„Planeta samych chłopców” – czytelniczy zawód sezonu

„Planeta samych chłopców” to spojrzenie bohatera, wielkomiejskiego geja z klasy średniej (choć nie wiadomo, czym się zajmuje), pięknego i komplementowanego, który poza regularnym uprawianiem seksu, próbuje także autopsychoanalizy. Jego obserwacje dotyczą środowiska homiczego w Pradze czy w Berlinie, tego poznanego w seksklubach, a także relacji międzyludzkich w bogatej palecie typów osobowościowych, głównie homoseksualnych.

Faceci są w książce wszechobecni, zazwyczaj w roli przedmiotu do wyruchania czy kompanów do wspólnego zażywania dragów. Gdyż nie ma lekko – trzeba obijać się od ściany do ściany – rzeczywistość wokół wielkomiejskiego geja jest iście przytłaczająca, że nie można tylko czerpać radości z uprawiania seksu bez „Coelhowskich” refleksji o świecie. Nie ma podmiotowych relacji, jest tylko wymiana towarów, a gdy opuszcza się gejowski klub, bohaterowi towarzyszy nazbyt przewidywalny kac moralny, który jest ceną za udany seks i spełnienie. Coś za coś. Walutą za tę wymianę towarową są gorzkie refleksje – to sprawia, że w tej świetnie zapowiadającej się prozie zagościła taniocha i stereotypy. Gej (przynajmniej ten intelektualista wielkomiejski) nie może się pieprzyć bez poczucia, że rozpada się mu świat. A potem, po seksie, nie może funkcjonować bez histerycznych prób ogarnięcia rzeczywistości, także za pomocą narkotyków. Wiadomo, że „apokaliptyczna” proza ma zawsze lepsze notowania u krytyków, a próby „uniwersalizowania” fabularnej rzeczywistości sprawiają, że książka może przetrwać próbę czasów – co cechuje twórczość zwaną „wybitną”, a więc trzeba do uniwersalizacji dążyć…

Zresztą, taka maniera jest dla mnie z góry podejrzana. By nie być gołosłownym – mamy oto finał książki, iście hamletowski, zacznijmy więc od niego:

Przypomniał mi się Berlin.
Hala fabryczna pełna homoseksualnych facetów. Kilka tysięcy półnagich mężczyzn w skórze, lateksie, z łysymi głowami.
Przy wejściu dostają prezerwatywę i idą. Czuję się, jakbym dostawał manierkę albo jakby golili nam głowy na łyso: następny!

Tak, tak – to już blisko – by nie owijać w bawełnę, zaraz dostaniecie „właściwą” metaforą po głowie (krytycy już pewnie zacierają ręce w podnieceniu), zatem ciąg dalszy:

Albo jak w obozie koncentracyjnym, kiedy wydawali mydło.
Kiedy temu całemu wydarzeniu przyglądałem się z oddali, pomyślałem, że tak właśnie wygląda apokalipsa. Albo piekło.
W holu, gdzie były szatnie, przy całkowitym oświetleniu i obecności mnóstwa ludzi, na jednej z ławek trzy łyse pały zwijały się w seksualnych konwulsjach.
Jeden siedział, drugi był na niego nasadzony, a trzeci starał się do niego dostać na stojąco.

Chwila przerwy na oddech, gdyż nieuchronnie zmierzamy do być albo nie być:

Czy ja w ogóle wiedziałem, kim jestem, a kim nie jestem?
Doszedłem do wniosku, że nawet Zorka (przyjaciółka – przyp. MT) mnie nie zna.
Ponieważ człowiek ze swoimi krzywdami zostaje zawsze sam.
I wszystko, co się w jego życiu stanie potem, jest już w większym lub mniejszym stopniu ich następstwem (s. 133-134).

Dość już pastwienia się. Są wakacje, papcio Paulo Coelho jest w każdej księgarni i na metry, więc starczy tego straszaka, wypada napisać teraz, co w tej książce mnie zachwyciło i dlatego, z tego miejsca niniejszych rozważań, jednak zachęcam do jej lektury.

Po pierwsze – sceny męskiego seksu. Są naprawdę znakomite. Autor w stylistyce porwanych sekwencji odsłania kawał dobrego warsztatu. Świetne spostrzeżenia i niewymuszony, także zapewne dzięki tłumaczowi, zwięzły i oszczędny język, sprawiają, że opisy te działają na wyobraźnię. Nawet opis zachowań fetyszysty (lizanie adików) jest szalenie wiarygodny, a atmosfera duchoty darkroomowej działa na wyobraźnię. Niewątpliwie to najlepsze prozatorskie opisy aktów seksualnych, jakie czytałem od lat. Chapeau bas! A przy tym seks staje się ważnym „narzędziem” do analiz – ujawnia relacje między bohaterami i okazuje się, że poza nim gejów niewiele łączy – to bardzo ciekawy trop w tych opowieściach. Miotanie się między poszukiwaniem bliskości, która może realizować się poprzez przypadkowy seks. W zasadzie w książce mało jest miłości, dużo zaś pragnienia miłości albo wspomnienia miłości już zakończonych bądź niezrealizowanych. To również interesująca kwestia.

Po drugie – gejowska wielkomiejska aglomeracja, czyli tytułowa planeta chłopców, to nierozpoznany w literaturze polskiej teren, tak więc powitajmy przestrzeń prasko-berlińską (i w jednym wątku londyńską). Z perspektywy socjologicznej, dla niewtajemniczonych, to dobrze skonstruowana materia badawcza, zza której ujawnia się podmiotowość bohatera, który z kolei staje się przewodnikiem dla czytelnika po „planecie samych chłopców”. To też wiele mówi o kondycji wielkomiejskiej gejów – zwłaszcza opisy klubów berlińskich, kiedy to zrodziła się mieszczańska kultura branżowa, po czym utrwaliła się z tymi samymi naleciałościami, przeciwko której wyrosła. Spójrzcie na zachodnich gejów, zwłaszcza na przypakowanych i pieczołowicie zadbanych zamożnych czterdziestolatków. Są piękni, napakowani, ale jakby sklonowani, jeden podobny do drugiego: te same marki bielizny, dżinsów i butów, byle nie odstawać. Inną kwestią także poruszającą jest prostytucja młodych gejów jako zjawisko dość powszechne i stały element kultury seksualnej wielkomiejskich homików – w książce często pada kwota „czterdziestu euro”…

Próbka sceny darkroomowej, a właściwie opis jednego typu z darkroomowej „komedii ludzkiej” (na pewno skądś to znacie…):

Miałem rację. Był kompletną ciotą. Zdecydowałem się lizać mu dupę, ale w sposób, w jaki mi ją nadstawił i jaki miał przy tym wyraz twarzy, w ogóle mnie o męskim seksie nie przekonywał. Dupę miał dobrze rozjechaną, wszedłby tam nawet masz okrętu. Nie męski, ale od razu marynarski seks.
Założyłem spodnie.
-Już kończysz?
Nie odpowiadam. Wkurzył mnie.
- Pójdziemy do mnie? Mam tam beherovkę.
- Wiesz co, odłóżmy to na kiedy indziej.
Usiadłem przy barze.
Zapity znów przypłynął.
- No co ty? Nie zrobisz laski?
Nic nie mówię.
- Jak będziesz chciał zrobić laseczkę, powiedz. Nawet tutaj. Dla mnie to bez różnicy (s. 24).

Po trzecie – jest to opowieść o homoseksualnym pożądaniu męskiego ciała, nieujarzmionym, dzikim, zwalniającym hamulce rozumu. To także słabo rozpoznany temat literacki. Zaryzykuję zatem kolejnego bon mota z tego „strumienia świadomości”:

Pociąg seksualny to okropna rzecz. W związku z nim cały czas czegoś szukasz, gdzieś się miotasz. Wszystkim chodzi tylko o ruchanie. O, miłości powierzchowna. Mógłbym ją rozdawać.
Gdyby człowiek w to wierzył, pomyślałby, że świat jest piękny (s. 75).

Im dłużej myślę o „Planecie samych chłopców”, tym większe mam poczucie irytacji. Dlatego też z trzech wymienionych wyżej powodów polecam tę książkę, gdyż jest to dobra proza, która otwiera mnóstwo szuflad i pól do refleksji, a przy tym sprawia przyjemność, gdy mowa w niej o męskim seksie. Jednak wstawki moralizatorskie, komentatorskie, bon moty, kilkuzdaniowe metafory i w ogóle narracja złożona z krótkich niespójnych sekwencji sprawiają, że ciekawość opisywanego świata zmienia się w zażenowanie czytelnika wynikające z płytkich i przewidywalnych rozważań bohatera. Skoro lubi i sprawia mu to przyjemność, niech więc się pieprzy, bez ględzenia o tym, jak to świat jest dookoła niedobry. Albo niech wyprowadzi się na wieś…

Fragment książki można przeczytać tutaj

1. Adam Georgiev, Planeta samych chłopców
Przekład: Karol Furmański
Okładka: miękka
Liczba stronic: 144
ISBN 978-83-61006-90-9
Seria Literacka, t. 8
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Miejsce i data wydania: Warszawa 2010
Cena: 24,90 zł

Więcej informacji: www.krytykapolityczna.pl

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.

27 komentarzy do:„Planeta samych chłopców” – czytelniczy zawód sezonu

  • Maximus

    [Re: ]

    Ja mam podobne odczucia, nieźle się zapowiadało i do końca dobrze się czyta, ale… A przy okazji nasz czołowy pisarz-pornograf (ten od d… na okładce) mógłby się sporo nauczyć od Georgieva.

  • KZ

    [Beherovka]

    Beherovka – polska żoładkowa; ciekawe, że w Pradze mi smakowała, a w Polsce, czy nawet w Berlinie mniej. W Polsce najlepsza jest żółądkowa, w Niemczech Jaegermeister, a w Budapeszczie Unicum. Dlaczego najlepiej smakuja trunki lokalne? Podobnie Guinness – w Londynie powala, a w PL nie…

    Praga: Beherovkę kupi się za psi grosz na kazdym rogu. Więc to chyba słaba zachęta na seks… :-) Ale skoro w Pradze tak dobrze smakuje…

    Klub Pinokio w Pradze – ogromna hala, tłumy starszych Niemców i młodych czeskich chłpców… i jeszcze parę innych – pamietam sprzed lat…

    Czesi nawet za komuny byli w sprawach seksu tolerancyjni…

  • Marcin

    [Re: ]

    Trudno komentować, gdy nie czytało się książki, ale na pewno po nią sięgnę. Czeska literatura bije na głowę polską, ale tak genialnej książki jak „Lubiewo” to chyba nie mają:)

  • KZ

    [Re: ]

    ja tez siegne po te ksiazke, choc obawiam sie, ze jest zbyt doslowna, zbyt wprost – a na dodatek z domieszka filozofii spod znaku wujka Dobra Rada Coelho :-)

  • d.biskupa

    [Re: ]

    Najwyraźniej nazbyt pobieżnie czytam teksty na homikach, bo po lekturze powyższej recenzji jestem mocno zdezorientowana. Najpierw Teodorczyk bezlitośnie rozprawia się z autorem, przyrównując go do Coelho (trudno sobie wyobrazić gorszą zniewagę), by potem radośnie przyznać, że sceny seksu są świetnie napisane. Ja może mam zbyt totalne podejście do literatury, ale nie mieści mi się po prostu w głowie, że ktoś, kto „pisze Coelhem”, może równocześnie mieć warsztat stylistyczny na poziomie. Nawet, jeśli ograniczymy się do stylistyki scen erotycznych (a w zasadzie porno). Albo ktoś jest grafomanem, albo nie. Zresztą dostępne cytaty, i te refleksyjne i te darkroomowe, sugerują, że w tym wypadku mamy ewidentnie do czynienia z grafomanem.

    I jeszcze, by pozostać przy zachwycie recenzenta dla opisu scen „męskiego” seksu (na marginesie, wyjątkowo drażni mnie nazywanie seksu gejowskiego „męskim”), wypadałoby uściślić, że chodzi tu o szczegółowe opisy szczególnych praktyk (lizanie adików, tudzież nieznajomej, acz rozjechanej dupy). Mamy już XXI wiek, mimo utyskiwań Michaśki emancypacja postępuje i seks „męski” niekoniecznie musi się nierozerwalnie łączyć z „atmosferą duchoty darkroomowej”.

  • d.biskupa

    [Re: ]

    Mam nadzieję, że osoba podpisująca się KZ, mimo inicjałów nie jest naszym naczelnym anglistą portalowym. Krzysio Z. na pewno nie pomyliłby Londynu z Dublinem. Zwłaszcza w kontekście Guinnessa… :)

  • KZ

    [Re: ]

    alez tak, to ja… :-) Guiness tak samo nalezy do Lądka, jak i do Dublina, moja Droga D… Dublin jest nudny, dlatego zdecydowanie wole pic Guinnessa w Londyniszczu… A Ty co lubisz, moja Droga D…, pewnie jakies dobre mszalne…?

  • wit

    [Re: ]

    Nie rozumiem, dlaczego seksu, w którym uczestniczą dwaj mężczyźni nie można nazwać „męskim”?…
    Chyba, że mamy w głowie potoczne schematy, że czujący do siebie pociąg faceci są „niepełnowartościowi” albo „zniewieściali”?
    A to by się starożytni Spartanie i Tebańczycy zdziwili…

  • Soniasonia

    [Re: ]

    @wit
    „Seks męski” nie musi oznaczać od razu stosunku homoseksualnego. W zasadzie, jedyne, co można z pewnością stwierdzić z tego określenia, to to, że w stosunku uczestniczy co najmniej jeden mężczyzna (de facto może to być stosunek heteroseksualny albo nawet heteroseksualna orgia). Ponadto stwierdzenie to sugeruje, przynajmniej, jeśli chodzi o mnie, szczególny rodzaj seksu – ostry, nastawiony na orgazm mężczyzny, pomijający relacje między uczestnikami (w przeciwieństwie do ewentualnego „seksu żeńskiego”).

  • misza

    [Re: ]

    ale G…O!
    kolejne po wypocinach szczygielskiego…

  • d.biskupa

    [Re: ]

    Coś jest na rzeczy, Wit. Krytyczna wzmianka o „męskim seksie” od razu przywołała ci na myśl z jednej strony Spartę, z drugiej zniewieścienie itd. Sam więc widzisz, jak trudno uciec od „potocznych schematów”. A jeśli seks dwóch mężczyzn jest taki „męski”, to jaki jest seks mężczyzny z kobietą? Mniej męski. Zatem gejowski seks grupowy to gejzer męskości, a lesbijki to już zupełne dno–jak zawsze.

    Określenie „męski seks” niesie ze sobą pewne konotacje, o których wspomniała Sonia. To także coś, czego często szukają konkretni goście spoza środowiska i bez fotki na fellow. Jak ktoś boi się „seksu gejowskiego”, a chce być precyzyjny, może niech mówi o seksie męsko-męskim? Choć to brzmi strasznie…

  • krzsz1986@tlen.pl

    [Re: ]

    Ale macie problem. ;)
    Seks męski po prostu lepiej brzmi od seksu gejowskiego, a uprawia się go dokładnie tak samo. Na temat seksu lesbijskiego nie mam nic do powiedzenia, ale podejrzewam, że w niektórych przypadkach też może być odrobinę męski. )

  • Facet

    [Re: ]

    Seks męski w znaczeniu między facetami, a nie jako kryterium wartościowania, dla mnie to jasne, nie wiem co złego jest w słowie „męski”, że tak jednostronnie się na to patrzy, ja wiem, że istnieją teorie o tym, że geje to nie są mężczyźni, bo nie pożądają kobiet – to na płaszczyźnie teoretycznej jest możliwe do udowodnienia, ale wielu z nas jednak za facetów się uważa. Myślę, że brak pewności siebie gejów sprawia, że w seks ogłoszeniach muszą się dowartościowywać przymiotnikiem „męski”, w opozycji do „zniewieściały”, dla mnie to po prostu głupie i wynikające z kompleksów, by dodać sobie męskości, jakby bycie gejem było niemęskie?? Kolejny temat do dyskusji, ale zdecydowanie społeczno-kulturowej, a nie zawężenia do lingwistycznej, bo konetekst w tej recenzji jest akurat jasny.

  • wit

    [Re: ]

    >Facet
    Dzięki za wsparcie, miałem właśnie odpowiedzieć w tym duchu :)

  • d.biskupa

    [Re: ]

    Ja też mogę podziękować Facetowi. Być może nie potrafiłam dostatecznie jasno wyrazić tego, co Facet pisze w tym fragmencie:

    „Myślę, że brak pewności siebie gejów sprawia, że w seks ogłoszeniach muszą się dowartościowywać przymiotnikiem „męski”, w opozycji do „zniewieściały”, dla mnie to po prostu głupie i wynikające z kompleksów, by dodać sobie męskości, jakby bycie gejem było niemęskie??”

    Tak więc cieszę się, że się wszyscy zgadzamy. Dodam jeszcze, że choć drażni mnie używanie określenia „męski seks”, jak i wielu innych klisz ogłoszeniowych, nie oskarżam bynajmniej autora recenzji o bycie konkretem spoza środowiska. To tak na wszelki wypadek, jakby ktoś nie zauważył, że nie to było właściwym przedmiotem mojego pierwszego komentarza.

  • miszka

    [Re: ]

    bla, bla bla,
    bla, bla bla,
    bla, bla, bla…

  • Rchcz

    [Re: ]

    1 ‚konkret _z poza_ srodowiska’ O BOZE TO JA!!! ;)

    2 ksiazka ma wszystkie czeskie wady- brak polotu, doslownosc, ciezkostrawnosc,zle ukrywane obludne samozoadowolenie .

  • :P

    [Re: ]

    ta książka jest dziwna. albo się tak radośnie i sugestywnie pisze o ruchaniu, albo w tonie koelio-potwora marudzi, że whatever ju du, pain is with you. no kurde.
    :)
    a mariuszowi szczygłowi się podoba, ciekawe czsemu :D guilty pleasure w pradze :)

  • Tomasz

    [Re: ]

    Jak zwykle, najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy książki nie czytali. Stąd bezsensowna dyskusja o „męskim seksie” zamiast merytorycznej oceny powieści. Tymczasem, wbrew pokrętnej recenzji Teodorczyka, „Planeta samych chłopców” jest przede wszystkin mądrym i głębokim studium psychologicznym, dalekim od tandety i trywialności naszych rodzimych „Berków”.

  • Soniasonia

    [Re: ]

    To może jeszcze dodam coś, o czym zapomniałam napisać poprzednio. Nie lubię powieści, w których wśród głównych bohaterów nie ma co najmniej kilku kobiet. Nawet, gdy jest to powieść opowiadająca o homoseksualnych mężczyznach. A kobieca połowa świata co, wyparowała? Dla mnie to czysta mizogynia.

  • Rchcz

    [Re: ]

    tomasz- absurd, berek to gowno, tlumacz jednak bunczucznie opowiadal w wywiadach,ze witkowski przy georgievie to ‚humoreski dla heterykow’ itd …. tymczasem czech choc utalentowany, dziela nie sworzyl, to porzadne pisanie ale bez przesady- tam to moglo zrobic wrazenie ale my mamy dziesiatki lepszych mlodych pisarzy …

    sonia sonia- to co, w kazdej powiesci musi byc parytek kazdej grupy, bo inaczej sie obrazamy???

  • Fan

    [Świetna książeczka.]

    Ale w tej książce drugą główną bohaterką jest dziewczyna, Zorka, ludzie czytajcie zanim napiszecie!
    Książka ma plot wyjątkowy, cała składa się z polotu.
    Jest to naprawdę fajna rzecz, dająca do myślenia. Berek jest literaturą rozrywkową a to jest literatura faktu (autor mówił w czeskiem wywaiadzie, ze wszstko to przeżył i widzial) wzbogacona o myśl poetycką.

  • vito222222

    [Re: ]

    nie czytalm ksiazek typu fikcja i do tyego nastawionych na wywolanie podniecenia sexualnego. jesli chce tego – lepszy jest pornol.

  • 58 facets

    [Re: ]

    You’re right my Corleone, reading in general is a waste of time and is so… gay.
    http://9gag.com/photo/6420_540.jpg

  • vito222222

    [Re: ]

    riding nie jest lejst of tajm, ale mozna robic riding szmelcu lub czegos wartosciowego, tak smao jak mozna jesc makdonalda albo dania filipinskie.
    dla mnnie fikcja nie jest interesujaca i tyle. dlatego odrzucam ksiazki typu ktos sobie wymyslil cos i ja mam to czytac. czytanie takich ksiazek to nie tylko dla nie strata czasu ale cos nie do przejscia – jak sex z baba-))
    ale inni na pewno lubia fikcje i nie deprecjonuje ich. po prostu jestesmy rozni i to jest warte pielegnowania-))

  • buźka

    [Re: ]

    Rozumiem, że vito czyta wyłącznie reportaże oraz książki popularno-naukowe, hmm? :b

  • [Re: ]

    Mnie książka bardzo się podobała. Nie drażniły mnie ” wstawki moralizatorskie „. Powiem, ze bez nich ” Planeta małych chłopców” byłaby dla mnie tylko kolejna opowieścią o przygodach seksualnych, tym razem w świecie prasko-berlińskim.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa