Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka

Geje bywają różni: przed- i postemancypacyjni (Witkowski), amatorscy i zawodowi (Adler), wyoutowani (Raczek) i ukryci, mono- (homiki) i poligamiczni (fellow i gayromeo). Tych ostatnich zwykliśmy nazywać latawicami. I spoglądać na nich z wyższością osoby tkwiącej w mniej lub bardziej długim i satysfakcjonującym związku. Latawice nie stanowią jednak w branży rzadkości. Przeciwnie. To stadko całkiem pokaźne. Będąc w Niemczech, natrafiłem na audycję radiową „Studio 3-schwul dabei”, poświęconą temu fenomenowi. Oto zapamiętana i zanotowana garść refleksji na temat gejowskiej poligamii:

W życiu geja-latawicy przychodzi w końcu moment otrzeźwienia. Czasem odbywa się to po sylwestrowej imprezie, kiedy to cały wieczór podziwialiśmy kształtne tyłeczki nieznanych nam osób. Czasem refleksja przytrafia się wtedy, gdy właśnie rozpoczynamy nowy związek czy układ. Kiedy nasz „nowy man” zapyta: z kim spędzałeś ostatnio święta. Co odpowiemy? Święta to taki dzień, w którym refleksja najść nas może, z iloma facetami mieliśmy dotychczas do czynienia.

Dla tzw. heteryków ilość zaliczonych „znajomości” zdaje się nie stanowić problemu. Oni potrafią wymienić wszystkie na palcach jednej (no, czasem dwóch) rąk.

Michał ma lat 24 i doliczył się już facetów trzech. Z Kevinem byli razem już od 6 klasy podstawówki. Aż do matury. Jako dwudziestolatek miał też krotki, czarujący epizodzik z Klausem – fotografem. A od trzech lat są w szczęśliwym związku z Franzem. Nawet się pół roku temu zaręczyli.

Geje zmieniają często partnerów. Stereotyp potwierdza rzeczywistość. Zawsze, kiedy dochodzi do posumowania z iloma się już to zrobiło, wynikają dylematy. Czy mam liczyć tylko tych, z którymi „naprawdę uprawiałem seks, czyli anal”? Czy trójkąt liczy się podwójnie? A faceci, z którymi bywałem parokrotnie? A co z tymi, których poznałem tylko na randce w ciemno i spotkaniu przy kawce i ciasteczku? Pytania te są z gruntu uzasadnione. To tylko sposoby, by ograniczyć ilość tych „prawdziwie” zaliczonych. By we własnych oczach nie wyjść na rozpustnika, czy też lafiryndę.

Prześledźmy to na przykładzie, świeżo upieczonego trzydziestolatka. Załóżmy, że nasz gej przykładowy wuoutował się mając lat dwadzieścia. Zatem mamy przed sobą całe dziesięć lat życia takiego geja statystycznego. Jego życia i u-życia. W pierwszym roku bycia gejem samo-świadomym i uświadomionym nasz „wzorzec” daję radę, a w jego życiu dzieje się, oj dzieje… Z początku jest nasz bohater nieco nieśmiały, lecz z czasem nabiera odwagi, nawiązuje kontakty, w końcu ma pierwszego w życiu faceta. Z którym się ciupcia, mizia i kopuluje. Nasz X-iński poznaje zaletę bycia „cudem, ach cudem prześlicznym i nowym” i wykorzystuje ten atut bez skrupułów. Powiedzmy, że przez najbliższe pół roku co tydzień poznaje nowego faceta. Osiąga wtedy liczbę 25. Latem nasza świeżynka wybiera się na Paradę Równości. Tam oczywiście też nie próżnuje. Szybko przekraczamy magiczną granicę trzydziestu obiektów. Z roku na rok nasza „nowość” przestaje być „nowością” i X-iński sam bierze się w cugle, by nie zszargać sobie opinii i nie uzyskać miana: „łatwego do zaliczenia”. Nasz bohater ogranicza się do jednej randki na miesiąc. Wreszcie nasz pan X spotyka faceta swego życia. No, może nie życia, ale najbliższej połowy roku. W ten sposób po 2 latach „bycia w środowisku” osiągnęliśmy już liczbę 46.

Po zdradzie, która nieuchronnie nastąpiła, bo nastąpić musiała (przy takim trybie życia) – nieważne zresztą, z czyjej winy – nasz bohater jest zdołowany. Pała żądzą zemsty. Nadrabia to, co – jak mu się zdaje – stracił w czasie półrocznej monogamii. Po 2 tygodniach licznik wskazuje już 60 facetów.

Przez następne 3 lata nasz Mister X jest samotny. Nie znaczy to jednak, że żyje sam. Średnio co 2 tygodnie ma randkę. W roku czwartym zaliczywszy 140 facetów nasz pan X poznaje pana Y. Przez następne dwa lata nic się na szczęście nie dzieje. Gdy w końcu następuje rozstanie, nasz bohater popada w otchłań melancholii, graniczącej z czarną rozpaczą. Czarna rozpacz powoduje przyciąganie do miejsc mrocznych: darkroomów oraz pikiet. X poznaje złudną rozkosz „szybkiego numerka”. W kiblu, w aucie, w pociągu, przeciągu, na drągu… W niektóre łykendy (po intensywnym łykaniu) pan X miewa na koncie po 3 facetów na wieczór. Po kolejnych dwóch latach nasz bohater będąc w wieku już 29 lat zaliczył – lub został zaliczony przez – 270 facetów. Dobrze, że to myśmy zrobili to podsumowanie. Gdybyśmy mu o tym powiedzieli przed dziesięcioma laty, na początku jego „gejowskiej” drogi życia, nigdy by w to nie uwierzył.

Pan X nie jest jednak osobnikiem „dla porządnego gejostwa straconym”. W trakcie uporczywych poszukiwań X poznaje w końcu pana Z. Wreszcie! – konstatuje z ulgą i wierzy, że jego tułaczka znalazła w końcu szczęśliwy kres. Błąd. Po pół roku pan X zaczyna „chadzać na boki”. Pan Z zresztą także. Pan X zaliczył na boku 5 facetów, a pan Z nie pozostał mu dłużny. Panowie są jednak już dorośli i potrafią na całą sprawę zdrady spojrzeć z dystansem. W końcu decydują się na „związek otwarty”. Po dziesięciu latach osiągnęliśmy w końcu magiczną liczbę 300. Trzystu na trzydziestolecie.

Przy naszym trzydziestolatku wspomniany na początku Michał wygląda niczym święty, żyjący w gejo-celibacie. Miał w ciągu całego życia przecież tylko trzech facetów. Każdy z tych trzech był dla Michała tym właściwym, tym jedynym, tym ostatecznym – na całe życie. Wymarzonym, wytęsknionym – księciem z bajki. Z tym ostatnim, trzecim, może zawrą nawet związek partnerski.

Pan X miał wielu „książąt”. Niekoniecznie z bajki. Wielu z nich okazywało się ropuchami, zaś prawdziwego królewicza nie było pośród nich. Ilość zamiast jakości. X miał wszystko, wszystko przeżył i wszystko zaliczył. A jednak czegoś mu zabrakło. Czy wśród tych 300 był może ten jeden właściwy? I nie został zauważony? Jaka szkoda…

W życiu każdego z nas przychodzi dzień. Dzień na podsumowanie, w którym stawiamy sobie pytania takie lub podobne. W taki dzień warto dokonać bilansu. I policzyć.

Ciocia Juanitta Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia ;-)

Autorzy:

zdjęcie Ciocia Juanitta

Ciocia Juanitta

Siostra Juanitta, Pipilotta Viktualia Rogaldina Furia od Wszechkaczego Gniewu. Felietonistka homiczka. Teoretyczka amatorka. Erotomanka gawędziarka. Feministka męska. Miłośniczka filmów: „Priscilla królowa pustyni”, „To Wong Foo” oraz Dame Edna Show. Ciągle czeka na księcia i jest do wzięcia ;-)

43 komentarzy do:Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka

  • Loth

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Był taki film 300stu :) ale to chyba nie w temacie, choć…

  • rozmarzony

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    a widziałeś tych 300 z filmu??? :)

  • Loth

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    No raczej…. :P

    Tekst do przeczytania dla „wschodzących”!

  • Stare Próchno

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Właśnie podliczyłem. jeden facet w ciągu ostatnich 9 lat. Od 9 lat ten sam.

  • jejperfekcyjnosc

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Totalnie heteronormatywne. Totalnie.

  • ralfik

    [do jej perfekcyjności]

    Heteronormatywne? tzn jakie? gorsze? lepsze? inne? nieprawdziwe?

  • Jacek

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Heteronormatywne – to znaczy przejmujące tradycyjny, heterycki punkt widzenia na promiskuitywność oceniając ją ujemnie.

    Taki punkt widzenia całkowicie ignoruje fakt, że samce ludzkie są z natury wielopartnerowe, gdyż tak wyposażyła je natura w interesie przekazania swoich genów i przedłużenia gatunku.

    Jeśli jakiś facet, zwłaszcza gej pisze np. , że przez 9 lat miał tylko jednego partnera seksualnego, to moim zdaniem albo jest to kłamstwo, albo nadzwyczaj rzadki wyjątek.

    Żyjemy w Polsce i tu dulszczyzna ma się dobrze. Wszystkie pary gejowskie z ponad 2letnim stażem jakie znam pozwalają sobie na skoki w bok i/lub na trójkąty (tzw. otwarty związek), choć większość z nich nie przyznaje się do tego nawet znajomym. Wydaje sie to najcześciej, gdy widzimy ich w seksklubie albo na seksparty.

    Moim zdaniem w wielopartnerowości nie ma nic złego. Ważne jednak, aby stosować się do zasad bezpieczniejszego seksu.

  • Stef

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Jeśli jakiś facet, zwłaszcza gej pisze np. , że przez 9 lat miał tylko jednego partnera seksualnego, to moim zdaniem albo jest to kłamstwo, albo nadzwyczaj rzadki wyjątek.”
    KAŻDY MIERZY WEDŁUG SIEBIE. Mozesz mieć tysiące gości w łózku, a ja mam od 8 lat jednego – i wara ci do tego!!!

  • marcin

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Oczywiście, że każdy powinien mierzyć według siebie, związki są naprawdę rozmaite, a ludzie dobierają się według indywidualnych kryteriów.
    Ten tekst jest przecież lekko przerysowany.
    Co jest złego w heteronormie? Równie dobrze można kwestionować na tej podstawie związki partnerskie czy małżeństwa osób tej samej płci, bo jednak nie jest to wymysł gejów czy lesbijek.
    Nie da sie żyć obok kultury.

  • Kanapka

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Taki punkt widzenia całkowicie ignoruje fakt, że samce ludzkie są z natury wielopartnerowe, gdyż tak wyposażyła je natura w interesie przekazania swoich genów i przedłużenia gatunku.”

    Jacku, dobrze, wszystko fajnie. Można sobie tłumaczyć poligamię na wiele różnych sposobów, ale to, co zacytowałam z Twojej wypowiedzi, ociera się już o nonsens. Gej poprzez seks gejowski ma przedłużać gatunek i przekazywać geny jak największej liczbie partnerów? Chyba do buzi przekazywać. No, błagam :D :D:D

  • Jacek

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Gej poprzez seks gejowski ma przedłużać gatunek i przekazywać geny jak największej liczbie partnerów

    Pisałem o tym, w co natura wyposażyła wszystkie samce – niezależnie do tego czy homo czy hetero. Wyobraźcie sobie jak chętnie heterycy uprawialiby np. seks w darkroomach z wieloma partnerkami gdyby większość kobiet im na to pozwalała.

    Jednak większość samic (nie tylko ludzkich) szuka kogoś na stałe, gdyż szukają opieki samca podczas ciąży i wychowania dziecka. Jak mówię – to instynkt starszy od ludzkości, na pewno wszyscy znamy takie zachowania zwierząt często pokazywane w TV.

    Jak powiedział mi dzisiaj Rafał Ziemkiewicz – małżeństwo – to instytucja wymyślona w interesie kobiety. Dodam od siebie i potomka – podobnie jak alimenty. Moralność, religia wywierają presje na nas abyśmy my – samce byli – wbrew swej naturze – monogamiczni – właśnie w interesie kobiety i potomka.

    Oczywiście w przypadku gejów – względy dotyczące potomstwa i interesów kobiety na ogół nie istnieją. Jedynym argumentem dla zmuszania się do sprzecznej z naturą samca monogamii jest chęć przestrzegania norm kulturowych czy moralnych.

    W tym jednak sęk, że – jak na razie (choć może to się zmienić w przyszłości) – sprzeczny z dość powszechną w Polsce norma moralną i religijną oraz kulturową (to niemal cytat z Donalda Tuska ) – jest sam homoseksualizm. Ergo – na razie argument: jestem homoseksualistą, ale mam stałego partnera, więc jestem porządny, godny szacunku – na większość heteryków w Polsce – nie działa. Dla kościoła katolickiego czy bardzo wielu katolików w Polsce homoseksualista jest nadal zawsze niemoralny, jest dziwką, zboczeńcem i grzesznikiem, w najlepszym wypadku – nieszczęśnikiem, któremu należy współczuć z powodu jego „przypadłości”, ale należy go trzymać na dystans od „normalnych ludzi” jak osobę trędowatą (sorry za ostre słowa, ale częstość takich opinii w Polsce to gorzka prawda) choćby ze swoim partnerem obchodził złote wesele i nigdy nie puszczał się na boki. Wszyscy chyba znamy takie opinie z komentarzy jakie heterycy zamieszczają na heteryckich portalach pod artykułami dotyczącymi nas.

  • @marcin

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Co jest złego w heteronormie? Równie dobrze można kwestionować na tej podstawie związki partnerskie czy małżeństwa osób tej samej płci, bo jednak nie jest to wymysł gejów czy lesbijek.
    Nie da sie żyć obok kultury.”

    Ależ właśnie o to chodzi w tożsamości queerowo-postemancypacyjnej. Żeby nie być „tacy jak oni”. A Ciocia J. queerowa jest jak malowanie, więc tym dziwniejszy taki „mainstreamowy” tekst :)

  • Tom

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Może warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że istnieją ludzie, którzy nie chcą się z nikim wiązać. Lubią być sami, niezależni, nie lubią za to kompromisów. Takie samotne wilki, wolni strzelcy. Nie mają potrzeby dzielenia swojego życia z kimś i mierzi ich perspektywa wspólnych śniadanek, wakacji i spędzanych razem świąt. A że mają potrzeby seksualne, czasem nawet duże, to je realizują z różnymi facetami.

    Ja do takiej właśnie kategorii należę i jest mi z tym bardzo dobrze. Przestałem liczyć po 200. Mam teraz na koncie jakieś 10 razy więcej facetów.

    PS. Zabezpieczam się, szczepię na żółtaczkę i robię regularnie co roku testy na wszystko, co możliwe.

  • Inari

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Jak powiedział mi dzisiaj Rafał Ziemkiewicz…” O_O

  • Aerial

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Nieco frustrujący jest dla mnie fakt, że „geje-latawice” próbują wmawiać pozostałym (nazwijmy to- „statecznym”) gejom ich rzeczywiste pragnienia w sferze intymnej. Jak mniemam, wydaje się im, że jak oni co 5 minut rozmyślają o seksie, do tego regularnie oglądają pornografię i ochoczą oddają sie w darkrumach, to znaczy, że pozostałym gejom również tego typu żądze zaprzątają umysł. Sądzę więc, że takie wyszydzanie heteronormatywności osób homo przez „latawice” jest zwykłym usprawiedliwianiem ich własnych chuci, czego dowodem może być wspomniana wyżej pokrętna hipoteza o trosce o przetrwanie gatunku;-)))

    Przyznaję, że jestem osobą ogromnie nieobiektywną w tych sprawach, dla mnie stały związek i ciepły dom to kwestie fundamentalne. Stąd podobnie jak przeciętne kobiety postrzegają tirówki, ja w podobny sposób oceniam „gejów-latawice” , są to dla mnie osoby skrajnie odpychające, wręcz obleśne. Nie jestem w stanie na to patrzeć inaczej, niesmaku nie da się wyzbyć. Jeżeli już silić się na tłumaczenie się biologicznymi uwarunkowaniami mojego stanu umysłu, to być może wynika to z faktu, że moje postrzeganie świata jest bardziej „żeńskie”, aniżeli archetypowo samcze.
    __
    3,5 roku w udanym dotychczas związku. ;) )

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Cieszę się, że są osoby myślące tak jak Aerial, którym w dodatku udaje się wcielić taki sposób myślenia w życie. Sam mam podobne poglądy. Wielopartnerowość, związki otwarte, itp wydają mi się obrzydliwe. Jeśli ktoś chce tak żyć, to jego sprawa. Wolałbym jednak, by nikt szczególnie się z tym nie obnosił, bo nie jest to powód do dumy, a może zaszkodzić sprawie akceptacji w społeczeństwie osób homoseksualnych. Nie chcę nikogo piętnować, ale nie widzę żadnych powodów, by promować rozwiązłość. To że jest się osobą homo, nie oznacza odrzucenia wszystkich norm, dobrych obyczajów.

  • Marcin

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    A ja mam obecnie 26 lat i dwa związki za sobą. Nigdy nie miałem tzw. skoków w bok. I nie uważam, że poligamia jest w naturze mężczyzny – takie twierdzenie jest po prostu usprawiedliwianiem rozwiązłości. Po to mamy coś takiego jak kultura, aby rozum panował nad popędami – to odróżnia nas od zwierząt.
    Ludzie są różni, a ja w takim razie wychodzę chyba na staroświeckiego: cenię wierność i zaufanie. Nie sprowadzam ludzi do roli obiektów seksualnych. Bo inaczej czułbym się chyba po prostu obrzydliwie.

  • [Re:]

    Będąc jak ja stojącym u progu trzydziestki prawiczkiem bez jakichkolwiek doświadczeń też można czuć się obrzydliwie…

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    @alexanderson
    To miał być argument za czy przeciw? I jeśli za, to za czym? A jeśli przeciw, to przeciw czemu? :)

  • Greg

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Będąc gejem w trzydziestym pierwszym roku życia i przebiegiem około 1200 miałem problem gdzie spędzić święta bo singla zapraszało w ubiegłym roku kilku przyjaciół. Wybrałem dyżur w pracy . Odstaję ale nie wiem w jakim kierunku. Spełniam się w świecie opisanym przez poglądy Jacka.

  • Pewien Miś

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    (…)przebiegiem około 1200(…)

    o tempora! o mores!

    Obym nigdy nie myślał tak o swoich relacjach z ludźmi i o seksie.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Hm, nikt mnie nie przekona, że przebieg 1200 to coś normalnego.

  • Maratonczyk

    [Re: Po pierwszej 300 przesta�em liczy�, czyli bilans trzydziestolatka]

    Widzisz Bartosz, powinienes wziac sobie przyklad z Grega. Majac 31 lat przewalil juz 1200 facetow. Zakladajac, ze (jak przypuszczam – no, mam taka nadzieje :) zadebiutowal nie wczesniej niz przed 15 rokiem zycia, to ma jakis 16 letni staz. Prosty rachunek 75 facetow rocznie – czyli prawie 1,5 faceta na tydzien. Niezly z niego ‚stallone’. Tez tak bym chcial. A tak w ogole to w ktorym miescie w Polsce jest taka duza podaz?

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Chyba tylko Warszawa albo Trójmiasto + eskapady w różne zakątki PL . Musisz też uwzględnić zwiększone obroty na wakacjach zagranicznych w krajach typu Turcja, Egipt, itp.

  • Maratonczyk

    [Re: Po pierwszej 300 przesta�em liczy�, czyli bilans trzydziestolatka]

    @ krzsz1986
    Dzieki za ‚tips’. Uwzglednie to w planach przedwakacyjnych :)

  • [Re:]

    @krzsz1986
    Powiedzmy, że był to żal za brakiem w życiu szansy pełnego zeń korzystania…

  • Ryba

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Ten artykuł jest nie tylko smutny, ale i nieprawdziwy. Rzeczywistość jest taka, że duza częsc gejów żyje w potwornej samotnosci i niechcianym celibacie. Na 300 partnerów może sobie pozwolić niewielu (jesli wogóle ktokowiek). Reszta musi sie zadowolić incydentami, pomiedzy którymi wystepuja nieraz wieloletnie przerwy. Homo-swiat jest okrutny, a reguły gry są jasne. Urodziłeś sie gejem, umrzesz kolo czterdziestki na HIV. Urodziłeś się homoseksulaista, umrzesz jako 90-letnia dziewica.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Bardzo współczuję osobom, które mając np. 30 (czy ilekolwiek) lat mogą „pochwalić” trzema setkami partnerów. Różni ludzie różnie na to patrzą, dla mnie to jedna z odmian potwornej samotności. Z drugiej strony staram się zrozumieć, że nie każdy potrzebuje związku. To może nawet dobrze, bo osoby z tak dużym przebiegiem chyba do związku nie za bardzo się nadają – są za bardzo zużyte. Podobnie jak z autem: duże, wygodne, lakier się jeszcze jakoś trzyma, ale duży przebieg obniża notowania.

  • Jacek

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Porównanie człowieka do samochodu jest chybione. Samochód funkcjonuje z biegiem czasu coraz gorzej, zużywa się. Człowiek natomiast – przynajmniej do pewnego wieku, powiedzmy do 50 tki wciąż się doskonali w umiejętnościach, także seksualnych, – zdobywa wciąż nowe doświadczenia.

    Człowiek bez doświadczeń albo z niewielkimi doświadczeniami seksualnymi w łóżku to z reguły tragedia: często wstydzi się i ma kłopoty ze wzwodem, często ma zbyt szybko wytrysk, brak mu znajomości podstawowych technik seksualnych, brak mu śmiałości mówienia w łóżku o swoich potrzebach.

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Hm, chciałby Pan jeździć autem jako 301. właściciel? ;) Ja nie. Niewielka liczba partnerów seksualnych nie oznacza braku doświadczenia w łóżku. Chyba, że komuś nie staje drugi raz do tej samej osoby, to rzeczywiście problem. Nie odmawiam nikomu możliwości uprawiania seksu z wieloma osobami. Wolałbym jednak, by nie domagać się akceptacji w społeczeństwie dla osób homoseksualnych pod hasłem: „trzystu na 30 urodziny”. To byłaby promocja rozwiązłości. Nie ma powodu, by promować rozwiązłość.

  • [Re: ]

    @Jacek
    Masz rację, pisząc tak o tego rodzaju osobie, ale też w ten sposób, już na wstępie znajomości stykając się z niechęcią, nigdy nie pozbędzie się ona owego wstydu, nie przełamie kompleksów, nie zdobędzie doświadczenia, niczego nie nauczy. Nie uważam, żeby to wyłącznie moją winą było, że pierwszego geja w swoim życiu poznałem, jak miałem 27 lat, że przez kolejne dwa nie poznałem nikogo, komu wydałbym się atrakcyjny (a za takiego, o ironio, się uważam), i trudno mi pogodzić się z myślą, że nadal muszę za to płacić, bo jako prawiczek – obciążony wszystkim, co wiąże się z tym stanem w moim wieku – jestem z góry skreślony dla o ileż bardziej doświadczonych rówieśników…
    Ryba ma rację – niektórzy od początku mają prze…ne. Michel Houellebecq wyraził to tak:
    „Żyjąc w epoce całkowitego wyzwolenia seksualnego (…), nie mogła oczywiście się zasłaniać jakąkolwiek etyką dziewictwa. Była poza tym zbyt inteligentna i zbyt świadoma, by tłumaczyć swój stan ”wpływami judeochrześcijańskimi” (…). Jakiekolwiek wykręty pozostawały więc poza jej zasięgiem. Mogła jedynie asystować z milczącą nienawiścią w wyzwoleniu innych; obserwować chłopców tłoczących się niczym kraby wokół ciał innych; przeczuwać zawiązujące się relacje, zdobywane doświadczenia, coraz częstsze orgazmy; i wobec ostentacyjnej przyjemności innych poddawać się cichej i całkowitej autodestrukcji” [Poszerzenie pola walki. Przeł. E. Wieleżyńska].

  • pokerzysta

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    krzsz1986 pisze:
    „To może nawet dobrze, bo osoby z tak dużym przebiegiem chyba do związku nie za bardzo się nadają – są za bardzo zużyte. Podobnie jak z autem: duże, wygodne, lakier się jeszcze jakoś trzyma, ale duży przebieg obniża notowania.”
    – Licznik przebiegu można w bardzo łatwy sposób zmanipulować. A po czym ty oceniasz przebieg mężczyzny – po rurze wydechowej? :)

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    @ pokorzysta

    Nie, nie po rurze i generalnie nie po wyglądzie. Po prostu nie każdemu odpowiadałby seks ze świadomością, że partnera wcześniej obracało kilkuset innych. Jednym odpowiada, innym nie. Jak to w życiu.

  • svefn

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Jednak większość samic (nie tylko ludzkich) szuka kogoś na stałe, gdyż szukają opieki samca podczas ciąży i wychowania dziecka. Jak mówię – to instynkt starszy od ludzkości, na pewno wszyscy znamy takie zachowania zwierząt często pokazywane w TV.

    Jak powiedział mi dzisiaj Rafał Ziemkiewicz – małżeństwo – to instytucja wymyślona w interesie kobiety. Dodam od siebie i potomka – podobnie jak alimenty. Moralność, religia wywierają presje na nas abyśmy my – samce byli – wbrew swej naturze – monogamiczni – właśnie w interesie kobiety i potomka.”

    bzdura za bzdurą. małżeństwo i wmawianie kobietom ciągot do monogamii to głęboki interes facetów. wszystko dlatego, że tylko matka zawsze jest pewna, więc żeby nie wychowywać cudzych bękartów trzeba taką kobietę zamknąć w domu, wmówić, że seks jest be i liczy się tylko romantyczna miłość do białego księcia.

    dla kobiet poligamia jest opłacalna, zróżnicowany materiał genetyczny zapewnia większe prawdopodobieństwo przeżycia większej ilości dzieci (jak już wchodzimy w to pole argumentów), sztuka to tak zbałamucić tego bogatego, żeby myślał, że to wszystko jego, dlatego kobiety pozornie zgadzają się na monogamię (upraszczam), ale też o ich zdradach mówi się dużo bardziej rynsztokowym językiem, więc laski lepiej je ukrywają.

  • Yga

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    @Tom
    „Może warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że istnieją ludzie, którzy nie chcą się z nikim wiązać. Lubią być sami, niezależni, nie lubią za to kompromisów. Takie samotne wilki, wolni strzelcy. Nie mają potrzeby dzielenia swojego życia z kimś i mierzi ich perspektywa wspólnych śniadanek, wakacji i spędzanych razem świąt. A że mają potrzeby seksualne, czasem nawet duże, to je realizują z różnymi facetami. „

    – może warto zwrócić uwagę na fakt, iż niektórzy NAPRAWDĘ wolą związki mono, wspólne śniadania itp. ludzie są RÓŻNI, a mówienie „rozwiązłość to normalne, bo faceci tacy są” i to wszystko, co dzieje się na portalach dla gejów (seks, wielość partnerów, ogłoszenia…) tylko umacnia wizerunek, że WSZYSCY geje tacy są. dajmy każdemu prawo do bycia SOBĄ, kierowania się swoimi wartościami, a nie „jedynym prawdziwym” poglądem że ludzie są albo monogamiczni albo rozwiąźli. ludzie są RÓŻNI. i niech nikt innemu nie wmawia, że coś jest dobre albo złe. każdy ma swoje życie, przemyślenia, doświadczenia i wartości. i wszystkie są OK.

  • Gustaw Adolf

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Właśnie! Ludzie są różni. Nic dodać – nic ująć. Kropka!

  • uff

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    słuchajcie, ja mając skończone 23 lata w zeszłym roku, mam za sobą 100 partnerów..
    wobec tego jestem hiperlatawica;)
    nie sądzę, by były osoby, które o tym wiedza..
    nie pracuję w agencji, jestem zwykłym studentem jednego z miast w Polsce a pochodzę z małego miasta..
    oczywiście robię badania regularnie i się zabezpieczam..
    zaraz pewnie wyskoczycie z tym, że się chwalę albo że Wam jest mi szkoda, ale mam gdzieś, co sądzicie na temat promiskuityzmu..

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    @ uff

    Uściślijmy – masz za sobą 100 partnerów seksualnych. Wcale nie uważam, że się chwalisz, bo moim zdaniem to nie jest powód do dumy czy chwały. Nie jest mi też Ciebie szkoda, bo skoro lubisz tak, to tak masz. Masz rację – jesteś latawicą, ale dopóki nie będziesz występował publicznie jako osoba homoseksualna i otwarcie, bez zażenowania przyznawał się do swojej rozwiązłości, cała sprawa będzie mi naprawdę obojętna.

  • anzelm

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    „Dajmy każdemu prawo do bycia SOBĄ, kierowania się swoimi wartościami, a nie „jedynym prawdziwym” poglądem
    że ludzie są albo monogamiczni albo rozwiąźli. ludzie są RÓŻNI. i niech nikt innemu nie wmawia, że coś jest dobre
    albo złe. każdy ma swoje życie, przemyślenia, doświadczenia i wartości. i wszystkie są OK.”

    Warto zwrócić uwagę na niekonsekwencję tkwiące w zacytowanej wypowiedzi. Autorka komentarza zachęca by nikt nikomu nie wmawiał, że coś jest dobre albo złe. Sama się jednak do tego nie
    stosuje stwierdzając, że różne style życia są ok. Wychodzi na to, że rezygnacja z ocen = ocena pozytywna.

  • Soniasonia

    [A co z kobietami?]

    Ciekawe, że nikt nie wspomniał o kobietach. Uważam (co prawda, jak sądzę, rzadziej niż u mężczyzn), że i wśród nich zdarzają się zdeklarowane poligamistki ;) Moim skrytym marzeniem jest wyjechać do wielkiego miasta na zachodzie i co tydzień przez rok mieć inną partnerkę (pewnej kobiecie się to udało). Jestem też zdania, że miłość i pociąg seksualny muszą się zgadzać. Nie uważam za coś złego, żeby osoba będąca w stałym związku zawarła przygodną intymną znajomość z kimś innym (po warunkiem, żeby się zabezpieczyła i potem powiedziała partnerce). Ja bym to przyjęła, ok. Natomiast bardzo mocno przeżyłabym, gdyby partnerka zakochała się w kimś innym.
    Przy okazji, dobrze napisany, zabawny tekścik. :)

  • krzsz1986@o2.pl

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    @ Sonia

    Ojej, jaka jesteś zdemoralizowana. I jeszcze się tym chwalisz ;) Czy Ty w ogóle masz skończone 18 lat? Dziwi mnie, że miałabyś coś przeciwko, gdyby twoja partnerka zakochała się w innej, a nie przeszkadzałoby Ci, gdyby rocznie przelizała około 50 innych cipek. Okropność! ;)

  • Soniasonia

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Dla mnie miłość i pożądanie to dwie zupełnie różne rzeczy. Nie widzę nic złego w jednoczesnym byciu w stałym związku i okazjonalnych skokach bok, gdyż nie wiążą się one z więzią emocjonalną. Można kochać partnerkę i jednocześnie przespać się z kimś niesamowicie atrakcyjnym, kogo już zapewne więcej nie spotkamy. Za złe uważam zdrady wtedy, gdy krzywdzą partnerkę. Jeśli ktoś, kogo kocham, nie zgodziłby się na związek otwarty (ładny eufemizm), wówczas nie zdradzałabym jej. Związek opiera się na zaufaniu i więzi psychicznej – zerwane bardzo trudno naprawić. Nie dochodzi do tego, gdy zdrada jest wyłącznie fizyczna.Natomiast w przypadku zakochania – nie chwilowego zauroczenia, lecz poczucia wspólnoty dusz – poprzedni związek jest właściwie skazany na zagładę.

  • Soniasonia

    [Re: Po pierwszej 300 przestałem liczyć, czyli bilans trzydziestolatka]

    Przy okazji chciałbym skomentować pewien szczególny przypadek poligamii, mianowicie przypadek osoby, która, nie potrafiąc stworzyć stałego czy chociażby w miarę stabilnego, trwającego przynajmniej dwa lata związku zadowala się licznymi przygodami miłosnymi. Uważam, że osoba taka, niezależnie od tego, co by mówiła, tak naprawdę cierpi z niemożności nawiązywania bliskich kontaktów, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jestem zdania, że ktoś taki powinien udać się do psychologa w poszukiwaniu pomocy.
    Cała dyskusja, w tym także w tematach o różnych modelach kobiecości, jest w zasadzie powtórzeniem pytania towarzyszącego każdym przemianom: czy zatrzymać się na umiarkowanych pozycjach (dostosowanie się do tradycyjnych wzorców i etyki) czy „pójść na całość” (androgynia, camp, poligamia). Ciekawie wygląda przyjrzenie się historii. Rewolucje zawsze w końcu „idą na całość” i… w końcu upadają. Natomiast przemiany ewolucyjne po pewnym czasie doprowadzają do uznania za oczywiste założeń uznawanych z momencie formułowania pierwszych postulatów za zbyt radykalne. Ciekawy problem. Sądzę, że problem zasługuje na głębsze przeanalizowanie.




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa