- homiki.pl - http://homiki.pl -

Jestem nauczycielką i jestem lesbijką

[1]

Decyduję się na tę opowieść, bo wiem, że nie jest to tylko moja historia. Że osób o orientacji innej niż heteroseksualna jest w szkole mnóstwo. Wśród kadry pedagogicznej, wśród młodzieży, wśród woźnych.

Marta Konarzewska jest polonistką, ukończyła także gender studies na UW, a obecnie jest także wicenaczelną czasopisma lesbijsko-feministycznego „Furia”. Zasłynęła w mediach jako obrończyni uczennic Anny i Mai, które opublikowały w sieci zdjęcia artystyczne ze swoim udziałem. Dyrekcja szkoły zarzuciła dziewczynom „manifestowanie orientacji seksualnej”, co oczywiście miało narażać na szwank „dobre imię szkoły”. Sprawa skończyła się pomyślnie dla uczennic, głównie dzięki włączeniu się do akcji mediów (pisaliśmy o tym TUTAJ [2]).

Paranoja

Wiem, że znów usłyszę: „Czy pani wie, jaką krzywdę wyrządziła szkole?”, „Czy zdaje sobie pani sprawę, kim jest? A przecież panią zatrudniamy” – pisze nauczycielka.

Wicedyrektorka szkoły wynalazła sprytny fortel, zażądała zmiany formy komunikacji – odtąd komunikacja odbywała się poprzez wymianę pism. Dyrektora wprost pisała, że Marta Konarzewska stanowi zagrożenie dla niej:

Pani wice pisze, że nauczyciele zobowiązali się dyżurować przy niej, by nie naraziła się na bezpośredni kontakt ze mną. Pisze: „W przypadku, gdy nikogo spośród nauczycieli nie będzie, [nauczyciele] uznali za właściwe, bym zamykała się w gabinecie w celu uniknięcia Pani agresywnych zachowań i ich ewentualnych konsekwencji”.

Te słowa nadają się do postawienia diagnozy psychiatrycznej, a raczej nadawałyby się, gdyby nie to, że są reakcją „obronną” znakomicie obmyślaną. Zrzucić winę na nauczycielkę, odwrócić kota ogonem, zamknąć niewygodną furtkę do ewentualnych rozmów, dyskusji i mieć pretekst, dopowiedziany autorytetami i świadkami („nauczyciele uznali”), po czym można z czystym sumieniem pozbyć się niewygodnego pracownika. Nerwica natręctw? Mania prześladowcza? Lepiej samemu być ofiarą poczynań lesbijki, bo przecież szkoła to oaza tolerancji („zrobiłaś z nas homofobów” – mówią nauczyciele). Okazuje się, że zagrożeniem jest kobieta mierząca 156 cm…

Wrzód

Marta Konarzewska przywołuje w tekście czasy rządów PiS i przesławnego ministra Giertycha. Jest to ważna analiza, głos uczestniczki wydarzeń wrażliwej na homofobię.

Często mówi się, że za czasów Romana Giertycha było źle, a teraz jest normalnie. To nieprawda. Czasy Giertycha uprawomocniły skłębione lęki i ksenofobiczne przeświadczenia. Dały im prawo głosu. Ale Giertych jako minister był wrogiem w kilku innych kwestiach. Zmobilizował przeciw sobie wielu nauczycieli. Żeby go nie popierać, wystarczała doza zdrowego rozsądku.
Teraz nie ma wroga, nie ma i buntu. Postgiertychowska homofobia jest groźniejsza. Przed wyrazistym absurdem łatwo się obronić. Przed „normalnością” – trudniej.

Sytuacja po odejściu Giertycha: na szkolną studniówkę szykowała się uczennica, wyoutowana lesbijka, która chciała, by podczas tego ważnego wieczoru towarzyszyła jej dziewczyna. Wychowawczyni okazała się tolerancyjną osobą, ale lepiej, aby dziewczyny nie tańczyły ze sobą, nie trzymały się za ręce, nie okazywały uczucia… Nauczycielka podaje inny przykład, do szkoły chodził model, zadbany, z długimi włosami, na tle uczniów – ekstrawagancki, gdyż się wyróżniał. Pewna pedagożka uznała, że „wygląda jak ciota”. To doprowadziło chłopaka do pionu, stał się „normalny”.

Konarzewska przywołuje często w swojej opowieści pojęcie „normalności”. Szkoła ma funkcjonować tak, jak powinna. Powinność to: „wychowywanie w duchu patriotyzmu”, „my tu mamy do przekazania tradycyjne wartości”, „Nie żyjemy we Francji”…

„Zrobiłaś z nas homofobów, a MY jesteśmy tolerancyjni” – mówią pokrzywdzeni nauczyciele. – Ja zrobiłam?

Oczywiście z góry widać, że „coś tu nie gra”. Szkoła miota się między rodzicami i Kościołem a kuratorium. To pat, który długo nie zostanie przełamany na poziomie instytucjonalnym. A przecież dochodzą do tego kwestie osobowościowe, wyznawany światopogląd i odwaga cywilna. Nie wspominając o stereotypach krążących na temat osób nieheteroseksualnych… Współodpowiedzialność za wychowywanie dzieci i młodzieży równa się niewychyleniu poza to, co akceptowalne. Każdy ma tutaj „coś do stracenia”. Począwszy od etatu, skończywszy na nieprzyjemnościach związanych z inwazją rodziców, szkolnych katechetów czy kolejnej kontroli z góry. W tym sensie polska szkoła jest instytucją opresji niejako z definicji, tutaj każde odstępstwo od normy jest bardziej widoczne i łatwiejsze do eliminacji (choć są chlubne wyjątki!). Wielki Brat czuwa. Nie wszyscy jednak milczą, czego dowodem jest artykuł Marty Konarzewskiej.

Ku pokrzepieniu

Dlaczego tak bardzo wzruszyła ta opowieść? Dlatego, że mógłbym być na miejscu Marty Konarzewskiej. Również ukończyłem polonistykę i gender studies, mam uprawnienia nauczycielskie (chyba już nie są ważne), od zrozpaczonych rodziców nie raz słyszałem po coming oucie: „przecież masz być nauczycielem!” (więc oczywiście nie mogę być gejem). Mógłbym pół życia poświęcić na walkę o to, by „się nie wydało”… Dlatego pragnę podziękować Marcie Konarzewskiej za te słowa:

Rozumiem każdego, kto się boi. Rozumiem obawę każdego z was, czy jest homo, czy hetero.
Ale podczas swojej drogi nauczycielskiej zrozumiałam, że jeżeli nie chcę być narzędziem ideologii, która opresję ubiera w piękne słówka, to muszę powiedzieć, jaka jest prawda.
Jeżeli nie chcę, żeby dyrektor mnie straszył, jeżeli nie chcę dłużej się bać, że TO się wyda, muszę powiedzieć pierwsza. Dlatego mówię.
Jestem nauczycielką i lesbijką.
Uczę polskiego w IX Liceum im. Jarosława Dąbrowskiego w Łodzi.
Nazywam się Marta Konarzewska.
.

Każde podsumowanie po tym WIELKIM WYZNANIU brzmiałoby banalnie. Zamiast niego – zapraszam do lektury całego tekstu w papierowej „Gazecie Wyborczej” (sobota-niedziela, 19-20 czerwca 2010, str. 14-15).

*Wszystkie cytaty pochodzą z artykułu, zaznaczone są kursywą.

Edit: Od poniedziałku artykuł dostępny jest również w wersji elektronicznej pod adresem: http://wyborcza.pl/1,97863,8034607,Jestem_nauczycielka_i_jestem_lesbijka.html [3]

Autorzy:

zdjęcie Marcin Teodorczyk

Marcin Teodorczyk [4]

Stowarzyszony w Otwartym Forum, współautor „HomoWarszawy. Przewodnika kulturalno-historycznego”, redaktor pisma uniGENDER.org. Współpracuje z feministyczną „Zadrą”.