Krakowski Marsz Równości za nami!

***
Marsz rozpoczął się na placu Wolnica, miejscu być może symbolicznym o tyle, że to „drugie” (po pl. Nowym) serce Kazimierza, krakowskiej starej dzielnicy żydowskiej – dziś zrewitalizowanej i odzyskanej przez młodzież i artystów dzielnicy różnorodności, sztuki i rozrywki. Kilkanaście minut po godz. 14 krótkie przemówienia wygłosili współorganizatorzy i współorganizatorki, podkreślając, że marsz ma na celu pokazanie naszej różnorodności i przejęcie przestrzeni miasta dla nas – gejów, lesbijek, osób transseksualnych, biseksualnych, heteroseksualnych, kobiet i mężczyzn, i wszystkich, którzy identyfikują się jako „inni”. Po czym w otoczeniu policjantów w pełnym rynsztunku, marsz ruszył Kazimierzem, obok Wawelu, najważniejsza ulicą Starego Miasta- Grodzką, aż do Rynku.

Niezwykła była atmosfera tego Marszu – z jednej strony policjanci (m.in. z butlami z gazem łzawiącym) – to, nie ukrywam, zrobiło na wrażenie na mnie, przyzwyczajonej do wręcz rodzinnie bezpiecznych parad warszawskich. Z drugiej strony w tłumie, choć może niezbyt licznym, około 300-400 osób (gazeta.pl podaje, że 200 – przyp. red. warszawskiej), ale bardzo różnorodnym (ludzie w różnym wieku, różne języki, wielki tęczowy transparent „Żydzi dla tolerancji”),czuć było bardzo silną, ekstatyczną wręcz radość i energię. Oczywiście to zasługa przede wszystkim bębniarzy i ludzi grających na przeszkadzajkach – idąc przodem, niestrudzenie wybijali rytm, a wiadomo, jaką wspaniała atmosferę to tworzy i jak energetyzuje. Większość z nas zupełnie mimowolnie podrygiwała w wybijany takt. Za sambiarzami podążała „grupa wydająca okrzyki” – bez sprzętu nagłaśniającego porywała co chwilę część uczestników do skandowani ciągle tego samego hasła. „Każdy inny, wszyscy równi” – hasło tak stare i znane, ale jednak powtarzane wciąż, zyskiwało siłę. Mam nadzieję, że okrzyki było słychać w całym Krakowie.

Zupełnym zaskoczeniem było dla mnie to, że krakowski Marsz był zupełnie apolityczny. Nie widziałam ani jednego hasła nawołującego do walki o jakiekolwiek nasze prawa, nie mówiąc już o apelach o ustawę o związkach partnerskich. Było to zaskakujące w kontekście toczącej się obecnie gorącej debaty na temat kształtu ustawy i sposobów jej „przepchnięcia” w parlamencie… Naturalnie żaden marsz dotyczący osób nieheteroseksualnych nie może być zupełnie apolityczny, bo też hasła wzywające do równości i tolerancji czy po prostu mówiące o naszym istnieniu są polityczne. Jednakże wśród transparentów takich jak „Szkoła bez homofobii”, „Życie w ukryciu dobre dla szczurów”, „‚Muminki’ napisała lesbijka” czy „Statystycznie jest nas w Krakowie 45 tysięcy” brakło mi choćby najdrobniejszego wezwania do uznania naszych praw przez państwo. Bo czy można mówić o równości, gdy prawo wciąż nierówno nas traktuje?

Roztańczony, rozbębniony, rozgwizdany tłum, wznoszący okrzyki i wydający od czasu do czasu nieartykułowane dźwięki, w kordonie uzbrojonej po zęby policji, dotarł po półtorej godziny na Rynek, gdzie naturalnie napotkał na kontrmanifestację „zdrowych chłopców”, w liczbie pomijalnej . Rozbryźnięte na bruku jakja sugerowały, że zdołali bardziej niewerbalnie wyrazić swój sprzeciw, ale w momencie, kiedy większość pochodu dotarła na rynek, obyło się bez poważniejszych incydentów (gazeta.pl donosi o atakach na policjantów, poza jajkami w ruch poszły także kawiarniane donice… – przyp. red. warszawskiej). Bębniarze i przeszkadzajkowcy zakończyli marsz kilkunastominutowym koncertem, w trakcie którego wypuściliśmy w niebo kolorowe baloniki – to już tradycja, moim zdaniem bardzo symboliczna, obrazująca radość i afirmację, które są myślą przewodnią marszu. A potem rozeszliśmy się, każdy i każda w swoją stronę. Tak jak nie było deklaracji politycznych na początku, tak też nie było słowa podsumowującego. Za konkluzję posłużyła radosna, pełna energii muzyka.

Mimo zapowiedzi meteorologów, nie spadła na nas ani kropla deszczu, czasem nawet zza chmur nieśmiało przeświecało słońce.

***
Od red. warszawskiej:

Marsz zakończony, Festiwal Queerowy Maj 2010 idzie dalej. Zobacz: http://queerowymaj.pl/

Jeszcze dziś możecie spotkać autorkę tego tekstu Uschi Pawlik na dyskusji:

BI queer. BI LGBT
15 maja, sobota, 18.00, Cafe Szafe, ul. Felicjanek 10

O biseksualnym braku w aktywnościach mediów i organizacji LGBT i BI-perspektywach w społecznej teorii queer.

Zapraszamy!

***

/foto: Piotr Wójtowicz, Jacek Kochanowski (obecny także na ostatnim zdjęciu)
Redakcja homików.pl bardzo Wam dziękuje za udostępnienie zdjęć!/

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

25 komentarzyKrakowski Marsz Równości za nami!

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa