Łyżka miodu

Ale (nie) po kolei. Jak powszechnie wiadomo, Polacy w jednym przodują nad wszystkimi nacjami Europy, ba!, może i świata, a mianowicie w narzekaniu. Dlatego, kontestując nasze cechy narodowe, postaram się najpierw organizatorów pochwalić. A chwalić jest za co. Po pierwsze na pewno trzeba docenić, że się komuś chciało – to u nas rzadkie. Jeżeli już nawet pojawi się jakaś inicjatywa, to zazwyczaj na zasadzie „weźmy się i zróbcie”. Dlatego moje brawa dla młodzieżówki KPH, że się jej chciało. Mam nadzieję, że nie zniechęcili się ogromem pracy, jaki przy tego typu wydarzeniu jest typowy (chyba nie, skoro to już czwarta edycja) i będą działać dalej.

Drugi plus organizatorzy dostają ode mnie za to, że zamiast zamknąć się w gejowsko-lesbijskim getcie, postarali się wyjść z tematyką festiwalu do szerszej publiczności. Skoro festiwal odbywa się pod hasłem „równych praw”, to i dostęp powinien być równy. Do miejsc, gdzie odbywały się kolejne festiwalowe wydarzenia, oprócz branżowego Rasko, należą też jak najbardziej mainstreamowe Mono Bar czy Obiekt Znaleziony. Brawo! Dla organizatorów, że się nie cykali i dla Mono, Obiektu i innych, że… też się nie cykali. Można by w tym miejscu długo i namiętnie dyskutować o tym, czy właściwsza jest polityka „asymilacji” lub „konfrontacji”… ale równie dobrze można by pójść sobie na kurs teorii queer. Tymczasem praktyka jest taka, że jeżeli chcemy aby nieheteronormatywny styl życia przestał być tematem tabu, to trzeba go ludziom przybliżyć, trzeba go oswoić.

Była łyżka miodu, to teraz będzie, jeżeli nie beczka, to co najmniej kubek dziegciu – tak czy inaczej polskie proporcje zostaną zachowane. Przeczytałem rzeczony program festiwalu od A do Z i z lekka mi się to całe wspieranie odwidziało. Z resztą nic dziwnego – jaki program, taka opinia, jaki pierwszy punkt tego programu, takie pierwsze wrażenie. A pierwszym eventem festiwalu było… karaoke w znanym i lubianym warszawskim klubie branżowym. Może ja już za stary i zbyt zgorzkniały jestem, może ze mnie francuski piesek albo intelektualny snob, ale uważam (ekspercko i światle – a jakże!), że wynoszenie imprezy, gdzie „śpiewać każdy może”, która co więcej odbywa się w rzeczonym klubie kilka razy w tygodniu, do rangi wydarzenia otwierającego jakikolwiek festiwal (oprócz może „Festiwalu Kultury Biesiadnej”, o ile taki istnieje) jest, delikatnie rzecz ujmując, eklektyczne. Taki numer to się tylko Stuhrowi seniorowi udał, a i tak nie było to na otwarcie Opola. Na usprawiedliwienie organizatorów zaznaczmy, że sami się przyznają „W tym roku mamy dla was cztery dni absolutnie przekiczowatych rozrywek”. Ale też zaraz potem piszą: „Zaczniemy od odrobiny czwartkowej kultury [...]”. Rzeczywiście – odrobiny.

Owszem, oprócz – niefortunnego w mojej opinii – czwartkowego otwarcia, w programie znajdziemy takie ciekawe pozycje, jak slam poetycki, wernisaż fotografii „Homopresje”, czy Almodovara w trzech odsłonach: dwa razy po filmie w kino.lab i występ zespołu „La Luna” z piosenkami z jego filmów. Tylko że i z tym mam niejaki problem, bo miejscami jakieś to takie… „z recyclingu”. Show „La Luna“ ze swoją interpretacją była już w wielu miejscach, ale może jeszcze ktoś nie widział? Filmy Almodovara trochę na zasadzie „Almodovar wielkim filmowcem jest”. Bo jest. Dlatego sporo jego filmów znajdziemy w każdej prawie wideotece, a co bardziej zagorzali fani mogli kilka lat temu skompletować niczego sobie kolekcję razem z prenumeratą ”Przekroju”. Czy, oprócz tak oczywistego wyboru, jak Almodovar z lat ‘80, nie ma w kinie LGBT nic więcej do odkrycia? Ciekawie prezentują się „Homopresje”, jednak zamiast kilkudniowej wystawy mamy jednodniowy wernisaż. A szkoda, bo rozciągnięcie wystawy na całe cztery dni festiwalu ułatwiłoby jej odwiedzenie osobom, które w walentynkowy weekend miały już jakieś plany.

Co zostało w repertuarze? Dwie imprezy klubowe – mało ambitny pomysł. No chyba, że pod hasłem równych praw do miłości, organizatorzy chcieli pokazać że homiki i heretycy mogą się razem bawić w klubie, ale… to też żadna nowość. Dalej slam poetycki i przedstawienie teatralne. Z czego przedstawienie w ostatniej chwili odwołano, a w miejscu slamu poetyckiego, jak wieść gminna niesie, jeszcze jakiś czas temu planowano pogadankę o prawach LGBT.

A propos pogadanki jeszcze jedna uwaga. Owszem, kolejne spotkanie, gdzie gadają mniej lub bardziej mądre głowy i eksperci, niekoniecznie przyciągnęłoby tłumy. Festiwal był ewidentnie nastawiony na zabawę, z niewielką domieszką kultury i może to właściwy kierunek, bo po co zamulać. Jednak czy, zanim przejdziemy do zabawy i wespół w zespół, homik/heteryk – dwa bratanki, będziemy pić piwo na kolejnej klubowej imprezie, rozwiązaliśmy już wszystkie problemy naszego środowiska? Czy kwestie formalizacji związków partnerskich, adopcji, edukacji są już zamknięte? Moim zdaniem nie i bardzo żałuję, że festiwal tych kwestii w żaden przemyślany sposób nie adresował. Mamy jeszcze sporo do zrobienia i mam wrażenie, że jeszcze nie jesteśmy na etapie, kiedy możemy radośnie sobie imprezować, bo wartość dodana takiego festiwalu jest taka, że przekonaliśmy przekonanych.

Podsumowując: bardzo dobrze – trzy plus. Całokształt imprezy, mimo bezsprzecznie mocnych punktów, robi na mnie wrażenie nieco chaotycznej i niespójnej zbieraniny eventów od Sasa do Lasa. Może to ten deklarowany „przekicz” i tylko do mnie nie trafił klimat festiwalu? Autorom na przyszłość życzę niegasnącego zapału i co raz większej publiczności, ale też dodania do programu więcej „gęstego” i lepszego przemyślenia treści i przesłania, jakie festiwal ma ze sobą nieść. No i wytrwałości w odpieraniu niekonstruktywnej krytyki od byłych „ciotek aktywistek”, jak niżej podpisany.

P.S. Życzyłbym sobie jeszcze, żeby następnym razem unikano takich lapsusów językowych jak „przerwać precedens” czy nachalnego entuzjazmu wyrażającego się kończeniem zdań trzema wykrzyknikami – jak pisał Pratchett, powyżej pięciu zaczyna się szaleństwo.

trekker fizyk z wykształcenia, kpiarz z zamiłowania. Parał się swego czasu aktywizmem LGBT, a teraz opiekuje się forum homików z Politechniki Warszwskiej. W wolnym czasie najchętniej kontestuje zastaną rzeczywistość. Z uporem twierdzi, że jego father figure jest Grażyna Szapołowska. Lubi być porównywany do Eddiego Izzarda, ale wie że to tylko kurtuazja ze strony znajomych.

***
Od Redakcji: Nasz dział Wydarzenia puchnie, dziennie porafi przybyć kilka niusów o ciekawych inicjatywać LGBT, a na Facebooku można dostać wręcz oczopląsu od nadmiaru informacji! To bardzo cieszy. To także znaczy, że komuś chce się poświęcić swój czas na animowanie ruchu. Nie jest łatwo zorganizować homiczy event niekomercyjny, więc chylimy czoła przed siłaczkami! W nawiązaniu do tekstu trekkera, czekamy zatem na Wasze głosy i polemiki (e-mail: listy[at]homiki.pl]. Czy uczestniczycie w tych wydarzeniach i dlaczego? Jakie macie oczekiwania wobec organizatorów? A może sami macie chęć zorganizować przełomową imprezę, a nie wiecie jak się za to zabrać?

Jedno jest pewne – siedzenie w domu jest mniej konstruktywne niż wyjście na kulturalno-rozrywkową imprezę homiczą!

Zamieszczamy wersję poprawioną, gdyż Autor – po sugestiach czytelników – dopatrzył się w tekście nieścisłości.

9 komentarzy do:Łyżka miodu

  • kusy

    [Re: Łyżka miodu]

    a koncert pani Sadowskiej nie dość, że sporo spóźniony, to jeszcze fatalnie nagłośniony, niestety… :(
    przynajmniej atmosfera dopisała…

  • Surion

    [Re: Łyżka miodu]

    Akurat Almadovar to chyba dobry pomysł, bo:
    1. czasami dobrze jest robić powtórki z klasyki,
    2. nie każdy pójdzie do kina na jego filmy tak ot, w ramach festiwalu już bardziej.
    :)

  • teddy

    [Re: Łyżka miodu]

    uwielbiam ciotki narzekaczki!!!!

  • mademoiselle

    [Re: Łyżka miodu]

    ciotki narzekaczki?!?;P

  • narzekaczka

    [Re: Łyżka miodu]

    ale przynajmniej ciotka narzekaczka jest 1. ładna, 2. dowcipna 3. coś robi dla środowiska. Ma prawo narzekać!

  • rzusto

    [Re: Łyżka miodu]

    Każde wydarzenie LGBTQ w Polsce, za którym stoi sensowna idea powinno być bardziej chwalone przez byłe ciotki aktywistki. W końcu przynajmniej byłe ciotki aktywistki mają o czym pisać :) Postarajmy się w swoim środowisku o więcej motywacji pozytywnej!

    Brawo młodzi KPH – za pomysły, chęci i wytrwałość. Pamiętajcie o swoich niepowodzeniach jak już przejdziecie do działu byłych :)

  • miód

    [Re: Łyżka miodu]

    Prawda jest taka, że gdyby „młodzi” mieli wsparcie „starych”, to by lepiej się spisywali, a tak muszą się uczyć na błędach, które muszą popełniać.

  • Yga

    [Re: Łyżka miodu]

    ja tylko w obronie Almodovara: pierwszych 2 jego filmów nie ma NIGDZIE. nie pokazują ich w kinach, na festiwalach, nie dodają do czasopism… i ja nie miałam okazji dotąd ich zobaczyć, a sale podczas projekcji były pełne, więc o czymś to świadczy…

  • zewsząd i znikąd

    [A ja głównie przeciw faworyzowaniu palaczy]

    O właśnie, właśnie, mam tę samą uwagę co Yga. Od lat chciałam obejrzeć „Pepi, Luci, Bom…” i dopiero teraz wreszcie miałam okazję.
    Natomiast uwagę krytyczną mam zupełnie innego rodzaju: to kultowe Rasko to po prostu WĘDZARNIA. I o ile przed biernym paleniem uchroniłam się dzięki masce gazowej, ubrania i tak mi śmierdziały. I w ogóle jest coś nie w porządku w tym, że ja muszę podejmować tak skomplikowane działania, by chronić swoje zdrowie, za to palacze prawie wszędzie mają wszystko na tacy, nie muszą się w ogóle wysilać, żeby zapalić. Palacze są rozpieszczeni brakiem zakazów palenia, zakładają, że wszędzie wolno palić, zamiast wzdragać się na myśl o chamstwie, jakim jest zapalenie przy kimś, komu to przeszkadza. A jeszcze swoją drogą: maska gazowa jest ciasna, bardzo od niej boli żuchwa. Przetrzymanie rozdania Tęczowych Dzików to nie problem, za to przetrzymanie w masce gazowej całego koncertu (zupełnie inna impreza, kompletnie niezwiązana z festiwalem) okazało się niewykonalne. A prawie nie ma klubów, w których niepalący mogliby liczyć na tolerancję.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa