LGBT-izacja /cz. 1/

Agnieszka Graff wywołała burzę (przeczytaj). Słuszną. Polemikę z Graff podjęła już Wanda Nowicka, więc teraz każdy głos odbierany jest trochę jak za i przeciw, a tego bardzo chcę uniknąć, bo temat jest niezwykle ważny dla całej branży.

Teza Graff w skrócie wyraża się tak:

Organizacje pozarządowe wyrastają z pewnej odważnej, wręcz utopijnej wizji sprawiedliwości, z pragnienia głębokiej zmiany społecznej. Jednak odchodzą od tej szerokiej perspektywy, bo zajęte są własnym przetrwaniem.

Brawo! Trafiony-zatopiony. Oczywiście, że organizacje zakładane z poczuciem misji i planem zmiany społeczeństwa w pewnym momencie widzą, że nie samymi ideałami człowiek i orga żyją, ale i na chleb trza zarobić (np. na kawę w ordze).

Jak wygląda poranek członka/członkini orgi, która nie ma kasy? Wchodzi się na NGO.pl i sprawdza, czy „czegoś nowego” nie ogłosili. „Czegoś nowego” to jakikolwiek konkurs, w którym orga może wziąć udział. Ale trochę Graff przesadza – nie jest tak, że organizacja, która pomaga sierotom nagle szuka grantów na prowadzenie wsparcia w dziedzinie HIV/AIDS. Po prostu próbuje się znaleźć złoty środek przez startowanie w konkursach dotyczących np. promocji wolontariatu. Orga LGBTQ nie szuka grantów z dziedziny pomocy zwierzętom, a np. przeciwdziałania dyskryminacji nie tylko osób LGBTQ.

Rzeczywistość Szanowni Czytacze i Czytaczki wygląda tak: orga musi zapłacić za lokal (bo kto chce w domu własnym mieć ciągłą autostradę ludzi i telefon zaufania), opłacić zużycie lokalu, napoić i nakarmić ludzi, finansowo czasem ich wesprzeć choćby dając sto PLN na waciki, by ludzie nie czuli, że pół miesiąca oddają za frico. I tak też kilka tysięcy dla X., który oficjalnie je dostaje, bo tak wymaga grant, jest później dzielone – Y., którego nie wpisano w grancie (bo by grantu nie dali) dostaje kilka procent, Z. też, a do tego X. przelewa na konto orgi „darowiznę” i zostaje mu połowa początkowej kasy. Tak właśnie niestety wyglądają wielkie pieniądze na organizacje pozarządowe w tym kraju.

Największym błędem, jaki popełniono jest ustanowienie tzw. 1 procenta podatku. Dzięki temu prawie całe społeczeństwo czuje się zwolnione z podarowania organizacjom choćby 10 złotych miesięcznie (paczka fajek). A ten 1 procent jak nie trafi do organizacji, to powędruje na papier toaletowy w ministerstwie finansów. Ludzie myślę, że to oni płacą na orgi dzięki temu. Guzik prawda – to państwo w swojej łaskawości przekazuje popularnym i lubianym orgom swoją własną kasę a nie podatnicy.

Od czasu 1 procenta modlitwa każdego działacza w ordze (mówię o tych pożytku publicznego – ponad 6 tysięcy jest takich) brzmi: Podatniku nasz, poprawnie napisz KRS orgi Twej. Dzięki temu organizacje też same zwalniają się z potrzeby szukania donatorów, licząc na to, że z „jednego procenta” przeżyją kolejny rok, a resztę kasy się zapcha grantami. Co mnie ostatnio powaliło na kolana to twierdzenie, że i tak na „pedalstwo” żadna firma nie da kasy. I to od człowieka z orgi. No co to ma być? Albo się w coś wierzy, albo zbyt się przyzwyczaiło do zaglądania na ngo.pl i szukania nowych konkursów.

Właśnie w kwestii kasy się najbardziej nie zgadzam z Graff – przypominam o piramidzie Maslowa – najpierw zabezpieczenie bytu, potem ideały. Klasyk ujął to tak: Byt określa świadomość.

Tak – istnieje NGO-izacja. Tak – istnieje LGBT-izacja, przez którą rozumiem problem org branżowych – jak już zaczęli od ciot i lesb, to nie mają szans na granty w temacie np. niepełnosprawnych czy 50+. Jeszcze HIV/AIDS przejdzie, ale czy to czasem nie efekt zjawiska kojarzenia LGBT z HIV/AIDS? Z pewnością. Oczywiście to też efekt tego, że orgi LGBT są bardziej na ten kłopot wyczulone, ale czy zamykanie się w niszy LGBT+AIDS ma dla naszych org jakąś przyszłość? Tego jeszcze nie wiemy, okaże się. Co jak co, ale LGBT-izacja chroni nas trochę przed NGO-izacją, bo przecież KPH nie będzie nagle dokumentów kręciło, a Lambda otwierać schronisk dla bezdomnych – „pedalskiej” ordze po prostu na to nikt kasy nie da.

Jakby każdy i każda z np. osób popierających daną orgę ustawił/a sobie co miesiąc zlecenie przelewu na 10 zeta w banku – NGO-izacja by się skończyła. Wydaje się spore, pieniądze idą na reklamowanie „jednego procenta”, a ani grosza na reklamowanie wspierania orgi. To świadczy o mentalności organizacji – 1 procent jest łatwiejszy do zdobycia, ale nie przywiązuje ludzi do organizacji, stałe zlecenie jest trudne, ale tworzy więź między orgą a ludźmi. Jestem ciekaw czy osoby, które ustawiły takie zlecenia choćby dostały kartki z życzeniami od organizacji (przecież to widać na koncie), czy orga kiedykolwiek napisała do nich… z praktyki wiem, że nie. A za co mają być prowadzone działania „polityczne”? Przecież nie ma konkursów na „napisanie ustawy” czy „lobbying w Sejmie”…

Nowicka pisze: Mnie jednak bardziej interesowałaby dyskusja na temat zatrważająco niskiego poziomu organizacji społeczeństwa. Ale to jest to samo – dyskusja o organizacjach pozarządowych i ich podejściu do świata to zarówno efekt braku poziomu organizacji społeczeństwa, jak i właśnie ten brak. Dopóki w tym kraju będzie panował mit „jednego procenta”, a także – nie tylko w naszej branży – mit działacza-milionera, dopóty organizacje będą działały w myśl zasady: jak zabraniają jeździć na koniu, to się maluje paski i jeździmy na zebrze.

Inną kwestią poruszoną przez Graff jest temat „człowieka z ulicy”. Załóżmy taką sytuację – osoba X ma potrzebę zrobić coś na rzecz gejów i lesbijek w Polsce. W Warszawie do wyboru ma kilka organizacji, które na tym temacie straciły szkliwo na zębach. Przychodzi na Żelazną, Żurawią czy inną ulicę i… proponują mu grupę spotkań dla młodzieży lub 50+. Tak to w skrócie wygląda – orgi mają masę roboty, ale żeby organizować think-tanki i szerokie grupy, w których każdy będzie dopuszczony do wielkiej tajemnicy wiary, którą są „projekty”, to już się zacinają i traktują przybyszy jak intruzów. Nie mówię o moich doświadczeniach, ale też i nie ja jestem tu tematem. Gdyby w Lambdzie nie dano mi pewnej dowolności w poruszaniu się po świecie, to nigdy bym tam nie był. Kult jednostki czy orgi powinien być prawem zabroniony jak dla mnie. Jednak wiele osób potrzebuje, by nimi pokierować, ale w zamian oczekuje: a) sensownej roboty b) sensownego wsparcia c) feedbacku. Orgi często o to nie za bardzo dbają.

Największym problemem – moim zdaniem – organizacji jest „profesjonalizacja”. Potrzebna jak najbardziej, czasem uniemożliwia kreatywność. Ile rzeczy można zrobić za darmo czy niskim nakładem kosztów pokazały chociażby nasz transparent na Paradzie i Dzień Wychodzenia z Szafy. Minimum nakładów, a odbiór większy niż niejednej dyskusji czy wystawy.

A LGBT-izacja? Cóż. Nie ukrywajmy – organizacji LGBTQ jest mało. Dwie duże orgi, kilka mniejszych i Fundacja od Jednej Imprezy. Wiadomo, że po grant X wystąpią przynajmniej dwie z nich. Tylko po co? A gdyby tak razem wystąpić i dostać więcej kasy, mieć lepszy pomysł i lepszych realizatorów? Taki pomysł to oczywiście bajka z pixara, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że gdyby stworzyć jakąś Federację organizacji LGBT, to i łatwiej wizerunkowo i bez wzajemnych wkurwów można by przeprowadzić wiele działań, które są niemożliwe, w momencie gdy wszyscy ze sobą konkurują.

Tak więc na koniec – wszyscy mamy – i pewnie słusznie – pretensje do org LGBT o nieskuteczność czy inne sprawy, ale przykro mi moi Drodzy – oprócz wymagań potrzebny jest też wkład. Tego niestety nie ma, a przynajmniej jest zdecydowanie niewystarczający. Zasada „płacę – wymagam” powinna dotyczyć nie tylko wizyt w restauracji.

Tekst ukazał się na blogu www.abiekt.blogspot.com. Redakcja dziękuję autorowi za zgodę na publikację.

 

Autorzy:

zdjęcie Wojciech Szot

Wojciech Szot

rocznik 86, pracownik, księgarz

17 komentarzy do:LGBT-izacja /cz. 1/

  • Loth

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Często ludziom się po prostu nie chce działać. Oczywiście 1% przyczynił się do tego, jednak nie demonizował bym go za bardzo, zawsze to jakieś dofinansowanie – gorzej, że ludzie odbierają taki gest, za wystarczającą formę „uczestnictwa” w społeczeństwie obywatelskim (?) i nie chcą iść dalej…

    Stały przelew praktykuje od niedawna i bardzo dobrze się z tym czuję, wiem komu i ile daję – nie są to miliony, ale kilka piw/ wyjście na miasto mniej i tyle :)

    Poważnym problemem jest myślenie, że „jak nie ja, zrobi to ktoś inny” – jakiś Biedroń, jakaś Yga albo Abiekt napisze na blogu. Szwankuje system edukacji, który powinien dawać podwaliny pod społeczeństwo obywatelskie.

  • marcin

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    No dobrze, dowiadujemy sie, ze kph miala w 2008 milion zlotych obrotow. I to wiadomosc podana wiadomo przez kogo, a wiec z odpowiednim natezeniem sensacyjnosci.
    I co to oznacza? Ze wydali nie na to co potrzeba? Oczywiscie, ze nie. Bo to nie takie proste.

    Jak działają orgi w Polsce.
    Pojawia się konkurs, pisze się wniosek, we wniosku trzeba opisać wszystkie wydarzenia, które się pojawią podczas realizacji projektu, w tym szczegółowo budżet. Są obwarowania, np. administarcja nie może przekraczać 10 proc. całości. Mając taki plan szczegółowy, trzeba się rozliczyć z wydarzeń co do złotówki. Nie można nagle połowy kwoty wydać na lobbying w sprawie związków partnerskich, jeżeli jest zapisane w projekcie wyżywienie na 5 tysięcy (kwoty muszą być racjonalne). I stąd ten milion.

    Druga rzecz. Mało jest konkursów, które są skierowane na jakieś obszary lobbingowe czy nastawione długofalowo na społeczną zmianę. Są za to projekty celowe: na aktywizację, na szkolenia, na konferencje – to najczęściej. Organizacja, która chce płacić czynsz albo utrzymać telefony w siedzibie, musi realizować takie projekty, by przeżyć. Oczywiście one wszystkie są bardzo pożyteczne, odnoszą pozytywny skutek zawsze, nawet w małej skali, ale my tymczasem dostrzegamy inne, bardziej palące potrzeby. Można się zniesmaczyć, że ktoś tam robi konferencję albo wystawę. Ale dlatego, że nie miał możliwości zrobić tego, co było ważne.

    I tutaj dochodzi aspekt jednej paczki fajek. Nie będzie zmiany i kasy na to, bo konkursy grantowe nie przewidują z reguły takiej opcji, niestety, wolą konfy i szkolenia. Dlatego sami musimy wpłacać co miesiąc kasę. Niestety zgadzam się z Wojtkiem tutaj, że nie dostanie się kartki nawet ani podziękowania, ale to nie jest ważne. Wolałbym też finansować jasne działania, żeby moja kasa szła na konkretny cel, jak to zrobiono przy pozwie z Rzepą, ale to też nie załatwia sprawy, gdy ma się lokal.

    to taka w skrócie moja refleksja na temat miliona złotych i próby zrobienia z tego afery, bo jednak nie tak to działa, to nie są wolne środki, a jeśli na posiłki wydało się 3 tys. zamiast 5 zapisanych w projekcie, to trzeba różnicę zwrócić grantodawcy. A takie sensacje tylko szkodą organizacjom.

    Ciekawi mnie wątek niedopuszczania wolontariuszy do środków i do większych rzeczy, ale mam nadzieję, że te kwestie w części 2 się pojawią, w sumie zarządzanie organizacją jest trudną sprawą, bo jednak działa to podobnie jak w firmie.

  • Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    W naszym newsie o finansach KPH nie ma żadnego natężenia sensacyjności:

    http://www.gaylife.pl/news.php?idn=1918

    Są tam cyfry, daty, fakty, a także fragment tekstu Agnieszki Graff. To, co pisze Graff, pisaliśmy już o KPH w 2006 roku, więc są tam też linki i cytaty z naszych starych tekstów.

    Zamieszanie wokół kwestii finansowych w KPH wynika z dwóch przyczyn: po pierwsze od lat nie zależało im na transparentności i sami nie publikowali w mediach wysokości swoich przychodów i rozchodów. To zawsze budzi podejrzenia.

    Po drugie z arogancji. Jeden z działaczy KPH stwierdził (niezgodnie z prawem prasowym zresztą), ze tłumaczyć to oni musza się tylko grantodawcy, a nie mediom, zwłaszcza nie gejowskim. Media gejowskie (nie tylko Gaylife.pl) bardzo długo lekceważyli. O wielu działaniach KPH dowiadywaliśmy się z Gazety Wyborczej. Jeden z działaczy słynący z arogancji oświadczył, że Gaylife i tak czyta w porównaniu z Wyborczą niewielki krąg osób i że nie będzie z nami rozmawiał, ani się nam tłumaczył.

    Gdyby nie ukrywali ile mają przychodu, dlaczego za ten ponad milion zł, który KPH dostała w 2008 roku niewiele zrobili, to można by podjąć rzeczową dyskusję na temat: czy nie ma grantu, który umożliwiałby lobbing. Jeśli nie, to można zastanowić się czy w takim razie nie wezwiemy czytelników do masowych darowizn na rzecz organizacji itp.

    Ale zasadnicze pytanie brzmi: czy jeszcze jest choć trochę ideałów wśród kierownictwa KPH czy została już tam tylko wygodna synekura dla kilku osób na górze i pozorowane działania?

    KPH pozwała Gaylife do sądu i to nie za inwektywy, lecz za artykuły stawiające niewygodne pytania, co stale jątrzy sytuację i będzie jątrzyć przez wiele kolejnych lat. Trudno, by w takich warunkach harmonijnie układała im się im współpraca z mediami gejowskimi. Prawdziwymi mediami gejowskimi, a nie systemami randkowymi pozbawionymi publicystyki czy kopiarkami newsów z heteryckich portali.

    Media jak sama nazwa wskazuje – to tylko pośrednik pomiędzy organizacją a zwykłymi obywatelami. Lekceważenie i niechęć organizacji LGBT w stosunku do medium LGBT – jest w gruncie rzeczy lekceważeniem w stosunku do zwykłych gejów i lesbijek, gdyż to oni są ostatecznym odbiorcą przekazu.

    Aż dziw bierze jak zły PR ma KPH i jej faktyczny szef w środowisku zwykłych gejów i lesbijek (nie działaczy). W końcu wiceprezes KPH jest specjalistą od PR ;)

    Instytucja wolontariuszy zamiast członków, nie dopuszczanie nowych ludzi – to też celowe działania obliczone wg mnie na to, aby nie zostać odwołanym z zarządu na Walnym Zgromadzeniu.

  • Abiekt

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    1. Co do różnicy w kasie KPHu to jest to dość proste – 99 procent grantów wygląda tak, że się dostaje XYZ pieniędzy i trzeba je wydać w całości do końca roku. Stąd np. taka różnica pomiędzy obrotem rocznym a końcowym stanem konta. Nie odkrywam tu kontynentu.

    2. Z tego co wiem to KPH robi całkiem sporo rzeczy, inna kwestia – jest to organizacja, która – w mojej ocenie, dość zgodnej z Jackiem – w dużej mierze traci na wizerunku publicznym.

    3. Dziwi mnie zarzut niepublikowania dokumentów – pozytek.gov.pl – wszystko jest.

    4. Do Marcina:

    Nie chodziło mi o niedopuszczanie, a o stwarzanie wrażenia szklanego sufitu. A drugi tekst będzie bardziej postulatywno-bajkowy niż ten :)

  • Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Owszem, od czasu, gdy w 2006 roku zrobiliśmy awanturę, ze KPH nie publikuje sprawozdań finansowych na czas i poszedłem do ministerstwa pracy i polityki socjalnej po papierowe dokumenty, to sprawozdania są. Ale czy publikacja na mało znanej stronie wystarcza? Kto by wiedział o tym, że KPH miała już w 2008 roku ponad milion przychodu, gdyby nie dociekliwość Gaylife? Wszak jeszcze po spotkaniu organizacji LGBT z września 2008 roku (gdzie już stawiałem zarzuty organizacjom)

    http://www.gaylife.pl/artykul.php?id=951

    Michal Minałto pisał o „kulejących możliwościach finansowych” organizacji

    http://www.homiki.org/modules.php?name=News&file=article&sid=2614

    a było to dwa lata po pierwszych publikacjach Gaylife wskazujących na marnowanie przez KPH setek tysięcy zł na nieprzydatne do walki o prawa LGBT konferencje.

  • monik

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Są organizacje, które same sobie narzuciły zgodnie z ideą organizacji SPOŁECZNYCH zakaz wynagradzania finansowego za pracę. Jeśli ktoś działa dla kasy to krucho widzę przyszłość tego ruchu :(

  • do monik

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Ale realizacja projektu to etatowe działanie, wymaga doświadczenia, umiejętności, osoba z ulicy nie napisze grantu i nie rozliczy go, nie ma innej drogi niż profesjonalizacja ogranizacji, bo nie można robić wszystkiego za darmo. Praca w organizacjach to normalna praca, wymaga księgowej, kadr, infrastruktury. Sam pracowałem w bardzo bogatej organizacji, która zatrudniała ponad dwadzieścia osób na etatach, bo tylu było potrzebnych, by się uwinąć. Praca dla idei nie oznacza pracy darmowej, zwłaszcza jeśli trzeba na nią poświęcić sporo godzin w ciągu dnia.

    Jestem przeciwny demonizowania organizacji, co z tego, że zdobywają granty na projekty mało ważne, niech mają na biuro, niestety to tylko one mają realne możliwości zmiany w Polsce, a my powinniśmy wspierać nie tylko w ramach 1 procenta.

  • marcin

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    znalezione w komentarzu u Abiekta:

    „Antarex nie pisze nic o kradzieżach ani w KPH ani przez KPH, lecz o marnowaniu przez tę organizację ogromnych funduszów ( w roku 2008 ponad milion zł – czy pamiętacie czego wielkiego dokonała w tamtym roku KPH?) na nikomu nieprzydatne działania”.

    i właśnie o tym pisałem, jak można zarzucić marnowanie kasy organizacji, która ma środki, ale do rozdysponowania na konkretny cel. Co to za zarzut. jak można zmarnować kasę, kiedy nie ma możliwości wydania jej dowolnie. Ludzie myślcie trochę, naprawdę mi się nie podoba taka demagogia.

    Owszem można mieć pretensje do organizacji, sam wielu z nich nie dam grosza nigdy, ale nie zgadzam się na taką demagogię!

  • royte_pomerantsn

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Powtórzę za osobami piszącymi wyżej – w NGOsach LGBTQ praktycznie jedyna kasa pochodzi z grantów. Takiej kasy nie da się dowolnie rozdzielać na to, co środowisko uważa za słuszne – trzeba precyzyjnie wydać na cel określony w grancie, a nikt nie daje grantów na lobbying, pisanie projektów ustaw itp. Zaś na zatrudnienie choćby profesjonalnego księgowego też trudno znaleźc pieniądze – dla danego grantu można sfinansowac takie usługi, ale na stałe nie.

    Ratunkiem byłyby wpłaty z 1% i darowizny od osób prywatnych, przysłowiowe 10 PLN/m-c od osoby, taką kasę można chyba wydawać z większą dowolnością. Ale tych wpłat nie ma, niestety, bo taka jest jakoś zaangażowania obywatelskiego całego społeczeństwa polskiego, nie tylko środowiska LGBTQ

  • Absolutely Fabulous

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    W pełni się zgadzam z Marcinem – takie zarzuty pokazują jedynie kompletną ignorancję piszących w kwestii tego, na czym polega pozyskiwanie i rozliczanie grantów. Albo – jeszcze gorzej – piszący doskonale wiedzą, jak jest, ale żerują na niewiedzy czytelników.

  • Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Kasę dostaje się na to, o co się występuje. Jeśli np. KPH wystąpiła o kasę na rozdawanie prezerwatyw w seksklubach (tzw. akcja Czerwony Kapturek), to dostała pieniądze na to, a nie np. na objazdową wystawę o martyrologii gejów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w największych polskich miastach (co proponuję od lat).

    Trzeba występować o finansowanie mądrych akcji, a nie o wszystko, co się nawinie. Jeśli nie ma grantów na działania lobbingowe, to trzeba zaapelować do społeczności LGBT o datki na to. Fundusze się znajdą.Tylko, że wtedy trzeba mieć wiarygodnych działaczy i najlepiej jeszcze rade Programową złożoną z autorytetów środowiska LGBT (Raczek, Poniedziałek itp.) stanowiących rękojmię tego, że kasa nie pójdzie na marne, a poza tym schować pychę do kieszeni i poprosić o pomoc w rozpropagowaniu sprawy media gejowskie.

  • do Jacka

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    „Kasę dostaje się na to, o co się występuje. cytat: Jeśli np. KPH wystąpiła o kasę na rozdawanie prezerwatyw w seksklubach (tzw. akcja Czerwony Kapturek), to dostała pieniądze na to, a nie np. na objazdową wystawę o martyrologii gejów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w największych polskich miastach (co proponuję od lat).”

    Zgadzam się z pierwszym zadaniem, ale to nie takie proste.
    1. organizacje muszą pisać na co się nawinie, chąc przetrwać, zgadzam się z Agnieszką Graff. Nie ma innej opcji, księgowość kosztuje, lokal kosztuje, etc. Lepiej, że zrobi się konferencję niż miałoby się nie zrobić NIC. A Czerwony kapturek to wcale nie taka zła akcja. Poza tym w kompetencje organizacji nie możesz wchodzić, to ich suwerenna decyzja, jaki profil realizują.
    2. Naprawdę mało jest grantów na objazdowe wystawy, więc bieżące konkursy trzeba wykorzystywać głównie na akcje szkoleniowe i konferencje, to jakieś 90 procent tego co się pojawia.
    3. Oczywiście bardzo trudno jednak, by wniosek przeszedł, więc jestem godny podziwu dla KPH, że udało im się tyle zgarnąć .

  • Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    w kompetencje organizacji nie możesz wchodzić, to ich suwerenna decyzja, jaki profil realizują

    I to właśnie nieprawda. Oczywiście organizacje mogą sobie o wszystkim suwerennie decydować.

    Ale od tego są media, aby oceniać celowość działań tych organizacji. W demokracji media – to czwarta władza.

    KPH dostaje te setki tysięcy złotych dlatego, ze sponsorzy, grantodawcy chcą wesprzeć społeczność LGBT w walce z homofobią, a KPH taki profil działalności deklaruje. Tylko dlatego.

    Łatwo sobie wyobrazić, że na oficjalne Prywatne Stowarzyszenie Wzajemnej Adoracji pana Biedronia, pani Abramowicz i pana Szypuły – nie daliby nic.

    Społeczność LGBT ma prawo wiedzieć jak wydają pieniądze ci, którzy w jej imieniu te pieniądze pobierają. Taką informację zapewniają społeczności LGBT tylko media LGBT, bo media heteryckie takimi kwestiami nie bardzo chcą się zajmować.

    Aż dziwię się, ze tak podstawowe sprawy dotyczące funkcjonowania, roli i praw mediów w demokratycznym społeczeństwie muszę w kółko powtarzać. Czy co poniektórym komunizm powyżerał mózgi?

  • monik

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Można pisać projekty za darmo czyli społecznie. Znam organizacje, w których jedynie księgowa jest zatrudniona. Wszystko inne robią społecznie fachowcy będący członkami tych organizacji.

  • Tęczowy Miś do Monik

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Co to za organizacja, o której piszesz?
    Wiesz, że duże wnioski grantowe bez uwzględnienia kosztów osobowych też są odrzucane jako niewiarygodne z nierealistycznym budżetem?

  • Tęczowy Miś do Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    >(…)a nie np. na objazdową wystawę o martyrologii gejów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w największych polskich miastach (co proponuję od lat).

    KPH już to robi, ale oczywiście nie wiesz o tym, bo realne działania KPH nie są dla ciebie tak interesujące jak te wyobrażone.
    http://www.kph.org.pl/pl/edukacja/berlin-yogyakarta/

  • Jacek

    [Re: LGBT-izacja /cz. 1/]

    Przy takim zerowym nagłośnieniu medialnym sprawy, to KPH może sobie te wystawę…. Czy tam w ogóle jest ktoś kompetentny od PR-u?




Skomentuj

  

  

  

Obraz CAPTCHY

*

Możesz używać następujących tagów HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Pamiętaj: zamieszczając komentarze akceptujesz regulamin

napisz do nas: listy@homiki.pl

Homiki.pl. Czasopismo zarejestrowane w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga pod nr 2372 więcej »
Nr ISSN: 1689-7595

Powered by WordPress & Atahualpa