Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25

Bóg wszczepił w każdego człowieka nieskończone i niezrozumiałe pragnienie czegoś więcej niż to, co to życie może mu dostarczyć. (John Donne)

1. Iwaszkiewicz publiczny

Trzydzieści lat temu, 2 marca 1980 roku, zmarł Jarosław Iwaszkiewicz. Rocznica śmierci umknęła jakby publicznej uwadze, choć nie do końca. Wszak odbywają się z tej okazji rozmaite sympozja i spotkania, choć raczej o zasięgu niszowym. Obecna pamięć o pisarzu nie może, rzecz jasna, dorównywać jego niegdysiejszej „oficjalnej” pozycji; a i śmierć Iwaszkiewicza była wydarzeniem bez mała „państwowym”: ówczesne krajowe media (nie była ich taka mnogość jak teraz) zdominowane były tym zdarzeniem przez długi czas.

Lecz przecież to i lepiej, że Iwaszkiewicz przestał być postacią publiczną, i teraz jest po prostu Pisarzem. Pisarzem i Człowiekiem. Któż bowiem pamięta o tych, co – jak to się okazuje po czasie – poza funkcjonowaniem publicznym niewiele po sobie zostawiają? A Iwaszkiewicz przeciwnie – wraz z upływem czasu coraz mniej waży jego oficjalna rola, a coraz bardziej porusza i ujmuje nas swoim pisarstwem i człowieczeństwem.

Przeto radujmy się, że rocznicę Jarosława Iwaszkiewicza upamiętnia się nie dętą tromtadracją, ale starannymi edycjami niepublikowanej dotąd diarystyczno-epistolarnej spuścizny autora. Dwa lata temu ukazał się pierwszy tom „Dzienników”, obejmujący lata 1911-1955, a całkiem niedawno tom drugi, doprowadzony do roku 1963. Obecnie czekamy na tom trzeci, ostatni. Jednocześnie ukazały się też listy Iwaszkiewicza do córek Marii i Teresy – i to obejmujące całokształt okresu korespondencji.

W środę, 17 marca, w klubie Chłodna 25, zdarzyło mi się uczestniczyć w spotkaniu dyskusyjnym poświęconym pisarzowi; spotkanie zatytułowane było „Iwaszkiewicz. Mężczyzna: pisarz – mąż – Polak – ojciec – kochanek”, a udział wzięli Tomasz Łubieński, Justyna Sobolewska, Cezary Polak, współredaktor „Dzienników” i „Listów” Radosław Romaniuk oraz pełniący rolę moderatora Jarosław Kuisz, redaktor naczelny internetowego pisma „Kultura Liberalna”. Gościem specjalnym była córka pisarza Maria Iwaszkiewicz, dawniej redaktorka „Czytelnika” (w dziale pamiętników!) i założycielka słynnej, kultowej kawiarni w suterenie gmachu wydawnictwa, a także autorka szeregu książek wspomnieniowych poświęconych ojcu i życiu w domu rodzinnym na Stawisku – posiadłości Anny (Hani) Iwaszkiewiczowej (de domo Lilpop) i Jarosława.

Spotkaniem byłem nieco rozczarowany, a to z tego powodu, że zostało ono niemal całkowicie zdominowane dyskusją o roli publicznej pisarza i tym, czy zachowywał się w okresie powojennym właściwie. Oczywiście każdy teraz podkreśla wspaniałą postawę Iwaszkiewicza w czasie wojny, jego pomoc duchową, materialną, uratowanie życia tak wielu osobom, zwłaszcza pochodzenia żydowskiego, kiedy to Stawisko stało się swoistym azylem polskiej kultury. Jak to się stało, że Niemcy tolerowali istnienie tego małego raju w okupacyjnym piekle – czy odczuwali szacunek (a raczej może germański respekt?) dla tego człowieka, który zawsze miał w sobie coś z prawdziwego Arystokraty?

Obecnie – po okresie „moralno-politycznego” czyśca – coraz bardziej ugruntowuje się zrozumienie, iż powojenna postawa Iwaszkiewicza (przez tak wielu odbierana jako dworska uległość, kunktatorstwo, oportunizm) to okupiona duchowym cierpieniem próba ocalenia „substancji” – ciągłości kultury, tradycji, urody codzienności. Pomyślmy, co działoby się na „odcinku” polskiej literatury i kultury, gdyby nie codzienna, niestrudzona działalność cichego i wielkiego Protektora, prezesa Związku Literatów, redaktora naczelnego „Twórczości”, którego klasa jako pisarza i człowieka, arystokratyczne „noszenie się”, godność i swoboda bycia pośród wielkich postaci światowej kultury i polityki, wobec których nie musiał mieć żadnych kompleksów, nie rozpościerała parasola ochronnego? „Arystokratyczna” wyniosłość (tak było tylko na zewnątrz!) Iwaszkiewicza onieśmielała pozbawionych jego przymiotów politruków i budziła niewątpliwy szacunek i nawet dumę, że taki oto człowiek reprezentuje i symbolizuje polską kulturę (w tym i socjalistyczną!). „Komuniści” (a takich w powojennej Polsce było może pięciu) odczuwali wszak dumę z wyboru „polskiego papieża”… To przecież był dowód wyższości socjalistycznego ustroju Polski Ludowej!

I myślę, że przywołana przeze mnie w naszej Abiektowo-Homiczo-Lambdowej „HomoWarszawie” charakterystyka cudownego skądinąd „Dziennika 1954” Leopolda Tyrmanda – „globtrotter, pederasta, dyplomata, smakosz i pionek” – to żałosny pisk literackiego kamerdynera, który – z niesprawiedliwej natury wszechrzeczy – nie zasiądzie nigdy przy na równych prawach za stołem „państwa”.

2. Iwaszkiewicz prywatny

Iwaszkiewicz wielki to Iwaszkiewicz prywatny. To właśnie „mąż-ojciec-kochanek”, choć jak wspomniałem, ta strona jego osobowości została podczas spotkania przesłonięta twarzą „publiczną”. W wypadku uznanych pisarzy to właśnie dzienniki są tym, co stawia kropkę nad „i”, co zamyka i sankcjonuje twórczość. I często dzienniki okazują się najwybitniejszą częścią dorobku. Tak jest w przypadku „Dziennika” Gombrowicza, i tak – zaryzykuję – będzie w przypadku Iwaszkiewicza. Bowiem dwa (a będzie wkrótce trzeci) tomy jego „Dzienników” – łącznie z „Listami do córek” (trudno rozgraniczyć od siebie te pozycje) – to niezwykle fascynujący i przejmujący zapis codziennego, rodzinnego, erotycznego i tego najbardziej wewnętrznego życia autora. W tle zdarzenia polityczne, społeczne, kulturalne. Ale to właśnie codzienność, rodzinność i intymność jest tym, co porusza, co czyni Iwaszkiewicza Człowiekiem tak bardzo zintensyfikowanym, i tak bardzo zwyczajnym i bliskim. Bo jest to Zwyczajność zintensyfikowana. Fascynuje „rodzinność” Jarosława (w ten sposób, pozwolę sobie zauważyć, mówiono zawsze o Iwaszkiewiczu w środowisku „pozaoficjalnym” – literackim, artystycznym, prywatnym. Zawsze był „Jarosławem”). Przejmuje (i ujmuje) jego „zwyczajność” i – przy jednoczesnym apetycie, wręcz zachłanności, przy jednoczesnej radości – Życia, na Życie – sinusoidalne wahania nastrojów, momenty skrajnej depresji, czy nawet myśli samobójcze.

22 lipca 1960

Bardzo zły stan nerwów, ale to bardzo zły. Chwilami zupełna prostracja. Nie chce się niczego. Nie piszę zupełnie. Bardzo źle sypiam. I to okropne uczucie, że to nikogo nic nie obchodzi. Że nikt palcem o palec nie stuknie, aby mi trochę ulżyć. Żadne moje życzenie nie jest spełnione. Szofer nie chce mnie wozić, kucharka nie chce mi gotować, żona nie chce słuchać. Nastrój w domu nie do zniesienia, na każdym kroku natykam się na coś, co mnie drażni, na coś, co mi staje w poprzek. Naprawdę chwilami mam tego dosyć. Hania nie zdaje sobie sprawy, czym dla mnie są te „drobiazgi”. Jak mnie to męczy. Co tam Hania – nikt nie zdaje sobie sprawy. Szymek dziś dwa razy przyjechał samochodem parę g o d z i n później niż miał. I dziwi się, że takie czekanie doprowadza mnie do szału. Nikt nie wierzy, że ze mną jest tak źle. Wszyscy mnie lekceważą.

A to nie jakiś „zwyczajny” szofer. To bliski i zaufany Szymon („Szymek”) Piotrowski (1933-1995), od 1958 administrator Stawiska, kierowca, sekretarz, najbardziej zaufany powiernik.

24 lutego 1960

Dziś przyszedł do mnie Maciek na Szucha, bo to jego imieniny. Wysoki, chudy, mizerny. Raptem poczułem się wobec niego i odpowiedzialny, i zawstydzony. Mój wnuk – jakby syn – i już dorosły, poważny. Ze swoimi zamiarami – ze swoimi planami, jednym słowem: ze swoim życiem, w którym ja już żadnego nie biorę udziału. Chciałbym wiedzieć, jaki będzie jego stosunek do mnie, kiedy już naprawdę będzie dorosły, co będzie myślał o mnie, który myślę o nim więcej, niż mu się wydaje. Czy mój los, moje życie, nie zaciąży na jego życiu? Czy przeminie dla niego bez większego znaczenia? Czy będzie się mnie wstydził? Jak nic nie wiadomo. Byłem wczoraj z córkami na koncercie Rubinsteina: dwie piękne, dojrzałe kobiety. Co nas łączy? Prawie nic. Co to znaczy rodzina? Co znaczy rodzina dla takich jak ja samotników? Życie się kończy – a tu nie ma odpowiedzi na te najprostsze pytania. I tak już będzie do końca. Inny człowiek na zawsze pozostaje istota nieznaną. Banalne to powiedzenie – ale czasem dotkliwie boli ta sprawa, odczuwa się ją szczególnie wyraźnie. I myśli się, że może inni ludzie nie tak odczuwają tę samotność.

I trzeci, bardzo już znany passus:

21 sierpnia 1960

Słuchałem dziś rano w radio Martwej natury Konopnickiej i płakałem jak bóbr. Zdaję sobie sprawę z całego naturalizmu tego opowiadania, zresztą wspaniałego. Ale płakałem z wszystkich innych, nie literackich powodów, a Danilewiczowa pyta w swej recenzji z Tataraku, dlaczego w moich nowelach wszyscy mężczyźni płaczą. Bo wszystkie nowele są o mnie, droga pani Danilewiczowa (…).

Przytoczyłem te trzy aż wpisy niemal in extenso – i to z jednego roku 1960. Akurat na tych kartach otworzył mi się (drugi) tom. Ale równie dobrze mógłbym przytoczyć passusy z jakiegokolwiek innego roku. Jakże proste, jakże celne i głębokie te uwagi.

A po chwili, parę dni (parę stron) później, uczucia radości, niekiedy euforii. Piękny dzień, piękno przyrody, pobyt w Rzymie i kupno krawata – nazwa firmy wywołuje wspomnienia z młodości. Jakie to życie jest piękne!

3. Iwaszkiewicz homoseksualny

Od zawsze, od słynnego aktu z młodości „Dionizje” (z wyraźnie widocznym fallusem) – a zdjęcie to zamieszczane było w różnych publikacjach od dawna – „udokumentowany” został Iwaszkiewicz już oficjalnie jako „pederasta-esteta”. Ale homoseksualizm był nieodłączną jego cząstką od zawsze. A może rdzeniem. Zresztą Iwaszkiewicz nigdy się z tym nie krył. Homoerotyzm przebija wyraziście z autobiograficznych „Spotkań z Szymanowskim” (1947) i „Książki moich wspomnień” (1957). W pierwszej jest następujący „frywolny” fragment:

Chcieliśmy sobie oczyścić buty z kurzu i poprosiliśmy o jakąś ściereczkę. Katot [Karol Szymanowski – przyp. KZ] podał nam przez okno jakiś gałganek, mówiąc, że jest to ‚ścierka do otarcia grzechu śmiertelnego’. ‚Uważajcie – powiedział – na tę ściereczkę, gdyż wykonała ona niejedną funkcję miłosną, i bardzo ją cenię…’ Powiedzenie to zadziwiło nas, chłopców, bardzo. Ileż innych, mądrych i ważnych słów Karola zaginęło w mojej pamięci, a historia ze ściereczką żyje jeszcze do dziś dnia.

Z powodu tej książki ponoć śmiertelnie obraziła się na Jarosława siostra Szymanowskiego, Nula.

Tymczasem Iwaszkiewicz od zawsze otaczał się młodymi mężczyznami, wręcz chłopcami – albo młodymi artystami i pisarzami (Andrzejewski, Miłosz, Baczyński), albo młodymi ludźmi „po prostu”. Na Stawisku po wojnie mieszkała ich cała grupka – był to przede wszystkim wychowanek, Wiesław Kępiński, który jako chłopiec stracił w Powstaniu rodziców, a po wojnie – w odpowiedzi na apel znanej dziennikarki Karoliny Beylin – przygarnięty został na Stawisko. Potem dołączył do niego brat. Był też Józef Zakrzewski, sekretarz Jarosława (przepisywał rękopis „Sławy i chwały”), który też w domu pisarza mieszkał. Był i wspomniany „Szymek” Piotrowski. I oczywiście Jerzy Błeszyński, wielka miłość pisarza, który w 1959 roku zmarł na gruźlicę w wieku 27 lat. To on, można powiedzieć, jest najbardziej eksponowaną postacią drugiego tomu „Dzienników”. Opis umierania i opis martwego ciała kochanka to wielka literatura.

Więź z Jurkiem Błeszyńskim odczuwała także Hania, ukochana żona pisarza (zmarł wkrótce po jej śmierci). Ta empatia w odniesieniu do kochanka męża świadczy o wielkości i żony, i całej tej niezwykłej, bardzo niebanalnej rodziny.

Pamiętajmy jednak zawsze, by relacji Iwaszkiewicza z młodymi mężczyznami nie trywializować. Kochał ich, darzył uczuciem chyba nieco staroświeckim, to było na pierwszym miejscu, choć przecież ważne było i ciało. Pamiętamy, ile to zamieszania narobiło niejasne słowo „chędożyć” z pierwszego tomu „Dzienników”, gdy wspominał jak to w maju 1936 roku mógł „chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie. Była cudowna noc z księżycem i słowikami”. Czytając tom drugi nie mamy już wątpliwości, co znaczy to słowo. Passus poniższy jest zaskakujący, wręcz niesamowity, i chyba najtrafniej ujmuje erotykę Mistrza w wieku bardzo już dojrzałym (i znów ten znaczący rok 1960!):

30 marca 1960

(…) Parę dni temu miałem przykrą historię. Przyszedł do mnie Henio K[rzeczkowski, 1921-85, wybitny tłumacz, edytor, intelektualista – przyp. KZ], że Steć prosi do siebie do Sobieszowa na czwartą po południu. Nie chciało mi się iść, ale Henio prosił, mieli tam być jacyś chłopcy itd. Henio kupił dwie butelki wina i poszliśmy. Steć jest obłąkany na punkcie seksualnym, jest to przykra obsesja, która rozmowę z inteligentnym gościem, znającym doskonale warunki tutejsze, zamienia w szereg niezwykle ordynarnych fragmentów. Niecierpliwiło mnie to wszystko. Z oczekiwania na tych „chłopców” wynikało, że to są chłopcy do konsumpcji na miejscu, co mnie przeraziło. Wreszcie przyszli ci chłopcy, trzy chłopaczyska, jak to bywa, w miarę ordynarni i głupi. I z nimi jeden jeszcze pan – nieznajomy, który mnie widział w takim towarzystwie. Zacząłem się rozpytywać o powrotne tramwaje, ten obcy facet wyszedł, a Henio i Steć wzięli tych dwóch chłopaków do bocznych pokoi, jak w burdelu. Nie mogłem wyjść zaraz, bo mój płaszcz był w tym pokoju, gdzie był Henio. Wściekłość moja nie miała granic, chodziłem po stołowym pokoju, roztrącając meble, i gdzie z przerażeniem na mnie popatrywał trzeci chłopak, „sekretarz” Stecia. Wreszcie wyleciałem jak z procy i piechotą poszedłem do domu, a to jest ze cztery kilometry. Przeraziło mnie to ogromnie. Więc oni myślą, że ja, prawie siedemdziesięcioletni facet, Jarosław Iwaszkiewicz, mąż, ojciec, dziadek – mogę w ten sposób załatwiać swoje sprawy erotyczne. Publicznie chędożyć nieznajomych chłopaków? Coś nieprawdopodobnego. Dlatego że mam pociąg do mężczyzn, to od razu już tak? Uczułem się do głębi, do żywca, obrażony. Wróciłem do domu, położyłem się do łóżka i rozpłakałem się. Byłem upokorzony i przerażony. Ale świat jest taki.

4. Iwaszkiewicz Faustowski

Gdy w czasie spotkania na Chłodnej wspomniałem, że obecnie Jarosław Iwaszkiewicz stał się swego rodzaju ikoną środowiska LGBT, na sali powiało chłodem. Niby wiadomo, wspominał o tym tytuł debaty, ale po co „od razu już tak”. Dziesięć lat temu – z okazji ukazania się książki Piotra Mitznera o Hani i Jarosławie (z serii „Sławne małżeństwa”) odbyło się podobne spotkanie, tyle że w Domu Literatury. Tam Tomasz Jastrun upomniał się o zatuszowany w książce homoseksualizm pisarza i spotkał się z niezbyt miłą reakcją. No cóż, człowiek dobrze wychowany nie puszcza bąków w salonie, choćby to był bąk najbardziej prawdziwy i słuszny.

Ale wybroniłem się składając hołd Pani Marii Iwaszkiewicz za jej bezpruderyjność i śmiałość, za to, że nie obawiała się pozwolić na druk najintymniejszych zapisków ojca. Pani Maria – z lekko ironicznym, bardzo „Iwaszkiewiczowskim” poczuciem humoru (szkoda, że tak mało pozwolono jej powiedzieć, słuchanie jej to przeniesienie się w magiczny, miniony świat Stawiska) powiedziała, że jej podejście było diametralnie inne od wdowy po Ryszardzie Kapuścińskim – po prostu nie chciała, żeby ktokolwiek jej zarzucił, że coś tam skrywa…

Przytoczę jeszcze przeuroczą (i jakże ważną!) uwagę Pani Marii, a dotyczącą słynnej sprawy pochowania Iwaszkiewicza w stroju górniczym. Ileż to równie obłędnych, co idiotycznych interpretacji wypowiedziano i wydrukowano! Miał to być jeszcze jeden dowód „politycznego służalstwa”, chęci przypodobania się władzom nawet po śmierci. Co za brednie! – skonstatowała Pani Maria. A było po prostu tak: z lecznicy (słynna „lecznica rządowa” na rogu Hożej i Emilii Plater, skąd defenestrował (się?) Jerzy Zawieyski) zatelefonowano na Stawisko, by dostarczono ubiór dla zmarłego. I Szymek, natrafiwszy w szafie pisarza jedynie na garnitury jego zdaniem zbyt jasne, czy też za mało dostojne, zobaczył także ów nieszczęsny mundur – cały czarny! – i uznał, że to jest to. I ten właśnie strój przekazał do kostnicy, i w tym oto stroju spoczął Jarosław w swym pięknym, oznaczonym wielkim głazem, grobie na brwinowskim cmentarzu.

Iwaszkiewicz to wiecznie nienasycony Doktor Faustus – w zachwycający, wręcz oksymoroniczny sposób łączący najprzeróżniejsze, wykluczające się u kogoś mniej niezwykłego nurty i wątki. I właśnie dlatego tak porusza swą nadzwyczajną energią ciała, ducha i intelektu, bo ukazuje nam wszystkim wzorzec wspaniale bogatego, intensywnego, spełnionego i – mimo cierpienia, goryczy, załamań, chwil depresji – chyba jednak szczęśliwego życia, którego nektar zdołał wysączyć aż do ostatniej kropli. Bo – jak powiadają filozofowie (w tym wielki Władysław Tatarkiewicz w swych cudownie mądrych „Wspomnieniach”) – liczą się nie ulotne momenty, lecz całość.

Krzysztof Zabłocki anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie

Jarosław Iwaszkiewicz Dzienniki 1956-1963, Tom 2
Wydawnictwo Czytelnik, marzec 2010, s. 664.

Autorzy:

zdjęcie Krzysztof Zabłocki

Krzysztof Zabłocki

Anglista, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, tłumacz literatury angloamerykańskiej i francuskiej, autor szkiców, członek zarządu Stowarzyszenia Lambda Warszawa; wielbiciel jamników, Indii, kina Viscontiego, Kazi Szczuki, campu, Pałacu Kultury i Karl-Marx-Allee w Berlinie.

15 komentarzy do:Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25

  • XXX

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Warto wstać wcześniej przed pracą, by do kawy przeczytać tak znakomity tekst. Sprowadzanie Iwaszkiewicza wyłącznie do jego pociągu do chłopców – jak to się ostatnio dzieje (np. ostatnia audycja „Lepiej późno niż wcale”) – jest okrutne. Tutaj rzeczywiście Iwaszkiewicz rozkwitł w wielu wymiarach, aż mam ochotę sięgnąć nie po Dzienniki, ale po jego twórczość literacką. Zafascynował mnie. I chyba zajrzę do mojej biblioteki…

  • marcin

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Interesująca postać, jak każda wybitna zresztą, szkoda, że nie wiedziałem o tym spotkaniu na Chłodnej, bo bym na pewno się wybrał!

  • kamko

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Postać interesująca, owszem, jednak mimo wszystko nieco nieciekwa politycznie, bo mająca swoje zasługi w utrwalaniu „władzy ludowej”.

  • kamko

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Postać interesująca, owszem, jednak mimo wszystko nieco nieciekwa politycznie, bo mająca swoje zasługi w utrwalaniu „władzy ludowej”.

  • Soniasonia

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Tekst jest niewątpliwie interesujący, szczególnie dla kogoś zainteresowanego historią literatury, chociaż moim zdaniem trochę za mało miejsca poświęcono relacjom pisarza z innymi mężczyznami, ale taki jakiś… oderwany od życia? Chciałabym zobaczyć na stronie więcej tekstów związanych z bieżącymi wydarzeniami (chociaż może nie o związkach partnerskich, bo tego jest już moim zdaniem za dużo). Dziwi mnie na przykład, że na stronie jak dotychczas nie poruszono problemu niefortunnej wypowiedzi amerykańskiego generała na temat żołnierzy holenderskich.

  • do Soni i nie tylko :)

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Ja mam przesyt polityką i takim działaniem mediów, że każdy nius zostaje wyolbrzymiony do granic możliwości. O związkach dopiero pierwszy raz tak naprawdę zaczyna się rzeczową dyskusję, mi te teksty pootwierały oczy, myślałem, że związki to taka oczywistość, a jednak to bardzo skomplikowana sprawa, dlatego czytam te teksty z zainteresowaniem. Iwaszkiewicz ciekawą postacią był i nie zgadzam się z Sonią, że za mało o homoseksualizmie jego, myślę, że jego kochankowie to nie wszystko, cała złożoność się liczy. Nie czytałem nic jego poza tym, co w liceum mieliśmy i też chętnie bym po jego twórczość sięgnął. Nie ma się też co oszukiwać, bo jednak ani on, ani Dąbrowska czy Nałkowska nie przetrwali próby czasu jako pisarze, a przecież pamiętam z liceum, że dobrze czytało się ich książki i były mocno dyskutowane na lekcjach.
    To tak na marginesie.

  • Jarek Curitiba

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Dziękuję autorowi artykułu za przybliżenie wilowymiarowości osoby-pisarza-kochanka. Posługuję się kilkoma określeniami, wszak jedno jakie by nie było, byłoby w mym przekonaniu zbyt banalnym określeniem Jarosława Iwaszkiewicza.
    Autor „Dzienników” staje się wg mnie bardziej „tu i teraz”, to świadczy o jego wielkości. Nie jest bez znaczenia postawa jego córki Pani Marii.
    W tym kontekście niezrozumiała jest pomnikowa postawa wdowy po Kapuścińskim, choć z szanuję jej decycję.
    Ja również żałuję, że nie mogłem być na spotkaniu na Chłodnej 25.

    Nadmienię przy sposobności, iż spotkań przybliżających znaczące postaci w kulturze polskiej jest więcej.
    W listopadzie roku ubiegłego z radością uczestniczyłem w prelekcji na temat życia i twórczości Karola Szymanowskiego, które było częscią Festiwalu Bez Tabu, zorganizowanego przez Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie.

  • Ryszard

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Fajnie, ze autor traktuje Iwaszkiewicza jako zlozonego i skomplikowanego czlowieka, a nie jedynie jako geja. Sprowadzanie go tylko do orientacji i seksu to obciach. Nie sprowadzajmy kazdego geja do poziomu seksoholika.

  • Vader

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Mi się też podoba ten tekst. Ludzie, zwłaszcza wybitni, to nie tylko orientacja, a całokształt emocji i intelektu. Nawet gdyby Iwaszkiewicz nie miał się ku mężczyznom i tak ten tekst by mnie zaciekawił. Ta jego recepcja jednak tylko wzmocni jego legendę.

  • Stefan

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Hmm, Jakby napisal ode nad pieknym modrym Dunajem wielki Kiszczak stoi to tez bylby piew zachwytu?

    Ta kanalia kadzila bandzie czerwonych generalow i nie spotkala go za to zadna kara.

  • Jarek Curitiba

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Ależ my obrzucać siebie inwektywami.

  • junior

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    ooo Stefan wrócił. Ciągnie wilka do lasu?

  • Bobi

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    @Stefan, przecież homiki lubią czerwońców i wszelkie popłuczyny po nich, bo kojarzą ich z (antyklerykalną /więc nowoczesną, hehe/) lewicą.

  • Jarek Curitiba

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    Jestem homikiem, ale nie za bardzo rozumiem taką argumentację, nawet wyczuwając w niej lekką ironię:

    „przecież homiki lubią czerwońców i wszelkie popłuczyny po nich, bo kojarzą ich z (antyklerykalną /więc nowoczesną, hehe/) lewicą.”

  • marek

    [Re: Iwaszkiewicz wielowymiarowy na Chłodnej 25]

    ciekawe, co powiedziałby (zapisał w Dzienniku) Iwaszkiewicz o zamieszaniu wokół Kaczyńskiego – i co napisałby o Jarku Kaczyńskim




Skomentuj: do Soni i nie tylko :) Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa