Jaka byłaby moja ustawa?

Po zapoznaniu się z dotychczasową dyskusją na Homiki.pl, oraz po obgadaniu tematu z kilkorgiem znajomych, doszedłem do wniosku, że też mógłbym napisać, czym ustawa o związkach dla mnie jest, a raczej, czego brak w niej spowoduje, że moją ustawą nie będzie.

Na początku może trochę o tym, dlaczego chcę ustawy.

Po pierwsze, dlatego, że nie czuję się w żaden sposób gorszy od moich heteroseksualnych rodaków i jeśli mam te same obowiązki, to chcę mieć i te same prawa. Oprócz tego uważam, że nikogo nie powinno interesować, z jakiej płci osobą układam sobie życie.

Po drugie, tutaj możecie stwierdzić, że kilkuletni pobyt za granicą padł mi na zmysły, ale naprawdę podoba mi się sytuacja, w której państwo praktycznie samo z siebie zaczyna traktować mnie i mojego partnera jak parę. Nie zawarliśmy związku rejestrowanego, nie zmieniliśmy nazwiska, ale i tak pod wieloma względami – chociażby podatkowymi – byliśmy przez aparat urzędniczy uważani za parę. Skoro miałem to za granicą, to w imię czego miałbym z tego rezygnować u siebie?

Po trzecie, od zawsze śmieszą mnie uwagi o tym, jak to homoseksualiści chcący związków dążą do heteroseksualnego wzorca.

Sprawa jest prosta – kto chce, ten dąży. Jeśli ktokolwiek z Was nie ma chęci na rejestrowanie swego związku, to jestem przekonany, że choćbyśmy pod każdym względem uzyskali to samo, co mają heteroseksualiści, to i tak nikt Was do zawarcia takiego związku nie będzie zmuszał.
Każdemu, kto ma chęć powiedzieć, że ja, jako gej nie powinienem do takiego wzorca dążyć, pragnę powiedzieć, że o tym, co powinienem, a czego nie, decyduję ja sam i nikt inny.

Teraz ad meritum.

Kwestia nazewnictwa.
Jest mi w sumie obojętne, jak Ustawa będzie nazywać partnerstwo dwojga ludzi. Może to być związek rejestrowany, może być małżeństwo, pakt solidarności etc. Jedyne, czego wymagam, to by nazwa nie była w żadnym stopniu uwłaczająca.
Zakładam, że nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, że moją połówkę będę nazywał ‘zarejestrowanym partnerem’, a nie ‘mężem’.

Co i dla kogo.
Przede wszystkim, ustawa nie może być w żadnym razie zarezerwowana tylko i wyłącznie dla osób homoseksualnych.
Nie zgadzam się, by był to akt łaski i zrozumienia, udzielany przez normalnych heteryków kilku procentom odszczepieńców.
Związek partnerski – czy jakkolwiek inaczej by się to nazywało – nie może się kojarzyć z czymś, z czego korzystają wyłącznie homoseksualiści.

Nie zgadzam się też, by przy zawieraniu związku rejestrowanego jakikolwiek urzędnik wymagał ode mnie więcej, niż wymaga od pary heteroseksualnej zawierającej ślub cywilny. Nie chcę od nich pod tym względem różnić, gdyż nie widzę ku temu żadnego powodu. Jedyna różnica jest w orientacji, a nie uważam, by akurat ona powodowała, że muszę donieść więcej dokumentów, udowodnić, czym jestem, a czym nie, bądź sprowadzić większą liczbę świadków.

Nie życzę też sobie, by samo zawarcie związku partnerskiego różniło się od ślubu cywilnego.
Nazywać może się inaczej, ale przebiegać ma tak samo, gdyż nie jesteśmy w żaden sposób gorsi od heteroseksualistów, a wprowadzenie zmian w samej uroczystości sprawi, że znów zostaniemy ustawieni na pozycji tych ‘innych’.

Co do praw, to wymagam tych samych, które uzyskują heteroseksualiści zawierający ślub cywilny, czyli: emerytura, wspólne rozliczanie podatków; ulgi podatkowe, z których korzystają bezdzietne pary heteroseksualne; odbieranie poczty; odwiedzanie w szpitalu i decydowanie o leczeniu w przypadku, gdy partner nie może takiej decyzji sam podjąć; odmowa zeznań obciążających partnera etc.

Jeśli związek rejestrowany nie będzie się różnił niczym – poza nazwą – od ślubu cywilnego, to będzie on równie atrakcyjny dla par homo, jak i hetero oraz nie będzie budził negatywnych skojarzeń jako coś, z czego korzystają wyłącznie homoseksualiści.

W swoim tekście Abiekt wspomina o zmianie nazwiska. Z jednej strony wydawać by się mogło, że nie jest to jakaś strasznie ważna i paląca kwestia; z drugiej, skoro para decyduje się na sformalizowanie swojej relacji, to powinna mieć też prawo do zmiany nazwisk.

Mi jest w sumie obojętne, czy ja przyjąłbym nazwisko męża (ambicji dynastycznych, ani chęci na zachowanie rodu nie mam), czy też on przyjąłbym moje (Kowalczyków jak psów, jeden więcej nie zrobi różnicy), ale chcę, byśmy mieli prawo o tym decydować.

Adopcja.

Po ciężkiej walce z samym sobą uważam, że na obecnym etapie walkę o adopcję powinniśmy sobie odpuścić. Nie jest to zgodne z moimi poglądami na adopcję dzieci przez osoby homoseksualne, gdyż jestem jak najbardziej ‘za’; to, że w danej chwili nie adoptowałbym dziecka (nawet, gdybym mógł), nie oznacza, że nie chcę mieć takiego prawa. Uważam tylko, że w tym momencie nie mamy na to najmniejszych szans, a wolę ustawę bez adopcji, niż brak ustawy.

Uregulowania wymagałaby jednak sytuacja, w której ojcem dziecka jest jeden z partnerów. W tym wypadku drugi z nich powinien mieć prawo przysposobienia go; nie może być tak, że będzie on dla dziecka swego partnera osobą pod względem prawnym obcą.

Na pełną adopcję przyjdzie nam poczekać trochę dłużej.

Na zakończenie.
Będę się cieszył z ustawy o związkach partnerskich nawet, jeśli nie będzie w pełni uwzględniała tego, co opisałem powyżej.

Jeśli jednak będzie nam ona oferować coś w znacznym stopniu odmiennego od tego, co uzyskują pary heteroseksualne zawierając ślub cywilny, to wolę, by tej ustawy nie było. Nie można dopuścić do tego, byśmy zostali przez ustawodawcę uznani za obywateli II kategorii – teraz nimi jesteśmy i ten stan chcemy zmienić.

Nie przekonują mnie głosy twierdzące, że musimy uwzględniać poglądy drugiej strony, czyli np. prawicy czy KK. Nie musimy – czego byśmy nie uzyskali, oni i tak uznają, że nam się to nie należy.
Z pewnych postulatów nie można zrezygnować. W przeciwnym razie będzie tak, jak z kompromisem aborcyjnym.

Konrad Kowalczyk, autor bloga fragmentaselecta.wordpress.com, lingwista, niderlandysta, jak pisze na blogu: „Autor wciąż żyje i cieszy się całkiem niezłym – jak na swój podeszły wiek – zdrowiem. Do szkół uczęszczał, a co więcej, nawet je ukończył.”

Autorzy:

zdjęcie Konrad Kowalczyk

Konrad Kowalczyk

autor zmigrowany z php-nuke – ID: 305; nazwa: konradkowalczyk

14 komentarzy do:Jaka byłaby moja ustawa?

  • jk

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    zgadzam sie we wszystkim prawie poza jednym. dlaczego zwiazki partnerskie maja byc dostepne dla heterykow. oni maja malzenstwa a teraz jeszcze jedno rozwiazanie. na to sie nei zgadzam. jesl izwiazki partnerskie dla wszystkich to i malzenstwa dla wszystkich.

  • KaFor

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    spotkanie w sprawie projektu ustawy o związkach partnerskich w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

    http://lesbijka.org/?p=4382

  • Max

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    nadal będę optował za homomałżeństwami. inna nazwa być może spowoduje nie dokładne danie nam takich samych praw jak parom heteryckim, a tak sobie partie nam uczkną troszkę żeby nie było nam różowo. tego się obawiam. a oczywiście oprócz homomałżeństwa może powstać PACS francuski lub coś pomiędzy mażłeństwem a konkubinatem dla wszystkich wtedy. tak dla różnorodności :) )

  • KaFor

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Równiez uważam, iż równość praw jest wyłącznie wtedy gdy nie ma wykluczenie z możliwości korzystania z nich żadnej z grup społecznych.

    Czy nazwa jest taka sama to zupełnie odrębna sprawa.

    Terz jednak czas by walczyć o związki partnerskie: możliwość w POLSCE formalizacji zwiazków par tej samej płci.

    Tak samo uważam, iż w polsce powinien mieć każdy wybór w jakiej formie może korzystać z formalizacji swego związku.

    Więc – jeśli równe prawa związków partnerskich z małżeństwami to zwiazki wyłącznie dla par tej samej płci: jedynie (?) inna nazwa. Jesłi dla wszystkich to tak samo dostępne małżeństwa jednopłciowe i wybór różnych opcji dla wszystkich, albo też tylko instytucja małżeństwa rozszerzona o pary osób tej samej płci.

    Musimy w trybie ekspresowym – teraz – przejść od nazwy, modelu do KONKRETNYCH praw i OBOWIĄZKÓW w forsowanej ustawie.

    Mam nadzieję, iż spotkanie w Helsinskiej Fundacji, po cyklu debat w całym kraju, będzie poświęcone w końcu własnie konkretnym sprawom, które mają zostać w ustawie ujęte oraz drodze wprowadzenia ustawy do polskiego porzadku prawnego.

  • KaFor

    [Re: ]

    Co jest możliwe dziś w Polsce?

    Małżeństwa humanistyczne par osób tej samej płci:

    2011
    - 8 sierpnia 2011 – Jolanta Karpacz i Aneta Feliszek, Warszawa

    2010
    - 30 kwietnia 2010 – Daria i Anna, Zielona Góra

    - 12 czerwca 2010 – Agnieszka i Kamila, Bukówka

    - 26 czerwca 2010 – Agnieszka i Kamila, Gdańsk

    - 8 sierpnia 2010 – Ewa Terszel i Agnieszka Wojciechowska, Gdynia

    2009
    - 5 grudnia – Ryszard Giersz i Zbigniew, Szczecin

    2008
    - 2 sierpnia – Katarzyna Formela i Wiktoria

    http://www.ceremoniehumanistyczne.pl/zapowiedzi.html

  • KaFor

    [Re: ]

    [komentarze na portalu homiki.pl to nie miejsce na reklamę. detr.]

  • Abiekt

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Proszę o wywalenie z komentarzy reklam

    pozdrawiam
    w.

  • KaFor

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Państwo jest tym ciałem, które stara się w ramach własnej organizacji organizować / kontrolować różne przejawy życia społecznego.

    Tworzenie faktów, które państwową organizacją nie są objęte wprowadza niepokój, który organizacja (jaką jest te państwo) stara się podporządkować sobie (unormować, zorganizować, skontrolować).

    Fakty te jednak ludzie wpierw muszą stworzyć / wykreować o ile zależy im – nam – by państwo wytworzyło formuły dla naszych zachowań (rodzin), które chcemy by w sferze publicznej byly rozpoznawane – tak jak i inne rodziny.

    Stąd śluby par tej samej płci w jak największej liczbie są ogromnie ważne. Mają one także bardzo racjonalne znaczenie: gdy ktoś wpadnie na pomysł aby w ustawie zamieścić, iż związek zawrzeć można po udokumentowaniu wspólnego życia przez dany czas, to akt ślubu jest jak najbardziej takiem dowodem. :) (oczywiście są też inne; wspólny adres, konto, korespondencja do pary wspólnie zamieszkujacej itp.).

    Każdego kto nam w tym wszystkim pomaga należy hołubić i wzajemnie się wspierać. To, ze ktoś głosi, iż organizuje dla nas wesela, że udziela ślubów parom też tej samej płci, to dla innych sygnał – fakt – iż tworzymy rodziny, zyjemy w parach, mamy wobec siebie obowiązki, więc i prawa równiez nam się należą w tym samym wymiarze co parom różnopłciowym.

    Ustawa, która mnie dziś satysfakcnonuje (gdy małżeństwo nie jest jeszcze dostępne dla par tej samej płci w Polsce) to – ile instytucja partnerstwa nie bedzie się różnić jedynie nazwą od małżeństwa – taka ustawa, która wyraźnie, oficjalnie nada nam miano rodzin, jakie tworzymy (choć w związkach nieformalnych, przez państwo dotąd nierozpoznawalnych).

    Rodziny przyjmują różne modele, jednym z nich jest model rodziny tworzonej przez pary osó tej samej płci (niekoniecznie homoseksualnych! o czym wciąż się zapomina).

    Bardzo wyrażnie muszą być zaznaczone w ustawie wszelkie obowiązki! pary w związek wchodzącej wobec siebie i dzieci w związku wychowywanych.

    Jak rodzina to obowiązki.

    Jeśli nie rodzina – tak traktuję PACS, który w wersji francuskiej mogą podpisać również sąsiedzi, a nie partnerzy życiowi – to małżeństwa dla nas i PACS dla wszystkich.

    Ponieważ rozmawiamy dziś o partnerstwach (bez małżeństw dla nas dziś) to te pierwsze wyłącznie dla par osób tej samej płci traktowane jako możliwość formalizacji dla par tworzących RODZINY (żadnych sąsiadów w tym).

  • Zibi

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Prawa dla dzieci nie dla „małżonków”!

  • Zibi

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Prawa dla dzieci nie dla „małżonków”!

  • KaFor

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    To własnie jest qlue sprawy: to dzieci mają prawo zyć w pełnej integracji z rodziną, w której są wychowywane.

  • Trevor

    [Re: Jaka byłaby moja ustawa?]

    Uregulowania wymagałaby jednak sytuacja, w której ojcem dziecka jest jeden z partnerów. W tym wypadku drugi z nich powinien mieć prawo przysposobienia go; nie może być tak, że będzie on dla dziecka swego partnera osobą pod względem prawnym obcą. To jest wbrew pozorom poważny problem. Obawiam się, że ocierający się o kwestie adopcji. Bo skoro w parze homoseksualnej można przysposobić dziecko jednego z partnerów, to niby dlaczego nie pozwalać na adopcję? No ale może nie jest tak źle, bo tu o losie dziecka decyduje jego rodzic i opiekun, nie państwo… Obawaim się jednak, że mimo wszystko będzie problem z tym przysposabianiem. Byc może należy z tego jednak zrezygnować?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa