Kiła. Ale syf! – czyli zatruta strzała Erosa

W roku 1928 odkrycie penicyliny doprowadziło do prawie zupełnego pokonania syfilisu w całej ówczesnej Europie. Od połowy lat 90. XX wieku liczba infekcji drastycznie wzrasta. Osobami zainfekowanymi są, jak wykazują statystyki, mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami.

Od trzech lat mój znajomy i zaprzyjaźniony homodoktorek rejestruje znaczny wzrost przypadków kiły (to taka druga nazwa syfilisu, jakby ktoś nie wiedział). Kiła – czyli przysłowiowy syf- to klasyczny przykład choroby zwanej weneryczną (od bogini miłości Wenery tak nazwanej), przenoszonej drogą płciową. W Europie Środkowej syfilis uchodził do niedawna za niewystępujący. Skąd go znowu ktoś złapał, rozprzestrzenił i zainfekował pokaźną część gejowskiej populacji – dociec nie sposób. Czemu akurat geje są na celowniku syfa? Wbrew deklaracjom i zapewnieniom u gejów występuje zjawisko zwane promiskuizmem, czyli częstą zmianą partnerów. Również częsta zmiana ról: aktywny na pasywny i odwrotnie, ułatwia zakażenie bakteryjne. Bo syf to nie wirus (jak HIV, czy ptasia grypa) ale bakteria zwane krętkiem i to bladym. Dlatego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych nazywany był w środowisku bladaczką.

Krętka bladego zmiana pierwotna

Zbyt późna diagnoza, lub brak właściwego rozpoznania to kolejny powód do rozprzestrzeniania się tej epidemii. Wielu lekarzy po prostu nie przypuszcza, że na początku XXI wieku w cywilizowanym kraju, w centrum Europy, dojść może do zakażenia syfilisem. Jak taki krętek się przenosi? Drań ma bardzo duży stopień zaraźliwości. Już pojedyncze treponemy (Treponema pallidum ssp. Pallidum – tak brzmi łacińska nazwa tego potworka) mogą prowadzić do zakażenia. Dlatego używanie prezerwatyw może ryzyko kiły obniżyć, ale nie całkowicie wyeliminować. Oczywiście prezerwatywy chronią, ale nie na 100%! W wyniku zakażenia występuje tzw. objaw pierwotny (affectio primaria), której często towarzyszy powiększenie okolicznych węzłów chłonnych. Pojawia się ona średnio około 3 tygodni od wniknięcia patogenu i utrzymuje się około 2 do 6 tygodni. Następnie goi się samoistnie (sic!) w ciągu 3–4 tygodni. Typowa zmiana pierwotna powstaje jako bezbolesna grudka, która w krótkim czasie ulega owrzodzeniu, z charakterystycznym podminowaniem jej brzegów (wiki).

Gdzie ten wrzód się pojawia? W zależności od rodzaju uprawianego seksu: na genitaliach, na twarzy – usta (sic!), w kanale odbytnicy (tam go trudno wykryć!), na dłoniach nawet.

Ze względu na bezpieczeństwo własne i innych odradzam zatem, coraz popularniejsze ostatnimi czasy darkroomy oraz praktyki barebackingu. Powrót do „safer seksu” wydaje się najrozsądniejszym zaleceniem, chociaż przezorność (prowadząca nawet do seksualnej abstynencji, powodowanej wybuchem pandemii AIDS w latach 80. XX wieku) wydaje się w dzisiejszych czasach niestety nieosiągalna. Pamiętajmy jednak: kochanka przy pełnym świetle (żarówki czy słońca, a nie księżyca albo gwiazd) obejrzeć należy. W wypadku spostrzeżenia wrzodów, chorobliwych zaczerwienień oraz niezaleczonych ranek – nawet małych – wykopać z łóżka dziada. Niech się najpierw leczy, a potem seksi.

Bladaczki symptomy typowe i pierwotne

Do lekarzy geje nie przychodzą często. Zwłaszcza że dermatologami czy wenerologami są z reguły kobiety i to w zdecydowanie podeszłym wieku. Poza tym biorąc pod uwagę nieznaczność i małą uciążliwość pierwotnego krętka, geje sądzą, że potrafią wyleczyć się sami. Błąd! Mój zaprzyjaźniony doktorek (warto mieć takiego) wyznał, że „odkryć” syfa dokonał wielokrotnie zupełnie przypadkiem, w trakcie badań kontrolnych albo konsultacji w sprawie zupełnie innej diagnozy. Trzeba wiedzieć czego i gdzie szukać. A żaden lekarz nie jest przecież duchem świętym i nie wie przecież, że przyczyn naszych dolegliwości szukać należy na przykład w dupie!

Dolegliwości zatem łatwo zbagatelizować: mała ranka, lekkie powiększenie węzłów chłonnych, opryszczka, często niestety mylnie diagnozowana jako zakażenie grzybicą. Przepisane na domniemaną grzybicę maści prowadzą do szybkiego (pozornego!) wyzdrowienia, bo zmiana pierwotna, nawet bez leczenia po dwóch tygodniach ustępuje sama. A potem diagnoza jest już zdecydowanie trudniejsza.

Kila mogiła?

No w ostateczności może być i mogiła. Ale syfilis nawet w późniejszych stadiach daje się wyleczyć. Po długotrwałej (a jednak!) kuracji pacjent jest zupełnie wykurowany. Wystarczy zazwyczaj seria zastrzyków penicyliny (ach kochany doktor Fleming!). W przypadku uczulenia albo jak się ktoś zastrzyków boi, można stosować tetracykliny. Inne antybiotyki stosowane w leczeniu kiły to: doksycyklina, tetracykliny, erytromycyna, azytromycyna i ceftriakson. Dawkowanie i długość leczenia zależy od stadium choroby. Nie leczmy się jednak na własną rękę – to chyba oczywiste.

Nieleczona kiła stanowi poważne zagrożenie dla naszego życia i zdrowia. Mamy syfilisu stadia trzy. O pierwszym (najbardziej zakaźnym) już była mowa. Kończy się on pozostawieniem niedużej blizny. Jak blizna jest w „rzeczy samej”, czyli anusie i tak jej nikt nie zobaczy i nie domyśli się. I potem nie miejmy pretensji do lekarzy, że byli tak mało domyślni.

W sześć tygodni (do sześciu miesięcy) po wystąpieniu zmian pierwotnych występuje stadium drugie czyli tzw. kila drugorzędowa. Zmiany skórne pod postacią różnego rodzaju wysypek. Wysypka może mieć bardzo niewielkie nasilenie, tak że u 25% chorych nie obserwuje się zmian dermatologicznych. Zmiany skórne mają początkowo wygląd bladoczerwonych lub różowych nieswędzących plamek o średnicy 5–10 milimetrów. Zlokalizowane są na tułowiu oraz bliższych odcinkach kończyn. Po kilku tygodniach pojawiają się także czerwone zmiany grudkowe, które mogą wystąpić na całym ciele, ale najczęściej pojawiają się na dłoniach, stopach oraz twarzy i owłosionej skórze głowy. Często ulegają martwicy, co nadaje im wygląd krost. W wilgotnych częściach ciała (okolice odbytu, sromu, worka mosznowego, wewnętrznej powierzchni ud, pod piersiami) grudki z czasem mogą się powiększać, ulegając powierzchownej erozji. Ponadto może wystąpić ponowne powiększenie węzłów chłonnych i gorączka. Potem przez kila lat mamy pozorny spokój, bo objawy cofają się i choróbsko rozwija się w ukryciu. W stadium trzecim atakuje centralny system nerwowy, układ krążenia, serce i inne niezbędne do życia organy, w tym mózg. (wiki)

Częstotliwość występowania syfa związana jest z częstotliwością praktykowania niebezpiecznych zachowań seksualnych, co chyba jest oczywiste. Co będzie dla niego zachowaniem niebezpiecznym, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Mój doktorek bada pod tym kątem facetów gejów przy każdej możliwej okazji. W wypadku podejrzenia zleca tzw. screening, czyli kompleksowe badanie w kierunku wszystkich chorób przenoszonych drogą płciową: test na HIV, odczyn Wassermana (syfilis), badania w kierunku żółtaczki zakaźnej oraz posiew na chlamydię. Oczywiście w każdym wypadku należy poinformować o tym pacjenta. Ktoś w końcu musi za każde z tych badań zapłacić. Nie każdy lekarz a zwłaszcza nie każda pani lekarka jest tak domyślna i nie zawsze wie, ze ma do czynienia z pacjentem gejem, prowadzącym lekkomyślny, ryzykowny styl życia.

Dbajmy o nasze i naszych bliskich zdrowie! Ranki, wrzody, zaczerwienienia w obszarze genitalno- analnym to powód do niepokoju i… wizyty u lekarza. Takiego który się na TYM zna i który powinien wiedzieć, w jaki sposób przygruchaliśmy sobie krętka bladego – tego, ostatnio grasującego w naszym kraju na potęgę i naprawdę bardzo niebezpiecznego gada.

Polecam regularne badania kontrolne!

Wasza Juanitta

Z Wikipedii: Kiła występowała dawniej pod wieloma różnymi nazwami: syfilis, choroba francuska (w Rosji „choroba polska”, we Francji „choroba angielska”), franca, choroba dworska, przydomek dworski, choroba sekretna, choroba hiszpańska, przymiot, przepuklina, pudendagra, pani franca, świerzba, dziki świerzb, syf, weneria, katar kanalicowy, ospa miłosna, niemoc kurewników i cudzołożników. Nazwa choroby francuskiej, morbus gallicus, wywodzi się od wybuchu epidemii w armii francuskiej. Nazwa „syphilis” zostawała ukuta przez włoskiego lekarza i poetę Girolamo Fracastoro w jego epickim poemacie napisanym po łacinie, o tytule Syphilis sive morbus gallicus (łac. „Syfilis albo choroba francuska”) z 1530. Protagonistą poematu był pasterz zwany Syfilusem (być może odpowiednik postaci z „Metamorfoz” Owidiusza, Sipylusa). Syfilus jest przedstawiony jako pierwszy człowiek, który zachorował na tę chorobę, którą zesłał bóg Apollo jako karę za nieposłuszeństwo, jakie okazał mu Syfilus i jego stronnicy. Imię Syfilusa wiąże się przypuszczalnie z greckim słowem ςψπθλος oznaczającego „brudny”. Poprzez dodanie przyrostka -is do tematu Syfilus, Fracastoro utworzył nową nazwę choroby, która została także użyta w medycznym tekście De Contagionibus („O chorobach zaraźliwych”). Do tego czasu, jak podaje Fracastoro, kiłę nazywano „chorobą francuską” we Włoszech i Niemczech, a „chorobą włoską” we Francji. Dodatkowo, Holendrzy nazywali ją „chorobą hiszpańską”, Rosjanie „chorobą polską”, Turcy „chorobą chrześcijan”, a Taitańczycy „chorobą brytyjską”. Druga łacińska nazwa kiły lues pochodzi od łacińskiego czasownika luere – „pokutować”.


Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia ;-)

30 komentarzy do:Kiła. Ale syf! – czyli zatruta strzała Erosa

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Promiskuizm czyli rozwiązłość, a do tego choroby przywiezione z egzotycznych seks-wakacji. Ciocia radzi regularne badania kontrolne. Przydałoby się dorzucić szklankę zimnej wody zamiast. Niech będzie nawet refundowana.

  • Xmen

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Tyle się trąbi o zabezpieczaniu, higienie, ostrożności, a ludzie się nie uczą na błędach swoich i innych. Na każdych randkowych portalach i w klubach powinny wisieć banery i plakaty ostrzegawcze, nie wspomnę o darmowych prezerwatywach. Najgorsze jest to, że wszyscy jesteśmy na choroby narażeni, w pośredni czy bezpośredni sposób.

  • Moje Imię

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    A czy da się tym zarazić inaczej niż poprzez ciupcianie (w każdej formie) i jak się już to ma, to czy można nie zarażać?

  • Moje Imię

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    A czy da się tym zarazić inaczej niż poprzez ciupcianie (w każdej formie) i jak się już to ma, to czy można nie zarażać?

  • Wuja Juan :)

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Pomimo że kondom nie daje 100% pewności, to bezwzględnie należy się zabezpieczać. Podobnie jak ten facet poniżej, zawsze mam przy sobie dwie gumy :)
    http://www.britishblogs.co.uk/images/543582.jpeg

  • Syfek

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Warto również było by wspomnieć o 40% wzroście zakażeń HIV wśród gejów, co jest niestety smutnym faktem w Polsce. Mało się o tym mówi głośno, nic nie pisze i nie wspomina na naszych portalach – jakby ten problem w ogóle nie istniał(śmiem twierdzić, że ludzkie zdrowie i życie jest znacznie ważniejsze niż problem formalizacji związków). Smutna prawda, ostatnie 20 zakażonych próbek pobranej krwi – 12 było od osób homoseksualnych. I ta jest niestety w większości wielkich miast Polski. Osobny problem to świadome zarażanie wirusem…

  • Kotek

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Mnie dziwi trochę ten wzrost i w przypadku kiły i HIV. Kurczę, ludzie przecież znają na pamięć, że mają się zabezpieczać, to czemu to olewają? Nie chodzi o sianie strachu, ale o myślenie. Brak edukacji w szkołach to jedno, ale teraz jest internet i mnóstwo się o tym mówi. Geje są wręcz bombardowani tymi informacjami.

  • Rchcz

    [taka moda panie]

    kotku, na oklep jest fajiej i bardziej emocjonujaco… jak sie lubi seks to reszta… schodzi na dalszy plan. ot,co.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    @ Xmen
    Myślisz, że przed tym syfem można się zabezpieczyć?

    @Kotek
    Edukacja bardziej pomaga na brak wiedzy, a mniej na głupotę.

  • cioteczka

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    A jeśli tylko ssię penisy, to też złapię HIV-a?

  • do cioteczki

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Przekonasz się sam!!! Smacznego.

  • Krętek pospolity

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Ciekaw zjawisko)))Kiedy na portalu pojawia się artykuł o dyskryminacji, języku nienawiści wobec nas, czy też legalizacji związków, paradach i ogólnie tym wszystkim co nas kręci, wrzawy jest co niemiara – dyskusja trwa i po kilka dni. A tutaj proszę bardzo dobry artykuł (moje ukłony wobec autora) i cisza prawie. Wiem z własnego doświadczenia,że jest to temat wstydliwy (czego nie rozumiem kiedy chodzi o zdrowie, bądź nawet życie). Niestety z tego co widzę i słyszę w środowisku – żyje się wedle zasady, mnie to nie spotka, mnie to nie dotyczy…przecież jestem zdrowy, czysty, zadbany(zupełnie jak z naszymi kierowcami, wszyscy świetnie jeżdżą, nikt nie powoduje wypadków – tylko ofiar jest jakby dużo, szczęśliwie umarli już nie mogą mówić). Mój były też taki był, wymuskany, pachnący, ładnie i okrągło mówiący, oczywiście „wierny” wedle świetni znanej sobie zasady – miłość to jedno, a seks na boku (to takie niewinne) to zupełnie inna inszość. Bywanie w nocnych klubach szczęśliwie skończyło się u niego tylko opryszczką penisa i annusa, no i rozkosznymi małymi wszami łonowymi, skończył się też nasz związek…Dziś chłopię szczepi dobre obyczaje za oceanem, tam ponoć jest bardziej swobodniej i opieka lekarska lepsza. A nawet jak się złapie AIDS, jak mówi mój znajomy (wyznający zasadę wolnej i niczym nie skrępowanej „miłości), są dobre leki, które pozwalają pożyć i 20 lat – a walić można się dalej. Pozostaje mieć tylko jedno proste życzenie – odpowiedzialności za siebie i własne czyny.Pozdrawiam

  • Jakbyco

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Uwaga jedynie do tego: „A nawet jak się złapie AIDS, jak mówi mój znajomy (wyznający zasadę wolnej i niczym nie skrępowanej „miłości), są dobre leki, które pozwalają pożyć i 20 lat – a walić można się dalej. ” – domyślam się, że autor komentarza tak nie sądzi, ale warto jedno dopowiedzieć. Może i można pożyć 20 lat, ale mało kto wie, jak nędznej jakości staje się to życie, kiedy efekty uboczne stosowania leków zabierają komfort życia, urodę, pamięć i godność (niekontrolowanie reakcji fizjologicznych). O tym się też mało mówi tym radosnym wielbicielom barebackingu…

  • Kreętek pospolity

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Doskonale wiem jak wygląda życie z wirusem, napisałem tak bo zbyt często słyszę jako lekarz,że przecież tak naprawdę nic się nie stało…Do czasu kiedy są siły, a nosicielstwo nie przerodzi się w jednostkę chorobowa. Czasem nosiciele, myślą że nie muszą niczego nie zmieniać w swoim życiu…I to jest najgorsze.
    Co do niebezpiecznych zabaw to dodał bym do wizyt w klubach i tym podobnych miejscach, randki z pierwszy lepszym poznanym w internecie, i dość modne imprezy domowe kończące ogólnym mieszaniem płynów fizjologicznych. Wiem, że seks jest czymś bardzo przyjemnym (a u wielu z nas odgrywa wprost pierwszoplanową rolę – tak nie lubiany przez gejów termin jakim jest promiskuityzm – często świetnie oddaje kondycję psychiczną wielu z nas), ale mając na względzie dobro drugiego człowieka, czasem warto zastanowić się nad sobą i tym co akurat się robi. Życie polega na odpowiedzialności za własne czyny i odwadze cywilnej – mówieniu prawdy. Życzył bym nam wszystkim (bo idzie o nasze zdrowie i życie) byśmy potrafili o tych sprawach rozmawiać równie odważnie i otwarcie jak mówimy o równouprawnieniu, zakazie dyskryminacji, prawie do związków.
    Niestety, czasem nazbyt często sami wobec siebie nie potrafimy być zwyczajnie po ludzku – uczciwi. Piękne maniery, wielki świat, modne ciuszki i szałowe wody toaletowe mogą tylko przypudrować syfa. Już nigdy nic nie jest takie samo – kiedy było się zdrowym. Powodzenia

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    @ Krętek

    Termin „promiskuityzm” jest tutaj bardzo lubiany i cieszy się dużą popularnością jako eufemizm rozwiązłości. Bynajmniej nie odmawiam nikomu prawa do puszczalstwa. Po prostu warto czasem nazwać rzeczy po imieniu, zamiast używać „naukowo” brzmiących terminów, rozmydlających w gruncie rzeczy bardzo klarowną interpretację określonych sytuacji i zachowań.

  • Krętek pospolity

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Tego terminu użyłem celowo z niejakiej przezorności, wręcz poprawności politycznej. Bawiąc kiedyś w bardzo oświeconym domu gejowskim, „promieniującym kulturą i sztuką” na znaczną okolicę pewnego dużego miasta w zachodniej Polsce odważyłem się podczas dyskusji na tematy tzw „wolności i miłości” nazwać pewne rzeczy po imieniu, czyli kurewstwo – kurewstwem.., łajdactwo – łajdactwem.Wywołałem tym wielkie oburzenie, okrzyknięto mnie zaplutym prawicowcem, polskim „katolem”, i wysekowano z towarzystwa. Tyle w wielkim skrócie…, dla mnie był to przejaw totalnej dyskryminacji, braku tolerancji – i to tylko ze względu na fakt posiadania odmiennego zdania. Niestety bardzo często jako mniejszość bywamy bardzo ograniczeni…,zamknięci na dialog, z jedną i tylko jedyną właściwą postawą – roszczeniem. Cóż…nam również jak większości statystycznej populacji brakuje odrobiny zdrowego rozsądku. A poprawność polityczna powoli robi swoje.

  • szampans

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Wiadomo doskonale, ze malo kto odmowi sobie uczestnictwa w orgii z pieknymi chlopakami. Do tego pcha nas poped seksualny – niezwykle silny czynnik naszej natury i caly ogrom radosci, jaka nam daje seks.
    Ale natura ma swoje prawa. Wszelki kontakt fizyczny jest polaczony z ryzykiem. Im te kontakty sa czestsze, tym wieksze jest ryzyko.
    Pamietam lata, w ktorych mowilo sie o „raku homoseksualistow”. Nasze srodowisko, wyzwolone po roku 1968, uzywalo w tamtych czasach ile wlezie. Ja tez. Jednak juz w latach ’70 zaczeto mowic o niebezpieczenstwach latwych kontaktow za oceanem. Wkrotce to niebezpieczenstwo rozprzestrzenilo sie na cala Ziemie. Poznalem pierwsze ofiary. Kilka z nich zmarlo. W ostatnich latach okazalo sie, ze za cene bardzo ciezkiej terapii mozna zyc dluzej. Moj byly przyjaciel, ktorego nauczylem zabezpieczac sie przed zarazeniem HIV, zlapal jednak klykciaka w odbycie. Operowano go 5 razy, co jednak nie powstrzymalo go przed szalona konsumpcja seksu. Juz po rozstaniu ze mna zdarzalo mu sie spedzac cale dnie na poszukiwaniu partnerow w Internecie, aby uprawiac milosc z czterema w ciagu jednej nocy. Zostal regularnym klientem saun. Rok temu zwiazal sie z kims zakazonym HIV-em. Na razie (na szczescie) jest jeszcze seronegatywny. Jak dlugo ?

    Coz warte jest zycie bez seksu ? A coz warte jest zycie, jesli wiedzie nas ono od choroby do choroby ? Mnie udalo sie ustrzec przed syfilisem, HIV, klykciakiem… Jedyny w mym zyciu nieprzyjemny incydent mialem z mendoweszkami. Nie jest to moja wielka zasluga. Bylem tylko bardzo ostrozny; kiedy zaczeto mowic o mozliwosci zakazenia, zaczalem unikac tych, ktorzy wystawiali sie na ryzyko, lecz mialem przy tym spore szczescie: nie zarazilem sie, choc wiem, ze mialem kontakty z facetami chorymi. Uchronil mnie kawalek lateksu.

    Jestem juz starszym panem ze sporym doswiadczeniem. Radze Wam postepowac ostroznie. Nie jestesmy stworzeni do stawiania czola wszelkim zarazkom, a jest ich bardzo wiele. Musimy niekiedy powstrzymac libido, gdy nie jestesmy calkiem pewni z kim mamy do czynienia. No i prezerwatywka musi zawsze znajdowac sie w naszej kieszeni. Bareback konczy sie predzej, czy pozniej, straszliwa informacja – to niemal pewne. Ale wtedy nie ma juz odwrotu.

  • cioteczka

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    A ja dalej pytam, czy liżąc członki wystawiam się na ryzyko złapania HIV-a, bo wg badań naukowych ryzyko jest znikome.

  • Soniasonia

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Chciałabym się wypowiedzieć trochę nie na temat. Przez internet poznałam chłopaka, który zakochał się w mężczyźnie zarażonym HIV. Jest on świadomy zagrożenia, lecz mimo to pragnie pozostać ze swoim ukochanym – zgodzili się, że nie będą uprawiać seksu. Chłopak ma duży popęd seksualny, więc trwanie w celibacie sprawia mu kłopot – jest jednak na tyle zdeterminowany trwać w związku, że zapytał mnie, czy w Polsce można poddać się legalnie zabiegowi kastracji (!), gdyż operacja ta obniża libido (On jest pewny, że oboje będą trwali w związku do końca życia). Sytuacja wydaje mi się problematyczna, najchętniej namówiłabym kolegę do zerwania związku, ale… sami widzicie. Zastanawiam się, co robić. Czy moglibyście podać jakieś porady?

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    @ Soniu

    Zaskakujesz mnie. :) A nawet porażasz. Powiem szczerze, że w życiu zdarzało mi się pisać różne bzdury w necie, ale czegoś podobnego nigdy nie wymyśliłem. Moja rada: nie traktować tak poważnie chłopaków poznanych na czatach itp.

    Jeśli nawet to wszystko jest prawdą, to przecież mogli się chociaż poocierać o siebie. Dziwię się, że jako lesbijka nie wpadłaś na ten pomysł i nie doradziłaś mu tego. Dlaczego od razu celibat?

    @ szampans

    Piszesz, że mało kto odmówi sobie uczestnictwa w orgii z pięknymi chłopakami. A ja mam pewne wątpliwości, czy takie uogólnienie nie jest krzywdzące. Popęd? OK, dobrze wiem, co to znaczy, ale nie wynika stąd, że każdy ma ochotę na seks grupowy, w dodatku z obcymi ludźmi. Myślę, że wiele osób ma mieszane „uczucia”, a nie tylko „mało kto”.

    @ cioteczka

    Tak, ryzykujesz. Nie udawaj, że znasz wyniki badań naukowych. Jakbyś znała, nie pytałabyś tutaj o takie głupoty.

  • szampans

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Do krzsz1986:
    Przyznaje, ze „malo kto” bylo troche na wyrost, lecz widzialem sporo (byc moze zbyt wielu) facetow, ktorzy nie potrafili sobie odmowic przyjemnosci orgietki. Nie uwazam tez mojego stwierdzenia za krzywdzace; kazdy ma prawo dostosowac swoj styl zycia do wlasnych potrzeb (w tym przypadku seksualnych). Spotkalem mezczyzn, ktorym jeden stosunek na dwa tygodnie calkowicie wystarczal i takich, ktorzy byli w stanie nieustannego podniecenia. Nie mnie to oceniac. Nasze potrzeby bywaja rozne. Zreszta ja takze bylem w mlodosci wulkanem seksu. Przez fakt wejscia w umiarkowane zycie seksualne wcale nie stalem sie lepszy. Znam podgladaczy i ekshibicjonistow, sadystow i masochistow… Wydaje mi sie niesluszne ocenianie ludzi na podstawie ich zachowan seksualnych. Niech sobie robia, co im odpowiada, byle nie krzywdzili swych partnerow.

    Jeszcze jedna uwaga: juz w latach ’70 zauwazono, ze na AIDS umierali przede wszystkim najprzystojniejsi, „najzdrowsi” mezczyzni. Byli to ci, ktorzy mogli w kazdej chwili i wszedzie znalezc sobie partnera i korzystali z faktu swej atrakcyjnosci pelna geba. I tak jest do dzis. Zatem musze tu chyba zagrac role „starej ciotki’: wiernosc malzenska jest w naszych czasach raczej koniecznoscia. Prawda, ze natura juz nie eliminuje slabszych fizycznie – lwy i tygrysy nam nie zagrazaja. Tym razem uwziela sie jednak na tych pozbawionych wyobrazni i probujacych zapomniec o niebezpieczenstwach. W pierwszej kolejnosci zabija najbardziej ponetnych, lecz niezbyt ostroznych. O tym zapomniec nie wolno.

    Pytania do lekarzy: jakies 30 lat temu czytalem o pladze nie do konca leczonego syfilisu w krajach afrykanskich, przenoszonego najczesciej przez prostytutki. Wylonily sie wowczas szczepy kretka bladego odpornego na antybiotyki.

    Czy tego rodzaju zaraza dotarla do Polski ? A jesli tak, to moze znaleziono na nia jakies inne antybiotyki, na ktore nie jest ona odporna ?

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    @ szampans

    Też trochę zaprotestuję. Nie ma reguły, że osoby uważane za bardziej atrakcyjne są bardziej rozwiązłe. Np. badania Kinseya (do których oczywiście można mieć jakieś zastrzeżenia) wykazywały, że bardziej rozwiązłe są „brzydule” – korzystają z każdej okazji. Zresztą, popęd seksualny nie zależy od tego, jak oceniana jest czyjaś atrakcyjność. Można argumentować w przeciwnym kierunku: osoby atrakcyjne mają większe możliwości wchodzenia w kontakty seksualne takie, jakie im odpowiadają i z osobami, które im odpowiadają. W związku z tym nie będą pukać się byle gdzie i z byle kim.

    Jest jeszcze inna kwestia: nie podoba mi się sugestia, że przed rozwiązłością powstrzymuje jedynie obawa o własne zdrowie. Jest wielu ludzi, którzy realizuję się (swoje potrzeby) w życiu w różny sposób, a nie tylko jak małpki: dużo nażreć się i dobrze wyruchać.

  • szampans

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Do krzsz1986:
    To oczywiste, ze nie ma prostej zaleznosci „przystojniak-rozpustnik”. Pamietam jednak doskonale, jak rozpisywano sie w gejowskiej prasie w Stanach, Anglii, Francji itd. o tych najwspanialszych, najprzystojniejszych, ktorzy pierwsi zapadali na AIDS. Nasluchalem sie tez takich opowiesci z ust Amerykanow.

    W latach ’70 w Sztokholmie powstala dynamiczna grupa polskich gejow. Kiedy tam pojechalem (1988 ?), spytalem gdzie sie oni podziewaja. Okazalo sie, ze wszyscy zeszli juz z tego swiata wskutek szalenstw, ktorych sie dopuszczali. Podobno byli bardzo przystojni i uroczy.

    W koncu lat ’80 pielegniarki szczepily przeciw zoltaczce gejow szukajacych przygod na plazach w poblizu Nowego Jorku. Robily to bezplatnie, lecz wzamian kazdy musial podac ilosc partnerow i jakies inne informacje. W przypadku dwoch cholernie przystojnych przyjaciol wygladalo to tak:

    P. „Z iloma partnerami macie stosunki w ciagu roku ?”
    1. „Nie wiem…”,
    2. „Trudno powiedziec…”
    P. „Musicie mi podac liczbe przyblizona.”
    1. „No nie wiem…”
    P. „Ale ilu mniej-wiecej ?”
    1. „Okolo czterdziestu.”
    P. „Na rok, czy na miesiac ?”
    1. „Codziennie.”
    Gdy to uslyszalem, opadla mi szczeka.
    W owym reportazu pokazano kilkudziesieciu gejow. Oczywiscie wszyscy wyrozniali sie uroda – zadna pokraka nie miala tam czego szukac.
    Ogromne sauny w miastach takich jak Amsterdam, Kolonia, Berlin, Paryz… byly niegdys pelne. Dzis maja one podobno zaledwie czastke dawnych klientow. Slyszalem, ze takze i w Stanach zmienilo sie bardzo wiele (choc wszedzie, niestety, mozna znalezc idiotow). Wiekszosc gejow na zachodzie nauczyla sie juz dmuchac na zimne. Oby i u nas.

  • Mekong

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Dobry tekst! Co pewien czas trzeba ludziskom przypomnieć, że choroby weneryczne JEDNAK wciąż istnieją i żartów z nimi nie ma.

  • Marek

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    I mi się to przytrafiło…
    Tzw. objawu pierwotnego nie miałem, ale zaczęły mi się pojawiać jakieś dziwne wysypki. Byłem chyba u 10 dermatologów. Ciągle jakieś maści, które powodowały, że wysypki znikały, ale potem znów się pojawiały. W końcu trafiłem do Kliniki Dermatologii w Krakowie, gdzie wreszcie postawiono i właściwe rozpoznanie. Badania, parę dni pobytu na oddziale i rozpoczęcie leczenia. Aktualnie skończyłem serię zastrzyków, teraz jestem tam w kontroli. Do leczenia i diagnostyki syfa polecam Kraków, a przyjechałem tam z daleka, bo nikt mnie u mnie w mieście nie chciał leczyć, a po drugie trochę się wstydziłem. W klinice w Krakowie wszystko dyskretnie, sprawnie i profesjonalnie. Cieszę się, że mam to za sobą. Drugi raz nie chciałbym tego przechodzić. Staram się uważać, ale kontroli nigdy za wiele

  • misio

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    krzsz1986 napisał

    „Jest wielu ludzi, którzy realizuję się (swoje potrzeby) w życiu w różny sposób, a nie tylko jak małpki: dużo nażreć się i dobrze wyruchać. „

    … a niektórzy zamiast wyruchania trzepią kapucyna. tylko taka różnica.
    cóż, z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego to różnica niewątpliwa…

  • Pan Tora Naga

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Z racji wykonywanego zawodu spotkałem się w latach 80-tych w szpitalu zakaźnym w jednym z dużych miast Polski z grupą młodych ludzi (panowie i panie) chorych na AIDS. Zapewne dziś wszyscy już nie żyją. Każda z tych osób deklarowała, że wirusem zaraziła się przez używanie wspólnej igły, aby wstrzyknąć sobie „kompot” czyli wywar ze słomy makowej. Tylko jeden chłopak mówił, że nie jest narkomanem i nie wie w jaki sposób się zaraził. Po jakimś czasie odwiedziłem modny klub gejowski. Na parkiecie w blasku migających świateł dyskotekowych zobaczyłem twarz chłopaka dziwnie mi znajomą. Potem przy barze on mi się ukłonił i zniknął momentalnie w tłumie. Wtedy przypomniałem sobie, że to był ten chłopak ze szpitala, który twierdził, że nie wie skąd mu się przyplatał ten AIDS. Pomyślałem sobie wtedy, a ilu tutaj w tym klubie jest takich jak on, tylko ja o tym nie wiem i przeszła mi ochota na odwiedzanie gejowskich klubów. A darkroomy (byłem w takim przybytku może ze 4 razy, ale nie pozwalałem się dotykać) omijałem dużym łukiem. A widziałem tam naprawdę „gorszące” sceny męskiego, zbiorowego wyuzdania.
    Dziś jestem już nieco starszym panem, mam od lat jednego partnera i razem spędzamy letni czas w naszym podmiejskim ogrodzie, bawiąc się w ogrodników i napawając urodą dobrze wypielęgnowanej działki rekreacyjnej. Udało mi się uniknąć tych wszystkich zagrożeń zdrowotnych, choć jako dość przystojny młodzian też bywałem bardzo nieostrożny, a nawet lekkomyślny, przyznaję się bez bicia. Widziałem też wiele głupiutkich „ciotek” które puszczały się na lewo i prawo bez większego dla mnie sensu. Człowiek poza kutasem ma przecież jeszcze rozum, różne życiowe pasje, ambicje i plany. „One” raczej nie miały żadnej z tych rzeczy, urodziły się ubogie duchem i seks był jedyną rzeczą, która je kręciła. Ale tacy ludzie są wszędzie, wśród heteryków też ich nie brakuje, oj, nie brakuje.

  • d_biskupa

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Modny klub gejowski i migające światła dyskotekowe w Polsce lat 80-tych? Panie Tora, pisz pan częściej. Lubię ludzi z fantazją!

  • Pan Tora Naga

    [Re: Kiła. Ale syf! - czyli zatruta strzała Erosa]

    Przyznam szczerze, że dokładnie się nad tym minionym czasem nie zastanawiałem, pewnie był to początek lat 90 – tych, czyli faktycznie nieco później, sorry.

  • tomek

    I mi się to zdarzyło. Napiszę więc komentarz dla innych, jeśli miałby w czymś pomóc (np. w podjęciu decyzji czy iść się badać).

    Na początek uwaga natury ogólnej: polscy lekarze to totalne dno, i jak sami później w rozmowach przyznawali, z kiłą właściwie nie mieli albo widzieli ją ostatnim razem na studiach, a byłem badany przez kilku.

    Nie zauważyłem objawu pierwotnego. Nie wiem jak wygląda, podejrzewam że mógł to być większy sączący się pryszcz na twarzy (a zakażenie prawdopodobnie od oralu) albo – niestety – coś czego nie widać w kanale odbytu.

    Objawem kiły drugorzędowej u mnie była czerwona wysypka na rękach (nie dłoniach!), torsie i brzuchu. Dodatkowo wystąpiła u mnie tzw. szczelina odbytu. Objawy jak w przypadku hemoroidów, krew wiadomo z czego, zaparcia etc.

    Wizyta u dwóch różnych lekarzy ogólnych – diagnozy: łupież różowy, wysypka alergiczna (choć w ogóle nie swędziało to to, było jedynie bardziej widoczne po gorącej kąpieli). Gastrolog, u którego się leczę zasugerował wizytę u dermatologa. Prywatny dermatolog (wizyta 100 zlotych, a jakże…) – oczywiście wysypka alergiczna…

    Ale wujek google jest mądry. Zacząłem wiązać przypadłości które dopadły mnie w ostatnich miesiącach: wysypka, szczelina odbytu, wcześniej podwyższone transaminazy wątrobowe, nieco wyższe niż norma OB (11 albo 12, nie pamiętam), bóle mięśni i stawów, senność. Wiążąc informacje z różnych for internetowych sam poszedłem prywatnie do laboratorium i – jak się okazało – znalazłem sam sobie chorobę.

    Potem szybka wizyta w przychodni publicznej (przyjęty od razu bez kolejki po informacji którą podałem w rejestracji, że nie mam ochoty czekać…), dermatolog, informacja i prośba bym przyszedł na szczegółowe badania do szpitala następnego dnia. Potem chwila oczekiwania na dokładniejsze wyniki no i wdrożenie leczenie.

    Dwutygodniowa kuracja po kontroli po dwóch miesiącach przyniosła poprawę, ale jeszcze testy są dodatnie, kolejna w połowie maja.

    Mam nadzieję, że mój post pomoże komuś w podjęciu decyzji o badaniu. Oczywiście ta historia zaprowadziła mnie od razu na test na hiv. W tym przypadku wynik negatywny.

    Jeśli chcecie sprawdzić czy macie kiłę, wystarczy tzw. test USR lub – starsza nazwa WR. Koszt 15 zł w dowolnym laboratorium…




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa