Metropole Orchestra

Były dwa osiedla. Strzeżone, które było jednym z pierwszych tego typu w Polsce, potem drugie – stare i wrogie. Nikt nie pamięta, dlaczego? Po prostu te dwa osiedla nie lubiły się i już – w przedszkolu, bo tamten razem z mamą szedł z przeciwnego kierunku ulicy, potem w podstawówce, bo starszy brat jednego mówił, że to cioty są pasożytnicze. Nie lubili się także w liceum, bo ojcowie jednych pili w zwykłych barach, a drugich w lepszych pubach. W końcu nie pamiętali, dlaczego się nie lubili.

On od zawsze był trochę pomiędzy. Z okna swojego pokoju widział stare osiedle. Z kolei, z okna kuchni mógł spoglądać na drugą, nowoczesną połowę miasta. Odkąd pamiętał, coś ciągnęło go w stronę wrogów, jak uważali jego rówieśnicy. Cienką linią granicy, nieformalnie stała się jedna z ulic. Kiedyś tętniąca życiem, teraz już zapomniana i nieużywana, oddzielała ich od siebie, strasząc dziurami i rozrzuconymi śmieciami. Podobno było tam ponuro i nieciekawie. Nocne wycie radiowozów, palące się światła w oknach do późnej nocy, ciemne zaułki i szemrane towarzystwo. Wieczorami gasił światło, włączał ulubioną muzykę i spoglądał w stronę świateł za oknem. Często się zmieniały, ale rzadko gasły. Było w tym coś magicznego. Usilne staranie ludzi, żeby przechytrzyć noc. Utrzeć jej nosa. Gdy mijała północ, zazwyczaj robił się senny i prawie zasypiał z głową na parapecie, a światła mieniły mu się różnymi kolorami. Noc wygrywała.

Czasami nie mógł zasnąć. Wtedy marzył, że jest bohaterem jakiegoś serialu. Umieszczał swoją postać w fabule i czuł się szczęśliwy. Wprowadzał nowy wątek, dodawał świeżości, miał tam starszego brata, który się nim opiekował i grał w gry, gdy był młodszy. Starszą siostrę, która podsuwała mu najlepsze książki. W świecie filmu było bezpieczniej, a z pewnością wygodniej. Sam był dla siebie pewnym niedopowiedzeniem. Za bardzo niezależny na poważny związek, za mało kompromisowy na partnerską relację. Zbyt młody dla młodych, zbyt dojrzały dla dojrzałych. Wymyślał wtedy swojego idealnego chłopaka. Na pewno musiał mieć ten błysk w oczach. Wysoki jak mężczyzna, którego ostatnio widział na przystanku, ale raczej o normalnej budowie. Potrafiący i milczeć i dużo mówić. Przystojny. Oczywiście, na swój sposób. Jak ten aktor, ale bez przesady, niewymuskany. Z charakteru łagodny. Wierny swoim zasadom. Lubiący muzykę i śpiew. Całkiem jak jego przyjaciel hetero. Tylko musiałby być homo. Taka wyliczanka powodowała, że zasypiał. Tworzył swoje marzenie codziennie, od nowa. Dodając coś i odejmując. Lepił swojego mężczyznę, jak figurkę z gliny. Modelował dokładnie kształt torsu, skupiając się na drobnych szczegółach. Idealny chłopak rodził się i umierał za każdym razem, gdy on zasypiał i śnił coraz śmielsze przygody.

Puk, puk. Poczuł lekkie szturchnięcie w ramię. Z głowa opartą na parapecie, zasnął na moment. Wcześniej rozpętała się burza, która jednak powoli już się kończyła, rozświetlając nieustannie nocne niebo. Obrócił lekko głowę i zobaczył postać stojącą tuż za nim. Młody mężczyzna. Wysoki brunet, z błyskiem w oczach o nienagannej sylwetce. Ubrany na luzie, ale z wyczuciem stylu. Biła od niego łagodność i pewność siebie. Wbrew niecodziennej sytuacji poczuł się bezpiecznie. Jakby spotkał przyjaciela z dzieciństwa. Tamten spojrzał na krzesło obok i wzrokiem zapytał czy może usiąść. Po chwili usiadł z gracją filmowego amanta, który potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, który nigdy nie traci gruntu pod nogami.

Dlaczego się nie odzywasz? – Zapytał On. Tamten wyjął notes z długopisem i zaczął pisać: Marząc o mnie nigdy, nie wypowiedziałeś ani jednego słowa. Skąd się tutaj wziąłeś? Czy to możliwe? Tego nie pamiętał. Znał jedynie odpowiedzi na zadane wcześniej pytania, z których powstawał. Potrafił zrobić minę jak młody Johnny Deep. Spojrzeć na niego jak jego przyjaciel z dzieciństwa. Ująć jego dłoń jak pierwszy chłopak, na zawsze nadając szczególne znaczenie temu gestowi. Opowiadał o sobie, a jego historia to gotowy scenariusz na film, w którego fabule on mógłby się umieścić. Potem milczał odkładając notes na bok, gdy wyczuł, że nadszedł ku temu czas. Dyskretnie flirtował. Na granicy niedopowiedzenia. Był idealny.

Idealny chłopak pojawiał się każdej nocy. Światła wrogiego osiedla odbijały się w ich twarzach, gdy rozmawiali, częściowo czytając swoje słowa na piśmie. Śmiali się, a potem poważnie dyskutowali. Po pewnym czasie Tomek zorientował się, że zaczynają się powtarzać. Tematy stawały się wtórne, z góry znał jego odpowiedzi i zachowania. Pewne schematy, z których korzystał, fabuły, w których razem uczestniczyli i naginali do swoich potrzeb. Aktorskie gesty spowszedniały, a błysk był tylko błyskiem w oku. Chłopak tego nie zauważył, był tak samo rozluźniony jak na początku, tak samo uśmiechnięty i pewny siebie. Niezmienny i identyczny. I wszystko przestało być nowe.

Tomek zorientował się, że przestał marzyć. Od jakiegoś czasu, wieczory zamiast na snuciu marzeń, spędzał na przebywaniu z wymarzonym chłopakiem. I od tego właśnie momentu, przestał on być idealny. Stał się identyczny. Identyczny z naturalnym. Gdy to sobie uświadomił i podzielił odkryciem z towarzyszem, tamten uśmiechnął się triumfująco. Przekrocz granicę, przejdź przez ulicę i żyj tak, abyś nie żałował, że nie spróbowałeś. W tamtych światłach jest coś magicznego. Przeżyjesz przygodę życia, być może zrealizujesz marzenia, poznasz smak zawodu i późniejszej euforii, a doświadczając tego, zrozumiesz magię świateł. Moment, w którym gasną, żeby po chwili rozświetlić nocne niebo, tysiącem małych punkcików.

Damian Niebieski Idealista, który mimo wszystko wierzy w szczęśliwe zakończenia. Lubi czytać fantasy. Odkąd pamięta chciał wyruszyć w podróż do Skandynawii i kiedyś to na pewno zrobi. Lato spędza najdalej od słońca, zasłuchany w ulubione utwory muzyczne. Obecnie stawia kolejne kroki w dorosłym życiu i dmucha i chucha, aby się udało.

7 komentarzy do:Metropole Orchestra

  • [Re: Metropole Orchestra]

    Nie ma to jak porcja Damiana przed południem, zwłaszcza kiedy w tle ma się ścieżkę dźwiękową z ‚The Hours’. Nawet katar przestaje przeszkadzać. I nieliczne zbyteczne przecinki też! :-)

  • Słońce

    [Re: Metropole Orchestra]

    Jaki katar? Zima już minęła dawno!

  • wit

    [Re: Metropole Orchestra]

    Katar zapewne alergiczny, wiosenny ;) ale na pewno nie na prozę Niebieskiego.

  • mTV

    [Re: Metropole Orchestra]

    dzieki Damian

  • Xen

    [Re: Metropole Orchestra]

    Świetne!
    Zaprenumerowałem sobie w pamięci Damianie wszystkie Twoje nie napisane jeszcze książki :) I możesz być pewny, że jak tylko się pojawią, nie zapomnę po nie sięgnąć :)

  • d.biskupa

    [Re: Metropole Orchestra]

    Bardzo ładne :)
    Czy tylko mi się wydaje, że teksty Damiana robią się coraz lepsze? Czytam je z rosnącą przyjemnością. Tym bardziej teraz, po całej serii artykułów „zaangażowanych”. Niestety dostrzegam tu niebezpieczeństwo: sugerując się liczbą generowanych komentarzy, redakcja Homików może zdecydować się porzucić swój kulturalny profil na rzecz ciągłego dyskutowania związków partnerskich i strona straci swój unikalny charakter :(

  • [Re: Metropole Orchestra]

    Nic nie straci. Zawsze będzie tu i rzeczowo, i kulturalnie :-)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa