Pułapki ”coming outu”

To, co napiszę, wymaga bardziej gruntownego osadzenia w kontekście polityczno-społecznym, kulturowym, jak i materialno-historycznym: co się odbędzie niebawem, w dwóch moich refleksjach dotyczących społeczności LGBTIQ, strategii politycznych i lewicy, jednej – akademickiej, drugiej, że tak napiszę, bardziej popularno-naukowej.

Poniżej wykonam w tym kierunku kilka gestów; są to bardziej szkice-refleksje, niż analizy – jest to takie food for thought.

Od dłuższego czasu w przestrzeni LGBT jako najskuteczniejszą strategię zmiany społecznej lansuje się intensywnie i zawzięcie esencjalizujący „coming out”. Aktywiści, aktywistki, organizacje LGBT oraz aktywistyczne czasopisma środowiskowe ubolewają, że ciągle za mało osób orientacji homoseksualnej – zarówno wśród celebrytek i celebrytów, jak i wsród tych zwykłych zjadaczy i zjadaczek chleba – „wychodzi z ukrycia” jako geje i lesbijki. Pada argument, że im więcej ujawnionych lesbijek i gejów, tym bardziej oswojone z innością seksualną polskie społeczeństwo, a co za tym idzie, tym większa tolerancja, akceptacja i – z czasem – szacunek. I co najważniejsze, tym bardziej sprzyjający klimat pod ustawodawstwo przyjazne społeczności LGBT(I – choć o „I” się praktycznie w ogóle nie mówi i nie używa jej w nazwie, ale to temat na inny wpis). Zatem na „lepsze życie”, to wewnętrzne (życie bez kłamstwa, w zgodzie z „samą/ym sobą”), jak i to na zewnątrz, w Polsce (więcej „namacalnych” gejów i lesbijek, większa tolerancja i otwartość), przepisuje się zbiorową terapię, jaką jest „coming out”.

Najpierw trochę o kondycji ruchu i społeczności LGBT:

(a) Jednocześnie za sprawą neoliberalizacji przestrzeni społeczno-kulturowej oraz sektora pracy coraz trudniej o mobilizację społeczności LGBT (jakkolwiek sobie tę społeczność wizualizują aktywistki i aktywiści, liderzy i liderki ruchu LGBT): tym, co łączy lesbijki i gejów wydają się być jedynie portale społecznościowe, „homoseksualne” romansidła, fetyszyzacja pewnego konsumpcjonistycznego stylu życia oraz morderczy kult ciała, zamiast aktywizmu i zmiany społecznej.

(b) W przestrzeni prężne są dyskursy homonormatywny i asymilacyjny.

(c) Pewne środowisko lewicowe w imię lepszego świata dla gejów i lesbijek praktykuje dość nieznośną „homoseksualizację” inności seksualnej.

(d) Przeprowadzony na początku 2009 r. sondaż pokazał, że przytłaczająca większość ankietowanych (internetowo) lesbijek i gejów, generalnie społeczności LGBT, głosuje na neoliberalną (gospodarczo) i konserwatywną (obyczajowo) Platformę Obywatelską.

(e) Większość organizacji czy ruchów LGBT, jak przystało na czasy kapitalistycznego neoliberalizmu, „specjalizuje się” tylko w jednej „działce” – w mniejszościach seksualnych. Nie ma czegoś takiego, jak polityka intersekcjonalna: krytykuje się homofobię i brak rozwiązań prawnych dla mniejszości seksualnych, patrząc przez soczewkę „(homo)seksualną”. Nie ma kompleksowej krytyki systemu, w jakim żyjemy (systemu, który jest nie tylko heteronormatywny, ale i kapitalistyczny, patriarchalny, rasistowski, androcentryczny oraz ameryko- i eurocentryczny) oraz jego instytucji (instytucji małżeństwa, instytucji monogamii, instytucji orientacji seksualnej, instytucji płci czy instytucji rasy). Organizacje czy ugrupowania angażują się w sprawy dotyczące „orientacji (homo)seksualnej”, ale nie zabierają już głosu w kwestiach związanych z prawami kobiet czy prawami pracowniczymi, z rasą, z ubóstwem, z klasą oraz pochodzeniem społecznym itp.

(f) Wiele aktywistek czy aktywistów LGBT i Q odżegnuje się całkowicie od polityki czy systemu polityczno-parlamentarnego, na który jesteśmy skazane/skazani i to w jego obrębie na dzień dzisiejszy musimy wywalczyć jak najszerszy pakiet praw dla społeczności LGBTI.

(g) Są osoby, które nie chciałyby łączyć kwestii LGBTI z żadnym z działających w ramach systemu projektów politycznych, których celem jest dojście do władzy: ani z lewicą, ani z prawicą, ani z neo/liberałami, ani z neo/konserwatystami.
Takie LGBTI w próżni. LGBTI jako taki niepartyjno-niepolityczny pakiet, który obojętnie jaka opcja inkorporuje do swojego programu i uprawomocni, zalegalizuje: i będzie już dobrze, bo będą prawa i swobody obywatelskie.

(h) Niektórym się wydaje, że sytuacja mniejszości seksualnych i odmieńców się jakoś sama z siebie poprawi – w końcu jesteśmy w UE, więc to wszystko musi ewoluować w tym kierunku: w kierunku otwartości i zmiany społecznej. I w związku z tym, niektóre sumienia są odciążane pójściem raz czy dwa razy w roku w marszu albo w paradzie, czy też organizacją i/lub uczestnictwem w jakimś wydarzeniu LGBT. I do tego się sprowadza cały aktywizm takich osób.

Wracamy teraz do terapii, czyli „coming outu”:

I tak biorąc pod uwagę od (a) do (h), zastanawiam się krytycznie: kto sobie może pozwolić na „coming out”? Czy nie jest tak, że na „coming out” w systemie, w jakim żyjemy, mogą sobie pozwolić osoby „uprzywilejowane” (finansowo, pod względem statusu społecznego i sławy)? I czy nie jest to trochę nie fair, takie natrętne naciskanie na osoby o nienormatywnej orientacji, aby zrobiły „coming out”, podczas gdy nic z tym opresyjnym systemem nie robimy – a czasem się nim nawet konsumpcjonistycznie onanizujemy?

Bo jak ma „wyjść z ukrycia” gej, który mieszka na wsi i ma dziewięcioro rodzeństwa? Jak ma „się ujawnić” lesbijka, która jest równocześnie Romką? Jak ma dokonać „coming outu” lesbijka, która ze względu na wiek (ponad 40/50 lat), nie może znaleźć pracy, tkwi w związku małżeńskim z uwagi na dzieci, a jej mąż jest jedynym żywicielem rodziny? Jak „opowiedzieć o sobie”, gdy wiesz, że jak to dojdzie kanałami do szefa czy szefowej, to możesz już za jakiś czas nie mieć umowy o dzieło czy umowy zlecenie na następny miesiąc? I tak dalej, i tym podobne.

Kto ma zatem „wychodzić z ukrycia”, a raczej, kto może sobie pozwolić na „coming out”? Z pewnością mogą sobie na to pozwolić osoby niezależne, z dużego miasta, z klasy średniej albo wyższej, osoby mające środki finansowe na to, aby obracać się w środowisku i bawić na dyskotekach, mające dostęp do nowych technologii i Internetu. Bardziej beneficjenci systemu (jakkolwiek paradoksalne na pierwszy rzut oka może się wydawać używanie wyrazu „beneficjenci” w odniesieniu do przedstawicieli mniejszości seksualnych: choć zanim gej dokona „coming outu”, funkcjonuje społecznie i kulturowo w szablonie „heteroseksualnego, białego mężczyzny-Polaka”); osoby bezkrytycznie grające w grę, którą narzuca system; osoby, które nie są podwójnie czy potrójnie wykluczone; czy też osoby, które ze względu na status społeczny, zasobność finansową lub też „kontakty” w wielkomiejskim świecie nie muszą się zbytnio martwić o swój byt po takim „coming oucie”.

A co z resztą, która nie może sobie w obecnym systemie pozwolić na kliknięcie w taką amerykańską opcję „ponownych narodzin”, wyprodukowaną w duchu indywidualizmu i filozofii purytańskiej, dostępną dla białego geja z klasy średniej?
I taka refleksja: nie wolno od nikogo wymagać bohaterstwa, ale sądzę, że właśnie osoby, które pomimo braku uprzywilejowania „wychodzą z ukrycia”, wykazują się największą odwagą i mają być może większy wpływ na „przeciętnych ludzi” niż „coming outy” gwiazd.

Wniosek: gruntowna przebudowa systemu, a nie tylko zainstalowanie w nim prawodawstwa LGBTI („Q” nie, bo Queer takiemu systemowi dziękuje) i rozbrojenie homofobii. Jeśli nie jesteśmy zainteresowani/zainteresowane kompleksową walką z systemem, jeśli nie tworzymy przyjaźniejszych warunków do „coming outu”, to takie zmuszanie ludzi do „wychodzenia z ukrycia” i – jakby nie patrzeć – szantażowanie ich, że jak się nie „ujawnią”, to nie da się zbudować „lepszego świata” dla LGBT, świadczą po prostu o braku wyobraźni i empatii społecznej.

Rafał Majka I radykalny lewicowiec, radykalny feminista i aktywista QLGBTIA. Współautor bloga hodowlaidei.blogspot.com, współredaktor www.interalia.org.pl. Członek Stowarzyszenia Młodzi Socjaliści.

Od redakcji: Tekst ukazał się na blogu Hodowla Idei. Dziękujemy Autorowi za zgodę na przedruk i oczywiście zapraszamy do regularnej lektury „dwugłosu odmieńczo-nieprawomyślnego”.

Autorzy:

zdjęcie Rafał Majka

Rafał Majka

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 311; nazwa: Rafał Majka

40 komentarzy do:Pułapki ”coming outu”

  • KaFor

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Coming out – jako ciągły proces – jest rozmontowywaniem systemu opresji. Pokazując zwykłą ludzka twarz osoby z mniejszości LGBTQetc. pozwalają się poznać.

    Oczywiście płacimy za to niemałą cenę.

    Straciłam pracę.

    W nowej – na wejściu – w kwestionariuszu osobowym w rubrycę rodzina podałam dane żony mojej – pisząc ‚żona’ właśnie.

    Czy warto – wg mnie, dla mnie – warto.

  • QaG

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Myślę że zarzut braku zaangażowania orgów w inne sprawy niż sprawy mniejszości seksualnych jest bezpodstawny. Proponuję zajrzeć na strony oddziałów organizacji LGBT i przekonać się czy mają klapki na oczach na inne problemy społeczne. Osobiście uczestniczyłem w kilku akcjach nie związanych z mniejszościami seksualnymi i wiem że wielu działaczy róznych orgów działa dla szeroko pojętego społeczeństwa.
    Moim osobistym zdaniem lepiej jest skupić działalność organizacji LGBT na osobach LGBT i ich problemach. W które wchodzą poruszane przez ciebie kwestie prawa pracy, ustawodawstwa, dyskryminacji, wykluczenia społecznego. Niech każda organizacja zajmie się tym w czym czuje się najlepiej współpracując w miarę możliwości z innymi organizacjmi. Tak się właśnie dzieje,

    A co do głosowania na neoliberalne PO to wybacz ale nie każda osoba LGBT ma obowiązek głosować na lewicę. Każdy i każda z nas ma swoje poglądy często mało lewicowe. Poglądy polityczne nie są dyktowane tylko poglądami na sprawy osób nieheteroseksualnych to także inne kwestie do czego sam w tym tekście nawołujesz.

  • Sven

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Autor podpisuje się jako radykalny feminista. Nie dość, że feminista to jeszcze radykalny.

    Jestem ciekawy, którą z feministek radykalnych pan Majka lubi najbardziej.
    Dworkin z jej nienawiścią do penisów ? (to by było w przypadku geja dwa razy ciekawsze niż w przypadku każdego innego mężczyzny).
    A może Solanas, która chciała tępić facetów? (to byłby ciekawy brak instynktu samozachowawczego).
    A może autor jest bardziej współczesny i lubi Gudrun Schyman, która chciała aby wszyscy mężczyźni płacili podatek od płci? (co świadczyłoby o jego braku szacunku do zarobionych przez siebie pieniędzy)

    [upraszam - nie tylko Autora tego wpisu - o komentarze na temat. detr.]

  • Axel

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    W ogóle kto nam każe kopiować i stosować „coming out” w zachodnim stylu ?? Ci co wiedza o mnie / nas to wiedzą a ci co nie wiedza to się nie dowiedzą. Ci co sie domyślają zostaną w domysłach. Nie znam tylko jedna osobę z mojej zapadłej prowincji o której wiedza wszyscy i wiem jaka cenę sie za to płaci.

  • stereo-typ

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    @ Axel

    A jest jakiś inny coming out? W stylu np. polskim lub litewskim? Jeśli tak, to chętnie się dowiem na czym polega.
    Kazać to wogóle może nam mało kto i mało co. Wystarczy jednak porównać standard życia polskiego i niemieckiego geja (pomijam materialny aspekt!) żeby sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „A może autor jest bardziej współczesny i lubi Gudrun Schyman, która chciała aby wszyscy mężczyźni płacili podatek od płci?”

    Wzielam to za zart lub przesade, patrze do Wiki, „n she was forced to resign over charges of tax fraud (…) her political career in Marxist-Leninistiska Kampförbundet (…) In October 2004, Schyman proposed before the Riksdag that men should pay an additional „man tax” (…)”We have to have a discussion so that men understand that they have a collective financial responsibility.” „

    Co ona robi poza szpitalem psychiatrycznym?

    „W ogóle kto nam każe kopiować i stosować „coming out” w zachodnim stylu ?? „

    Co to jest „coming out w zachodnim stylu”?

  • Sven

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    @Lilianne

    Też się nad tym zastanawiam:) Ogólnie wszystkie szwedzkie feministki zamknąłbym w psychiatryku i dorzucił parę polskich;)
    Ale była jeszcze taka, która twierdziła, że szw. politycy, ludzie kultury, sędziowie płci męskiej spotykają się nocami w lasach i składają krwawe ofiary z dzieci:)

    Ogólnie:
    też nie mogę do tego dojść co to jest ten zachodni coming out, bo ja generalnie dokonuję takiego samego w Polsce, jakiego wcześniej dokonywałem w Holandii. Może na zachodzie rzadsze są reakcje negatywne, ale żeby sam coming out był inny, nie zauważyłem.

  • Filut

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Gruntowna przebudowa systemu? A co to jest ten „system”?
    To raczej społeczństwo trzeba by przebudować, co jest może i wykonalne, ale na pewno potrzeba ba to wiele czasu.

  • Majka

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Pan Sven ma obsesję na punkcie feminizmu, feministek (a może kobiet w ogóle, kto wie). Kiedy tylko pojawi się słowo zaczyjące sie od „femini-”, natychmiast uruchamiają się jego odruchy. Proponuję udać się do psychoterapeuty, a na początek zastosować wstrzemięźliwość w onanizowaniu się własnym stosunkiem do bab.

    [detr. przypomina o prośbie o unikanie komentarzy OT. szczególnie komentarzy personalnych.]

  • Rafał Majka

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Ale ja – autor tekstu – się jeszcze nie wypowiedziałem. :-) ))
    Majka to też imię.

    [komentarz detr. już poprawiony. sory ;) ]

  • Sven

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    @Majka

    Owszem, mam obsesję:) Szczególnie na punkcie gejów-feministów, droga feministko … .

    Szkoda, że nie zdecydowałaś się napisać kto jest Twoim największym wzorem. Podejrzewam, że jak większość gejów- feministek nie masz nawet pojęcia o tych nazwiskach, ponieważ g.. wiesz o historii tego ruchu, więc musiałaś personalnie i oskarżycielsko.
    Co miałaś na myśli pisząc o zachodnim coming oucie, również nie zdecydowałaś się wyjaśnić biednemu Svenowi, który się na tymże zachodzie wychował i dokonywał coming outów nie podejrzewając nawet, że są jakieś szczególne.

    (Uwagi o babach zostaw dla siebie jeśli tak nazywasz kobiety, bo nie przypominam sobie abym ja używał takich słów, droga walcząca emancypantko. Kobiety bardzo lubię. Kobiety! Nie mężczyzn, którym wydaje się, że nimi są ani nie feministki)

    Całuję rączki drogiej pani
    Sven

  • Sven

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    A to sorry autorze! Detrollator mnie oszukał:)
    No cóż, odpowiedź była skierowana do Majki kimkolwiek ona jest!

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    W wiekszosci tekstow na temat coming outu jest stawiane pytanie „czy warto”, natomiast prawie zawsze pomijana jest kwestia „czy da sie tego nie robic”.

    Nawet odrzucajac pol-filozoficzna kwestie „czy da sie / czy warto zyc w klamstwie”, orientacja jest czyms co ukryc bardzo trudno. To tak jakby ukrywac sie z, przepraszam za porownanie, nalogowym paleniem albo kleptomania. Niewiele osob ma wystarczajaca samokontrole zeby nie wysylac zadnych sygnalow o byciu homo, niewiele osob ma wystarczajace zdolnosci aktorskie zeby przekonujaco udawac osobe hetero, jeszcze mniej osob ma obie te cechy. Zawsze beda podejrzenia, a jesli ktos sie boi (co tu owijac w bawelne, jest to uzasadnione) ze oberwie „za” bycie homo, warto przypomniec ze oberwac mozna za samo podejrzenie o bycie homo. W skrocie – osoby zyjace w szafie sa tylko troche mniej narazone na ataki homofobiczne niz osoby zyjace zupelnie otwarcie, poczucie bezpieczenstwa jakie daje szafa jest falszywe.

    Czy warto zyc otwarcie? Tak. Zdecydowanie tak.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Ja również byłem zawiedziony, gdy zobaczyłem podpis „radykalny lewicowiec, radykalny feminista”. Nawet ładne zdjęcie nie może odwrócić od tego uwagi. Niestety. Ponieważ dziś mam lepszy humor niż wczoraj, postarałem się wyciągnąć coś (dla mnie) pozytywnego ze słów autora: „W przestrzeni prężne są dyskursy homonormatywny i asymilacyjny” oraz „Pewne środowisko lewicowe w imię lepszego świata dla gejów i lesbijek praktykuje dość nieznośną homoseksualizację inności seksualnej”. Miło, że ktoś to dostrzega, chociaż jeśli chodzi o asymilację, to jestem za. Daleki jestem od obarczania kapitalizmu winą za całe zło, ale doceniam również próbę zwrócenia uwagi na bardzo szeroki wachlarz uwarunkowań ewentualnych coming outów. Zwłaszcza tych coming outów, do których nie doszło.

  • Wojtaszek

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    QLGBTIA – prosiłbym o wyjaśnienie, skąd te dwie ostatnie literki. Nie nadążam…

    Wszystkie znane mi z życia przypadki coming-outów miały niemal same pozytywne konsekwencje. Chociaż, nie wiem, szczerze mówiąc, jak ma się ujawnić „lesbijka, która jest równocześnie Romką”. Dlaczego miałoby to być trudniejsze? Czy autor chce zasugerować, że Romowie są większymi homofobami niż Polacy? Hm… Nie wiem, co o tym myśleć. Nie słyszałem o badaniach nad homofobią u Romów.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Wszystkie znane mi z życia przypadki coming-outów miały niemal same pozytywne konsekwencje”

    Hm. Po pierwsze: do coming outów rokujących źle często po prostu nie dochodzi. Po drugie: możliwe, że chętnie opowiadają tylko ci, którym poszło dobrze. Po trzecie: może niewiele historii słyszałeś? :)

  • boge

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Polemika z tekstem:

    1) Punkty e i f (i postulaty z nich wychodzące) są wzajemnie sprzeczne. Teoretycznie dałoby się je pogodzić, ale to byłaby ekwilibrystyka intelektualna wyższego lotu. W ogóle dziwi mnie, skąd w tak radykalnym tekście tak umiarkowany punkt f.

    2) Jakoś nie przemawia do mnie wyostrzone, dychotomiczne ujęcie: za mało aktywni aktywiści, z lenistwa moralnie szantażujący swoich współobywateli. „Szary człowiek” to potencjalny działacz, działacz to też człowiek i ma prawo odpocząć. Nie zniechęcajmy „niedzielnych działaczy” narzekaniem, że za mało robią (ale zachęcajmy pochwałami i pomysłami na więcej, to niekoniecznie różnica w treści, tylko w formie), nie usprawiedliwiajmy szarego człowieka w szafie, że to właściwie nie jego odpowiedzialność, tylko działaczy. Żeby było jasne: coming out to duże wyzwanie i rzeczywiście potencjalne ryzyko w dużej mierze zależne od pozycji społecznej (i tym większy podziw należy się osobom pokroju Ryszarda Giersza). Ale, jak rozumiem działaczy, podkreślają, że to jest decyzja indywidualna i trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw. I indywidualna odpowiedzialność, nie do przerzucenia na kogokolwiek innego. Choć o skutkach jak najbardziej społecznych.

    Podsumowując: nie odbieram wezwania do coming outów jako szantażu moralnego ze strony lepiej sytuowanych, lecz jako prośbę o pomoc, bo im nas więcej, tym lepiej sobie damy radę.

    Polemika z polemiką z tekstem (a właściwie ze stopką):

    3) Nurty feminizmu są najprzeróżniejsze, zróżnicowane aż do biegunowych skrajności. Dwie radykalne feministki (lub dwóch radykalnych feministów) mogą się ze sobą radykalnie nie zgadzać. Domyślam się (choć nie wiem na pewno), co może oznaczać radykalny feminizm autora, ale za słabo znam Dworkin (i nie dowierzam nader skrótowemu przedstawieniu jej teorii w jednym z komentarzy), żeby umieć powiedzieć, czy radykalny feminizm autora jest tożsamy z radykalnym feminizmem Dworkin.

    Przy okazji pozdrawiam autora, którego dotychczas miałem okazję poznać niestety jedynie mailowo.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „QLGBTIA – prosiłbym o wyjaśnienie, skąd te dwie ostatnie literki. Nie nadążam…”

    Intersexuals, allies. Czasem jest tez FFA – friends, families, allies.

    „Wszystkie znane mi z życia przypadki coming-outów miały niemal same pozytywne konsekwencje”

    Nie moge powiedziec tego samego, ale w wiekszosci przypadkow ktore znam pozytywy znacznie przewazaly negatywy.

    ” Chociaż, nie wiem, szczerze mówiąc, jak ma się ujawnić „lesbijka, która jest równocześnie Romką”. Dlaczego miałoby to być trudniejsze? Czy autor chce zasugerować, że Romowie są większymi homofobami niż Polacy? Hm… Nie wiem, co o tym myśleć. Nie słyszałem o badaniach nad homofobią u Romów.”

    Jest taki stereotyp. Nie wiem na ile jest rozpowszechniony i nie wiem czy / na ile jest prawdziwy.

    „ale za słabo znam Dworkin (i nie dowierzam nader skrótowemu przedstawieniu jej teorii w jednym z komentarzy)”

    To nie dowierzaj. Wszystko jest do sprawdzenia.

  • junior

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Coming-out różnie może przebiegać i takoż się skończyć, ale w polskich realiach samo podejrzenie o homoseksualizm może doprowadzić do zwolnienia z pracy. Z chęcią dowiem się czym są przyjazne warunki do coming-outu i jak je stworzyć.

  • Jakbyco

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    IA – osoby interseksualne i aseksualne (według mojej wiedzy). Z „allies” spotkałam się wyłącznie w skrócie FFA.

    Nie jestem pewna, może ja źle zrozumiałam założenie tekstu, ale czy autor przypadkiem nie stawia po prostu w opozycji tych dwóch podejść, „asymilacyjnego” (które lubię określać „podejściem NiechNasZobaczą”) oraz jakiegoś społecznie wywrotowego? Tzn. można albo dokonywać coming outu, albo walczyć o „lepsze jutro” – inny kontekst społeczny, który coming outy ułatwia? Ale jakaś synteza tych dwóch podejść jest niemożliwa?

    Z innej beczki – mocno dotarło do mnie „(c) Pewne środowisko lewicowe w imię lepszego świata dla gejów i lesbijek praktykuje dość nieznośną „homoseksualizację” inności seksualnej.”
    Jeśli dobrze rozumiem, jest to zwrócenie uwagi na strategię wykluczenia w społecznosci LGBTQIA – że tak naprawdę liczy się tylko L i G, a cała reszta to może niech się lepiej nie ujawnia, bo tylko nam bruździ. Biseksy odczuwają to ponoć najmocniej (a może najmocniej o tym mówią?), ale dotyka to i osoby TI, i te nielubiące się szufladkować, a jednak zaszufladkowane jako Q, i te zupełnie niewidoczne A. Ta strategia (może nieświadoma? oby!) jest bardzo mocna w Polsce. „Bądźmy tacy jak oni, nie bądźmy inni, nie wychylajmy się”.

  • Blake

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Wszystkie znane mi z życia przypadki coming-outów miały niemal same pozytywne konsekwencje” – słowem, nic tylko się ujawniać?! Zaręczam, że nic bardziej błędnego! Po ujawnieniu, etykietka zostaje na zawsze przyklejona. Konsekwencje są RÓZNE, z moich obserwacji wynika, że niestety najczęściej niedobre. Uważam, że ujawniać się nie należy, dokąd naprawdę nie trzeba, tzn. dokąd np. nie chce się żyć z kimś w związku, w sposób otwarty itp. Podkreślam: to jest MOJA OPINIA, MOJE OBSERWACJE i MOJE DOŚWIACZENIA.

  • Mimi

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    bardzo dobry tekst. nie licze co prawda na to, ze cioteczki-Platformówki dostrzegą zależność miedzy wykluczeniem na tle orientacji seksualnej i wykluczeniem ekonomicznym, ale zawsze jest nadzieja ze sie ktos nawroci.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „IA – osoby interseksualne i aseksualne (według mojej wiedzy). Z „allies” spotkałam się wyłącznie w skrócie FFA.”

    Moj blad, w tej kombinacji A rzeczywiscie czesciej znaczy asexual niz allies.

    Na usprawiedliwienie mam ze tych (dluzszych wersji) skrotow jest duzo i nie zawsze te same literki znacza to samo.

    http://en.wikipedia.org/wiki/LGBT#Variants

  • Jakbyco

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Cioteczki-Platformówki są zasadniczo reformowalne (przykład – ja ;) ), ale mam wrażenie, że w obecnej popieprzonej sytuacji politycznej nie będzie refleksji nad polityką PO, tylko rozpaczliwa próba niedopuszczenia do prezydentury PiSu. Która, paradoksalnie, nie byłaby takim największym złem – pamiętacie, kiedy nastąpiła największa konsolidacja sił środowiska LGBTQ?

  • Senior

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    @Jakbyco, to głosujesz „przeciw największej konsolidacji sił LGBT” czy za? ;)

  • Jakbyco

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    W pierwszej turze zagłosuję ideologicznie lewicowo (choć z bólem, z różnych powodów), a w drugiej… Nie wiem. Naprawdę.

  • Walpurg

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    To prawda. Nie każdy może pozwolić sobie na coming out. Zwłaszcza w Polsce.

    Często rozmawiam z ludźmi, którzy chcieliby ale boją się wyjść z szafy. I patrząc na ich sytuację z zewnątrz można zgodzić się z nimi, że wiele ryzykowaliby ujawniając się.

    Niewątpliwie więc trzeba czynić coming outy łatwiejszymi poprzez oswojenie społeczeństwa z naszą obecnością i uczynienie coming outów czymś zwyczajnym. Ale jednocześnie MUSIMY nieustannie tłumaczyć kolejnym pokoleniom wchodzących w dorosłość gejów i lesbijek, jakie są KORZYŚCI z coming outu. Nie może to być jednak – autor tekstu ma rację – szantaż.

    Nie każdy może się wyoutować. Każdy powinien natomiast sam podjąć decyzję, czy, kiedy i w jakim zakresie się ujawnić.

    Coming out to fajna sprawa. Ale jest to też w naszych warunkach towar luksusowy, na który nie każdy może sobie pozwolić.

  • Werner

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Przede wszystkim nie każdy MUSI się ujawnić, nie każdemu jest to do szczęścia potrzebne. Natomiast wydaje się, że środowisko wręcz wywiera (lekką) presję na „wyoutowanie”, tłumacząc, że to jest w interesie zaineresowanego i jakby ciszej wspominając, że również w interesie srodowiska… No, bo przecież „im więcej nas, im bardziej nas widać, tym lepiej”. Trudno temu racji odmówić, tylko czy aby nie chce się tu robic dobrze jakiemuś ogółowi kosztem jednostek?

  • Walpurg

    [>> Werner]

    Że w interesie ogółu? Oczywiście, że tak.

    A czy kosztem jednostki? Nie, bo przecież nikt nikogo nie zmusza do coming outu. Korzyści z niego są natomiast niewątpliwe, choć w konkretnym przypadku mogą nie równoważyć strat.

  • Werner

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Nie zmusza, naciska.
    Korzyści nie są niewątpliwe, dokąd nie przewyższą w istotny sposób strat.

  • stryj

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Wiele myśli ciekawych, np. ta: właśnie osoby, które pomimo braku uprzywilejowania „wychodzą z ukrycia”, wykazują się największą odwagą i mają być może większy wpływ na „przeciętnych ludzi” niż „coming outy” gwiazd. No to mają się autować czy nie, bo ja już głupi jestem.

    Jak wywalczyć związki partnerskie bez coming outów? Mamy je zatem odłożyć na bok, najpierw zbudować ustrój powszechnej szczęśliwości, nowego człowieka i nowe społeczeństwo bez wad, a potem się zobaczy? Skądś to znamy. Ile pokoleń musiałoby minąć?
    Zresztą może ja jestem egoistą (a może i „beneficjentem”?), poza tym mam jedno życie, no i co? Nie należą mi się związki partnerskie?

  • Beata

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Tekst przeciwstawia się „jedynie słusznej racji” i bardzo dobrze. Czy ci, którzy zachęcają do coming outu, pomogą w znalezieniu pracy? Czy obronią przed szykanami? Czy wpłyną na rodziny tak, by nie cierpiały? Wszystko wydaje się piękne i jednoznaczne, dopóki nie pojawi się mur, przed którym stoi się całkowicie samotnie. Chwała wyautowanym, ale zrozumienie i szacunek dla całej rzeszy „żyjących w ukryciu”. Bohaterstwo ma różne oblicza.

  • Piotr

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Bardzo dobry komentarz, Beata! Nie umiałbym tego lepiej wyartykułować, brawo.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    stryj: „Jak wywalczyć związki partnerskie bez coming outów?”

    Nijak, nie da sie.

    „Nie należą mi się związki partnerskie?”

    Nie – nalezy Ci sie bycie nie-dyskryminowanym przez prawo, a to oznacza nie ZP czy PACSy, tylko malzenstwa.

    Beata: ” Wszystko wydaje się piękne i jednoznaczne, dopóki nie pojawi się mur, przed którym stoi się całkowicie samotnie”

    Patrz moj komentarz wyzej. Problemy ktore wymienilas tylko troche mniej groza zaszafowanym (glownie po prostu dlatego ze przekonanie „nikt o mnie nie wie” prawie zawsze jest fikcja), a po coming oucie juz nie stoisz przed nimi samotnie. W kazdym razie na tyle nie-samotnie na ile da sie w kraju takim jak ten.

  • reader

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Nijak, nie da sie.”
    Ffakt, nie da się inaczej.

    ale
    „a po coming oucie juz nie stoisz przed nimi samotnie. W kazdym razie na tyle nie-samotnie na ile da sie w kraju takim jak ten.”

    Mnie sie wydaje, że autorowi i Beacie nie chodziło o symboliczne wsparcie „duchowe”, ale o konkretne bardzo materialne. Wywalenie z domu czy z pracy, ostracyzm konserwatywnego otoczenia, uniemożliwiający znalezienie pracy czy działalność gospodarczą, itp. – to jednak czasem ma miejsce. I wtedy ludzie zostają jednak sami z konsekwencjami swojej decyzji.
    Parcie na coming out jest ale brak ewentualnej pomocy w razie przykrych konsekwencji.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Mnie sie wydaje, że autorowi i Beacie nie chodziło o symboliczne wsparcie „duchowe”, ale o konkretne bardzo materialne. „

    Mowilam o wsparciu ogolnie, czyli i tym i tym.

    „Wywalenie z domu czy z pracy, ostracyzm konserwatywnego otoczenia, uniemożliwiający znalezienie pracy czy działalność gospodarczą, itp. – to jednak czasem ma miejsce. I wtedy ludzie zostają jednak sami z konsekwencjami swojej decyzji.”

    Czy moj post byl niezrozumialy? Szafa przed tym nie chroni. Te zagrozenia nie pojawiaja sie w momencie coming outu, one istnieja caly czas.

    Jesli nie jestes skrzyzowaniem hollywoodzkiego aktora z buddyjskim mnichem jakas czesc Twojego otoczenia juz wie lub podejrzewa (a podejrzenie czesto „wystarcza”).

    „Parcie na coming out jest ale brak ewentualnej pomocy w razie przykrych konsekwencji.”

    Kazda decyzja moze miec „przykre konsekwencje”, na tym polega zycie. Nawet jesli nie masz zadnych przyjaciol na ktorych mozesz liczyc, nawet jesli cale Twoje otoczenie zwroci sie przeciwko Tobie, robiac coming out samodzielnie zamiast czekac az w koncu ktos Cie wyoutuje / sam wyoutujesz sie niechcacy przynajmniej masz jakas kontrole nad sytuacja i mozesz minimalizowac szkody.

    Znane mi przypadki kiedy coming out po starannym podsumowaniu za i przeciw byl jednoznacznie niewskazany moge policzyc na palcach jednej reki.

    I nie, nie pisze tego „czysto teoretycznie”, zdarzalo mi sie w roznym stopniu „pomagac z konsekwencjami”.

  • boge

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Problemy ktore wymienilas tylko troche mniej groza zaszafowanym (glownie po prostu dlatego ze przekonanie „nikt o mnie nie wie” prawie zawsze jest fikcja)”

    Istnieje coś takiego jak dulszczyzna. Gdzieniegdzie różnica między domysłem graniczącym z pewnością a oficjalnym zdeklarowaniem to różnica między tolerancją dla w-domu-po-kryjomu a walką z promocją zboczenia.

  • reader

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    „Istnieje coś takiego jak dulszczyzna. Gdzieniegdzie różnica między domysłem graniczącym z pewnością a oficjalnym zdeklarowaniem to różnica między tolerancją dla w-domu-po-kryjomu a walką z promocją zboczenia.”

    Dokładnie. Dulszczyzna górą i jedna wielka gra pozorów.
    Jakkolwiek nie bylaby to mizerna egzystencja, to wiele osób ją wybierze, bo aternatywe mogą mieć gorszą.
    Jak ktoś zarabia minimalna albo i poniżej, nie ma mieszkania, oszczędności ani żadnego materialnego zabezpieczenia, to nie będzie ryzykować konfliktu z otoczeniem, a przynajmniej niewielu sie odważy na taki krok.

  • Makro

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Niektórzy hetero są np. dziwkarzami i wcale się z tym nie ujawniają, inni maja nietypowe wymagania seksualne (homoseksualizm to pryszcz! ;) ) i też się z tym nie ujawniają. I przecież dobrze, nie?

  • Welle:Erdball

    [Re: Pułapki ''coming outu'']

    Interesujący tekst, który przynajmniej stara się zasygnalizować różne aspekty ważnej kwestii coming outu. Tych, którzy choć trochę znają publicystykę Rafała Majki nie powinien też dziwić ten buntowniczo-socjalistyczny smaczek.
    Rzuciło mi się na oczy kilka komentarzy Svena i jeżeli dobrze rozumiem to w jego wizji rzeczywistości prawo bytu mają tylko „męscy” geje kosmopolici, którzy zdążyli już przewartościować „Historie seksualności” i przejechać się po Butler jak po burej suce; feminiści/feministki i wszelkie indywidua „bawiące się płcią” zasługują co najwyżej na wariatkowo”?
    Nurtuje mnie jedna, nieporuszona tutaj kwestia: W JAKI SPOSÓB ŻYCIE W SZAFIE MOŻE WPŁYWAĆ NA PSYCHIKE GEJA/LESBIJKI Z GŁĘBOKIEJ PROWINCJI, MAJĄCEGO 9 RODZEŃSTWA I PATRIARCHALNO-AGRARNYCH RODZICÓW? Z subiektywnego i wątłego doświadczenia wiem, że najczęściej kończy się to depresją i/lub jakąś dziwną chęcią reprodukcji.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa