczeństwo na kilka lat oddało władzę w ręce postkomunistów. Jednak i oni wkrótce podobnie się skompromitowali, i wahadło nastrojów politycznych znów wychyliło się w prawą stronę. W ostatecznym rozrachunku po pierwszej dekadzie demokratycznych rządów Polska skręciła ideologicznie w pro-kościelny konserwatyzm: niemal całkowicie zakazano aborcji, wprowadzono religię do szkół (i to mimo zebrania ponad miliona podpisów pod ustawą obywatelską), a nowa Konstytucja jasno zadeklarowała, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.

Wszystkie te wydarzenia nie pozostały bez wpływu na losy świeżo ukonstytuowanej społeczności LGBTQ. Pierwszy szok wolności i entuzjazm czasów przełomu sprawiły, że na początku lat 90. w różnych miastach powstały liczne organizacje, pojawiła się prasa branżowa (w najlepszych latach na rynku funkcjonowało kilka niepornograficznych tytułów prasowych gej-les na niezłym poziomie). Rozpoczęła się publiczna dyskusja na tematy w socjalizmie oficjalnie nieobecne, jak pornografia, homoseksualizm, AIDS, narkomania, bezrobocie czy prostytucja. Proces ten jednak później gwałtownie wyhamował, z czasopism pozostał tylko jeden tytuł, na demonstracjach (bo wtedy jeszcze przecież nie paradach) pojawiało się kilka osób w maskach, a życie gej-les nadal kwitło w prywatnych domach oraz klubach. Osiągnięciem epoki jawności było, że tym razem były to kluby jawne, dzięki czemu skini doskonale wiedzieli, gdzie przyjść, żeby przywalić pedałowi.

Nawet pojawienie się Internetu nie wywołało początkowo szczególnego ożywienia działalności społecznej organizacji czy konsolidacji środowiska LGBTQ. Zabrakło koordynacji, determinacji i poczucia przynależności środowiskowej, sieć stała się głównie dostarczycielką kontaktów towarzyskich i rozrywki. Do prawdziwego skoku świadomości trzeba było przeciwnika na miarę braci Kaczyńskich oraz sprzymierzeńca na miarę Unii Europejskiej. Dziś, w epoce społecznościowego Internetu kolejnej generacji, wobec postępującej liberalizacji społecznej oraz wymiany pokoleniowej (młodzi geje, nie pamiętający starych czasów nie mają kompleksów starszych kolegów), nie sposób zliczyć imprez kulturalnych i naukowych, pokazów filmowych, dyskusji, spektakli, wystaw, jakie każdego dnia odbywają się w wielu zakątkach Polski. Rośnie liczba publikacji LGBTQ oraz miejsc przychylnych gejom i lesbijkom.

Nie bez wpływu na obecne przyspieszenie pozostaje ogólna poprawa nastrojów społecznych, wynikająca nie tylko ze zmian u sterów państwowych. Gdy minął pierwszy strach po akcesji do UE w 2004 roku, spora część Polaków szybko poczuła się pełnoprawnymi obywatelami Europy. Kompleksy narodowe wyparła przedsiębiorczość, pracowitość i zaradność. Ponad milion osób szukało szczęścia w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, gdzie zostali docenieni przez pracodawców nie tylko jako tania siła robocza, lecz także jako osoby wykwalifikowane i pracowite. Polska gospodarka ruszyła z kopyta. Mimo sporych zaległości jeszcze z czasów socjalizmu, przed światowym kryzysem finansowym w 2009 roku, udało się osiągnąć stan, dzięki któremu polski system gospodarczo-finansowy, jako jeden z nielicznych, przetrwał rynkowe trzęsienie ziemi praktycznie nietknięty. Przeciwnie: w tym okresie Polska jako jedyny kraj w Europie odnotowała wzrost gospodarczy!

Kolejny silny impuls do przemian daje współorganizacja Piłkarskich Mistrzostw Euro 2012, m.in. trwają intensywne prace nad rozbudową i poprawą stanu infrastruktury drogowej i kolejowej, która wciąż pozostaje achillesową piętą Polski. Spodziewać się należy także rozbudowy bazy hotelowej oraz – podobnie jak to miało miejsce w przypadku tej samej imprezy organizowanej w Niemczech – większe mentalne otwarcie na świat i cudzoziemców, przynajmniej w dużych miastach. Polska coraz efektywniej korzysta też i pozyskuje środki na nowe inwestycje z funduszy Unii Europejskiej. Duch przedsiębiorczości kwitnie, złośliwi twierdzą nawet, że im mniej obecne władze ingerują w sektor prywatny, tym lepiej dla polskiej gospodarki.

Tymczasem w wymiarze ideologicznym walka wciąż trwa. Od dwóch lat jednym z naczelnych tematów społecznej debaty pozostaje przyzwolenie na stosowanie metody in vitro. Konserwatyści i hierarchowie Kościoła dążą do uniemożliwienia wykonywania sztucznego zapłodnienia, które cieszy się sporym poparciem opinii publicznej. Obok argumentów, że niszczenie zarodków ludzkich to aborcja, holokaust i wszelkie zło, dodatkowym powodem, dla którego postuluje się uniemożliwienie refundacji takiego zabiegu przez państwo jest obawa, że skorzystałyby z niej… lesbijki. Pośrednio miałoby to więc otworzyć osobom homoseksualnym drogę do posiadania własnych dzieci (zupełnie jakby i tak już ich nie mieli!). Należy się więc spodziewać, że nawet, jeśli dojdzie do przegłosowania w ustawy o dopuszczalności in vitro, to zapewne znajdzie się tam zapis wykluczający z dopuszczalnych zabiegów osoby homoseksualne.

Wśród samych zainteresowanych także brak jednomyślności w wizji działania. Wśród działaczy LGBTQ wyróżnić można trzy modele dyskursu emancypacyjnego: Pierwszy to strategia coming out – w myśl której tylko ujawnienie się w najbliższym otoczeniu jak największej ilości gejów i lesbijek przyczyni się do akceptacji osób homoseksualnych. Drugi koncentruje się na postulacie ustawy o związkach partnerskich. Trzeci zaś stanowi pokłosie recepcji akademickiej teorii queer w Polsce i wpływów amerykańskiej historii osób LGBTQ – najczęściej powielanych bezrefleksyjnie i bezmyślnie, bez uwzględnienia kontekstów tradycji i historii Polski. Jednak dzięki temu coraz więcej mówi się o osobach nie mieszczących się w kategorii „homoseksualista”, jak osoby transseksualne i transgenderowe.

Oczywiście te trzy modele krzyżują się ze sobą, łączą, oddziałują na siebie. Trwa nieustająca wewnętrzna dyskusja środowiska, a jej skutkiem jest zdrowy ferment ideologiczny i coraz liczniejsze, niezależne inicjatywy: wydarzenia lokalne o charakterze społecznym i kulturalnym. W 2009 roku nastąpił wysyp przedsięwzięć związanych z tematyką LGBT, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. To nie bez znaczenia, bo jeszcze do niedawna imprezy typu Gay Pride organizowały jedynie Warszawa, Kraków i Poznań – teraz marsze idą ulicami kilku kolejnych miast. Powoli przestają one dziwić, a parada warszawska nie wzbudza już nawet większego zainteresowania mediów.

Tymczasem osoby LGBTQ zyskują w wielu kwestiach nowych i coraz silniejszych sojuszników, choćby w rosnącym środowisku feministycznym. Na ostatniej Manifie – corocznej demonstracji kobiet z okazji 8 Marca – po raz pierwszy w takiej skali pojawiły się przedstawicielki związków zawodowych, reprezentantki zawodów sfeminizowanych: pielęgniarki, nauczycielki, kasjerki supermarketów. Przemawiały celebrytki, takie jak Jolanta Kwaśniewska, żona byłego prezydenta Polski. Warto pamiętać, że feminizm wciąż cieszy w polskim społeczeństwie negatywną opinią i często jest wyśmiewany, a nazwanie kogoś feministką w niektórych środowiskach jest traktowane jak obelga.

Z drugiej strony jednak opiniotwórczy kobiecy magazyn „Wysokie Obcasy” (dodatek największego dziennika w kraju „Gazety Wyborczej”), „Polką Roku 2009″ ogłosił Magdalenę Środę, uznawaną za jedną z najbardziej radykalnych feministek w kraju. Wielkim sukcesem 2009 roku stał się także Kongres Kobiet, na którym kilka tysięcy delegatek dyskutowało o sprawach społecznych i politycznych. Uczestniczyły w nim różne środowiska, często zantagonizowane – najlepszym przykładem udział dwóch Pierwszych Dam z przeciwnych stron barykady: Jolanty Kwaśniewskiej i Marii Kaczyńskiej.

Pokłosiem tego wydarzenia było zebranie 150 tys. podpisów pod społecznym projektem ustawy o kobiecych parytetach na listach wyborczych. O ile na początku Platforma Obywatelska przyklasnęła jego zapisom, teraz spuściła z tonu i przebąkuje o 30% reprezentacji. Kobiety – podobnie jak geje i lesbijki – często stają się bowiem tylko kwiatkiem do propagandowego kożucha, nad ich nieciekawym położeniem oraz problemami społecznymi politycy pochylają się zwykle w okresie kampanii wyborczej, po której zwykle na nowo o nich zapominają.

Środowiska związane z walką o prawa człowieka wzbogaciły się ostatnio także o reprezentację tzw. młodej lewicy, coraz liczniej skupionej wokół redakcji czasopisma „Krytyka Polityczna”. W Polsce lewica kojarzona dotąd była z komunizmem, największa partia lewicowa wciąż identyfikowana jest z dawnym ustrojem, a przy tym skompromitowana aferami sprzed kilku lat. Krytyka Polityczna odwołuje się do niekomunistycznej tradycji lewicowej z początków ruchów robotniczych oraz późniejszych myślicieli. To sprawiło, że stała się ważnym ogólnopolskim ruchem intelektualnym (otwierają się terenowe kluby KP w całym kraju), przeciwwagą dla konserwatystów i nacjonalistów, chwalonym i cenionym za ideowe podejście oraz wydawanie ambitnej literatury różnych koneksji.

W klubach Krytyki Politycznej często odbywają się spotkania, poruszające problemy osób LGBTQ, projekcje filmów, wystawy oraz inne akcje o tematyce gej-les. Na razie członkowie stowarzyszenia trzymają się z boku czynnej polityki, choć pośrednio oczywiście mają na nią wpływ, choćby przez obecność swoich liderów w mediach i w telewizyjnych programach publicystycznych. Konsolidacja młodej lewicy trwa, zdobywają oni popularność głównie w kręgach uniwersyteckich, ale można się spodziewać, że w ciągu kilku lat wkroczą do świata wielkiej polityki. Póki co zdobywają w Warszawie kolejne przyczółki, do których zaliczyć można otwarty w 2010 roku z wielką pompą klub o znamiennej nazwie Nowy Wspaniały Świat. Czy musimy dodawać, że bardzo popularny?

Mówimy tu o kilku latach zdobywania przyczółków, bowiem – niestety – polska ordynacja wyborcza jest tak zbudowana, że małe partie nie mogą otrzymywać dotacji z budżetu państwa, stąd nie mogą się tak prężnie rozwijać i prowadzić skutecznej kampanii wyborczej. Tracą na tym środowiska prorównościowe i ekologiczne, co najlepiej widać na przykładzie Zielonych – opcji politycznie silnie obecnej na Zachodzie, w Polsce bardziej widocznej na poziomie działań lokalnych i samorządowych.

Wszystko to napawa umiarkowanym optymizmem na przyszłość. Wprawdzie w nastawieniu społecznym nie zmieniło się chyba aż tak wiele od czasów akcji plakatowej „Niech nas zobaczą” z początku XXI wieku, która pokazywała pary jednopłciowe trzymające się za ręce, czym wywołała lawinę protestów i ataków obrońców moralności. Wciąż jeszcze stoimy na początku drogi do zrównania praw osób homoseksualnych z heteroseksualną większością. Porównując polską rzeczywistość do reszty Europy, a więc społeczeństw bardzo otwartych na inność, wypadamy rzecz jasna wciąż dość blado. Jednak jak na dwie dekady wolności dokonaliśmy sporo.

Tematyka LGBTQ coraz częściej przebija się do mediów i dyskursu publicznego. Wprawdzie wciąż jeszcze w kontekście sensacji i krzykliwego newsa, ale i w tym względzie coraz więcej się zmienia. Niektóre dzienniki nadal często nie potrafią odróżnić geja od zoofilia, jednak największy dziennik opiniotwórczy „Gazeta Wyborcza” zdecydowanie stoi po stronie osób homoseksualnych, podobnie jak najbardziej licząca się telewizyjna stacja komercyjna TVN.

Dokonały się pierwsze coming outy znanych osób publicznych, a najbardziej znana gejowska para celebrytów otrzymała w 2008 roku nagrodę „najpiękniejszej pary roku” od czytelniczek jednego z pism kobiecych. Transmisja z wręczenia nagrody w państwowej telewizji – wciąż pod władaniem partii rządzących – wzbudziła kontrowersje i konsekwencje służbowe, unaoczniając w pełni rozdźwięk między mentalnością polityków, skłonnością mediów do kreowania sensacji, a sondażami opinii publicznej, które zwykle niezmiennie pokazują deklarowaną niechęć społeczeństwa do osób homoseksualnych.

To jednak homofobia deklarowana. Agnieszka Graff, ceniona intelektualistka i feministka, napisała w jednej z książek, że Polacy wcale nie są tak konserwatywni, za jakich uważają ich politycy i elity. To wyobrażenie o sobie jest powielane do tego stopnia, że sami w to uwierzyliśmy. Tymczasem warto się czasem przełamać, by przekonać się, że Graff ma rację: liczne przykłady są dowodem na to, że osoby homoseksualne, które zaryzykowały coming out, rzadko żałują swojej decyzji i potwierdzają raczej pozytywną reakcję otoczenia. Na pewno łatwiej jest w Warszawie, choć coraz liczniejsze przykłady z mniejszych miast potwierdzają zachodzące w społeczeństwie zmiany i konsolidację osób LGBT.

Wciąż mamy sporo do nadrobienia na wielu poziomach, jest jednak kilka czynników, które sprzyjają przyspieszeniu zmian. Wiele z nich już tu wspomniano: przynależność do Unii, dostępność mediów i niezależnych informacji, ale przede wszystkim dokonująca się zmiana pokoleniowa. Do głosu dochodzą geje i lesbijki nieskażeni obrazem wcześniejszych realiów, i choć społeczeństwo nie do końca nadąża, wydaje się, że największa zmiana dokonuje się w mentalności samych gejów i lesbijek, którzy raz pojawiwszy się w publicznej przestrzeni i dyskursie, nie dają się już z nich z powrotem wypchnąć w społeczny niebyt. To właśnie przypadki jednostkowej obrony własnej godności trafiają przed sądy i trybunały, a po korzystnych wyrokach – na prasowe nagłówki.

Trzymajcie więc za nas kciuki, bo rewolucja dopiero się rozkręca.

QueerWarsaw
Autorzy: Krzysztof Tomasik, Krzysztof Zabłocki, Marcin Pietras, Marcin Teodorczyk, Michał Minałto, Wojciech Szot, Yga Kostrzewa
Zdjęcia: Radosław Cetra
Tłumaczenie: Marcin Łakomski

Wydawnictwo: Abiekt.pl, Stowarzyszenie Lambda-Warszawa, Stowarzyszenie Otwarte Forum,
Miejsce wydania: Warszawa
Tytuł oryginalny: HomoWarszawa. Przewodnik kulturalno-historyczny
Wydawca oryginalny: Abiekt.pl
Rok wydania oryginału: 2009
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-9269683-4
Wydanie: I

Cena z okładki: 45 zł – więc informacji

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

5 komentarzy do:Rewolucja dopiero się rozkręca…

  • Jakbyco

    [Re: Rewolucja dopiero się rozkręca...]

    Za długi tekst i wojowniczym komentatorom nie chce się chyba czytać ;) . Ja mogę tylko napisać, że świetna analiza – bardzo obszerna, ale całościowa? Tylko nie rozumiem, czy tekst poszedł po polsku w wersji angielskiej książki?

  • G

    [Re: Rewolucja dopiero się rozkręca...]

    Fragment dotyczący Krytyki Politycznej uważam za bardzo przesadzony – Panowie z tej witryny uprawiają śmiem powiedzieć pod płaszczykiem lewicowości, otwartości i tolerancji coś co przypomina bardzo dialektykę leninowsko – stalinowska. Zainteresowanych odsyłam do felietonu pana Tomasza Piątka pt: „Nadmiar szczęścia od tortur”, a zwłaszcza do postów zamieszczonych pod tekstem…do myślenia daje kuriozalne uzasadnienie KP usunięcie jednego z komentarzy.
    Z mojej strony mogę dodać jedno – jako osobie żyjącej otwarcie, również nie wierzącej coraz bardziej przeszkadza specyficzny język nienawiści jaki uprawia część działaczy z tzw ruchu LGTB, czy tzw. środowiska jak i samej KP. Może jest to znak czasów, w których koniecznie należy opowiadać się po jakiejś ze stron, najlepiej skrajnej – i nie posiadać własnego zdania – wszak najlepiej wyrażą je inni – uprawnieni i posiadający jedyny monopol na prawdę „reprezentanci”.

  • vito222222

    [Re: Rewolucja dopiero się rozkręca...]

    polityka gardzę. ale zgodzę się, że najlepszą metodą na zmiany na lepsze w sprawie homo jest coming out. dlatego nasi wrogowie chcieli nas uciszyć, róbcie w domu po kryjomu ale niech o was nie będzie słychać, to nam najbardziej zaszkodziłoby. nasze miejsce w społeczeństwie właśnie zależy od tego, abyśmy żyli zgodnie ze sobą i byli z siebie dumni. ja na tym polu mam duże zasługi w tworzeniu pozytywnego wizerunku homo-)))




Skomentuj: Jakbyco Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa