Szwy

Wskazuję palcem na niego. Zafascynowany maszynami. Odkręca i zagląda do wnętrza. Dookoła pełno narzędzi jak na sali operacyjnej. Śrubokręty, nożyce, wiertarka, piła, śrubki, gwoździe, taśmy i smary, a nawet imadło. Zagląda i wyjmuje. Analizuje. Fascynuje go złożoność urządzenia. Połączone ze sobą moduły, zielonkawa płytka, małe pokrętła i wahacze. Starannie wykonane, dopasowane slim, a waga light. Do tego jest opakowanie. Całkiem ładne, niewymagające przesadnej pielęgnacji. Wnętrze jest najbardziej intrygujące, gdy jest kompletne – wtedy wszystko działa. Przekręca się, kręci dookoła, zmienia wajchy i napina taśmy. Wydaje dźwięki. Stukota, chrobocze i zatrzeszczy. Momentami cichnie. Jakby nabierało mocy, rozpędu.

Zachodzi w głowę, jak to możliwe. Żeby taki mechanizm raz uruchomiony działał, bez przerwy. Wtedy sam się staje mechanizmem. Nakręca się. Jego myśli nabierają pędu. Ponieważ szuka usterki od dłuższego czasu i nie może jej określić, ani zdiagnozować, nie mówiąc o zwyczajnym, przypadkowym wpadnięciu na nią. Zasłania rolety, zapala lampkę, którą przybliża i znowu patrzy. Cały skupiony i napięty. Z góry na dół, z dołu do góry. Spogląda na wszystko jeszcze raz. Uważnie śledzi bieg mechanizmu. Przyczynę i skutek. Bierze także pod uwagę okoliczności. Łagodzące i losowe. Dzieli je na grupy. Są takie, które się wydarzyły i nikt nie wie dlaczego. Są inne, które są zależne jedne, od drugich. Reakcja łańcuchowa, a wina leży prześmiewczo pośrodku.

Jeden na jednego. Gdy jest zajęty, zapomina o sobie. Przestaje wierzyć w siebie, wszystko poświęca mechanizmowi. To tak jakby nic dookoła nie istniało. Spędza na rozwiązaniu zagadkowej usterki minuty, godziny, dni, czasami tygodnie. Ktoś na niego czeka. Wierzy, że się pojawi. Nie znają się, ale tamten wie o nim wszystko. Potrafi opisać jego spojrzenie, sposób chodzenia w ulubionych dżinsach, gesty czułości. Jego ulubione filmy i muzykę, przy której zapomina o mechanizmie. Rozczula się, gdy widzi jego pracę z mechanizmem, choć wie, że to oddala ich spotkanie. Być może na zawsze.

Usterka jest faktem. Maszyna dała to po sobie zauważyć. Trochę zwolniła. Pojawiły się niesłyszalne wcześniej odgłosy, ale częściej po prostu nie wydawała żadnych dźwięków. Jakby jej nie było, a wtedy stawała się łatwo do zgubienia. Były dni, gdy szukał jej długo, zaglądając do wszystkich zakamarków. Myślał, że można da w końcu jakiś sygnał. Że będzie go potrzebowała, żeby do niej zaglądał. Dbał i oliwił. Naciągał taśmy i regulował śrubki. Czyścił zielonkawą powłokę. Tymczasem nic. Urządzenie go nie potrzebowało. Takie miał wrażenie i gdy już się poddawał, gdy resztkami sił wycofywał się i odwracał wzrok, gdy zabierał ręce, i zrezygnowany marszczył czoło, nagle mógł usłyszeć ciche stukanie. Było podobne do westchnięcia. Zrezygnowany, obiecując, że tym razem nie zawiedzie, jeszcze raz rozkręcał, podnosił pokrywę i patrzył.

Dziwna choroba zdawała się rozprzestrzeniać, a przynajmniej stawała się coraz bardziej poważniejsza. Małe kabelki plątały się w nieznane dotąd supły, a samo wnętrze wydawało niespójne dźwięki. Jakby zapominało, że ma działać. Chwila zawahania, moment głębszego oddechu i sekunda, która zdawała się być godziną. Mechanizm znowu zwiększał moc. Zaczepiał się i napinał, szukając własnego miejsca. Wtedy on osiągał pozorną stabilizację. Wyrównywał oddech, rozluźniał lekko mięśnie, metalowe śrubki nie były narażone na niszczycielskie tarcie. W głowie kłębiły się niepokojące myśli. Otwierał oczy i spoglądał na pusty pokój. Ciemność za oknem. Niebieska żarówka paląca się w kącie. Tym razem się wyśpi, martwił się tylko koszmarami. Mechanizm mógłby nie wytrzymać. Otarł pot z czoła, poszedł się umyć.

Brał prysznic. Lustro w łazience zaparowało. Rozluźniał mięśnie, przymykał oczy. Pozwolił wodzie spływać po całym ciele. Wnikać w każdy zakamarek, bez pośpiechu, jakby woda była czymś pierwotnym. Jednak zamiast coraz bardziej czuć spokój i ulgę spracowanego ciała, poczuł coraz większe napięcie, zaczynały go boleć ręce, nogi. Chciał się obrócić. Nie mógł. Chciał wyłączyć wodę – ręka zatrzymała się w połowie. Chciał coś powiedzieć – zaniemówił. Przerażony chciał jak najszybciej wyjść z łazienki – znieruchomiał. Tylko oczy ruszały się gwałtownie, wydając nieregularne dźwięki, cichy stukot. Ich mechaniczne zdziwienie. Tamten zdążył w ostatniej chwili. Z ręcznikiem w ręku, z iskrą, która mogła naprawić mechanizm.

Damian Niebieski Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

Autorzy:

zdjęcie Damian Niebieski

Damian Niebieski

Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

3 komentarzy do:Szwy




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa