Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!

Marcin Teodorczyk, Fajna impreza…

Ci obywatele [mieszkańcy stolicy – MT] nie zdają sobie sprawy, że za tą zabawą kryją się konkretne cele polityczne [podkreślenie Newsweeka]. Dziś fajna impreza, jutro postulat legalizacji homoseksualnych związków, a na koniec żądanie prawa do adopcji dzieci.

Tymi słowami poseł PiS Artur Górski zdradził cel imprezy (www.newsweek.pl), w której chciałbym uczestniczyć. To, czego nie zauważyli organizatorzy, sprytnie wypatrzył naczelny medialny wróg parady, choć nieznany szerzej poseł (nie wiem nawet, jak wygląda…). Jeśli jego wizja konserwatywnej Polski za sprawą kolorowej parady legła w gruzach, to dla samego faktu wkurzenia konserwy warto było ją zrobić.

Tego wkurzenia tłumu mi zabrakło, jakie pojawia się na manifach. Myślę jednak, że sami nie wiemy, czego chcemy tak naprawdę albo wciąż jesteśmy w miejscu akcji „Niech nas zobaczą”. Ok. Zobaczyli już! I co dalej?

Jasne, parada była fajną imprezą. Przyjezdni z Zachodu bardzo wpłynęli na klimat przemarszu, nigdy nie czułem takiego luzu dookoła na żadnej paradzie. Jednak oni paradują dla zabawy, my nie mamy jeszcze czego świętować. Druga kwestia to problem celu pochodu – skoro czołówka parady to reklama rzymskiej Europride w 2011, to jaki przekaz z tego popłynie do polskich obywateli? Na szczęście hasło dawnego tekstu na homikach „Ty także jesteś paradą równości” można traktować dosłownie i wcielać w czyn. Co zresztą się stało.

Pojawia się także problem braku nieobecności prezydentki Warszawy na paradzie, bo na Zachodzie włodarze miast otwierają parady… No, sorry, co miałaby otwierać HGW? Czy było jakieś otwarcie parady? Nie zauważyłem. Ja nad tym nie ubolewam. Skoro pani prezydentka nie chciała przybyć, to ja tym bardziej nie chciałbym jej widzieć, nawet incognito, na tej paradzie. Poza tym – to nie jest Zachód…

O „panach B.”, jak mówi się o organizatorach, nie chcę pisać. Swoje zdanie wyraziłem w liście protestacyjnym do Rady Fundacji po paradzie ubiegłorocznej (list znajduje się na blogu www.abiekt.blogspot.com. Nie zmieniło się nic do tej pory, co by uratowało ich w moich oczach. Skoro rewelacyjnie zadziały Pride House, Pomada, Lambda Cafe, kina, teatry czy nawet grupy nieformalne – a przecież jest to wielomiesięczna robota całych sztabów wolontariuszy i wolontariuszek organizacji, którzy potrafią, są chętni, umieją pozyskać środki – to obecność Fundacji Równości/Cepedu w roli organizatora uważam za zbędną. To naprawdę fantastyczne towarzystwo, jeśli wyłoni się wśród nich zespół, nie obawiam się o przyszłoroczną paradę. Wybaczcie, ale nie chcę już pastwić się nad oficjalnym magazynem Europrajdowym – takiej ilości błędów stylistycznych i ortograficznych nie spotkamy nawet w zeszytach dyslektyków.

I na koniec – frekwencja. Niska. Byłem przekonany, że EP będzie sukcesem z racji samego faktu, że postawi to FR/Ceped w dobrym świetle, gdyż wystarczy, aby parada się odbyła, a reszta „zrobi się” sama. Okazuje się, że wkurzenie ludzi na niską frekwencję jest olbrzymie. Zwłaszcza gdy sam prezes Fundacji oznajmiał wielokrotnie, że Warszawę zaleją branżowi turyści. Tym samym ukręcił sam na siebie bicz, skoro oczekiwania były duże. Mnie bardziej ciekawi jednak ilość Polaków i Polek biorących udział w paradzie. Załóżmy, że było nas 4 tys. Warto rozważyć, jaki potencjał kryje się w tym tłumie oraz czy wystarczy on na przekucie w realną siłę lobbyingową.

Ale poza tym wszystkim parada była naprawdę fajna…

***
Uschi Pawlik, Duma

Europride naładowała mnie niezwykłą pozytywną energią, nawet – choć wydawało mi się to niemożliwe – bardziej niż w zeszłym roku. Nasza inicjatywa spowodowała, że poczułam wielką dumę.

Nie chcę się wypowiadać na temat organizatorów, stronię od polityki. Pod względem frekwencyjnym, organizacyjnym, wydźwięku politycznego czy społecznego – EP była jaka była. Po raz kolejny jednak potwierdziło się moje przekonanie, że siła naszej społeczności – jak każdej – jest w inicjatywach oddolnych. Regularnie trzeba oglądać filmy o Harveyu Milku! Bez żadnych ram i wielkich projektów kilka prywatnych osób zrzuciło się na baner, który przynajmniej w części mediów stał się polityczną twarzą parady (jak w zeszłym roku, tylko większy i piękniejszy, i choć schowany w tłumie decyzją organizatorów EP, widoczny w wielu mediach), kilka prywatnych osób wydrukowało na domowych drukarkach proste w przekazie ulotki o naszych postulatach, które dziennikarzom, ale i osobom postronnym pozwoliły zrozumieć, o co chodzi tej kolorowej bardzie przebierańców.

Bo nie ma co się łudzić – dla mediów i tzw. większości społeczeństwa pozostaniemy kolorową bandą przebierańców, nawet jeśli wyprzemy się naszych “innych”, naszych “mniejszości w mniejszości”. Nawet jeśli zamiast parady zrobimy marsz panów w garniakach i pań w garsonkach, ludzie i tak będą wiedzieć lepiej. To moja druga refleksja poparadowa – trzeba walczyć o naszych “innych”, o naszą różnorodność. Bo my, inni, nie mamy moralnego prawa wykluczać, a przyzwolenie na to wykluczanie siedzi w głowach zbyt wielu z nas…

***
Jerzy Piątek, Awangarda demokracji

Minęło kilka dni od Europride, szkoda więc strzępić pióro na opisywanie przebiegu demonstracji. Kto brał udział w manifestacji, widział, jak było. Kto nie był, ten mógł śledzić wydarzenia w mediach. Chciałbym podzielić się z czytelnikami, przyjaciółmi (nieprzyjaciółmi również) Homików.pl kilkoma refleksjami „poparadowymi”.

Przyznam, że czuję niedosyt, może nawet rozczarowanie, że w najważniejszej manifie LGBTQ w naszym kraju (oraz najważniejszej dla całego ruchu w Europie) wzięło udział tylko 8 tys. ludzi. Rozumiem, że jak na Polskę to bardzo dużo, bo do tej pory tak licznej demonstracji nie mieliśmy. Szkoda jednak, że w gorącej atmosferze rozpolitykowanego lata, kiedy sprawa związków jednopłciowych została podjęta nawet w prezydenckiej kampanii wyborczej (nieśmiało, ale jednak), przebijając się tym samym do politycznego mainstreamu, na paradę nie przyszło więcej osób. Byłem przekonany, że w atmosferze permanentnej żałoby i królującego w przestrzeni publicznej prawicowego oglądu rzeczywistości ludzie z naszego środowiska poczują „obywatelski wkurw” i zaludnią szeregi paradowiczów. Kalkulacja ta okazała się, niestety, mylna. Może w przyszłości, ale jeszcze nie dziś…

Argumenty nieobecnych znamy – zostały wyliczone w artykule w „Gazecie Wyborczej”, pisała o nich krytycznie na homiczych łamach Jej Perfekcyjność. Wielu i wiele z nas słyszało je również od znajomych, bo „argumenty” te są podobne. Nie będzie odkryciem Ameryki stwierdzenie, że polscy geje i lesbijki, również akceptujący/akceptujące swą tożsamość, nie różnią się zbytnio, jeśli chodzi o postawy, od heteronormatywnej większości. Większość środowiska ma głęboko gdzieś obywatelskie zaangażowanie, które ogranicza się do wzięcia udziału (lub nawet to nie) w wyborach. Ten brak wrażliwości i samoświadomości przeraża mnie, bowiem na naszych oczach rodzi się społeczeństwo zerowych potrzeb obywatelskich, nieempatyczny i zaangażowany tylko we własne życie zbiór jednostek.

Krytyczne wypowiedzi o paradzie parki gejów z „Gazety Wyborczej” (idealnych wyborców Komorowskiego) czy niektórych moich znajomych zdają się ten tragiczny proces potwierdzać. Niezaangażowanie jako styl życia dotyka zresztą nie tylko mieszkańców kraju nad Wisłą – gości z Europy na Europride też nie było zbyt dużo. Powtórzę: szkoda, bo w warunkach politycznych takich jak w Polsce parady LGBTQ oraz manify feministyczne to JEDYNE masowe demonstracje, których uczestnicy i uczestniczki nie domagają się pieniędzy od państwa, ale uwagi ze strony polityków oraz większości społeczeństwa. A także tego, aby prawo rozpoznawało ich potrzeby. Demonstracje wartości i godności. Moim zdaniem paradowicze są awangardą demokracji w naszym kraju.

Z samej parady rzuciła mi się w oczy uwaga postronnych obserwatorów, warszawiaków stojących na chodnikach. W większości po prostu uważnie obserwowali maszerujących i maszerujące, bez entuzjazmu, ale i bez wrogości. Być może porównywali rzeczywistość paradową z obrazami końca świata malowanymi przez prawicę. To, jak sądzę, jeden z najważniejszych celów warszawskiej Europride – wyjście z szafy, pokojowe zaznaczenie i podkreślenie swojej obecności.

Przygnębiające wrażenie zrobiły na mnie nie agresywne, ale niewielkie jednak protesty naszych wrogów: łysych chłopców z ONR-u, czcicieli Grunwaldu i „chwały wielkiej Polski katolickiej”, ale zamknięty na cztery spusty gmach stołecznego magistratu. Oraz tłumaczenia przedstawicieli prezydentki Warszawy, że udział pierwszej urzędniczki miasta w Europride byłby sprzeczny z zasadami bezstronności urzędu. Skąd zatem udział Hanny Gronkiewicz-Waltz w uroczystościach kościelnych, jak np. w niedawnej beatyfikacji ks. Popiełuszki?

Przygotowywałem się od dawna na Europride i cieszę się, że się odbyła – nawet jeśli oczekiwania były większe niż rzeczywistość. Jestem głęboko przekonany, że zmierzamy w dobrym kierunku. Może nie prostą drogą, ale jednak do celu. Będzie dobrze.

***
Krzysztof Zabłocki, „Po” – czyli The Day After… EuroPride 2010 – porażka czy może jednak sukces?

1.Euforia

Od niedzieli toczy się w necie dyskusja, czy niedzielna Parada – kulminacja tygodnia EuroPride – była porażką, czy nie. No właśnie, akcent jest na porażkę. Ale niektórzy mówią o wielkim sukcesie. No więc jak w końcu?

Po pierwsze podnosi się kwestię, że zapowiadano dziesiątki tysięcy uczestników, potem już tylko piętnaście, a w końcu było tych tysięcy osiem. Z kolei rzecznicy Fundacji Równości mówią o dwudziestu tysiącach. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak się tych uczestników liczy, tym bardziej, że „kondukt” był tak luźny, swobodny, a spora część ludzi szła jakby obok, oscylując pomiędzy chodnikami (z przerwami na łyk wody czy siusiu?), a rozlanym strumieniem pochodu. Tak czy owak, nawet osiem tysięcy to nie mało – a jako uczestnik (głównie na platformie mojej macierzystej Lambdy) niemal nie mogłem dostrzec końca pochodu na długiej Marszałkowskiej; poza tym wibrująca, roztańczona platforma, i cały ten wielki festyn młodości, uśmiechów i radości powodował, że chwilami nie mogłem oprzeć się wzruszeniu; o prawie że łzach w oczach mówił mi niejeden uczestnik. Tylko idąc (jadąc!) w Paradzie czuło się tę wielką energię, tę radość! I żadne buchalteryjne wyliczenia tych odczuć zmącić nie zdołają.

2.Krytyka…

Krytykuje się Tomasza Bączkowskiego i Adama Biskupiaka, że to „księgowi”, a nie organizatorzy masowej imprezy. I owszem, muszę przyznać, że Tomek Bączkowski nie jest charyzmatyczną postacią. Ale przecież niemała jest grupa innych, młodszych i, hm (wybacz, Tomku!), nawet ładniejszych działaczy, i nic nie stało na przeszkodzie, żeby i oni mobilizowali pobratymców do uczestnictwa. I tak też było przecież! Wraz z Bączkowskim w okresie przedparadowym dwoiła się i troiła cała czołówka liderów – z zawsze pięknymi i młodymi Ygą Kostrzewą i Robertem Biedroniem, zawsze aktywnym (choć z dala od błysku fleszy) Krzysztofem Kliszczyńskim, z pięknymi i bardzo młodymi Wojtkiem Szotem-Abiektem, Pawłem Fischer-Kotowskim (Fiskotem) czy Bartkiem Bancerzem; z Moniką Czaplicką, Kasią Słodkowską-Stolarską, Miśkiem Pawlęgą, Mateuszem Urbanem, Wielką Rudą, Multillicusem, całą czołówką KPH, Krystianem Legierskim, czy liderami Homików i SOF-y – Uschi Pawlik i Minałto-Teodorczykami. To dzięki tym wszystkim osobom (wymienionym tylko po części całkiem, i tak bez ładu i składu, bez dbałości o ranking „ważności”), to dzięki ich wysiłkom Parada była taka, jaka była – czyli wielobarwna, bogata, „ubogacająca” duchowo i estetycznie. Nie mówiąc o ogromnej liczbie imprez, happeningów, eventów „przed” – w tym, last but not least związanych z publikacjami – Art Pride i QueerWarsaw, czyli anglojęzyczną wersją HomoWarszawy.

Reasumując: utopią jest, było i będzie przekonanie, że potrzeba jednego lidera, który zjednoczy polski ruch LGBTQ, i wtedy będzie wspaniała parada i polscy geje, lesbijki i osoby trans uzyskają należne im prawa. Tej jedności nigdy nie będzie i nie jest to specyfika polska. Ileż było sporów, tarć i niesnasek w ruchu amerykańskim, który zrodził się tyle lat wcześniej (odsyłam do mojego artykułu w „Polityce” sprzed roku, z okazji czterdziestolecia Stonewall. I Tomku Bączkowski, błagam: (publicznie) mów Stonewall, nie Stonewell! – chodzi o mur, a nie studnię!). A i obecnie w różnych krajach i miastach Europy tzw. zachodniej odbywa się kilka parad – bo są różne organizacje, a ich liderzy nie mogą dojść do nieporozumienia.

(Nie zapominajmy też o całej, jakże licznej grupie wykształconych trzydziesto-czterdziestolatków, nazwijmy ich „yuppie plus”, którzy ochoczo uczęszczają do Fantomów, saun, Wildów czy innych Galli, ale paradami się brzydzą. Bo oni są spoza środowiska przecież! I nie dociera do ich „wykształconej”, ale jakby mało lotnej świadomości niestety, że gdyby nie parady i cała ta orgowa działalność, to „g” by mieli, a nie Fantomy i Galle. I to nie punkt „g” niestety! I jeszcze musieliby drżeć, że ich orientacja się wyda. Ale Bóg z nimi).

3.Cóż po ułudzie jedności „w czasie marnym”…?

A zatem: jest otóż, jak jest, i tego się nie zmieni! Nie będzie jedności, ale może być jedno – można, jak to mówi Michnik, różnić się pięknie! Niech tedy każdy robi swoje, i robi to najlepiej jak potrafi, odnosząc się z życzliwością do innych, którzy mogą mieć inne zdanie. I tak właściwie się dzieje – no, prawie…

Tylko nieustanny nacisk z różnych kierunków, presja różnych grup, orgów, środowisk i osób może doprowadzić do pożądanych zmian – a nie jakaś utopijna, fantasmagoryczna jedność, która przecież nigdy nie nastąpi. Zapomnijmy o niej!

Fundacja Równości, Lambda, KPH, UFA, Krytyka Polityczna, Homiki i SOF-a, Abiekt, Legierski, Inicjatywa w sprawie związków partnerskich – czy wreszcie słynny różowy transparent, który już stał się instytucją – i jeszcze wiele, wiele innych osób, orgów, portali, klubów i ciał – to mało? To ogromne bogactwo, które wbrew badziewnej, parafialnej, prowincjonalnej i niewyedukowanej Polsce spod sztandarów PIS-u i smoleńskiego krzyża doprowadzi do nieuniknionych zmian – bo tak być musi, bo taki jest wektor historii.

4.Euforia znowu!

To była wielka, wspaniała Parada! I bądźmy z niej dumni! Co oczywiście nie znaczy, że nie należy dążyć do większej, może milionowej kiedyś. I może tak będzie – bo przecież parady to nie tylko walka, to po prostu festiwal radości – przecież w Madrycie mają życie jak w Madrycie, mają wszystko, a parady – największe w Europie też – i nadal – mają.

Czyli: ogłaszam niniejszym – wbrew wszelkiej krytyce, wszelkim krytykom i krytykantom – że warszawska Parada EuroPride 2010 była otóż wielkim sukcesem (a nie porażką!) i że powinniśmy być z niej słusznie dumni! Alleluja i do przodu! W różnorodności, radości i życzliwości! Nie lękajcie się!

O qur, już wiem, jakie ciosy teraz na mnie spadną – ale jestem radosnym optymistą. I nie jest mi z tym źle wcale. Optymizm przyciąga pomyślność – wiem to nawet z własnego doświadczenia…

***
Janusz Boguszewicz, Europride Warszawa 2010 okiem wrocławianina

„Duma, duma, narodowa duma”, GAY PRIDE
„Silny naród, wielka ojczyzna”, WE’RE HERE, WE’RE QUEER
„Bóg, honor i ojczyzna”, NIE LĘKAJCIE SIE
„Dziękujemy wam za Grunwald”, POD GRUNWALDEM TEŻ WALCZYLI GEJE
„Nie Holandia, tu jest Polska”, SMASH HOMOPHOBIA

W stolicy 8-10 tys. Europejczyków wzięło udział w karnawałowym korowodzie zwanym Europride. Czy manifestowali swe poparcie dla mniejszości seksualnych? Czy walczyli o prawa dla gejów i lesbijek? Czy tylko bawili się dobrze w rytmach ogłuszającej muzyki oraz wyciu modnych w tym sezonie wuwuzeli. Chyba jednak przede wszystkim była to zabawa, komercja i powiew dawno oczekiwanej wolności (wind of change), który był nam tak potrzebny.

Bilans:

Z zapowiadanych 5 kontrdemonstracji do głosu doszły tylko 2. w ciągu pierwszych 20 minut w powietrzu latały i jajka i butelki i petardy. 8 ekstremistów zatrzymano, jeden policjant został ranny, kilku paradowiczów (z zagranicy!) doznało obrażeń.

Lesbijki i geje w Polsce wzorem innych europejskich stolic postawili na radość, wspólnotowe przezywanie święta i jedność w (środowiskowej) różnorodności. A jeszcze do niedawna „działacze” kłócili się namiętnie a na portalach branżowych fruwały pióra, torebki i unosił się puder zacietrzewienia. Wyszło (w porównaniu np. z Berlinem, Frankfurtem czy Wiedniem) nadspodziewanie dobrze, bo dobrej zabawy, gdy okazja ku temu się nadarza, nie zepsują najbardziej zapiekłe, nasze rodzime niechęci osobiste i animozje. Przynajmniej na zewnątrz tego naszego „polactwa” i „gejo-polactwa” widać nie było. Normalniejemy, a parada staje się okazją do queer-owego karnawału. Komercha? I dobrze, bo wszędzie na świecie parady przybierają taką formę. Że przy okazji można by było sprzedać parę haseł politycznych więcej? Zgadza się. Zazwyczaj w tej materii, już post factum czujemy jednak pewien niedosyt. Zapamiętałem tylko dwa nasze motta: „żądamy ustawy o związkach partnerskich” oraz „pod Grunwaldem też walczyli geje”, które w kontekście rocznicy grunwaldzkiej najbardziej mi się podobało.

Z zewnątrz też zagrożenie było znikome (media jak zwykle te sprawy wyolbrzymiły- w końcu z tego żyją!), a oszołomom i nawiedzonym fanatykom w końcu jaj zabrakło. Czyżby zabrakło też wody święconej, którą nas pokropiono? Czy zabrakło siły modlitwy płynącej spod tu i ówdzie wystających krzyży? Chyba nie, ale biegu historii nie da się już zatrzymać, i żadne zaklinanie rzeczywistości tu nie pomoże. Parada ruszyła i będzie szła w Polsce dalej!

Największe sukcesy parady to: liczne tłumy gapiów towarzyszących przemarszowi oraz ich w większości pozytywne reakcje i życzliwe uśmiechy, obecność sporej jednak reprezentacji innych krajów i kontynentów, udział znacznej grupy polityków z zagranicy, marszowy koncert londyńskiego choru gejowskiego i cudowna atmosfera życzliwości obecna na trasie pomimo wszech panującego upału.

Wpadki:
brak wyraźnego, oficjalnego rozpoczęcia, brak minuty ciszy (patrz CSD we Frankfurcie, gdzie wspomina się ofiary AIDS oraz homofobii – taki moment refleksji robi jednak wrażenie!), zbyt pospiesznie i jakby chyłkiem przeprowadzona ceremonia zamknięcia zabawy – media zdążyły już dawno uciec do swych klimatyzowanych wozów transmisyjnych i redakcji, zatem końcowe przesłanie (w końcu były jakieś postulaty!) nie dotarło do większego grona odbiorców, lecz tylko do tych, którzy dotrwali do końca.

Znowu się zatem Biblia kłania: kto wytrwa do końca… ten usłyszy przesłanie.

***
Damian Niebieski, Przede wszystkim upał

Europride? Przede wszystkim upał. Pierwsze, co zobaczyłem wychodząc z metra, to tęcza z kurtyny wodnej, pod którą bardzo szybko się znalazłem. To także pozytywna energia i wesołe, różnorodne towarzystwo, wspaniała atmosfera. Warszawiacy machający z okien. Wspólny pochód razem ze znajomymi, przerywany zakupami kolejnej butelki wody. Duma z bycia tu i teraz. Ucieszyły mnie transparenty ze wschodnim akcentem „Gender Lviv” i „Ukraina wolna od homofobii”. Przypomniały mi, czego tak naprawdę zabrakło w paradzie – za mało politycznych haseł, spójnego przekazu. Tutaj wyróżniał się różowy baner, w którego stworzenie zaangażowane były miedzy innymi homiki i który na szczęście zauważyły media.

Parada była jednym z największych wydarzeń LGBTQIA w ostatnim czasie. Jeśli dodać do tego wszystkie imprezy towarzyszące oraz trwającą dyskusję o związkach/małżeństwach dla osób tej samej płci, która regularnie pojawia się w mediach – także w przypadku pytań w debacie wyborczej, to jesteśmy na dobrej drodze do przełomu. Kiedy on zostanie osiągnięty? Tego nie wiem, ale jeszcze kilka lat temu policja siłą zrywała nas z ziemi, na rzekomo nielegalnej paradzie. Dzisiaj jest to nie do pomyślenia. Media zmieniły sposób wyrażania się o nas, są bardziej wyedukowane, skupiają się na naszych postulatach. Także w miastach poza Warszawą, coraz więcej młodych ludzi zna osoby homoseksualne. Sytuacja się powoli odwraca, to przeciwnicy EP są postrzegani negatywnie. Jeśli ich hasła gdzieś trafiają, to do tzw. betonu, który jest raczej stały i wątpię, żeby to kiedyś się zmieniło. Teraz czas na przekonanie pozostałej części społeczeństwa i przede wszystkim Nas samych – tych wszystkich, których na Europride zabrakło, którzy zostali w domu.

***
Eile, www.biseksualizm.blogspot.com, Autowzmocnienie

Autowzmocnienie. Widzę po paradzie, i w sieci i w realu, więcej pozytywnego myślenia, optymistycznych nastrojów, dużo entuzjazmu i więcej wiary, że coś możemy razem zrobić. (…) EP to też droga do odważniejszego bycia sobą i może to jest najważniejszy sukces parady.

Przełamanie oporu antyparadowego. Sukcesem było wyciągnięcie z domów osób, które na zazwyczaj na parady nie chodzą. A tym razem poszły, w dodatku mówią, że było fajnie i następnym razem też pójdą. Przyznaję, że sama wcześniej nie byłam entuzjastką parad, ale chyba złapałam paradowego bakcyla.

Integracja. Parada o zasięgu pozalokalnym daje ogromną możliwość poznawania się nawzajem, bycia razem i wymienienia doświadczeń nie tylko w środowiskach działaczniczowskich. I powstaje ciekawa energia.

Współpraca. Paradoksalnie niezbyt udana praca Fundacji Równości zrobiła nam dobrze. Bo nie sądzę, żeby nastąpiła taka ogromna mobilizacja różnych środowisk, gdyby nie obawa, że będzie lipa. Gdyby paradę organizował ktoś, komu się ufa, że zrobi to mniej więcej fajnie, sukces nie był by tak duży. Bo sam pewnie nie zrobiłby aż tyle, a inny nie dostaliby takiego przyspieszenia.

Równowaga. Wydaje mi się, że udało się osiągnąć pewną równowagę pomiędzy zabawą i polityką, choć tej drugiej mogłoby, jak dla mnie, być jednak jeszcze trochę więcej. Paradę w tym najważniejszym aspekcie uratował team zorganizowany przez Homiki.pl i przyjaciół. Różowy baner żądaniem ustawy o związkach partnerskich przyciągnął uwagę mediów, na wielu zdjęciach w gazetach oglądam też przygotowane przez tą ekipę transparenty. Bez tego byłaby muzyka, baloniki i niewiele więcej.

Dobry PR. Zaskoczył mnie pozytywny odbiór parady na mieście. Pomimo iż wiele osób narzekało na utrudnienia komunikacyjne w stolicy, negatywnych komentarzy na tzw. ulicy słyszałam zaskakująco mało. Nie było większych zadym, parada była pogodna i spokojna, co na pewno dobrze wpłynie na rzeczywistość paradową w przyszłości. Kontrmanifestacje wyglądały przy tym barwnym korowodzie szaro, ponuro, agresywnie, albo po prostu marnie. Cieszę się także, że nie przesadzono z przebierankami (jestem z tych, co jednak po przemyśleniach stawiają na zachowawczość).

Szybki postęp. Biorąc pod uwagę, że jeszcze jakiś czas temu zakazano parady równości, w wawie, że tyle ludzi bało się na parady chodzić, a odbiór parad w społeczeństwie był radykalnie negatywny , robiliśmy niezły postęp. Szczerze mówiąc, chyba w sobotę uświadomiłam sobie jak duży.

Pomimo tego, kiedy wracałam do domu, z radosnego, różowego stanu świadomości wyprowadziła mnie jedna myśl. Że biorąc pod uwagę początek parady (jajka, butelki, aresztowania) i kilka krążących po mieście kontrmanifestacji, to gdyby nie te 3000 policjantów ściągniętych z całej Polski (stosunek liczby policjantów do liczby paradowiczów wynosił 1 do 2) i ich bardzo zdecydowane reakcje, mogliśmy mieć nie kolorową, szczęśliwą i roześmianą paradę tylko niezłą jatkę i małą stołeczną wojnę domową. Pokojowości parady posłużyła też zmiana trasy – pomogła ominąć m.in. kółka modlitewne na placu Trzech Kzyży. Niestety przyszło mi do głowy, że myśl, że jesteśmy w jakiejś innej odmienionej Polsce, jest tylko snem. I to mnie jednak w tej całej radości nieco smuci. Ale cóż.

Jeżeli chodzi o porażki. Mam nadzieję, że Fundacja Równości z pokorą przyjmie głosy krytyczne i wyciągnie wnioski. W moim odczuciu (nie mam wglądu za kulisy, więc mogę tylko pisać z punktu widzenia uczestnika) organizatorem EP byli wszyscy poza główno dowodzącym.

Strona EP pojawiła się późno, była mało zachęcająca – dużo skuteczniej (i estetyczniej) promowane były jednak inne inicjatywy. PR za granicą prawie żaden – próbowałam w maju szukać informacji po angielsku o EP z marnym skutkiem. Współpraca z innymi środowiskami, jak czytałam w necie, jednak słaba. Plakat masakryczny, ładne hasło „Równość, wolność, tolerancja” utknęło za prowokacyjnym i nieładnym i obraźliwym dla niektórych „Nie lękajcie się.” Przeszkadzał brak fajnego początku i zakończenia parady. Bardzo dużym błędem było położenie nacisku na zabawę z niewielką widocznością postulatów LGBT w całość imprezy – gdyby nie samomobilizacja wyżej wspomnianego teamu niewiele byłoby tego widać. Nie podobała mi się też zmiana trasy i czasu. Rozumiem argument, że gorąco, ale prognozy pogody były już tydzień wcześniej, więc można było o tym pomyśleć. Wiele osób, jak czytam w sieci (np. tu), na paradę nie dotarła bo planowała dotrzeć później, albo szukała parady tam, gdzie jej nie było.

Wnioski – trzeba robić raz w roku w Polsce takie Europride. Potrzebna nam jest międzymiastowa parada, organizowana co roku w innym mieście, połączona z imprezowym weekendem. Takie święto LGBT. Wiem, że jest przy tym dużo roboty i kłopotów, ale korzyści są olbrzymie. Zamiast paradować garstkami w poszczególnych miastach odganiając się od nopowców i innych chuliganów, trzeba się spotykać, integrować, pokazywać w dużej liczbie i naładowywać się pozytywną energią. Hmm?

***

18 komentarzy do:Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!

  • d.biskupa

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Hahahaha. Rozbawił mnie–jak zawsze–Krzysio Zabłocki. Konia z rzędem temu, kto rozszyfruje, czy on Bączkowskiego broni, czy go atakuje. Przestańmy już tak krytykować Bączkowskiego, choć jest stary i brzydki–pisze Krzysio.

    Skoro Krzyś sprowadził dyskusję na poziom magla, czyli mój, to ja się dołączę: stwierdzenie, że Abiekt jest piękny, to jakieś grube nieporozumienie; ten chłopak jest brzydki jak noc. Przynajmniej z twarzy.

  • Peter Pan

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Dupa biskupa jest natomiast z pewnością piękna. Wprawdzie nie z twarzy tylko z dupy (strony), ale to jej najwidoczniej wystarcza do wydawania tego rodzaju opinii.

  • d.biskupa

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Skoro Zabłocki może, to i ja mogę. Najwyraźniej nie trzeba być samemu pięknym.

  • Detr.

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    [detr. oczekuje pilnego powrotu na odpowiedni poziom komentarzy. uwagi o wyglądzie osób niezwiązanych są nie na miejscu.]

  • zaniepokojony

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    a wiesz, szanowna Dupo B., że jest takie powiedzenie: „każda potwora znajdzie swojego amatora”. Ty, jak widac, Dupo, juz znalazlas. Ale tak w ogole, to chyba głównie puszczasz bąki, to Twój wyuczony fach. Taka dupa jak ty, to musi nie lada eksplozje wydawac!

  • Klub pięknych i młodych

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Zabłocki ma jakiegoś zajoba na punkcie młodych i pięknych, choć chyba nie o to chodzi przecież, a raczej nie powinno. Co do bardzo młodych i pięknych – zależy od punktu widzenia :) i lat patrzącego.

  • KZ

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    tak, lubię młodych i pięknych :-) – tzn 20 lat plus! Sam zresztą tez byłem całkiem ładny w młodości – mam zdjęcia na dowód :-) . Dodam, że również lubię piękno na przykład młodych kotek – mam takie dwie obecnie… cóż, tak mało piękna na tym świecie…

    ale wiem, że to niepoprawne politycznie. Powinienem się zachwycac tylko tym, co stare i brzydkie. Ale zauważcie – jedno nie wyklucza drugiego :-)

    inni lubią typ macho. Każdy coś lubi (woli) – jest nawet taki wiersz Szymborskiej…

    i jeszcze: czemu wypada byc takim strasznie „sierioznym” ? A słyszeliście o „agelastach” – określenie Rabelais’go, do którego nawiązał po latach Milan Kundera. To tacy, co się nigdy nie śmieją, a jesli już, to tylko znacząco (ale to już moje uzupełnienie).

    pozdrawiam antyagelastycznie:-) KZ

  • Peter Pan

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Dupa uważa, że skoro ktoś robi coś głupiego wcześniej, to on też może to zrobić później.

    W sumie jednak i tak jestem zaskoczony, bo najczęstszym zajęciem dupy na tym forum jest atakowanie jakiegoś Krzysia, któremu dupa zarzuca, iż twierdzi on, że jest lubiany ,,mimo, że jest pedałem”.
    Ewentualnie ostry atak przeciwko każdemu kto zgłosi wątpliwości odnośnie tzw. ,,kwiatków w dupie” na paradach, co widać pod poprzednim artykułem, gdzie dupa krytykuje z całą zajadłością osobę, która myśli inaczej niż ona… . I jak zwykle pastwi się nad Krzysiem.

    Na swój sposób to przykre, bo wygląda na to, że dupa jest być może ukwiecona jak alzackie wioski, ale przy tym samotna i odizolowana od ludzi jak Irkuck.
    Być może powstrzymanie się od prymitywnych uwag pomogło by jej w kontaktach z ludźmi ?

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Witajcie ;)

    Nietrudno zorientować się, że byliśmy dziś świadkami ekstremalnie złego nastroju d.biskupa. To tak jakby odezwały się hemoroidy. Jestem zbyt młody i zbyt przyzwoity, by wiedzieć wiele na ten temat, ale podobno w tej branży to częsta przypadłość. W takiej sytuacji powinniśmy wykazać się wyjątkową wyrozumiałością.

    Przy okazji: podziwiam Pana KZ za dużą odwagę. Bez niej nie przyznałby się Pan do swojej fascynacji pięknymi młodzieńcami w wieku studenckim. Proszę tutaj nie mydlić oczu Czytelnikom młodymi kotkami, bo przecież nie o to chodzi. ;)

  • marcin

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Jest różnica między maglem a subtelnymi porównaniami. I Krzysztof bardzo ładnie napisał, dowcipnie, trochę rubasznie, z dystansem – co jest obce wielu gejątkom z wiadomych względów. Dystans do siebie to cecha, którą bardzo cenię u ludzi, bo wymaga niezłego charakteru i pewności siebie. Nielicznych na to stać.

    Natomiast w zwiazku z wypowiedziami D. biskupa – miałbyś prawo do oceniania innych po wyglądzie, gdybyś:
    1. podpisał się nazwiskiem
    2. dodał do tego swoje zdjęcie

    Jeśli czynisz to anonimowo, to nie różnisz się od tych z magla, bo właśnie pieprzenie za plecami jest jego wyznacznikiem.

  • jk

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    czy parada zmieni oblicze polski? watpie. przeszlo, odbylo sie, teraz nikt nie wie co dalej. cel w postaci parady zniknal. a parada w ogole nie powinna byc celem, a jedynie narzedziem w walce o prawa. a tak sie nie stalo. polityczne postulaty slabo widoczne, zabawe i radosny nastroj w czasie parady zawdzieczamy zaś w duzej mierze obcokrajowcom.

  • Twoje imię 11

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    KZ napisał:
    „I owszem, muszę przyznać, że Tomek Bączkowski nie jest charyzmatyczną postacią. Ale przecież niemała jest grupa innych, młodszych i, hm (wybacz, Tomku!), nawet ładniejszych działaczy, i nic nie stało na przeszkodzie, żeby i oni mobilizowali pobratymców do uczestnictwa.”

    To jest zwyczajne chamstwo.

  • d.biskupa

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Ojojoj, ale mi się oberwało. Tak, jestem stara, brzydka, niesympatyczna, miewam problemy z hemoroidami (choć akurat nie wczoraj) i nikt mnie nie lubi. Tylko co z tego. Nie o to tutaj chodzi. Dyskutujemy pod artykułem, w którym Zabłocki–pod pretekstem oceny parady–zajął się wiekiem i urodą różnych działaczy LGBT. Nie widzę w tym za grosz subtelności, a już pochwała dystansu do siebie brzmi zupełnie kuriozalnie, skoro o sobie samym Krzysztof pisze dopiero w komentarzu (głównie tyle, że w młodości też był ładny).

    Niestety, mam dla pana Krzysztofa złą wiadomość. Kiedy wspomina, że lubi pięknych i młodych, ulega częstemu u starszych ludzi złudzeniu: jemu się wydaje, że pięknych i młodych, podczas gdy w rzeczywistości chodzi tylko o młodych. Dlatego postanowiłam w poprzednim komentarzu nieco skorygować jego zaburzoną wiekiem ocenę. Z czystej troski. I nie, nie zrobiłabym tego pod nazwiskiem, co mi ktoś wyżej sugeruje. W przeciwieństwie do Zabłockiego uważam takie dyskusje za wysoce niekulturalne. Mogę więc brać w nich udział jedynie anonimowo.

  • subtelny

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    jakis czas temu niejaki Migalski z PIS-u uzył subtelnego określenia, że komus tam w głowach się „posr…”. Takie wykrzywianie żartobliwego sformułowania z tekstu Zabłockiego przypomina mi wrzawę nawiedzonych talibów spod Pałacu Prezydenckiego o „Zydzie Tusku i krwi na rękach”. Przypomina mi też fragment „Ksiązeczki wojskowej” Antoniego Pawlaka, wydanej w latach 90-tych – przytaczał wypowiedź sierżanta szkolącego studentów: „ja was kultury nauczę, kurwa! Bedzie u nas, kurwa, pełna kultura, kulturalnie mi się zachowowyc, wy pojeby jedne, no!

    proponowałbym dupie b. (i Twojemu imieniu) żeby przeczytali jakąś ambitniejszą książkę – to i zobaczą, że nie wszystko musi byc wyrazone tak zupełnie wprost, kawa na ławę, z grubej rury. Ale obawiam się, że poza Nowym Menem niektóre osoby niczego innego nie czytują.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Dupa ma trochę racji – wyszło niegrzecznie. ;) Ale z drugiej strony, czemu tu się dziwić. ;) To prawie normalne, że dojrzałego mężczyznę, geja kręcą młodsi chłopcy. Wiadomo, że nie o młode kotki chodzi, tylko o młode ptaszki. ;)

  • Erico

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    W końcu miało zostać przywalone Bączkowskiemu i jest. Jest brzydki a organizacja parady była do dupy (nie biskupa, normalnej dupy).

  • Jakbyco

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Beznadziejność organizacji parady to nawet w mediach było widać – zdjęcia ze smutno sunącymi końcowymi platformami i żadnych informacji o uroczystym jej otwarciu czy zamknięciu. No i co to za parada, nawet Europride, na początku której idzie reklama – nawet jeśli to reklama przyszłorocznej EP?

  • Irek

    [Re: Czy EuroPride zmieni oblicze Polski?!]

    Fajne i zabawne wypowiedzi redakcji i rozmaitość spojrzeń na przekór ponurakom. Wielkie pytanie jak będzie wyglądała parada za rok. Niby fajna teraz, ale coś jej brak – takie pospolite ruszenie bez myśli przewodniej. Coś musi się zmienić! Może więcej haseł – a może więcej piór w dupie? Byle coś zmienić!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa