Sprostowanie (acz w formie dwugłosu)

Publikujemy nadesłane przez Krystiana Legierskiego sprostowanie odnoszące się do opublikowanego na naszym portalu tekstu Tomka Sikory Mission (im)possible: o związkach, wykluczeniach i poszerzaniu wolności. Poniżej odpowiedź Tomka Sikory na sprostowanie.

Krystian Legierski:

Przykro mi że pan Tomasz Sikora niewiele zrozumiał z tego o czym mówiłem podczas jednego ze spotkań z udziałem Grupy Inicjatywnej – obiecuję że na następnych spotkaniach będę się starał mówić bardziej komunikatywnie.

W każdym razie chciałbym zdementować wyrażoną opinię jakobym porównywał relacje poliamoryczne do związków pomiędzy człowiekiem a krzesłem oraz dokonywał społecznego wykluczenia takich postaw czy postulował je. Podczas spotkania podzieliłem się swoimi dotychczasowymi doświadczeniami, z których wynika, że ludzie często zarzucają nam, że prawne uznanie związków jednopłciowych doprowadzi do takich aberracji jak żądanie prawnego uznania związków człowieka z kozą czy krzesłem. Dodałem również, że na takie zarzuty odpowiadam, iż nie chciałbym się wypowiadać w imieniu osób postulujących prawne uznanie związków tworzonych przez ludzi z krzesłem albo kozą ponieważ po pierwsze nie znam żadnej takiej osoby a po drugie nie rozumiem natury takich związków i nie mam na ten temat żadnej wiedzy. Na pytanie, które padło podczas spotkania w kontekście tej wypowiedzi o to, co z relacjami poliamorycznymi i czy włączymy je do naszych postulatów odpowiedziałem, że tak jak w zdaniu powyżej brak jest mi podstaw do występowania w imieniu i na rzecz osób zaangażowanych w takie relacje ponieważ nie znam żadnej osoby pozostającej w takiej relacji jak również nie jestem świadom problemów z którymi się borykają. Sądzę, że trzeba w wyjątkowo nowatorski sposób traktować prawidła logiki żeby z tej wypowiedzi wysnuć wniosek, że nie rozumiem mechanizmu wykluczenia i postuluję odbieranie godności osobom pozostającym w relacjach poliamorycznych – w każdym razie muszę przyznać, że brak mi wiedzy w zakresie rozwoju logiki na tym polu za co przepraszam. Przez grzeczność nie będę się odnosił do pozostałych zarzutów pod moim adresem wyrażonych w tekście.

Nie rozumiem również, dlaczego pan Tomasz Sikora nie użył w tekście mojego imienia i nazwiska zamiast czego wybrał spiskowy sposób poruszania się w sferze insynuacji. Mam nadzieje, że nie było to celowe działanie mające uniemożliwić portalowi homiki.pl weryfikacje przytaczanych przez autora 'rewelacji' na temat rzekomo wypowiadanych przeze mnie twierdzeń.

Tomek Sikora:
Zacznę od tego, że byłem jak najdalszy od personalnego ataku na osobę pana Legierskiego i starałem się jak najściślej trzymać meritum, czyli wykluczającej logiki, którą często – świadomie lub nie – posługują się w swoich wypowiedziach i działaniach osoby publiczne, w tym również aktywiści LGBT. Spotkanie było tylko pretekstem do szerszej refleksji; nie interesują mnie personalne spory z ludźmi, interesują mnie spory o idee i towarzyszące im praktyki (albo: spory o praktyki i towarzyszące im idee). Z tych właśnie powodów uznałem, choć nie bez wahania, że nazwisko prelegenta nie było w tym wypadku istotną informacją. (Nie poprosiła o to również doświadczona redakcja Homiki.pl, uznając widocznie, że tekst nie zawiera jakichś niezdrowych insynuacji szkalujących konkretną osobę). Zresztą, jeśli ktoś nie zauważył, pod adresem aktywistów LGBT, w tym także pana Legierskiego, padają w tekście również słowa pochwały.

Dodam, że przed publikacją konsultowałem się z kilkoma uczestniczkami i uczestnikami spotkania, żeby upewnić się, że opisywane sytuacje i wypowiedzi nie są w jakiś sposób zafałszowane lub zniekształcone w moim przekazie. Dokonuję, oczywiście, pewnej interpretacji postawy etycznej pana Legierskiego, który jednak – jako osoba publiczna i czynny polityk – musi liczyć się z tym, że jego postawa podlega ocenie, że jest „rozliczany”. Jak każdy, pan Legierski ma prawo wyrazić się niezręcznie lub nieprecyzyjnie, ale przecież zawsze ma prawo do sprostowania, z którego właśnie zdecydował się skorzystać.

Nie chcę wchodzić w językoznawcze rozważania, co kwalifikuje się jako porównanie, a co nie; w tekście napisałem zresztą, że w odpowiedzi na wzmiankę o związkach poliamorycznych prelegent „przywołał przykład związku z kozą”. Inteligencji czytelniczek i czytelników pozostawiam osąd, czy w sprostowaniu także nie pojawia się – niewyrażone wprost – porównanie związków poliamorycznych do przysłowiowego już związku z (bogu ducha winną) kozą. Jednocześnie zapewniam, że pan Legierski zna osoby pozostające w związkach poliamorycznych, jednak na skutek ogólnej niechęci do takich związków osoby te pozostają zwykle głęboko „ukryte w szafie” (podobnie zresztą jak wiele heteroseksualnych osób twierdzi, że nie zna żadnej lesbijki i żadnego geja). I naprawdę nie trzeba kilku lat studiów, żeby zauważyć, że osoby pozostające w takich związkach nie zyskałyby właściwie nic, gdyby (wielkie gdyby) weszła w życie przygotowywana przez GI ustawa. Podobnie jak nie trzeba wielkiej wyobraźni i wielogodzinnych konsultacji, żeby się domyślić, że brak wind i podjazdów jest wielkim architektonicznym utrudnieniem dla osób na wózku (choć oczywiście w przypadku każdego wykluczenia i każdej dyskryminacji są takie szczegóły, o których bez aktywnej chęci dowiedzenia się możemy nigdy nie wiedzieć).

To zresztą arcyciekawe, jak bardzo można nie chcieć czegoś zobaczyć, nawet wtedy, kiedy stoi przed nami i próbuje się z nami komunikować. Przynajmniej na jednym z kolejnych spotkań, jeśli pojawi się kwestia związków wieloosobowych, pan Legierski nie będzie już mógł użyć argumentu, że nie zna nikogo, kto wysuwa takie postulaty. Zwłaszcza że, o ile dobrze rozumiem, spotkania, na które jeździ pan Legierski, nie mają na celu wyłącznie jednokierunkowej prezentacji projektu GI, ale raczej konsultacje społeczne, czyli zbieranie oddolnych opinii i postulatów – nawet jeśli w opinii prelegentów wydają się one „z kosmosu wzięte”.

Bardzo żałuję, że skoro już pan Legierski zdecydował się na sprostowanie, nie zechciał odnieść się do „innych zarzutów” (choć to w zasadzie wciąż jeden i ten sam zarzut, w różnych wcieleniach). Spodziewałbym się, na przykład, że sprecyzuje swoją postawę względem osób niepełnosprawnych. Jeśli zarzucam mu, że nie rozumie mechanizmów wykluczenia – bardzo chętnie dam się przekonać (ale nie tylko na poziomie deklaratywnych stwierdzeń), że jest inaczej. Jeśli napisałem, że w moim poczuciu nie posiada on anty-wykluczeniowego, prosolidarnościowego impulsu – to naprawdę bardzo bym się cieszył, gdyby zasypał mnie faktami, które zadadzą kłam tej konstatacji. Yga Kostrzewa wspomniała na spotkaniu o tym, że Izabela Jaruga-Nowacka angażowała się w sprawy wielu bardzo różnych grup społecznych czy zawodowych, podlegających różnym rodzajom wykluczenia (np. – oprócz LGBT – także w sprawy pielęgniarek, górników czy weteranów wojennych); stąd w moim tekście znalazło się wezwanie do głębszego przemyślenia „jej postawy etycznej i spuścizny politycznej”. Czy pan Legierski – jako polityk – angażuje się (albo deklaruje chęć zaangażowania się) w podobne sprawy dotyczące różnych upośledzonych społecznie, prawnie lub ekonomicznie grup i jednostek? Czy chociaż wykonuje jakiś symboliczny gest poparcia, gest zrozumienia, w ich kierunku? Pytam także jako potencjalny wyborca – chociaż o mój głos pan Legierski pewnie nie zechce już walczyć.

Komentarz Tomka Sikory dostępny na jego blogu Hodowla Idei.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa