Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze

„Bezimienne kwiaty rosnące na łące mogą tylko unosić się na wietrze
Lecz ja narodziłam się z przeznaczeniem róż, narodziłam się, by żyć w chwale i pasji,
Narodziłam się z przeznaczeniem róż, róż, które kwitną dumnie,
Z przeznaczeniem róż, róż, które więdną z godnością.”

Opening anime „Róża Wersalu”

Dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją znajomość z mangą, jej odmiana pisana z myślą o dorastających dziewczętach, shojo, z pewnością wyda się dziwna. Wśród wielu innych osobliwych motywów podejmowanych przez twórców tego gatunku szczególnie zdumiewającym dla kogoś pochodzącego z kultury zachodniej będzie często przewijający się wątek zauroczenia głównej bohaterki przez silną, męską koleżankę. Najczęściej nie jej jednej podobają się męskie dziewczyny – zwykle takie postaci otoczone są przez grupę piszczących fanek. O co chodzi?!

Aby odpowiedzieć na to pytanie, powinniśmy cofnąć się w przeszłość. Od szesnastego do połowy dziewiętnastego wieku Japonia izolowała się całkowicie od świata. W siedemnastym stuleciu władcy, obawiając się rewolty, terroryzowali ludność, jednak w XVIII wieku nastąpiło „poluzowanie kagańca” i rozkwit kultury. Niemniej jednak państwo cały czas pozostawało straszliwie zacofane pod względem zarówno gospodarczym, jak i społecznym. Gdy w połowie XIX wieku Japonia została zmuszona do otwarcia się na świat, Japończycy zrozumieli, że muszą bardzo szybko nadgonić Zachód, jeśli nie chcą stać się marionetkowym państwem jak Chiny. Wyspiarze bezkrytycznie naśladowali Zachód w każdej dziedzinie, także w kulturze. Wraz z powszechnym obowiązkiem szkolnym bez względu na płeć (Japonia była trzecim krajem na świecie, która taki obowiązek wprowadziła, po Niemczech i Szwecji) wprowadzono zasadę segregacji płci, co w praktyce oznaczało, iż dziewczęta między szóstym a osiemnastym rokiem życia spędzały poza wakacjami czas w szkołach z internatem, w których cały personel składał się z kobiet. Uczennice nie mogły opuścić terenu szkoły bez pozwolenia, a potajemne spotykanie się z chłopcami oznaczało wyrzucenie ze szkoły.

Obiegowa opinia głosi, że w szkołach jednopłciowych z internatem częściej niż w koedukacyjnych dochodzi do kontaktów homoseksualnych . Jeśli pod uwagę wziąć przykład dziewiętnastowiecznej szkoły japońskiej, pogląd ten należałoby poważnie rozważyć. W szkołach dla dziewcząt szybko zaczęły się pojawiać „siostrzane przyjaźnie”, czyli, krótko mówiąc, miłości między uczennicami. O dziwo, nauczyciele ani władze nie próbowały potępiać takich wyjątkowych przyjaźni, wprost przeciwnie – siostrzane związki były propagowane przez literaturę i czasopisma dla dziewcząt, gdyż widziano w nich lekarstwo przeciwko ciążom nastolatek, które najczęściej uniemożliwiały im późniejsze wyjście za mąż. Na fali przyzwolenia dla ledwie skrywanego lesbianizmu założona została w 1913 roku Żeńska Rewia Takarazuka – teatr, czy też raczej opera, w której wszystkie role, w tym też męskie, grają kobiety. Rewia ta cieszy się niesłabnącą popularnością do dzisiaj, a szczególną sławą cieszą się aktorki specjalizujące się w męskich rolach. Mimo bardzo lesbijskiego klimatu, który otacza Rewię, większość obsady nie tworzą lesbijki, a część z aktorek jest zamężna.

Istny raj, prawda? Niestety, nie ma rzeczy doskonałych. O ile nauczyciele patrzyli z pobłażaniem na romanse między uczennicami, społeczeństwo oczekiwało że dziewczęta po ukończeniu szkoły, a nie później niż po zakończeniu studiów wyjdą one za mąż. Więzi między młodymi kobietami były bezlitośnie zrywane, zdarzało się nawet, iż dziewczęta wbrew ich woli wywożono i trzymano w zamknięciu, dopóki nie zgodziły się na ślub. Niektóre wolały popełnić samobójstwo. Śmiercią bohaterek często kończyły się siostrzane powieści. W wielu z nich przewija się wątek pragnienia bycia mężczyzną – w końcu, jako mężczyzna narratorka mogłaby zostać z ukochaną na zawsze. Jednakże zmiana płci była dla nich niemożliwa, toteż większość związków się rozpadała. Najbardziej znanym przypadkiem szczęśliwego zakończenie jest przykład Nobuko Yoshiyi, słynnej pisarki, która zapoczątkowała falę „literatury siostrzanej” i jej partnerki Monmo Chiyi. Dzięki niezależności finansowej, którą zapewniły jej pisane książki Nobuko zdołała oprzeć się presji rodziny i pozostać niezamężną. Co ciekawe, jej powieści przedstawiały raczej heteronormatywną wizję świata.

Zakazana w 1936 roku, siostrzana literatura powróciła tryumfalnie po II wojnie światowej. Świetnie miała się w latach 40. i 50., jednak na początku lat 60. mocno straciła na popularności na rzecz heteroseksualnych romansów. Innym powodem był zanik szkół z internatem, od lat 50. zastępowanych publicznymi szkołami koedukacyjnymi. Wydawało się, że gatunek umrze wraz ze środowiskiem, z którego się wywodził, gdyż dziewczęta, które w klasie siedziały koło chłopców, a w życiu codziennym miały w porównaniu do rówieśniczek Yoshiyi i Chiyi dużo więcej swobody miały kłopoty w identyfikacji z bohaterkami powieści (Poza tym, chłopcy byli dla nich bardziej interesujący.). Czy istnieje sposób, by uratować ten unikalny gatunek? Owszem – wystarczy przenieść historie na plansze komiksu!

Rok 1971 był rokiem odrodzenia historii o romansach dwóch dziewcząt. W krótkich odstępach czasu pojawiło się kilka tytułów traktujących o miłości między nastolatkami – jakby tego było mało, wszystkie zdobyły szeregi fanek, a jeden z nich jest obecnie powszechnie uważany za najwybitniejszą mangę w historii. Wiele dziewcząt deklarowało miłość do wymyślonej transseksualistki tak jak dzisiejsze nastolatki kochają piosenkarzy rockowych. Coś takiego mogło się zdarzyć tylko w Japonii! Kamykiem, który wywołał lawinę była krótka, ledwie 80-stronicowa (w porównaniu do 200-stronicowego tomiku) manga Ryoko Yamagishi „Shiroi Heya no Futari” („Nasz biały pokój”). Nastoletnia Reisine postanawia rozpocząć naukę w klasztornej szkole z internatem by znaleźć się jak najdalej od przybranych rodziców, których nie lubi. Na miejscu okazuje się, że musi dzielić pokój z Simone, dziewczyną, która zdaje się robić wszystko, by zostać wyrzuconą ze szkoły – nie uczy się, włóczy się gdzieś do późna, prawdopodobnie pije alkohol… Nieprzyjemna osóbka, tym bardziej, że przy pierwszym spotkaniu wyśmiewa spokojną i ułożoną Reisine. Po pewnym czasie dziewczyna jednak odkrywa, że jej koleżanka ma powody, by zachowywać się w ten sposób – fakt, że jej matka najprawdopodobniej jej nie kocha jest tylko jednym z nich. Wkrótce zrozumienie zmienia się w przyjaźń, a przyjaźń w fascynację – skoro jednak przeczytaliście poprzednie akapity, zapewne domyślacie się, jak się ta historia zakończy.

Tak entuzjastycznego przyjęcia przez czytelników nie spodziewała się nawet sama autorka. Zachęcona sukcesem, w tym samym roku umieściła lesbijkę jako jedną z głównych bohater ośmiotomowej sagi o balecie i operze „Arabesque”. Manga opowiada o rywalizacji dwóch uczennic słynnej petersburskiej Szkoły Baletowej Kirowa, Nonny i Lizawiety, która nie ma jednak nic wspólnego ze złośliwościami prawionymi sobie przez nielubiące się dziewczęta z amerykańskich powieści młodzieżowych. Dla Rosjanek sukces jest sprawą życia i śmierci, ponieważ obie pochodzą z biednych rodzin, a zostanie primabaleriną jest ich jedyną szansą na lepsze życie. W szkole Nonna poznaje Karin Rubitz, pianistkę z RFN. Młoda kobieta jest piękna, jednak jest również alkoholiczką. Pijąc, próbuje zapomnieć o poczuciu winy z powodu śmierci kochanki, Róży. Róża była utalentowaną niemiecką baletnicą, a przy tym osobą niesamowicie próżną, zachłanną i ambitną. Pragnienie zostania primabaleriną było tak silne, że dziewczyna forsowała się na treningach, pomimo ostrzeżeń, że może być to niebezpieczne. W trakcie jednego z nich zerwała ścięgno Achillesa, co przekreśliło całą jej karierę tancerską. Gdy Karin próbowała pocieszyć zrozpaczoną dziewczynę, ta wykrzyczała jej, że tak naprawdę była z nią tylko ze względu na prezenty, którymi Rubitz ją obsypywała. Zszokowana Karin opuściła jej apartament. W nocy obudził ją telefon od byłej przyjaciółki: „Właśnie połknęłam garść pigułek nasennych by popełnić samobójstwo. Jeśli chcesz mnie uratować, pośpiesz się.” Myśląc, że to kolejny wymysł Róży Karin odłożyła telefon, nic nie mówiąc. Następnego dnia dziewczyna została znaleziona martwa w łóżku, a dla jej partnerki rozpoczął się niekończący się koszmar. Początkowo Nonna jest zafascynowana pianistką, gdy jednak ta postanawia rozpocząć z nią prawdziwy związek dziewczyna ucieka, a w kolejnej rozmowie stwierdza stanowczo, że nie kocha Karin, a nawet niespecjalnie ją lubi. Spragniona miłości pianistka nie potrafi jednak dać za wygraną, co kończy się tragicznie dla obu kobiet. Smutne zakończenia są charakterystyczne dla wczesnych yuri (jap. „lilia”), tak bowiem nazywa się ten mówiący o uczuciu między postaciami płci żeńskiej gatunek mangi.

Pomiędzy dwoma dziełami pani Yamagishi zadebiutowała inna mangaistka – Riyoko Ikeda, która zasłynęła później swoimi mangami historycznymi. „Futari Pocchi’ to historia kuzynek – chłopczycy Kaoru i bardziej dziewczyńskiej Rei. Rei jest zakochana w Kaoru, ale wstydzi do tego przyznać. Nie wie, że druga dziewczyna również skrywa sekret, o wiele bardziej mroczny – obsesyjnie myśli o śmierci i fantazjuje o spektakularnym samobójstwie, podobnym do tego, jakie popełnił Werter. W porównaniu z późniejszymi dziełami Ikedy komiks wypada blado, niemniej czytelniczkom bardzo się spodobał – szczególnie przypadła im do gustu postać przełamującej stereotyp kobiecości Kaoru. Pisząc kolejne mangi, autorka wzięła to sobie bardzo do serca…

Przed końcem roku fanki niecodziennych romansów czekały jeszcze dwa kąski. Miały szansę przeczytać kolejną powieść Nobuko Yoshiyi, „Nyonin Heike” („Damy z Heike”), jak również mangę Yukari Ichijo „Maya no Soretsu” („Pogrzeb Mai”). W historii tej Reina wraz ze swoimi niezbyt sympatycznymi i obrzydliwie bogatymi rodzicami wyjeżdża w góry, by spędzić wakacje w odludnym domku nad jeziorem. Okazuje się jednak, że nie aż tak odludnym – w trakcie spaceru po lesie Reina spotyka Mayę, tajemniczą dziewczynę ubraną od stóp do głów na czarno. Ponownie spotykają się, gdy koń Reiny ponosi a Maya ją ratuje. Wówczas dziewczyny mają szansę bliższego poznania. Reina jest zafascynowana oczytaną i potrafiącą odczytywać przyszłość z kard tarota nową koleżanką. Postanawia ją ponownie odwiedzić, gdy jednak wraca do domu, zastaje kota matki martwego. Jak się później okazuje, to dopiero początek zabójstw, a Maya i jej nawiedzona starsza siostra prawdopodobnie maczają w tym palce…

Te pięć tytułów zdobyło dużą popularność, jednak kolejny rok przyniósł komiks, który na trwale zapisał się w historii mangi. Chodzi o „Versailles no Bara” („Róża Wersalu”) Riyoko Ikedy. Akcja tej liczącej dwanaście tomów mangi ma miejsce we Francji za panowania Ludwika XVI. Główną bohaterką historii jest Oscar François de Jarjayes, dziewczyna wychowana przez ojca na chłopca i służąca w osobistej gwardii świeżo koronowanej królowej Marii Antoniny. Co prawda główny wątek romantyczny mangi jest heteroseksualny i rozgrywa się pomiędzy Oscar a jej służącym i przyjacielem z dzieciństwa, André Grandierem, jednak jest on przedstawiony w sposób nietypowy. W związku tym stroną dominującą ewidentnie jest Oscar, jest ona również bardziej utalentowana w szermierce i bardziej inteligentna niż André. Nic dziwnego, że całe pokolenie japońskich nastolatek (oraz nastolatków, między innymi późniejszy mangaista Maya Mineo) pokochało Oscar – w końcu uosabiała ona wszystko, czym pragnęły być.

Biorąc pod uwagę, że Riyoko Ikeda debiutowała mangą yuri można się spodziewać, że w „Róży Wersalu” znajdziemy wątek lesbijski. Bohaterki tej historii spotykają się w sposób nietypowy. Oscar poznaje Rosalie Lamorlière, gdy ta próbuje zamordować jej matkę. Okazuje się, że powóz Lady de Jarjayes potrącił matkę Rozalie powodując jej śmierć. Rodzina postanawia zaopiekować się sierotą, która jest zafascynowana Oscar i wkrótce się w niej zakochuje. Sprawia jej przy tym mnóstwo kłopotów (mało powiedziane!) co i rusz próbując zamordować różne kobiety, które skrzywdziły ją w jakiś sposób. Czytelnicy mangi takie zachowanie uznali za irytujące i na ich prośbę Ikeda „pozbyła się” Rozalie, wydając ją za przyjaciela Oscar, Bernarda Chatelet. W 1979 roku manga została zekranizowana w formie 40-odcinkowego serialu animowanego. Jest to pierwsza w historii ekranizacja komiksu zawierającego wątek yuri.

Po zakończeniu „Róży” Riyoko Ikeda postanowiła napisać kolejną mangę, w której położono by większy nacisk na miłosne relacje między dziewczętami. W 1974 roku wydała trzytomową „Onii-sama e” („Braciszku”). Główną bohaterką mangi jest Nana Misono, nieśmiała nastolatka, która rozpoczyna naukę w prestiżowym żeńskim gimnazjum (motyw, który nigdy nie znudzi się japońskim twórcom). Nieoczekiwanie zostaje wybrana na członka „Korporacji” – uczniowskiego stowarzyszenia zrzeszającego wyróżniające się pod jakimś względem uczennice. Przewodnicząca „Korporacji”, Fuki Miya z jakiegoś powodu wydaje się jej nie lubić… Na szczęście zawsze może liczyć na najlepszą przyjaciółkę, Marię Shinobu. Chociaż, czy przyjaciele powinni tobą manipulować?… A szkoła jest taka wielka… Gdy Nana gubi się w korytarzach, natrafia na Rei Asakę, dziewczynę, która wydaje się być szalona. Koleżanki utwierdzają ją w tym przekonaniu – jedyną przyjaciółką Rei jest sympatyczna atletka Kaoru Orihara, która bezskutecznie próbuje wyciągnąć ją z nałogu narkotykowego. Jednak pewne wydarzenie sprawia, że Nana zmienia zdanie o Rei i staje się przyjaciółką dziewczyny. Niestety, demony prześladujące Asakę są zbyt silne… W 1991 roku komiks został zekranizowany w formie 40-odcinkowego serialu animowanego (jeden z nich przypomina historię Oscar i zawiera sceny pominięte w pierwszym anime). Pomimo przepięknej grafiki, serial zbierał głównie negatywne oceny ze względu na liczne dłużyzny oraz brak rozwiązania niektórych (nieobecnych w mandze) wątków.

Wraz z „Różą” i „Braciszkiem” skończył się w Japonii boom na yuri – na kolejne tak duże zainteresowanie gatunek ten będzie musiał czekać dwadzieścia lat. W międzyczasie pojawiło się kilka tytułów, które, mimo, iż nie zdobyły takiej popularności jak poprzednio wzmiankowane wprowadzają nową perspektywę na problematykę płciowości i trasgenderyzmu. Wydany w 1975 roku „Boku no Shotaiken” Hikaru Yuzuki opowiada historię chłopca, który postanawia popełnić samobójstwo z powodu nieodwzajemnionej miłości (ponownie kłaniają się „Cierpienia Młodego Wertera” – powieść popularna w Japonii lat siedemdziesiątych). W wyniku czegoś, co można by nazwać „błędem Matrixa” dusza chłopaka zamiast do Hadesu trafia co ciała młodej dziewczyny, która zmarła w tym samym czasie. I tak Eitaro stał się Haruną. Okazuje się, że w takiej formie ma dużo większe szanse na zdobycie ukochanej. Manga w odświeżający sposób podejmuje tematykę LGBT, pozbawiając ją dotychczasowego ciężaru tragedii, a jednocześnie nie pomijając problemu braku akceptacji ze strony otoczenia. Motyw „nieoczekiwanej zmiany płci” stał się od tego momentu popularnych w mangach, jednak głównie jako zabieg komediowy, bez głębszego rozpatrywania problemu.

W tym samym roku Hagio Moto, słynna ze swoich pionierskich mang yaoi wydała dwuczęściową „Yuichinin Iru”, mangę science fiction, której bohaterami są uczniowie szkoły dla kosmonautów przechodzący ostateczny test – muszą dostać się na opuszczony statek paserski i… przeżyć wyznaczony czas. Mimo, że statek transportowy opuściło dziesięciu młodzieńców, na pokładzie ogromnego kosmolotu znajdowało się jedenaście osób, a gdy nowa załoga próbowała zapanować nad statkiem co i rusz zdarzały się dziwne „wypadki” uniemożliwiające im przejęcie kontroli. Z punktu widzenia czytelnika LGBT ciekawą postacią jest Frol. Dziewczyna pochodzi z planety, na której dojrzałość płciową uzyskuje się po podaniu specjalnej substancji, a to, jaką płeć przybierze „larwa” zależy od jej rodzaju. Frol pragnie zostać pilotem, gdyż dzięki temu będzie mogła przybrać męską postać, o czym zawsze marzyła (nie mówiąc już o tym, że w przeciwnym wypadku zostałaby trzecią żoną dużo starszego dostojnika). Manga i jej kontynuacja są polemiką ze stereotypowym łączeniem płci i ról społecznych, a także przekonaniem, że kobieta nie może łączyć z powodzeniem kariery i małżeństwa – Autorka połączyła przyjemne z pożytecznym, tworząc emocjonujące czytadło zachęcające jednocześnie dziewczęta do sprzeciwu wobec nacisków społecznych, a także akceptacji osób źle czujących się w swoim ciele. Podobne przesłanie niesie późniejsza manga Moto, „A, A Prim” z 1981 roku, która w jeszcze większym stopniu skupia się na problemie transgenderyzmu – Mori, główny bohater, jest obojnakiem (posiada narządu zarówno męskie, jak i żeńskie), a jego matka urodziła się mężczyzną, którą (którego?) konflikt między cielesnością i psychiką doprowadził ostatecznie do samobójstwa. „Yuichinin Iru” doczekał się ekranizacji w 1986 roku w postaci godzinnego filmu animowanego.

Zagadnienie transgenderyzmu i niezgodności płci biologicznej z psychiczną podjęła również Riyoko Ikeda w swojej krótkiej mandze z 1977 roku „Claudine”. Główna bohaterka, urodzona na początku XX wieku Claudine od najwcześniejszego dzieciństwa uważała się za chłopca, co powodowało jej liczne konflikty z matką. Dziewczyna (chłopak?) nie rozumiała, dlaczego matka matce nie podoba się jej zachowanie – przecież w taki sam sposób zachowują się jej starsi bracia, a dla Claudine to świat kobiet jest pełen dziwnych, wymuszonych zachowań. Na stu stronach opowiadania graficznego mamy okazję obserwować życie bohaterki od momentu, gdy jako dziesięciolatka przekroczyła drzwi gabinetu psychiatrycznego do śmierci – życie pełne konfliktów z otoczeniem i samą sobą, gwałtownie zakończonych romansów z różnymi kobietami oraz smutku, którego było najwięcej. Komiks jest dogłębnym studium psychologicznym młodej transki, jednym z najlepszych, jakie można znaleźć w mandze i bardzo frapującym. Szczegółowe streszczenie, analizę oraz interpretację tytułu można znaleźć w drugim numerze magazynu „Otaku”.

Lata osiemdziesiąte przyniosły modę na twarde dziewczyny. Bohaterkami „Dochuki” Ryoko Shito (1983-92, 28 tomów), „Hana no Asuka-gumi” Satosumi Takaguchi (1987 -95, 27 tomów), „Paros no Ken” Kaoru Kurimoto (1986-87, 3 tomy) są trudne nastolatki, które nie uznają autorytetów, mają silne poczucie sprawiedliwości i nie wahają się użyć przemocy w razie konieczności – krótko mówiąc, reprezentują one typ na Zachodzie znany jako butch, bardziej męski i mniej romantyczny niż androgyniczne bohaterki Ikedy. Stereotypowo są one parowane z dziewczęcymi kobietami, femme, jednak w omawianych mangach chłopczyce zdecydowanie wolą towarzystwo dziewcząt sobie podobnych – ich związki są znaczniej mniej romantyczne i bardziej praktyczne niż bohaterek z poprzedniej dekady (wyjątkiem jest miłość Hermiony z „Miecza Paros” do słabowitej Fiony). W latach tych pojawiły się również realistyczne historie z życia dorosłych kobiet – jednotomowa manga z 1991 roku „Moonlight Flowers, Midnight Flowers” Mutsumi Tsukumo, opowiadająca o młodej studentce mającej problemy z wpasowaniem się w przypisane kobietom role społeczne jest pierwszą mangą przedstawiającą sceny erotyczne między kobietami. Jednak popularne w tamtych latach przygodowe sagi w wydaniu lesbijskim nie spotkały się z zainteresowaniem – Ryoko Yamagishi musiała zakończyć swoją mangę „Hatshepsut” na dwóch rozdziałach. Dla świata mangi jest to niepowetowana strata, jako że Autorka zdecydowała się przedstawić królową Egiptu jako postać transseksualną – jeśli przeanalizuje się postępowanie władczyni i sposób w jaki nakazywała się przedstawiać wydaje się to być tezą wielce frapującą.

Zbliżał się jednak czas, w którym yuri ponownie stanie się modne. W 1992 roku Naoko Takeuchi rozpoczęła publikację „Sailor Moon” – naiwnej bajki o małych dziewczynkach ratujących świat. Zanim jednak odrzucicie ten komiks z niesmakiem, radzę przyjrzeć się postaciom. Na przykład Zoisite. Czternastolatek należy do bandy „tych złych”, czyli Królestwa Ciemności. Ma śliczny, różowy i baardzo obcisły mundur, jednak „w cywilu” zdecydowanie preferuje pokazywać się w sukienkach – a trzeba przyznać, że gust ma niezły. W mandze nie zostało powiedziane, czy jest on transseksualistą czy transwestytą, jednak bardziej prawdopodobna jest pierwsza teoria. Mangaista może sobie pozwolić na wiele, jednak pojawienie się transki w serialu dla dzieci było trudne do przyjęcia, dlatego na jego potrzeby pominięto skłonność Zoi do sukienek i zmieniono kolor mundur, rozwinięty został natomiast wątek jego relacji z Kunzite, który w mandze był ledwie zasugerowany.

Zaintrygowani? A dalej będzie jeszcze lepiej! W 24 rozdziale (i 101 odcinku serialu) pojawiają się dwie nowe czarodziejki, które są… lesbijkami. Haruka Tenno to chłopczyca w stylu bohaterek mang z lat osiemdziesiątych – jest twarda, męska i świetna w biegach, jednak sport jest dla niej ucieczką od rzeczywistości – jej powtarzane często „Chciałbym stać się wiatrem” łatwo da się odczytać jako myśli samobójcze. Pewnego razu jej przyjaciółka Elsa Grey przedstawia jej Michiru Kaio – utalentowaną skrzypaczkę, którą jednak otacza aura smutku. Michiru pragnie zaprzyjaźnić się z Haruką, ta jednak jej nie ufa. Wkrótce staje świadkiem bitwy Kaio z ogromnym potworem, w trakcie której odkrywa, że w niej również tkwią magiczne moce. Od tego momentu dziewczyny stają się nierozłączne. Sympatyczna i fascynująca para wywołała kolejną falę popularności yuri. Dzięki niej powstał w 1995 roku pierwszy magazyn specjalizujący się w yuri – „Phyrne”. Wydawcy na jego łamach starali się umieszczać historie, które podobałby się zarówno lesbijkom, jak i heteroseksualnym kobietom z nostalgią wspominającym dziewczęce zauroczenie Oscar. Po wielu zmianach nazw („Myst”, „Anise”) mający problemy finansowe magazyn zmienił profil i wraz z kolejną zmianą nazwy („Shimai” a potem „Yurihime”) w roku 2004 stał się magazynem publikującym głównie bardzo delikatne historie dla młodszych nastolatek. Zadebiutowały w nim Kirina („Haruchin”, „Blue”) oraz Erica Sakurazawa („Love Vibes”), piszące mangi przeznaczone dla lesbijek, od „zwykłych” yuri wyróżniające się podejmowanie takich tematów jak coming out czy walka o równe prawa.

Na „yurimanię” załapała się Kaori Yuki, słynna rysowniczka gotyckich horrorów. Głównym wątkiem wydawanej w latch 1994-2001 dwudziestotomowej sagi fantasy „Angel Sanctuary” (w całości dostępnej w Polsce w wydawnictwie JPF) jest miłość między rodzeństwem, Setsuną i Sarą Mudo – jakby tego było mało, Setsuna jest ścigany przez siły Niebios i Piekieł, ponieważ w rzeczywistości jest reinkarnacją upadłej anielicy Axiel. Zwariowane? Przeczytajcie całość, a na razie zajmijmy się najciekawszymi postaciami. „Świątynia” napisana jest w najlepszej tradycji yuri, mamy więc w niej wiele fascynujących androgynicznych kobiet oraz postaci o ambiwalentnej płci. Sama Axiel przypomina Oscar (gdyby ta przeszła na ciemną stronę mocy) i jest obiektem westchnień wielu kobiet i mężczyzn, między innymi Cry, małej księżniczki demonów, która dla niej postanowiła zostać mężczyzną. Od pomysłu tego odciągnęła dziewczynkę Belial, jedna z najbardziej fascynujących postaci w mandze. Belial urodziła się anielicą, jednak nie spodobało jej się to, co się działo z jej ciałem w okresie dojrzewania, więc je wstrzymała. Nie będąca ani kobietą, ani mężczyzną Belial stała się obiektem pożądania wielu aniołów, z czego skwapliwie korzystała, manipulując kochankami i porzucając ich, gdy przestawali być jej użyteczni. Gdy jej była kochanka popełniła samobójstwo, Belial została strącona, ale następnie została jedną z Siedmiu Władców Piekieł. Równie ciekawymi postaciami są Arachne, transseksualny kuzyn Cry oraz szalony anioł Rociel, silnie sfeminizowany i okazjonalnie przebierający się za kobietę.

W 1997 roku wyświetlono 39-odcinkowy animowany serial obecnie uważany za najwybitniejsze dzieło w gatunku yuri (mimo, iż właściwie nie do końca jest yuri) oraz tytuł kultowy. Mowa o „Shojo Kakumei Utena” w reżyserii Kunihiko Ikuhary, w Polsce znanej też jako „Rewolucjonistka Utena”. Bohaterką serii jest Utena Tenjo, która jako sześciolatka straciła rodziców. Gdy usłyszawszy o wypadku uciekła z domu, zabłądziła i o mało co nie utonęła w rzece. Uratował ją tajemniczy młodzieniec, który pocieszył dziewczynkę, dał jej pierścień z różą i odszedł, mówiąc: „Jeśli będziesz odważna i wytrwała na pewno się spotkamy.” Tajemniczy wybawiciel tak zafascynował małą Utenę, że postanowiła go naśladować. Gdy po siedmiu latach rozpoczyna naukę w gimnazjum Otori występuje we własnej wariacji na temat męskiego mundurka (bardzo… różowej) i broni koleżanki, gdy ta została wrednie potraktowana przez starszego chłopca. W wyniku dziwnego splotu okoliczności zostaje wezwana na pojedynek, a jeszcze dziwniejszy splot okoliczności (albo przeznaczenie, jak kto woli) doprowadził do jej zwycięstwa na Saionjim. Ze zdumieniem stwierdziła, że pokonując chłopca stała się właścicielem… ciemnoskórej Anshi Himemiyi. Relacja między dziewczynami jest ważnym, lecz nie jedynym wątkiem serialu. Tytuł podejmuje problematykę seksualności nastolatków, między innymi tak kontrowersyjne tematy jak kazirodztwo. Miłość w „Utenie” jest mroczna i okrutna, zupełnie jak świat, w którym rozgrywa się akcja serii. Utenę i Anshi połączy uczcie dopiero w ostatnich odcinkach, jednak wynagradza to obecność Julii Arisugawy – powściągliwej i zamkniętej w sobie przewodniczącej klubu szermierki, zakochanej bez wzajemności w przyjaciółce z dzieciństwa. Wątek trójkąta miłosnego między Julią, Shiori i Ruką obecny jest przez właściwie cały serial, jednak nie przesłania innych, związanych z pozostałymi.
„Utena” sprawiła, że autorki mang yuri zaczęły poruszać w swoich dziełach bardziej mroczne aspekty życia. Bohaterką wydanej w 1998 roku „Kindan no Kuchizuke” Rei Momochi jest Kanna, dziewczyna molestowana przez ojca. Zakochana w niej Lily pragnie pomóc dziewczynie, mordując jej „tatuśka”. Bardziej typowa jest wydana w kolejnym roku jednotomowa „Himitsu no Hanazono” Mihony Fuji, w której główna bohaterka zakochuje się w chłopcu, który okazuje się być w rzeczywistości lubiącą męskie ubrania dziewczyną. Na 1999 przypada również debiut Zao Taishi, która zasłynęła później swoimi mangami yaoi, jednak jej dwutomowy debiut, „Kakumei no Hi”, jest mangą yuri fabularnie czerpiącą z „Boku no Shotaiken”.

Ze względu na to, że główny wątek „Rewolucjonistki” nie został rozwiązany w zakończeniu serialu Ikuhara zdecydował się nakręcić filmową kontynuację serialu. W 1999 roku wyświetlono „Apokalipsę dorastania” (wydanie polskie Anime Virtual), jednak ci, którzy spodziewali się typowego sequela zamilkli w zdumieniu. Film jest bowiem wariacją na temat serialu, jednak podobieństwa kończą się w momencie, gdy Utena staje się właścicielką Anshi. W porównaniu do wcześniejszej serii film jest bardziej mroczny, a seksualność bardziej dosadna (chociaż nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku). Dzieło opowiedziane jest językiem symboli, wiele zdarzeń równie dobrze mogło być elementem snu jak rzeczywistości, a liczne wątki można zrozumieć jedynie znając serial. Na podstawie serialu powstała sześciotomowa manga narysowana przez Chiho Saito, jednak nie ma w niej wątków yuri, a uproszczona fabuła może wydać się nużąca dla kogoś starszego od głównych bohaterek.

Widząc popularność „Uteny” można było się spodziewać powrotu mang a’la lata siedemdziesiąte – romantyczno-dekadenckich z fascynującymi, chłopięcymi bohaterkami i mnóstwem dramatyzmu. Tego, co się wydarzyło nie spodziewał się jednak nikt. Dotychczas typowo dziewczęcy gatunek, jakim było yuri został „zaanektowany” przez mężczyzn. Po roku 2000 wśród yuri zaczęły dominować historie fabularnie podobne do „Sailor Moon”, jednak z dużą dawką przemocy i erotyki. Strona romantyczna jest w nich zwykle potraktowana po macoszemu – ot, jedna cycata babka w lateksowym kostiumiku szkolnym mundurku (niepotrzebne skreślić) próbuje dobrać się do majtek innej. Yuri dla dziewcząt, prezentowana w magazynach „Shimai”, „Yurihime” i „Wildrose” stało się mało ambitnymi szkolnymi historyjkami. Ciekawe historie wychodziły (i nadal wychodzą) spod piór autorek lesbijskich yuri, m.in. „Pieta” Nanae Haruno, jednak historie te rzadko liczą więcej niż dwa tomy i nie są powszechnie znane (między innymi dlatego, że są wymagają myślenia w trakcie czytania).

Z tłumu mdłych produkcji wybija się „Hokago Hokenshitsu” Setony Mizushiro (2004-08). Dziesięciotomowa saga fantasy, wyraźnie nawiązująca zarówno do „Uteny”, jak i „Claudine” poświęcona jest Mashiro Ichijo, nastolatce, która nienawidzi swojej kobiecości i pragnie zostać mężczyzną. W szkole, do której chodzi, obowiązują dziwne reguły – można ją ukończyć jedynie uczestnicząc w „Bankiecie Snów”. Po lekcjach uczniowie schodzą do pokoju pielęgniarskiego i tam zasypiają, by wejść do „Krainy Snów”, w której każdy przybiera postać stosowną do jego lęków (Mashiro na przykład staje się dziewczyną). Wygrywa ten, kto znajdzie klucz – problem w tym, że aby go zdobyć, należy zabić osobę, w której ciele on się znajduje, a nigdy nie wiadomo, kto jest jego „właścicielem” (na szczęście nikt zabity we śnie nie umiera w rzeczywistości). Mashiro zaprzyjaźnia się z Kurehą Fujishimą, dziewczyną, która boi się mężczyzn (w dzieciństwie została zgwałcona), z którą wkrótce zaczyna chodzić. Na ich drodze stoi jednak So Mizuhashi, chłopak zakochany w Ichijo, który jest gotowy na wszystko, by ją zdobyć. Jakby tego było mało, za systemem „Bankietu Snów” kryje się pewna mroczna tajemnica.

I tak dotarliśmy do dnia dzisiejszego. Obecnie sytuacja na rynku yuri nie wygląda za ciekawie, lecz kto wie, co przyniesie przyszłość? Dziękuję wszystkim, którzy doczytali do samego końca – w końcu mój artykuł wcale nie był taki krótki! Mam nadzieję, że dzięki esejowi ci, którzy zaznajomili się z yuri sięgną po wymienione przeze mnie tytuły, a osoby, które nie miały styczności z gatunkiem rozpoczną swoją przygodę z mangą od najlepszych tytułów.

„A, A Prim” Hagio Moto strona 187 wg. wydania amerykańskiego Viz (skan własny autorki)

„Boku no Shotaiken” Hikaru Yuzuki tom 1 strona 20 tu tłumaczenie grupy Ascension

„Claudine” Riyoko Ikedy strona 41 tu tłumaczenie grupy Lililicious

„Maya no Soretsu” Ichijo Yukari strona 182, tłumaczenie jw

„Midnight Flowers” Mutsumi Tsukumo strona 180, tłumaczenie jw

„Onii-sama e” Riyoko Ikedy tom 3 strona 28, tłumaczenie jw

„Versailles no Bara” Riyoko Ikedy tom 1 strona 22, tłumaczenie jw

„Yuichinin Iru” Hagio Moto strona 171 wg. wydania amerykańskiego Viz (skan własny autorki)

Aleksandra Lazarek – Małoletnia maniaczka słowa pisanego i przyjaciółka wszystkiego, co żyje.

Autorzy:

zdjęcie Aleksandra Lazarek

Aleksandra Lazarek

studentka anglistyki na Uniwersytecie Śląskim ucząca się języków azjatyckich. Jej zainteresowania obejmują zagadnienia kolonizacji i postkolonializmu, historię i kulturę nie-białych mieszkańców obu Ameryk, wszystko, co związane ze Wschodnią Azją, zoopsychologię, anatomię ewolucyjną, wyższą fizykę, mistycyzm i teorie z pogranicza nauki oraz fenomen fanfiction. Pokorny sługa kotki – Tej, Która Ma Wiele Imion, a która obecnie dla świętego spokoju została Małpą.

14 komentarzy do:Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze

  • Kakaowy Łasuch

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    mowi sie gay w krajach na zachód od Odry bez znaczenia czy masz srom czy prącie , funkcjonalne czy tez tylko na pokaz. Czemu w Polska wszystko jest z innej epoki tej zawsze z przeszlosci.

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    W Niemczech akurat raczej się mówi „schwul”… Wcale nie wszędzie obowiązuje jedno określenie na gejów i lesbijki. I wcale nie mam nic przeciw odrębnym określeniom – tak jest lepiej, one podkreślają odrębność, główną wadą rozrostu systemu rodzajowego w polszczyźnie jest to, że bardzo trudno konsekwentnie uwzględniać kobiety, kiedy połowa zdania to wyrazy mające rodzaj gramatyczny. Jak wiadomo w odniesieniu do gejów i lesbijek też tak bywa – np. „Geje wygrali z radnymi” podczas, gdy w rzeczywistości proces wytoczyły lesbijki.

    Jak już jesteśmy w tematach językowych… Otóż artykuł jest naprawdę BARDZO ciekawy, ale zauważyłam tu parę – nie chcę dręczyć Autorki, ale jednak żenujących błędów. Po pierwsze – co to do cholery za słowo „opening”?! Nie ma takiego słowa w polszczyźnie! Po drugie – ludzie!!!! Końcówka celownika liczby mnogiej nie brzmi „-ą”, tylko „-om”!!!!! Czyli „zapobiegać ciążom nastolatek”, a nie „ciążą”!!!! To jeden z najbardziej żenujących błędów!!! I po trzecie – wyrazy typu „dwustustronicowa” pisze się łącznie. Z góry dziękuję za zrozumienie i pozdrawiam wszystkich i wszystkie, które uważają, że to nie wszystko jedno, JAK się mówi i pisze.

  • czytelniczka

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Znakomite opracowanie. Trudno dodać jakiś mądry komentarz, bo widać, że Autorka ma mnóstwo wiedzy – ja się poddaję ;) . za to dokształciłam się potężnie :) . Szkoda tylko, że skany tak mało czytelne…

  • Soniasonia

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    @ zewsząd i znikąd
    1. „Opening” lub „Intro” jest słowem zapożyczonym z angielskiego i używanym w środowisku miłośników mangi jako określenie piosenki/ teledysku, poprzedzającego każdy odcinek japońskiego serialu animowanego. Przykład – opening „Sailor Moon” :
    http://www.youtube.com/view_play_list?p=581B8D9B3ADB751A&playnext=1&playnext_from=PL&v=XoJBPutGQZA
    Trudno byłoby stworzyć polski odpowiednik, który byłby w miarę krótki i równie chwytliwy…
    2. Błędy rzeczywiście są żenujące ^^’ Zapomniałam przed wysłaniem tekstu poszukać błędów, a potem było już za późno… :(
    3. Zgadzam się w kwestii podkreślania odrębności poszczególnych członów LGBT. Poza tym, chyba byłby głupio pisać „Gejowstwo w komiksie”, podczas gdy artykuł jest o lesbijkach i transseksualistach. ^^

    Trochę głupio komentować własny tekst, ale miałbym prośbę do pisarzy powieści gej/les, jeśli tacy zaglądają na stronę: zanim napiszecie kolejną kopię „Lubiewa”, przeczytajcie dokładnie, jakie tematy podejmują autorzy japońscy…

  • Miszka

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Tekst absolutnie genialny, stoi za nim wiedza i pasja, i nawet jeśli przeczytają go tylko miłośniczki mangi, bo tematyka jest niszowa, to jednak nie ma znaczenia. Ja pamiętam Czarodziejkę z księżyca, która leciała na Polsacie, jak byłem w podstawówce:) oczywiście uwielbiałem ten serial!!!

  • mimi

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Opening jest terminem specyficznym dla anime, więc mówienie, że nie ma go w polszczyźnie, raczej nic nie da – bo czy jest tam np. nieprzetlmaczalne słowo ‚moe’?

    Jest to termin przejęty z angielskiego, i na siłę można go tłumaczyć jako ‚intro’ albo ‚wstęp’. Za wikipedią (bo moim zdaniem ona to dobrze tłumaczy): „Seriale /anime/ rozpoczynające się specyficzną czołówką (po angielsku opening) wykorzystują otwierającą piosenkę jako szybkie wprowadzenie do programu. Tło muzyczne wykorzystuje się, aby nadać odpowiednie tempo akcji.
    „Openingi zwykle odpowiadają tonowi, w jakim utrzymane jest dane anime i mają zachęcić widza do dalszego oglądania. Wykorzystane utwory oraz piosenka kończąca odcinek (ending) mogą stanowić komentarz do ogólnej fabuły całości lub wysuwać na pierwszy plan szczególnie ważny dla serialu element. Openingi i endingi (a także utwory w samym anime) nierzadko wykonywane są przez popularnych muzyków(…)”.
    :)

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    A moim zdaniem warto takie terminy tłumaczyć. Zobaczcie – kiedyś nawet w języku naukowym była tendencja, by tworzyć polskie określenia. Teraz nawet się o tym nie pomyśli, zakłada się, że terminologia naukowa musi być międzynarodowa. Nie jestem przeciwniczką wszelkich obcych słów, jestem za tym, by zapożyczać z głową, myśleć o mowie, zastanawiać się, jak jeszcze można oddać jakieś pojęcie.

  • Marcin

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    zewszad i znikad – wracaj na hyperreal!:D

  • zewsząd i znikąd

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Nie sądzę, bym tam kiedyś wróciła – panująca tam mentalność skutecznie mnie przegoniła.
    A propos mnie na styku walki o prawa kobiet, prawa LGBT i prawa „mniejszości używkowych”: w sobotę po Marszu Wyzwolenia Konopi (ale przed przykrym zajściem z policją) wdałam się w dyskusję z grupką trochę młodszych ode mnie osób na temat feminizmu… i byłam wprost zdumiona panującym wśród nich konserwatyzmem w sprawie sposobów życia. Taki pro-life w wersji landrynkowej – wiecie, żadnego wymachiwania brutalnymi słowami, za to mnóstwo „dzieciątek” i „cudów życia”. Kobieta, która nie ma chęci realizować tego modelu, uchodzi co najmniej za w przyszłości nieszczęśliwą.

  • Heko

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    „i byłam wprost zdumiona panującym wśród nich konserwatyzmem w sprawie sposobów życia”. Sama widzisz, że nawet wśród „postępowych” nie ma akceptacji dla pewnych rzeczy. Własnie dlatego te rzeczy nie mają najmniejszej szansy na powszechną akceptację, legalizację itp. itd.

  • Marcin

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Racja, racja. Ja też już tam nie siedzę;) Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Tomek K.

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Myślałem, że tematykę mangi wyczerpują „Bleach” i „Naruto”, a tutaj (i w poprzednim artykule) takie miłe zaskoczenie :) Ja sam bardzo lubię takie „dziewczyńskie” anime „Maria-sama ga miteru” – opowiada ono życiu dziewczynek z dobrych domów w szkole z internatem. Jedna z nich (Sei) jest chłopczycą i podrwywa inne dziewczyny. Bardzo polecam! :)

  • Monika

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Widzę tu pewien błąd dotyczący fabuły mangi pt.”Lady Oscar”. Otóż, matki Rosalie nie potrąciła kareta matki Oscar- Lady de Jarjayes, a kareta Madame de Polignac. Szczegół, ale mimo wszystko dość znaczący. Gdzie byłby sens, gdyby dziewczyna nienawidząca kobietę, która potrąciła jej matkę, mieszkała z nią i jej rodziną pod jednym dachem( z własnej, nieprzymuszonej woli)?

  • Soniasonia

    [Re: Ona jest takim pięknym mężczyzną czyli transseksualizm i lesbianizm w mandze]

    Rzeczywiście, przeoczenie, dziękuję za poprawienie :-)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa