O braku jedności w różnorodności

Kilka dni temu, grupa osób zaangażowanych w działalność na rzecz lesbijek, gejów i innych osób nieheteroseksualnych, w odpowiedzi na happening organizatorów EuroPride pod wdzięcznym tytułem „Rzuć jajkiem w pedała po raz ostatni”, wystosowała otwarty list, sprzeciwiając się odwoływaniu do przemocy i nieprzemyślanej prowokacji w celu promocji warszawskiej parady.

Za to najdalej tydzień temu, kilka miesięcy po stworzeniu przez Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich założeń projektu ustawy wprowadzającej możliwość zawierania rejestrowanych związków przez pary jednopłciowe i deklaracji SLD, że wprowadzi ją pod obrady Sejmu, powstał kolejny pomysł. Konkretny projekt, zgłoszony został przez grupę osób związanych z portalem LGBTQ Homiki.pl i wysłany do tej samej partii, w której, jak wieść gminna niesie, po intensywnej łapance będącej skutkiem śmierci Izabeli Jarugi – Nowackiej, wreszcie wyznaczona została osoba do przedstawienia go na forum komisji sejmowej.

Z wieści zagranicznych: w Marsylii odbyły się dwie imprezy gay pride, bo organizatorzy mieli różne pomysły na to, jaki parada powinna mieć kształt i przekaz. A podczas berlińskiego Christopher Street Day, Judith Butler, autorka głośnej książki Gender Trouble, odmówiła przyjęcia nagrody od organizatorów, tłumacząc, że byłoby to jednoznaczne ze zgodą na dyskryminujące tendencje wobec imigrantów i rasizm wśród gejów i lesbijek, od którego CSD się jasno nie odcina. Oraz z uwagi na zbyt komercyjny charakter całej imprezy, rozmywający cele organizowania tego typu imprez. Butler ostatecznie uznała, że nagroda za „odwagę cywilną” w kontekście berlińskiej parady nie należy się jej, lecz ludziom skupionym w małych formalnych i nieformalnych berlińskich grupach dostrzegających wykluczenia i dyskryminację na wielu poziomach identyfikacji tożsamościowej.

Tam, gdzie pojawiają się podobne do powyższych newsy, fora toną pod stertami rwanych z głów komentatorów włosów, krzyczących o tym, jak niestrategiczne jest pokazywanie braku jedności w działaniach i poglądach gejów i lesbijek, bądź po prostu kwitujących takie doniesienia krótkim: „Głupie cioty znowu się kłócą”.

Smutne, ale prawdziwe: nawet sami geje i lesbijki widzący potrzebę jakiegokolwiek działania na rzecz swoich praw, często uważają, że ich homoseksualność, przynajmniej w sferze publicznej, powinna być ukazywana jako tożsamość, w najbardziej esencjalnym tego słowa znaczeniu, determinująca poglądy polityczne, styl życia, cele i pragnienia, zawsze jednakowe dla osób o tej orientacji seksualnej, aby przypadkiem nie urazić uczuć moralnych, religijnych czy estetycznych wyobrażonej większości społeczeństwa, bo to na pewno „nam” zaszkodzi. Przeświadczenie o tym, że tak jest łatwiej coś „ugrać” w działalności antydyskryminacyjnej i walce o równouprawnienie, jest tak powszechne, że trudno jest, nawet racjonalnymi argumentami i działaniami w przestrzeni publicznej posługującymi się odmienną strategią, zachęcić do refleksji nad skutecznością i sensownością budowania wyidealizowanego wizerunku osoby homoseksualnej na potrzeby polityczne. Demaskowanie zgubnego wpływu działań inspirowanych przede wszystkim teorią queer stało się ostatnio popularnym zajęciem publicystycznym osób niezadowolonych z efektów prawie dwudziestoletnich starań o bardziej tolerancyjne społeczeństwo i równościowe ustawodawstwo w Polsce. Taka strategia byłaby uprawniona, gdyby rzeczywiście w naszym kraju panował niepodzielnie przez ten czas zróżnicowany i wrażliwy na wszelkie wykluczenia dyskurs w aktywizmie LGBT. Nie jest tak jednak, że queer studies opanowały uniwersytety, a działacze i działaczki ruchu uprawiają politykę destabilizacji znaczeń kulturowych i są wrażliwi na wszelkie formy wykluczeń: seksualne, płciowe, rasowe, etniczne, ekonomiczne, wiekowe i inne. Mamy w Polsce kilka miejsc na uczelniach wyższych, gdzie można znaleźć pracownika naukowego zajmującego się badaniami queer, kilka publikacji z tej dyscypliny (w odróżnieniu od niezwykle bogatej literatury np. anglojęzycznej na ten temat), ze dwa pisma internetowe i kilka – głównie nieformalnych – grupek aktywistów wskazujących na teorię queer jako inspirację swoich działań, i tyle.

Prawdą jest, że w ciągu ostatnich dwóch dekad nastąpiły pewne pozytywne zmiany w sytuacji społecznej osób nieheteroseksualnych. Nie udało się wprawdzie osiągnąć żadnych zmian w prawie, jednak istotna poprawa dokonała się w świadomości społecznej, co wykazują choćby najnowsze badania CBOS-u. Wskaźniki jej stanu są bardziej subtelne, są nimi: odbiór działań organizacji pozarządowych zajmujących się kwestiami LGBT w przestrzeniach miejskich i kulturalnych, ilość wydarzeń skupiających społeczność oraz osoby heteroseksualne zainteresowane tematem nieheteroseksualności. Przyczyn tych zmian i ich charakteru (głównie pozytywnej reorientacji indywidualnych postaw, a co za tym idzie powiększania się przestrzeni kulturowej przyjaznej osobom nieheteroseksualnym) należy szukać w rosnącej społecznej akceptacji dla różnorodności postaw i stylów życia. Polacy i Polki mają kontakt z kulturą zachodnią nie tylko przez media, ale także bezpośrednio – gdy wyjeżdżają, pracują w krajach zachodniej Europy, obserwując tam m.in. sposób funkcjonowania społeczności LGBT. Wszystko to skutkuje większą otwartością. Na ile są to efekty dotychczasowych działań ruchu w jego dotychczas najbardziej widocznej tożsamościowej retoryce? Zapewne w takim samym stopniu przysłużyły się one do ich osiągnięcia, jak bardzo wiele różnych czynników. Czy jednak nie pora na działania mniej zmonopolizowane przez jeden rodzaj praktyki emancypacyjnej, wynoszącej na sztandary białego i młodego homoseksualnego mężczyznę z klasy średniej? Może zatem czas rozszerzyć arsenał środków i strategii?

Z doświadczeń zachodnich ruchów na rzecz praw LGBT wiemy, że to już jest maksimum tego, co można uzyskać za pomocą dotychczasowej logiki działania. Być może kilka lat temu, kiedy odbywała się akcja „Niech nas zobaczą”, posługująca się właśnie tym rodzajem asymilacyjnego dyskursu, taka strategia była słuszna (czego dowodem mogą być chociażby reakcje na tę kampanię, która nie była przecież w żadnym stopniu prowokacyjna). Jednak teraz, po latach manifestowania swojej obecności w przestrzeni publicznej i obrony prawa do mówienia o seksualności (która dopiero teraz – być może ze właśnie ze względu na pojawienie się bardziej „odważnych” działań – zaczyna być traktowana jako kwestia polityczna, choć taką była zawsze), pora zwrócić się po narzędzia emancypacyjne, które w obecnej sytuacji może już zapewnić tylko polityka „przyznania się” do różnorodności, w której nie będzie miejsca na zakłamywanie rzeczywistości, rzekomo mające pomóc wkupieniu się w łaski opinii publicznej. Polityka, która nie zakłada porzucenia posługiwania się kategoriami geja, lesbijki, biseksualności (tak mało obecnej do tej pory w dyskursie organizacji i portali LGBT) i transpłciowości, ale dostrzega zróżnicowanie ekspresji, pragnień i sposobów „uwikłań” w wiele innych aspektów tych tożsamości.

Po pierwsze, należy uświadomić sobie, że nie da się stworzyć długofalowej, spójnej strategii działania – doświadczenia ruchu LGBTQ w Polsce, którego przedstawiciele (należący do różnych organizacji i grup nieformalnych) próbowali spotykać się na tzw. Okrągłym Stole organizacji LGBTQ pokazują, że nie ma możliwości wypracowania nawet wspólnych dla wszystkich osób nieheteroseksualnych postulatów, a co dopiero wspólnej drogi osiągania celów. Właśnie dlatego ważniejsze od skupiania się na tym, aby przekaz był jednorodny, jest skupienie się na wypromowaniu tych działań, które posługują się wielogłosem organizacji, grup, jednostek. Czytelniczkom i czytelnikom myślącym, że możliwe jest redukowanie ilości grup i organizacji odpowiadamy od razu: zapraszamy do działania i przekonania się. Sojusze i współpraca są możliwe i potrzebne, ale ujednolicanie perspektyw myślenia i sposobów działania w ramach wszystkich stowarzyszeń, fundacji i grup nieformalnych ruchu LGBTQ to utopia.

Dwa lata temu po raz pierwszy odbył się w Krakowie festiwal Queerowy Maj, który jest przykładem bardzo udanej, zarówno medialnie jak i merytorycznie, próby wkluczania maksymalnie wielu perspektyw do dyskursu o seksualności. Okazało się, że wcale nie trzeba próbować „przepchnąć” postulatów gejów i lesbijek, specjalnie uciszając inne ekspresje płciowe i seksualne, np. biseksualność, aseksualność czy transpłciowość. Mówienie o innych tożsamościach nie jest powodem klęski działań emancypacyjnych – tak jak świat jest złożony, tak złożona jest ludzka seksualność, którą należy opowiedzieć w sposób jak najmniej zamykający w dwubiegunowości, która, jak wiemy, po latach badań i dyskusji, dwubiegunowa nie jest.

Jednocześnie doświadczenie Queerowego Maja pokazuje, że tę opowieść i wielogłos można ukazać w atrakcyjnej i zrozumiałej dla odbiorcy formie. Okazało się, że strach przed tym, że ciemny lud nie kupi słowa queer, udaje się w Krakowie przełamać. Queer, jako maksymalnie wkluczający dla wszystkich ekspresji termin, queer jako strategia wielogłosu i wreszcie – queer jako świadomość, że nie ma czegoś takiego jak model domkniętej, jednoznacznej tożsamości – to świadomy wybór organizatorów i organizatorek festiwalu, którzy uczynili go swoim narzędziem emancypacji. Mamy świadomość, że wśród „zwykłych ludzi” może on być niezrozumiały, że wymaga zainteresowania się, o czym mówi i dlaczego został użyty – jest to jednak normalna praktyka demokratyczna: zarówno o swoich, jak i dla nas obcych, problemach musimy najpierw posiąść pewną wiedzę, aby je rozpoznać i wyartykułować. To, aby przekaz festiwalu Queerowy Maj i krakowskiego Marszu Równości był komunikatywny przyświecało jego organizatorkom i organizatorom na każdym etapie jego tworzenia i działania.

Po drugie, nie ma czegoś takiego jak „grupa docelowa”, do której mielibyśmy się zwracać. Zwracamy się najczęściej o uwagę, akceptację społeczną, równość w przestrzeni publicznej. Założenie, że pewne działania mają szansę dotrzeć do szerszej grupy osób tylko dzięki prostocie języka czy strategii są z gruntu błędne, bo np. osoby deklarujące się jako heteroseksualne, o których akceptację najczęściej trzeba zabiegać, nie są jednorodną masą – są wśród nich ludzie różnych poglądów, zawodów, doświadczeń – do jednych możemy trafić happeningiem ulicznym, do innych dyskusją panelową, książką czy filmem… Do jednych prostym językiem, do innych – dzięki posługiwaniu się dyskursem akademickim ukazującym złożoność pewnych problemów. Dlatego wielość strategii daje większe szanse do trafienia pod strzechy, niż jakiś jeden, odgórny, spójny, przez co spłycający sposób na aktywność publiczną. Uważamy też, że ten zróżnicowany wielogłos pozwala też trafiać do obojętnych dotąd na działania ruchu osób nieheteroseksualnych, ale to temat na odrębny tekst.

Po trzecie, trzeba wiedzieć, że realia działania na rzecz praw człowieka w NGO, to wieczna walka z brakiem funduszy, trudnościami instytucjonalnymi, a przede wszystkim – brakiem zapału do pracy. I wynika on nie tylko ze zwykłego „nie widzę sensu” czy „nie chce mi się”. Jednym z największych problemów jest brak uczucia partycypacji. Postulowana przez wielu komentatorów strategia wyboru wspólnego sposobu działania i zajmowania się „najpierw gejami i lesbijkami”, oczywiście tymi monogamicznymi, w długoletnich związkach, jako najbardziej skutecznym sposobem na zrozumiałość przekazu, zyskanie sympatii mediów, polityków i opinii publicznej, przyczynia się do tego, że ruch LGBTQ jest jeszcze mniej reprezentacyjny, uczucie partycypacji w działaniach i tego, że robi się to również dla siebie, jest coraz słabsze. W sytuacji, kiedy przy organizacji dużych imprez pracuje czasem po kilka, maksymalnie kilkanaście osób, szaleństwem jest postulowanie jeszcze większego zawężania tej grupy.

Nasz postulat jest więc następujący: zamiast walczyć z różnorodnością we własnych szeregach i uparcie podejmować próby wypracowania wspólnego języka, perspektywy, strategii i innych wspólności, ruch na rzecz praw osób nieheteroseksualnych, musi zrobić z niej swój atut. Jak? Po prostu dostrzegając i szanując swoją różnorodność.

Aleksandra Sowa – współorganizatorka i rzeczniczka prasowa festiwalu Queerowy Maj i Marszu Równości w Krakowie, koordynatorka KPH Kraków, ciotka – aktywistka, wierząca i praktykująca queer oraz wcielająca w życie swoje teoretyczne dywagacje – ostatnio głównie te dotyczące poszukiwania znaczeń i opisywania doświadczeń biseksualności.

Piotr Wójtowicz – współorganizator festiwalu Queerowy Maj i Marszu Równości w Krakowie, współpracownik KPH Kraków oraz innych przedsięwzięć z zakresu polityki gender/queer, interesuje się studiami kulturowymi, historią społeczną, postkolonializmem i wierzy w rozwój Madonna Studies: http://en.wikipedia.org/wiki/Madonna_Studies.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Sowa

Aleksandra Sowa

Dziennikarka i publicystka. Współorganizatorka i rzeczniczka prasowa festiwalu Queerowy Maj i Marszu Równości w Krakowie. Świeża teatromanka i od zawsze nałogowa czytelniczka. Do niedawna związana z Kampanią Przeciw Homofobii, wcześniej – z Krytyką Polityczną i partią Zieloni 2004.

zdjęcie Piotr Wójtowicz

Piotr Wójtowicz

autor dodany w procesie porządkowania tabeli autorów (ID ref. 603)

23 komentarzy do:O braku jedności w różnorodności

  • Turnebus

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Ciekawy manifest, ale trochę brakuje w nim konkretów i odniesień do skrzeczącej rzeczywistości. Ogólne hasła, deklaracje, postulaty, ok, ale jak to pielęgnowanie wielogłosu ma wyglądać, by nie kończyło się jak ostatnio dziwnymi sytuacjami w TVN Warszawa? W jaki sposób skutecznie osiągnąć komunikatywność? Przyświecanie swoją drogą, liczy się efekt – żeby nie kończyło się mówieniem jedynie do tych, którzy mają już określoną wiedzę i świadomość, czyli własnie chowem wsobnym. Czy postulat rezygnacji z „grupy docelowej” doprowadzi do skutecznego zróżnicowania dyskursu, czy też do zupełnego ignorowania kontekstów społecznych? Czy postulaty te mają szansę zaistnieć tam, gdzie wiedza o odmienności jest niewielka lub żadna i trzeba uprawiac edukacyjną orkę na ugorze? Poza tym „lata manifestowania swojej obecności w przestrzeni publicznej” to głównie rzeczywistość kilku największych miast – czy punkt wyjścia nie jest tutaj za wąski?

  • KaFor

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    różnorodność, RÓWNOŚĆ – ok; praktyka – skrzypiąca, gdy LGBTQ w Polsce spychana jest na margines głównego nurtu życia społecznego to absolutnie nie czas na queer w Polsce (w praktyce – to poprostu nie do wprowadzenia dziś tu i teraz)

    wg mnie asymilacja – rozumiana (przeze mnie) w tym momencie jako EMANCYPACJA jest wciaż drogą właściwą – najskuteczniejszą – by z marginesu przejśc do mainstrimu

    jako intelektualna formacja queer jest rewelacyjną perspektywą;

    w praktyce zmiany społecznej droga, którą przeszły (i przechodzą dalej) kobiety i osoby niebiałe jest tą, która i dla nas jest drogą skuteczną, najbardziej pożądaną

    nie wiem czego chcą osoby niemonogamiczne dla siebie od PAŃSTWA, wiem czego potrzebują osoby transseksualne od państwa, wiem czego pragnę od państwa ja, jako osoba monogamiczna: UMOŻLIWIENIA FORMALIZACJI SWEGO ZWIĄZKU!

    Wiem, że ten ostatni postulat JEST do osiągnięcia w Polsce, jednoczesnie niczego on nikomu nie odbiera

    rozważania, które nie zawierają żadnych konkretów, nie odnoszą się do praktyki życia codziennego są jałową dyskusją, która opóźnia DZIAŁANIA w kierunku tego co jest możliwe do przeprowadzenia tu i teraz

    namawiam do przyłaczenia się do działań, które przyniosą konkretne zmiany społeczne w naszym kraju, do wyjścia z akademickich okowów – choć na chwilę – aby wesprzeć swych głosem, koncepcją, pracą rąk i umysłów, to co najważniejsze teraz! – związki formalne w Polsce: dla tych monogamicznych zwiazków – jak mój, nasze

    ta zmiana pozwoli na dalsze – PRAKTYCZNE – kroki na rzecz lgbt

  • marcin

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    W tekście brakuje mi pazura, jakiegoś punktu, do którego mógłbym się przyczepić, co oczywiście nie jest żadnym przewinieniem:). Hmmmm, podoba mi się zwłaszcza akapit zaczynający się od zdania:

    „Po drugie, nie ma czegoś takiego jak „grupa docelowa”, do której mielibyśmy się zwracać”.

    Potakuje zatem i już się nie odzywam.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Podobnie jak KaFor nie wiem, czego chcą niemonogamiczne osoby nieheteroseksualne od Państwa. Myślę, że należy im się tyle samo, ile otrzymują obecnie niemonogamiczne osoby heteroseksualne. Oczywiście nie otwieram buzi ze zdziwienia :) bo tego właśnie spodziewałem się, zwłaszcza po autorce tekstu, która przecież coś tam już tworzyła na homikach.

    Mimo wspomnianego braku zdziwienia chętnie usłyszę czy raczej przeczytam, czego chcą niemonogamiczne osoby nieheteroseksualne.

  • hahaha

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    „niemonogamiczne osoby nieheteroseksualne” – coś pięknego, brawo ten pan! proponuję jeszcze bardziej „naukowo”…

  • hahaha

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    PS. a pan to niemonogamiczny czy może przeciwne?

  • Zen

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    zawarcie związku czy małżeństwa nie świadczy o monogamii, tu chodzi o zabezpieczenia prawne, ja bym takich kryteriów w ogóle nie używał, bo to leży w gestii samych zainteresowanych, a nie chcę by ktoś zaglądał mi do sypialni. Ok, wiem, że istnieje obowiązek wierności, tyle, że jest to bardzo archaiczne, no, ale wykorzystywane podczas np. rozwodu.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @ Zen
    Hm, nie do końca zgodzę się z tym, że istnieje obowiązek wierności. W małżeństwie owszem i rzeczywiście na ogół ludzie mają takie oczekiwania, ale przecież pod stołem można dogadać się dowolnie, a poza tym nikt nikomu nie każe zawierać związku małżeńskiego. ;)

  • czytelniczka

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @ krzsz1986@o2.pl
    Myślę, że warto byłoby zagłębić się w kodeks rodzinno opiekuńczy, bo chyba jest tam zapis o obowiązku wierności.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    OK, a gdzie mowa o obowiązku zawierania związków małżeńskich czy jakichkolwiek innych?

  • Piotr Oczko

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Kochana Olu, Kochany Piotrusiu,
    Właśnie przeczytałem Waszą polemikę. I jestem w kropce. Bo Wasz tekst to napisany bardzo pięknymi słowami manifest, ale brak w nim KONKRETÓW, określonych strategii (= praktyki emancypacyjnej), z którymi można by dyskutować. Widzę tylko IDEĘ poszerzania spektrum o „tożsamości”, ale jako to robić – już nie.

    Wasze emancypacyjne „poszerzanie spektrum” dalej zresztą wydaje mi się paradoksalnie wciąż nastawione na chów wsobny, ukierunkowane na takiego właśnie, wspomnianego przez Was metaforycznego „białego i młodego homoseksualnego mężczyznę z klasy średniej”, czyli na wykształconych, bywałych w świecie i posiadających minimum „queerowej wiedzy” lesbijki i gejów. Ale już nie na całe rzesze mniej świadomych członkiń i członków naszej społeczności, a już tym bardziej nie na zwykłych zjadaczy chleba: panią ze sklepu, woźnego ze szkoły, radnych z Myszykiszek Dolnych.

    Piszecie też, że queer: „wśród „zwykłych ludzi” może być niezrozumiały, że wymaga zainteresowania się, o czym mówi i dlaczego został użyty – jest to jednak normalna praktyka demokratyczna: zarówno o swoich, jak i dla nas obcych, problemach musimy najpierw posiąść pewną wiedzę, aby je rozpoznać i wyartykułować”.

    Otóż obawiam się, że ci „zwykli ludzie” nigdy nie będą się chcieli zdobyć na wysiłek zdobycia wiedzy na ten temat. Jedyną opcją (jak sądzę) jest podanie im wiedzy w formie przystępnej i możliwej do zaakceptowania przez nich (na tym etapie świadomości społecznej). I wątpię, czy akurat queer do nich przemówi.

    Uczestnikami spotkań organizowanych w ramach „Queerowego maja” byli w 90% mówiący do siebie samych (!) członkinie i członkowie krakowskiej społeczności LGBT – czy to nie jest czasem marnowanie potencjału emancypacyjnego i… pieniędzy?

    Moim skromnym zdaniem, jeszcze nie czas na „rozszerzanie arsenału środków i strategii” w Polsce, w której np.
    – nie było rewolucji seksualnej
    – nie dokonała się jeszcze pełna emancypacja kobiet
    – opresja Kościoła Katolickiego jest wciąż aż za bardzo widoczna
    – w lewicowym (!!!) klubie poselskim trzeba organizować łapankę na osobę, która przedstawi projekt ustawy o Związkach partnerskich.

    Wątpię, że w takiej sytuacji „rozszerzanie arsenału środków” ma jakikolwiek sens. Nie żyjemy w Holandii. Powtarzam: dopiero część społeczeństwa przestawiła się u nas z „pedała” na geja”. Ba, prawie połowa polskiego społeczeństwa dalej uważa, że powinno się zabronić seksu pomiędzy ludźmi tej samej płci!!!!

    Czy to nie skłania raczej do mozolnej, niewdzięcznej pracy u podstaw?
    Całuję Was
    Pe.

  • piotrwojtowicz

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Piotrusiu drogi,
    nasz tekst odnosi się głownie do problemu reprezentacyjności działań i dostrzegania różnorodności, myślę, że to nie jest sprzeczne z pracą u podstaw rozumianą jako prowadzenie również wielu działań uświadamiających na różnych poziomach komunikatywności… Twoje spostrzeżenia o polskiej rzeczywistości są słuszne, ale trzeba też dobitnie wskazywać na te kwestie, bo inaczej dalej będziemy tkwić w tych wszystkich opresjach.

    Ten tekst jest wyrazem naszej strategii, która jest konkretna: postulujemy otwarcie się na różnorodność i zróżnicowanie. Tyle i aż tyle, więc tak do końca to nie jest polemika z Twoim tekstem, ale rodzaj włączenia się w większą dyskusję o queerowości aktywizmu w Polsce.

    Uściski,
    PW

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    A można by tak w ramach przykładu, konkretnie, nawet w punktach napisać, o jaką różnorodność chodzi?

  • piotrwojtowicz

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    O taką, która nie zamyka się w poprawnym, konserwatywnym obrazie społeczności i osób LGBT. O taką, która nie próbuje reprezentować wszystkich osób nieheteroseksulanych pokazując/pisząc zasadniczo tylko o problemach młodych, dobrze sytuowanych gejów, czasem lesbijek. O taką, która podchodzi z szacunkiem do innych perspektyw i sposobów myślenia o aktywizmie LGBT(Q)… Takie myślenie jest, ale mogłoby być więcej.

    PW

  • Twoje imię 11

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @Piotr Oczko
    „Powtarzam: dopiero część społeczeństwa przestawiła się u nas z „pedała” na geja”. Ba, prawie połowa polskiego społeczeństwa dalej uważa, że powinno się zabronić seksu pomiędzy ludźmi tej samej płci!!!!” – może jakieś stosowne dane statystyczne poprosimy? bo coś zalatuje mi to histerią…

    „Całuję Was
    Pe.” – a to na pewno skłania do myślenia, że każdy powinien zacząc pracę od podstaw od… samego siebie.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @ piotrwojtowicz

    Dziękuję za odpowiedź. Z tego co napisałeś konkretnie wynika jeden postulat:

    1. Rozszerzenie pola widzenia na osoby LGBT w różnym wieku i o różnym statusie społecznym i materialnym.

    W miarę możliwości poproszę jeszcze o rozszyfrowanie sformułowań „inne perspektywy i sposoby myślenia o aktywizmie LGBT” oraz „konserwatywny obraz społeczności i osób LGBT”. Nie czepiam się oczywiście tych sformułowań, ale dobrze by było, gdyby zostały przerobione na konkretne postulaty, przykłady postulatów w stylu powyższego (nr 1). Wtedy mielibyśmy konkret, czarno na białym i bez trudu każdy mógłby stwierdzić, czy jest za, czy przeciw. :)

  • Piotr Oczko

    []

    Tu są dane:
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Homoseksualny-seks-Jedna-trzecia-Polakow-chce-zakazu,wid,12444451,wiadomosc.html?ticaid=1a841

    Dwa miesiące temu Gazeta Wyborcza podała sondaz, w którym za zakazem seksu pomiędzy osobami tej samej płci było czterdzieści kilka (!) procent respondentów (prawie połowa), niestety, nie mogę znaleźć teraz linka w internecie.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Wierzę na słowo.

  • Twoje imię 11

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Gazeta Wyborcza… sorry, ale to nie jest obiektywne źródło. W ogóle te sondaże są robione zwykle „na zlecenie”, ciekawe czyje tym razem?..

  • brueckowiec

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    Hola, hola, Olu i Piotrze, piszecie o bi, homo, trans… a gdzie inne prefiksy, co??!! Gdzie podziali się aseksualiści, panseksualiści, interseksualiści, poliseksualiści, gdzie są auto-? Uproszczenie zbioru łatką semantycznie rozmytego kłir jest bardzo dyskryminujące i uniemożliwia ukonstytuowanie w dyksursie publicznym idei różnorodności!!!! Protestuję, szanowne Państwo. Jedno wielkie PIERDU PIERDU. Takie imponderabilia możecie sobie… wiecie. Mamy cel jeden i na nim się na razie skupmy: WPROWADZENIE ZWIĄZKU PARTNERSKIEGO DO USTAWODAWSTWA. Jedno i różnopłciowego. Serwowanie społeczeństwu masy kłir jest błędne. Bo o co nam kur chodzi? Chcemy skłirować kraj nadwiślany czy co? Cel jest jeden – związek. Sorry, może to nie będzie przykład political correctness, ale uwikłanie w działania aktywistyczne np. osób trans jest ryzykowne, bo nawet w branży jest sporo osób, które uznają crossdressing za rzecz totalnie pogiętą. Co dopiero osoby heteronormatywne. Nawet moi liberalni znajomi i rodzeństwo, którzy wiedzą o mojej orientacji i popierają ideę związków, uważają zjawisko trans za dziwactwo. Jak mamy przekonać rzeszę obywateli (vel polityków) do naszych SKROMNYCH rządań, jeżeli komplikujemy nasz „PR-owy przekaz”. Nie mam nic do osób trans, sam mam inklinajce transgenderystyczne.

  • Surly

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @brueckowiec
    Czyli że co? Jeśli coś jest bardziej skomplikowane niż „lecę na osoby tej samej płci”, to mamy o tym nie mówić? Już teraz wśród gejów i lesbijek panuje bifobia — „a jaka tam ona jest bi, heteryczka, tylko się lansuje”; „on nie jest bi, to zwykła ciota, tylko nie chce się przyznać” — media mówią o „paradach gejów” (w tym przypadku nawet lesbijki nie istnieją), a materiały aktywistyczne pomijają biseksualność, bo jeszcze ktoś jej nie zrozumie i będzie problem. Transseksualnością zajmuje się tylko Trans-Fuzja, i chociaż robi to świetnie, to brakuje mi w materiałach KPH chociaż napomknięcia o osobach trans, chociaż niby jest to organizacja LGBT. Wszystko inne jest pomijane: orientacje seksualne są tylko ze świętej trójcy, transpłciowość istnieje tylko w wydaniu transseksualnym i w każdym przypadku dąży co pełnej zmiany płci. Queer w wydaniu polskim już teraz ograniczony jest do minimum. A skoro jest ograniczony — to nie reprezentuje wszystkich; ja sam nie czuję się reprezentowany przez polski aktywizm.

    IMO wszystkie korzyści z takiego upraszczania przekazu są krótkotrwałe. Fajnie, nie będziemy nikogo zmuszać do rozkminiania panseksualności, tylko od razu wyjdziemy z postulatem związków. Z drugiej strony: jeśli nikomu nie opowiemy o panseksualności, to jak osoba panseksualna się wyoutuje, spotka się z niezrozumieniem; ktoś może jej powiedzieć, że taka orientacja nie istnieje — bo nigdy o niej nie słyszał. Wiem coś o tym, bo jako osoba aseksualna też jestem poza świętą trójcą orientacji ze skali Kinseya*. Utrudnimy też ludziom samoidentyfikację, bo bez głębszych badań będą zmuszeni poruszać się w obrębie kilku sztywnych kategorii. A jeśli w przyszłości „alternatywne” orientacje i tożsamości będą chciały zaistnieć w świadomości społecznej, będą mieli utrudnione zadanie — bo ludzie będą uwarunkowani do myślenia w kilku prostych kategoriach.

    Nie rozumiem sugerowania, jakoby związki były naszym jedynym celem. Tak, na nich koncentrujemy większość sił, ale to nie znaczy, że nie możemy się zajmować też innymi sprawami. Cholera wie, ile zajmie nam przepchnięcie związków — jeżeli potrwa to, powiedzmy, dziesięć lat, ma to oznaczać dekadę stagnacji w innych inicjatywach? Przecież możemy działać też na rzecz innych spraw bez zmniejszania znaczenia związków partnerskich i nakładów na nie.

    Prawda jest też taka, że mniejszości, które nie mieszczą się w LGBT, nie mają szans na zaistnienie w świadomości społecznej bez podłączenia się do gejów i lesbijek. Oczywiście nie oczekuję, że KPH z Lambdą wezmą nagle na sztandary aseksualność (i wszystko pokrewne), panseksualność, a-, bi- i trigender, genderqueer i wszystko inne, co wykracza poza nasz obecny przekaz — ale miło by było, gdyby większość wśród mniejszości nie udawała, że nie istniejemy. Według mnie nastawienie „inne tożsamości mogą sobie istnieć, byle tylko nie mieszały nam w pijarze” praktycznie nie różni się od nastawienia „nie interesuje mnie, co homoseksualiści robią w sypialni, jeśli nie wychodzą z tym na ulice”.

    Łojezu, rozpisałem się troszkę.

    * No dobra, Kinsey uznał w swoich badaniach istnienie aseksualności, ale mało kto o tym wie.

  • wukk.ix

    [Re: O braku jedności w różnorodności]

    @brueckowiec

    No właśnie, masz sporo racji…

    Nie wyjaśnimy na pewno nie tylko wszechpolakom i moherom, ale przeciętnym Polakom (nie tylko hetero!), co to jest teoria queer. Zresztą mnie, jako homoseksualnego faceta mało to interesuje, raczej już interesuje mnie walka ze stereotypami dotyczącymi osób homo i z homofobią, edukacją społeczeństwa oraz z wprowadzeniem związków partnerskich w Polsce. Zagadnienie transpłciowości nie dotyczy mnie, tak jak nie dotyczy przeciętnego chłopaka nie zależnie czy homo czy hetero. Ci, których to interesuje, mogą organizować własne strony, spotkania, dyskusje na ten temat. Mnie bardziej od tematu koronki przy różowych majteczkach interesuje kwestia, kiedy będę mógł chodzić przez miasto za rękę z moim chłopakiem i nie zostanę zwyzywany od pedałów.




Skomentuj: krzsz1986@o2.pl Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa