Czego chcę od Ustawy?

Przeczytałem wywiad z Grupą Inicjatywną ds Związków Partnerskich i zmieszało mnie. Bo jak tu krytycznie odnieść się do działania, które z całego serca popieram? Jak wylać trochę rozgrzanej oliwy na ten aksamitny projekt? Narazić się – nie po raz pierwszy – na zarzut „ciągłego niezadowolenia”? Jednak na śmierć można zagłaskać z pewnością nie jedno zwierzątko, dlatego w inicjatywach tak ważnych dla nas wszystkich – i tych ze środowiska i tych „spoza” – nie można milczeć.

Zacznę od wypowiedzi Mariusza Kurca:

A przy tym nie było żadnej innej inicjatywy zajmującej się związkami, a ten transparent to nie był element jakiejś szerszej, wcześniej zaczętej akcji, to było wydarzenie jednorazowe, bo gdyby taka inicjatywa istniała, to byśmy pewnie uznali, że skoro ktoś się tym zajmuje, to niech się zajmuje.

Zdębiałem. Jak to? To od czasu powstania pierwszych org LGBTQ nie było „żadnej innej inicjatywy zajmującej się związkami”? Czyli Grupa Inicjatywna rości sobie prawa do bycia pionierami i pionierkami ruchu LGBTQ? Jak najbardziej transparent, w którego powstaniu i męczarniach z niesieniem, miałem przyjemność brać udział, był elementem szerszej inicjatywy zajmującej się związkami partnerskimi – tą inicjatywą jest nasze „działaczowstwo”, zaangażowanie w próby zmian społeczeństwa, prawa, inicjatywy mające na celu walkę z homofobią i dyskryminacją. Nie rozumiem Mariusza – czy już zaczynamy – znaną ze Stanów Zjednoczonych chociażby – politykę wymazywania osób, które zrobiły coś dla ruchu LGBTQ wcześniej? Sam Mariusz Kurc przecież wywodzi się z organizacji, która jest jednym wielkim projektem na rzecz zmiany rzeczywistości, czyli KPH. Przypisywanie sobie roli pioniera nie służy zgodzie wokół tak ważnej sprawy jaką są związki partnerskie. Trochę więcej pokory wobec całego „ruchu” by się przydało.

A teraz duet Mariusz Kurc i Tomasz Szypuła:

M: Ciekawe jest, że sporo pojawia się osób, które – nie chcę powiedzieć, że są oderwane od rzeczywistości – ale nie biorą pod uwagę obecnej sytuacji, nie myślą strategicznie. Innymi słowy – myślą tylko swoimi poglądami. To znaczy jeśli my na przykład mówimy o związkach, małżeństwach osób tej samej płci – dwóch osób, to ktoś wstaje i mówi „dlaczego dwóch a nie trzech?”.
T: Musimy wyjaśniać, dlaczego strategicznie działamy tak a nie inaczej, musimy się dużo tłumaczyć. Czasami jest tak, że podczas naszej prezentacji różnych modeli związków nie ukrywamy, ku jakiej opcji się skłaniamy – ja wyjaśniam na przykład, że żeby wprowadzić w Polsce małżeństwo jednopłciowe trzeba byłoby zmienić konstytucję, że to jest bardzo trudne, praktycznie niemożliwe do przeprowadzenia politycznie (była tylko jedna zmiana konstytucji, wymuszona prawem unijnym i przeprowadzenie kolejnej jest zupełnie nierealne, nie mamy takiej możliwości). I to jest moje podejście strategiczne. Ale w tym momencie cześć osób mówi „albo małżeństwo albo nic”, „każda inna forma jest tylko atrapą nie do przyjęcia, karykaturą, tylko małżeństwo zapewnia równość”.
M: Ja dostrzegam taką prawidłowość, że ludzie nie potrafią oddzielić swoich poglądów od realnej sytuacji, nałożyć tych poglądów na sytuację i spojrzeć na to trzeźwo.
T: Myślę, że to wynika w pewnym stopniu z tego, że ludzie nie potrafią przełożyć swoich poglądów na sytuację polityczną. Nie głosują na polityków dlatego, że zgadzają się z ich poglądami, a dlatego, że są popularni. To jest brak świadomości i wiedzy politycznej.
M: Ale również brak praktyki i wiedzy na temat działalności politycznej, lobbingu, w praktycznym działaniu. W naszym praktycznym działaniu w sferze polskiej polityki okazuje się, że natykasz się na mur w momencie, kiedy tylko próbujesz zrobić krok. A potem idziesz na debatę i słyszysz, ze powinno się zalegalizować trójkąty… Przeciwko czemu ja wcale nie jestem, jestem za!

Na tym fragmencie pozwolę się skupić. Kurc mówi, że przychodzą ludzie z pomysłami „oderwanymi od rzeczywistości” (Kurc niby „nie chce tego powiedzieć”, ale jak się czegoś nie chce mówić, to… się tego nie mówi, zwłaszcza w autoryzowanym wywiadzie). Jeśli jedziemy gdzieś na dyskusję, spotykamy się z ludźmi, to musimy być przygotowani na to, że nie wszyscy będą podzielać naszą wizję świata i nie możemy od razu mówić, że oni „nie potrafią oddzielić poglądów od realnej sytuacji”. Toż to retoryka rodem z prawicowej prasy – równie dobrze Giertych może powiedzieć Szypule i Kurcowi, że ich pomysł jest „oderwany od rzeczywistości” i nie potrafią odróżnić poglądów od realnej sytuacji! I wielokrotnie nam to mówią, pisząc, że sytuacja społeczna obecnie nie pozwala na związki, że nie ma klimatu politycznego, że nie teraz, nie natychmiast. Dlaczego działacze tak łatwo wchodzą w tę retorykę? Bo stają się bardziej politykami niż działaczami społecznymi? Bo zamiast dialogu interesuje ich raczej poklask i akceptacja dla ich pomysłów?

Ja rozumiem podejście Kurca i Szypuły – od strony politycznej czy prawnej, legalizacja związków wieloosobowych jest niemożliwa, ale to, że ja taki postulat wysuwam – a dla mnie samego jest to ważny i sensowny postulat – nie oznacza, że jestem jakimś fantastą i pod pachę trzymam książkę Ursuli LeGuin, która mi zastępuje rzeczywistość. Jeśli zapraszamy do dyskusji – dyskutujmy, a nie dyskredytujmy. Związki wieloosobowe istnieją podobnie jak związki dwuosobowe jednopłciowe. Są one nośnikami tych samych wartości, dają poczucie bezpieczeństwa, bliskości, istnieje w nich wspólnota duchowa i majątkowa. Dlaczego więc nie rozmawiać o tym? Bo ktoś wymyślił już projekt przed rozmową i szuka teraz potwierdzenia swoich – jedynych i słusznych – tez? To nie trzeba jeździć po miastach, by takie tezy promować. Szypuła podkreśla, że na tych spotkaniach muszą się tłumaczyć. Gdyby nie przyjeżdżali z określonym programem, nie prezentowali „opcji ku której się skłaniają”, może ludzie chętniej by debatowali o meritum…

Podobnie jest z kwestią małżeństw. Małżeństwo jest zdefiniowane w Konstytucji jako związek kobiety i mężczyzny, ale czy z tego powodu nie możemy myśleć o małżeństwach?

Szypuła mówi w wywiadzie:
To nie jest pogląd przemyślany, widzący ułomność rozwiązań innych niż małżeństwo. To jest raczej tak, że wokół siebie widzi się tylko małżeństwa, więc człowiek nie wyobraża sobie innej formy formalnego związku.

To jest raczej tak, że jeśli hetero mają prawo do małżeństw, to czemu ja mam z siebie robić inny gatunek człowieka i mój związek ma się inaczej nazywać? To nie jest nieprzemyślany pogląd. Zarzucanie wszystkim, którzy chcą małżeństw, a nie fasadowych związków, tak by tylko przypodobać się heterykom i przypadkiem nie naruszyć „świętości rodziny i małżeństwa”, o której prasa prawicowa ciągle pisze, że nie przemyśleli tego to rodzaj kpiny. To właśnie jest konserwatywne i unikające otwartej debaty podejście, choć w wywiadzie właśnie innym gejom i lesbijkom zarzuca się konserwatywne poglądy. Znowu zamiast debaty mamy jedyną słuszną wizję, co mnie już kilka razy w tym tekście zaniepokoiło.

Zgadzam się – realia są takie, jak widzimy – przykre po prostu. Największe szanse na wejście w życie ma słaba ustawa o związkach partnerskich (słaba, bo nie dająca np. możliwości adopcyjnych). Ale ludzie nie chcą rozmawiać z politykami, wobec których zakładają domniemanie, że będą starali się jedynie o minimum, a z działaczami i działaczkami, od których mamy prawo wymagać reprezentowania nie polityki, a ludzi.

A co pokazują sondaże na portalach – ludzie co raz częściej chcą po prostu małżeństw i tyle.

Postawa członków Grupy Inicjatywnej niepokoi, chyba przestajemy być w ruchu LGBT walczącymi ciotami i lesbami, a zaczynami uprawiać politykę. Wskazują na to relacje mediów na temat spotkania Grupy Inicjatywnej z Poselskim Klubem Lewicy, na którym lewica niejako przejęła na siebie ustawę i znowu staniemy się darmowym nośnikiem reklamowym dla określonej partii politycznej w przeddzień wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Chcąc walczyć o nasze prawa nie powinniśmy się znowu dać złapać w kampanię wyborczą. Poczekajmy z tym projektem do nowego parlamentu – będziemy mieli kilka lat, żeby walczyć o jeden projekt, a nie jak teraz – do wiosny 2011 roku, gdy najprawdopodobniej Sejm się rozwiąże. Ponoć nie mamy wyczucia, ale chyba strategii też brak wśród pomysłodawców i pomysłodawczyni Grupy Inicjatywnej.

Niestety druga część wywiadu też nie skłania mnie do zachwytu nad Grupą Inicjatywną. Sami przyznają, że jest ich za mało by zająć się niektórymi aspektami, o wielu aspektach (historia z lekarzem) nie mieli pojęcia. Sprawia to wrażenie, jakby ruch LGBT tworzyły cztery osoby. Czy Grupa Inicjatywna to szczyt naszych-działaczowskich-indywidualistycznych podejść, czy inicjatywa, która jest inkluzywna? Po tym wywiadzie trudno na to pytanie odpowiedzieć.

Ale żeby nie było, że jedynie krytykuję, to przyjmuję wyzwanie Grupy Inicjatywnej i na koniec chciałbym trochę napisać o swojej wymarzonej ustawie. Kwestie stricte prawne (dziedziczenie, podatki, składki, ustrój majątkowy) zostawiam prawnikom – nie chcę się różnić od heteryków i tyle. Właśnie w tej kwestii dla mnie najważniejsze są aspekty techniczne, które możemy nazwać rytualnymi:
zmiana w ustawie (lub rozumienia tejże ustawy) Prawo o aktach stanu cywilnego, tak by te same czynności, które trzeba dokonać by zawrzeć związek małżeński, były wymagane przy związku partnerskim. Dotyczy to również zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (w kwestii rozwiązywania nie mam sprecyzowanego zdania – najlepiej chyba jak w PACSie – jednostronne oświadczenia woli)

zmiana w Ustawie o zmianie imion i nazwisk (art. 1 ustęp 3), a także w artykule 4 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (KRO), tak by zmiana nazwiska była możliwa również podczas zawierania związku partnerskiego

zmiana dotycząca artykułu 23 KRO, który mówi: Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli. W tym wypadku – przepraszam wszystkich, którzy nie zgadzają się na słowo „wierność” (czyli samego siebie) – jak chcemy równości to albo to słowo wyrzućmy w ogóle, albo się dostosujmy.

Nie wiem czy będę bronił kwestii adopcyjnych, ale na pewno nie jest dobrze, że Grupa Inicjatywna podzieliła przysposobienie „zewnętrzne” i „wewnętrzne”. Tym samym podzielono prawo do przyposobienia na lepsze i gorsze, uzależniając to od pochodzenia dziecka. Nie chcę adoptować dziecka w chwili obecnej, ale kto wie co się zmieni za ileś tam. Dlatego tak łatwo bym się nie poddawał z tą adopcją i jednak o nią walczył – zarówno „wewnętrzną” i „zewnętrzną”. Adopcja, czy przysposobienie przez partnera/partnerkę dziecka jest też czymś rytualnym.

Dlaczego to dla mnie tak ważne? Zacytuję Turnera (za Bursztą): Rytuał jest stereotypem sekwencji działań, skomplikowanych gestów, słów i przedmiotów wyznaczanych do oddziaływania na istoty czy siły nadprzyrodzone, w imieniu uczestników, dla ich celów i interesów. Nie wyobrażam sobie, żebym w sekwencji zawierania związku partnerskiego różnił się czymkolwiek od osoby heteroseksualnej. I nie przekona mnie nawet twierdzenie, że instytucja związku partnerskiego, nawet jeśli będzie dostępna dla homo i hetero, dzięki temu, że nie jest małżeństwem, powinna mieć inne rytuały. To właśnie rytuał określa symboliczne miejsce w społeczeństwie. Moje miejsce i mojego męża nie może być inne od miejsca, na którym zasiadają „małżeństwa”. Jeżeli propozycja ustawy o związkach partnerskich nie będzie zawierała całej tej rytualnej szopki z Urzędem Stanu Cywilnego – z bólem ją poprę, ale wolałbym zawierać w inną formę związku niż mieć pozycję mniej ważnego podmiotu…

Tak więc moja propozycja i redakcji Homików.pl – zacznijmy rozmawiać, czego chcemy od związków partnerskich, a może chcemy małżeństw, a związki partnerskie odchodzą do lamusa? Z drugiej strony – przypomnijmy sobie, że związki partnerskie czy małżeństwa to dążenie do wzorca heteronormatywnego, to przyznaniu heterykom wyższości prawnej, społecznej, dążenie do „ich” instytucji. Wskażmy na aspekty, które nas irytują, bez których ustawa będzie dla nas nic nie warta, trochę się pokłóćmy, niech to nie będzie takie cukierkowe, że ktoś przyjdzie i nam narzuci ustawę, która może jednak wielu z nas nie będzie odpowiadała.

Grupą Inicjatywną ds związków partnerskich może być każda i każdy z nas. Możecie komentować, pisać do nas, zbierzemy wasze propozycje i przedstawimy je w momencie, gdy – o ile – odbędzie się szeroka dyskusja nad ustawą, a o takich konsultacjach na łamach prasy mówiła posłanka Piekarska, mająca się opiekować losami ustawy od strony Klubu Lewicy. Dlatego przestańmy marzyć o ustawie, zacznijmy o niej myśleć jako o czymś realnym, co możemy mieć już za chwilę, albo ją odrzućmy, co jakąś opcją też jest. Czego chcemy? Chyba czas na taką debatę.

Wojciech Szot rocznik 86, właściciel wydawnictwa Abiekt.pl, student, pracownik, blogger.
Zapraszamy i polecamy!
www.abiekt.blogspot.com

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

24 komentarzy do:Czego chcę od Ustawy?

  • jk

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    swietnie napisane. bylem na spotkaniu tej grupy w wawie i musze powiedziec ze to spotkanie nic nie dalo. publika swoje a oni swoje. to po co robili to spotkanie. ja mysllem ze po to zeby poznac opinie, zebrac informacje czego chca ludzie. ja nie ukrywam ze walczylbym o rozanosc, a rownosc oznacza dla mnie malzenstwo. i nie przekonuje mnie mowienie, e konstytucja, ze kosciol…. gdyby tak kidys myslano to by gejow do pudla za milosc do wiezenia wsadzano do dzisiejszego dnia w polsce.

  • Marcin

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Dla mnie ten wywiad i ten tekst to odkrycie roku! Mówi się o ustawie, ale nigdy nie słyszałem takich konkretów i dawno nie wierzyłem w to, że to jednak może się zdarzyć.
    Przyznaję rację autorowi we fragmencie o kiełbasie wyborczej, może czas poczekać do nowego rozdania kart.

  • Yga

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    na razie powiem krótko: czy chcemy znów czekać, czekać, czekać – na nowy sejm, na nowe rozdanie, a może jak lewica będzie rządzić? mnie się już znudziło teoretyzowanie, mam już swoje lata i domagam się jakiejkolwiek zmiany. jeśli większości środowiska będzie zależało na małżeństwie, którego teraz nie ma żadnych szans wprowadzić – nie mam nic przeciwko temu. moje zdanie jest takie (moje, nie GI) – wprowadźmy jakiekolwiek, choćby nie do końca doskonałe rozwiązanie. a to dlatego, iż przełamanie pierwszych lodów jest znacznie trudniejsze i otwiera drogę do dalszych zmian.

  • Yga

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    trzeba jeszcze odróżnić sytuację pożądaną, nasze poglądy (o których właśnie mówimy na debatach) – od pragmatyczności. poglądaowo to ja bym chciała mieć i małżeństwa, i np. pacsy czy związki partnerskie. ale pragmatycznie jestem zwolenniczką jakichkolwiek praw związkowych dla nas bo przypomnę, iż w tej chwili NIE MAMY NIC. nawet wyrok Sądu Najwyższego wyraźnie mówi, że związki homo są organizowane tylko dla przyjemności… to co – chcecie walczyć z wiatrakami? bo ja – nie. ja rozumiem, że ktoś by chciał mieć związki wieloosobowe, nie mam nic przeciwko temu, ale otwórzmy oczy i spójrzmy wokoło nas. oraz będę powtarzać uparcie: USTAWY WPROWADZA SIĘ POPRZEZ GŁOSOWANIE W SEJMIE, a więc rękoma polityków (niestety, te zgniłe kompromisy). tutaj możemy tylko teoretyzować, idealizować.

  • .

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Ale co Ci przyjdzie z ustawy teraz, kiedy „za chwilę” masz nowe rozdanie w sejmie – zyska być może na tym SLD, który będzie rozdawać kiełbasę wyborczą. Termin wbrew pozorom jest istotny. Domyślam się pośpiech prac na ustawą i konsultacje z organizacjami, bo zbliża się parad pod hasłem wcale niezwiązkowym, tylko co po tej paradzie? Wakacje, kiedy sejm nie pracuje.

  • Paweł

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Ja zacznę od pokłonów w pas GI (dzięki wielkie) i proponuję przyjrzeć się faktom.
    (1) Zmiana konstytucji, przedefiniowanie małżeństwa jest dzisiaj i najprawdopodobniej w perspektywie kilku najbliższych lat po prostu niemożliwe. Co więcej, wydaje się, jak pokazuje historia zmian prawodawstwa w innych krajach, że zmiana mentalności prowadząca do społecznej akceptacji małżeństw homoseksualnych koniecznej do zmiany prawa, odbywa się właśnie poprzez związki partnerskie.
    (2) GI ma swoją wizję, zapewne jakiś wewnętrzny kompromis, jak związki wyglądać powinny. Oczywistym jest, że tej wizji nie podzielają wszystkie lesbijki i geje. Ludzie są różni i tyle. GI objeżdża Polskę, debatuje właśnie w kontekście swojej wizji.
    (3) Abjekt proponuje debatę. Bardzo słusznie, ale jeżeli kiedykolwiek mamy wyjść poza grę wstępną, to ta debata powinna odbywać się pomiędzy dwoma, trzema zaproponowanymi rozwiązaniami całościowymi (np. zawiązki vs małżeństwa) ze strategią ich implementacji. Możliwe, ale mało prawdopodobne. Bierność w narodzie jest okrutna. Większość z nas, gejów i lesbijek, czeka, komplementuje się byciem „spoza środowiska”. W Warszawie jest ok 70 tys., a ile osób było na poprzedniej Paradzie?

    Zgadzam się z Ygą. Ja też mam swoje lata i nie chcę dłużej czekać. Każda inicjatywa, wyjście na zewnątrz z postulatami, projektem ustawy jest lepsze niż ciągła wewnątrzśrodowiskowa debata. Kompromisy w polityce są nieuniknione. Nawet próba „zawłaszczenia” sprawy przez SLD GI przyjmuje na przysłowiową klatę, bo nastawieni są pragmatycznie i widzą, że innej drogi nie ma. Dlatego wydaje mi się, że najlepszą rzeczą jaką, jako środowisko i jednostki możemy zrobić, to pomagać, partycypować w miarę możliwości w realizacji wizji GI. I tyle. Straszny elaborat mi z tego wyszedł.
    Pozdr.

  • jk

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    jakiekolwiek rozwiazania kojarza mi sie z bylejakoscia. a moj zwiazek nie jest bylejaki i nie zasluguje na jakiekolwiek rozwiazania. pragmatycznosc pragmatycznoscia ale uwazam ze nalezy walczyc o malzenstwa. zwiazki partnerskie to ostatecznosc i tylko z prawami i obowiazkami identycznymi z malzenstwem. chcialbym zauwazyc ze parlament slowenii przeglosowal wlasnie wprowadzenie zwiazkow malzenskich dla gejow i lesbijek. a w polsce jak uslyszalem na debacie dla grupy inicjatywnej nawet model brytyjski jest zbyt odwazny. troche wiecej odwagi.

  • bistor

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    „Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.”
    „Rodzina” = dwa [a może i więcej?] homośki + kot [pies lub kanarek, lub...]? Hahahaha :D

  • do tego na "b"

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Dwa „homośki” i dwoje dzieci – i co? Przyzwyczajaj się.

  • Kocham zwierzęta :)

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Dzieci? Czyich? Psów, kotów, papug, kanarków? A może jakiś lęg [c]homiczy? :D

  • loth

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    „”jakiekolwiek rozwiazania kojarza mi sie z bylejakoscia. a moj zwiazek nie jest bylejaki i nie zasluguje na jakiekolwiek rozwiazania. pragmatycznosc pragmatycznoscia ale uwazam ze nalezy walczyc o malzenstwa. zwiazki partnerskie to ostatecznosc i tylko z prawami i obowiazkami identycznymi z malzenstwem.”"

    Oczywiście, że należy walczyć o małżeństwa, jednak można otworzyć do nich drogę przez związki partnerskie! Boję się, żeby część z nas przypadkiem nie uniosła się „polską” dumą, na zasadzie – albo małżeństwa, albo nic – to niebezpieczne i może doprowadzić do niczego.

  • Lu

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    … Kwestia jest następująca: czy przy obecnym układzie w Sejmie – czy też w każdym następnym – przez najbliższe 8-12 lat, do czasu kiedy obecne pokolenie polityków się nie zmieni, mamy jakiekolwiek szanse na przegłosowanie chociażby prostej, „Pacs’owej” ustawy o związkach partnerskich?
    Stąd właśnie chyba brak zainteresowania i entuzjazmu ludzi.
    Istnieje praktycznie gwarancja, że jakakolwiek próba uchwalenia ustawy będzie oznaczała porażkę… :/

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Na wstepie:

    W Polsce wiekszosc – i politycy i „nasze” orgi – stara sie marginalizowac stanowisko „pelna rownosc (w tym malzenstwa) teraz”. Jest to przewaznie przedstawiane jako ekstremizm i niebezpieczny, niezyciowy idealizm. Nic nie mogloby byc dalsze od prawdy. Nie bede pisac dluzszego wykladu dlaczego jest to bzdura. W zamian proponuje – wlaczcie google, sprawdzcie hasla „dallas principles” i „marriage equality”. To nie jest ekstremizm, i to nie jest margines. To jest jedyne racjonalne, moralne* i integralne podejscie.

    * i pisze to z pelna swiadomoscia ze czesc osob dostanie wysypki. Tak, malzenstwa homo – jako dobrowolny zwiazek doroslych osob – sa moralne, a ich zakaz jest niemoralny, tak samo jak niemoralny byl istniejacy jeszcze niedawno zakaz malzestw miedzyrasowych. Wyobrazacie sobie „zwiazki partnerskie dla par rasowo mieszanych”? Brzmi groteskowo, prawda? Wiec dlaczego popieracie taka sama groteske dla nas?

    Sprawdzcie chociazby:

    http://www.marriageequality.org/index.php?page=why-marriage
    http://www.marriagequality.ie/download/pdf/civilpartnership_a_denial_of_rights_and_equality_200808.pdf

    Tam problem jest omowiony o wiele lepiej niz ja bylabym w stanie tutaj i o wiele lepiej niz wszystkie publikacje polskojezyczne z ktorymi sie zetknelam. Oczywiscie, polskie prawo jest inne niz irlandzkie czy US, ale problem pozostaje ten sam.

    Nie stac nas na kompromisy. Po prostu nie mozemy sobie na nie pozwolic, pod zadnym wzgledem.

    Pawel:

    „Zmiana konstytucji”

    Znam ten fragment Konstytucji prawie na pamiec. Mam pojecie o prawie i rozmawialam o tym z osobami zajmujacymi sie tym zawodowo. Artykul 18 nie jest definicja malzenstwa i nie trzeba go zmieniac zeby wprowadzic malzenstwa homo. To zwykle klamstwo powtarzane z ignorancji lub dla wygody, nic wiecej. Kazdy kto przeczytal pare ksiazek i/lub byl na prawie chociaz rok, i ma troche jaj, inicjatywy i zdolnosci samodzielnego myslenia to potwierdzi.

    „wydaje się, jak pokazuje historia zmian”

    Polska nie jest w izolacji. Nie musimy przechodzic kazdego pojedynczego kroku ktory byl gdzies tam. Juz byly wrzaski „jak malzenstwa homo zostana zalegalizowane to Ziemia zostanie zniszczona deszczem ognia i siarki” i jakos tak sie nie stalo. Podobnie obawy o wykorzystywanie dzieci, rozpad wartosci rodzinnych (cokolwiek by to nie mialo znaczyc) i dziesiatki innych bredni. Nie musimy tego przerabiac i udowadniac od zera.

    „ma swoją wizję”

    Wizje Jima Crowa.

    ” Kompromisy w polityce są nieuniknione”

    Nie, nie sa. Byl juz podobny przypadek. W pewnym momencie powiedziano „stop, kraje cywilizowane nie moga stosowac kary smierci” i Polska przestala, mimo ze poparcie dla kary smierci bylo o wiele wyzsze niz 51% i porownywalne ze sprzeciwem wobec zwiazkow homo teraz.

    To nie jest kwestia polityki czy ideologi, ani tym bardziej tej trzykroc przekletej falszywej dychotomii lewica-prawica, tylko jak najbardziej doslownie zycia i smierci.

    Myslicie ze to demagogia? Myslicie ze jak nieletni gej wyleci z domu bez dokumentow w tym co ma na sobie i w zimie zamarznie gdzies pod mostem to sprawi mu to jakakolwiek roznice ze „spoleczenstwo nie bylo gotowe”?

    Nikt sie nim nie przejmie, nikt nie dowie sie dlaczego umarl, prawdopodobnie nikt nawet nie dojdzie kim byl i jak sie nazywal.

    Uprzedzajac pytanie – tak, to ma bezposredni zwiazek z tematem, poniewaz legalizacja czegokolwiek mniej niz malzenstw to bedzie prawnie potwierdzony sygnal „tak, homo to podludzie” i _nie_ zmniejszy poziomu dyskryminacji.

    „pragmatycznie i widzą, że innej drogi nie ma.”

    Zadna wieksza zmiana, zniesienie niewolnictwa, rowne prawa dla czarnych, rowne prawa dla kobiet, prawo do glosu dla kobiet, zniesienie Jima Crowa, nic z tego nie zostalo osiagniete *tfu* „pragmatyzmem”. Nic.

    jk:

    „jakiekolwiek rozwiazania kojarza mi sie z bylejakoscia. a moj zwiazek nie jest bylejaki i nie zasluguje na jakiekolwiek rozwiazania. pragmatycznosc pragmatycznoscia ale uwazam ze nalezy walczyc o malzenstwa.”

    *klask klask*

    ” zwiazki partnerskie to ostatecznosc i tylko z prawami i obowiazkami identycznymi z malzenstwem. „

    „Separate but equal” to nadal apartheid i Jim Crow.

    Loth:

    ” jednak można otworzyć do nich drogę”

    Nie, nie mozna. Patrz „kompromis aborcyjny”. Nie ma mozliwosci zeby skonczylo sie to inaczej, chyba ze stanowcza ingerencja ze strony UE, a jak wiemy UE po prostu nie ma zebow, na slowach sie konczy.

  • Abiekt

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Ja tylko do Ygi się odniosę:

    „mnie się już znudziło teoretyzowanie” – a czy przypadkiem grupa inicjatywna nie teoretyzuje? Bo jednak chyba też jakoś przegadać to wszystko musieliście.

    btw – jak sami zapraszacie do „dyskusji” to chyba właśnie do teoretyzowania? Mam dość wykluczania z debaty publicznej. Niektórzy się lepiej sprawdzają pisząc coś i na to też trzeba zwrócić uwagę. To tak jakby zarzucać dziennikarzowi sportowemu, że nie uprawia sportu wyczynowo.

    2. ” wprowadźmy jakiekolwiek, choćby nie do końca doskonałe rozwiązanie”

    JK ma rację – to moze obrażać. Po co wprowadzać coś, co będzie tworzyło z nas symbolicznych odmieńców? Może to radykalne, ale lepsza (nie)obecność niż uniżona obecność.

    A domaganie się jakiejkolwiek zmiany skończy się jak z ustawą aborcyjną. Kompromisem, którego nigdy nie zmienimy.

    I dalej – ” będę powtarzać uparcie: USTAWY WPROWADZA SIĘ POPRZEZ GŁOSOWANIE W SEJMIE” I te ustawy SIE KONSULTUJE. Własnie zaczynamy pokazywać na czym nam zależy, zapraszamy do konkretnej, merytorycznej debaty. To też źle?

    Mam czasem wrażenie, że przemawia przez Ciebie raczej zmęczenie sytuacją, ciągłą walką. A przecież „jakikolwiek” projekt ustawy to tak naprawdę dopiero początek wieloletniej walki, co sama gdzieś w necie przyznałaś :)

  • Herbst

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Dodatkowe (w stosunku do reszty społeczeństwa) prawa powinni mieć wyłącznie ludzie wychowujący własne dzieci. Domaganie się jakichkolwiek praw dla ludzi pozostających ze sobą w związkach tylko dlatego, że w nich pozostają, jest jednym wielkim nadużyciem, wręcz bezczelnością! Na takiej zasadzie każdy mógłby się domagać dodatkowych praw, choćby tych mających skutki ekonomiczne – np. dziedziczenia bez podatku – jak po kimś z najblizszej rodziny. Takie prawo jest PRZYWILEJEM PODSTAWOWEJ KOMÓRKI SPOŁECZNEJ, JAKĄ JEST RODZINA MAJĄCA POTOMSTWO, BĘDĄCE NAJWYŻSZYM DOBREM SPOŁECZENYM. Ewentualnie przywilejem rodzica samotnie wychowującego własne dziecko.
    Prawa takie przyznaje społeczeństwo w trosce o włany byt, o ciagłość, o wymiane pokoleniową.

  • Paweł

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Ja chyba trochę nie rozumiem. Wasze argumenty mają na celu wykazanie, że projekt projektu ustawy proponowany przez GI mógłby być lepszy; że powinniśmy, a właściwie GI powinna walczyć o małżeństwa a nie skazywać nas, gejów i lesbijki, na niesprawiedliwość jakim są związki partnerskie.

    Jeśli tak, to widzę tutaj dwie drogi: próbować przekonać GI do zmiany ich projektu, albo opracować swój własny zakładający małżeństwa.

    Uważam, że pierwsza jest bezsensowna, ze względu na to, że GI obliczając szanse, różne za i przeciw, zaczęła pracę nad projektem. Ocenili, że na małżeństwa szans na razie nie ma (sądzę, że poprzedziła to spora debata i wymiana argumentów) i zaczęli działać. Z tym osądem można się zgadzać, bądź nie. Ale ja nie uważam, jak Abiekt, że „lepsza (nie)obecność niż uniżona obecność”. Jeżeli związki partnerskie, to uniżona obecność, to brak rozpoznania przez państwo naszego istnienia i praw jest poniżeniem totalnym. Myślę, że związki są lepsze (znacznie) niż nic. Bo tu nie chodzi o abstrakty, ale o jakość naszego życia w tym kraju. Przepisy w jakikolwiek sposób zmniejszające ilość tragedii są lepsze niż ich brak.
    Odniesienie do „kompromisu aborcyjnego” nie jest adekwatne. Posługując się tą analogią, obecnie mamy całkowity zakaz, a związki partnerskie mają być odpowiednikiem ustawy obowiązującej obecnie. Po pierwsze, lepsza taka, niż całkowity zakaz. Po drugie, tutaj ważniejsze, katolickie, nazwijmy je, siły przez ostatnie dwie dekady przedefiniowały dyskurs, zmieniły język tej debaty. Nie mówi się już zygota, zarodek, płód, mówi się dziecko nienarodzone, a to zmienia bardzo dużo. Ludzie nie chcą o tym rozmawiać i nie rozmawiają. Aborcja wypadła z debaty publicznej. Nasza sytuacja teraz wygląda odwrotnie. W debacie publicznej nie istniejemy, a związki partnerskie, ten projekt jest próbą zmiany.

    Druga droga, to założenie GI II (powiedzmy Abiekt, jk, Lilianne E. Blaze i ja :) postulującej małżeństwa homoseksualne, opracowanie takiego projektu ustawy, lobbowanie za jego przegłosowaniem. Taka oto alternatywa. Pomijając kwestie organizacyjne i interpretacji art. 19, potrzeba nam, jeżeli się nie mylę, albo podpisów 15 posłów, albo 100 000 podpisów pod projektem, żeby trafił do sejmu. Potrafimy znaleźć 15 posłów? Szczerze wątpię. Patrząc na wyniki sondaży opinii publicznej zw mają znacznie wyższe przyzwolenie niż małżeństwa, co się przekłada na stanowiska posłów. Przy zbieraniu podpisów będzie to podobnie istotne. Zebrać te 100 k i tak nie będzie łatwo. Zbierałem pod parytetami, więc wiem. Środowiska feministyczne są znacznie silniejsze, lepiej zorganizowane niż LGBT, a rzutem na taśmę było 150 k podpisów. W naszym przypadku odpadają związki zawodowe, małe i średnie miejscowości, o ilości wolontariuszy nawet nie wspomnę.

    Ja rozumiem ideę, dążenie do sprawiedliwości, też uważam, że małżeństwa były by lepsze, a właściwie możliwość wyboru pomiędzy małżeństwem, pacs, zw, ale czytam prawdę z bytu i widzę, że (1) nie jest to teraz możliwe, a (2) zw są jednak lepsze niż nic.

  • Lilianne E. Blaze

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    „dziedziczenia bez podatku”

    Podatek spadkowy w kazdych okolicznosciach jest aberracja i pogwalceniem prawa do swobodnego dysponowania wlasnym majatkiem. Nie bez podstaw nazywa sie go „podatkiem od wdow i sierot” (wbrew obiegowej opinii to okreslenie funkcjonowalo na bardzo dlugo przed JKM) albo „podatkiem od smierci”, i ze wszystkich podatkow jest czyms najbardziej obrzydliwym i intelektualnie i moralnie.

    Przy okazji mala ciekawostka – Stary Testament potepia podatek spadkowy.

    „Takie prawo jest PRZYWILEJEM PODSTAWOWEJ KOMÓRKI SPOŁECZNEJ, JAKĄ JEST RODZINA MAJĄCA POTOMSTWO, BĘDĄCE NAJWYŻSZYM DOBREM SPOŁECZENYM”

    To juz jest zwykly kolektywistyczny / komunistyczny belkot.

  • Abiekt

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Pawle – bardzo ciekawy i ważny głos (i o to głównie mi i nam chodziło, żeby takie głosy się pojawiały, dyskusja piękna ;) ale ja nie mam zamiaru wykazywać, że GI coś źle robi, bo nie widziałem ich projektu, odnosze się

    a) do wypowiedzi z wywiadu
    b) do własnych przekonań – czego nie powinno w ustawie zabraknąć

    dyskusja o małżeństwach to już raczej konsekwencja debaty, nie tekstu, który o małżeństwach prawie w ogóle nie mówi.

    Co do przedefiniowania np. płodu na dziecko, stworzenie określenia „nienarodzone dziecko” – racja, ale uwierz, że jeśli wejdzie ustawa o ZP to prawica zrobi wszystko, żeby ją upupić podobnie jak aborcyjną. A z czego się wzięło przedefiniowanie? Właśnie stąd, że ustawa była „słaba”, że pozwalała na przedefiniowanie.

    Na koniec – nie chcę, żebyśmy w debacie nie mogli mówić maksymalistycznie. Oczywiście we wnioskach trzeba uśrednić, dlatego odpowiedzcie trochę na moje pytanie – bez czego ustawa o związkach partnerskich będzie dla was „słaba”, co uważacie za „minimum”. Ja postawiłem za minimum zawieranie związków w urzędzie stanu cywilnego, to dla was ważne, czy nie?

  • nie ma pośpiechu!

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Ja bym chciał ustawy o związkach partnerskich dla wszystkich – to minimum, bo nie chcę mieć na czole (w papierach) napisane, że jestem gejem. Każdy pracodawca wtedy by nie wiedział, czy zatrudnia osobę homo czy hetero. To dobre rozwiązanie.
    Druga rzecz – chcę, by ustawa zabezpieczała wszystko to, co ważne, zwłaszcza sprawy majątkowe. Również wydanie zwłok oraz sprawy wychowywania dzieci, bo nigdy nic nie wiadomo. Chciałbym, aby ustawa również gwarantowała separację czy rozwód, o tym nie można zapominać.
    Chciałbym, aby ustawa została napisana przez osoby, które się znają na prawie, a nie przez grupę, która próbuje narzucić swoją wizję innym. Za bylejakość dziękuję.
    Chciałbym, by ustawa nie była prezentem SLD przed wyborami, zostawcie sobie czas na pracę nad nią, zobaczcie jaki będzie układ po nowych wyborach. Teraz nie załatwicie nic, a SLD po prostu nie wierzę. Nie ma pośpiechu, bo tutaj trzeba myśleć strategicznie.

  • Max

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Konsytuacja nie definiuje małżeństwa. Nie jestem prawnikiem, ale jak czytam Art. 18 to jest tam napisane, że małżeństwo mężczyzny i kobiety jest szczególnie chronione prawem ( po przecinku rodzina). Może jestem w błędzie, ale wynika z tego że małżeństwem może być inna kombinacja, albo rodzina ( Ustawa o opiece społecznej definiuje rodzine jako także osoby nie spokrewnione ale prowadzące razem gospodarstwo) też ma szczególną opiekę państwa.

    Chciałbym

    1. Homomałżeństwo na wzór Hiszpański
    2. ewnetualnie PACS na wzór Francuski

    nie ma sensu prosić o ochłapy. i tak nam odejmą część praw żeby postawić na swoim. o mało prosimy to mniej dostaniemy.
    Żadne zmiany czy konstytucyjne czy ustawowe nie są nie możliwe.

  • Max

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    tak apropo adopcji dzieci. geje już dawno mogą adoptować dzieci jako osoby samotne :) )

  • Uschi

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    pozwolę sobie podrzucić linka wykopanego w komentarzach u Abiekta
    bo jest niezwykle ciekawy i watr przemyślenia, nie będę tu streszczać :)

    http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/404536,debata_o_prawach_dla_homoseksualistow_malzenstwo_to_nie_tylko_przywileje.html

    z zupełnie innej beczki – czy jakiś przepis reguluje, kto podejmuje decyzje o dawstwie narządów w przypadku śmierci pacjenta? zapewne „rodzina”, ale jaki przepis na to wskazuje?

  • Abiekt

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Uschi – Ustawa z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów

    „W przypadku śmierci pacjenta – Pobrania komórek, tkanek lub narządów ze zwłok ludzkich w celu ich przeszczepienia można dokonać, jeżeli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu.”

    Za to to jest ciekawe i nas dotyczy:

    Pobranie komórek, tkanek lub narządu od żywego dawcy na rzecz osoby nie będącej krewnym w linii prostej, rodzeństwem, osobą przysposobioną lub małżonkiem, wymaga zgody sądu rejonowego właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub pobytu dawcy, wydanego w postępowaniu nieprocesowym, po wysłuchaniu wnioskodawcy oraz po zapoznaniu się z opinią Komisji Etycznej Krajowej Rady Transplantacyjnej.”

    I to trzeba by zmienić w przypadku Ustawy o Związkach :)

  • Monika Czaplicka

    [Re: Czego chcę od Ustawy?]

    Kochani,
    są różne wizje i różne spojrzenia. Zapraszam do działania. Ja chcę związków partnerskich i OSOBIŚCIE do nich dążę: pikiety, petycje, współpraca z GI, publikacje itd..
    Jeśli chcecie małżeństw, poligamii czy czegokolwiek innego to albo znajdźcie grupę zapaleńców albo zgłoście się do jakiegoś orga po pomoc.
    Nie ma co debatować – pora coś zrobić. Jeśli będzie gotowa ustawa np małżeńska z adopcją i jeśli ktoś przedstawi realny scenariusz wprowadzenia jej to GI na pewno nie będzie starać się na siłę przeszkodzić, żeby wprowadzić związki.




Skomentuj: Lilianne E. Blaze Anuluj odpowiedź

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa