- homiki.pl - http://homiki.pl -

Mój Ojciec

[1]

Minęło już siedemnaście lat. Wiosną 1992 jeszcze razem poszli do lekarza. Onkologa. On i moja mama. A potem tuż przed Wielkanocą wystąpiły u ojca pierwsze bóle. Ojciec po paru dniach trafił do szpitala, przeszedł gruntowne badania. Mama przyjęła wiadomość o przerzutach nadzwyczaj spokojnie. Nie mogliśmy nic zrobić. To była nasza ostatnia wspólna Wielkanoc.

Pamiętam te święta sprzed siedemnastu lat jakby to było wczoraj. Ojciec przebywał wtedy na przepustce w domu, siedział na wersalce i wyglądał naprawdę bardzo źle. Wiedziałem, że długo nie pożyje. Ale nie mogłem mu tego powiedzieć. Na początku lata stan ojca znacznie się pogorszył. Nie mógł już opuszczać szpitala.
Pewnego poranka matka od świtu była na nogach. Kiedy przyszedłem do niej, nerwowymi posunięciami grzebienia właśnie czesała włosy.
– Ojciec nie żyje – powiedziała krótko.

Tyle jeszcze chciałem ojcu powiedzieć. I nagle wszystko było za późno. A było przecież tyle okazji. Niewykorzystanych.

Siedziałem na skraju ojcowego łóżka i grałem na gitarze. „I will always love You”. Właśnie się nauczyłem do tej piosenki chwytów. Może to się dziwnym wydać, ale nie potrafiłem wtedy nic innego robić, nawet płakać. Tylko grać.

Kilka tygodni wcześniej rozmawialiśmy przez telefon. Wspomniałem mu o tym, że mam problemy i nie wiem, co z nimi począć. Nie mogłem mu powiedzieć wprost. Ojciec mnie pocieszał. Chyba przeczuwał, że nie będzie mi w stanie pomóc. Może domyślał się, o co tak na prawdę chodzi. Nie poruszyliśmy jednak tego tematu.

A gdy ojciec zapadł w śpiączkę, na tę i wiele innych rozmów było już za późno. Za późno, by mu powiedzieć o tym, kim i jaki jestem i jakie to dla mnie ważne. Nie wiem, czy by mnie zrozumiał. Czy by potrafił to zaakceptować. Ale i tak zabrakło nam czasu.

Wymyśliłem sobie wtedy, że mu o tym powiem teraz, bo słyszałem, że ci, którzy są w komie słyszą i rozumieją, co się do nich mówi. Opowiedziałem mu wtedy o koledze z klasy, w którym byłem zakochany. Opowiadałem, jak wspólnie spędzamy czas. I że naprawdę go lubię, może nawet bardziej niż lubię. I nigdy nie będę miał dziewczyny, i żeby się tym nie martwił. I że mi naprawdę przykro, bo nie mogę spełnić jego oczekiwań o byciu „prawdziwym facetem”.

Na powiedzenie prawdy było już za późno. Ale chciałem, by umierał wiedząc o tym wszystkim. Potem powiedziałem: żegnaj.

Nigdy się z nim tak na prawdę nie pożegnałem.
Chociaż… nigdy nie jest za późno. Może ojciec jednak mnie słyszał? Nasza rozmowa, czy raczej moje wyznanie było niczym modlitwa.

– Tato, jest tyle spraw, o których nie zdążyłem ci powiedzieć. I są, sprawy, o których myślę, że powiedziałem ci o nich w sposób niewłaściwy. Czy mówiłem ci kiedy, jak fajnie było chadzać z tobą na spacery? Jak cieszyłem się, gdy z całą rodziną spędzaliśmy wspólnie wakacje. Kiedy w sobotnie popołudnie, jako dziecko, mogłem wdrapywać się na twoje kolana. Słuchać książek, które mi czytałeś. Jak ucieszyłem się, kiedy spodobały ci się „Gwiezdne Wojny”.

– Ludzie mówią, że jestem wykapany tata. Mówią, że możesz być dumny ze mnie. Byłeś? Dlaczego mi tego nie okazałeś?

– Mam wrażenie, że zbyt często cię rozczarowywałem. Nigdy nie potrafiłem tak dobrze grać w piłkę jak ty. Nie umiałem naprawić roweru. A jak próbowałeś mnie nauczyć prowadzić samochód, okazałem się ostatnim ofermą.

– Nigdy nie mogłem ci pokazać, jak muszę być silny i jak silny jestem. Nigdy tego nie widziałeś. Brakowało mi twego wsparcia. I doświadczenia miłości. Bo nigdy nie chciałeś okazywać uczuć w stosunku do mnie. Jako dziecko musiałem być silny. Dziś, kiedy jestem już duży muszę być jeszcze silniejszy.

– W ciągu ostatnich lat sporo osiągnąłem tato. Zrobiłem prawo jazdy i jeżdżę całkiem nieźle. Zdałem maturę, skończyłem wyższe studia. Pracuję w niezłej firmie. Mam własne, niezależne mieszkanie. I grono przyjaciół-facetów-gejów. Chciałbym, byś mógł być ze mnie dumny. Bo ja jestem dumny z siebie i z nich. To taki mój prywatny gay pride. Jest mi ta duma potrzebna, bo mi jej zawsze brakowało. Nigdy nie dałeś mi poznać, że jesteś ze mnie dumny. I nigdy nie powiedziałeś, czy mnie kochasz. To właśnie chcę ci teraz udowodnić:, że potrafię kochać. Wprawdzie nie tak, jakbyś pewnie sobie tego życzył. W tym jednym punkcie muszę cię rozczarować. W moim domu nie będzie żony ani dzieci. Ale udowodnię ci, że z mężczyzną też mogę być szczęśliwy. Miłość, i to, że jedno jest tak ważne dla drugiego, nie ma przecież nic wspólnego z tzw. płcią.

Na zakończenie chcę ci tylko powiedzieć, ze cię kocham.
I że brakuje mi ciebie.
Może kiedyś, gdzieś, jakoś spotkamy się znowu.

Nawet gdyby ta modlitwa nie dotarła do ciebie i zaginęła w otchłani kosmosu, musiałem to z siebie wyrzucić. To, o czym ci tu powiedziałem, było ważne dla mnie. I wierzę jednak, że myśli te trafią do właściwego adresata, który je przyjmie i zrozumie.

Ciocia Juanitta Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia 😉

Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta [2]

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia 😉