Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/

Od redakcji:
We wtorek (2.03) wybuchła „bomba”. Media obiegła informacja, że SLD powraca do ustawy o związkach partnerskich (tzw. projekt Marii Szyszkowskiej to 2003 rok), a Trybunał w Strasburgu orzekł, że brak możliwości dziedziczenia przez partnerów tej samej płci pozostających w związku stanowi naruszenie Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Tymczasem od kilku miesięcy działa Grupa Inicjatywna ds. związków partnerskich, nieformalna koalicja działaczy i działaczki, w skład której wchodzą Yga Kostrzewa, Tomasz Szypuła, Krystian Legierski oraz Mariusz Kurc. Grupa Inicjatywna w ramach swoich działań zorganizowała szereg spotkań i publicznych dyskusji, które odbyły się w polskich miastach, gdyż tym samym jej członkowie chcieli zebrać postulaty od jak największego i najbardziej różnorodnego grona gejów i lesbijek.

Wtorkowa „sensacja” SLD to także efekt działań Grupy Inicjatywnej, która właśnie 2.03 odbyła spotkanie z parlamentarnym Klubem Lewicy. Posłowie zdecydowali się wesprzeć GI w pracach nad ustawą dotyczących związków partnerskich osób tej samej płci. Na temat wielkiego come back SLD napiszemy wkrótce…

***
Tymczasem przedstawiamy zapis rozmowy Uschi Pawlik z GI w składzie: Yga Kostrzewa (Lambda Warszawa), Tomasz Szypuła (KPH), Mariusz Kurc (KPH) (Krystian Legierski /Zieloni 2004/ był nieobecny z powodu choroby). Wywiad został przeprowadzony w połowie lutego.

Uschi Pawlik: Chciałam się Was zapytać, skąd w ogóle wzięliście pomysł grupy inicjatywnej – czy usłyszeliście jakiś głos od Boga? I dlaczego akurat Wy go usłyszeliście?

Tomasz Szypuła: Zacznijmy od średnio udanej Parady Równości w 2009 r., podczas której między innymi Ty, Uschi, oraz Yga niosłyście transparent „Żądamy ustawy o związkach partnerskich”. Dodatkowo temat związków partnerskich pojawił się we Wrocławiu i w Warszawie podczas parad i generalnie się przewijał dość często w rozmaitych okolicznościach w 2009 roku, ale takim kluczowym momentem była Parada Równości w Warszawie, po której zaczęliśmy się spotykać.

Yga Kostrzewa: Czas i miejsce akcji to czerwiec 2009 na Chłodnej 25.

Mariusz Kurc: A przy tym nie było żadnej innej inicjatywy zajmującej się związkami, a ten transparent to nie był element jakiejś szerszej, wcześniej zaczętej akcji, to było wydarzenie jednorazowe, bo gdyby taka inicjatywa istniała, to byśmy pewnie uznali, że skoro ktoś się tym zajmuje, to niech się zajmuje.

T: Transparent niesiony na tej całej deszczowej paradzie był jedynym widocznym punktem, gdzie można było odczytać jakieś polityczne przesłanie. Więc nie było żadnego głosu Boga, nie mieliśmy żadnego poczucia misji, po prostu zobaczyliśmy, że jest to też postulat naszej pracy i naszej działalności, że związki partnerskie to jest najbardziej paląca sprawa.

U: Wy, czyli kto? Wasza czwórka?

Y: Tak. Spotkaliśmy się na Chłodnej 25, przyszła Marta Abramowicz i właśnie o tym rozmawialiśmy – kto będzie w tej grupie, kto chce być, kto jest zainteresowany tematem, potem dołączył Krystian i Kasia Szustow, która się z nami po kilku miesiącach rozstała.

M: Tak naprawdę to nikt tego jakoś nie planował na takiej zasadzie, że ma być: Yga – bo Lambda, Tomek – bo KPH itd. Reprezentacja jest o tyle przypadkowa, że dla nas nie ma znaczenia, z jakich organizacji się wywodzimy, a o tyle nieprzypadkowa, że się znamy, lubimy… Pewnie gdybyśmy się nie znali, albo nie mieli wspólnej wizji, to by nie zaskoczyło tak między nami.

T: Okazało się, że naszą całą czwórkę łączy jakiś cel, jakaś idea. To nam się wydało – wtedy, na przełomie czerwca i lipca – dobrą bazą, żeby to działanie rozpocząć. Skoro jest kilkoro zapaleńców, którzy mają dużo sił – stwierdziliśmy, że trzeba to zrobić.

U: Jakie mieliście pomysły na swoje działanie i skąd czerpaliście inspirację?

T: Na pewno nie było żadnego objawienia. Ja mogę powiedzieć za siebie: jestem zaangażowany w KPH od końca 2001 r., w zarządzie jestem od końca 2004 r., i w swojej codziennej pracy, działalności widzę, że sprawa związków partnerskich – a w ogóle regulacji układów w związkach – to jest sprawa, która najbardziej ludziom leży na sercu: kwestie finansowe, spadkowe, co będzie, jak mojemu partnerowi się coś stanie… Wiem, kto przychodzi do naszej psycholożki w KPH, jakie tam są poruszane problemy, z jakimi kwestiami ludzie zwracają się do naszych prawników – to są zazwyczaj tego typu zagadnienia: ktoś z kimś mieszkał, ktoś umarł, a rodzina partnera go wyrzuca, i podobne sytuacje. Miałem w sobie poczucie, że temat jest bardzo ważny.

M: Na początku nie mieliśmy żadnych pomysłów – zaczęliśmy rozmawiać i dopiero w toku tych naszych rozmów coś powstało. Nikt nie przyszedł z żadnym gotowym rozwiązaniem…

U: Czyli nie było tak: przynoszę stary projekt prof. Szyszkowskiej i działamy? Bo to jest tak naprawdę najbardziej znane wcześniej podjęte działanie.

Y: Nie. Zresztą projekt Szyszkowskiej jest sprzed wielu lat – to było rok 2003, czyli minęło już 7 lat. Teraz mamy zupełnie inny czas i warunki, na przykład nie byłoby już tak łatwo przeprowadzić taki projekt przez Senat… Ale pamiętamy cały czas, że taki projekt był, mówimy o tym na naszych debatach, bo niektórzy uczestnicy są tak młodzi, że tego nie pamiętają. Co gorsza, przez ten czas nic się nie działo, nic się nie zmieniło. Z drugiej strony, istniała pewna ciągłość działania w środowisku LGBTQ w tym temacie, skromna, ale jednak nie można o niej zapomnieć. Mówię tu o dwóch okrągłych stołach organizacji LGBTQ, podczas których rozmawialiśmy o związkach partnerskich. Ja byłam w „podgrupie” ds. związków, była w niej również m.in. Marta Abramowicz, ale uznaliśmy, że w tym temacie potrzeba szeregu działań, stworzenia grupy skupionej tylko na tym, a to wszystko musi trwać ze 2 lata. Uznaliśmy, że nie ma – wtedy nie było – na to mocy przerobowych… Tyle podczas tych spotkań ustaliliśmy, po czym dalej sie nic nie działo… aż do spotkania właśnie tej naszej grupy.

M: Mamy w zespole Krystiana, który jest prawnikiem i który był zaangażowany w przygotowanie tego projektu, był w zespole prof. Szyszkowskiej. Ale trzeba pamiętać, że ten projekt jest już nie do odgrzania – tamto niestety przeszło już do historii i możemy tylko trochę korzystać z tamtych doświadczeń, ale nie da się tego już wskrzesić. Czyli nie my sie odcinamy, tylko rzeczywistość nas odcięła od tamtego projektu. Poza tym mamy też do sprawy inne podejście. W naszej grupie tylko Krystian jest prawnikiem, więc mamy podejście trochę mniej prawnicze, zwracamy uwagę nie tylko na same aspekty związane z przygotowaniem projektu i zapisów tej ustawy, ale na stworzenie poparcia dla przyszłego projektu. Jesteśmy wszyscy działaczami i zależy nam na tym, żeby to poparcie budować tam, gdzie możemy, czyli w samym środowisku – a także poza nim.

T: Poza tym my jako działacze patrzymy też bardziej przez aspekt spraw do załatwienia, problemów niż aspektów prawnych. Nasza perspektywa nie jest stricte prawna.

Dabaty w całej Polsce

U: Jeżeli, tak jak mówicie, nie skupiacie sie na aspekcie prawnym, to opowiedzcie proszę o tym, co robicie, na czym dokładnie polegają Wasze działania.

Y: Najważniejszym punktem naszej działalności są debaty. Jeździmy po różnych miastach i w każdym takim mieście – to są głównie miasta wojewódzkie – organizujemy wspólnie z lokalnymi działaczami spotkania. Zapraszane są też media. Mamy gotową prezentację – która tak naprawdę cały czas się zmienia, nowe rzeczy do niej przybywają – w ramach której przedstawiamy cztery modele związków funkcjonujących w Europie i poza Europą, informujemy w jakich krajach są jakie możliwości, co dają ustawy w tych krajach i omawiamy te aspekty prawne, które pilnie trzeba uregulować w Polsce.

M: Jednym z celów debat jest propagowanie wiedzy na temat związków partnerskich, takiej twardej wiedzy, z którą jest bardzo kiepsko. Większość gejów i lesbijek w Polsce jest za związkami partnerskimi, ale bardziej konkretna wiedza na temat tego, co ta przyszła ustawa miałaby regulować albo jakie są regulacje na świecie jest mała. Chcemy więc rozpowszechniać informacje i chcemy budować poparcie – szerokie, ogólne – dla przyjęcia w Polsce jakichś rozwiązań w zakresie związków partnerskich, pokazując jednocześnie, że to mogą być bardzo różne rozwiązania.

T: Oprócz omawiania tych rożnych zagranicznych modeli pokazujemy, co jest w polskim prawie teraz, podajemy przykłady prawnych uregulowań, niedawnych wydarzeń sądowych… Sporo osób jest zaskoczonych tym, że w polskim prawie już istnieje wiele różnych rozwiązań, o których nie wiedzą, albo też nie wiedzą, jak się ich używa – mówimy na przykład o testamencie, sprawach na poczcie czy u lekarza. W sumie możemy się umówić – i bardzo starać się uwierzyć – że w pewnym sensie w Polsce jakiś taki bardzo słaby konkubinat osób tej samej płci istnieje; jest kilka obszarów, gdzie polskie prawo daje nam pewne możliwości – prawo pocztowe, karta pacjenta. Oczywiście nie jest to w ogóle rozwiązanie kompleksowe, ale podczas naszych spotkań chodzi też o to, żeby rozbudzić pewną świadomość prawną uczestników na temat tego, jakie rozwiązania istnieją, a jakich brakuje. Często jest tak, ze ludzie wiedzą, że czegoś chcą, ale konkretne nie potrafią powiedzieć, co jest im potrzebne.

M: Przykładem jest tutaj ten nieszczęsny szpital, który większość osób wskazuje – czyli informacja o chorym partnerze, partnerce. A tymczasem prawda jest taka, że można upoważnić swojego partnera czy partnerkę do uzyskiwania informacji i lekarz nie ma nic do tego – wskazuje się daną osobę. Problem zaczyna się wtedy, kiedy do szpitala trafi nieprzytomny partner i nie może upoważnić tej drugiej osoby do niczego. Istnieją też pewne rozwiązania związane z testamentem. Wydaje mi się jednak, że ponieważ wiedza prawna wśród osób LGBT jest nikła, nie są one w stanie merytorycznie argumentować w dyskusjach i przegrywają z przeciwnikami, twierdząc „bo my nie możemy się dowiadywać o zdrowie”, a przeciwnicy mówią, zgodnie z prawdą „możecie, możecie”.

T: W 2004 r. Rzeczpospolita opublikowała artykuł, w którym autor wyliczył te wszystkie rozwiązania, o których my teraz wspominamy i argumentował, że żadne związki partnerskie nie są potrzebne, bo przecież to wszystko już jest uregulowane; teza była taka: to, czego się oni domagają – to wszystko już jest przewidziane i zapewnione. W zeszłym roku pojawił się zresztą jeszcze drugi, zawierający na dodatek kłamliwe informacje, ale podane jako pewniki. Więc my podczas debat pokazujemy, że owszem, są pewne rozwiązania dostępne już teraz, ale po pierwsze – nie są to rozwiązania kompleksowe ani wystarczające, a po drugie – za każdym razem musimy coś udowadniać, coś pokazywać, coś podpisać. Testament trzeba spisać, pełnomocnictwa trzeba sporządzić na to, na tamto, te dokumenty trzeba mieć przy sobie, pokazać. To wszystko kosztuje, a poza tym sfera, w której takie dokumenty mogą się przydać jest nieograniczona i trudno przewidzieć każdą możliwą sytuację.

U: Z jakim przyjęciem spotykacie się na takich spotkaniach, jacy ludzie na nie przychodzą?

Y: Przede wszystkim przychodzą lokalni działacze, ludzie zaciekawieni, czasami też osoby heteroseksualne – bo też w pewien sposób ich to dotyczy, bo istnieją też konkubinaty heteroseksualne i nie mają tych rozwiązań, które są im potrzebne; pojawiają się dziennikarze zaciekawieni tematem. Najwięcej osób na debacie to było chyba 50. Co ciekawe, pojawiają się też często osoby, które są bardzo zaangażowane w tę kwestię, mają dużą wiedzę i prowadzą już np. jakieś działania prawne, procesy, np. z Urzędem Skarbowym, więc mogą też tę wiedzę przedstawić, uzupełnić nasze informacje. Natomiast ja mam takie wrażenie, że większość osób słucha, bo słyszy to po raz pierwszy.

M: No i przede wszystkim – nie przychodzą przeciwnicy związków partnerskich – i to jest dla nas bardzo dobre! Pozwala na prowadzenie rzeczowej debaty i nie sprowadza tej debaty na poziom „czy w ogóle”. Dlatego nasze debaty nazywają się „jakie związki partnerskie?”, a nie „czy?”

T: Debaty przebiegają różnie i to zależy od miejsca. Ja np. byłem z Krystianem w Rzeszowie, gdzie była debata najmniejsza liczebnie – tam było kilkanaście osób, z tego poza mną i Krystianem gejów było może dwóch, większość osób była z rzeszowskiej organizacji kobiecej, z SLD, z partii lewicowych, były media lokalne – był to chyba jedyny raz, kiedy byliśmy w mniejszości na tych spotkaniach – bo bądźmy szczerzy, wyoutowanych gejów w Rzeszowie jest pewnie dwóch, właśnie tych dwóch którzy przyszli na spotkanie. Każdy ośrodek miejski ma swoją specyfikę. We Wrocławiu byli sami geje i lesbijki, wszyscy byli totalnie wyluzowani.

U: Ale pojawią się też heretycy na spotkaniach? Wielu przecież chętnie zawarłaby związek partnerski.

M: Też się pojawiają. Na każdej debacie pytam zgromadzonych – co mi sprawia ogromną przyjemność – „czy są na sali osoby heteroseksualne?” I we Wrocławiu podniosły się dwie-trzy ręce. W każdym razie można na pewno powiedzieć – i tu wszyscy się chyba zgodzicie ze mną – że nie ma przepaści. Nie ma tak, ze w jakimś mieście spotkanie wygląda zupełnie inaczej niż w innych, albo że pojawiają się jakieś dziwne osoby, o których miałoby się wrażenie, że urwały się z choinki. Generalnie jest w miarę podobnie. Zasadniczo na spotkania przychodzą ludzie, którzy są za związkami. Ciekawe jest, że sporo pojawia się osób, które – nie chcę powiedzieć, że są oderwane od rzeczywistości – ale nie biorą pod uwagę obecnej sytuacji, nie myślą strategicznie. Innymi słowy – myślą tylko swoimi poglądami. To znaczy jeśli my na przykład mówimy o związkach, małżeństwach osób tej samej płci – dwóch osób, to ktoś wstaje i mówi „dlaczego dwóch a nie trzech?”.

U: I jak reagujecie na tego typu pytania?

T: Musimy wyjaśniać, dlaczego strategicznie działamy tak a nie inaczej, musimy się dużo tłumaczyć. Czasami jest tak, że podczas naszej prezentacji różnych modeli związków nie ukrywamy, ku jakiej opcji się skłaniamy – ja wyjaśniam na przykład, że żeby wprowadzić w Polsce małżeństwo jednopłciowe trzeba byłoby zmienić konstytucję, że to jest bardzo trudne, praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia politycznie (była tylko jedna zmiana konstytucji, wymuszona prawem unijnym i przeprowadzenie kolejnej jest zupełnie nierealne, nie mamy takiej możliwości). I to jest moje podejście strategiczne. Ale w tym momencie cześć osób mówi „albo małżeństwo albo nic”, „każda inna forma jest tylko atrapą nie do przyjęcia, karykaturą, tylko małżeństwo zapewnia równość”.

M: I to jest oczywiście prawda! Tylko czy w związku z tym powinniśmy rezygnować z walki o związki?

Y: I czekać po raz kolejny nie wiadomo ile lat?

M: Ja dostrzegam taką prawidłowość, że ludzie nie potrafią oddzielić swoich poglądów od realnej sytuacji, nałożyć tych poglądów na sytuację i spojrzeć na to trzeźwo.

T: Myślę, że to wynika w pewnym stopniu z tego, że ludzie nie potrafią przełożyć swoich poglądów na sytuację polityczną. Nie głosują na polityków dlatego, że zgadzają się z ich poglądami, a dlatego, że są popularni. To jest brak świadomości i wiedzy politycznej.

M: Ale również brak praktyki i wiedzy na temat działalności politycznej, lobbingu, w praktycznym działaniu. W naszym praktycznym działaniu w sferze polskiej polityki okazuje się, że natykasz się na mur w momencie, kiedy tylko próbujesz zrobić krok. A potem idziesz na debatę i słyszysz, ze powinno się zalegalizować trójkąty… Przeciwko czemu ja wcale nie jestem, jestem za!

Y: Tylko jak my mamy to osiągnąć?

U: Wobec tego opowiedzcie, jak wygląda to wasze praktyczne działanie? Jak to robicie? Jak wygląda lobbying – Wasza działalność poza debatami?

Y: Dzwonimy do posłów, chodzimy na kongresy partii, ogólnie spotykamy się z partiami, naturalnie partiami lewicowymi, choć nie jesteśmy zamknięci na inne. Takie działanie nie jest łatwe, logistycznie i nie tylko. Napisaliśmy list do premiera Tuska, napisaliśmy wiele listów do innych działaczy politycznych, przy czym reakcje są różne. Najczęściej – nie dostajemy odpowiedzi. W ogóle żadnej odpowiedzi nie dostaliśmy na przykład od premiera.
U: Kto w takim razie odpowiedział na Wasze listy?

T: Możemy powiedzieć, jakie dwie partie zareagowały w ogóle w jakikolwiek sposób. SdPL i SLD.

M: Nie można oczywiście zapomnieć o partii, która cieszy się nikłym poparciem społecznym, ale nas wspiera najbardziej – są to Zieloni, członka tej partii mamy w naszej Grupie, to Krystian. Niestety, żadnych twardych efektów przeprowadzonych rozmów nie ma. Pracujemy tez nad tym, by udało się przedstawić nasze postulaty na kongresie partyjnym, ale do tej pory nam się to nie udało. Prowadzimy rozmowy „kuluarowe”, lobbing – byliśmy na przykład zaproszeni na kongres SLD, gdzie rozmawialiśmy wieloma politykami. Oni poświęcają nam czas.

T: Mnie ucieszył taki drobiazg – rozmawialiśmy z Joanną Senyszyn, proponując jej, by w Parlamencie Europejskim weszła do grupy zajmującej się sprawami gejów i lesbijek i okazało się potem, że to zrobiła. Taki jeden mały wymierny sukcesik.

M: Ja bym się cieszył, gdyby do takiej debaty, jaką robimy w miastach, doszło w klubie lewicy. Jeśliby do niej doszło, to na pewno chętnie byśmy o niej poinformowali. Pracujemy nad tym już długo i na razie nie udało się czegoś takiego zorganizować, ale mam nadzieję, że do tego dojdzie.

U: A jak wyglądają Wasze kontakty z instytucjami administracji publicznej, z rządem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich?

Y: Byliśmy u Rzecznika Praw Obywatelskich. Zorganizowaliśmy spotkanie o i dziwo Rzecznik z nami porozmawiał, powiedział, jakie są jego poglądy, że on nie jest za wprowadzeniem ustawy, ale za rozwiązaniem konkubinatowym, które można wprowadzić dokonując zmian w różnych poszczególnych przepisach. Mamy przygotować dla niego zestaw informacji o tych przepisach, o miejscach, gdzie znajdują się różnice między parami hetero i homo i on się tym ma zająć w taki sposób, w jaki może oczywiście. On nie ma jakiegoś wielkiego wpływu politycznego, ale coś może zrobić. Czyli nękać.

U: Czy to znaczy, że Rzecznik chce zadziałać z własnej inicjatywy?

M: Tak. I tak nam powiedział, że ma intencję zadziałać z własnej inicjatywy.

T: Jakieś działania w Biurze RPO są wykonywane – jeden z jego specjalistów ma teraz takie kompetencje, że się zajmuje naszymi zagadnieniami. Przygotował jakiś raport, z którym my mamy się zapoznać. My ze swojej strony też podejmujemy działania. Umówiliśmy sie na spotkanie, na którym będziemy te poszczególne zagadnienia z nim omawiać. Tak wiec na poziomie deklaracji to wszystko wygląda dobrze.

M: Dobrze jak na tego konkretnego rzecznika. Ostatnio – trzeba mu oddać – napisał do Radziszewskiej i ją trochę obrugał za mieszanie związków partnerskich z małżeństwami, więc jest jakiś potencjał w tym kontakcie. Ale ja bym tego potencjału nie przeceniał.

T: Jesteśmy działaczami i mamy świadomość, ze trzeba wykonywać ciągłą pracę u podstaw, budować wsparcie, stworzyć jakąś masę krytyczną. Jest szansa, że w jego przypadku to się uda. To nie jest mur – gdyby on powiedział nam w drzwiach „jestem katolikiem, wierzę w ducha świętego i duch święty zabrania mi cokolwiek robić”, to byśmy się odwrócili na pięcie i byśmy wyszli. Oczywiście mamy świadomość, że rzecznik może mieć swoje własne poglądy właśnie w tym guście, ale to jest polityka, my też nie jesteśmy dziećmi, wiemy, że trzeba lawirować i że to wszystko musi się obu stronom opłacać… Oczywiście punkt dla niego z naszej strony za to, że nam otwarcie powiedział, że nie jest za ustawą o związkach partnerskich, bo przynajmniej wiemy, na czym stoimy, o czym możemy z nim rozmawiać. Prawda jest taka, ze oczywiście chcemy wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich, ale gdyby się nam udało choć ze dwie ustawy gdzieś zmienić, przy jego pomocy, to też będzie to sukces. Tak więc każde działanie w tym zakresie jest dla nas dobre.

U: A jak ma się to Wasze spotykanie się z Rzecznikiem do listu organizacji LGBTQ, które zaprotestowały przeciwko lekceważącemu traktowaniu ich przez RPO i oświadczyły, że nie będą kontynuować z nim spotkań?

T: Moim zdaniem takie działanie miało bardzo solidne podstawy. Ja się tego zupełnie nie czepiam, jestem przecież z KPH, która podpisała się pod tym listem. Ale my uznaliśmy, że nie jesteśmy żadną organizacją, jesteśmy grupą roboczą, która została powołana do jednego konkretnego zadania. Nieformalną. Powstaliśmy po coś. Dlatego też uważamy, że możemy współpracować z Rzecznikiem, bo jeśli on się zadeklarował, że w tej kwestii, z jaką się do niego zwróciliśmy może nam pomóc, to nasze ustalenia z nim są ważne. A oczywiście polityka NGOsów LGBT i relacje z nim jako organem politycznym to jest całkiem inna historia, rozdzielamy te dwie rzeczy. My mam nasz jeden konkretny cel, który realizujemy i rzecznik jest narzędziem, a przy tym partnerem. Swoją drogą kiedy organizacje ogłosiły swój list, a było to po naszym spotkaniu z Rzecznikiem, zadzwonił do nas ktoś z jego biura z pytaniem, czy nasz ustalenia co do współpracy i spotkania są aktualne, na co my odpowiedzieliśmy, ze ustaliliśmy, że tak, czym rzecznik nie omieszkał się pochwalić.

Y: I jestem przekonana, że kiedy się już z nim spotkamy, to on to odtrąbi. Mam wrażenie, że rzecznik może nie mieć nawet świadomości, że organizacje i jest grupa robocza i to są dwie odrębne sprawy, tak jak my to traktujemy.

T: Na pewno nie pomaga też fakt, że my właśnie jesteśmy z tych organizacji.

Y: Ale my cały czas wyraźnie podkreślamy to rozróżnienie. My mamy konkretne rzeczy do zrobienia.

M: Należy też pamiętać, że historia spotkań organizacji z RPO ma jakieś dwa lata. A historia naszych spotkań to jest na razie jedno spotkanie! Zobaczymy – jak nam ta współpraca da w kość, jak poczujemy, że jesteśmy lekceważeni, no to też wyciągniemy z tego wnioski.

U: Rzecznik to temat rzeka, nie da się ukryć, a ja chciałabym jeszcze o pełnomocniczce porozmawiać – o pani Pełnomocnik Rządu do spraw Równego Traktowania.

T: To jest dopiero temat rzeka.

U: Czy w ogóle robiliście cokolwiek w kierunku kontaktów z p. Radziszewską?

Y: Napisaliśmy do niej bezpośrednio raz, poza tym pisaliśmy do premiera z prośbą, żeby wyznaczył osobę, która mogłaby z nami sie spotkać i porozmawiać na interesujące nas tematy.

T: Wszystkie listy, które wysłaliśmy do Donalda Tuska są adresowane do wiadomości pani pełnomocniczki. Nigdy nie zainteresowała się żadnym z nich. Trzeba pamiętać, że istnieje pewien schemat postępowania w takich sprawach. Kiedy przychodzi pismo do Kancelarii Premiera, to ma on urzędników od tego, żeby określili, do kogo dana sprawa powinna być skierowana. My postępujemy dokładnie tak, jak według procedur administracyjnych należy postąpić. Wysyłamy oficjalne pismo, które wysyłamy na dziennik podawczy, gdzie przybijają na pieczątkę, że je przyjęli, wszystko robimy po bożemu. I RPO jest przynajmniej na tyle profesjonalnym urzędem, ze w trybie administracyjnym – bo jest przecież urzędnikiem państwowym – odpowiednio z takim pismem postępuje, podejmuje odpowiednie działania. Pod tym względem jest na pewno profesjonalny – czego nie można powiedzieć o pani Radziszewskiej. Ile jeszcze pism mamy wysłać, żeby nam odpisała i zaprosiła nas na spotkanie? Swoją drogą bardzo ma dużo czasu na odwiedzanie orkiestr wiejskich…

M: Z drugiej strony też nie łudźmy się, że gdyby nas zaprosiła na takie spotkanie to coś szczególnego by z niego wynikło. My na debatach o związkach zastanawiamy się nad tym, jakie rozwiązania w sprawie związków należałoby wprowadzić w Polsce. Tymczasem pełnomocniczka Radziszewska publicznie mówi, ze nie ma mowy o wprowadzeniu związków, bo to jest nieakceptowane społecznie.

Y: Mało tego, ona twierdzi, że nasze środowisko tego nie chce!

M: Z Rzecznikiem o tyle próba rozmowy ma sens, że on ma tę furteczkę, te drobiażdżki, te pojedyncze rozwiązania w ustawach. Z panią Radziszewską nie ma nawet takiej możliwości, nie ma nic. To nie jest tak, że procedury nie działają, tu jest po prostu brak woli politycznej. Jestem przekonany, że pełnomocniczka Elżbieta Radziszewska nie pomoże nam ani na jotę.

U: Mimo, że prerogatywy do tego ma.

T: Ma nowe uprawnienia, większy zespół. Ma ludzi, którzy monitorują strony internetowe organizacji pozarządowych. Mają wykupiony monitoring prasy. Przecież my nie działamy po kryjomu. Mamy doświadczenie we współpracy z pełnomocniczką Środą, pełnomocniczką Jarugą-Nowacką, wiemy jak wygląda praca biura pełnomocnika od środka. Nie jesteśmy dziećmi, wiemy, że gdyby była wola, to byłoby działanie.

Y: Tu nie trzeba wiele – mogłaby jakiś zamęt wprowadzić, coś powiedzieć, porozmawiać, media zainteresowałyby się tematem, to też byłoby z dużą korzyścią dla nas. A tak jest cisza.

M: Wiesz, gdyby ona siedziała cicho, to by było lepiej! Ale jak ona się odzywa, to zawsze przeciw.

U: A jak wygląda sytuacja poparcia dla sprawy w PO, partii rządzącej?

T: My sobie tę sytuację tak tłumaczymy: jeśli chodzi o sprawę związków partnerskich, PO jest bardzo podzielone. Premierowi bardzo zależy na tym, żeby ten temat nigdy nie został poddany pod oficjalną dyskusję w klubie. Jest kilkoro posłów w parlamencie, którzy podpisali apel w sprawie Litwy…

Y: Oni nie mają jednolitego zdania partyjnego na ten temat.

T: To jest taka partia, gdzie kwestie ideologiczne są bardzo drażliwe. I tak na dobrą sprawę ta konkretna pełnomocniczka została wymyślona i powołana tylko po to, żeby ona była swoistym piorunochronem dla takich spraw. Ona jest po to, żeby likwidowała każdy taki kontrowersyjny temat, żeby on nie „stanął na klubie”. PO nie jest monolitem, są w niej ludzie i z UW, i z AWS, nagle mogłoby się okazać, że członkowie tej partii mają bardzo różne poglądy.

M: My to odbieramy tak: oficjalna linia PO to nie jest „za” lub „przeciw”, oficjalna lina PO to jest „o tym nie mówimy”.

U: Czy próbowaliście kontaktu jeszcze z jakimś innym organem administracji, oprócz premiera, rzecznika i pełnomocniczki?

T: Prawda jest taka, że skontaktowaliśmy się z tymi, których zakres obowiązków jakoś nas dotyczy, może wchodziłby w grę jeszcze minister pracy i polityki społecznej.

M: Możemy napisać list do ministra sprawiedliwości czy spraw wewnętrznych, ale to się trochę mija z celem, uderzać do kolejnego ministra z partii, której zdanie znamy. Nas tak naprawdę interesuje podejście od strony Sejmu, i to pewnie nie tego, tylko następnego.

T: Musimy powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy – o zasobach. Nas jest czworo, każde z nas jest zaangażowane w jakieś organizacje czy partie, każde z nas pracuje zawodowo. Staramy się wybierać newralgiczne miejsca gdzie można najwięcej zdziałać, i tak jak Mariusz powiedział – najwięcej można zdziałać obecnie na poziomie partii politycznych.

M: Nawet gdyby nas było nie czworo a dwadzieścioro, to i tak startowanie do kolejnych ministrów koalicji rządzącej byłoby zupełnie bez sensu. Lepiej uderzać do tych, którzy są naszymi potencjalnymi sojusznikami.

***
Część druga wywiadu w piątek, Uschi Pawlik przepyta Grupę Inicjatywną z m.in. treści planowanej ustawy, czy obejmie ona także związki heteroseksualne i kwestię przysposobienia dzieci. Zapraszamy na piątek!

Zapraszamy na stronę GI: www.zwiazkipartnerskie.info

Autorzy:

zdjęcie Uschi

Uschi „Sass” Pawlik

Tłumaczka z zawodu, korektorka z powołania. Ma kota na punkcie kotów. Pasjonują ją zagadnienia [trans]genderowe, kwestie rodzin LGBTQ i feminizm.

6 komentarzy do:Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/

  • Jakbyco

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    Świetny wywiad, bardzo ciekawy – akurat do porannej kawy ;) .

    A niezwykły jest obraz polskiego środowiska LGBTQ wyłaniający się z wypowiedzi członków GI. Ponieważ jeżdżą po tych spotkaniach, można im chyba zaufać, bo mają dane z pierwszej ręki, a nie tylko wyobrażenia, na których polega większość z nas. I te dane z pierwszej ręki trochę smucą – o tym braku zainteresowania, niewiedzy, nierealnych oczekiwaniach.

    Czy my w ogóle wiemy, czego chcemy? I czemu jesteśmy tak beznadziejnie podobni do reszty społeczeństwa – obojętni, niezaangażowani, patrzący tylko na swoje osobiste tu i teraz…

  • Pozdrawiam

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    To ja czekam na część drugą i się wypowiem, ale skóra cierpnie, gdy się to czyta, na razie obiecanki SLD są tylko medialnym doniesieniem i tak im nie ufam i prawdopodobnie nie będę na nich więcej głosował!, czekam formację lewicą z prawdziwego zdarzenia, ad rem – mnie najbardziej ciekawi jedna kwestia, ale nie uprzedzam, czekam, czy się pojawi jutro. Temat jest ważny, więc ten wywiad również jest potrzebny.

  • Jakbyco

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    Ooo, a dziś Rzepa dała znów popis profesjonalizmu prawniczego, zresztą klawiaturą tego samego pana co w zeszłym roku
    http://www.rp.pl/artykul/9133,442022_Pietryga__Tylko_gejowska_propaganda.html

  • Jacek

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    Typowo polskie kombinatorstwo: jako członek KPH/Lambdy jestem obrażony na RPO, ale jako członek Grupy Inicjatywnej spotykam się z nim.

  • royte_pomerantsn

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    Nie do końca rozumiem takie podejście zachowawcze – z jednej strony walka o ustawę, a z drugiej rozdrabnianie się na kontakty z RPO (no umówmy się, on nam nie pomoże! jego wczorajsze wypowiedzi, np. dla Trójki, o rozwiązaniach dla par homo to jest jakaś kpina!) czy pisanie do premiera… Może, mając niewiele zasobów (bo GI to przecież tylko 4 osoby i na pewno nie mają jakiegoś super zaplecza finansowego) skupić się na budowaniu poparcia w społeczeństwie (zawalczyć o jakieś akcje uświadamiające, może jakieś firmy reklamowe zrobiłyby gratis kampanie społeczne?), intensywnie edukować środowisko LGBT?

    Wiem, łatwo się doradza patrząc na wszystko z zewnątrz, ale tez wtedy łatwiej zobaczyć różne nieprawidłowości. Bardzo się cieszę, że ten wywiad został opublikowany…

  • Alicja

    [Re: Rozmowa z Grupą Inicjatywną ds. związkow partnerskich /cz. 1/]

    Ciekawy wywiad i trzymam kciuki za Grupę Inicjatywną! Jestem pełna podziwu, że chce im się coś robić – i o to chodzi, od czegoś trzeba zacząć – mimo, że są to tylko 4 osoby, działają i nie oglądają się na innych, że może ktoś coś zrobi. Myślę, że robią to całkiem rozsądnie i wierzę też, że działanie takiej grupy roboczej przyniesie korzyści.

    Pozdrawiam i jestem z Wami całym sercem a jak będzie trzeba zrobić jakieś pospolite wielkie ruszenie, to stawię się na zawołanie :-)




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa