Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach

Naukowcom wychodzi, że ich jest najwięcej, ale tak naprawdę ich nie ma. Po prostu nie ma i koniec. Bo czy Ty, drogi czytelniku i czytelniczko, znasz jakąś zdeklarowaną osobę biseksualną? Na początku niektórzy znajomi coś tam przebąkują, że „jestem bi”. Ale potem deklaracje są jasne: kocham kobiety, jestem lesbijką. Skrót LGBT jest o jedną literkę za długi – jakie bi, skoro nikogo bi nigdzie nie widać?

W dyskusji organizowanej przez KPH Wrocław i Falanster, która odbyła się w ubiegłą środę, Janusz Boguszewicz zauważył, że w literaturze można prześledzić wątki homo, ale tych biseksualnych nigdzie nie widać. Dlaczego?

Mimo że ukończyłam filologię polską, ja też nie wiem, dlaczego „tych bi” w literaturze nie widać. W malarstwie – Frida Kahlo. W muzyce – David Bowie. Koniec mojej wyliczanki, pora przejść do argumentów dwóch grup, które próbowały udowodnić bądź obalić tezę debaty oksfordzkiej, która brzmiała: „biseksualizm to wygodna orientacja”.

Bi to asekurancka latawica

Osoba homoseksualna może całe życie nie mieć żadnych stosunków seksualnych. Jeśli jednak określi się jako gej lub lesbijka, to jej tożsamość nie podlega dyskusji. Skoro mówisz, że jesteś gejem, to jesteś. Jeśli osoba biseksualna ma stosunki tylko z jedną płcią – na przykład płcią przeciwną, to jest hetero. Na nic tu jej wewnętrzne poczucie, że jest bi. Skoro nie sypiasz z jednymi i drugimi (najlepiej naraz) to jesteś hetero. Po co więc udajesz, że jesteś bi? Chcesz zaszokować towarzystwo, być modna/y, zwrócić na siebie uwagę, coś ugrać.

Jeśli osoba biseksualna zdradzi – szczególnie osobę homoseksualną – z osobą płci przeciwnej – jest tylko asekurancką latawicą. Zostawia sobie uchyloną furtkę, żeby na czas zwiać do świata hetero, zanim posypią się kamienie. Wykorzystuje gejów i lesbijki. Wciąż nagina swoją tożsamość, bredzi coś o płynności tożsamości, ma stracha, żeby się zdeklarować i opowiedzieć po którejś ze stron w tej wojnie. Po prostu z kimś się prześpi, bo jej tak wygodnie, a potem nie pójdzie na paradę, na marsz, nie będzie walczyć o związki i małżeństwa jednopłciowe – bo jej nie zależy. Bo już uwiła gniazdko z obrzydliwym heterykiem.

Czy wygodnie być bi?

Moja koleżanka, która wiele lat spędziła w związku z kobietą, dziś przez środowisko LG określana jest jako „biszkopt”. Dlaczego? Bo się związała z biologicznym mężczyzną. Który psychicznie jest w dużym stopniu kobietą. Moja koleżanka, która związała się z transwestytą, przeżyła odrzucenie środowiska. Jej przyjaciel nawet jej tłumaczył, że „zdradziła homoseksualizm”.

Podwójne wykluczenie

W środowisku LGBT, nienormatywnym i queerowym osoby bi czasem się pojawiają. A potem jakoś znikają. Bo przecież, skoro ona od dwóch lat ma żonę i jest jej wierna, to jest lesbijką. Skoro on miał żonę, ale się z nią rozwiódł dla faceta, to wiadomo, że jest gejem. Fakt, że osoby biseksualne są w związkach jednopłciowych w sposób jednoznaczny wymazuje przeszłość. Dla większości to nie jest wartościowa przeszłość, tylko heteroseksualna pomyłka. Osoby biseksualne, które są w homoseksualnych związkach, często są postrzegane, jako te, które się „nawróciły” lub w końcu odważyły jasno się określić. Jeśli są wierne, jeśli od lat żyją z partnerami tej samej płci – ich biseksualność zanika. Tak samo jak zanika tożsamość osób biseksualnych, które żyją w związkach hetero. Wspomnianą Fridę kojarzymy chyba głównie z jej mężem Diego Riverą. Jej partnerki-kobiety, to tylko smaczek, wybryczek, kaprysik w jej życiu. Specjalnie używam form spieszczonych. Gdyż i biseksualność często się „spieszcza”.

Was nie można traktować poważnie!

Osoby biseksualne są infantylizowane. Traktowane zupełnie niepoważnie. Bo – „stanowią zagrożenie”. Bo „nie mogą się zdecydować”. Bo „nie wiadomo, czego się po nich spodziewać”. Takie właśnie padały argumenty w naszej dyskusji. Nie możemy was traktować poważnie, bo wy sami jesteście niepoważni, nie umiecie, nie chcecie się określić. „Spójrzcie na Mercurego – przecież mówił, że jest bi, ale był gejem!” – to był jeden z zarzutów. „No i już wiemy, kto robi zły PR biseksualistom – ripostuje grupa przeciwna – geje, którzy boją się przyznać, że są gejami”.

Poliamoria a biseksualność

Poliamoria (trwałe związki więcej niż dwóch osób) to nie jest to samo, co biseksualizm. A jednak biseksualistom przypina się łatkę osób żyjących w trójkątach i wielokątach i orientację seksualną łączy z rozwiązłością seksualną! Argument taki sam jak ten, że osoby homoseksualne są rozwiązłe i nie potrafią stworzyć stałego, wieloletniego związku. Absurdalny? Ale jak bardzo żywy! Jak częsty! Ile razy padał! Słuchając dyskusji, doszłam do wniosku, że treścią orientacji biseksualnej jest skłonność do zdrady. Kiedy jedna z dyskutantek zadała pytanie, czy osoba biseksualna może być wierna i żyć w monogamicznym związku, na chwilę zapadła cisza. A potem padło ciężkie „tak”. Ach, jak trudno nawet pokusić się o wyobrażenie sobie sytuacji, w której biseksualna kobieta tworzy udany, wieloletni związek z lesbijką! Przecież wiadomo, że to się nie uda, bo prędzej czy później odejdzie do faceta…

Dychotomiczny świat

Mamy dwie płcie. Transgenderycy nie istnieją. Mamy dwie orientacje – homo i hetero. Biseksualiści to po prostu ci, którzy chcą się zabawić albo też brak im jaj, żeby się przyznać, że są gejami. Biseksualiści to też ci, którzy po prostu mają tożsamość jajka – i w zależności od okoliczności – przybierają kształt naczynia, w którym im wygodniej. Łatwiej i bezpieczniej.

Biseksualiści to wcale nie ci skomplikowani emocjonalnie i tożsamościowo ludzie, którzy czasem przeżywają dramaty zawężania swojej tożsamości do „bycia” homo lub hetero, żeby innym żyło się łatwiej. Żeby nie musieli obcować z człowiekiem, który siedzi okrakiem na płcie, bo taka już jego natura. Biseksualiści to nie ci, którzy przeżywają odrzucenie przez środowisko, najpierw – heteroseksualne (ciot nie lubimy), a potem homoseksualne (co to za gej, który miał żonę?). Ani nie ci, którzy w heteronormatywnym świecie, próbują żyć, łamiąc „odwieczny” i „święty” dychotomiczny podział.

Smutna prawda (?) jest taka, że większości osób bi nie widać, gdyż – jeśliby w końcu wyszli z szafy – nagle by się okazało, że świat jest zbyt skomplikowany i różnorodny, jak na nasze nerwy. Czarno-biały świat, nawet w tym towarzystwie, jest łatwiejszy do zaakceptowania, niż ten tęczowy, którego niby nam by się chciało. Lecz, kiedy głowę wychyla osoba trans, biseksualna lub – przegięta w paragraf – jest zbyt dziwaczna (chciałoby się rzec: queerowa), żeby wpuścić ją do uporządkowanego homo-światka, który trwa w opozycji do świata heteryków. Cóż, ci bi to są jednak w połowie przecież hetero…

Konkluzja po debacie

Przewagę zdobyła grupa obalająca tezę, według której „biseksualizm to wygodna orientacja”. Ale mam wrażenie, że to tylko poprawność polityczna na chwilę wzięła górę… W środowisku LGBT jest tyle stereotypów na temat osób biseksualnych, że aż trudno w to uwierzyć, kiedy o wszystkich się pomyśli. Większość osób bi jest przezroczysta – nie zauważa się ich, więc nie ma komu odczarowywać stereotypów. Może to właśnie im zależy na tym, żeby uchodzić za „porządną i zdeklarowaną osobę homo”, a nie wiecznie niezdecydowaną , no i – „latawicę”!

Voca Ilnicka – wolontariuszka KPH Wrocław


Foto: Joanna Zimmermann

***
Debata oksfordzka – pozwala zarówno na dokładne rozważenie argumentów za i przeciw danej tezie, jak i na doskonalenie argumentowania, uczy kultury dyskusji. Dwa kilkuosobowe zespoły („za” i „przeciw”) na przemian zadają i odpowiadają na pytania przeciwników, odpowiadają również na pytania publiczności. Przed rozpoczęciem debaty sprawdza się ile spośród zgromadzonych wśród publiczności osób popiera dane stanowisko. Po zakończeniu głosuje się ponownie. Zwycięża zespół, którego poparcie wzrosło.

W cyklu debat organizowanych przez KPH Wrocław we współpracy z księgarnio-kawiarnią Falanster omawiamy różne obszary życia ważne dla lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queerowych. Społeczny odbiór i znaczenie marszy i parad, homorodzicielstwo, comming-out, związki partnerskie, zmiana płci czy postrzeganie biseksualności – to tylko niektóre z nich. W każdą ostatnią środę miesiąca bierzemy pod lupę argumenty pojawiające się w mediach i dyskursie publicznym. Tworzymy przestrzeń, w której można wyrazić swoje zdanie, zmierzyć się z wątpliwościami i nauczyć argumentować.

Jeśli nie brak Ci wiedzy i odwagi – weź udział (zgłoszenia i propozycje kontrowersyjnych tematów można wysyłać na: debatyoksfordzkie.KPH@wp.pl). Jedynym warunkiem uczestnictwa jest zgoda na publiczne prezentowanie poglądów (czasem sprzecznych z własnymi – stanowisko jakie prezentują uczestniczki i uczestnicy jest losowane przed debatą).

Od red.
Debaty odbywają się w ostatnią środę miesiąca! Na pewno poinformujemy o kolejnej!

25 komentarzy do:Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach

  • KaFor

    [Re: Podwójne wykluczenie - wokół wrocławskiej debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)a]

    Ileż to razy prostowałam, iz nie jestem ‚lesbijką’.

    „jak to!?” – zdziewienie to nagminna reakcja. :)

    Nieistotne w tym jest kompletnie, czy tak widzi innych wokół osoba homo-, czy heteroseksualna. Taką ‚mapę’ w głowie – jak opisana w tekscie – ma mnóstwo osób.

  • Max

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Jest to szkolny tekst o tym, czym jest biseksualizm, a takich tekstów bardzo brakuje. Bardzo dobrze autorka pokazała stereotypy myślenia z perspektywy homo i hetero.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    ” Osoby biseksualne, które są w homoseksualnych związkach, często są postrzegane, jako te, które się „nawróciły” lub w końcu odważyły jasno się określić. Jeśli są wierne, jeśli od lat żyją z partnerami tej samej płci – ich biseksualność zanika. Tak samo jak zanika tożsamość osób biseksualnych, które żyją w związkach hetero.”

    Dobry tekst, sluszna obserwacja, ale mimo wszystko (jak przewaznie?) brakuje wyodrebnionego i czarno na bialym: „niewidocznosc biseksualistow wynika glownie z tego ze orientacja jest przede wszystkim postrzegana w kontekscie zwiazku w ktorym dana osoba jest obecnie”.

    „A jednak biseksualistom przypina się łatkę osób żyjących w trójkątach i wielokątach i orientację seksualną łączy z rozwiązłością seksualną!”

    I co idzie za poprzednim – taki typ biseksualistow jest najbardziej widoczny jako biseksualisci, stad przypinanie takiej latki ogolowi biseksualistow.

  • Moje imię to ...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Sam przeżywam coś, o czym mowa w tym tekście. Nie ma we mnie żadnych negatywnych emocji co do jego treści.

    Co prawda nie spotkałem się z odrzuceniem ze strony środowiska, bo zwyczajnie nie należę do niego (rozumiem to przez to, że nie jestem bywalcem klubów itd.)
    Jednak na swojej drodze spotkałem parę osób, które mówiły o tym, że powinienem się określić, bo od tego zależy moje szczęście.

    Ale ja nie potrafię się określić. Jeśli ktoś myśli, że jestem niezdecydowany, to się myli.

    Jest to rodzaj zachwiania równowagi tożsamości seksualnej – skomplikowana sprawa.

    Zapewne dookreślenie siebie (czyli ktoś mówi o sobie, że jest gejem/lesbijką) ma różnorakie podłoże: np. chłopak zakochał się w chłopaku w wieku nastu lat i to uczucie jest tak silne, że bez skrępowania może określić siebie osobą homoseksualną.

    Uwierzcie mi – osoba, która nie potrafi się określić ma na prawdę duży problem.

    Kiedyś myślałem, że muszę się określić, że jestem gejem, ale nie wyszło mi to na dobre.
    Nie czułem się komfortowo w roli, którą sam sobie narzuciłem.

    Zapewne przez niektórych zostanę posądzony o gadanie jakichś bzdur, że się nasłuchałem o homoseksualizmie samych najgorszych rzeczy i dlatego tak o tym piszę. Ale to nie prawda. Każdego dnia dokonuję samoobserwacji siebie, prowadzę rozrachunek z samym sobą. Wydaje mi się to i sztuczne, i prawdziwe.

    Jestem niedookreślony – nie potrafię powiedzieć o sobie , że jestem gejem, czy biseksualistą, a może jestem aseksualny?

    Cieszę się, że nareszcie wiem, jak ze mną jest, tzn. nie jest to sytuacja szczególnie komfortowa, ale w porównaniu z poprzednim narzuconym sobie pewnym schematem nie czułem się dobrze.

    Czasami pytam, czy ten problem istnieje realnie? Jest to coś takiego, co nie pozwala cieszyć się seksualnością. Ma to swoje dobre strony, ponieważ czyni mnie to wartościowym człowiekiem (tak czuję), poszukuję, badam siebie, poznaję.

    Jest to bardzo trudne, czasem niszczące i smutne.

    Ale widzę w tym również jakieś piękno, sądzę , że zawsze są dwie strony medalu i jeszcze coś po środku, może nawet złoty środek.

    Moim szczęściem jest to, że teraz nie lokuję siebie w żadnej ze stron. Nie wywieram już na siebie presji i żyje mi się o niebo lepiej.

    Każdy z nas chce czuć się wyjątkowym.
    Niektórzy pozują (pozerstwo), niektórzy są naturalni, niektórzy kontemplują swoją naturę.

  • Moje imię to ...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    I jeszcze chciałem dodać, że w skrócie LGBT brakuje Q , czyli Questionig (kwestionowanie swojej seksualności)

  • d.biskupa

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Ale zamordyzm tu zapanował. Detrollator wycina moje komenty bez śladu… ;(
    [wszelkie uwagi na temat pracy detrollatora prosimy kierować na adres redakcji]

  • nimb

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Nie tylko twoje, nawet niewinne żarty wycinają. Zaczęła się walka ideologiczna…

    [wszelkie uwagi na temat pracy detrollatora prosimy kierować na adres redakcji]

  • ...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Robi mi się alergia na mądrość Frondy.

  • Moje imię to...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Ciekawy tekst , mało komentujących.

    Szkoda.

  • czytelniczka

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    @Moje imię to

    A bo to tak jest, najpierw słychać marudzenie, że o biseksualistach się nie mówi, że są wykluczeni (byłam na reklamowanej na homiki.pl debacie o BI w Krakowie, to sama słyszałam), a jak się pojawia w miarę fajny (no, może mało kontrowersyjny) tekst o biseksach, to grób i mogiła. Dyskusji zero.

  • Soniasonia

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Bardzo dobry, bardzo potrzebny tekst! Odnoszę wrażenie, że portal w publikowanych tekstach skupia się wyłącznie na literze „G”. Co do literatury, chciałbym się nie zgodzić. Jeśli przejrzy się dzieła publikowane przed circa 1970 (Zachód) czy 1990 (Polska i blok wschodni), to okazuje się, że postaci literackie uważane w większości analiz za homoseksualne są w rzeczywistości biseksualistami. Jako ciekawostkę można podać, że męscy bohaterowie powieści popularnej autorki Anny Rice są w większości biseksualni.
    Poza tym, często trudno określić orientację seksualną. Kim na przykład jest dziewczyna, która weekendami przebiera się za mężczyznę i wyjeżdża do Krakowa, by tam podrywać turystki, podczas gdy kobiece ciało nie wydaje się jej podniecające? Albo chłopiec, któremu podobają się kobiety, ale zakochał się w rówieśniku? Jaka jest orientacja seksualna hermafrodyty?
    Podobno, jeśli by się głębiej przyjrzeć, to okazuje się, że większość ludzi jest biseksualna ;)

  • gabadajbor

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Świetny tekst!
    Zgadzam się z autorką, bo u znajomych – zdeklarowanych „homo” – wychwytuję często między wierszami dezaprobatę dla osób „bi”. Co mnie dziwi, w środowisku LGBT widzę nawet więcej tolerancji dla osób takich jak ja – „hetero”, niż dla osób „bi”.
    Dla mnie to bzdura – każdemu należy się taki sam szacunek i zrozumienie, o ile jego/jej wybory podyktowane są tym, co naprawdę czuje i jaki/jaka jest, a nie np. modą…

  • Moje imię to...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    @gabadajbor

    masz rację, że każdemu należy się taki sam szacunek i zrozumienie, o ile jego/jej wybory podyktowane są tym, co naprawdę czuje i jaki/jaka jest, a nie np. modą…

    Tylko, że widzisz.
    Nasze wybory życiowe i to, co czujemy znowu jest trudno zdefiniować i ująć w kategorie prawdy, szczerości.

    Można by zapytać ilu prawdziwych homo jest wśród osób, które przychodzą do klubu i określają siebie gejami. Dookreślenie siebie to bardzo złożona i nieprosta sprawa.
    Być może lepiej siebie nie dookreślać. Trudno właściwie znaleźć klarowną odpowiedź, która uspokoiłaby osoby, zastanawiające się nad swoją seksualnością.

    Freud powiedział, że wśród osób homoseksualnych jest tyle samo nieudaczników, co wśród heteroseksulanych.
    Można powiedzieć również, że wśród homoseksualistów jest tylu wspaniałych ludzi, co wśród heteroseksualistów.
    Zauważmy nasze relacje międzyludzkie.
    Czy naprawdę mamy ich tak wiele, że jesteśmy w stanie osądzić jacy są homoseksualiści, a jacy heteroseksualiści?
    Nie sądzę. W danych kontaktach z ludźmi jesteśmy uczestnikami pewnych sytuacji, tych przyjemnych i mniej przyjemnych. Jeżeli je jakoś oceniamy, to tylko na podstawie zaistniałych spięć, nerwów, ale również ciekawych rozmów.

    Ja należę do osób, które przeżywają swoją seksualność, kwestionują ją.
    Z własnego doświadczenia, obserwacji mogę śmiało powiedzieć, że o takich osobach mówi się jeszcze znacznie mniej niż o homoseksualistach. Nie jest to powód do narzekań, ale to taka drobna uwaga, spostrzeżenie.

    Wcześniej myślałem o sobie, że jestem gejem, ale teraz wiem, że tak do końca nie jest. W ogóle co to znaczy być gejem?

    Jeżeli ktoś potrafi siebie tak określić, czuje się z tym znakomicie, to wspaniale.

    Ale jakoś trudno mi uwierzyć, że ludzie są szczęśliwi dookreślając siebie. Czasem mogą przez to cierpieć, ponieważ narzucają sobie schemat bycia kimś , kim tak na prawdę nie są.
    Ja przez to przeszedłem.

    Zastanawiam się ilu mężczyzn/kobiet określających siebie gejami/lesbijkami jest tak na 100% osobami o orientacji homoseksualnej.

    Czasami chcemy czuć się bardzo wyjątkowymi osobami i jesteśmy gotów zrobić wszystko, aby się wyróżnić.

    Homoseksualizm istnieje – oczywista – miłość homoseksualna może być piękna – o ile faktycznie jest to miłość i określenie siebie homoseksualistą nie wynika z chęci bycia innym.

    Człowiek jest istotą zawieszoną pomiędzy sztucznością i prawdą.

    Ludzie bez refleksji nad sobą, innymi są zaślepieni swoją wizją świata, stąd biorą się podziały, konflikty.

  • d.biskupa

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Bardzo sympatyczny tekst osoby nade mną, ale naiwna wydaje mi się teza, ze ludziom samookreślanie się nie potrzebne jest do szczęścia. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, ze w znakomitej większości wypadków własnie potrzebujemy samookreślenia się. Dotyczy to zwłaszcza seksualności.

  • Moje imię to...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    @d.biskupa

    Dziękuję.

    Dookreślenie, czy samookreślenie jest potrzebne, ale niełatwe.
    Zauważ jednak, że piszę z punktu widzenia osoby, która swoją seksualność kwestionuje, poddaje w wątpliwość.

    Sądzę, że jeżeli chodzi o seksualność nie można dookreślić się całkowicie, ponieważ jest to coś tak elastycznego, nieuchwytnego i zmiennego, iż trudno ująć to w kategorię definicji.

    Jako pojęcie – seksualność – istnieje.

    Jako definicja – wiadomo, że można stworzyć ich wiele, będą zawierały jakieś części wspólne.

    Nie twierdzę, że samookreślenie nie jest potrzebne do szczęścia, uważam natomiast, że dookreślenie jest trudne. Jeżeli ktoś chce się dookreślić, to znaczy, że chce być szczęśliwy. A przecież powiedzenie o sobie – jestem gejem/lesbijką/bi musi być – przynajmniej jak dla mnie – potwierdzone solidnym przekonaniem co do swojej orientacji seksualnej.

    Często mówimy o pewności orientacji seksualnej, prawie wogóle nie mówi się o osobach , które kwestionują swoją seksualność, nie są jej pewni.

  • d.biskupa

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Dla ciebie twoja seksualność jest elastyczna i zmienna i trudno ci się „dookreślić”, inni–i podejrzewam, że zdecydowana większość–takiego problemu nie mają. A przynajmniej przechodzi im z wiekiem… Tyle.

  • Moje imię to...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    A ja myślę, że większość osób ma taki problem, tylko, że nie potrafią o tym rozmawiać, bo to, co przemilczane albo mówione głośno tyle, że o innych grupach (gay , lesbian, bi), co oczywiście nie jest złe, jakby przeważa nad tym, co również stanowi duży problem, wyzwanie dla własnego mierzenia się ze swoją tożsamością seksualną, czyli o kwestionowaniu swojej seksualności (questioning)

  • d.biskupa

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Ty myślisz, że większość ma taki problem, a ja myślę, że większość nie ma. I ty, i ja, po prostu projektujemy na tę „większość” swoją sytuację. Trudno więc dyskutować: ja uważam, że fakt, iż mało się mówi o „kwestionowaniu swojej seksualności”, tylko potwierdza moją tezę, ty–jak rozumiem–uważasz dokładnie na odwrót :)

    Zamiast gdybać i się licytować, chętnie bym coś więcej przeczytał o owym „questioning”, bo przyznam się, że właściwie nie wiem, czy rozumiem, na czym to polega. A nuż, okaże się, że też to mam, tylko o tym nie wiem.

    Jakbym był redakcją homików, to bym chętnie zamówił u ciebie tekst na ten temat. No ale nie jestem, chlip, chlip. A oni tu chyba jednak wolą politykować…

  • Moje imię to...

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Nie, ja też uważam, że mało mówi się o kwestionowaniu seksualności.

    Kwestionowanie seksualności polega na tym, że człowiek nie wie jakiej jest orientacji seksualnej – część ludzi potrafi zdefiniować siebie w sposób oczywisty jako osoby homoseksualne, biseksualne, czy heteroseksualne.
    Ja natomiast nie potrafię siebie określić, ponieważ nie czuję się heteroseksualny ani homoseksualny, chociaż mógłbym powiedzieć, że jestem heteroseksualny, ale z drugiej strony wiem, że tak nie jest. Kwestionuję swoją seksualność z tego właśnie powodu, że nie potrafię wpisać się w żadną orientację. Mógłbym np. powiedzieć, że jestem biseksualny, ale znowu poddaję to w wątpliwość. Kwestionowanie swojej seksualności przejawia się w dużym stopniu w niepewności swojej orientacji seksualnej.
    Wcześniej próbowałem ulokować siebie w orientacji homoseksualnej, ale jakby przyjęcie tego modelu seksualności nie wyszło mi na dobre, ponieważ byłem tym, kim do końca nie jestem. Do końca, ponieważ w jakimś stopniu jednak jestem, więc znowu spotyka się to z niepewnością.
    Takie niedookreślenie wiąże się ściśle z niepewnością, jak już wcześniej pisałem.
    Ma ona swoje źródło w tym, że moja orientacja seksualna zmieniła się, ale to, co było poprzednio nie zaniknęło. I to również przyczyna tego, że nie potrafię się określić, kwestionuję.

    I żeby była jasność, uważam, że jeżeli ktoś potrafi się określić i jest mu z tym naprawdę bardzo dobrze, bo rzeczywiście czuje się takim jakim jest faktycznie, z natury, to CUDOWNIE! :)

    Ale egzystencja człowieka jest dosyć złożona i na prawdę ludzka natura nie jest taka prosta.

    Na ile potrafimy się określić? Na ile jesteśmy prawdziwi, a na ile sztuczni w swoim określeniu?

    To pytania , które stawiam sobie codziennie.

    Na portalu tym pojawił się niedawno artykuł o Q i tam również jest to wyjaśnione.

    Ale mając świadomość, że jestem kwestionującym swoją seksualność żyje mi się znacznie lepiej, bo wiem na jakim stoję gruncie. Rzecz jasna, nie jest tak, że wszystkie niepewności odpuściły i jestem „happy”, ale w przeciwieństwie do tego, co o sobie myślałem kiedyś teraz jakby w tym niedookreśleniu potrafię się określić (użyłem metafory, którą mogę wyjaśnić, jeśli będzie taka konieczność:-) )
    Innymi słowy jestem poszukującym swojej seksualności.
    Pozdrawiam

  • BJ

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Hej,
    Ciekawa sprawa. Sam się zastanawiam nad powyższym w związku z własna osobą. Zawsze marzyłem o facetach ale do ołtarza poszedłem z kobieta z własnej woli bo się zakochałem…

    Heterykiem nie jestem, mimo, że byłem żonaty, mam córę i nie mogę powiedzieć ze kobiety mnie nie pociągają…
    Jestem z facetem, a tęsknię za mężczyzną i brakuje mi trochę kobiety…

    Wydaje mi się, że cały problem z określaniem seksualności bierze się z faktu, ze wiążemy seksualność z fascynacja fizyczną płcią a nie z płcią mózgu.
    Ciało jest tylko powłoką tego czego pożądamy a potem kochamy (nie mówię bez znaczenia).

  • Peter Pan

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Trafiłem na ten archiwalny artykuł i trochę mnie „wbiło w fotel”. Nie tylko dlatego, że zobaczyłem tu merytoryczne i całkiem mądre posty dupy biskupa.
    Także z powodu mojego ulubionego lewicowego bzdetu, użytego tym razem wobec grupy, którą reprezentuję: PODWÓJNE WYKLUCZENIE !
    Wiemy, że lesbijki są podwójnie wykluczone w stosunku gejów, teraz jeszcze biseksualiści są podwójnie wykluczeni w stosunku do homoseksualistów.
    Czyli z moich obliczeń wychodzi, że biseksualne kobiety są poczwórnie wykluczone. A tymczasem każdy wie, że kobiety, które się czasem zabawią z kobietami są akurat najbardziej akceptowanymi osobami LGBT.

    Problem nie polega na sumowaniu i mnożeniu różnych rodzajów dyskryminacji. Tzw. „podwójne wykluczenia” nie występują jako przypisane społecznie do różnych tożsamości negatywne atrybuty.
    Powstają dlatego, że niektóre osoby chcą zdobyć większą akceptację dla siebie, kosztem innych. Twierdzą, więc, że są porządnymi gejami, gdyż mają swojego chłopaka i są mu wierni – nie to co ruchający się na prawo i lewo biseksualiści. No i są mili i ładni – nie to co zgorzkniałe, brzydkie lesby.
    Tylko mówiąc szczerze, to działa także w drugą stronę. Czyż nie ma biseksualistów, którzy nie lubią „pedałów” ? I którzy twierdzą, iż czasem można się zabawić z chłopakiem, ale ten kto w ogóle nie zwraca uwagi na laski to jakiś „zbok” ?

  • Peter Pan

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    w stosunku do … ,
    sorry !

  • krzsz1986

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Tylko mówiąc szczerze, to działa także w drugą stronę. Czyż nie ma biseksualistów, którzy nie lubią „pedałów” ? I którzy twierdzą, iż czasem można się zabawić z chłopakiem, ale ten kto w ogóle nie zwraca uwagi na laski to jakiś „zbok” ?

    Właśnie dlatego osoby bi nie są bardziej wykluczone niż osoby homo. Poza tym bi, będąc w związku z osobą przeciwnej płci, może doskonale realizować model pary hetero i nie podlegać jakiemukolwiek wykluczeniu, dyskryminacji, itp.

  • Peter Pan

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    @ krzsz

    No, więc właśnie mówię, że nie są. Mogą być w danej sytuacji, ale nie „z definicji”.

  • d_biskupa

    [Re: Podwójne wykluczenie. Wokół debaty oksfordzkiej o biseksualist(k)ach]

    Stare dzieje. A już wtedy detrollatornia mnie tępiła. Jestem weteranką!




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa