Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne

„W książkach o życiu w obozie nikt dotychczas nie napisał tak gorzkiej prawdy.” – zapowiada we wstępie do swoich wydanych w 1958 roku wspomnień „Pięć lat kacetu” Stanisław Grzesiuk, były więzień Dachau i Mauthausen-Gusen. (1995: 7). Bezkompromisowość, otwartość i szczerość charakteryzującą tę relację Bożena Karwowska przypisuje faktowi, że jest to przekaz pochodzący w dużej części spoza systemu wartości „elity intelektualnej”.

Grzesiuk nie przykłada do sytuacji obozu nadrzędnych zasad moralnych, nie stara się jej zrozumieć ani oswoić. Za podstawowy przedmiot jego opisu Bożena Karwowska uznaje nie obóz jako przeżycie egzystencjalne czy instytucję totalną, ale samego więźnia, podmiot, autora wspomnień i jego doświadczenie cielesne przede wszystkim. „W opowieści tekstem jest ciało, ono komunikuje, co się dzieje z człowiekiem, mówi więcej niż słowa.” (Karwowska, ibidem: 75) Narrację Grzesiuka charakteryzuje zwiększona świadomość ciała (nieustanne zabiegi w celu zapewnienia mu dobrostanu: zdobywanie jedzenia, unikanie ciężkiej pracy i bicia) oraz odczucie jego fragmentaryzacji, oddzielności poszczególnych jego części. Grzesiuk szczegółowo opisuje fizjologiczne reakcje własnego organizmu. Opowiada również o arkuszach ludzkiej skóry odnalezionych wśród rzeczy jednego z kapów i z dumą pisze o wykonanej z ludzkiej kości bransoletce z obozowym numerem, na którą mógł sobie pozwolić jako „dobrze ustawiony” więzień.

Opis ciała (i jego części) pozbawiony jest więc u Grzesiuka kulturowych naleciałości (wartościowania i emocji), które przenoszone są przez system symboliczny języka i utwierdzane przez język literacki. Wydaje się więc, że są to opisy pozbawione kulturowego wstydu ciała, który prowadził do tworzenia nieprzekraczalnego językowo tabu, sfer, o których nie tylko nie wypadało mówić, lecz także wykluczono z literackiego języka symboli. (…)

Język, którego medium stanowi ciało” umożliwia wyjście poza „konieczne w patriarchalnej kulturze wartościowanie, ocenę, spychanie na margines lub skazywanie na słowny niebyt – jak w przypadku zagadnienia homoseksualizmu. (Karwowska, ibidem: 74, 80)

Wspomnienia Grzesiuka są jednym z nielicznych tekstów podejmujących temat obozowego homoseksualizmu. Sam autor zdawał sobie z tego sprawę:

Innym, nigdzie przez nikogo nigdy nie podejmowanym problemem obozowym jest współżycie seksualne mężczyzn. Zagadnienie to istniało we wszystkich obozach koncentracyjnych i obozach jeńców wojennych. Pederastia w obozach męskich istniała wszędzie, tak jak wszędzie w obozach kobiecych istniało współżycie seksualne wśród kobiet. Temat ten jest dyskretnie przemilczany w książkach i artykułach w prasie, a jeśli ktoś coś szepnie, to tylko w związku z jakimś człowiekiem, że podobno on… albo że ten, to… z tym. A przecież te rzeczy istniały od początku. (Grzesiuk, 1995: 375)

Obdarzony samorodnym talentem literackim autor silnie utożsamiał się środowiskiem robotniczym warszawskiego Czerniakowa, skąd pochodził. Był przyzwyczajony do funkcjonowania w ramach kultury mniejszościowej, alternatywnej, umiejscowionej na społecznym marginesie. Nieodłączną cechą tego środowiska było funkcjonowanie opisanego przez Eve Kosofsky Sedgwick „męskiego kontinuum homospołecznego”, regulującego stosunki między mężczyznami za pomocą gloryfikacji aseksualnej męskiej przyjaźni i łączącej się z nią homofobii. Również kolejne etapy pobytu Grzesiuka w obozie wyznaczały relacje ze współwięźniami, oparte na przyjaźni lub współpracy i wymianie usług, których charakter regulował niepisany kodeks koleżeński. Mimo to, jednoznacznie pejoratywne oceny obozowych relacji homoseksualnych są u Grzesiuka rzadkością. Nie potępia on tych, którzy chcieli w ten sposób poprawić swoją sytuację, zdecydowanie negatywnie wypowiada się jedynie o tych, którzy wykorzystywali swoją przewagę nad słabszymi.

Bożena Karwowska zauważa, że podejście Grzesiuka do homoseksualizmu w obozie jest ukształtowane w dużym stopniu przez patriarchalne przekonanie o naturalności potrzeb seksualnych mężczyzn. Zasadniczym warunkiem ich zaistnienia jest przy tym „wyżarcie” – na tyle wysoka pozycja w obozowej hierarchii, by nie tylko gwarantowała więźniowi dobre warunki życiowe, ale pozostawiała również pewną nadwyżkę, którą można wykorzystać w celu podporządkowania sobie innych. Zjawisko homoseksualizmu dotyczyło więc więźniów uprzywilejowanych, na posiadanie swojego „chłopca” trzeba było móc sobie pozwolić. Był to również jeden z wyznaczników obozowego statusu.

Opisywani przez Grzesiuka homoseksualiści dzielą się na „panów” i „panie”:

Wieczorami po pracy i w niedzielę po uliczkach obozowych i placu apelowym spacerowało wiele par zakochanych. On – przeważnie w poważniejszym wieku pan, wyżarty, którego rozpiera nie wyładowana energia; „ona” – to młody, ładny chłopaczek, pulchny, rumiany i ładnie ubrany. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Podział ten pokrywa się z patriarchalnym przyporządkowaniem kobietom i mężczyznom określonych ról:

Do obowiązków takiego „szwunga” należało słanie łóżka dla swego chlebodawcy, fasowanie dla niego jedzenia, czyszczenie butów i załatwianie innych usług. Chłopak taki był ładnie przez swego pana ubierany, dobrze karmiony i albo wcale nie pracował, albo szedł do lekkiej roboty, pod dachem, gdzie nikt go nie bił i nie maltretował. (Grzesiuk, ibidem: 379)

Zdarzały się też wyjątki od tej reguły:

Znane mi były wypadki, że dobierało się dwóch młodych chłopców, którzy razem spali i razem żyli. Tu już nie było kawalera i panny. Każdy z nich raz był kawalerem, drugi raz panną. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Generalnie jednak obozowe związki homoseksualne odtwarzały patriarchalny schemat. Umieszczeni w obozie więźniowie byli pozbawieni swoich wcześniejszych, tradycyjnych ról, które wyznaczały ich miejsce w hierarchii społecznej i jako takie były kategorią porządkującą świat. Równie ważne znaczenie dla patriarchalnych stosunków między mężczyznami miało posiadanie i wymiana kobiet. W wyłącznie męskiej społeczności (…) homoseksualne relacje mogły tworzyć system zastępczy, pozwalający na odtworzenie w warunkach obozowych systemu władzy, przewagi i dominacji właściwego dla relacji między płciami. (Karwowska, ibidem: 77)

Bożena Karwowska zwraca uwagę, że Grzesiuk nie postrzegał opisywanych współwięźniów poprzez ich tożsamość homoseksualną, jako homoseksualistów, ale

traktował relacje seksualne jako przedłużenie heteroseksualizm, będącego systemem społecznym przyporządkowującym role genderowe zgodnie z zasadami relacji zależności i przewagi. (Karwowska, ibidem: 75)

Choć obozowe związki homoseksualne oparte były na relacji nierówności i podporządkowania, a nierzadko również przemocy, był to jednak odmienny model, niż ten znany z więzień i łagrów. Nie zdarzały się gwałty homoseksualne, nie był to sposób „degradowania” współwięźniów. Relacje opisywane przez Grzesiuka przypominają raczej znany z antycznej Grecji model patronatu dojrzałego mężczyzny nad młodym chłopcem. Homoseksualizm jest więc elementem systemu patriarchalnej hierarchiczności.

Zaobserwowałem, że Niemcy na funkcjach, ci zdrowi, wyżarci, otaczali się i opiekowali młodymi chłopcami. Chłopcy ci nigdy nie spali wśród innych więźniów. Niewątpliwym faktem jest, że wielu młodych, ładnych chłopców w ten sposób robiło „karierę” obozową i dostawało pracę w dobrych grupach roboczych; nikt ich nie bił, częściej oni bili, byli zawsze ładnie ubrani i mieli pod dostatkiem jedzenia. (Grzesiuk, ibidem: 375)

Powody, które według Grzesiuka skłaniały młodych mężczyzn do wchodzenia w relacje homoseksualne to niekiedy głód, ale w większości chęć życia w warunkach „luksusowych” jak na obozowe realia, a czasami po prostu ciekawość.

Był taki znajomy chłopak, który robił to, mimo że miał dobrą pracę i dużo paczek z domu. Gdy go pytałem, dlaczego to robi, odpowiedział, że dlatego, że mu to przyjemność sprawia.
Inny na nasze gadanie odpowiedział:
– Co mi szkodzi, przecież dziecka mi nie zrobi.
(Grzesiuk, ibidem: 380)

Wspomina też o istnieniu zjawiska obozowej prostytutki męskiej, bez stałego „opiekuna”, pobierającej opłatę w żywności lub papierosach. Dostrzega również związki uczuciowe między więźniami, choć opisuje je w konwencji, którą można uznać za farsową:

Zdarzały się wielkie tragedie miłosne, że „panowie” rżnęli się nożami za odbicie „panny”. W 1944 roku kapo Robert, Niemiec, uderzył nożem rywala – innego kapa – a sam poszedł na druty. Poważniejsze konflikty miłosne znane nam były dobrze, a przynajmniej znane były starym więźniom. (Grzesiuk, ibidem: 367)

Choć Grzesiuk zaznacza, że cieszył go fakt, iż z powodu przeciętnej urody nigdy nie był obiektem zainteresowania „panów”, a sam starał się też, by nikt go o homoseksualizm nie posądzał, zdobywa się na bardzo szczere i osobiste wyznanie:

(…) mimo wszystko w okresie ostatnich kilku miesięcy pobytu w obozie zauważyłem, że i mnie zaczynają się młode chłopaki podobać. Nie okazywałem tego, ale jednak czułem. (…) Zaczynali się podobać i nic na to poradzić nie można było. Nie wiem, jak by to u mnie wyglądało, gdyby mi przyszło siedzieć jeszcze dwa lata w tych samych warunkach. (Grzesiuk, ibidem: 378)

Autor „Pięciu lat kacetu” opisuje również obozową subkulturę homoseksualistów, z nieodłącznym elementem drag:

Gdy w niedzielę graliśmy na którymś bloku, bywało tak, że granie do słuchu zamieniało się w zabawę taneczną. Możliwe to było na blokach mniej zaludnionych, bo w ich na środku sztuby było trochę miejsca. W jakiś sposób błyskawicznie rozchodziła się wiadomość, że tańczą, i schodzili się „goście”. Parami – on i ona – i rozpoczynał się upojny taniec. Nazywaliśmy te zabawy „zabawą szwuli”.
Nigdy nie angażowałem zespołu na taką zabawę, ale to byli też cwaniaki. Blokowy zaangażował granie, zapłacił, a gdy zaczynaliśmy grać, schodzili się „szwule”. Pewnego razu przyszła para – dwóch Niemców, z których jeden był umalowany i przebrany za kobietę. To nie było poważne – dla humoru tylko – „zabawa szwuli”. Przebrany za kobietę wdzięczył się do mężczyzn wabiąc kształtami sztucznie powiększonymi. Rozmawiał cienkim, piskliwym głosem. Zapraszał do tańca. To był typowo bandycki niemiecki humor. Mierziło mnie to. Koledzy z orkiestry odczuwali to samo. Patrzyliśmy zdziwieni nie wiedząc, gdzie tu jest humor. Obserwowałem obleśne uśmiechy na twarzach Niemców patrzących i biorących udział w tej zabawie. Zakończono ją dopiero wtedy, gdy bardziej rozgorączkowany kawaler podciągnął do góry spódnicę, a inni zaczęli klepać – i to mocno klepać – po gołym tyłku. Ryk, śmiech, radość… i „panna” uciekła do kapówki przebrać się w męskie ubranie i umyć się.
(Grzesiuk, ibidem: 377)

Zwraca uwagę również język, jakim Grzesiuk opisuje zjawisko obozowego homoseksualizmu. Oprócz wyrażeń właściwych dla lagersprachy („synek”, „szwul”, „szwung”) pojawiają się też liczne określenia w cudzysłowie („pan”, „pani”, „panienka”, „chłopczyk”).

I jakkolwiek zarówno podział na kategorie, jak i rozumienie zjawiska współżycia seksualnego mężczyzn jest bardzo wyraźnie w „Pięciu latach kacetu” ograniczone świadomością patriarchalną, już sam fakt śmiałego opisania obozowego homoseksualizmu w jego różnorodności świadczy o niezwykłej pozycji i „odsymbolizowaniu” języka używanego przez Grzesiuka – podsumowuje Bożena Karwowska. (ibidem: 79)

***
Dziękujemy Redakcji wspaniałego czasopisma „uniGender” za umożliwienie przedruku fragmentu artykułu „Gender i Kacet” Alicji Podbielskiej.

Zachęcamy gorąco do lektury najnowszego numeru 1(5)/2010 „Gender w praktyce badawczej. Zbiór pokonferencyjny”

Przeczytaj najnowszy numer uniGENDER – 1(5)2010

6 komentarzyZabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne

  • Matt

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    Już licytuję książkę Grzesiuka na allegro! Homiki literackie dziś (Olszewski), jak widzę 🙂

  • Remik

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    Mam PDF’a i dobrze się czyta:D

  • mTV

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    – Wspomnienia Grzesiuka są jednym z nielicznych tekstów podejmujących temat obozowego homoseksualizmu –
    To prawda. Inną, cenną pozycja jest Chłopiec w pasiastej piżamie Johna Boyna. To świat widziany oczami chłopców z różnych stron drutu kolczastego. Po ukazaniu i przekroczeniu tej bariery autor prowadzi nas znacznie dalej, w homoseksualizm w nazizmie i obozie. Książka trzeba przyznać ciężka, na zawsze pozostawia ślad, ale poruszając tematy pomijane czy wręcz zakazane otrzeźwia i do głębi wzrusza. Właśnie czytając i przeżywając przekraczanie takich granic możemy poczuć się wolni i szczęśliwi jako geje.

  • Zedicus

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    Dzięki za nowe literackie tropy, chętnie sięgnę po Grzesiuka i Boyna.

  • moje imię

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    Grzesiuk jednak jednoznacznie potępiał „szwuli”, chociażby odmawiając grania dla nich „koncertów”. Tak więc próba oswojenia homoseksualizmu poprzez „pięć lat kacetu” nieudana chyba.

  • Rchcz

    [Re: Zabawa szwuli. Obozowe relacje homoseksualne]

    a mnie fascynuje, ciagle zreszta sliny, nasz polski brak fascynacji homoerotycznych … zarowno ruscy, jak i niemcy , nasi odwieczni wrogowie 🙂 maja te watki od dawna i mocno obecne …

Skomentuj

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa